Dodaj do ulubionych

Mówić o Bogu...

28.05.08, 07:54
Jak często rozmawiacie o Bogu z innymi ?
Pamiętam, jak jedna z koleżanek powiedziała, że bardzo dużo dało
jej, że pedagog w jej szkole po prostu mówiła o Bogu - może nie przy
każdej okazji, ale zupełnie naturalnie, wtedy gdy sprawy dotykały
tematów pokrewnych smile Twierdzi, że dzieki niej znowu zaczęła o Bogu
myśleć smile
Z kolei w innym przypadku, gdy moja Przyjaciółka opowiedziała w
czasie kolacji ze znajomymi o swoim niedawnym nawróceniu, pan domu
przynając że go ta historia wzruszyła, zasugerował, żeby nie
rozpowiadała o tym, bo wezmą ją za wariatkę wink)))))
Obserwuj wątek
    • alex05012000 Re: Mówić o Bogu... 28.05.08, 12:36
      Jak często rozmawiacie o Bogu z innymi ?
      oprócz tego forum ... bardzo, bardzo rzadko...praktycznie nigdy...
      jeśli już to albo z najbliższymi osobami z rodziny, ale też raczej
      raz na 100 lat, albo z kimś obcym ale w jakichś naprawdę wyjątkowych
      okolicznościach, i nie z mojej inicjatywy ....
      no i od kiedy mam córkę to z córką dość często...
      • ekan13 Re: Mówić o Bogu... 28.05.08, 17:21
        Niestety nie mam takich towarzyszy rozmów za wiele. Głównie mąż, duzo czytamy książek o tematyce religijnej i potem wymieniamy poglądy.
        Druga taką osobą jest koleżanka jeszcze z podstawówki, z którą utrzymuje kontak głównie meilowy i dzielimy sie różnymi rozwazaniami i jest jeszcze kolega, student teologi.
        Nie ukrywam, że brakuje mi tego, ale to są tematy z gatunku "politycznie niepoprawne" lub zbyt intymne.
        Tu duże mozliwości daje przynależnośc do jakiejś wspólnoty, a ja chyba jeszcze do tego nie dojrzałam.
        • mader1 Re: Mówić o Bogu... 28.05.08, 17:34
          No właśnie. A niektórzy " tak sobie powiedzą", znienacka smile
          Myslicie, że moga byc odbierani jako nienormalni ? smile)))
          Ze jak ma się dobrych znajomych, od wielu lat, a do tej pory
          człowiek nie rozmawiał z nimi o Bogu, nie wypada mówić o swoim
          nawróceniu ?
          • isma Re: Mówić o Bogu... 28.05.08, 17:43
            Eee, dlaczego "wsrod przyjaciol" nie wypada wink))?

            Jakkolwiek ja to znam z drugiej strony - zdarzylo mi sie zostac
            zapytana wprost o okolicznosci takowego przez osobe, ekhm, wtedy
            znajaca mnie raczej slabo, jakkolwiek "po linii i na bazie"
            koscielnej. I jakos... odebralam pytanie jako obcesowe ;-(((. Wiec
            sama tez raczej nie wnikam. Jak wiecie, mamy dorosla swieza
            chrzesniaczke - nie pytalam nigdy "dlaczego, jak TO sie stalo?". Ile
            zechce, sama mowi.
            Ale nie wiem, czy to nie jest kwestia tego, ze jak dla mnie to w
            ogole dosyc osobiste sprawy - podobnie jak sprawy malzenskie czy
            rodzinne - sa.

