Dodaj do ulubionych

I nadal się pan nie boi śmierci?

31.10.08, 12:29
Fragmenty wywiadu z prof. Religą:


I nadal się pan nie boi śmierci? Czy aby zaakceptować śmierć trzeba
być lekarzem?
Trzeba być człowiekiem, który ma na ten temat przemyślenia. Moje
przemyślenia są proste: nie ma człowieka, który by nie umarł.
Łącznie z papieżem. Skoro jest to nieodwołalne i nieodwracalne, to
nie ma się czego bać. Każdy musi umrzeć, panie też. Dla mnie śmierć
jest niczym, śmierć jest snem. Tłumaczę to sobie jeszcze tak: miałem
ukochane miejsce w świecie - Wyspy Zielonego Przylądka. Ukochane
było dawno temu, kiedy nie było tam tych wszystkich hoteli, tłumu
turystów, hucznych imprez, a ja mogłem łowić ryby. Ale mnie na tych
Wyspach nie ma. Nie żyję tam, nie żyję i już. To samo dotyczy innych
miejsc na świecie. I naturalną koleją rzeczy kiedyś nie będzie mnie
też tu.

I nie zastanawia się pan, gdzie pan będzie, kiedy tu pana nie
będzie?
Nie muszę, wiem, gdzie będę. W ziemi.

Rozumiem, że jest się ateistą, kiedy jest się młodym, zdrowym, świat
jest piękny i wszystko przed nami. Ale im bliżej końca tym -
wydawałoby się - więcej pytań o to, co będzie dalej.
U mnie jest na odwrót. Jestem ateistą coraz bardziej.

Kiedyś był pan bardziej skłonny uwierzyć w siły nadprzyrodzone?
Ja pochodzę z rodziny katolickiej. Był taki okres w moim
dzieciństwie, kiedy wierzyłem w Boga. Potem zacząłem się nad tym
wszystkim zastanawiać i z tego zastanowienia wynikło, że nie wierzę
w to wszystko. Ale muszę jasno powiedzieć: ja nie jestem wojującym
ateistą. Wydaje mi się, że jestem przykładem osoby tolerancyjnej.
Moje dzieci były wychowane tak, jak same chciały. Jeśli chciały
chodzić na religię, to mogły. Nigdy im nie zabraniałem. Zresztą
nigdy na ten temat nie rozmawiałem z nimi, dawałem im pełne prawo
wyboru.

I co wybrały?
Wydaje mi się, że ateizm, choć chyba nie tak zdecydowanie jak ja, bo
mają w głowie jakieś znaki zapytania. Swoje dzieci wychowują tak
samo. Ale jeśli panie myślą, że zbliżam się teraz do śmierci i w
związku z tym zmieniłem zdanie w sprawie wiary, to nie mają panie
racji. Nie widzę powodu, żeby zmieniać zdanie. Jestem coraz bardziej
niewierzący, ale to jest prywatna sprawa. Nigdy tego nie
manifestowałem na zewnątrz.

Więc jakim kodeksem etycznym się pan kieruje? Chrześcijanie mają
dekalog, a pan?
Dekalog, który ma kilka tysięcy lat, przyjęła znaczna część ludzi na
świecie, w tym również ja. Ale to nie ma nic wspólnego z wiarą. Nie
trzeba być wierzącym, by przestrzegać dekalogu. Myślę, że ja
przestrzegam tych zasad bardziej niż niejeden wierzący. Ja je w
pełni akceptuję. Bo to nie jest tak, że ateista wszystko może, że
żadne normy go nie obowiązują. Żyje wśród ludzi, ma wobec nich
zobowiązania i dlatego właśnie przyjąłem dekalog. Ale nie ma w tym
nic religijnego.

A zdarzyło się panu kiedyś patrzeć na kogoś głęboko wierzącego i
zazdrościć mu, myśląc: on ma w życiu łatwiej?
Nie, nigdy. Patrzę na takich ludzi, w pełni akceptuję ich
stanowisko, ale nie mam poczucia, że oni mają lepiej niż ja. A
wydaje mi się, że może nawet mają gorzej.

Dlaczego?
Bo oni nie wiedzą, co będzie z nimi po śmierci.

A pan wie?
Wiem, że nic nie będzie.

Nie widzi pan na świecie cudów? Ręki Boga?
Nie. Obserwacja życia i doświadczenie lekarskie utwierdzają mnie, że
Boga nie ma.

Nie widział pan cudu medycznego?
Jeżeli nawet widziałem rzeczy, których nie potrafię wytłumaczyć, to
nie wierzę, by stała za nimi siła wyższa. Przyjmuję po prostu, że
brak wytłumaczenia musi wynikać z mojej niepełnej wiedzy.

Kiedy rozmawialiśmy półtora roku temu, zaraz po diagnozie, pytałam,
czy zaczął pan porządkować swoje sprawy. Mówił pan wtedy, że nie.
Jak jest teraz?
Mam bardzo niewiele rzeczy do załatwienia. Został mi tylko testament
do napisania i jakoś nie wiem, czy mam się umawiać z prawnikiem, czy
wystarczą świadkowie. Ale to będzie prosty testament, trzy zdania,
więc nie ma o czym mówić. Rodzina wie mniej więcej, jak powinien
wyglądać mój grób, a reszta... Reszty nie ma.

www.dziennik.pl/opinie/article259157/Religa_Musze_tylko_napisac_testament.html

"Reszty nie ma". Ależ to brzmi.
Obserwuj wątek
    • isma Re: I nadal się pan nie boi śmierci? 31.10.08, 12:46
      Znajomy hospicyjny lekarz w takich sytuacjach konstatuje: Prawidlowo
      mowi sie: "reszty NIE TRZEBA..."
    • minerwamcg No, to się zdziwi! n/t 31.10.08, 12:52

      • a_weasley Zdziwi się, ale czy mile? 31.10.08, 15:28
        Jakkolwiek by się nasze serca przeciwko temu burzyły, Biblia nie zawiera zbyt
        wielu dobrych wiadomości dla ateistów. Natomiast zawiera parę wiadomości bardzo
        złych...
    • maika7 Re: I nadal się pan nie boi śmierci? 31.10.08, 12:58
      Bliskie mi jest to, co powiedział w tym wywiadzie.
      M.
    • mmb Re: I nadal się pan nie boi śmierci? 31.10.08, 13:05
      >Dekalog, który ma kilka tysięcy lat, przyjęła znaczna część ludzi na
      >świecie, w tym również ja. Ale to nie ma nic wspólnego z wiarą. Nie
      >trzeba być wierzącym, by przestrzegać dekalogu.
      >
      Szczególnie pierwsze przykazanie zupełnie nie ma nic wspólnego z wiarą .
      W powszechnej świadomości oświadczenie "jestem ateistą i przestrzegam dekalogu"
      jest traktowane jako coś normalnego, podczas gdy jest to zdanie wewnętrznie
      sprzeczne sad .
      • maika7 Re: I nadal się pan nie boi śmierci? 31.10.08, 13:20
        > Szczególnie pierwsze przykazanie zupełnie nie ma nic wspólnego z wiarą .
        > W powszechnej świadomości oświadczenie "jestem ateistą i przestrzegam dekalogu"
        > jest traktowane jako coś normalnego, podczas gdy jest to zdanie wewnętrznie
        > sprzeczne sad .

        Zazwyczaj jest to uproszczenie. Oznacza po prostu - "żyję uczciwie na tyle, na
        ile umiem". Z przestrzeganiem dekalogu faktycznie nie ma to nic wspolnego.


      • minerwamcg Re: I nadal się pan nie boi śmierci? 31.10.08, 13:26
        W ogóle, pierwsze trzy przykazania... dla niewierzących to powinien
        być raczej septalog.
        • mmb Re: I nadal się pan nie boi śmierci? 31.10.08, 13:38
          Ja bym powiedziała pierwsze cztery smile
          Nie chcę jednak rozpoczynać jałowych dyskusji na temat 2 przykazania.
          • minerwamcg Re: I nadal się pan nie boi śmierci? 31.10.08, 15:13
            Fakt, że jedni chrześcijanie mają to przykazanie o wizerunkach, a
            drudzy nie mają, jest dość powszechnie znany.
            Były o to w przeszłości wojny, każda ze stron ma ugruntowane poglądy
            i rzeczywiście nie tu jest miejsce, aby się wzajemnie nawracać.
          • a_weasley Numeracja przykazań 31.10.08, 15:24
            mmb napisała:

            > Nie chcę jednak rozpoczynać jałowych dyskusji
            > na temat 2 przykazania.

            Żeby mi się numeracja nie rozjeżdżała z powszechnie w Polsce przyjętą, oznaczam
            je na swój użytek jako przykazanie pierwsze A. W ten sposób wychodzi mi też 10:
            1, 1a, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 (Nie pożądaj żony bliźniego swego ani żadnej
            rzeczy, która jego jest).
    • mamalgosia Re: I nadal się pan nie boi śmierci? 31.10.08, 14:18
      Wydaje mi się, że myśląc w ten sposób trudniej (jeszcze trudniej!)
      jest znieść śmeirć kogoś bliskiego
    • nati1011 Re: I nadal się pan nie boi śmierci? 31.10.08, 14:33
      Mnie osobiście w jakis sposób przeraża to co bedzie po śmierci.
      Oczywiście wierzę, ze bedzie dobrze, ale juz samo pojecie
      nieskończoności, że tak naprawde nie mamy ucieczki przed tym co
      bedzie, nie jest dla mnie łatwe do zaakceptowania.

      Ale z drugiej strony świadomość, ze przestanie sie istnieć? Tak
      całkiem, zupełnie... to byłoby jeszcze gorsze. Powiem wiecej - wtedy
      to życie nie maiałoby dla mnie zupełnie sensu. Tworzyć coś na
      zniszczenie? Rodzić dzieci, po to by za parę lat przestały istnieć?
      Jaki sens ma istnienie jeżeli nie wierzy się w życie po śmierci?

      Oczywiścei nie potrafie naukowo udowodnić istnienia Boga, ale brak
      kontynuacji po śmierci jest dla mnie nielogiczny, bezsensowny do
      granic absurdu.

    • mader1 Re: I nadal się pan nie boi śmierci? 31.10.08, 14:37
      Muszę napisać, że go lubię, jako człowieka. Oczywiście tak, jak da się lubić
      kogoś obcego, z kim się nie zetknęłam.
      Myślę, że wiele w życiu przeszedł, fragment

      "Nieraz płakałem. Na początku, w latach 70. i na początku 80., kardiochirurgia
      miała bardzo złe wyniki. Śmiertelność na tych oddziałach sięgała 40 procent. W
      tej chwili jest minimalna - 3 proc., ale wtedy umierał niemal co drugi pacjent
      po operacji. Kiedy byłem docentem w Instytucie Kardiologii w latach 1981 - 83
      miałem taką czarną serię, po moich operacjach jeden po drugim umierali mi
      pacjenci. To było trudne do wytrzymania. "
      jest bardzo wstrząsający.
      Myślę, że to szalenie trudne, zadawać sobie pytanie, na ile ma się udział w
      czyjejś śmierci. I równie trudne , choć dużo przyjemniejsze zastanawiać się, na
      ile ma się udział w czyimś przeżyciu...


      Ja jestem... jakoś doświadczona przez swoją młodość, ale słowa
      "Tak. Nie mam do siebie o nic pretensji, a to chyba najważniejsze. Bo to, że
      kiedyś się upiłem czy coś podobnego, cóż to jest?" przypominają mi słowa mojego
      taty, który... no ... dużo pił, wkładając nam wtedy ogromny ciężar na
      ramiona.Uważał, że nikomu nie robi krzywdy. Powiedział też kiedyś, że gdyby się
      w ogóle spowiadał i tak nie miałby z czego, bo nic złego w życiu nie zrobił.
      Oczywiście przebaczyłam Mu, już nie żyje, ale przecież ta sytuacja mnie jakoś
      ukształtowała...

      "Być może mi nie uwierzycie, ale moje życie jest dokładnie takie, jakie
      chciałem mieć. Nie osiągnąłem wprawdzie w polityce tego, co sobie zaplanowałem,
      ale wiem dlaczego i się z tym godzę. Pocieszeniem jest dla mnie to, że chyba
      mało osób cieszy się takim uznaniem ludzi jak ja. To było wyraźnie widać podczas
      ostatniej debaty w Senacie, kiedy nikt nie wypowiadał się personalnie przeciwko
      mnie. I to jest konsekwencja całego mojego życia.

      Jest pan z tego życia dumny?
      Jestem. "

      To mocne słowa. Zazdroszczę Relidze tego, że ma szczęście i odwagę tak myśleć,
      choć jak w innym miejscu przyznał " narobił głupstw".
      Chciałabym móc tak powiedzieć przed śmiercią .
      • mamalgosia Re: I nadal się pan nie boi śmierci? 31.10.08, 15:03
        mader1 napisała:

        > Muszę napisać, że go lubię, jako człowieka. Oczywiście tak, jak da
        się lubić
        > kogoś obcego, z kim się nie zetknęłam.
        Ja tak samo. jest w nim coś, co bardzo cenię u innych (bo ja tego
        nie mam?) - spokój


        > Myślę, że to szalenie trudne, zadawać sobie pytanie, na ile ma się
        udział w
        > czyjejś śmierci.
        Wiem, że takie pytania często sobie zadają lekarze. Mam koleżankę,
        która po dwóch latach pracy w szpitalu musiała zrezygnować, za
        bardzo się angażowała, czyjeś cierpienie przynosiła do swojego domu,
        obwiniała się...


        I równie trudne , choć dużo przyjemniejsze zastanawiać się, na
        > ile ma się udział w czyimś przeżyciu...
        A, patrz... o tym nie pomyslałam



        > dużo pił, wkładając nam wtedy ogromny ciężar na
        > ramiona.Uważał, że nikomu nie robi krzywdy.
        Mader, ale chyba z reguły tak jest, że ci co krzywdzą, nie uważają,
        że tak jest. To już naparwdę musi być potężna degeneracja, żeby
        wiedzieć, że się krzywdzi i kontynuować - z wolnej i nieprzymuszonej
        woli. Dlatego wybaczenie jest takie trudne - bo krzywdziciel uważa,
        że jest w porządku

        • mader1 krzywda 31.10.08, 15:22
          > Mader, ale chyba z reguły tak jest, że ci co krzywdzą, nie uważają,
          > że tak jest. To już naparwdę musi być potężna degeneracja, żeby
          > wiedzieć, że się krzywdzi i kontynuować - z wolnej i nieprzymuszonej
          > woli. Dlatego wybaczenie jest takie trudne - bo krzywdziciel uważa,
          > że jest w porządku

          To ja degenerat jestem. Bo oczywiście, jak krzywdzę to tego nie widzę - choć
          czasem przebłysk mam już ułamek później sad ( jak coś złośliwego powiem na
          przykład, ale już powiedziane i już zabolałosad
          No,ale przyjmuję, że choć nie chciałam, skrzywdziłam kogoś. Nie celowo, ale
          jednak upadam sad
          I nie usprawiedliwiam się, że są tacy, co gorzej sobie radzą z dekalogiem. Są i
          ateiści i wierzący, którzy radzą sobie lepiej.
          A... w związku z tym zazdroszczę Mu trochę w tym momencie, gdy mówi, że jest
          dumny ze swojego życia. Może do śmierci się nauczę ? smile
    • mader1 Tak mi przykro :( 09.03.09, 08:02
      Tam mi bardzo przykro, że odszedł
      (*)
      • sylwia0405 Re: Tak mi przykro :( 09.03.09, 08:23
        Mi również przykro (*)
      • nati1011 Re: Tak mi przykro :( 09.03.09, 10:41
        Tak po ludzku bardzo szkoda. I jakoś drży serce na myśl, co czeka
        Profesora po drugiej stronie. Wprawdzie ja pamietam stwierdzenie śp.
        ks Tischnera, że jest o prof. Relige spokojny, że Bóg na pewno ma
        dla NIego miejsce, ale jednak rodzi sie pytanie: dlaczego po ludzku
        nie uwierzył? Wiara to Łaska. ALe obficie dana. CO takiego sprawia,
        że dobry, prawy człowiek tej wiary nie potrafi przyjąć do swego
        serca?

        Dołączam do modlitw za NIego. Mam Nadzieję, że już WIE. I po mesku
        tam sobie z Bogiem roprawia nad swoim życiem. I mam Nadzieję, ze
        efekt tych rozmów bezie po włąściwej stronie.

        (*)(*)(*)
        • atama Re: Tak mi przykro :( 09.03.09, 10:46
          Ostateczne odrzucenie może nastąpić chyba twarzą w Twarz dopiero.
          Religa inteligentny był więc mam dużo nadziei jeśli chodzi o to
          spotkanie...
          To tak w dużej przenośni.
          • minerwamcg Re: Tak mi przykro :( 09.03.09, 13:01
            atama napisała:

            > Ostateczne odrzucenie może nastąpić chyba twarzą w Twarz dopiero.

            Co do tego zdania są podzielone. Katolicy stoją na stanowisku, że
            zaraz po śmierci następuje sąd szczegółowy, po którym dusza ludzka
            idzie do nieba, czyśćca albo piekła. Myśląc o takich ludziach jak
            Religa czy Kuroń mogę mieć tylko nadzieję, że istnieje gdzieś-kiedyś
            jakaś jeszcze ostatniejsza chwila, jakaś szansa ostatnia be, kiedy
            Szef zapyta człowieka "no dobrze, nie wierzyłeś, a teraz już
            wierzysz?" - i wtedy będzie można powiedzieć "tak".

            • nati1011 Re: Tak mi przykro :( 09.03.09, 13:17
              Ostatecznie Jezus nie przyszedł na świat, by go potępić, lecz by
              zbawić...

              NIe wiemy oczywiście co tkwiło w duszy Profesora, ale jednak jakoś
              serce sie burzy, gdyby ludzie pokroju Religi mieli trafić w to samo
              miejsce co najwięksi swiatowi zbrodniarze. I łatwiej przychodzi mi
              myśl, ze nawet największy grzesznik może być usprawiedliwiony, niż,
              że obok zbrodniarza w piekle wyląduje przyzwoity człowiek, co nie
              potrafił uwierzyć.

              Może postac Tomasza jest tu jakąś podpowiedzią? On też nie mógł
              uwierzyć. Jezus go nie potępił, ale dał sie dotknąć.

              Trudne to wszystko. Na pewno jednak Profesor potrzebuje teraz
              naszych modlitw.
              • sylwia0405 Re: Tak mi przykro :( 11.03.09, 13:02
                Przecież nie wystarczy do zbawienia całe życie wołać Panie, Panie. Ważne są
                bardzo czyny - a te najlepiej świadczą, że był to człowiek dobry. Pozostaje ufać
                w miłosierdzie, które jest nieskończone
                • minerwamcg Re: Tak mi przykro :( 11.03.09, 13:20
                  Ale jednak Hbr 11,6. Wbrew temu, co czasem przypisuje się katolikom
                  i protestantom, ani jedni nie uznają zbawienia wyłącznie "z
                  uczynków" ani drudzy tylko "z wiary". Potrzebne jest jedno i drugie.
                • a_weasley Re: Tak mi przykro :( 12.03.09, 14:35
                  Sylwia0405 napisała:

                  > Przecież nie wystarczy do zbawienia
                  > całe życie wołać Panie, Panie. Ważne
                  > są bardzo czyny -

                  Zaraz, halt muzyka. Co właściwie Jezus powiedział?
                  "Nie KAŻDY, kto woła "Panie, Panie" będzie zbawiony, ale TYLKO ten, kto pełni
                  wolę Ojca".
                  Bez wybitych przeze mnie słów wszystko by się zgadzało. Ale one padły i, na ile
                  rozumiem po polsku, znaczą, że potrzebne jest i jedno, i drugie.
                  Albowiem bez wiary nie można podobać się Panu.

                  > te najlepiej świadczą, że był to
                  > człowiek dobry.

                  Świadczą, że to był dobry fachowiec w swojej dziedzinie.
                  • sylwia0405 Re: Tak mi przykro :( 13.03.09, 20:33
                    Cóż, pewnie masz rację. Chociaż taki spokój jakim emanował profesor zawsze
                    kojarzył mi się z ludźmi dobrymi i prostolinijnymi. Ale tak czy siak cokolwiek
                    byśmy tu nie napisali to i tak nikt do końca nie wie jak wyglądało spotkanie
                    profesora z Panem. I nie nam przesądzać o wynikach tego spotkania wink
    • a_weasley Nekrolog w "Fakcie" 09.03.09, 22:46
      Zajmuje środek pierwszej strony.
      "W dniu 8 marca 2009 roku zasnął w Panu ś.†p. Zbigniew Religa".
      W jakim Panu, na litość nomen omen Boską?
      Gdyby było napisane, że opatrzony świętymi sakramentami, tobym wiedział, co o
      tym myśleć. Ostatecznie Małachowski na łożu śmierci swoje sprawy z Szefem
      uregulował, a było co regulować...
      • minerwamcg Re: Nekrolog w "Fakcie" 09.03.09, 23:01
        A może się jednak nawrócił? Byłoby to wydarzenie radosne i godne
        bicia w dzwony, tudzież uroczystego Te Deum.
        • nati1011 Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 03:28
          Pytania o wiarę zadawano Relidze jeszcze kilka tygodni przed
          śmiercią. I uparcie twierdził, ze nie wierzy. Wczoraj nawet
          przytoczono w tv fragment wypowiedzi, gdy mówił, że jak patrzy na
          wielu katolików, to cieszy, sie, że sam jest nie wierzący. I że on
          bardziej przestrzega 10-ciu przykazań niż wielu katolików. Były to
          przykre słowa. Nie wiem, czy spowodowane zranieniem, czy tez pychą.

          Szczerze mówić myślałam wczoraj jaki pogrzeb wyprawią Relidze.
          Podejrzewam, ze oczywiście katolicki i zastanawiam się - po raz
          kolejny, czy to właściwe podejście. Czy nie powinno sie uszanować -
          mimo wyszystko - wyboru człowieka. Oczywiście nie wyklucza to mszy
          za Jego duszę, ale przecież tak samo - jako chrześijanie - nie
          chcielibyśmy pogrzebu islamskiego, nawet gdyby wszyscy wokół
          przeszli na Islam.
          • kann2 Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 07:34
            Prezydent Zabrza Małgorzata Mańka-Szulik zapowiedziała, że miejskie
            uroczystości pożegnalne prof. Zbigniewa Religi odbędą się w
            najbliższą środę o godzinie 18 w miejscowym kościele pod wezwaniem
            św. Anny. Wezmą w nich udział m.in. zabrzańscy lekarze,
            samorządowcy, władze regionu i mieszkańcy Zabrza.

            wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,6359277,Prof__Religa_bedzie_patronem_ulicy_w_Zabrzu.html

            Ale czy to jest pogrzeb, czy tylko nabożeństwo dla wierzących,
            ktorzy chcieliby modlitwą pożegnac zmarłego, to nie wiem.
            • nati1011 Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 10:43
              Pewnie jednak bedzie podobnie jak z profesorem Geremkiem.
          • a_weasley Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 11:20
            nati1011 napisała:

            > Pytania o wiarę zadawano Relidze
            > jeszcze kilka tygodni przed
            > śmiercią. I uparcie twierdził, ze
            > nie wierzy.

            Już Kuroń był bliżej, bo chociaż poszukiwał, a to był świadomy konsekwentny ateista.

            > mówił, że jak patrzy na wielu katolików,
            > to cieszy, sie, że sam jest nie wierzący.
            > I że on bardziej przestrzega 10-ciu
            > przykazań niż wielu katolików.

            Mhm. Zwłaszcza pierwszego...

            > Były to przykre słowa. Nie wiem, czy
            > spowodowane zranieniem, czy tez pychą.

            Pychą na pewno, bo trudno jej tu nie zauważyć. Być może zranieniem również, a
            może to racjonalizacja własnego wyboru.
            • sulla Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 11:27
              a_weasley napisał:

              > nati1011 napisała:

              > > Były to przykre słowa. Nie wiem, czy
              > > spowodowane zranieniem, czy tez pychą.
              >
              > Pychą na pewno, bo trudno jej tu nie zauważyć. Być może zranieniem również, a
              może to racjonalizacja własnego wyboru.

              Czym były powodowane, nie nam oceniać. I już na pewno żadne z nas nie ma mocy
              twierdzić, co na pewno myślał ktoś, kogo już nawet o wyjaśnienie nie można zapytać.
              Innymi słowy: "Ciszej nad tą trumną."
              • nati1011 Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 11:35
                ALe własnie śmierć to ostatni moment, by zatroszczyć sie o kogoś
                zbawienie.
                • sulla Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 12:06
                  Oczywiście, ze tak. Czy jednak naprawdę troszczymy się o czyjeś zbawienie
                  roztrząsając jego decyzje i przypisując im motywy, o których sami nie mamy pojęcia?
                  Czy zbawienie będzie dla tej osoby bardziej osiągalne, jeśli autorytatywnie
                  stwierdzimy, że na pewno jej decyzje i słowa wypływały z pychy?
                  Czy może raczej jeśli się pomodlimy o to zbawienie?
                  • minerwamcg Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 12:50
                    To w takim razie nie mamy prawa nazwać pysznym faryzeusza, który
                    mówił "nie jestem jak ten celnik" albo niesprawiedliwym sędziego,
                    który nie chciał bronić wdowy. Bo przecież nie wiadomo, jakich
                    zranień doznał jeden od celników, a drugi od wdów, prawda? I w
                    dodatku wszyscy nie żyją...
                    Jeżeli nie będziemy mogli dyskutować o ludzkich postawach i
                    decyzjach odnosząc je do Ewangelii, i traktować ich jako źródło
                    dobrego lub złego przykładu, to niebawem jako źródło wiedzy o dobru
                    i złu pozostaną nam bajki terapeutyczne zatwierdzone przez Specjalną
                    Komisję do Spraw Równości Wszystkiego ze Wszystkim.
                    • sulla Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 14:07
                      To nie chodzi o to, do czego mamy prawo. I moim zdaniem mylisz Minerwo dwie
                      rzeczy - co innego jest powiedzieć "Źle się stało, że nie szukał drogi do Boga"
                      a co innego " Nie szukał drogi do Boga, bo był pełen pychy". To pierwsze jest
                      właśnie dyskusją o ludzkich postawach i o złych i dobrych przykładach, to drugie
                      - osądzaniem.

                      Ja w każdym razie nie czuję się uprawniona do wydawania takich sądów. Skąd ja
                      mam wiedzieć, co powoduje np. Tobą? Ja mogę powiedzieć "Nie zgadzam się z tym
                      co mówisz i uważam, ze nie masz racji" ale nie powiem "Uważam, że piszesz to
                      powodowana uczuciem pychy". Nie śmiałabym.
                      • minerwamcg Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 14:17
                        Nie wydaje mi się, żeby nie można było osądzać czyjejś wypowiedzi, w
                        dodatku publicznej. Zgadza się, co w człowieku naprawdę
                        siedzi/siedziało, można się tylko domyślać. Ale co jest, co brzmi z
                        jego wypowiedzi - to brzmi. I jeśli brzmi źle, zarozumiale,
                        cynicznie, pysznie właśnie - to można to tak ocenić.
                        • sulla Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 14:32
                          Ja się odnoszę do konkretnego sformułowania "słowa na pewno spowodowane pychą".
                          Można osądzać wypowiedź, jasne - natomiast to już jest osądzenie osoby.
                          Ja się będę niestety upierać, że to, czym są spowodowane czyjeś słowa, wie tylko
                          sam Bóg. My możemy się tylko spierać o to, jakie znaczenie ma wypowiedzenie tych
                          słów.
                          Więc nie o to chodzi, żebyśmy nie mieli dyskutować o samej postawie prof.
                          Religii. Chodzi o to, żeby nie przypisywać mu motywacji, o której tak naprawdę
                          nic wiedzieć nie możemy.
                          • minerwamcg Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 14:41
                            Ale motywację czasem w wypowiedzi widać, jak nie przymierzając tego
                            pstrąga w butelce. Kiedy w dodatku człowiek, którego nie bez zasług
                            z jego strony wielu byłoby gotowych mienić autorytetem moralnym
                            przemawia niczym tramwajowy antyklerykał - jest tym bardziej przykro
                            i tym bardziej głupio.
                            • sulla Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 14:48
                              minerwamcg napisała:

                              > Ale motywację czasem w wypowiedzi widać, jak nie przymierzając tego
                              > pstrąga w butelce.

                              Tu pozwolę sobie pozostać przy swoim zdaniu - tylko Bóg może wiedzieć na pewno.
                              Mi się często wydaje że coś widzę wyraźnie i trafnie interpretuję. I często się
                              okazuje, ze się jednak przeceniam. Stąd staram się trzymać Mt 7,1-3.

                              > Kiedy w dodatku człowiek, którego nie bez zasług
                              > z jego strony wielu byłoby gotowych mienić autorytetem moralnym
                              > przemawia niczym tramwajowy antyklerykał - jest tym bardziej przykro i tym
                              bardziej głupio.

                              Tu się zgadzam jak najbardziej.
                              • nati1011 Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 15:10
                                wzdryga się moje serce na myśl co czeka Profesora po śmierci. Nawet
                                jeżeli dostąpi Miłosierdzia, to chyba długa jeszcze przed nim droga.
                                • mader1 Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 15:24
                                  > wzdryga się moje serce na myśl co czeka Profesora po śmierci. Nawet
                                  > jeżeli dostąpi Miłosierdzia, to chyba długa jeszcze przed nim droga.

                                  Nati, jednak nie wyrokujmy. Nie wydaje mi się, żebyśmy mogli sobie wyobrazić, co
                                  NAS czeka, co dopiero innego człowieka.
                                  Niech on już sobie tam radzi. Ma najbardziej sprawiedliwego i miłosiernego
                                  Sędziego, jakiego można mieć.
                                  My możemy się pomodlić.
                                  • nati1011 Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 15:51
                                    tak Mader.
                            • mader1 Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 15:08
                              Kiedy w dodatku człowiek, którego nie bez zasług
                              > z jego strony wielu byłoby gotowych mienić autorytetem moralnym
                              > przemawia niczym tramwajowy antyklerykał - jest tym bardziej przykro
                              > i tym bardziej głupio.

                              to wszystko jest prawdą i dopóki żył, mogłam z tym dyskutować. Teraz to dla mnie
                              jeszcze zbyt krótko od jego śmierci. Mogę napisać tylko, że przykro mi sad
                      • a_weasley Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 22:09
                        Sulla napisała:

                        > a co innego " Nie szukał drogi do Boga,
                        > bo był pełen pychy".

                        A skądże mi wiedzieć, czy dlatego nie szukał drogi do Boga, że był pełen pychy?
                        Wiem tylko z jego własnych słów, że przejawiał pychę oraz że nie szukał drogi do
                        Boga.
                  • nati1011 Re: Nekrolog w "Fakcie" 10.03.09, 13:00
                    Sulla, profesorowi to już nie pomoże, ale i nie zaszkodzi. Może
                    jednak pomóc nam i innym żyjacy.

                    Ja czytałam wiele wywiadów z Profesorem, widziałam tez wiele jego
                    wypowiedzi. I z przykrością stwierdzałam, ze kiedyś było w jego
                    wypowiedziach wiecej pokory dystansu do siebie i świata. To sie
                    zmieniło, jak został ministrem. Potem przyszła wiadomość o Jego
                    chorobie. Współczułam i wierzyłam, że sobie poradzi. Miałam
                    nadzieję. Także na to, ze w tym momencie, gdy wiadomo, ze życie
                    zbliza się ku końcowi uda sie Mu mieć choćby nadzieję. Tak
                    spodziewałam się, że padnie coś w stylu: nie wierzę, ale mam
                    nadzieję. Ale profesor jakby sie usztywnił w swoim stanowisku. To
                    mnie martwiło i martwi po Jego śmierci.

                    Zrozumcie mnie dobrze. Skoro ateista wierzy, ze Boga nie ma i po
                    śmierci jest nicość, to wydaje mi się, ze nic nie ryzykuje mając
                    nadzieję, ze jednak sie myli. Trochę jak w zakładzie Pascala.
                    Zgodnie z logiką nic nie ryzykuję wierząc w Boga, a mogę wszystko
                    zyskać. Niewierząc zaś nic nie zyskuję, a mogę wszystko stracić.
              • sylwia0405 Re: Nekrolog w "Fakcie" 11.03.09, 13:06
                Zgadzam się z Tobą sullo. Ciszej
            • nati1011 Rysy na pomniku :( 10.03.09, 11:28
              Czytałam fragmenty wywiadu z Religą, który ma się ukazać na dniach.
              Z przykroscią stwierdzam, ze burzy on mój obraz profesora. Pełno w
              nim jakiejś małostkowości, żeby nie powiedzieć zjadliwości.
              Najbardziej mnie uderzyło stwierdzenie, ze profesor nie miał w PO
              przyjaciół. Tak jakoś wyszło, ze zwiazał sie z tą partią z czystego
              wyrachowania sad Nawet w polityce mnie to razi.
      • mamaadama4 Re: Nekrolog w "Fakcie" 11.03.09, 12:44
        Powoływanie się na Fakt dość zaskakujące.smile Brukowiec pisze sobie co
        chce, a treść "nekrologu\' pewnie sami ułozyli. I raczej dyskusja na
        ten temat nie powinna dotyczyć osoby Profesora co raczej zwyczajów
        panujących w tych szmatławcach.
    • nati1011 A jednak świecki pogrzeb. 10.03.09, 13:07
      Wyjątkowy pogrzeb Zbigniewa Religi

      PAP
      Pogrzeb Zbigniewa Religi odbędzie się w najbliższy piątek, 13 marca
      na Cmentarzu Wojskowym w Warszawie.

      Pogrzeb profesora, który deklarował się jako ateista, będzie miał
      charakter świecki. - Będzie to pożegnanie świeckie, wygląda ono
      podobnie do mszy, ale nie ma kazania. Mistrz ceremonii w bardzo
      ciepły sposób żegna zmarłego - powiedziała serwisowi dziennik.pl
      pracownica warszawskiego Cmentarza Wojskowego na Powązkach.

      • mmk9 Re: A jednak świecki pogrzeb. 10.03.09, 15:11
        >Będzie to pożegnanie świeckie, wygląda ono
        podobnie do mszy, ale nie ma kazania.

        a to dobre
        • nati1011 Re: A jednak świecki pogrzeb. 10.03.09, 15:20


          też mnie to zaintrygowało. Pewnie dziennikarz sądzi, ze brak kazania
          to jużnie msza wink ALe podejrzewam, ze po porstu pogrzeb rozpoczyna
          sie w kaplicy, bo przy wiekszości cmentarzy nie ma swieckiej sali
          pogrzebowej. Chociaż jeżeli bedzie uczestniczył w nim kapłan to dla
          mnie to jednak pogrzeb religijny. Pożyjemy, zobaczymy.

          Ale jakos raziło mnie to przy prof. Geremku, któremu najblizej było
          już do Judaizmu. Nie rozumiem dlaczego - troche na siłę - urzadzono
          mu w pełni katolicki pogrzeb. Myślę, że należy tu uszanowac wolę
          zmarłego. Mimo wszystko. I co najwyżej zamówic msze za duszę.
          • kann2 Re: A jednak świecki pogrzeb. 10.03.09, 15:53
            nati1011 napisała:

            I co najwyżej zamówic msze za duszę.


            Ja bym jednak nie "za duszę", ale za całego zmarłego.
            • nati1011 Re: A jednak świecki pogrzeb. 10.03.09, 16:12
              ???
              Nie zastanawiałam się nad tym. Jest jakaś róznica?
              • kann2 Za duszę 10.03.09, 16:29
                No, kiedyś słyszałem, że bardziej poprawna forma to "za zmarłego",
                bo przecież człowiek to ciało i dusza, a ciało ma swój udział w
                odkupieniu. W końcu oczekujemy "ciała zmartwychwstania". Do życia
                wiecznego jest powołany cały człowiek, a nie tylko jego dusza (która
                i tak jest nieśmiertelna).

                Ale "za duszę" (poza wyjątkowym przypadkiem, o którym już tu na
                forum dyskutowaliśmy) też się da obronić: obecnie, kiedy się modlimy
                za zmarłych, z człowieka jest tylko dusza i to ona potrzebuje
                modlitwy.
              • minerwamcg Re: A jednak świecki pogrzeb. 10.03.09, 16:50
                ???
                Biorąc pod uwagę, że człowiek składa się z ciała i duszy, które to
                składniki rozdzielają się w chwili śmierci i dusza idzie do Szefa na
                egzamin, a ciało jak to ciało... hm, ulega prawom przyrody, to chyba
                jednak należy się modlić za duszę. Ciału modlitwa mogła coś pomóc,
                póki żyło...
                • mamaadama4 Re: A jednak świecki pogrzeb. 10.03.09, 18:03
                  Jak na wierzących, to w wielu Was mało miłosierdzia, nie mówiąc juz
                  o pokorze.
                  • minerwamcg Re: A jednak świecki pogrzeb. 10.03.09, 18:30
                    Hm, zapewne, zapewne. Mimo jednak tych braków nie pozwolilibyśmy
                    sobie na tak obcesowe podsumowanie bliźnich swoich nie poparłszy
                    tego orzeczenia należytymi argumentami.
                  • nati1011 Re: A jednak świecki pogrzeb. 10.03.09, 19:15
                    mamaadama4 napisała:

                    > Jak na wierzących, to w wielu Was mało miłosierdzia, nie mówiąc
                    juz
                    > o pokorze.

                    Oooo. a moze tak jakieś argumenty i konkrety.
                  • a_weasley Re: A jednak świecki pogrzeb. 10.03.09, 22:06
                    Mamaadama4 napisała:

                    > Jak na wierzących, to w wielu Was mało
                    > miłosierdzia, nie mówiąc juz o pokorze.

                    To prawda. Maluczko, a znajdą się tacy, którzy będą ostro oceniać posunięcia
                    papieża.
      • nikaa818 Re: A jednak świecki pogrzeb. 13.03.09, 19:09
        Oglądałam dzis w tv transmisję pogrzebu. Owszem był świecki (nigdy
        takiego nie widziałam). Wzruszające były wypowiedzi ludzi, którym
        profesor uratował życie. Przykro mi jednak było,wszak nie było
        żadnego odwołania do Boga.
        dzis trafilam w sieci na blog pewnego internauty,ktory odczuwał
        wielka satysfakcję z powodu świeckiego pogrzebu Religi. Na blogu
        ponadto jest taki tekst:
        "Jak człowiek posługujący się w miarę sprawnie rozumem może wierzyć
        w życie wieczne, zmartwychwstanie albo niepokalane poczęcie? Trudno
        mi to pojąć, a jednak sam kiedyś próbowałem uwierzyć. Dziś sadzę, że
        to rodzaj zaćmienia umysłu, z którego można i warto się wyzwolić."

        Ja natomiast nie rozumiem jak można życ nie wierząc w Boga? Jak
        mozna w takim razie zyć i nie czuć cały czas LĘKU m.in. z powodu
        tego pośmiertnego "nieistnienia". Dla mnie jest Bóg-dlatego życie ma
        w ogóle sens.
        • nati1011 Re: A jednak świecki pogrzeb. 13.03.09, 21:13
          > Ja natomiast nie rozumiem jak można życ nie wierząc w Boga? Jak
          > mozna w takim razie zyć i nie czuć cały czas LĘKU m.in. z powodu
          > tego pośmiertnego "nieistnienia". Dla mnie jest Bóg-dlatego życie
          ma
          > w ogóle sens.

          Pomijając już czy ktoś potrafi uznać za swoją którąś z religii, to
          dla mnie brak wiary w jakąś Istotę, która ten cały świat poukłądała
          i zrodziła ludzi jest nielogiczny. Świat bez Boga nie ma po prostu
          najmniejszego sensu smile)
          • nikaa818 Re: A jednak świecki pogrzeb. 13.03.09, 22:31
            Otóż to. Dla mnie wiara w Boga to również logiczny wybór ,jedyna
            mozliwa i sensowna postawa. Dlatego rozumiem co miałas na myśli w
            poście "wierzę,czy wiem". Mnie też sie wydaje, że poza wiarą mam
            pewność.
            • nati1011 Re: A jednak świecki pogrzeb. 14.03.09, 03:29
              smile
            • minerwamcg Re: A jednak świecki pogrzeb. 14.03.09, 06:29
              nikaa818 napisała:

              > Otóż to. Dla mnie wiara w Boga to również logiczny wybór ,jedyna
              > mozliwa i sensowna postawa.

              Czego nie rozumie sporo niewierzących, zarzucając nam nietolerancję,
              szowinizm i chęć narzucenia wszystkim własnych poglądów, a
              przynajmniej głoszenie przekonania, że nasze poglądy są w jakiś
              sposób lepsze. Ale, u licha, gdybyśmy nie uważali, że są lepsze,
              tobyśmy ich przecież nie wyznawali...
              • nati1011 Re: A jednak świecki pogrzeb. 14.03.09, 09:43
                Ale, u licha, gdybyśmy nie uważali, że są lepsze,
                > tobyśmy ich przecież nie wyznawali...

                smile

                A ateiści próbują wmówić - sobie?- że można równoczśnie wierzyć i
                nie wierzyć, i że są to JEDNAKOWE wybory smile
                • maika7 Re: A jednak świecki pogrzeb. 14.03.09, 11:07
                  nati1011 napisała:


                  > A ateiści próbują wmówić - sobie?- że można równoczśnie wierzyć i
                  > nie wierzyć, i że są to JEDNAKOWE wybory smile


                  ???? że co??? że równocześnie?
          • 11.jula Re: A jednak świecki pogrzeb. 14.03.09, 10:17
            Oglądałam wczoraj kawałek pogrzebu, jak ktoś przemawiała nad trumną. Mówił m.in.
            że będzie przychodził opowiadał mu o sercu itd. padło takie zdanie, że może ci
            tam Presley zagra. I tak pomyślałam, jakie tam? Przecież wg profesora nie ma
            żadnego tam. Dla nas wierzących śmierć jest nadzieją na lepsze życie, dla
            niewierzących końcem wszystkiego.
            I masz rację Nati, jeśli nie ma tam, to tu nie ma sensu.
            • sulla Re: A jednak świecki pogrzeb. 14.03.09, 13:04
              No według profesora nie ma "tam", ale my wierzymy, ze jest, i ze on się "tam"
              znajdzie tak samo jak my, i tak samo zostanie osądzony, tak? a co potem, sam Bóg
              wie.
              Żeby to tak działało, ze jak ja w coś nie wierzę, to tylko dla mnie to coś znika
              i tego nie ma. To ja nie wierzę w nowotwory w takim razie.
    • 11.jula Re: I nadal się pan nie boi śmierci? 11.03.09, 12:42
      "Kto z nas bardziej ryzykuje?
      Ja - wierząc, czy Ty - nie wierząc.
      Jeśli za grobem nie ma nic, ja nie stracę nic.
      Jeśli jednak jest COŚ - ty stracisz wszystko..."
      Ten cytat pochodzi z małego kosciółka w Czermnej pod Kudową.
      Miejmy nadzieję, że w chwili śmierci prof. Religa uwierzył i gorąco
      sie za niego módlmy.
    • isma Co mamy, a czego nie 11.03.09, 23:46
      Skojarzylo mi sie:

      „Kto posiada, temu będzie jeszcze przydane, a ten, kto nie posiada, temu będzie
      odjęte to, co ma” (Mt 25, 29)

      Zdanie to widocznie szczególnie leżało Chrystusowi na sercu, i często musiał je
      powtarzać, jeśli zapisali je wszyscy czterej Ewangeliści. Jaki jest jego sens?
      Czy możemy oczekiwać, jeśli jesteśmy bogaci materialnie czy duchowo, że miara
      owych dóbr zostanie nam jeszcze przydana, a ci, którzy ich nie posiadają, utracą
      nawet resztę, której są w posiadaniu?

      A może powinniśmy sformułować pytanie inaczej? Może powinniśmy zapy­tać, czy to,
      co posiadamy, posiadamy w rzeczywistości, tak iż nie może nam ono zostać odjęte.
      Takie ujęcie pytania może budzić w nas niepokój; niepokój tym większy, jeśli
      wypowiedź Chrystusa weźmiemy w przekazie Łukasza: „Kto nie ma, temu będzie
      odjęte to, co on uważa, iż posiada”. Być może nasze posiadanie nie jest tego
      rodzaju, iż nie może ono zostać nam odjęte.

      Przyjrzyjmy się naszemu życiu. Być może na początku naszej drogi przez życie z
      drugą osobą miłość naszą cechowała delikatność, poświęcenie, radość. Popłynęły
      jednak dni, miesiące i lata. Nie pielęgnowaliśmy naszej miłości, nie
      troszczyliśmy się o jej wzrost. Obecnie naszej wielkiej miłości sprzed lat już
      nie ma. Opuściła ona nasz dom. Tak więc to, co uważaliśmy kiedyś, że posiadamy,
      nie było rzeczywistym posiadaniem i zostało nam odjęte.

      Być może kiedyś, za lat młodzieńczych, zdecydowani byliśmy iść przez życie,
      szukając prawdy i sensu życia, iść uczciwie, godnie, nie kupcząc wartościami,
      które były nam drogie. Posiadaliśmy coś, co sądziliśmy, iż jest nasze. A jednak
      nasze ideały nie były wystarczająco silne. Nie pielęgnowaliśmy ich dostatecznie.
      Z biegiem lat ofiarowaliśmy je jeden za drugim w zamian za karierę materialną,
      korzyść, przyjemność. Ich miejsce zajęła obojętność, może cynizm. Tak więc nasze
      ideały, które uważaliśmy, że posiadamy, w rzeczywistości nie były w naszym
      posiadaniu i zostały nam odjęte.

      Nasz stosunek do Boga. Może przypominamy sobie ów moment z naszego życia – może
      to była I Komunia, może inna okoliczność, kiedy wstrząsnęła nami bliskość Boga.
      Może modliliśmy się kiedyś naprawdę z głębokości serca. Może byliśmy szczęśliwi,
      bo czuliśmy się w ręku Boga... Później jednak nie pielęgnowaliśmy naszego
      stosunku do Boga. Nie dbaliśmy o jego pogłębienie, wzrost. Na miejsce
      opustoszałe po Bogu weszły w nasze życie bogi i bożki, przycięte na miarę
      naszego małego świata. Tak więc to, co kiedyś miało dla nas znaczenie
      nieskończone, posiadanie przez nas Boga – nie było rzeczywistym posiadaniem i
      zostało nam odjęte.

      Istotnie: Ci, co mają, otrzymają jeszcze więcej, jeśli rzeczywiście są w
      posiadaniu tego, co mają. To znaczy, jeśli troszczą się codziennym wysiłkiem o
      wzrost wartości, których są w posiadaniu. Ci zaś, co nie mają, utracą to, co
      posiadają, ponieważ w rzeczywistości nigdy tego nie posiadali.

      ***

      „A do tych, którzy będą po lewicy, powie: »Idźcie precz ode mnie, przeklęci...«”
      (Mt 25, 41)

      Życie ludzkie to historia zmagania się o odwagę do życia, to historia walki z
      lękiem przed śmiercią. Lękiem tym zabarwiony jest każdy nasz niepokój, nawet ten
      najpospolitszy: o chleb powszedni. Czym jest jednak w swej istocie lęk przed
      śmiercią? Nie jest on lękiem przed grozą czy bólem, jaki niesie z sobą agonia.
      Takie jego tłumaczenie jest powierzchowne. Umieranie może być bolesne, ale może
      też być i lekkie. Właściwy lęk przed śmiercią to lęk przed popadnięciem w
      zapomnienie, w zapomnienie na wieki, to lęk przed rozpłynię­ciem się naszego
      „ja” w nicości niepamięci.

      Człowiek zawsze się bronił przed popadnięciem w niepamięć. Starożytni starali
      się temu zapobiec, zabiegając o wawrzyny. Jeden z ich poetów opiewał pamięć o
      sobie u potomnych jako mocniejszą od spiżu. Dzisiaj poematy czy spiże nie budzą
      zbytniego zaufania. Ileż to razy nasze pokolenie tworzyło kantaty i odlewało
      spiże po to, by po kilku latach zastępować je nowymi. Imiona wielkich ma zapisać
      historia. Anonimowe masy zmuszone są zadowolić się rzekomo wdzięczną pamięcią
      przyszłych pokoleń, wyrosłych na znoju ich pracy i wyrzeczeń. Czy jest jednak
      coś, co może uchronić nas przed popadnięciem w zapom­nienie, w zapomnienie na wieki?

      Wszystko, co rzeczywiste, nie zazna zapomnienia na wieki. Bo wszystko, co
      rzeczywiste, osadzone jest w życiu Boga. Tkwi w Nim każdy atom
      najpośledniejszego nawet metalu. Tym bardziej zakotwiczona jest w Nim każda
      niepowtarzalna jaźń ludzka. Na wszystko jednak, co nie jest rzeczywiste w nas i
      wokół nas, zaciąży nieubłagany wyrok sądu Bożego. „Idźcie precz ode mnie” –
      zepchnięcie w otchłań zapomnienia przez Boga. Bóg – u końca czasów – rozdzieli w
      nas i wokół nas wszystko, co rzeczywiste od nierzeczywistego: rzeczywistą
      uczciwość od tej pozornej, rzeczy­wistą religijność od pozornej, rzeczywistą
      miłość od nierzeczy­wistej. Wiele z tego, co kochaliśmy, o co zabiegaliśmy; to,
      dzięki czemu życie wydawało się nam godne życia, u końca naszych dni spłowieje
      na wieki, zostając przypieczętowane wyrokiem potępienia Bo­żego.

      A jeśli u końca mych dni przeważy u mnie to, co nie jest ­rzeczywiste? Sąd Boga
      dokonuje się nade mną już teraz, w każdym momencie mego życia.

      tygodnik.onet.pl/32,0,22430,2,artykul.html
      • sylwia0405 Re: Co mamy, a czego nie 12.03.09, 00:05
        Dziękuję ismo za te słowa. Jakże prawdziwe i zmuszające do zastanowienia się nad
        sobą i swoimi wartościami.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka