praca - powołanie

02.09.09, 12:56
Zainspirowana wątkiem Mamy_Kasi o pracy i jej lubieniu (w dużym
skrócie) chciałam zapytać Was o coś.
Co zrobić w sytuacji kiedy Panu Bogu powiedziało się kiedyś NIE i
nie da sie tego naprawić - ktoś miał powołanie do życia zakonnego,
a zawarł małżeństwo, ma męża, dzieci i niesatysfakcjonującą pracę?
Wiem - trzeba z tym żyć i tak też sie robi smile ale mądre słowa
mogłyby troszkę pomóc smile

    • sunday wtedy 02.09.09, 13:10
      Wtedy jego powołaniem, równie ważnym jak to pierwsze, staje się właśnie to
      małżeństwo i te dzieci.
    • atama Re: praca - powołanie 02.09.09, 13:44
      Powołanie to droga dla nas optymalna. Zgodna z tym, do czego Pan
      nas "uposażył" talentami, charakterem itd.
      Stwórca chce naszego szczęścia, ale jeżeli wybierzemy inną drogę niż
      ta optymalna, On nadal będzie nas wspierać smile
      Może nawet bardziej, bo bardziej tego potrzebujemy...?
    • atama Re: praca - powołanie 02.09.09, 13:55
      I jeszcze jedno przyszło mi do głowy. Ostatnio usłyszałam:
      "Najlepiej w życiu wyszła mi ta część, którą w całości oddałam Panu-
      moja rodzina".
      Oddaj Panu swoje życie i nie miej wyrzutów z powodu tamtego wyboru.
      Jego Miłość do Ciebie przecież się nie zmieniła! smile))
    • aka21 Re: praca - powołanie 02.09.09, 14:41
      Wiesz, dla mnie Bóg nie jest tym kimś kto chce pokazać, że Jego jest
      górą. Powołanie to jest dla człowieka propozycja z której on może
      skorzystać, ale nie musi (w pełnej wolności - przynajmniej tak być
      powinno). Osobiście nie wierzę w Boga który w momencie innego
      wyboru, by się od człowieka odwrócił, nie Onsmile! Oczywiście człowiek
      ponosi odpowiedzialność za swoje wybory, ale to nie znaczy, że w
      dalszym życiu Bóg mu nie pomaga. Tak samo chce zbawienia tego co
      zawsze wybierał to co On mu podsuwał jak i tego co to wszystko
      omijał szerokim łukiem. Co więcej Bóg pragnie szczęścia człowieka i
      chce mu błogosławić i to czyni. Przecież obietnica pomocy i
      błogosławieństwa w sakramencie małżeństwa nie jest inna dla
      tych "powołanych" i tych co się "sami powołali".
      A praca? Bywa różna, raz gorsza raz lepsza. Jedno jest pewne zawsze
      można się modlić o lepszą i o odwagę podjęcia jej jak się pojawi na
      horyzoncie (bo to nie jest łatwe - przynajmniej dla mniesmile). Czasem
      też nie tyle chodzi o pracę, ale o ludzi z którymi się współpracuje
      i tu modlitwa też jest skuteczna, a o tym przekonałam się na własnej
      skórze, czasem zmiany przychodza bardzo niespodziewaniesmile.
      Wydaje mi się, że nie ma się co oglądać do tyłu i rozpamiętywać tego
      co było lub być mogło tylko warto z ufnością spojrzeć na to co przed
      nami i spróbować zobaczyć dobro w tym co mamy i za nie dziękować.
      Powołanie to z jednej strony wybór drogi życia, ale też i codzienna
      czujność do czego mogę się dziś Bogu przydać.
      To moje przemyślenia w tym temacie, bo dla mnie Bóg jest
      sprawiedliwy, ale nie wyrachowany i zawsze kochajacy i gotowy
      przebaczać.
    • ula27121 Re: praca - powołanie 02.09.09, 14:54
      stukotek napisała:

      >
      > a zawarł małżeństwo, ma męża, dzieci i niesatysfakcjonującą pracę?
      > Wiem - trzeba z tym żyć i tak też sie robi smile ale mądre słowa
      > mogłyby troszkę pomóc smile
      >

      Pracę zawsze można próbować zmienić. Podejmować próby przekwalifikowania się,
      szukać czegoś dla siebie ( z tego co przeczytałam na tym forum brakuje dobrych
      katechetów....). A rodziny to podejrzewam, że nie chciałabyś na nic zamienićsmile
    • nati1011 Re: praca - powołanie 02.09.09, 16:33
      Pan Bóg pisze prosto po krzywych liniach smile)