            Z upodobaniem natomiast rozmawiam o Panu Bogu na gruncie dyskusyjno -
            erudycyjnym wink)).
            • ekan13 Re: Mówić o Bogu... 28.05.08, 18:29
              Czasem w rozmowach z dobrymi znajomymi pojawia się temat Boga w kontekstach bieżących wydarzeń, tylko ja akurat mam znajomych o dość liberalnych pogladach i wiem, że nie dojdziemy do wspólnego mianownika. O ile uszanują, że na piatkowym grilu zjem co najwyżej grilowaną cukinie, to już zapuszczanie sie w tematy bardziej egzystencjonalne grozi wejściem na minęsmile
              Mi bardziej brakuje takich rozmów o Bogu ciepłym, prawdziwie kochającym, mającym realny wpływ na nasze życie.
              O ja lubie tematykę demonologi na ten przykład, a kto tam dzisiaj w diabły wierzy, ech...smile
              ~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:
              • mader1 Re: Mówić o Bogu... 28.05.08, 18:52
                > O ja lubie tematykę demonologi na ten przykład, a kto tam dzisiaj
                w diabły wier
                > zy, ech...smile

                Ja wierzę, że istnieją, ale demonologii nie lubię smile więc na grillu
                z rybką czy cukinią czy po prostu przy rybie lub nalesnikach z
                patelni, też był o tym z Tobą nie pogadała wink Ale o Bogu jak
                najbardziej smile
                Zapytałam o to czy " nie wypada", bo bardzo mnie zaskoczyła ta dawna
                uwaga znajomego Przyjaciółki... Znali się wiele lat i mieli
                przedyskutowane dorastanie syna ( ich syna - burzliwe), problemy
                polityczne, kłótnie i sytuacje domowe i... czemu akurat Jej
                nawrócenie wydało Mu się niestosowne ? wink)))) Zwłaszcza, że... no
                nie napisze, że typowe było, bo tu trudno o " typowośc", ale nie
                widziałam nic nieprawdopodobnego w Jej wyznaniach smile

                A tak, gdy ktoś pyta o osobiste przezycia, i to znienacka, potrafię
                się skutecznie " zatrzasnąć", choć generalnie jestem otwarta.
    • kudyn Re: Mówić o Bogu... 28.05.08, 22:54
      Taka reakcja mnie specjalnie nie dziwi, już NT pisze, że tak będzie.
      Staram się rozmawiać w sposób naturalny, w zależności od okoliczności, chociaż
      raczej specjalnie nie wywołuję tematu. Inaczej wygląda to z żoną, inaczej z
      przyjaciółmi, zależy jaką z kim mam relację. Np. spotykam się z czterema
      facetami i rozmawiamy w oparciu o jakiś tekst. Czasem przy ewangelizacji
      rozmawiam z obcymi, jak np. w czasie Pro Christ. A bywa tak, że trzeba zająć
      stanowisko, dać świadectwo ale odwagi brakuje.
      • mama_kasia Re: Mówić o Bogu... 29.05.08, 08:57
        A bywa tak, że trzeba zająć
        > stanowisko, dać świadectwo ale odwagi brakuje.

        O właśnie, z tym się czasami borykam sad

        O Bogu romawiam z mężem, dziećmi, ludźmi ze wspólnoty.
        Czasami zdarzają się rozmowy z dalszymi znajomymi, ale
        tu zachowuję się delikatnie. Nie potrafię tak "z Bogiem
        na ustach". Nie wiem, czy to dobrze czy źle.
        • kudyn Re: Mówić o Bogu... 29.05.08, 09:43
          To chyba trochę zależy od osobowości, ja też raczej tak nie potrafię. Z drugiej strony pisałaś kiedyś o kursie ALFA, tam największą skuteczność w zapraszaniu na kolejny kurs mają ci, którzy się właśnie nawrócili i dzielą się tym w swoim środowisku.
          Kiedyś robiłem „test” na predyspozycje do ewangelizacji. Pokazywał, że każdy może ewangelizować, mówić o Bogu, ale różnymi metodami. Jeden będzie świetnie przemawiał, drugi będzie dzielił się świadectwem w osobistych spotkania, inny przez niesienie pomocy. Ale każdy może to robić.
          • mama_kasia Re: Mówić o Bogu... 29.05.08, 09:52
            Nie pisałam o takim kursie smile

            Masz rację, każdy może ewangelizować, choćby przez napisanie
            paru słów, co sama lubię najbardziej smile
            Warto też być stale otwartym i stawiać sobie pytania, gdzie
            chce mnie Bóg widzieć, gdzie i w jaki sposób.
            • kudyn Re: Mówić o Bogu... 29.05.08, 10:23
              mama_kasia napisała:

              > Nie pisałam o takim kursie smile

              A to bardzo przepraszam, jakoś wydawało mi się, że w wasza parafia organizowała ale pewnie sobie coś ubzdurałem.
              • mader1 Re: Mówić o Bogu... 29.05.08, 11:26
                nasza organizowała, choć nie pamietam czy o tym pisałam smile
          • mader1 Re: Mówić o Bogu... 29.05.08, 11:25
            Pokazywał,
            > że każdy może ewangelizować, mówić o Bogu, ale różnymi metodami.

            Zgodzę sie z tym, do każdego bowiem przemawiają różne metody. Jeden
            chętnie posłucha o Bogu, albo nawet jeżeli z początku posłucha
            niechętnie, to potem słowa do niego wrócą. Do innych bardziej
            przemówią czyny czy świadectwo życia danych osób - rodzina, którą
            odbiera jako dobrą, otwartą, zgodną, chętną do pomocy może nie
            opowiadac nawet o Bogu, wystarczy, że się zobaczy ją idącą ją do
            kościoła i to może zainspirować.
            Trzeba też pamietać, że możemy dawać swiadectwo nawet nie
            przypuszczając - w najtrudniejsych momentach. Jedno z
            zaprzyjażnionych z nami małżeństw nie mogło uwierzyć, że dla nas
            najcenniejsze w ich świadectwie jest to, że znamy ich wady, pomyłki,
            upadki, konflikty - a są obydwoje osobami trudnymi i takież mają
            dzieci- i to, że pomimo tego, starają się być ze sobą, że są wierni.
            Powiedzielismy im o tym i okazało się, ze i moment na wyznanie był
            dobry, bo pomógł lżej przejśc nastepny z licznych kryzysów.
            ie jest więc ważna nasza wizja tego jak mamy ewangelizować, bo to
            może się dziać pomimo , iz nie mamy o tym pojęcia. Przywołane przeze
            mnie małzeństwo nawet uważało, że może być antyświadectwem - coś tak
            jak napisała Alex " z nas to przykłądu nie nalezy brać" smile))))
            • kudyn Re: Mówić o Bogu... 29.05.08, 12:00
              Pewnie gdy się tego nie wie, Bóg może się nami posługiwać. Ale warto znać swoje talenty, można je rozwijać. Dużo osób również wspominało, że uwolniło ich to od wyrzutów sumienia, czuli że mają ewangelizować a np. bali się przemawiać publicznie. Okazywało się, że ewangelizują, tylko nie taką metodą.
    • a_weasley Łk 12:9, Dz 4:20 31.05.08, 19:44
      Wskutek wybiórczej tolerancji i poszanowania dla wszystkich poglądów z wyjątkiem
      chrześcijaństwa obecnie wypada w towarzystwie mówić o Kościele i księżach (pod
      warunkiem, że się mówi źle), natomiast podobno nie wypada mówić o Bogu, o tym, w
      co się wierzy i dlaczego itp.
      Nie wiem, nie przypominam sobie, bym spotkał się z wrogimi reakcjami
      (przynajmniej nie w realu, bo w necie wszystko może się zdarzyć, owszem zdarza
      się). Mogło się zdarzyć, ale nie było to ani jakieś szczególnie przykre, ani
      nagminne, skoro sobie nie przypominam.
      O Bogu wspominam wtedy, kiedy jest to jakoś a propos. Jeżeli np. dyskusja
      dotyczy takiego czy innego dobra lub zła, odwołanie się do Biblii jest jak
      najbardziej na miejscu, bo albo rozmówca wierzy i wtedy jest to argument ad
      auctoritatem, albo nie wierzy i przynajmniej będzie wiedział, skąd mi się bierze
      to, co myślę. Jeżeli dotyczy postępowania Kościoła instytucjonalnego, także,
      jeśli jest okazja, oceniam dany problem pod kątem zgodności lub niezgodności z
      Biblią. Nie czynię przy tym zastrzeżeń "dla mnie...", "ja wierzę..." itp. (chyba
      że w kwestiiach spornych tylko między wyznaniami). Wiem, że tak jest, bo tak
      jest napisane w Biblii.
      Jestem zresztą w o tyle komfortowej sytuacji, że wzmianka o wyznaniu budzi
      często zainteresowanie i łatwo jest skierować rozmowę na tory ogólniejsze.
      W życzeniach świątecznych i kondolencjach też obecność Boga jest naturalna.
      A czasem znakiem może być to, co się robi w sposób naturalny, że się np. żegnam
      przy ruszaniu samochodem w trasę albo w główkach portu.
      Jestem zresztą w tej komfortowej sytuacji, że wśród moich przyjaciół i znajomych
      - zarówno z kręgu, nazwijmy umownie, własnego, jak i tego, w który się wżeniłem
      - jest nadreprezentacja ludzi wierzących i praktykujących.
      Współczesny chrześcijanin na codzień znajduje się w sytuacji, o której pisał
      Krętacz w liście 10 i liście 11:

      Jak zmiarkowałem z kartotek biura ewidencyjnego, wszyscy oni to z gruntu pewni
      ludzie: niezmienni i konsekwentni kpiarze, oddani sprawom doczesnym, bez żadnych
      sensacyjnych przestępstw w spokoju i wśród wygód zdążający do domu naszego Ojca.
      [...]
      ...twój pacjent zawarł kilka bardzo pożądanych znajomości i że, jak się zdaje,
      wykorzystałeś to zdarzenie w sposób zaiste obiecujący. Wnioskuję, że małżeństwo
      w średnim wieku, które zjawiło się w jego biurze, to właśnie taki typ ludzi,
      jakich nam trzeba. Wymarzone towarzystwo dla twojego pacjenta: bogaci,
      eleganccy, powierzchowni intelektualiści i dowcipni sceptycy w stosunku do
      całego świata.
      [...]
      Bez wątpienia zauważy on dość szybko, że jego wiara jest całkowicie sprzeczna z
      zasadami, na których opiera się rozmowa jego nowych przyjaciół. Nie sądzę, by to
      miało zaważyć na rozwoju sytuacji, jeśli tylko uda ci się go nakłonić, by
      jakiekolwiek jawne potwierdzenie tego faktu odłożył na później – a to da się
      łatwo osiągnąć przy pomocy wstydu, dumy czy próżności. Dopóki ta zwłoka trwa,
      jego pozycja będzie fałszywa – będzie milczał, gdy powinien mówić, i śmiał się,
      gdy powinien milczeć. Początkowo tylko przez swe zachowanie, a następnie również
      przez swe wypowiedzi będzie prezentował różne cyniczne i sceptyczne postawy,
      które naprawdę nie są jego postawami. Mogą się jednak nimi stać, jeśli dobrze
      nim pokierujesz.
    • otryt Re: Mówić o Bogu... 28.05.09, 14:26
      Cytat z "Listu":

      "Na pierwszej stronie każdego numeru LISTU umieszczamy maksymę:

      "Każde pokolenie ma obowiązek przekazywania prawdy o Bogu następnemu
      pokoleniu. Ma obowiązek znalezienia własnego języka, którym tę
      prawdę przekaże najlepiej"."

      Pierwsze zdanie jest dosyć oczywiste. Ale drugie o szukaniu własnego
      języka mówienia o wierze już chyba nie. Powinniśmy mówić innym
      językiem niż nasi rodzice, babcie i dziadkowie. Musimy wykonać jakąś
      pracę. Tu nie chodzi o zwykłe powielenie tego, co otrzymaliśmy od
      poprzednich pokoleń. Mówienie o Bogu to bardzo intymna sprawa.
      Mówiąc o Bogu przy okazji mówimy chyba sporo także o sobie. Moje
      rozmowy o Bogu, tylko w kontaktach bardzo bliskich lub anonimowych.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka