isma
30.01.09, 22:33
KAI: Co to znaczy być Biskupem w Polsce w XXI wieku? W czym streszcza się
istota jego misji? Jak łączyć funkcję pasterską z urzędowym wymiarem tej posługi?
Abp Kazimierz Nycz: W każdym okresie historii oczekiwania wobec biskupów i
księży wynikały z jednej strony z niezmiennej misji Kościoła, z drugiej zaś z
odczytywanych aktualnych „znaków czasu”. Między sposobem pełnienia posługi
biskupa XXI stulecia a poprzednich wieków faktycznie jest sporo różnic. Wydaje
się, że biskup XXI wieku musi być bardziej podobny do biskupów z pierwszych
wieków chrześcijaństwa.
KAI: W jakim sensie?
- Biskup jest posłany by głosić Ewangelię wierzącym i niewierzącym. Musi być
nie tylko ojcem i pasterzem swej diecezji, ale umieć działać w świecie, który
nie zna Chrystusa. Na naszym posługiwaniu odbija się to, że długo towarzyszyła
nam błoga świadomość, że społeczeństwo składa się w 100 procentach z ludzi
wierzących. Tymczasem dziś trzeba zmierzyć się z wyzwaniami zlaicyzowanego
świata Europy Zachodniej, który coraz bardziej jest obecny i w Polsce.
Natomiast wspólne – dziś i dawniej - jest to, co jest istotą posługi
biskupiej. Zawsze jest to pasterz Kościoła partykularnego, który swoją misję
pełni w jedności z Biskupem Rzymu. Prowadzi powierzony sobie Lud Boży po
drogach zbawienia. Do jego misji należy: przepowiadanie Słowa Bożego, funkcje
liturgiczno-kapłańskie oraz funkcja pasterska, czyli kierowanie Ludem Bożym na
danym terenie.
Jeśli chodzi o sposób wypełniania tej posługi, to trzeba to dobrze przemyśleć,
w kontekście nowych wyzwań, jakie stawia obecne stulecie. Sądzę, że takie
określenia jak pasterz, ojciec, starszy brat, przewodnik, bardziej odpowiadają
naszym czasom, zwłaszcza jeśli w ich tle jest świadectwo apostoła. Osobiście
nie czuję się dostojnikiem i pewnie nie potrafię nim być, lecz próbuję być
pasterzem i ojcem. Nie zamierzam celebrować biskupiego urzędu, nie o to
przecież chodzi. Swej posługi nie chciałbym sprawować w sposób
paternalistyczny, lecz braterski.
KAI: Obejmując Archidiecezję Warszawską – niemal już dwa lata temu –
zapowiadał Ksiądz Arcybiskup, że chce być „aż” i „tylko” biskupem diecezji, w
odróżnieniu od poprzedników, na których barkach spoczywało tysiąc innych,
kościelnych i narodowych spraw.
- Po dwóch latach potwierdzam: Chcę być „aż” i „tylko” biskupem tej diecezji.
Moi poprzednicy też pewno tego pragnęli, ale musieli inaczej – takie były
czasy. Podziwiam kardynała i Prymasa Wyszyńskiego i Prymasa Józefa Glempa, za
to, że potrafili być równocześnie biskupami dwóch archidiecezji (warszawskiej
i gnieźnieńskiej), Prymasami Polski oraz Przewodniczącymi Konferencji
Episkopatu. Podziwiam ich za zdolność ogarnięcia tak różnych problemów, za
pracowitość, gdyż sama archidiecezja warszawska wymaga dużej pracy.
KAI: Na jakich szczególnie polach? Jak można scharakteryzować
duchowo-religijną panoramę archidiecezji?
- W archidiecezji warszawskiej w jej obecnym kształcie, mimo, że jest jedną z
najmniejszych terytorialnie, występują bardzo zróżnicowane problemy,
społeczne, cywilizacyjne, kulturowe, polityczne i inne. Liczy półtora miliona
mieszkańców. Trudno do końca ocenić ilu jest przedstawicieli cywilizacji
innych niż chrześcijańska, ilu niewierzących, ilu takich, którzy całkowicie
zerwali z Kościołem. Z pewnością dużo więcej niż w innych rejonach Polski. To
jest duże wyzwanie ewangelizacyjno-misyjne dla kapłanów i katolików świeckich.
W Archidiecezji obok tych problemów są inne, w których realizuje się misja
Kościoła. Duża koncentracja świata polityki, instytucji państwowych,
samorządowych, naukowych, kulturalnych. Cały świat ogólnopolskich mediów. To
duża praca dla parafii, ruchów i stowarzyszeń katolickich, ale także dla
księży, biskupów pomocniczych, a także dla mnie. Obok tego wszystkiego są
rejony diecezji, gdzie wielkie miasto styka się z niedawnymi terenami
wiejskimi i tu dokonuje się gwałtowna urbanizacja, niełatwa dla
duszpasterstwa. Są wreszcie rejony tradycyjnie rolniczo-sadownicze. Taka jest
ta panorama ogólna.
KAI: Czym się ona jeszcze charakteryzuje?
- Wbrew powszechnemu przekonaniu, porównaniu z innymi terenami Polski, w
Warszawie jest dużo mniej księży w stosunku do liczby mieszkańców. W
konsekwencji są naprawdę zapracowani. Jeśli w diecezjach południowych liczba
wiernych na jednego księdza (diecezjalnego i zakonnego) waha się w granicach
ok. tysiąca, przeciętna w Polsce tysiąc trzysta, to w Warszawie przekracza dwa
tysiące.
Stolica gwałtowanie się rozwija, przypływają wciąż nowe fale ludności.
Większość parafii warszawskich oscyluje między 15 a 25 tysięcy, i to nie one
spędzają mi sen z oczu. Zaplecze tych parafii jest bardzo dobre, zarówno od
strony kościołów, jak i budynków parafialnych. Jest sporo szkół katolickich w
pomieszczeniach kościelnych. Odległości między kościołami są niewielkie.
Problemem jest kilka parafii, które są powyżej trzydziestu tysięcy i te trzeba
podzielić. Natomiast zadaniem najtrudniejszym są powstające nowe osiedla w
Warszawie i na jej obrzeżach. Tu koncentrujemy naszą uwagę, by się nie spóźnić
z duszpasterstwem.
Jako biskup dużą cześć czasu chcę poświęcać kapłanom. Bez księży biskup nic
nie potrafi zrobić. Jest to jedyny sposób na to, aby Kościół był żywy.
Próbujemy z księżmi biskupami mieć czas dla księży, spotykać się z nimi w
ramach formacji duchowej i pastoralnej, dekanalnej i w parafiach,
wykorzystując każdą dobrą okazję. To oni w parafiach uobecniają wspólnotę
uczniów Chrystusa i duszpasterzując razem ze świeckimi animują Kościół.
Chodzi o to, aby parafie te były żywymi wspólnotami wiary, zdolnymi do
oddziaływania na zewnątrz. W każdej parafii - na czym niesłychanie mi zależy -
jest sporo działających grup i ruchów skupiających ludzi świeckich.
Przypominam księżom, aby grupy te nie obejmowały tylko bardzo młodych, lecz
cały, wielopokoleniowy laikat. Aby formowały go do apostolstwa „ad intra” i
„ad extra”. Uważam, że dziś szczególny nacisk należy położyć na apostolstwo
„ad extra” - ewangelizację otaczającego świata.