      Przypomina mi się list św Pawła czy Piotra - o małżeństwie i
      bezżenności, kiedy to św mówi, ze zalecając bezzenność, chce
      uchronic ludzi od kłopotów wink I tak też jest z powołaniem. Jak uda
      nam sie usłysześ ten głos Boga i jeszcze za nim pójść, to ta nasza
      droga po prostu prostsza jest, i łatwiejsza.. Jak nie, to trudno.
      Czy to jedyny zły wybór w życi? Po prostu dojdziemy do celu objazdem
      i z paroma przesiadkami. A bezpośrednim expresem byłoby i szybciej i
      wygodniej wink))

    • anik801 Re: praca - powołanie 02.09.09, 20:19
      Moim zdaniem w takim przypadku to nie było prawdziwe powołanie.Swego
      czasu miałam bardzo dużą styczność z siostrami zakonnymi.Sama bardzo
      chciałam zostać zakonnicą(w wieku 16 lat).Nie zostałam nią,bo nie do
      tego stworzył mnie Bóg.Znałam wiele sióstr,które nie przechodziły
      próby czasu i po roku,dwóch wracały do świeckiego życia.Są i
      takie,które na kilka dni przed ślubami zakonnymi doznają
      olśnienia,że to jednak nie ta droga.Jeśli zostaniesz zakonnicą z
      przypadku-to męczarnia i nie będziesz dobrze pełniła swojej
      służby.Nie wydaje mi się,że jeśli ktoś ma prawdziwe powołnanie to
      zawiera małżeństwo.Dla mnie w takim przypadku tego powołania nie
      było.Było coś co zdawało się być powołaniem.Ja bym tego nie
      rozpatrywała w ten sposób-to dręczenie się.Teraz,gdy ma się rodzinę
      nie można myśleć o tym co było kilka lat wcześniej.Twoim powołaniem
      było wydać na świat potomstwo i nie ma sensu się zastanawiać co by
      było gdyby.
    • mamalgosia Re: praca - powołanie 04.09.09, 10:44
      czy Bóg może dawać sprzeczne powołania?
      • skrzynka-3 Re: praca - powołanie 04.09.09, 13:03
        A mnie sie tlucze po glowie-a czy Bog ma tylko jeden sztywny plan
        wobec kazdego z nas??? I Wszystko rozpisane co do dnia???
        Czasem nasze losy zaleza od postepowania innych, od tego czy ktos
        zachowa sie uczciwie czy po pijanemu wsiadzie za kierownice i zabije
        kogos z bliskich co wywraca plany zyciowe o 180%. Przeciez ten ktos
        mial wolna wole-mogl zdecydowac, ze nie bedzie pil. A wojny??
        Przeciez nie Bog je zaplanowal a wywracaja i przeoruja ludzkie
        drogi.
        Bog ma dla nas plan ale czy nie jest to rodzaj ciaglego naszego
        dialogu z Nim -naszej odpowiedzi na Jego glos??? Odczytywania Jego
        szeptu w nas??
        Bardziej do mnie przemawia to pisanie prosto po krzywych liniach
        naszego zycia.
        Wierze, ze On zawsze ma plan B, na kazda okolicznosc i ze ten plan B
        wcale nie musi byc gorszy od planu A. U Niego jest to mozliwe smile

        Robie zupelnie co innego w zyciu niz to do czego sie latami
        przygotowywalam bedac przekonana do samej glebi, ze jest to moim
        powolaniem. Czuje sie na swoim miejscu, choc jest zupelnie inaczej
        niz mialo byc. Bo gdyby nie zdarzylo sie A, B i C do bylabym dzis na
        swojej pierwotnej drodze z takim samym przekonaniem, ze spelniam
        swoje powolanie.
        • sunday Re: praca - powołanie 04.09.09, 13:19
          > [...] a czy Bog ma tylko jeden sztywny plan wobec kazdego z nas???

          No właśnie: "wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we
          wszystkim dla ich dobra" /Rz 8,27/. We wszystkim.
          • sion2 Re: praca - powołanie 04.09.09, 18:18
            Tez mi się zdaje ze powolanie to pewna propozycja Boga ale nie
            przymus "jak zostaniesz zakonnica/ksiedzem to nie znajdziesz
            szczęścia w życiu". Mozna Bogu powiedzuec "nie" i to nie spowoduje
            wcale że przestanie nam blogoslawic. Jest taki fragment w
            Dzienniczku sw Fautyny, że Jezus jej pokazał wielkie potrzeby dusz i
            jak wiele może dla nich wycierpiec a potem ukazał się jej, mowiac że
            może wybrac i nie zgodzic sie na to cierpienie a Jego milosc i
            łaskawosc dla niej oraz bliskosc obcowania z nią wcale sie nie
            zmienią. To bardzo wymowne. Miłosc i blogoslawienstwo Boga nie
            jest "za cos".
            Mysle że jesli ktos mial powolanie do zakonu (ale wlasciwie skad wie
            że miał, wystąpił, byla jakas weryfikacja obiektywna tego
            powolania?) ale wybrał rodzinę to moze i tak dojsc do swietosci a
            takie wlasnie jest nasze powolanie podstawowe.
            Ja po prostu codziennie się modlę "kieruj moim zyciem, chcę byc Ci
            wierna".

            Dwuletnia kobietka
            Rysowanie to jest to!
            • stukotek Re: praca - powołanie 04.09.09, 22:15
              Dziękuję szczególnie Atamie za słowa: "ale jeżeli wybierzemy inną
              drogę niż
              ta optymalna, On nadal będzie nas wspierać smile
              Może nawet bardziej, bo bardziej tego potrzebujemy...?

              i Nati za: "Po prostu dojdziemy do celu objazdem
              i z paroma przesiadkami. A bezpośrednim expresem byłoby i szybciej i
              wygodniej wink))

              smile
              • izazdo Re: praca - powołanie 17.09.09, 09:35
                Jest taki fragment w
                > Dzienniczku sw Fautyny, że Jezus jej pokazał wielkie potrzeby dusz > i jak
                wiele może dla nich wycierpiec a potem ukazał się jej, mowiac że
                > może wybrac i nie zgodzic sie na to cierpienie a Jego milosc i
                > łaskawosc dla niej oraz bliskosc obcowania z nią wcale sie nie
                > zmienią.


                s. M.M. Alacoque powiedzial to samo - ze moze wybrac zycie spokojne, w zdrowiu i
                szacunku wszystkich albo pelne bolu i upokorzen, a On niezaleznie od tego, co
                wybierze, obdarzy ją takimi samymi łaskami
        • mamalgosia Re: praca - powołanie 08.09.09, 12:12
          Nie chodziło mi o "sztywny plan". Tylko czy to możliwe, że ktoś
          czuje jakby dwa powołania. Mam takiego znajomego, który twierdzi, że
          tak właśnie w duszy i w sumieniu czuje. Jednocześnie. Czy Bóg może
          dawać takie sprzeczne powołania? Ufam, że nie, ale zapytałam Was
    • isma Re: praca - powołanie 06.09.09, 14:25
      W innym watku napisalam, ze wazna jest wiernosc wyborowi. Nawet wtedy (zwlaszcza
      wtedy!), kiedy wydaje sie nam, ze to nie jest wybor idealny, a "zaledwie" dobry,
      ba, ledwo akceptowalny.
      Mysle sobie, ze tej wiernosci mozna dochowywac wtedy, kiedy sie.. no, kiedy sie
      umie kochac.
      Kochac, czyli sluzyc drugiemu czlowiekowi w wydobywaniu tego, co w nim
      najpiekniejsze. Nie w sobie samym! W drugim!

      Czytam, to wypisze:

      "O mnie mysla mniej wiecej tak: ano Wujek to wszystkich chce ożenic i wszystkie
      powydawac za maz. Mysle, ze to jednak obraz falszywy. Chodzi przede wszystkim o
      cos innego. Widzisz - czlowiek zyje przede wszystkim przez milosc. Zdolnosc
      milowania jest tym, co najglebiej stanowi o osobowosci - nie darmo jest to
      najwieksze przykazanie - wcale nie wielki intelektualizm, ale wlasnie zdolnosc
      milosci autentycznej, takiej, ktora polega na jakims wyjsciu z siebie, na jakims
      zaafirmowaniu drugiego czlowieka lub ludzi, na oddaniu sie sprawie czlowieka,
      ludzi, a przede wszystkim Bogu."

      "Po wielu doswiadczeniach i przemysleniach jestem przekonany, ze punktem wyjscia
      (obiektywnym) dla ludzkiej milosci jest jednak ta swiadomosc, ze jestem drugiemu
      potrzebny. Czlowiek, ktoremu ja jestem obiektywnie najbardziej potrzebny, bedzie
      tez obiektywnie najbardziej potrzebny mnie. To jest fragment glebokiej logiki
      zycia i to jest tez fragment zaufania do Stworcy i do Opatrznosci.
      Wartosci sa w ludziach rozne i w roznej konfiguracji. Wielkim osiagnieciem jest
      zawsze dostrzegac wartosci, ktorych inni nie dostrzegaja, i afirmowac je.
      jeszcze wiekszym osiagnieciem jest wydobywac w drugich wartosci, ktore bez nas
      przepadlyby. Przez to samo wydobywamy wartosci w sobie.

      Tyle chcialem Ci napisac. Nie mysl ani przez chwile, ze chcę jakiegos skrotu
      Twojej drogi. Chcę tylko Twojej drogi."
      • stukotek Re: praca - powołanie 08.09.09, 09:26
        Dziękuję smile
        Pięknie napisane i dotyka tego co właśnie odczuwam.
        Ogarniającej miłości do człowieka, obcego, znajomego, bliskiego,
        potrzebującego, opryskliwego, zgubionego, pewnego siebie,
        uśmiechniętego i smutnego i do tylu innych.
        I do tych najbliższych (mąż, dzieci) też smile
    • atama Re: praca - powołanie 08.09.09, 09:52
      Prosisz o mądre słowa, więc nie od siebie teraz: wink

      Korczak: "Nie najłatwiejszą prowadź ich drogą, ale najpiękniejszą"

      I jeszcze nie pamiętam, kto jest autorem tych słów, ale:
      Każde powołanie jest jakoś w relacji do rodziny.
      Życie w celibacie jest rezygnacją z rodziny.
    • izazdo zakonnica czy zona - nie ma w zasadzie roznicy 17.09.09, 09:52
      stukotku,

      mysle, ze kazdy czlowiek ma (powinien miec) tylko jeden cel w zyciu: zbawienie,
      i tylko jedno powolanie (czyli sposob osiagniecia tego zbawienia). Tym
      powolaniem jest milosc. Bez milosci Boga i blizniego do zbawienia dojsc sie nie
      da, ale milosc mozna realizowac na wiele sposobow i wcale nie uwazam, zeby
      ktorys byl lepszy niz inny. Polecam ksiazke Z. Nosowskiego "Parami do nieba".

      No bo co takiego moze robic zakonnica, czego nie robi matka?
      1. Czystosc: to nie brak seksu, tylko nastawienie wzgledem seksualnosci. Seks w
      malzenstwie moze (chociaz oczywiscie nie musi) byc czysty. Zreszta ja slowo
      "czystosc" rozumiem o wiele szerzej niz tylko w kontekscie seksualnym. Wszyscy
      chrzescijanie sa powolani do czystosci, chociaz nie wszyscy do celibatu. Seks
      nie jest z definicji brudny!
      2. Ubostwo: to nie stan posiadania, ale stosunek do wlasnego, chocby skromnego,
      majatku. Mozna miec bardzo malo i wcale nie byc ubogim (bo to, co sie ma, jest
      dla czlowieka najwazniejsze), i posiadac wiele bez zadnego przywiazania. Dwa: w
      zakonie korzystasz z dobra wspolnego nic nie majac na wlasnosc, w rodzinie
      odmawiasz sobie wiele, bo na pierwszym miejscu stoja potrzeby rodziny, dzieci,
      wspolmalzonka, a nie twoje wlasne. Oba sposoby sa rownie dobre do poskromienia
      żadz materialnych.
      3. Posluszenstwo: W zakonie sluchasz przelozonego, w malzenstwie negocjujesz z
      malzonkiem. Oba sposoby poskramiaja żądzę władzy. Jesli malzonka bardzo chce,
      moze zlozyc mezowi slub posluszenstwa, znam takie zony (twierdza, ze to dla nich
      bardzo wygodne).
      4. Umartwienie: zakonnica wstaje na nocne czuwania, matka czuwa przy chorym
      dziecku, wstaje na karmienia, przewijania, nie spi ze zmartwienia, jesli cos
      jest z dzieckiem nie tak. A "cokolwiek uczyniliscie jednemu z braci moich
      najmniejszych, Mniescie uczynili".
      5. adoracja: fakt, malzonka nie kleczy godzinami przed Najswietszym Sakramentem,
      ale kto jej zabroni adorowac Boga w sercu wsrod codziennych czynnosci? Do takiej
      adoracji i tak jestesmyu powolani wszyscy.
      6. Zakonnice takze piorą, gotują, sprzątają, pielą ogródek i chodzą do pracy
      jako pielegniarki, opiekunki, nauczycielki (jesli nie sa klauzurowe) big_grin

      Naprawde na jedno wychodzi smile

      Bodajze sw. Katarzyna Sienenska (jesli mnie pamiec nie myli), mnichowi, ktory
      wywyzszal sie z powodu stanu duchownego (ona byla tercjarka, wiec swiecka),
      powiedziala, ze gdyby wierzyla w moc szaty, ktora on nosi, ukradlaby mu ją, ale
      uwaza, ze niezaleznie od jej stanu swieckiego nikt nie zabroni jej kochac Boga
      tak samo mocno jak zakonnik/-ca.
Pełna wersja