mamalgosia
08.03.09, 19:57
czyli jak lepiej czuć się z samą sobą.
W kwestii charakteru należy pracować nad sobą, ewentualnie
zaakceptować i liczyć na miłosierdzie Boże
A jak zaakceptować własny wygląd? Nie chodzi mi o samozachwyt, ale o
jakieś takie zadowolenie, pogodny stosunek do siebie, dystans, sama
nie wiem co. Żeby w lustro lub ogólnie na siebie nie patrzeć z
pewnym obrzydzeniem? Żeby własne odbicie np w wystawie sklepowej nie
psuło humoru na cały dzień?
Najlepiej byłoby przemówić do rozsądku, ale załóżmy, że rozsądku
brak.
Argumenty mam takie (prosze o inne, im więcej, tym lepiej):
- wygląd nie jest najważniejszy. Oczywiście trzeba być czystym,
zadbanym, ale nos/uszy/figura/włosy/kolana itd nie stanowią o
wartości człowieka
-piękno każdy nosi w sobie i czasem osoba obiektywnie brzydsza, ale
życzliwa i uśmiechnięta wydaje się piękniejsza niż ta ładna
obiektywnie
- na swój sposób każdy jest piękny i w każdym można znaleźć jakieś
ładne elementy (tu należy wymienić co ta osoba ma pieknego)
- odsuwać myśli od siebie i zajmować je czymś innym (co może być
trudne, bo jednak należy sie w tym lustrze przejrzeć czasem, cyz
powycierać ciałko ręcznikiem).
- osoba kochana podoba się osobie kochającej