kann2
31.10.08, 12:29
Fragmenty wywiadu z prof. Religą:
I nadal się pan nie boi śmierci? Czy aby zaakceptować śmierć trzeba
być lekarzem?
Trzeba być człowiekiem, który ma na ten temat przemyślenia. Moje
przemyślenia są proste: nie ma człowieka, który by nie umarł.
Łącznie z papieżem. Skoro jest to nieodwołalne i nieodwracalne, to
nie ma się czego bać. Każdy musi umrzeć, panie też. Dla mnie śmierć
jest niczym, śmierć jest snem. Tłumaczę to sobie jeszcze tak: miałem
ukochane miejsce w świecie - Wyspy Zielonego Przylądka. Ukochane
było dawno temu, kiedy nie było tam tych wszystkich hoteli, tłumu
turystów, hucznych imprez, a ja mogłem łowić ryby. Ale mnie na tych
Wyspach nie ma. Nie żyję tam, nie żyję i już. To samo dotyczy innych
miejsc na świecie. I naturalną koleją rzeczy kiedyś nie będzie mnie
też tu.
I nie zastanawia się pan, gdzie pan będzie, kiedy tu pana nie
będzie?
Nie muszę, wiem, gdzie będę. W ziemi.
Rozumiem, że jest się ateistą, kiedy jest się młodym, zdrowym, świat
jest piękny i wszystko przed nami. Ale im bliżej końca tym -
wydawałoby się - więcej pytań o to, co będzie dalej.
U mnie jest na odwrót. Jestem ateistą coraz bardziej.
Kiedyś był pan bardziej skłonny uwierzyć w siły nadprzyrodzone?
Ja pochodzę z rodziny katolickiej. Był taki okres w moim
dzieciństwie, kiedy wierzyłem w Boga. Potem zacząłem się nad tym
wszystkim zastanawiać i z tego zastanowienia wynikło, że nie wierzę
w to wszystko. Ale muszę jasno powiedzieć: ja nie jestem wojującym
ateistą. Wydaje mi się, że jestem przykładem osoby tolerancyjnej.
Moje dzieci były wychowane tak, jak same chciały. Jeśli chciały
chodzić na religię, to mogły. Nigdy im nie zabraniałem. Zresztą
nigdy na ten temat nie rozmawiałem z nimi, dawałem im pełne prawo
wyboru.
I co wybrały?
Wydaje mi się, że ateizm, choć chyba nie tak zdecydowanie jak ja, bo
mają w głowie jakieś znaki zapytania. Swoje dzieci wychowują tak
samo. Ale jeśli panie myślą, że zbliżam się teraz do śmierci i w
związku z tym zmieniłem zdanie w sprawie wiary, to nie mają panie
racji. Nie widzę powodu, żeby zmieniać zdanie. Jestem coraz bardziej
niewierzący, ale to jest prywatna sprawa. Nigdy tego nie
manifestowałem na zewnątrz.
Więc jakim kodeksem etycznym się pan kieruje? Chrześcijanie mają
dekalog, a pan?
Dekalog, który ma kilka tysięcy lat, przyjęła znaczna część ludzi na
świecie, w tym również ja. Ale to nie ma nic wspólnego z wiarą. Nie
trzeba być wierzącym, by przestrzegać dekalogu. Myślę, że ja
przestrzegam tych zasad bardziej niż niejeden wierzący. Ja je w
pełni akceptuję. Bo to nie jest tak, że ateista wszystko może, że
żadne normy go nie obowiązują. Żyje wśród ludzi, ma wobec nich
zobowiązania i dlatego właśnie przyjąłem dekalog. Ale nie ma w tym
nic religijnego.
A zdarzyło się panu kiedyś patrzeć na kogoś głęboko wierzącego i
zazdrościć mu, myśląc: on ma w życiu łatwiej?
Nie, nigdy. Patrzę na takich ludzi, w pełni akceptuję ich
stanowisko, ale nie mam poczucia, że oni mają lepiej niż ja. A
wydaje mi się, że może nawet mają gorzej.
Dlaczego?
Bo oni nie wiedzą, co będzie z nimi po śmierci.
A pan wie?
Wiem, że nic nie będzie.
Nie widzi pan na świecie cudów? Ręki Boga?
Nie. Obserwacja życia i doświadczenie lekarskie utwierdzają mnie, że
Boga nie ma.
Nie widział pan cudu medycznego?
Jeżeli nawet widziałem rzeczy, których nie potrafię wytłumaczyć, to
nie wierzę, by stała za nimi siła wyższa. Przyjmuję po prostu, że
brak wytłumaczenia musi wynikać z mojej niepełnej wiedzy.
Kiedy rozmawialiśmy półtora roku temu, zaraz po diagnozie, pytałam,
czy zaczął pan porządkować swoje sprawy. Mówił pan wtedy, że nie.
Jak jest teraz?
Mam bardzo niewiele rzeczy do załatwienia. Został mi tylko testament
do napisania i jakoś nie wiem, czy mam się umawiać z prawnikiem, czy
wystarczą świadkowie. Ale to będzie prosty testament, trzy zdania,
więc nie ma o czym mówić. Rodzina wie mniej więcej, jak powinien
wyglądać mój grób, a reszta... Reszty nie ma.
www.dziennik.pl/opinie/article259157/Religa_Musze_tylko_napisac_testament.html
"Reszty nie ma". Ależ to brzmi.