Dodaj do ulubionych

Porady na Święta

12.12.08, 13:59
We wczorajszej Rzepie ( którą przeglądałam dziś rano przy kawie smile)))
taki wywiad jeden jest " Umiejętność dawania" z G. Wojasem (psycholog,
seksuolog, psychoterapeuta) i tam czytam:
- Właśnie, a jak postąpić, jeśli dostaniemy chybiony prezent, nie w naszym
guście ?
-Myślę, że zawsze warto powiedzieć, że to był podarunek nieudany. Zawsze warto
ujawniać to, co czujemy, nawet negatywne emocje.
- Nie należy się obawiać, że zranimy czyjeś uczucia ?
- Wiele osób zostało tak wychowanych, że nie pozwalają sobie przeżywać
trudnych uczuć. Zranienie kogoś jest trudne, nie tylko dla tej osoby, ale i
dla nas. Zwykliśmy myśleć, ze w takiej sytuacji
martwimy się o tę druga osobę, ale w co najmniej równym stopniu martwimy się o
siebie, o to, co będziemy przeżywać, kiedy powiemy, że coś nam się nie podoba.
Jeśli mamy słabszy kontakt z własnymi emocjami, ukryjemy rozczarowanie
prezentem, podziękujemy, będziemy udawać radość. A można powiedzieć, dzięki za
pamięć, ale nie wiem, co zrobić z tym prezentem, zupełnie nie trafiłeś. "

Ja całkiem straciłam kontakt ze swoimi emocjami wobec tego.
Obserwuj wątek
    • chrust5 Re: Porady na Święta 12.12.08, 14:13
      Zwariowal facet.
      • mader1 :)))) b/t 12.12.08, 14:36

      • a_weasley Re: Porady na Święta 12.12.08, 17:06
        chrust5 napisała:

        > Zwariowal facet.

        E tam zwariował, ma spółkę z dentystą i napędza mu klientów.
    • mamalgosia Re: Porady na Święta 12.12.08, 14:13
      Ciekawe.
      Bo wiele mogę o sobie powiedzieć i o moich emocjach. Może
      niedojrzałe, może zbyt wybujałe. Ale co to w ogóle znaczy "nie mieć
      kontaktu z emocjami"? Nie wiem, co robię? Przyznam, że nie rozumiem
      tego określenia - tak w kwestii merytorycznej.

      Natomiast może podzielenie się tym, jak się zachować gdy dostaje się
      zupełnie nietrafiony prezent - przydałoby się?
      A jak dawać trafione? Łatwo dać trafiony osobie, którą się dobrze
      zna, kocha, lubi. Ale różnie bywa z tymi troche dalszymi
    • mamalgosia a jaki zalotny:) 12.12.08, 14:15
      www.avita.org.pl/terapeuci/Grzegorz_Wojas
      patrz, jaki ma świetny kontaktsmile
      • mader1 Re: a jaki zalotny:) 12.12.08, 14:33
        świetne to, co napisałaś smile)))))
        no... piękny jest, piękny

        "Prowadzę poradnictwo partnerskie i małżeńskie."

        Boję się, ze jakby z resztą rzeczy tak doradzał, jak z tymi prezentami, nasze
        małżeństwo i po kilkudziesięciu latach próby by nie wytrzymało smile)))
        Nóż w plecy sad(((
        • mamalgosia Re: a jaki zalotny:) 12.12.08, 14:44
          No, ale po co ma małżeństwo to wytrzymywać? Przecież możesz sobie
          ułożyć życie z kimś innym
    • alex05012000 Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 14:16
      no, suuuper, dostaję nietrafiony prezent, mówię, dzięki ale jest
      całkiem do d... i co? ja sie czuje świetnie, bo uzewnętrzniłam swoje
      negatywne uczucia, druga strona też w świetnym humorze bo zupełnie
      jej nie głupio, nie przykro, taka szczera radość panuje i w ogóle...
      przeżywamy trudne uczucia!
      w tej perspektywie to ja też nie mam kontaktu z moimi emocjami,
      moim zdaniem przeżywanie trudnych uczuć nie polega bynajmniej na
      celowym ranieniu drugiej osoby, naprawdę... ja zawsze zakładam, ze
      darczyńca miał szczere intencje, chciał dobrze, chciał mnie
      obdarować... może czasem sobie od ust odjął .... a ze czasem może to
      nie trafia w mój gust, trudno... ale cieszę sie z tego, ze ktoś
      zechciał mi coś dać, ze pomyślał o mnie... i to wystarcza... za
      oburzające, niesprawiedliwe, nietaktowne, niegrzeczne i w ogóle NIE
      uważam oznajmienie, ze dzięki, ale prezent wywalam do kosza... bo
      zupełnie nietrafiony... to jak po gębie oberwać... chyba nigdy bym
      sie nie odważyła przynieść takiej osobie cokolwiek w prezencie
      później...
      w imie tej zalecanej w 150% szczerości, prawdomówności i wywalaniu
      emocji na wierzch bo to dla nas lepiej czy zdrowiej niby to do
      absurdów dochodzimy...
      • mamalgosia Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 14:28
        alex05012000 napisała:

