robin153
15.11.06, 22:25
Jedno z osobliwych wspomnien jakie mam z czasow licealnych to obecnosc tzw.
zboczencow wokol naszej szkoly. Chodzilam do krakowskiego liceum, ktore
wowczas znajdowalo sie przy ulicy Skalecznej, tuz kolo klasztoru Paulinow -
tak ze wlasciwie byla to taka slepa uliczka, z ktorej latwo bylo zniknac. W
licem tyym uczylo sie wiekszosc dziewczat, i wokol szkoly czesto gromadzili
sie tzw zboczency, ktorzy czekali nawychodzace uczennice aby przed nimi
pochwalic sie dobytkiem. Z perspektywy czasu zadziwiajace jest ze nikt nic
niczego nie zrobil w kierunku usuniecia zboczencow spod szkoly - nauczyciele
wrecz nas ostrzegali aby nie wychdzic samemu ze szkoly zima, jak wczesnie
robilo sie zimno. Zboczencow mozna bylo spotkac wszedzie, nad Wisla, w
autobusie i uczono nas ze zboczenca nalezy wysmiac. Zboczency w tamtym
systemie byli nieszkodliwi. Przypomnialo mi sie to bo kiedys w naszym
miasteczku stala sie straszna rzecz - ktos sie przed mims obnazyl w miejscu
publicznym, natychmiast bylo to opisywane w gazetach, "obnazony"oczywiscie
zostal aresztowany a dzieci zostaly ostrzezone zeby bardzo uwazac. Widac
zboczency byli czescia klimatu krakowskiego w latach 80 :)
I jeszce to wyrazenie - zboczeniec, czyli kto kto zboczyl :):):)