sunday
05.09.08, 09:47
W sąsiednim wątku Nati i Mamałgosia stwierdziły, że nie podjęłyby się
nauczania dzieci w domu. Mamałgosia napisała:
> Własnie ja też bym się [nie?] podjęła. Po 14 latach pracy
> w szkole, widzę bardzo wyraźnie jej niedostatki i wady. Ale
> jednak jakieś zalety ma - i dla mnie one są nie do przecenienia.
Jakie to zalety i czy naprawdę przeważają nad wadami? Pewnie mamy różne
doświadczenia, ale ja swoją podstawówkę wspominam jako koszmar - i co do
poziomu nauczania, i co do relacji z innymi dziećmi i nauczycielami. Oboje z
żoną (w różnych szkołach, w różnych miastach) nigdzie nie doświadczyliśmy tyle
przemocy i poniżenia, co w szkole. I nawet - jako dzieci - nie wiedzieliśmy,
że nie jest to stan normalny, że to nie tak powinno być.
Jako wady nauczania w domu zwykle wymienia się - poza kompetencjami rodziców -
brak "uspołecznienia" dziecka i wychowanie "pod kloszem". Rzeczywiście, martwi
brak nauki funkcjonowania w grupie. Jeśli jednak elementami tego
uspołecznienia ma być mycie głowy w toalecie, chowanie się po kątach, by znów
nie dostać po głowie, używki i wysłuchiwanie od nauczycieli, że jest się
"szczotą klozetową" - to może lepiej poczekać, aż dziecko podrośnie i będzie w
stanie się przeciwstawić? Przecież maluch przyjmie stan zastany za normalny, z
olbrzymią szkodą dla siebie. Rozumiem, że powinien się uczyć, że czasem może
dostać po głowie i że nie wszyscy dorośli są sprawiedliwi i mili. W szkołach,
które znam, ta nauka jednak była zbyt brutalna. A sam brak szkoły może można
nieco nadrabiać innymi formami kontaktu z rówieśnikami (np. oazy).
Co myślicie o nauczaniu w domu, jako rodzice i nauczyciele? A może znacie
jakieś dzieci nauczane w domu?