        > no, suuuper, dostaję nietrafiony prezent, mówię, dzięki ale jest
        > całkiem do d... i co? ja sie czuje świetnie, bo uzewnętrzniłam
        swoje
        > negatywne uczucia,

        o, żeby to chociaż tak było, to jeszcze jakiś sens by to miało.
        Czyli: co prawda sprawiam przykrość drugiej osobie (darczyńcy), ale
        za to mi ulżyło i mi lepiej. Ale psinco: wcale nie byłoby mi lepiej,
        a przeciwniesad


        druga strona też w świetnym humorze bo zupełnie
        > jej nie głupio, nie przykro, taka szczera radość panuje i w
        ogóle...
        No, fajna wigilijka



        • verdana Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 14:52
          oczywiscie - wchodzimy do mieszkania, mówimy, ze Wigilii w takim
          bałaganie jeszcze nie obchodzilismy, kochamy porzadek, potem
          zaznaczamy wyraźnie, ze barszczyk przesolony, karp niesmaczny i jeść
          tego nie zamierzamy, bo czujemy wstręt, jedno dziecko zachowuje się
          ponizej krytyki, a drugie chyba jest opóźnione w rozwoju, po czym
          stwierdzamy, ze prezenty to badzie i to w złym guscie. Gospodarze z
          uroczym usmiechem mowia, ze w ogole nie mieli ochoty nas zapraszać,
          ale wypadało, nasz mąż mlaska w czasie jedzenia,a w ogóle mają
          uczucie, ze ich okropnie nudzimy i powinnismy sobie póść. I tak
          przezywamy pieknie Wigilię, nie tracąc kontaktu z uczuciami.
          Cóż, zaczynam rozumieć, dlaczego mój syn, absolwent tego samego
          wydziału tej samej uczelni twierdzi, ze z takią głupotą, jaką
          reprezentuje część psychologów nigdy przedtem ani potem się nie
          spotkał. A ja naiwnie mowiłam mu, ze przesadza.
          • mamalgosia Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 15:16
            Może należy mieć nadzieję, ze p. Wojas to nei większość, chociaż jak
            się zerknię do moich ulubionych "Wysokich Obcasów", czy mniej
            ulubionego mądrego "Zwierciadła"...

            Ale chyba jakiś kontakt z uczuciami mam, bo sobie myślę, że gdyby
            było tak jak piszesz:
            verdana napisała:

            > oczywiscie - wchodzimy do mieszkania, mówimy, ze Wigilii w takim
            > bałaganie jeszcze nie obchodzilismy, kochamy porzadek, potem
            > zaznaczamy wyraźnie, ze barszczyk przesolony, karp niesmaczny i
            jeść
            > tego nie zamierzamy, bo czujemy wstręt, jedno dziecko zachowuje
            się
            > ponizej krytyki, a drugie chyba jest opóźnione w rozwoju, po czym
            > stwierdzamy, ze prezenty to badzie i to w złym guscie.

            To może wcale nie jest dobrze, że się na to godzimy? I że z radością
            tam przebywamy?

            A jeśli dodatkowo:

            > Gospodarze z
            > uroczym usmiechem mowia, ze w ogole nie mieli ochoty nas
            zapraszać,
            > ale wypadało, nasz mąż mlaska w czasie jedzenia,a w ogóle mają
            > uczucie, ze ich okropnie nudzimy i powinnismy sobie póść.
            To przesadzamy próbując wigiliować się na siłę?

            Tak sobie głośno rozmyślam


            • verdana Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 15:19
              Nie, nie przesadzamy. Często uczucia rodzinne sa ambiwalentne -
              wolelibysmy np. spedzic Wigilie sami, a nie z rodzicami, czy z
              samotna ciotką. Albo nasze dorastajace dzieci wolalyby nie siadac z
              całą rodzina do stołu, tylko szybko coś zjeść i obejrzeć film w
              swoim pokoju. To na pewno sa szczere uczucia - tylko wlasne uczucia
              wcale nie musza bvyć najważniejsze. Ani wlasne chęci i wybory.
              • mamalgosia Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 15:26
                Verdano, ale zauważ, że tutaj już nei ma "własne" - w opisanej przez
                Ciebie sytuacji wszyscy są niezadowoleni. To w imię czego to
                wszystko?
                • verdana Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 15:32
                  Chocby w imie tego, aby rodzina się nie rozpadła... Bo wtedy nie
                  beda niezadowoleni jeden dzień, tylko nieszczęśliwi całe zycie.
                  • mamalgosia Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 15:35
                    Hmmm, tak, to może być argument.
                    Ale co to znaczy: "rozpadła się"? Czy miarą jej nie-rozpadu jest to,
                    że spotykają się dwa razy w roku na opisanej przez Ciebie imprezie?


                    Tylko czy wtedy cała asertywność nie bierze w łeb?
                    • verdana Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 16:00
                      Czasami tak. Czasami lepiej dwa razy do roku, niż nigdy, bo i z tych
                      dwóch razów może potem cos wyniknąć. Chocby pomoc, gdy trzeba.
                      Albo spotykają się częściej, ale akurat swiąt nie lubią. Albo sa
                      wlasnie w złym humorze. Duzo moze być przyczyn tego, ze mowienie
                      tego, co się aktualnie czuje nie wychodzi nikomu na dobre.
                      prosty przyklad - chodzenie do tesció. Nie idę, bo nie lubię,
                      tesciom tez raczej nie zalezy. Starsze dzieci tez chyba nie pójda,
                      skoro maja być w godzie z uczuciami. Mąż idzie, bo lubi. Wszystko
                      jest idealnie i w porzadku? Chyba jednak nie.
                      • mamalgosia Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 16:26
                        Idealnie na pewno nie. A czy w porządku? Nie wiem.
                        A jeśli i mąż nie lubi...
                        Nie wiem. Może masz rację, że nawet z tych dwóch spotkań może coś
                        dobrego wyniknąć. A moze tylko frustracja, złość, wzrost niechęci
                        • verdana Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 16:33
                          Mąż lubi. A moim zdaniem nic ani mnie, ani dzieciom nie ubedzie, jak
                          grzecznie i z usmiechem spedzimy świeta z rodzina, choc może
                          wolelibysmy spedzic je inaczej.
                          • mamalgosia Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 16:38
                            Piszesz o swoim mężu, a ja to tak bardziej hipotetycznie.
                            • verdana Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 16:52
                              Bardziej hipotetycznie można się nie spotykać nie dlatego, ze się po
                              prostu czlowiekowi "nie chce "spotkać, ale dlatego, ze się chce
                              zerwać kontakty z danymi ludźmi. Ale to zupelnie inna historia i
                              mało ma wspólnego z rodzinną Wigilią.
                              Natomiast Wigilia i w ogole wszelkie spędy okołorodzinne w wielu
                              ludziach budzą bunt, bo tego nie lubią - mozna dawac temu wyraz,
                              owszem, ale za cenę rozbicia rodziny. U nas większych spedów nie ma -
                              efekt jest taki, ze poza najbliższą rodzina ani się nie znamy, ani
                              sobie nie pomożemy w potrzebie, ot, obcy ludzie. Miedzy innymi
                              wlasnie dlatego, ze uznano, ze jak ktos kogos nie lubi, to nie musi
                              sie z nim spotykać - a że inni moga chcieć? Cóż, to ich sprawa...
                              Rzadko tez jest tak, ze uczucia obu stron są rownoległe. Zwykle
                              jedna strona ma inne uczucia, druga inne - ja na przyklad nie znosze
                              światecznych obiadow, moja mama je bardzo lubi. I wtedy moje
                              wyrazenie uczuć "Nie przyjdę, bo nie chcę" , calkowicie
                              prawdziwych, rani druga strone. Tak jest także w wypadku prezentow.
                              Ktos się starał, szukał, kupił, a ja, aby być w zgodzie z wlasnymi
                              uczuciami mowię mu, ze mnie się prezent nie podoba. Zresztą, tak na
                              marginesie, ja tu zadnych uczuć nie widzę, raczej ich brak, bo
                              prezent to nie jest po prostu rzecz - ktoś, kto nie dostrzega w
                              prezencie daru, tylko przedmiot, jest dopiero uczuć pozbawiony...
                              Tylko o tym sam nie wie.
                              • isma Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 19:25
                                No ale popatrz na to z drugiej strony. Wlasnie dlatego, ze to nie jest TYLKO
                                przedmiot, to czasem, ekhm, trzeba czasem prezent skomentowac. Gdyby to byl
                                TYLKO przedmiot, to by sie go wrzucilo za szafe, i juz.

                                My mamy nieustajacy probleme z dalszymi znajomymi, ktorzy przynosza
                                naszemu dziecku slodycze, w szczegolnosci zas czekolade mleczna badz takiez
                                czekoladki (jajka-niespodzianki, mikolaje, etc.). A ona nie moze, znaczy
                                sprobowanie skonczyloby sie w najlepszym razie megawysypka, wlaniem maksymalnej
                                dawki lekow przeciwuczuleniowych oraz spaniem przez pare godzin - a w najgorszym
                                cala gama powazniejszych atrakcji z wymiotami, dusznosciami i wizyta w szpitalu.
                                Ale dziecko, no, bierze co daja, i jest, oglednie mowiac, rozczarowane, jak
                                okrutni rodzice sprawdziwszy recepture daru, zabraniaja zjesc...

                                Wiec mowimy, zeby ludzie przynosili, jesli juz chca dziecku zrobic przyjemnosc,
                                banany, albo gorzka czekolade, albo cokolwiek innego, co z nami uzgodnia.
                                Niektorzy rozumieja od razu (mamy takiego znajomego, ktory od kilku lat przynosi
                                M. pieknie opakowany kawalek boczku wink)), niektorzy wydaja sie nie rozumiec, a
                                niektorzy sie obrazaja...

                                Do czego zmierzam. Ze te dary, to sie wiaza z uczuciami. I rzadko jest wtopa, i
                                nietrafiony prezent, jesli ludziom naprawde na sobie nawzajem zalezy. Oraz,
                                jesli im zalezy, to nawet - lagodne w formie lub zartobliwe - zwrocenie uwagi na
                                jakas ofiarodawcza niezrecznosc, nie jest powodem do rodzinnego czy
                                towarzyskiego dramatu.

                                • maadzik3 Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 22:46
                                  Ismo, masz w pelni racje w swoim przykladzie tylko co do osob ktore wiedzac o
                                  alergii Miniatury robia (dalej???!!!) takie prezenty mozna przypuszczac ze nie
                                  poswiecaja ani prezentom ani Miniaturze chwili uwagi. Tradycyjnie dziecku sie
                                  daje czekolade a pani domu kwiatek jak gdzies idziemy. Jezeli dziecku uczulonemu
                                  tez, a kwiatek pani domu ktora np. tego wieczora wyjezdza na miesiac a my
                                  przyszlismy po kota (troche przejaskrawione, wiem) to... no nie bardzo ktos
                                  pomyslal. Zdarza sie natomiast ze prezent jest nietrafiony mimo i dobrych checi
                                  i starannego wyboru przez ofiarodawce (plyta ukochanego zespolu ktor juz ktos
                                  ma, wymarzona kosmetyczka w jedynym niestrawnym kolorze itp.). W tej sytuacji
                                  okazanie cienia niezadowolenia uwazam za brak i kindersztuby i uczuc (nie
                                  dotyczy bardzo rozczarowanych malych milusinskichwink
                                  • a_weasley Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 23:38
                                    maadzik3 napisała:

                                    > tylko co do osob ktore wiedzac o
                                    > alergii Miniatury robia (dalej???!!!) takie prezenty
                                    > mozna przypuszczac ze nie poswiecaja ani prezentom
                                    > ani Miniaturze chwili uwagi.

                                    Może tak być, oczywiście. Jakkolwiek istnieje też interesująca możliwość, że
                                    osoby te stojąc na stanowisku, iż

                                    > Tradycyjnie dziecku sie daje czekolade
                                    > a pani domu kwiatek jak gdzies idziemy.

                                    uważają żądanie, by Miniaturze nie dawać czekolady, za histerię względnie
                                    niskosensowne doktrynerstwo Ismy.
                                    Nie wiem, co myślała ciocia, gdy nam (w danym momencie ja 6 lub 7 lat, brat 4
                                    lub 5) sprezentowała przecudnej urody dubeltówkę, z której można było naprawdę
                                    strzelać (patyczkami) - w ogóle pierwszą zabawkową broń w domu, bo ojciec sobie
                                    nie życzył (na podstawie tego, co teraz wiem, poczytuję to za skutek jego traumy
                                    z młodości, kiedy to w głupiej zabawie o koński paznokieć zastrzeliłby kuzynkę).
                                    Może ciocia uważała, że jej kuzyn przesadza, a może (co bardziej prawdopodobne)
                                    po prostu o tym zakazie zapomniała lub może nigdy nie słyszała. To pewne, że
                                    ojciec tego nie skomentował, zabawki nie wyrzucił i od tego czasu embargo na
                                    broń zostało zniesione.
                                    • minerwamcg Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 13.12.08, 12:50
                                      Dobra, ale widzisz różnicę: wam tę dubeltówkę można było dać bez
                                      ryzyka, że się pozabijacie i rodzice rozsądnie to uznali. Natomiast
                                      gdyby Miniatura spożyła zakazane łakocie, nie skończyłoby się na
                                      sraczce czy raczej zaparciu (bo czekolada), tylko zaszkodziłoby jej
                                      poważnie i na pewno.
                                      Tak więc ofiarodawcy, uprzedzani przecież wielokrotnie, powinni
                                      (cokolwiek by sądzili o rodzicach-potworach odmawiających dzieciom
                                      czekolady mlecznej) choćby dla świętego spokoju nie testować za
                                      każdym razem, czy Isma nie zmieniła zdania, a Miniaturze się
                                      gwałtownie nie poprawiło.
                                      Twoja ciocia jak sądzę o broniofobii taty nie wiedziała albo
                                      zapomniała na śmierć, bo nawet gdyby uważała, że przesadza, nie
                                      dawałaby Wam czegoś o czym wiedziała, że spowoduje kontrowersje.
                                      Znała przecież Twojego tatę i wiedziała, że nie jest przesadnie
                                      skłonny do rezygnowania ze swoich zasad smile Tym razem było inaczej i
                                      bardzo dobrze, podejrzewam zresztą, że i tatę uwiodła przecudna
                                      uroda prezentu smile)) Boys will be boys.
                                • verdana Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 14.12.08, 09:49
                                  Isma, to jest zupełnie nietrafiony przyklad - bo akurat w tym
                                  wypadku dawanie tego typu prezentow swiadczy o bezmyslnosci, a Ty
                                  masz obowiazek dbać o zdrowie dziecka i to inna sprawa. Mówimy tu
                                  raczej o sytuacji, gdy dostajemy prezent, ktory zdrowiu nie zagraza -
                                  rozumiem, ze można negatywnie skomentować danie nieletniemu
                                  alkoholu, a nam skretow, ale juz nie prezent, który był wybierany
                                  rozwaznie i z uczuciem, a nam po prostu nie pasuje.
                                  • isma Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 16.12.08, 15:33
                                    No, ale to bezdyskusyjne odmowienie dziecku tego co mu szkodzi, co do ktorego
                                    mam obowiazek tak czy tak, mozna roznie rozegrac, prawda? Moge po prostu wziac
                                    te mleczna, usmiechnac sie szeroko i powiedziec gosciom, ze bardzo dziekujemy,
                                    jak zostanie nam jakies miejsce w zoladkach po deserze, to dziecko chetnie zje
                                    (nastepnie miejsca oczywiscie nie zostaje). A moge powiedziec wprost, ze wtopa
                                    wink)).
                                    • verdana Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 17.12.08, 14:22
                                      W tym wypadku powiedxialabym rodzinie i bliskim znajomym, czyli tym
                                      co a. powinni, holera, pamietać, b. moga dac po raz wtory. Przy
                                      znajomych okazjonalnych, co to przychodza z symboliczna czekolada
                                      dla dziecka, schowalabym z milym usmiechem.
      • madziaq Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 16:56
        No tak... Wiadomo, że zepsujemy atmosferę wigilijną, mówiąc komuś, że prezent
        nie był trafiony. Ale, patrząc z drugiej storny... Ktoś odejmuje sobie od ust,
        jak napisałaś, i kupuje z dobrego serca, bo ja wiem, chińską wazę osobliwej
        brzydoty, która Ci się nie podoba, do niczego nie pasuje i nie masz jej w
        dodatku gdzie trzymać. Jeżeli podziękujesz i powiesz, że śliczna i w żaden
        sposób nie dasz do zrozumienia, że to nie w Twoim typie, to być może na
        urodziny, imieniny, czy następną gwiazdkę dostaniesz kolejne paskudztwo z tej
        serii, które darczyńca kupił kosztem wyrzeczeń, z jak najlepszymi intencjami. I
        w ten sposób Ty masz kłopot, bo nie masz gdzie trzymać ani co zrobić z brzydkimi
        i nieprzydatnymi prezentami, a darczyńca kupuje nadal rzeczy, które Tobie nigdy
        się nie spodobają i o tym nie wie... A jeszcze może w czasie odwiedzin pyta
        ciekawie, dlaczego ten wazon, który kupił w zeszłym roku, nie stoi na kominku w
        salonie, przecież jest taki śliczny... Może więc jednak w jakiś sposób
        (delikatnie i kulturalnie a nie "no dobra, dzięki, a teraz idę ten prezent
        wyrzucić") powinno się dać do zrozumienia, że dana rzecz niekoniecznie jest
        trafionym upominkiem...
        • verdana Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 17:17
          Nie da się dac taktowanie do zrozumienia... A zepsuć komus humor w
          Wigilię tylko po to, zeby za rok dostac lepszy prezent? Dla mnie nie
          do przyjęcia.
        • a_weasley Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 17:24
          madziaq napisała:

          > Wiadomo, że zepsujemy atmosferę wigilijną,
          > mówiąc komuś, że prezent nie był trafiony.

          W każdym razie zrobimy mu przykrość.
          Oczywiście są sytuacje typu zamożna ciocia daje komuś w prezencie wisiorek
          oderwany na jego oczach od gazety i bierze gazetę z powrotem - wtedy pozostaje
          tylko na pożegnanie oddać wisiorek mówiąc "chyba ciocia coś u nas zgubiła". Ale
          to są sytuacje skrajne.
          Mój stryj, skądinąd wielkiej zacności człowiek, rok w rok dawał mi wodę po
          goleniu i jakiś słodycz. Mojemu ojcu a swojemu bratu takoż, że już o moim bracie
          nie wspomnę. Nawet wtedy, gdy nosiłem brodę. Stała potem w łazience bateria
          takich butelek, a koledzy się śmiali, że to na wszelki wypadek, jakby wódki brakło.
          (po sprawiedliwości: zdarzało mu się także kupić jakieś książki i to na ogół
          trafione).
          Dziękowaliśmy z uśmiechem nie sięgającym oczu i dosyć.
          Natomiast, i owszem, wielokrotnie wspominałem mamie, że nie podoba mi się
          dawanie w prezencie przedmiotów codziennego użytku (nie jestem w tym oryginalny,
          skarpetki są na topie list niechcianych prezentów), aż po latach zrozumiała. Ale
          nigdy nie pozwoliłbym sobie na takie uwagi przy wigilijnym stole czy w ogóle
          bezpośrednio po otrzymaniu prezentu.

          > to być może na urodziny, imieniny, czy
          > następną gwiazdkę dostaniesz kolejne paskudztwo
          > z tej serii,

          Trzeba w międzyczasie znaleźć sposób sprawienia, by darczyńca dowiedział się, że
          kolejny prezent z tej serii nie byłby dobrym pomysłem.

          > powinno się dać do zrozumienia,
          > że dana rzecz niekoniecznie jest
          > trafionym upominkiem...

          Dać do zrozumienia, czy innym sposobem sprawić, by się dowiedział, oczywiście
          należy. Ale nie bezpośrednio po otrzymaniu prezentu. Chyba że się go nie chce
          zatrzymać.
          • madziaq Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 22:52
            Jak mówiłam, nie miałam na myśli "korygowania linii prezentowej" przy wigilijnym
            stole, a raczej coś takiego, co napisał Arhur. Jak Ciocia dała mi w prezencie
            dwumetrową palmę w doniczce, a ja mam kawalerkę, to za palmę podziękuję, być
            może oddam koleżance, która ma duży dom, a przy innej okazji napomknę, że
            mieszkanie ciasne i już szpilki się nie wciśnie, żeby może następnym razem
            prezent był stosowniejszych gabarytów wink
          • magdalaena1977 Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 13.12.08, 22:57
            a_weasley napisał:
            > Dać do zrozumienia, czy innym sposobem sprawić, by się dowiedział, oczywiście
            > należy. Ale nie bezpośrednio po otrzymaniu prezentu. Chyba że się go nie chce
            > zatrzymać.
            Zgadzam się co do tego rozjechania czasowego otrzymania prezentu i jego krytyki.
            Zwłaszcza, że potem można te krytykę jakoś tak delikatniej przedstawić zamiast
            "co za jadowity oraż. A fuj !" "nie wyglądam dobrze w pomarańczowym".
            Zresztą czasami jest dobrze działać prewencyjnie. Mam za sobą ukrywanie za
            biurkiem plastikowego "obrazka" kupionego przez moją babcię i wywieszanie tylko
            na czas jej wizyt (ostatecznie obrazek się stłukł), ale teraz stanowczo mówię,
            że mamy różne gusta i sama chcę wybierać to co wisi w moim mieszkaniu. I z
            dwojga złego wolę dostawać pieniądze na kolejny sprzęt niż sam sprzęt wybrany
            przez babcię.

            Z drugiej strony to takie trafianie czy nie ma chyba większe znaczenie w
            bliższej rodzinie - bo tu chodzi o większe zaangażowanie emocjonalne, prezenty
            są większe, droższe. Widujemy się częściej a dezaprobata bardziej boli.
            Od dalszych znajomych dostaję raczej takie neutralne prezenty - książki, płyty,
            kosmetyki czy biżuterię i jakoś nie budzą moich zdecydowanych uczuć.
            Zdarzało mi się też puszczać znowu w obieg powtórzone książki czy niepasujące
            kosmetyki.
        • maadzik3 Re: Boze uchroń nas od takich psychologów 12.12.08, 17:35
          Byloby w tym co piszesz "cos" gdyby nie fakt ze osoby bliskie, kochane i
          kochajace latwiej jest odpowiednio obdarowac. Osoby dalekie, widywane od czasu
          do czasu rzadko przychodza (poza okazjami typu swieta) szukac kiedys
          podarowanego wazonu. A jeszcze trudniej znalezc okazje i forme do skorygowania
          linii prezentowej wiec lepiej sie ugryzc w jezyk.
          Jak wspominam niektore prezenty ktore dalam jako dziecko to nie wiem czy smiac
          sie czy plakac (a byly dla najblizszych, innym w tym czasie nie robilam
          prezentow), a przeciez byly przyjmowane z zachwytem. Wspominam tez prezenty
          (drogie i nie zawsze trafione) jakie robila nam babcia, po przeprowadzce do
          nowego mieszkania. Z trafieniem bywalo roznie, ale szczere intencje i milosc
          darczyncy tudziez jej radosc z odwiedzin u nas czulo sie o mile dookolasmile. I to
          bylo cudowne. Nawracac kochajaca i mocno starsz kobiete na inna linie
          prezentowa? Sprawic jej moze przykrosc? NIGDY. Babcia byla przecudowna, ciepla
          osoba, pamietam ze na 18-te urodziny podarowala mi wykonana z jakiegos takiego
          kamienia chyba (?) puderniczke i flakonik na perfumy ze zraszaczem. Dumnie
          oswiadczyla ze przed wojna takie rzeczy miala kazda elegantka i czulo sie jak
          sie cieszy ze jedynej wnuczce moze taki cenny drobiazg dac. Czy mialam
          powiedziec ze uzywam puderniczek w ktorych puder kupuje i jego przesypywanie
          nigdy nie przyszloby mi do glowy, a perfumy sa w butelkach z wlasnym
          zamontowanym sprayem, a nawet jesli nie to nikt ich nie przelewa a butelka
          zaprojektowana dla danych perfum czesto bywa fantastyczna? Przez usta by mi nie
          przeszlo. Podziekowalam, wstawilam do lazienki, przestalo lata, niegdy nie
          uzylam, do dzis wspominam z rozrzewnieniem bo to co naprawde wspominam to milosc
          babci, jej chec obdarowania mnie, jej uznanie tego ze jestem dorosla kobieta.
          Cudowne. A wartosc/ uroda/ przydatnosc prezentu sa zdecydowanie drugorzedne.
          Pamietam tez kilka wcale niebrzydkich prezentow ktorych nie lubilam, bo dane mi
          zostaly bez sympatii, z przymusu, "bo wypadalo", a ich ladnosc byla raczej
          czystym przypadkiem.
    • nati1011 Re: Porady na Święta 12.12.08, 18:13
      Ja definitywnie przestałam czytać prasę kobiecą jak po raz kolejny
      przeczytałam "rady" na kłopoty w zwiazku. W stylu:
      "nie zamierzasz chyba marnować sobie zycia z tym dupkiem, z tego
      jednego powodu, zę jest twoim meżem. Po 2 -3 latach małżeństwa
      naturalny jest spadek uczuć wzajemnych i należy coś z tym zrobić
      (czytaj znaleźć nowy obiekt uczuć) "

      Jak to pasuje do tego psychologa i terapeuty. sad
      • verdana Re: Porady na Święta 12.12.08, 18:18
        Własciwie niektore dzieci tez można by wyrzucić i nowe sobie
        urodzić. Takie co by i się i uczyły i sprzatały... Po co nerwy
        tracić?
        • nati1011 Re: Porady na Święta 12.12.08, 19:29
          taiej "rady" nie widziałam, ale przekonywanie, że nie warto wogóle
          mieć dzieci - owszem. Przecież każdy bliźni tak bardzo ogranicza
          nasz włąsny egoizm...
          • jancze Re: Porady na Święta 12.12.08, 23:10
            Ustaliłyśmy z siostrą, że w tym roku prezenty będą niewielkie (te
            dla dorosłych) a dla dzieci najlepiej takie same.
            Poprosiłam ją, żeby nie kupowała nam trzeciego kompletu aniołków na
            serwtki. Ale nie czytałam artykułu tego Pana.
            A! I siostra się nie obraziła, tylko wytłumaczyła, że dużo ich
            miała smile
      • mamalgosia Re: Porady na Święta 13.12.08, 09:10
        Dotyczy to nie tylko małżeństwa. Ogólnie jak z kimś nie jest łatwo
        być, to się odciąć. Trud i wysiłek nie są w modzie
    • mader1 Porady na Święta cz. 2 13.12.08, 21:19
      z kalendarza, co sobie wisi w kuchni od stycznia ":
      " Gdy zbliża się Boże Narodzenie, w naszych mieszkaniach najpierw unoszą się
      zapachy środkó czyszczących, potem pieczonych i gotowanych potraw, aż w końcu
      dociera do nas zapach choinki. Ten ostatni kojarzy się z syropami
      przeciwkaszlowymi, lekami na przeziębienie itp. Nic dziwnego, olejki eteryczne
      sosny mają głównie właśnie takie zastosowanie w medycynie. Warto jednak
      wiedzieć, że oddziałują one także na psychikę...."

      czuję się coraz mniej " normalna". Najpierw nie mogę się spotkać ze swoimi
      emocjami... a potem zaraz ... fakt, że zapach choinki NIE kojarzy mi się z
      syropami... no zupełnie !
      • verdana Re: Porady na Święta cz. 2 14.12.08, 09:45
        Mnie czasem zapach syropu kojarzy się ze swietami, nigdy odwrotnie.
        Diagnozjuje ciężkie zaburzenia tego Pana na tle swiąt - podejrzewam,
        ze wyjatkowo ich nie znosi. Moze psychoterapeuta by się przydał?
    • kasiagleb Re: Porady na Święta 15.12.08, 11:04
      Był sobie młody chłopak, miał przyjaciela. Chodzili razem do szkoły, jeździli
      razem w góry, na koncerty, byli ze sobą gdy coś się działo, źle czy dobrze,
      dzielili się wszystkim. Z czasem kontakty stały się rzadsze ale pozostał jeden
      rytuał - gdy coś się działo - spotykali się w kawiarni i przy miodzie pitnym
      omawiali wszystkie ważne męskie sprawy. Po jakichś 20 latach spotkali się znowu
      i wtedy ów chłopak usłyszał: wiesz stary, muszę Ci coś powiedzieć, zbierałem się
      wiele lat, nie wiedziałem jak to zrobić żeby nie urazić. Zapadło złowrogie
      milczenie. Głęboki oddech i.....wiesz, ja nie lubię miodu pitnego, po prostu nie
      znoszę, nie smakuje mi, przez te wszystkie lata piłem żeby nie robić Ci
      przykrości. Czy mogę zamówić coś innego?
      I wtedy rozległ się głośny, serdeczny śmiech obu panów.
      A jaki z tego morał? Powiedzieć można wszystko - trzeba tylko znaleźć właściwy
      moment i użyć właściwych słów.

      • mama_kasia Re: Porady na Święta 15.12.08, 11:06
        smile
        • ruda_kasia Re: Porady na Święta 16.12.08, 13:04
          Moja babcia jest mistrzynią "nietrafionych" prezentów. Czasem można się wyłgać,
          nie zawsze się da. To znaczy teraz z racji choroby już nam prezentów nie robi, i
          jakoś tak... smutno.

          Mojej siostrze chyba w prezencie ślubnym dała serwis do kawy nawet chyba nie
          fajans, tylko gips, pomalowany CAŁY na złoto, rzeźbiony w piękne róże. Nikt
          nawet nie myślał, żeby się z niego kawy napić, leżał sobie w garażu (babcia
          odwiedziła moją siostrę chyba 3 razy tylko za 6 lat małżeństwa, mnie zresztą
          niewiele więcej, po prostu to my odwiedzamy ją z racji odległosci i mobliności).
          Aż któregoś dnia nasze córki dostały go do zabawy w piasku. Nie wiecie, jak były
          szczęśliwe big_grin Prezent okazał się wspaniały. Żałuję tylko, żeśmy nie uwiecznili
          go na zdjęciu...
      • mamalgosia Re: Porady na Święta 16.12.08, 18:23
        kasiagleb napisała:


        Powiedzieć można wszystko - trzeba tylko znaleźć właściwy
        > moment i użyć właściwych słów.
        >
        Ha! "TYLKO"...
        >
        • kasiagleb Re: Porady na Święta 17.12.08, 09:11
          mamalgosia napisała:

          > Ha! "TYLKO"...

          niech będzie AŻ, lepiej brzmi
          a ta historia to ie bajka, ona wydarzyła się naprawdę

    • pieskuba Re: Porady na Święta 17.12.08, 10:08
      Pan psycholog jest może i dobrze wykształcony, ale za to źle
      wychowany. Na szczęście mamy też psychologów, którzy mają pojęcie o
      kulturze osobistej i o tym, jak wypada się zachowywać wśród ludzi.
      Zachowanie, jakie proponuje jest po prostu niegrzeczne i nietaktowne.


      Burak nawiązał kontakt z emocjami buraka, i tyle.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka