Dodaj do ulubionych

Śmierć Jacksona

26.06.09, 16:28
Nie wiem, co powiedzieć, napisać. Nie jestem jego fanką. Może nie
płaczę, ale jakoś mi smutno.
Wiem, że to jego wina, że zmarnował swoje życie. Leki, operacje
plastyczne. Długi...
Wiele informacji uważam za przesadzone - np stwierdzenie, że jego
śmierć jest gorsza od śmierci Papieża (debilizm niektórych
Internautów, przepraszam za stwierdzenie). Są to inne rodzaje
śmierci, inne osoby.
Ale tak ostatnio częściej myślę o śmierci (nie znamy dnia i
godziny). Trzy miesiące temu zmarł mój ojciec, też nie przygotowany
na śmierć. Czasem patrzę na wiek osoby zmarłej na nekrologu (wiek 23
lata, życie stało przed nim...).
Takie myśli pojawiają się też, jak umrze ktoś znany. O tym, jak żył,
jaki jest jego los po śmierci. Czasem jest tylko nadzieja na
miłosierdzie Boże.
Obserwuj wątek
    • nati1011 Re: Śmierć Jacksona 26.06.09, 17:21
      no cóż - to kolejny przykład zmarnowanego życia na własne zyczenie.
      Miał wszystko- i wszystko przepuścił.

      Dla mnie to prawdziwy antybohater.

      Oby miłościwy Bóg nie poskąpił mu Swojego
      Miłosierdzia. Panie świeć nad jego duszą.
      • mamalgosia Re: Śmierć Jacksona 26.06.09, 18:35
        Nie oceniałabym go tak surowo. Według mnie był zagubionym, chorym
        człowiekiem
      • sulla Re: Śmierć Jacksona 27.06.09, 11:19
        Miał wszystko? Szczerze wątpię.
        Miał pieniądze i sławę. Tyle wiemy na pewno. Czy to jest to "wszystko"?

        Moim zdaniem był bardzo samotnym i nieszczęśliwym człowiekiem.
    • nikaa818 Re: Śmierć Jacksona 26.06.09, 17:54
      Też fanką nie jestem ani nie byłam (choć posiadam gdzieś do dziś
      płytę analogową "Bad"smile ale tak jakoś szkoda mi się go dzis
      zrobiło.Myślę o nim jako o biednym człowieku, od dziecka uwikłanym w
      showbiznes, który go zupełnie wykrzywił, zrobił z niego jakiegoś
      dziwoląga ostatecznie.No, biedny człowiek...
      ----------
      Panie, miej Miłosierdzie...
      • mamalgosia Re: Śmierć Jacksona 26.06.09, 18:34
        A ja byłam jego fanką. Gdy jeszcze był czarny. Ach, jak mi się
        podobał w "Say, say, say"... Były to dla mnie pogodne i beztroskie
        czasy, więc i jego wspominam z taką nutą
    • ese1 Re: Śmierć Jacksona 26.06.09, 21:05
      ja na ta smierc patrze inaczej. Jego tworczosc to okres mojej wczesnej mlodosci,
      jego utwory przypominaja mi wiele fajnch chwil. Dlatego glupio sie poczulam
      slyszac, ze odszedl.
      Odszedl czlowiek, ale jego glos pozostal niesmiertelny i jeszcze pokolenia go
      beda sluchac (jak Presleya). Nie bylam jego fanka, ale jego muzyki i talentu i
      owszem.
      Kazdy z nas kiedys odejdzie, tylko co czy cos po sobie pozostawi.
      • verdana Re: Śmierć Jacksona 26.06.09, 21:24
        Nie przepadałam za Jacksonem, ale ja w ogóle nie znam się na muzyce,
        co mi chwały nie przynosi.
        Nie ulega jednak watpliwosci, ze umarł wielki twórca, człowiek ,
        ktory stworzył nowy gatunek muzyki. Może ta muzyka się podobac czy
        nie podobać - ale była to postać w muzyce niecodzienna i wazna.
        Tworczość moze być cenna niezaleznie od tego, jakim człowiekiem byl
        twórca.
        Z głebokim żalem przyjęłam parę lat temu śmierć Jacka Kaczmarskiego
        i nie moge tej smierci odżałować - niezaleznie od tego, ze zmary na
        pewno nie był swietlanym wzorem cnót wszelakich.
        Ze śmiercią tworcy umieraja takze jego nienapisane dzieła, a tych
        żałuję najbardziej.
    • a_weasley Zadbał się na śmierć (Minerwa) 26.06.09, 21:40
      Z punktu widzenia tego forum przypadek interesujący jako niemal
      dosłowna ilustracja słów, że kto chce zachować życie, straci je.
      Miał obsesję dożycia stu lat i to najlepiej jako człowiek młody. I
      tak o siebie dbał, te wszystkie maseczki, namioty tlenowe itp., że z
      tego dbania wykonał plan w 50% dokładnie.
    • minerwamcg Re: Śmierć Jacksona 26.06.09, 21:52
      Jak już napisałam na innym forum, pamiętam go jako radosnego,
      ciemnoskórego chłopca, który roznosił estradę. Pomiędzy nim a tym
      czymś co z siebie zrobił, i tym kimś, kto wskutek tego umarł nie ma
      żadnego związku.
      Tym bardziej smutne. Umarł wbrew własnym życzeniom, a jednak po
      trosze na własne życzenie. Jak powiedziałam przed chwilą do Arthura,
      Michael Jackson zadbał się na śmierć.
    • a_weasley Proporcje 26.06.09, 22:00
      Ewa_Anna2 napisała:

      > Wiele informacji uważam za przesadzone - np stwierdzenie, że jego
      > śmierć jest gorsza od śmierci Papieża

      Można tylko zacytować Kaczmarskiego:

      > Mam więc Boga takiego, na jakiegom zasłużył...
      • ewa_anna2 Proporcje czego?? 26.06.09, 22:35
        Bo nie kumam wink
        Ten cytowany fragment pochodzi z forum Onetu, widoczny był na
        pierwszej stronie. I trochę mnie dotknął. Płakałam po Papieżu.
        Zresztą chyba już się przyzwyczaiłam, że na Onecie trudno jest
        znaleźć mądre komentarze.

        Śmierć zawsze porusza. Śmierć bliskich (po których płacze tylko
        rodzina). Masowe tragedie (Word Trade Center, zamachy
        terrorystyczne, wypadek Airbusa...).
        Chcemy, czy nie chcemy porusza też śmierć znanych osób. O śmierci
        naszych bliskich nie wspomną raczej w mediach, o śmierci aktora, czy
        piosenkarza tak.

        Jackson, mimo, że bogaty był biednym człowiekiem. Zmarnowane
        dzieciństwo, potem wiele osób traktowało go jak maszynkę do
        zarabiania pieniędzy. No i skrajna nieakceptacja siebie.
        • a_weasley Proporcje osób oczywiście 26.06.09, 23:31
          ewa_anna2 napisała:

          > I trochę mnie dotknął.

          Witaj w klubie sad

          > Płakałam po Papieżu.

          No więc właśnie ja też, bo to raz...

          > na Onecie trudno jest
          > znaleźć mądre komentarze.

          To w ogóle deficytowy towar. W tym przypadku to nie wiem, czy się
          śmiać czy płakać. Nad autorem komentarza. I nad światem.

          > Śmierć zawsze porusza. Śmierć bliskich (po których płacze tylko
          > rodzina). Masowe tragedie (Word Trade Center, zamachy
          > terrorystyczne, wypadek Airbusa...).

          Może jestem gruboskórny, ale mnie ta śmierć poruszyła niespecjalnie.
          Nie wiem nawet, co śpiewał, może go kiedyś słyszałem, ale nie
          wiedziałem, że to on. Umarł człowiek, którego nie będzie mi
          brakowało, bo jego istnienie w żaden sposób mnie nie ubogacało
          (jedynie wzbogacał moją wiedzę o ubocznych skutkach celebrytyzmu).
          Już bardziej mnie poruszyła śmierć Farah Fawcett, bo wczesne Aniołki
          bardzo lubiłem, przeto z FF jakaś tam część mnie umarła. Maciupka,
          niewidoczna gołym okiem, ale jednak.

          > Jackson, mimo, że bogaty był biednym człowiekiem. Zmarnowane
          > dzieciństwo, potem wiele osób traktowało go jak maszynkę do
          > zarabiania pieniędzy. No i skrajna nieakceptacja siebie.

          Pod tym względem, istotnie, warta ta śmierć głębszej refleksji.
          • nati1011 Re: Proporcje osób oczywiście 27.06.09, 09:13
            > ewa_anna2 napisała:
            > > Śmierć zawsze porusza. Śmierć bliskich (po których płacze tylko
            > > rodzina). Masowe tragedie (Word Trade Center, zamachy
            > > terrorystyczne, wypadek Airbusa...).
            >

            Śmierć ostatnio bardzo sie zdewaluowała. A wielodniowe żałoby
            narodowe ogłaszane średnio co kwartał jeszcze te tragedie rozmywają.
            Nie ruszają mnie śmierci znanych ludzi. Chyba, ze ich twórczość była
            dla mnie ważna - Jacksona nie była.

            Nie ruszają mnie też ostatnie tragedie. A przynajmniej nie w takim
            potocznym sensie. Oczywiście człowieka zawsze żal. Ale nie rozumiem
            dlaczego równoczesnej śmierci w autobusie 10 osób przywiązuje sie
            wiekszą wagę niz śmierci 15 osób które w tym samym dniu zgineły na
            naszych drogach - tyle ze w pojedynczych wypadkach.

            > > Jackson, mimo, że bogaty był biednym człowiekiem. Zmarnowane
            > > dzieciństwo, potem wiele osób traktowało go jak maszynkę do
            > > zarabiania pieniędzy. No i skrajna nieakceptacja siebie.
            >
            > Pod tym względem, istotnie, warta ta śmierć głębszej refleksji.

            Zwłaszcza, że tak skrajny przypadek pewnie długo już się nie zdarzy -
            oby.
            • ewa_anna2 Re: Proporcje osób oczywiście 27.06.09, 12:07
              nati1011 napisała:

              >
              > Śmierć ostatnio bardzo sie zdewaluowała. A wielodniowe żałoby
              > narodowe ogłaszane średnio co kwartał jeszcze te tragedie
              rozmywają.

              Z jednej strony tak. Filmy mówiące o śmierci, ale nieoddające prawdy
              o niej. Filmy, w których trup ściele się gęsto. Niewiele jest filmów
              oddających w części prawdę o śmierci, jako przykład mogę tu podać
              film "Podążaj w stronę światła", który mówi o trudnym towarzyszeniu
              dziecku w umieraniu.

              > Nie ruszają mnie śmierci znanych ludzi. Chyba, ze ich twórczość
              była
              > dla mnie ważna - Jacksona nie była.
              >
              > Nie ruszają mnie też ostatnie tragedie. A przynajmniej nie w takim
              > potocznym sensie. Oczywiście człowieka zawsze żal. Ale nie
              rozumiem
              > dlaczego równoczesnej śmierci w autobusie 10 osób przywiązuje sie
              > wiekszą wagę niz śmierci 15 osób które w tym samym dniu zgineły na
              > naszych drogach - tyle ze w pojedynczych wypadkach.

              Mnie trochę ruszają, przynajmniej niektóre. Zastanawiam się, co
              czuli pasażerowie tego samolotu. Przecież musieli wiedzieć, że umrą.
              Czy Jackson wiedział, że umiera?? Czy np mój ojciec, który też umarł
              podobnie jak on też wiedział, że umiera, jak zasłabł na dworze?? Co
              czuje człowiek w takim momencie??

              Natomiast zbyt częste wprowadzanie żałoby narodowej również uważam
              za przesadzone, tym bardziej, że niektóre z nich były przesadzone
              (np ta po śmierci Stalina, ale cóż... Takie wtedy były czasy, taka
              władza).

              >
              > > Pod tym względem, istotnie, warta ta śmierć głębszej refleksji.
              >
              > Zwłaszcza, że tak skrajny przypadek pewnie długo już się nie
              zdarzy -
              > oby.

              Słuchałam sobie rano TVN 24 i nawet czasem tam zdarza się niektórym
              mądre rzeczy powiedzieć.
              Wszędzie, nawet i u nas są ludzie, którzy własnym życiem przypłacili
              swoją sławę i popularność. U nas może nie na taką skalę i nie ma tak
              spektakularnych przypadków.
              U mnie budzi niesmak gazeta "Fakt". Nie czytam jej, ale jak
              spaceruję z psem - mam okazję pooglądać nagłówki (fuj). Na ile one
              są prawdziwe, a na ile wysmażone przez żądnego kasy dziennikarza??
              Np ostatni o p. Trojanowskiej.
              I jeszcze odnośnie Jacksona - to sporo ludzi ponosi winę za jego
              śmierć. Lekarze, którzy w pewnym momencie nie powiedzieli nie (przy
              n-tej operacji plastycznej).
              Michael Jackson, Elvis Presley jest jednym z najbardziej jaskrawych
              przypadków, że pieniądze szczęścia nie dają.
    • sion2 Re: Śmierć Jacksona 27.06.09, 15:06
      A wiecie że mi się dzis głupio zrobiło. Bo na onecie w serwisie
      poswieconym wyczytalam że Michael był prawdopodobnie chory na
      bielactwo. To choroba wystepujaca u niego w rodzinie ze strony ojca.
      Ponoc raz o tym wspomnial w wywiadzie ale im bardziej byla to
      zaawansowana choroba tym bardziej ukrywal sie za maska ekscentryka i
      dziwaka ale nie chcial byc uznany za chorego. Bielactwo wystepuje w
      kazdej rasie ludzkiej, także czarnej. O ile u rasy białej jest
      widoczna tylko w lato gdy reszta skory sie opali a chore miejsca
      nie, o tyle u Murzynow szybko prowadzi do groteskowego wygladu gdyz
      skora (najczesciej od twarzy) wielkimi plamami staje sie calkowicie
      pozbawiona melatoniny. Tracenie barwnika dotyczy takze warg, brwi i
      rzęs stad koniecznosc stosowania makijazu.
      Napiano w artykule że poczatkowo makijazem starano sie utrzymac
      brazowy kolor skory Jacksona a pozniej na odwrót - miejsca ktore nie
      utracily barwnika starano sie "wybielic" makijażem.
      Za taka teza przemawia fakt ze nie istnieje chyba medyczny,
      farmakologiczny sposob aby Murzynowi wybielic skore albo
      przeszczepic biała na tak duze części ciała. A jesli nawet to ciało
      ludzkie nie wytrzymaloby takiego trucia przez 20 lat.
      Glupio mi sie zrobilo bo caly czas myslalam ze to wybielenie skory
      bylo dziwactwem, megadziwactwem Michela.
      Powstaje u takich ludzi takze ogromna nadwrazliwosc na slonce i
      musza nosic ciemne okulary i zaslaniac sie kapeluszami.

      Ale fakt pozostaje faktem ze korygowal sobie kształt ust i nosa.
      Oraz ze w tajemniczy sposób społodził białe dzieci.
      • a_weasley Re: Śmierć Jacksona 27.06.09, 15:33
        Sion2 napisała:

        > Za taka teza przemawia fakt ze nie istnieje chyba medyczny,
        > farmakologiczny sposob aby Murzynowi wybielic skore

        Istnieje, istnieje. I w Indonezji jest nawet wśród jednostek
        zamożnych dość popularny.

        > ludzkie nie wytrzymaloby takiego trucia przez 20 lat.

        No i właśnie nie wytrzymało...
        • minerwamcg Re: Śmierć Jacksona 27.06.09, 21:12
          Nie tylko czarni się wybielają, żółci też. W Chinach to popularna
          rozrywka, wiem od zaprzyjaźnionego sinologa.
          Właśnie mi Arthur podpowiada, że najbardziej wybielają się
          czerwoni smile No, ale my tu o Jacksonie, nie o polityce.
    • 11.jula Re: Śmierć Jacksona 29.06.09, 10:48
      prawdę mówiąc spodziewałam się, że ta śmierć szybko nastąpi,
      ostatnie doniesienia prasowe były niezbyt optymistyczne, wożony na
      wózku inwalidzkim, anoreksja, słabiutki głosik. Zastanawiałam się
      jakim cudem on będzie w stanie odbyć trasę koncertową, nie byłby w
      stanie, nie przeżyłby jej. Mówi się,że miał wszystko, napewno?
      Myślę, że był bardzo samotny, nie miał dzieciństwa, olbrzymia
      presja, surowi rodzice, może brak miłości?? Prasa pisała, o bajkowej
      rezydencji, prywatnym wesołym miasteczku, zoo, o tym że otaczał sie
      dziećmi. A może właśnie chciał przeżyć utracone dzieciństwo? Dziś
      przeczytałam, że chłopak, który posądzał go o molestowanie,
      przyznał, że robił to na polecenie ojca, który w ten sposob chciał
      wyciągnąć jak najwięcej kasy. Wydaje mi sie to prawdopodobne. Ten
      proces, hieny dziennikarskie, musiało zaważyc na zdrowiu, nikt nie
      wytrzyma takiej presji.
    • a_weasley Są wstępne wyniki sekcji 30.06.09, 00:22
      Mówiąc krótko, kompletny wrak. Odżywiał się prochami, a żył chyba
      tylko siłą wieloletniego przyzwyczajenia.
      więcej
      Świeć Panie nad jego duszą i niech jego życie i śmierć czegoś ludzi
      nauczy.
    • atama Re: Śmierć Jacksona 30.06.09, 13:41
      Po raz pierwszy wystąpił publicznie w wieku sześciu lat, w nocnym
      klubie w miejscowość Gary w stanie Indiana. W wieku pięćdziesięciu
      lat przygotowywał się z kolei do wielkiej serii koncertów, który
      miały zapewnić mu jego "wielki comeback".

      - Przeciętnie zespoły, czy pojedynczy wykonawcy istnieją na scenie
      przez pięć lat. Zaledwie garstce udaje się złamać tę zasadę – mówi
      Wanis. - Michael Jackson jest jednak zagadką. Zaczął karierę jako
      dziecko i był w stanie ją rozwijać przez większość swego życia ze
      względu na swój wyjątkowy talent. Problem jednak polegał na tym, że
      on nigdy nie miał tak naprawdę życia osobistego. Nigdy nie dostał
      szansy, by normalnie żyć - dodał.
      (...)
      Felietonista Andrew Sullivan, na swym blogu na stronach
      magazynu "The Nation", napisał, że opłakuje Jacksona, ale "opłakuję
      też kulturę, która go stworzyła i później zniszczyła". "Ta kultura
      jest nasza, jest brutalna i niesie śmierć: Ze sławą jako główną
      wartością, z pieniędzmi jako jedynym motywem, przeżuła to dziecko, a
      później go wypluła" – napisał Sullivan. "Mam nadzieję, że teraz
      czuje on spokój, jakiego nie poczuł nigdy w życiu. I modlę się o to,
      by taki geniusz nie został ponownie w podobny sposób wykorzystany" -
      dodał.
      więcej tu:
      wiadomosci.onet.pl/1999324,441,michaela_jacksona_zabilo_potrojne_ekstremum,item.html
    • ewa_anna2 przeraża mnie 30.06.09, 22:45
      debilizm (przepraszam za słowo) niektórych internautów piszących czy
      to o śmierci Jacksona, czy o katastrofie Airbusa. To, jak mówią o
      śmierci. Chyba nie nadaję się na moderatora, bo 50% postów na Onecie
      nie opublikowałabym.
      • sulla Re: przeraża mnie 02.07.09, 20:46
        Ja bym nie publikowała 90 % sad
      • 11.jula Re: przeraża mnie 03.07.09, 08:48
        dlatego ja nigdy nie czytam żadnych komentarzy pod artykułami, bo
        zawsze, jaki by nie był temat, zejdzie na Kościół i księży
    • a_weasley "Zjadanie bogów" - artykuł w Rzepie 03.07.09, 22:52
      Jimi Hendrix, Janis Joplin, Jimi Morrison, Elvis Presley, John
      Lennon, Freddie Mercury, Kurt Cobain. A teraz Michael Jackson. Różne
      osobowości, nieporównywalny dorobek. Zyskali rzekomo nieśmiertelną
      sławę, oddając życie. Święci przeklęci. Ofiary złożone na ołtarzu
      popkultury.
      [...]
      Coraz większe spustoszenie, jakie sieje popkultura, sprawia, że jej
      toksycznym fenomenem interesują się już nie tylko socjologowie, ale
      też najwybitniejsi artyści z dziedzin, wydawałoby się,
      najodleglejszych. Obserwując ją z dystansu, mają więcej do
      powiedzenia.
      [...]
      Najwięcej zrozumienia można mieć dla Kurta Cobaina. [...]Nie
      wytrzymał. Ale czy po takim wydarzeniu można jeszcze mówić o muzyce
      rozrywkowej? Czy to już całkiem kryminalna sprawa? A może thriller,
      który staje się pasjonujący dla milionów tylko wtedy, kiedy pada
      trup głównego bohatera.
      Idealnie zagrał w nim Jackson, dodając motyw wykorzystywanego
      dziecka, którym pozostał do końca. Dlatego pogarda, z jaką go
      traktowano, jest przerażająca. Wymagał raczej współczucia. Ratunku.
      Był bowiem pierwszą gwiazdą, jaką od dzieciństwa przyuczano do
      mnożenia pieniędzy i zdobywania sławy. Miał zachwycać i więcej nic.
      [...]
      Jacksonowi, poza przebojami, zawdzięczamy to, że potwierdził
      istnienie ciemnego jądra naszej cywilizacji. Niestety, coraz mniej
      ma ona wspólnego z zasadami judaizmu, chrześcijaństwa czy islamu.
      Świat musiał daleko odejść od ich korzeni, skoro popkultura w coraz
      okrutniejszy sposób nawiązuje do znanego w społeczeństwach
      pierwotnych zjadania bogów.
      [...]
      Tak daje znać o sobie fikcja wspierana słowami wytrychami, które
      również nic nie znaczą. Ikona popkultury. Idol. Misterium. Świątynia
      rocka. Rockowa msza. Kultowy zespół.
      [...]
      całośća
    • mamalgosia Re: Śmierć Jacksona 10.07.09, 12:16
      deser.pl/deser/1,97052,6796267,Duch_Jacksona_juz_straszy.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=ujki&utm_campaign=a_
      deserHP030
    • rycerzowa Re: Śmierć Jacksona 10.07.09, 19:04
      Mocno mnie dziwi ton współczucia wobec Jacksona.
      Michael żył, jak chciał, osiągnął, co chciał - tworzył, był sławny, miał tłumy fanów i pieniądze.
      Każdy ma swoją własną koncepcję szczęścia, swoje własne marzenia.

      Zmarł po 50-ce, czyli w wieku, gdy się zaczyna umierać - normalna sprawa.
      Została nam jego muzyka.

      Reszta jest sprawą między nim a Panem Bogiem.
      • andrzej585858 Re: Śmierć Jacksona 10.07.09, 21:14
        Oprócz Jacksona i innych wymienionych wielkich ze świata sceny to nie
        zapominajmy że i u nas zmarł co prawda już dość dawno - człowiek który w jakis
        sposob jest dla wielu swoich fanow bożyszczem i tak samo jego smierć była
        symbolem tego jak talent przegrywa z słabościami. Chodzi mi o Ryska Riedla
        wokalistę Dżemu - kultowej kapeli dla mojego pokolenia.
        Tym zaś z czym chyba ci ludzie nie daja sobie radę - ludzie zyjący wśród tysięcy
        fanów jest chyba samotność. Samotność o której śpiewał Riedl - że jest ona
        wielką trwogą zwłaszcza gdy stwierdzi się że nie ma Boga.
        Wydaje mi się że ci ludzie potrzebują o wiele więcej pamięci ze strony swoich
        fanów a nie tylko uwielbienia. Może wtedy bedzie mniej tych niepotrzebnych odejść?
      • mamalgosia Re: Śmierć Jacksona 10.07.09, 21:25
        Mnie ton współczucia nie dziwi.
        Gdy dziś w tv usłyszałam, ze brał dziennie 20-30 tabletek xanaxu, to
        się aż przeraziłam. Był czas, gdy brałam 3 i wiem, jak to na mnie
        wpływało i wiem, dlaczego to musiałam brać.
        Bardzo, bardzo mu współczuję
        • rycerzowa Re: Śmierć Jacksona 10.07.09, 22:45
          Nie wiem, co to xanax, ale jak widać, zwyczajność przed nim nie chroni.
          Nie chroni również przed samotnością, bólem istnienia ani przed poczuciem bezsensu życia.

          Tacy, co zamarzają pod Mont Everestem albo K2, marnują zdrowie nadużywając dopingu, nie mają krzty prywatności poza sceną - mogą sobie przynajmniej powiedzieć - zdobyłem szczyt, medal olimpijski, złotą płytę i popularność. Oni chcą tak żyć, wszystko poświęcić, aby tylko spełniło się marzenie.
          Oni bardzo bardzo współczują "zwyczajnym".
      • ewa_anna2 Śmierć wielkich/popularnych... 10.07.09, 23:00
        rycerzowa napisała:

        > Mocno mnie dziwi ton współczucia wobec Jacksona.
        > Michael żył, jak chciał, osiągnął, co chciał - tworzył, był
        sławny, miał tłum
        > y fanów i pieniądze.
        > Każdy ma swoją własną koncepcję szczęścia, swoje własne marzenia.
        >

        zawsze jest nagłaśniana. I zawsze budzi emocje. Może nie u wszystkich.
        Ja płakałam po śmierci Papieża, ale niektórzy czuli inaczej.
        Fani "Aniołków Charliego" mogli rozpaczać po śmierci Farrah Fawcett.
        Ja nie oglądałam ani jednego odcinka. Ale nie oznacza to, ze nie
        współczuję osobie, która przegrała walkę z rakiem.
        Jackson był idolem, fanem dla wielu osób. Chcemy, czy nie pozostanie
        legendą. Podobnie jak Presley, Lenon czy wielu innych.
        Fani mają prawo do pewnej formy żałoby - może nieco innej, niż po
        śmierci kogoś bliskiego.
        Ech, nie mam ani jednego jego albumu. I pewnie nieprędko sobie kupię.

        > Zmarł po 50-ce, czyli w wieku, gdy się zaczyna umierać - normalna
        sprawa.

        Nie wiem czy normalna. Uważam, że człowiek w wieku 50 lat nie wybiera
        się jeszcze na tamten świat. Średnia długość życia wynosi około 70
        lat.
        No i umrzeć można w każdym wieku.

        > Została nam jego muzyka.


        I to głównie dzięki niej zostanie nieśmiertelnym. O mnie ludzie raczej
        zapomną wink Nie narzekam, bo nie pragnę popularności.

        > Reszta jest sprawą między nim a Panem Bogiem.

        Tak naprawdę nie znamy Jacksona. Osoby znane często nie radzą sobie z
        życiem. Część informacji o jego wyczynach jest prawdziwa, część - jak
        w przypadku znanych zmyślona przez "życzliwych dziennikarzy i
        paparazzich". Osobiście mam nadzieję, że się spotkamy razem ze Stwórcą
        po tamtej stronie.
        • nati1011 Re: Śmierć wielkich/popularnych... 11.07.09, 08:45
          dla mnie rzeczą niepojętą jest, jak można było kazać przemawiać
          publicznie dzieciom Jacksona, na pogrzebie własnego ojca. Na oczach
          całego swiata. ALe to zarzut do rodziny oczywiście.

          Im więcej teraz słysze tym bardziej żal mi Jacksona. Szkoda, ze
          wśród tych tłumów fanów nie znalazło się kilku prawdziwych
          przyjaciół. Bo przecież nie musiał tak skończyć.

          Po raz kolejny przekonujemy się, ze talent tez moze być
          przekleństwem. Zwłaszcza jeżeli ktoś chce go nieść sam, bez Boga. A
          równocześnie rodzi się pytanie czy można dziś zostac gwiazdą
          wieszego pokroju nie idąc na kompromis ze swiatem? U nas jest paru
          artystów, którzy poza rozrywkowym charakterem swojej pracy żyją
          zwyczajnie jak my. NIe bojąc sie przyznać do sej wiary i zaufania do
          Boga.
          • ewa_anna2 Re: Śmierć wielkich/popularnych... 11.07.09, 20:11
            nati1011 napisała:

            > dla mnie rzeczą niepojętą jest, jak można było kazać przemawiać
            > publicznie dzieciom Jacksona, na pogrzebie własnego ojca. Na
            oczach
            > całego swiata. ALe to zarzut do rodziny oczywiście.
            >

            Nie oglądałam całego pogrzebu Jacksona. Nie widziałam tego momentu.
            Ale po tym, co napisałaś przypomniał mi się pogrzeb Johna
            Fitzgeralda Kennedy'ego i słynny gest jego trzyletniego synka, który
            salutował nad trumną. Znam to tylko z telewizji. Ale na ile był to
            jego gest (wzruszający), a na ile wyuczony. Trzyletnie dziecko nie
            ma jeszcze świadomości śmierci.

            Nie wiem czemu, ale dziś przypomniał mi się Kurt Cobain, lider
            Nirvany. Może dlatego, że siostra katowała mnie jego muzyką wink Nie
            przepadałam za jego muzyką, za nim, ale to kolejna bezsensowna śmierć
            Kolejny muzyk, który odszedł przedwcześnie. Przegrane życie. Miał 27
            lat.
      • minerwamcg Re: Śmierć Jacksona 11.07.09, 11:24
        rycerzowa napisała a mnie włosy stanęły dęba:

        > Zmarł po 50-ce, czyli w wieku, gdy się zaczyna umierać - normalna
        sprawa.

        Pomijając fakt, że tak naprawdę zaczyna się umierać bezpośrednio po
        narodzinach, bo jak człowiek żyje, to każdy dzień przybliża go do
        śmierci - to nie, śmierć w wieku lat pięćdziesięciu nie
        jest "normalną sprawą". Mogę coś na ten temat powiedzieć, bo
        dokładnie w tym wieku zmarł mój ojciec - i była to śmierć pod każdym
        względem przedwczesna.
        • nati1011 Re: Śmierć Jacksona 11.07.09, 11:57
          Ja uznaję za na pewna przedwczesną każdą śmierć przed wychowaniem
          dzieci - choć tu od razu pamietam upomnienia Ismy smile

          Inna sprawa, ze wiele osób samych się do tej przedwczesnej śmierci
          mocno przyczynia. Przez tryb życia, nałogi i brak szacunku dla
          swojego ciała....
          • a_weasley Re: Śmierć Jacksona 11.07.09, 19:48
            nati1011 napisała:

            > Ja uznaję za na pewna przedwczesną każdą śmierć przed wychowaniem
            > dzieci

            Znaczy co, księża umierają wyłącznie przedwcześnie?
            • isma Re: Śmierć Jacksona 11.07.09, 20:01
              Arthurze wink)).
            • mamalgosia Re: Śmierć Jacksona 11.07.09, 22:30
              Nie ci, o których piszę w wątku "zrzucone sutanny"smile
      • sulla Re: Śmierć Jacksona 11.07.09, 16:38
        > Zmarł po 50-ce, czyli w wieku, gdy się zaczyna umierać - normalna sprawa.

        Gwoli ścisłości, umierać to się zaczyna tuż po urodzeniu - każdy dzień przybliża
        nas do śmierci.
        Natomiast czy w naszych czasach śmierć osoby lat 50 to norma? Raczej wątpię. Moi
        dziadkowie lat 80 opłakujący swojego syna zmarłego tuż przed 51 urodzinami
        raczej się nie zgodzą. Ja straciwszy ojca w wieku 26 lat też myślę, że mogliśmy
        ze sobą być jeszcze drugie 26 na spokojnie. Ale punkt widzenia zależy od punktu
        siedzenia oczywiście.
      • ewa_anna2 Prawo do żałoby 13.07.09, 13:45
        rycerzowa napisała:

        > Mocno mnie dziwi ton współczucia wobec Jacksona.
        >

        A mnie nie dziwi. Każdy ma prawo do żałoby, prawo do łez - nawet po
        kimś takim jak Jackson. Nie krytykuję fana opłakującego ukochanego
        muzyka. Ma do tego prawo. Pod warunkiem, że nie dochodzi do
        absurdów, np brania przykładu z wokalisty, który popełnia
        samobójstwo.

        Wiele osób płakało i odczuwało żałóbę po Janie Pawle II. Ci, którzy
        dziwili się - wymyślili hasło: "Nie płakałem po Papieżu".

        Chyba lepiej chwilkę pomilczeć, jak ktoś płacze, zamiast go
        krytykować. "No co ty, po Jacksonie płaczesz??"

        Oczywiście inna jest żałoba po śmierci idola, inna po śmierci
        ukochanej osoby.
    • rycerzowa Re: Śmierć Jacksona 11.07.09, 13:54
      Jeśli o naszych bliskich chodzi, prawie każda śmierć jest przedwczesna.
      Jest wszakże zasadnicza różnica między śmiercią - powiedzmy -
      osiemnastolatka, a pięćdziesięciolatka, kory jednak coś przeżył, coś zdziałał,
      czegoś dokonał. Choćby - jak pisze Nati - wychował dzieci.

      Może nam się to podobać, albo nie, prawa natury są niezmienne.
      Umiera się w każdym wieku, ale to, co było wyjątkiem w czasach młodości, np.
      nowotwory, choroby układu krążenia, staje się niemal powszechne po
      pięćdziesiątce. Wiele z tych chorób umiemy już leczyć, zapobiegać im, dlatego
      przeciętna życia stale rośnie.

      Niemniej, gdy się analizuje tzw. tablice wymieralności, widać, że ok.
      pięćdziesiątki zaczyna się już pierwsza duża fala.
      Jak powiadają znajomi - biorą już z naszej półki.
      Smuci, ale nie dziwi.
      • a_weasley Re: Śmierć Jacksona 11.07.09, 19:47
        Rycerzowa napisała:

        > Jeśli o naszych bliskich chodzi, prawie każda śmierć
        > jest przedwczesna.

        Bynajmniej. Nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwałby przedwczesną
        np. śmierci mojej babci, mającej w danym momencie ośmioro prawnucząt
        i dziewiąte w drodze, lat zaś 96.
        Każdy moment oczywiście jest nieodpowiedni - np. z naszego punktu
        widzenia nieodpowiedni był moment, kiedy Minerwa była w ciąży i
        skutkiem tego nie mogła pojechać na pogrzeb - ale to nie to samo co
        przedwczesna śmierć.

        > staje się niemal powszechne po pięćdziesiątce.
        <ciach>
        > Niemniej, gdy się analizuje tzw. tablice wymieralności

        Naprawdę w Danii jest aż tak źle?
      • ewa_anna2 Re: Śmierć Jacksona 11.07.09, 19:57
        Chętnie zajrzałabym do tych statystyk. 50 lat to nie jest wiek
        emerytalny. To czas dorastania dzieci, narodzin pierwszych wnuków.
        Dla mnie bardziej normalną sytuacją jest to, że 60-70 letnia osoba
        bawi się na weselu wnuków, niż śmierć 50-latka.
        Nie przekonasz mnie, że śmierć po 50 jest normą.
        Jackson sobie pomógł, ew pomogli mu. Nie dbał o siebie, zażywał duże
        ilości leków. No i nie napotkał na odpowiednią pomoc. Mógł pożyć
        jeszcze ze 20 lat.
    • rycerzowa [...] 11.07.09, 22:10
      Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
      • ewa_anna2 Re: Śmierć Jacksona 11.07.09, 22:52
        rycerzowa napisała:

        > a_weasley napisał:
        >
        > > Rycerzowa napisała:
        > >
        > > > Jeśli o naszych bliskich chodzi, prawie każda śmierć
        > > > jest przedwczesna.
        > >
        > > Bynajmniej. Nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwałby przedwczesną
        > > np. śmierci mojej babci, mającej w danym momencie ośmioro
        prawnucząt
        > > i dziewiąte w drodze, lat zaś 96.

        Ja użyłabym słowa nie w porę. Śmierć zawsze przychodzi nie w porę. I
        nie można się na nią przygotować. Nawet na śmierć 99 letniej babci.
        Mimo, że śmierć nie będzie przedwczesna - z reguły przyjdzie nie w
        porę. I prawie zawsze zaboli.
        Byliśmy świadomi, że Jan Paweł II umiera, że umrze i mimo to
        zabolało. Chyba większość z nas pragnęła, żeby pożył jeszcze trochę.

        Niemniej jednak osoba 50 letnia z reguły jest osobą sprawną, aktywną
        zawodowo.
        Chyba nastolatek uznaje ją za zgreda. Mieliśmy ubaw, jak jeden z
        nauczycieli relacjonował słowa jednego gimnazjalisty "A proszę pana,
        to był taki stary facet, około 40 lat miał big_grin ".

        śmierć Jacksona była przedwczesna, choć nadmiar leków branych przez
        niego przyczynił się do tej przedwczesnej śmierci.

        PS. Jaki odsetek spośród umierających stanowią osoby 50-letnie??
        Rzeczywiście tak znaczący??
        • a_weasley Re: Śmierć Jacksona 12.07.09, 11:53
          Ewa_Anna2 napisała:

          > Ja użyłabym słowa nie w porę. Śmierć zawsze przychodzi nie w porę

          A, to zupełnie co innego. Z tym się zgodzę.
          Podobnie zresztą jak ciąża i poród, niechby i chciane, wytęsknione i
          wymodlone, przecież zawsze powodują zamęt potrzebny jak deszcz na
          sianokosy...

        • a_weasley Kiedy Góral umierał... 15.07.09, 21:32
          Ewa_Anna2 napisała:

          > Byliśmy świadomi, że Jan Paweł II umiera, że umrze i mimo to
          > zabolało. Chyba większość z nas pragnęła, żeby pożył jeszcze
          > trochę.

          Szczerze mówiąc miałem mieszane uczucia. Wiedziałem, że co miał
          zdziałać na tym padole, już był zdziałał. Wiedziałem, że się męczy,
          że czas nadszedł, miesiąc przed jego śmiercią było to okologicznie
          widać. To było dostatecznie przykre, ale smutek, który przyszedł,
          gdy się już stało, był - przynajmniej u mnie - erupcją tego, co się
          już było od pewnego czasu gromadziło.
      • sulla Re: Śmierć Jacksona 13.07.09, 10:39
        "PS. U nas na niedzielnej mszy ksiądz zawsze czyta nazwiska parafian, którzy w
        danym tygodniu odeszli do wieczności, podając również ich wiek. Jeśli wasz
        proboszcz czyni podobnie, zwróćcie uwagę na te dane. "

        U nas podobnie. I zwracam uwagę na te dane. Średnia wiekowa to ok. 75 lat.
        Ostatnio jedna osoba lat 51 - zginęła w wypadku samochodowym. Naprawdę, 50 lat
        to nie jest późna starość.
      • wychowanie_w_wierze Informacyjnie 15.07.09, 16:07
        Uprzejmie informujemy, że moderatorki forum Wychowanie w wierze nie usuwały postu Rycerzowej z dnia 11 lipca br. godz. 22.10, na który odpowiada Ewa_Anna2.

        Isma, Mader1, Mama_Kasia, Samboraga
        • a_weasley Re: Informacyjnie 15.07.09, 21:08
          wychowanie_w_wierze napisał:

          > Uprzejmie informujemy, że moderatorki forum Wychowanie
          > w wierze nie usuwały postu Rycerzowej z dnia 11 lipca br.
          > godz. 22.10, na który odpowiada Ewa_Anna2.

          Dla pełnej informacji - Ewa_Anna2 odpowiadała na MÓJ post, w którym
          odpowiadałem na post Rycerzowej.
        • mamalgosia Re: Informacyjnie 16.07.09, 10:47
          oo, to kto?
    • isma Re: Z pozdrowieniami 12.07.09, 13:16
      Spokojnie, spokojnie.
      Przyjmijmy, ze kwestia nawolywania do badan pojawia sie na zasadzie dygresji,
      bosmy nie sa na forum medycznym wink)).

      To moze wrocimy do naszych baranow czyli kwestii przedwczesnosci smierci, o ile
      nie zostala jeszcze wyczerpana?
      • a_weasley Re: Z pozdrowieniami 12.07.09, 16:52
        isma napisała:

        > Spokojnie, spokojnie.
        > Przyjmijmy, ze kwestia nawolywania do badan pojawia
        > sie na zasadzie dygresji,

        To jak Tobie ktoś będzie dłubał w intymnych częściach ciała, to
        sobie przyjmuj. Ja sobie nie życzę. Może w Danii takie zwyczaje
        egzystują, u nas nie.
        Post Rycerzowej jest do usunięcia, czego niniejszym żądam.

        > bosmy nie sa na forum medycznym wink)).
        >
        • isma Re: Z pozdrowieniami 12.07.09, 18:42
          Wisz, to Ciebie jakoby oburza ten sposob argumentacji, a jednak, jak widac, z
          upodobaniem zastosowales go wobec kogos innego.
          Moze przemysl sobie te ciekawa zaleznosc?
          • a_weasley Bez pozdrowień 12.07.09, 19:13
            Jeżeli Ci coś nie odpowiada w moich notkach, to zawsze możesz je
            wywalić. Tak, jak to zrobiłaś z notką, w której nazwałem po imieniu
            to, co zrobiła Rycerzowa.
            A teraz proszę moderatorstwo o wywalenie tamtej notki, a Rycerzową i
            wszystkich o pilnowanie swojego nosa i innych części ciała.
      • mamalgosia Re: Z pozdrowieniami 12.07.09, 20:06
        isma napisała:

        > bosmy nie sa na forum medycznym wink)).

        ...choć ostatnio (za moją między innymi przyczynąsad) możnaby sądzić
        inaczej...
    • ewa_anna2 Re: Z pozdrowieniami 12.07.09, 13:21
      Nikt tu nie kwestionuje konieczności robienia badań i dbania o
      zdrowie. Nakazuje nam to V przykazanie.
      Ale jeśli uważasz za naturalne, że np. 15-letnie dziecko traci ojca...
      (normalna rzecz zostać ojcem po 30...).
      50 lat to w rodzinach wielodzietnych czas, kiedy pierwsze dzieci
      kończą studia, żenią się/wychodzą za mąż. A te najmłodsze wchodzą w
      wiek nastu. Jeszcze się pracuje. Do emerytury zostało około 15 lat.

      Jeśli 50-latek to stary zgred, który powinien szykować się do piachu.

      Na śmierć powinniśmy być przygotowani zawsze, nawet w domu może
      zdarzyć się nieszczęśliwy wypadek. Niemniej jednak mając 50 lat
      jeszcze wiele można dokonać, nawet Nobla, czy Oscara dostać big_grin.

      A ciekawe ile lat mają Twoi rodzice i czy ich śmierć w wieku 50 lat
      uznasz za naturalną.

      Mam babcię 89 letnią. Właściwie jest to wiek, kiedy każdy dzień może
      być ostatnim. Jestem przygotowana na to, że może umrzeć, o ile na to
      można się przygotować.
      • sulla Re: Z pozdrowieniami 13.07.09, 10:43
        Pamiętam post Rycerzowej na temat tzw. Syndromu Późnego Dziecka, i mam wrażenie,
        że jej zdaniem 50 lat to już jest po prostu czas do piachu. Cóż, każdy ma prawo
        do własnej opinii. Mnie nikt nie przekona, że śmierć mojego taty w wieku 50 lat
        była naturalna, normalna i nikogo nie powinna dziwić. Ani śmierć żadnego innego
        50latka.
        • a_weasley Co to jest śmierć naturalna? 13.07.09, 12:15
          Pochowałem w życiu kilku młodszych kolegów. Żeglarza, taternika,
          nurka, snowboardzistę - a także dwóch z wadami wrodzonymi serca
          (dwaj bracia, jeden w wieku 20, drugi 34 lata), jednego z białaczką,
          i tak się zastanawiam - które z tych śmierci bardziej zasługują na
          miano naturalnych? Czy bardziej naturalne jest to, że
          dwudziestoparoletni facet, który w danym roku już raz uciekł
          grabarzowi spod łopaty (bo lubił szybko jeździć autem, a nie umiał),
          idzie w nocy nurkować i kończy się to tragicznie, czy to, że
          dwudziestolatek w trakcie wykładu kładzie się na ławce i więcej nie
          wstaje?
          Bo mnie to drugie właśnie zdaje się przeciwnym naturze...
          • sulla Re: Co to jest śmierć naturalna? 13.07.09, 12:44
            Mnie też. I jeśli ktoś w wieku 50 lat robi badania, które wychodzą idealnie, i
            dwa tygodnie później nagle umiera na rozległy zawał serca, to dla mnie to
            naturalne nie jest. Naturalna śmierć dla mnie to jest śmierć ze starości. No ale
            znowu jest to kwestia tego, co kto uważa za starość - dla jednego to będzie 30
            lat, dla innego 50, dla innego 70. Moja babcia lat 80 powiedziała po śmierci
            mojego taty do wdowy po nim "Ty jesteś jeszcze młoda, możesz mieć jeszcze męża".
        • nati1011 Re: Z pozdrowieniami 13.07.09, 13:13
          A mnie sie wydaje, ze źle zrozumieliście Rycerzową. Ona nie pisała,
          ze 50 lta to czas na umieranie, ale ze w tej grupie wiekowej pojawia
          się już znacząca liczebnie grupa osób zmarłych. Podobnie zresztą jak
          w 1 roku życia.

          Umierają niemowlęta zbyt chore by żyć. Umierają też ludzie dorośli.
          I o ile zgon 20 latka na zawał czy wylew jest naprawde wyjątkowy, to
          po 50-dziesiątce jest już często spotykany. I zwłaszcza jeżeli
          mówimy o nagłej śmierci to chyba najniebezpieczniej jest własnie
          miedzy 40-60 lat. W tym wieku nie umiera się ze starości. Umiera sie
          na różne choroby, ale czesto właśnie nagłe. I nie ma tych zgonów
          wcale mało.

          Średnia życia ok 70 lat oznacza nie mniej nie więce, że cześć osób
          dożyje 100 a część umrze ok 40-tki.

        • minerwamcg Szef trumnę pokazywał... 14.07.09, 11:02
          Co do zastosowania eschatologii w życiu codziennym, polecam
          nastepującą historię:

          "W tym momencie usłyszeliśmy coś, co najbardziej przypominało ryk
          rozjuszonych dużych zwierząt, murarz zatrzymał się, korytarzem
          przeleciała skłębiona grupa, w której rozpoznałam szefa i faceta z
          transportu. Zatrzymali się w pędzie pod drzwiami bezeciarzy, szef
          dzierżył transportowca za klapy i tłukł nim z całej siły o drzwi,
          rycząc przerażającym głosem:
          — Ja ci pokażę trumnę!!! Ja ci pokażę trumnę!!!
          Połowicznie zalany murarz tkwił w uchylonych drzwiach, po czym
          cofnął się gwałtownie, zamykając je za sobą. Z wyrazem łagodnej
          rezygnacji na twarzy oparł się o ścianę i powiedział:
          — Pani inżynierowa pozwoli, że ja chwilę zaczekam…
          Popatrzył na mnie w zamyśleniu i dodał:
          — Dlaczego trumnę…?
          Ochłonąwszy z zaskoczenia, zerwałam się z miejsca i wybiegłam na
          korytarz. Równocześnie z przeciwległych drzwi wychylił się wyraźnie
          osłupiały Zdzisio. Spojrzał na mnie.
          — Co to było? — spytał z niebotycznym zdumieniem.
          — Szef trumnę pokazywał — odparłam i cofnęłam się pośpiesznie, bo
          zwierzchnik, parskając wściekłością, wracał po schodach.
          Murarz stał cały czas, przyglądając nam się w zadumie.
          — Dlaczego trumnę? — spytał jeszcze raz i też wyszedł.
          Po pół godzinie znaliśmy już szczegóły zajścia. Szef u siebie w
          pokoju rozmawiał z owym facetem z transportu na drażliwe tematy i w
          wyniku dużej różnicy zdań facet z transportu, mocno zalany,
          zaproponował szefowi, żeby sobie trumnę kupił, a nie rządził budową.
          Zważywszy dojrzały wiek, szef na takie uwagi był nieco uczulony i
          zareagował ostro. Obtłukłszy rozmówcą drzwi Zdzisia, usiłował go
          jeszcze zrzucić ze schodów, ale facet wyrwał mu się i uciekł.
          Zwierzchnik gonił go aż na dół, tamten jednak, wytrzeźwiawszy
          widocznie od wstrząsów, zatrzymał się dopiero na ulicy."

          Joanna Chmielewska, Autobiografia, tom 2
    • rycerzowa Re: Śmierć Jacksona 13.07.09, 21:57
      Marny jest los demografa.
      Ogłosi,że grozi nam zapaśc demograficzna, bo rodzi się za mało dzieci - to
      posądzą go o namawianie licealistek do rodzenia, zamiast studiowania.
      Napisze,że po 50-tce ludzie w n a t u r a l n y sposób zaczynają wymierać, to
      się obrażą o wysyłanie bliźnich "do piachu".
      A demograf po prostu pisze jak jest.

      Zwróćcie uwagę na fragment postu Verdany , z watku o "Nie ma współczesnej
      młodzieży":
      >Ja przy okazji czytam nekrologi - z lat 20-tych. Uderzyły mnie dwie
      >rzeczy - jedna to fakt, ze niemal nie ma nekrologow 70-latków -
      >zwykle umierają ludzie między 45 a 67 rokiem życia - wprawdzie nie
      >liczyłam dokladnie, ale tak to wyglada.
      >....
      >I jest to czasopismo zdecydowanie dla inteligencji, polskojezycznej
      >zydowskiej inteligencji, więc raczej srednia wieku powinna być tu
      >wyzsza niż przeciętna.

      Tak to po prostu jest: około 50-tki na znaczną skalę zaczynają się choroby,
      które, nieleczone, bywają często śmiertelne: cukrzyca, choroba wieńcowa, nowotwory.
      Czyli śmierć w tym wieku jest czymś naturalnym, i nie ma co się oburzać na
      rzeczywistość.
      Oczywiście, oprócz natury istnieje kultura, czyli medycyna, która wielu ratuje
      życie i zdrowie. Dzięki medycynie średnia życia się wydłuża.
      Prawa natury pozostały jednak niezmienne.
      • a_weasley Statystyka jest dobra na wszystko 14.07.09, 00:58
        Rycerzowa napisała:

        > Zwróćcie uwagę na fragment postu Verdany , z watku o
        > "Nie ma współczesnej młodzieży":

        Zwróciłem. Zwłaszcza na pierwsze zdanie fragmentu:

        > Ja przy okazji czytam nekrologi - z lat 20-tych.

        Czyli z czasów, kiedy umierało się na zapalenie płuc, które dzisiaj
        jest takim trochę lepszym katarem, na częstą wówczas gruźlicę, na
        grypę hiszpankę, od byle zakażenia, trzeci zawał był zjawiskiem
        nieznanym, bo mało kto przeżywał pierwszy, a transfuzja była ultima
        ratio, mając istotne cechy rosyjskiej ruletki, bo nikt nie wiedział,
        że jest coś takiego jak Rh.

        A co do mojej prywatnej statystyki... wśród 31 osób, na których
        pogrzebach byłem lub powinienem był być (może było więcej, ale na
        szybko pamiętam tyle), ściślej wśród tych 22 spośród nich, które
        zmarły śmiercią naturalną (reszta to 2 wypadki samochodowe, 2
        zabójstwa na pewno i 1 prawdopodobnie, 4 zgony spowodowane
        uprawianiem sportu i turystyki), nie było ŻADNEGO mężczyzny w wieku
        50-65 lat. Jedna kobieta 52 (rak), jedna w podobnym wieku (serce
        chyba), jeden mężczyzna pod pięćdziesiątkę (wylew). I to są
        wszystkie śmierci naturalne (w ogólnie przyjętym znaczeniu tego
        słowa) z przedziału domkniętego <35,62>.
    • rycerzowa Re: Śmierć Jacksona 13.07.09, 22:29
      ewa_anna2 napisała

      rycerzowa napisała:

      > Mocno mnie dziwi ton współczucia wobec Jacksona.
      >

      A mnie nie dziwi. Każdy ma prawo do żałoby, prawo do łez -

      To się nazywa totalne niezrozumienie!
      Każda śmierć oznacza smutek , ale mnie chodzi o to, co mówi się o jego życiu.
      Uderza mnie głębokie przekonanie,że Jackson był człowiekiem głęboko
      nieszczęśliwym, i że przegrał swe życie.
      Nie jestem przekonana,że to prawda.

      Mam w pamięci taki obrazek z tv - na scenie Jackson śpiewa i tańczy, czyli robi
      to, co lubi, na widowni dziesiątki tysiecy fanów śpiewa w uniesieniu razem z
      nim, a tysiące (miliony) następnych przeżywa podobną radość przed ekranami
      telewizyjnymi.
      Może on sądził,że warto żyć dla takiej chwili?
      Może nawet umrzeć?

      PS. Proszę mnie nie posądzać, że jestem fanką Jacksona.
      Po prostu wiem,że jeśli ktoś jest ogarnięty prawdziwą pasją, to widzi świat
      inaczej, niż zwykli zjadacze chleba.
      Znałam zapalonych alpinistów.
      • ewa_anna2 Re: Śmierć Jacksona 13.07.09, 23:38
        Nie twierdzę, że Jackson był totalnie nieszczęśliwy. W życiu każdego
        z nas są chwile szczęśliwe i nie. Był szczęśliwy na scenie, gdy
        rodziły się jego dzieci. Dzieciństwo chyba nie do końca było
        szczęśliwe.
        Wydaje mi się, że tych pierwszych było mniej. Bo pieniądze szczęścia
        nie dają, choć - nie przeczę, mogą ułatwić życie wink Nie wiem, czy
        Jackson miał jakiegoś przyjaciela. I te niejasne przyczyny śmierci.
        Zresztą jaki jest los gwiazd?? M. Monroe, E. Presley. C. Cobain
        (lider Nirvany). Większość z nich odeszła przed czasem, nawet jeśli
        miała te około 50 lat. Teraz dołączył do nich Jackson. Po niech też
        płakano.
        Jackson też odszedł przed czasem, Gdyby nie nadmiar leków - mógłby
        pożyć jeszcze 10-20 lat.

        Jako demograf możesz zdradzić, jaki jest wskaźnik umieralności po
        50, bo całą tą dyskusją nieco zaintrygowałaś wink

        I nadal będę się spierać, że śmierć w wieku 50 lat jest nieco
        przedwczesna. Choć może po osiągnięciu tego wieku wskaźnik się
        podnosi. Choć sądzę, że w wieku 20 lat też jest ten wskaźnik spory -
        szybka jazda, brawura...

        I też nie jestem jakąś fanką Jacksona, nie mam jego płyt.
      • a_weasley Re: Śmierć Jacksona 15.07.09, 20:38
        Rycerzowa napisała:

        > Uderza mnie głębokie przekonanie,że Jackson był człowiekiem
        > głęboko nieszczęśliwym, i że przegrał swe życie.

        Patrząc z boku istotne cechy przegranego życia to miało. Ciężko
        schorowany facet z długami, pod jakimi zarwałoby się nieduże
        państwo, których narobił próbując jako dorosły człowiek kupić sobie
        szczęśliwe dzieciństwo.

        > Może on sądził,że warto żyć dla takiej chwili?
        > Może nawet umrzeć?

        Wszystko być może. Niemniej mnie to wygląda raczej na śmierć bez
        jakiegoś głębszego pomysłu i sensu.
    • rycerzowa Re: Śmierć Jacksona 16.07.09, 15:57
      Przykładowo ta tabelka pokazuje nagły (nawet trzykrotny) wzrost wskaźnika
      śmiertelności w przedziale wiekowym 45-55 w stosunku do okresu poprzedniego.
      Roczniki młodsze mają wskaźnik wielokrotnie niższy.
      Z biologicznego (naturalnego) punktu widzenia starzenie się (i stopniowe coraz
      częstsze naturalne wymieranie) zaczyna się już ok. 35 roku życia.
      (Chociaż gałka oczna starzeje się już bodajże od 8 miesiąca okresu płodowego).
      Lekarze powiadają, że do 30 roku życia prawie każdy jest zdrowy, a po 50 roku
      życia - prawie każdy chory.
      Na szczęście mamy medycynę.

      www.gazetalekarska.pl/res/img/img/oil/oil68/gazeta/n200809/n20080927f_small.jpg
      Obrazowo można to przedstawić na tzw. piramidzie wieku, ale - uwaga - nasza
      polska piramida wprawdzie pokazuje nagłą wyrwę w miejscu dla 52-55 latków, ale
      nie jest to skutek jedynie śmiertelności, ale też zmniejszenia liczebności
      roczników urodzonych podczas wojny.

      www.geografia.vel.pl/map/photos/photo8.html
      Jeszcze jedno: średnia długość życia, która u nas wynosi siedemdziesiąt kilka
      lat, bierze się stąd, że niektórzy dożywają wieku sędziwego, za to inni umierają
      znacznie wcześniej.

      Dla bliskich - zawsze przedwcześnie.
    • ewa_anna2 Trochę statystyki 17.07.09, 17:12
      www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/kielce/ASSETS_08w05_15.pdf
      Jedyne, co jest pewne, to to, że umrzemy (no, chyba, że paruzji doczekamy wink ).
      Tak mi się przypomniało kazanie jednego księdza. Spytał, po co kobieta rodzi
      dzieci. Ech, różne wzniosłe myśli przychodzą na myśl, a on powiedział "dla
      śmierci".
      Śmierć jest nieodłączną częścią życia. Żyjąc zdrowo możemy opóźnić jej
      przyjście. Pijąc, paląc, nadużywając leków zapraszamy ją wcześniej.
      Mimo, że już po 40 następuje skok, że coraz częściej taki wiek widnieje na
      nekrologu nie uważam tego wieku za śmierć w porę. Raczej to jest śmierć przed
      czasem. Sama znam późne, ponad 40-letnie matki.

      50 latek idący do szpitala, choć liczy się ze śmiercią - jest jeszcze pełen
      nadziei. 70 i 80 latek tej nadziei ma mniej.

      Dla mnie 50 latek jest (z reguły) jeszcze sprawnym człowiekiem, w wieku
      produkcyjnym, mogący wiele dokonać. Niekoniecznie jeszcze myśli o śmierci
      (chociaż spisanie testamentu, czy uporządkowanie swoich spraw majątkowych i w
      wieku 20 lat nie zaszkodzi wink )


      I wiem, na czym polega średnia długość życia.
      Można też powiedzieć, że starzenie, umieranie zaczyna się w momencie narodzin, w
      końcu codziennie umiera ileś tam komórek nerwowych

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka