Dodaj do ulubionych

Imieniny w pracy

21.05.13, 10:05
"PANI MARYSIU, KIEDY PANI OBCHODZI IMIENINY"
Większość z nas pamięta na pewno taki fajny serial "Punkt widzenia" i pierwszy dzień w pracy głównej bohaterki - Marysi. Chodziło zdaje się o ZUS. Marysia nie znała jeszcze swojego zakresu obowiązków, nie przyniosła sobie z domu szklanki i łyżeczki (głównych atrybutów każdego pracownika:), nie miała nawet biurka, a jedno z pierwszych pytań, jakie zadały jej koleżanki z pokoju dotyczyło daty imienin. Właściwa data natychmiast została zaznaczona w biurowym kalendarzu. Dzień ten na stałe wszedł do kalendarza biurowych świąt, a Marysia została uznana za prawowitego pracownika. Imienin to ona mogła sobie nie obchodzić i nie urządzać w domu, ale w pracy miała obowiązek.
Ten imieninowy kalendarz był swoistym "rozkładem jazdy" każdego biura, urzędu, zakładu pracy, szpitala, szkoły i co tam jeszcze było. W dniu imienin kogoś z kolegów/koleżanek już od rana panowała odświętna atmosfera. Na biurku solenizanta stał wazon z kwiatami i talerzyk z cukierkami, a po korytarzach rozchodził się smakowity zapach świeżo parzonej kawy i domowego sernika. Gdzieś tak od południa współpracownicy zaczynali mówić bełkotliwym głosem, bo trzeba było wypić za zdrowie ukochanego solenizanta. W dniu popularnych imienin, po południu radosny nastrój wylewał się na ulice.
Ciekawa jestem jak Wy obchodziliście w tamtych czasach swój "najważniejszy dzień w roku", jakie macie wspomnienia.
Obserwuj wątek
    • izabella1991 Re: Imieniny w pracy 21.05.13, 11:45
      Ja w latach 70-tych obchodziłam imieniny w przedszkolu i podstawówce....i wtedy KONIECZNIE trzeba było mieć woreczek cukierków-najlepiej rzec jasna czekoladowych.Kryzys czy nie kryzys-obowazkowo!
      Najpierw częstowało się panią,a potem wszystkich po kolei.Prezentów się od klasy/grupy
      raczej nie dostawało.Imieniny zaś obchodziło się w domu-był to słodki podwieczorek i wtedy prezenty już były.Sama mam książeczkę dla dzieci sprezentowaną mi w r.1978 od jednego z ówczesnych wielbicieli.
      Wiem,że w pracy u rodziców( Jednostka Wojskowa) np. na Jana czy Danuty-24 VI to już w ogóle wesolutko było od 8-ej rano,a po południu to już w ogóle -ciut nie wesele...
      • matylda1001 Re: Imieniny w pracy 22.05.13, 10:36
        W mojej szkole też był zwyczaj częstowania cukierkami. Pamiętam, że jako dziecko raczej nieśmiałe, bardzo przeżywałam to, że będę musiała robić za "gwiazdeczkę dnia" :) Trzeba było wstać, podejść do pani z tymi cukierkami. Pani zarządzała głośnie odśpiewanie "sto lat" i szło sie częstować klasę. Pani, w dniu swoich imienin też nas częstowała cukierkami, raz nawet były to lizaki. Będąc w starszych klasach dostrzegliśmy w tym swięcie aspekt praktyczny. Panowała zasada, że solenizant nie jest wzywany do tablicy, mógł się tego dnia czuć jak święta krowa :)
    • tymon99 Re: Imieniny w pracy 21.05.13, 23:52
      w mojej ojczyźnie imieniny były dziwactwem właściwym wyłącznie dla zabużan. autochtoni uznawali wyłącznie geburtstag.
      • ewa9717 Re: Imieniny w pracy 22.05.13, 09:14
        I dlatego po przyjeździe na dziki zachód mama musiała podać jakąś datę, zeby służbowo jednak te imieniny obejść ;)
    • plater-2 Re: Imieniny w pracy 23.05.13, 10:20
      w PRL pracowalam w firmie panstwowej tylko dwa lata 1978-80, potem wprowadzono urlopy wychowawcze. Na imieniny (kadra techniczna + magazynierki i ksiegowa) skladalismy sie i kupowalo sie prezent wartosci 300 zl. Solenizant kupowal kawe i ciastka, albo kanapki robil. Swietowalo sie w swietlicy zakladowej, oczywiscie w godzinach pracy. Nikogo to nie dziwilo ani gorszylo. Dostalam raz suszarke do wlosów, a raz komplet poscieli niemowlecej, bo juz bylam w ciazy.
      Moje kolezanki i ja chodzilysmy w godzinach pracy do fryzjera i w kolejke, jak cos atrakcyjnego rzucili. Na przyklad przed 1 maja 1980 rzucili kilkanascie pralek automatycznych bez zapisów!!!!!!! Byłam w ciązy i powiedzialam soebie - niech mnie z pracy wyrzuca, ale zamykam biuro i lece po te pralke (wiadomosc, ze pralki jada do konkretnego sklepu przysla telefonicznie od osoby zorientowanej).
      • aga-kosa Re: Imieniny w pracy 23.05.13, 21:37
        To był koszmar końca lat 60 i siedemdziesiątych. Na imieniny szło się bez zaproszenia bo to przychodzili ci, którzy jubilata/solenizanta "lubili", w pracy też drzwi się od dobrze życzących nie zamykały.
        Dyrektor wpadł na genialny pomysł solenizant/jubilat dostawał w dniu swojego święta dzień wolny.
        Teraz po malowaniu mieszkania myję szkła z tamtego okresu i zastanawiam się na co mi te zbiorniki kurzu. Jak ktoś przyjedzie to pić nie może bo samochód a ci na piechotę ; nadciśnienie, wątroba, cukrzyca, antybiotyki..
        Marnieje nam społeczeństwo, marnieje.. aga
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka