Dodaj do ulubionych

Domowe czynności na wymarciu...

06.03.07, 08:09
Dla mnie to takie - wykonywane przez moich rodziców do dnia dzisiejszego!:
1. domowy makaron ( jak im się chce? - ale PYCHA mniam, mniam )
2. tarta suszona bułka typu weka ( mielona w maszynce ręcznej ( takiej do
mięsa )
...
Obserwuj wątek
    • maglara Re: Domowe czynności na wymarciu... 06.03.07, 10:15
      ... no nie mowiac o przetworach, typu kiszenie ogorkow czy kapusty.
      A dzis wraca moda na chleb wlasnej roboty.
      • mister1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 07.03.07, 08:03
        ogorki nadal kisimy, ale chleb ? owszem, ale z prawdziwym chlebem niewiele ma
        wspolnego, to tego potrzebny piec piekarski ( z cegly).
      • zwiatrem Re: Domowe czynności na wymarciu... 03.07.07, 14:54
        a propos chleba piekę własny, co prawda z mąki dzisiejszej i w piekarniku, ale
        smaczny i bułki tez na prośbę męża i dzieci, kupione są ostatnio bez smaku
    • brillen Re: Domowe czynności na wymarciu... 06.03.07, 11:58
      hehe...kto dziś lutuje garnki? Ten niezwykle potrzebny przedmiot w kuchni czasem
      się zdziurawił a jako, że kupić go nie było łatwo to dziurawy się nitowało. W
      dziureczkę wkładało się nit i klepało młoteczkiem a to od wewnętrzej strony
      garnka a poźniej zęwnętrznej. Było to w czasach generalissimusa Józef
      Wissarionowicza Stalina, właściwie Iosifa Dżugaszwili, znanego także Soso lub
      Koba. Wszelkie żelastwo szło na armaty i czołgi - na garnki już brakowało.
      Z czasów juz prawie współczesnych, za wczesnego Edzia Gierka, w wielkim
      poszanowaniu były woreczki foliowe. Pakowało się w nie m.inn. śniadanie do
      szkoły i pilnowano by ten woreczek wrócił z powrotem do domu, gdzie po
      ewntualnym wypraniu go i wysuszeniu służył tak długo aż sie rozleciał.
      • croyance Re: Domowe czynności na wymarciu... 16.04.09, 18:51
        Swoja droga, przypomnialam sobie, jak moja ciotka miala maszyne do
        robienia workow foliowych - szly jak swieze buleczki, chociaz chleb
        mozna bylo nimi pokroic. Byly twarde, grube, sztywne, z trzech stron
        przysmazone maszyna, ale jaka radosc byla :-)
    • biljana Re: Domowe czynności na wymarciu... 06.03.07, 12:34
      Fajny wątek. Dla mnie takie czynności to obok wspomnianego wyżej makaronu
      domowego jeszcze tzw. ćwiartka:) Ćwiartka świniaka of kors. Pamietam jak w
      głębokich latach 80-tych moi rodzice nabywali takie cudo "od chłopa" i potem
      należało to mięso rozebrac i
      -porobić kiełbasy,
      -porobić pasztety
      - resztę: zamrozić

      teraz to chyba ludzie juz zamrażarek za bardzo w domach nie mają. Ja widziałam w
      domach u kolegów takie wielgachne zamrażary:)

      No i jeszcze przetwory na zimę dziś mało kto robi. Choc jedna z moich koleżanek
      z upodobaniem nadal produkuje dżemy:)
      • cereusfoto Re: Domowe czynności na wymarciu... 07.03.07, 10:25
        Hahaha - mój kolega ( zreszą straszny żarłok ) do dnia dzisiejszego kupuje co
        jakiś czas na wsi pół świniaka. Starcza mu to na jakiś tydzień!
        A tak na marginesie; biedne zwierzątka.
        • kaaarooll Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.07, 00:02
          bo na wsiach to normalne :)

          pozatym nie wierze, ze polowa swiniaka mu starcza na tydzien, pol swiniaka to
          moze byc nawet kilkadziesiat kilo miesa, tzreba byc mega zarlokiem, zeby to
          zjesc w tak krotkim czasie :)
      • kaaarooll Re: Domowe czynności na wymarciu... 07.03.07, 23:14

        no wiesz...jak mozna pisac, ze malo kto robi przetwory na zimie. nie wiem jak w
        miastach bywalo (i bywa), ale zapewniam Cie, ze na wsiach (i wcale nie na tych
        kompletnie zabitych dechami) ten "zwyczaj" jest wciaz zywy. nie wyobrazam sobie
        aby na jesieni moja mama (czy tez babcia) nie robila dzemow, powidel, nie
        marynowala grzybkow etc.

        podobnie jest u wszystkich znajomych, sasiadow i pozostalej rodziny.
        • minerwamcg No ba! Jeszcze jak się robi przetwory! 09.03.07, 19:21
          Robiła je do końca moja babcia i ciotki, robi do dziś moja mama, robi kuzynka,
          robi teściowa. Ja nie robię, bo dostaję od wyżej wymienionych :)
      • trusia29 Re: Domowe czynności na wymarciu... 03.03.08, 19:30
        biljana napisała:
        No i jeszcze przetwory na zimę dziś mało kto robi. Choc jedna z
        moich koleżanek
        > z upodobaniem nadal produkuje dżemy:)

        Ja, pomimo iz prawie nie gotuję na co dzień, to zawsze robię:
        kompoty, paprykę marynowaną, ogórki, dżemy i soki na zimę. Tych ze
        sklepu nie tknę. Mam 32 lata i nie znam nikogo w moim pokoleniu, kto
        chcialby się w to bawic:)
        • trusia29 Re: Domowe czynności na wymarciu... 03.03.08, 19:32
          a w uzupełnieniu - jestem z Łodzi, pracuję (prawnik), a więc nie
          tylko na wsiacxh ludzie przetwory robia...
          • syswia Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.04.09, 02:00
            Jestem w tym samym wieku i tez robie: dzemy, galaretki, ogorki
            kwaszone, chutneye, octy, lody domowe, wodki/ratafie, ser bialy,
            pieke chleb (od czasu do czasu). Tez mieszkam i pracuje w duzym
            miescie (wiekszym od Twojego). Kolezankom z pracy przestalam sie
            zwierzac, bo i tak patrza na mnie jak na pomylona, bo ja codziennie
            gotuje obiady "od podstaw" ... :)
    • tamsin Re: Domowe czynności na wymarciu... 06.03.07, 17:17
      ..chyba bimbru tez juz nikt nie pedzi...
      • a_weasley Re: Domowe czynności na wymarciu... 06.03.07, 18:37
        tamsin napisała:

        > ..chyba bimbru tez juz nikt nie pedzi...

        Tu-m się uśmiał!
      • zbujowachata Re: Domowe czynności na wymarciu.../A GUZIK PRAWDA 07.03.07, 17:53
        A GUZIK PRAWDA od 1910 roku do dnia
        dzisiejszego nalepsza gorzałka to
        kręcona w HARCIE na Pogórzu Dynowskim
        /niech się Chopiny i Sobieskie schowają !!!!
        Old Hors.
      • minerwamcg Pędzi się, pędzi... jeszcze jaki! 09.03.07, 19:26
        Znam co najmniej czterech producentów domowego spirytusu - który potem zużywają
        do nalewek, ziołowych gorzałek, likierów... I żaden z nich nie przypomina
        Jakuba Wędrowycza :)))) Mało tego, trzech z nich ma wyższe wykształcenie! :)
    • brillen Re: Domowe czynności na wymarciu... 06.03.07, 19:39
      Szorowanie ryżową szczotką podłóg do białości, przeważnie w sobotę. A były to
      podłogi drewniane, żadne tam linoleum, gumolit czy lenteks. Przeważnie robiła to
      w podkasanej sukience i na klęczkach kobita i może dlatego zapamiętałem ten fakt.
      • trzebka1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 06.03.07, 22:11
        A pamiętacie zapach pasty do podłogi- zawsze w sobotę należalo podlogi
        pastować . W szkole też pastowano . Pranie we "Frani " , też było cięzką pracą .
        Gotowanie kaszki dla niemowląt , która albo kipiała , albo się przypalała .
        TO BYŁO ŻYCIE !!!
        • maglara Re: Domowe czynności na wymarciu... 06.03.07, 22:16
          i bielizna, posciel, pieluchy gotowane w garze, krecone warzachwia
          • uyu Re: Domowe czynności na wymarciu... 06.03.07, 22:28
            Palenie w piecach. Uwielbialam to robic. I jak dobrze bylo przytulic sie do
            takiego pieca po przyjsciu z sanek. :)
            • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.08, 20:23
              uyu napisała:

              > Palenie w piecach. Uwielbialam to robic. I jak dobrze bylo przytulic > sie do
              takiego pieca po przyjsciu z sanek. :)

              A kto pamięta:
              kiedy najwcześniej można było zamknąć piec. tj. zaśrubować oboje drzwiczek (od
              paleniska i od popielnika), aby zarazem
              1) nie tracić niepotrzebnie ciepła, i
              2) nie ryzykować zaczadzenia?!

              (gdy żar był jeszcze pomarańczowy i dopiero zaczynał ciemnieć w stronę barwy
              wiśniowej - a równocześnie nad żarem nie pełgały już płomyki).

        • horpyna4 Re: Domowe czynności na wymarciu... 07.03.07, 09:13
          Nie przesadzaj, pranie we Frani było lżejsze, niż na tarze. A ja jeszcze
          zdążyłam się na tę czynność osobiście załapać. Było jeszcze obrzydliwe "mydło
          do prania", cholernie alkaliczne i niszczyło ręce. Nawiasem mówiąc, nie było w
          tamtych czasach nie tylko proszków i płynów do prania (delikatne tkaniny prało
          się w płatkach mydlanych własnoręcznie naskrobanych), ale i szamponów. Głowę
          myło się mydłem toaletowym i spłukiwało wodą z octem. Aha, delikatne tkaniny
          też były na zakończenie płukane z dodatkiem octu. No i ta domowa czynność
          (płukanie z dodatkiem octu) zaczęła wymierać, jak się pojawiły szampony i płyny
          do prania. Na butelkach były napisy "płukanie octem jest zbędne". Co to była za
          nowoczesność...
    • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 06.03.07, 23:21
      Kiedyś - to niby niedawno, a jakby już w innej epoce - kiedy Mama żyła, a ja
      jeszcze byłem z Mamą, to oczywiście w domu robiło się mnóstwo rzeczy: kompoty z
      jabłek, gruszek, śliwek, konfitury z wiśni (które najpierw trzeba
      było "wydrelować", tj. wyrzucić pestki przy pomocy rozwiniętego spinacza);
      oczywiście kisiliśmy ogórki - pod koniec już nie w wekach, tylko w "twistach"
      (potem zakręcone słoiki stygły, opatulone szmatą i kocem, na blacie szafki
      spiżarnianej pod oknem); oczywiście zasuszaliśmy weki i bułki na późniejszy
      dodatek do sznycli, oczywiście kręciłem też suche pokruszone bułki przez
      maszynkę do mięsa na bułkę tartą;
      ba - kisiliśmy mleko 2%, a potem mleko kwaśne grzaliśmy, aby uzyskać twaróg,
      który się jadło ze śmietaną - łyżką z miski...
      W pierwszym domu rodzinnym były piece kaflowe. Tato palił. Co prawda nieco
      sobie upraszczał, rozpalając drzewo i węgiel gazem - ciągniętym z łazienki
      gumowym szlauchem z rurką żelazną na końcu; pamiętam oczywiście zapach drzewa
      kupowanego w "kółkach", i jak się potem suszyło między piecem a ścianą;
      pamiętam też do dziś, że najwcześniejszą porą zamknięcia pieca, tj.
      zaśrubowania drzwiczek od paleniska i od popielnika, jest moment, gdy żar jest
      jeszcze pomarańczowy, ale już nie pełgają nad nim płomyczki... (wtedy nie
      jeszcze traci się ciepła - i już nie ryzykuje się zaczadzenia).
    • biljana Re: Domowe czynności na wymarciu... 06.03.07, 23:47
      i jeszcze gotowanie tony pieluch tetrowych, suszenie i nastepnie prasowanie:) i
      tak co dzien przez kilka miesiecy - bo sikacz uruchomił produkcję, a o
      pampersach jako żywo nikt nie słyszał:)))
    • brillen Re: Domowe czynności na wymarciu... 07.03.07, 00:29
      Nakręcanie budzika.
      • tamsin Re: Domowe czynności na wymarciu... 07.03.07, 02:10
        podnoszenie sie z fotela do telewizora aby zobaczyc co na drugim programie
        leci...

        p.s. ostatnio zgubilam pilota i zorientowalam sie, ze nie umiem bez niego
        uruchomic naszego telewizora (kupilismy nowy w listopadzie i ja jeszcze nie
        znalazlam przyciskow ;-)
        • lustroo Re: Domowe czynności na wymarciu... 07.03.07, 08:31
          Makaron domowy zrobiłam raz kilka ładnych lat temu na Wigilię do maku.Moja
          ciocia czasem robi.
          Ogórki kiszę co lato. Je się małosolne, albo dłużej kiszone.
          Kapustę kiszą rodzice.
          Zaprawy w słoiki robię co roku, różne, różniste :) Chce mi się :)
          Tata zlutował mamie ulubiony garnek i mama w nim gotuje :)
          Suchą bułkę kiedyś się tarło na tarce.
          Chrzan się tarło na tarce z głową całą w golfie, żeby oczy nie piekły :)
          Majonez mama czasem robiła sama.
          • brillen Re: Domowe czynności na wymarciu... 07.03.07, 10:20
            ...a znak krzyża na bochenku? A jak spadnie chleb na ziemię to się po
            podniesieniu go jeszcze całuje?
            • cereusfoto Re: Domowe czynności na wymarciu... 07.03.07, 10:46
              I jeszcze:

              A pamiętacie krochmalenie bielizny pościelowej?! Potem była tak sztywna, że
              można było się przeciąć jak brzytwą.
              Moi rodzice kiedyś czyścili okna taką kostką białą; tzn. nanosiło się z tej
              kostki na szmatkę dawało na okno i czekało by wyschło. Były całe białe jak
              kreda ( a może to była kreda - może ktoś wie??? ) i potem suchą szmatką
              polerowało się szyby. Było na co i przez co popatrzeć! Mr Muscle musi się
              schować!
              Podłogi pastowane pastą w płynie lub puszce i froterowanie froterką - ech co to
              był za zapach...
              • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.07, 20:48
                cereusfoto napisała:
                > Moi rodzice kiedyś czyścili okna taką kostką białą; tzn. nanosiło się z tej
                > kostki na szmatkę dawało na okno i czekało by wyschło. Były całe białe jak
                > kreda ( a może to była kreda - może ktoś wie??? ).
                Też myłem okna w ten sposób. Podstawą "kostki" była jak najbardziej kreda.
                Tyle, że jak pamiętam mycie okien, samo mycie nie było najcięższe - najciężej
                było odgruzować dostęp do okna. (W mniejszym z dwóch pokoi Tato zaprojektował
                podokienną szafkę biblioteczną z szerokim blatem; na tym blacie stały kwiatki,
                leżały książki i papiery bieżąco używane; stał w kącie adapter podpięty do
                radia... do mycia trzeba było wszystko zdjąć i przestawić, przewody odpiąć - a
                po umyciu okna z powrotem podpiąć przewody, potem spróbować jedną i drugą
                płytą, czy adapter działa prawidłowo, spróbować radio na wszystkich zakresach -
                potem rzeczy z powrotem ustawić - a jeszcze przedtem parapet natrzeć "agatą" i
                wypolerować... w ten sposób na mycie jednego okna schodziło i pół dnia).
            • mister1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 07.03.07, 11:03
              to co sprzedaja ( pokrojony i w torebce plastikowej) raczej nikt o zdrowych
              zmyslach by nie calowal...
              • cereusfoto Re: Domowe czynności na wymarciu... 07.03.07, 11:35
                Widzisz to kwestia religii i ... wychowania. U mnie w domu tak się robi.
                • maglara Re: Domowe czynności na wymarciu... 07.03.07, 12:08
                  cereusfoto napisała:

                  > Widzisz to kwestia religii i ... wychowania. U mnie w domu tak się robi.

                  Ja tez caluje, robie to jakby automatycznie ...
                • mister1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 14.03.07, 19:25
                  cereusfoto napisała:

                  > Widzisz to kwestia religii i ... wychowania. U mnie w domu tak się robi.

                  ten krojony,w plastiku i upieczony nie wiadomo z czego ????????????????
                  • minerwamcg Re: Domowe czynności na wymarciu... 19.03.07, 17:19
                    Ja czasem sama piekę chleb. I zawsze zaczynam go znakiem krzyża na odwrocie...
                    A takiego w plastiku i z nie wiadomo czego staram się nie kupować :))
            • quba Re: Domowe czynności na wymarciu... 23.03.07, 18:04
              > ...a znak krzyża na bochenku? A jak spadnie chleb na ziemię to się po
              > podniesieniu go jeszcze całuje?

              ja całuję
            • dominikjandomin Re: Domowe czynności na wymarciu... 14.05.07, 16:24
              brillen napisał:

              > ...a znak krzyża na bochenku? A jak spadnie chleb na ziemię to się po
              > podniesieniu go jeszcze całuje?

              Do dziś jest u mnie. Ale chyba rzeczywiście umarło na ogół.
            • jotes1955 Re: Domowe czynności na wymarciu... 15.08.07, 00:37
              do brillen,
              Ja do dzis tak robie i nigdy nie wyrzucam chleba do smieci. Robila
              tak moja babcia, moja mama, a teraz ja. Tu gdzie mieszkam sa inne
              zwyczaje i znajomi juz sie przyzwyczaili ale na poczatku troche
              dziwnie przygladali sie. Jest to po prostu odruch.
            • k_j_z Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.04.09, 14:28
              brillen napisał:

              > ...a znak krzyża na bochenku? A jak spadnie chleb na ziemię to
              się po
              > podniesieniu go jeszcze całuje?

              Znak krzyża robimy cały czas. Moje dzieci tez i mam nadzieję, nie
              zapomna trgo.
              całowania nie kojarzę.
              tzn. pamiętam z dzieciństwa ale teraz nie kojarzę. Chleb mi nie
              upada?:
              )
    • babiana Re: Domowe czynności na wymarciu... 07.03.07, 13:23
      Pastowanie podlog taka pasta w plynie i froterowanie. Na poczatku byly takie
      ciezkie froterki reczne a pozniej juz elektryczne. Zawsze w piatki pastowalo
      sie i froterowalo cale mieszkanie. Pozniej tak ladnie pasta pachnialo i
      blyszczalo sie pieknie.
      • horpyna4 Re: Domowe czynności na wymarciu... 07.03.07, 14:39
        Najlepiej bywało, jak taką pastę do podłóg w pudełku różne kretynki stawiały na
        gazie, żeby zmiękła. Słyszałam o takim przypadku nawet pod koniec lat 60-tych,
        kiedy to nie powinno już być analfabetów... i to jeszcze była nauczycielka...
        • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.07, 20:50
          No bo pastę należało ogrzewać "na łaźni wodnej" - czyli wstawić puszkę do
          rondla z wodą, i dopiero rondel na gaz - i cały czas uważać...
        • zigzaur Re: Domowe czynności na wymarciu... 21.01.09, 10:15
          A teraz są mikrofalówki...
      • brillen Re: Domowe czynności na wymarciu... 07.03.07, 17:59
        babiana napisała:

        > Pastowanie podlog taka pasta w plynie i froterowanie. Na poczatku byly takie
        > ciezkie froterki reczne a pozniej juz elektryczne. Zawsze w piatki pastowalo
        > sie i froterowalo cale mieszkanie. Pozniej tak ladnie pasta pachnialo i
        > blyszczalo sie pieknie.

        Na poczatku byly takie
        > ciezkie froterki reczne...
        Babiana! Na początku były dwie większe szmaty na które stawałem i posuwistym
        ruchem w te i we w tę lub jak kto woli wte i wewte ale nigdy w koło Macieju bo
        wychodziły smugi i podłoga się nie błyszczała. Dziś czynność ta nie tyle jest na
        wymarciu ale już wymarła.
        • maglara Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.07, 00:29
          co do podlog to przypomnialy mi sie takie odkurzacze bez pradu na kiju, jolka
          sie na to mowilo ??? sprowadzane bylo toto z nrdowka, nawet praktyczna rzecz.
          • tamsin Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.07, 01:33
            czasami chyba tez kaska sie to cudo nazywalo. Z powodu czestych wyjazdow do NRD
            mielismy chyba ze trzy takie sztuki, kazda w innym rozmiarze. Rowniez byl to
            ulubiony prezent rozdawany przez moja mame pod choinke innym kobietom w
            rodzinie.
            • maglara Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.07, 01:39
              tamsin napisała:

              > czasami chyba tez kaska sie to cudo nazywalo. Z powodu czestych wyjazdow do
              NRD
              >
              > mielismy chyba ze trzy takie sztuki, kazda w innym rozmiarze. Rowniez byl to
              > ulubiony prezent rozdawany przez moja mame pod choinke innym kobietom w
              > rodzinie.

              Oczywiscie ze kaska, dzieki za przypomnienie:)))
            • iberka Re: Domowe czynności na wymarciu... 19.02.08, 13:02
              u moich dziadków Kaśka nadal wisi w łazience :) a ostatanio
              widziałam nowsze wersje w carrefour'ze ;)

              Iza
            • daria45-net Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.08, 19:24
              tamsin napisała:

              > czasami chyba tez kaska sie to cudo nazywalo. Z powodu czestych
              wyjazdow do NRD
              >
              > mielismy chyba ze trzy takie sztuki, kazda w innym rozmiarze.
              Rowniez byl to
              > ulubiony prezent rozdawany przez moja mame pod choinke innym
              kobietom w
              > rodzinie.



              Do dzisiaj uzywane w New York i jak najbardziej w sprzedazy :)
          • dominikjandomin Re: Domowe czynności na wymarciu... 14.05.07, 16:25
            maglara napisała:

            > co do podlog to przypomnialy mi sie takie odkurzacze bez pradu na kiju, jolka
            > sie na to mowilo ??? sprowadzane bylo toto z nrdowka, nawet praktyczna rzecz.
            U nas "kaśka". Produkcji polskiej.
        • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.07, 20:41
          brillen napisał:
          > Na początku były dwie większe szmaty na które stawałem i posuwistym
          > ruchem w te i we w tę lub jak kto woli wte i wewte ale nigdy w koło Macieju bo
          > wychodziły smugi i podłoga się nie błyszczała.
          Ja też jeździłem na szmatach (czyli "na suknach").
        • minerwamcg Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.03.07, 19:32
          Na początku to był mój brat i ja ubrani w najgorsze ale miękkie ciuchy - jakieś
          portki z dzianiny, sfilcowane swetry... i w tych ciuchach przewalaliśmy się po
          podłodze, ciagaliśmy za nogi, jeździliśmy na tyłku :))) Parkiet był jak
          lusterko :)
    • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.07, 20:52
      A kto pamięta wytrzepywanie sukiennego worka z odkurzacza - gdy się zapełnił?
      (szło się na podwórko i wytrzepywało do kubła na śmieci - oczywiście część
      kurzu szłą na bok).
      • tamsin Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.07, 21:25
        przyzwoity PRL-owiec szedl na dwor z takim workiem z odkurzacza i bil nim o
        smietnika bloku, a nie przyzwoity to prosto z balkonu ludziom na leb sypal..
        • karo100000 Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.07, 21:39
          pod mój blok przychodził raz na jakiś czas facet z maszynerią do ostrzenia noży
          ,nożyczek itp darł się z daleka a mi cierpła skóra bo się wstydziłam jak mama
          mnie do niego wysyłała
    • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.07, 22:00
      Pamiętam jeszcze:
      "Gaaarnki drutowaaaać!!! - żelazne naprawiaaaać!!!"
      • karo100000 Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.07, 22:20
        mimo że moje dzieciństwo to PRL i dużo pamiętam,nie było źle to dziwię się że
        moi rówieśnicy a nawet młodsi dwadzieścia pare lat,powielają te wzorce np
        urządzając swoje mieszkania albo jedząc tak samo jak rodzice,widocznie jest coś
        w tym że przyzwyczajenie to druga natura człowieka.Ja jestem inna
        • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.07, 23:04
          karo100000 napisała:
          > mimo że moje dzieciństwo to PRL i dużo pamiętam,nie było źle to dziwię się że
          > moi rówieśnicy a nawet młodsi dwadzieścia pare lat,powielają te wzorce np
          > urządzając swoje mieszkania albo jedząc tak samo jak rodzice,widocznie jest
          > coś w tym że przyzwyczajenie to druga natura człowieka.Ja jestem inna.
          Po prostu: tempo zmian jest oszałamiające, i ludzie trzymaja sie tego, co znali
          i zapamiętali (w końcu: za PRL postęp był sztucznie hamowany - tym większe
          wrażenie przyspieszenia obecnie).

          • karo100000 Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.07, 23:16
            czy ja wiem,to chyba nie o to chodzi,im jest tak wygodniej bo nie muszą się
            starać żeby wymyśleć coś innego np dla nich owoce morza to ble(chociaż nawet
            nie próbowali) a podroby na obiad są super(nigdy nie jadłam)
            • brillen Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.03.07, 10:13
              ...a co tu wymyslać? Placki ziemniaczane z utartych ziemniaków na melakserze czy
              jakimś innym ustrojstwie to już nie ten smak.Ta sama receptura, ale nie ten
              smak, bo tarki nie było! One muszą być ucierane na tarce, jesli chcesz poznac
              smak dzieciństwa. Albo ciasto z "makutry"...Używacie jeszcze makutry?
              • skanerek4 Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.03.07, 14:45
                nie mam makutry .....

                Moja koleżanka robi sernik w makutrze jest rewelacyjny i niesamowicie puchaty.
                W malakserze jeszcze nigdy mi taki nie wyszedł

                A ziemniaki rozdrabniam w maszynce do mięsa i cebulę też i smakują mi.
                • tamsin Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.03.07, 15:24
                  tak wspominacie tutaj ciasta, a czy ktos jeszcze je piecze w prodizu??
                  • maglara Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.03.07, 15:37
                    tamsin napisała:

                    > tak wspominacie tutaj ciasta, a czy ktos jeszcze je piecze w prodizu??

                    Pamietam prodiz ... ale, czy sa jeszcze do zakupienia :O ???
                    • brillen Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.03.07, 15:53
                      i tu was zaskoczę..Czy ktoś pamięta pałynyczki?. "Ciasto","bułka", "chleb"- nie
                      wiem jak to "coś"określić. Była to mąka, woda, soda, chyba sól...może coś
                      jeszcze? ...tego już nie wiem... i to wszystko razem zmieszane i kładzione
                      bezposrednio ( bez tłuszczu) na gorącą płytę kuchenną, taka normalną, kuchenną -
                      pod którą buzował ogień... A działo się to wszystko w latach czterdziestych,
                      pięćdziesiątych w PRL... Czy ktoś to pamięta? Smakowało toto z mlekiem. Może
                      ktoś poda dokładną recepturę tego smakołyka...
                      • horpyna4 Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.03.07, 17:34
                        Po polsku to się nazywało podpłomyki. Ale zarówno wyrób, jak i jego nazwa, to
                        już chyba zamierzchła przeszłość. A z ciekawości - podana przez Ciebie nazwa
                        jakie ma pochodzenie? Trochę mi to brzmi z ukraińska, ale nie znam się za dobrze
                        na subtelnościach językowych. Zresztą w nazwach potraw było zawsze sporo
                        regionalizmów, w samych potrawach też.
                        • brillen Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.03.07, 18:46
                          Nazwa pochodzi z terenów u kresu. U kresów, czyli z Ukrainy, co nie oznacza, że
                          ma jakiś związek z ruskimi, bo ziemie dla ruskich też były kresowe. Troche
                          jestem wrażliwy jeśli chodzi o temat wschodni, bo przez lata miałem w dowodzie
                          napisane, że urodziłem się w ZSSR, tymczasem wtedy, gdy się rodziłem była tam
                          Polska- Zbaraż, Kamieniec Podolski...być albo nie być dla Polski.Znamy to z
                          literatury, filmu...
                          No to jak się robi podpłomyki? Kto wie?
                          • jarkoni Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.03.07, 19:42
                            To chyba nie te same podpłomyki co kiedyś, jajek się nie dodawało, ale jeden z
                            przepisów brzmi tak:

                            50 dag mąki,
                            2 jajka,
                            1 szklanka mleka,
                            sól

                            Sporządzić ciasto z mąki, jajek i mleka, dodać sól. Z ciasta wałkować okrągłe
                            placki o grubości 1 cm, piec na gorącej blasze.

                            Przy okazji pozdrawiam serdecznie kresy, zarówno obecnie ukraińskie, jak i
                            białoruskie i litewskie.
                            Znam te tereny bardzo dobrze i wspaniałych ludzi...
                          • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.03.07, 20:46
                            Pamiętam co innego: resztki ciasta pozostałe z pierogów, makaronu, zagniecione
                            na kolisty placek - i to pieczone na gazie na blaszce.
                            Co do Ziem Wschodnich: Kamieniec Podolski był niestety także poza II
                            Rzecząpospolitą (leżał już za Zbruczem) - wówczas brakowało marnych 20 km (być
                            może byłby wtedy w granicach - gdyby kto inny prowadził rokowania w Rydze).
                      • quba Re: Domowe czynności na wymarciu... 10.03.07, 12:17
                        macie przepis
                        kuchnia.o2.pl/przepisy/obiekt_int.php?id_p=6581
                    • minerwamcg Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.03.07, 19:36
                      Oczywiście, że są do kupienia! Podłużne, okrągłe, małe, duże, podgrzewane z
                      góry i z dołu...jakie chcieć. Widziałam nawet w MediaMarkt. Osobiście na własne
                      wyraźne życzenie dostaliśmy taki od teściowej :)))
                    • cereusfoto Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.03.07, 20:38
                      Tak moja mama - piecze ciasto drożdżowe do dnia dzisiejszego.
                    • dominikjandomin Re: Domowe czynności na wymarciu... 14.05.07, 16:29
                      maglara napisała:

                      > tamsin napisała:
                      >
                      > > tak wspominacie tutaj ciasta, a czy ktos jeszcze je piecze w prodizu??
                      >
                      > Pamietam prodiz ... ale, czy sa jeszcze do zakupienia :O ???

                      Tak. W Geancie dawnym było dwa typy do wyboru.
                  • maary5 Re: Domowe czynności na wymarciu... 10.03.07, 10:58
                    tamsin napisała- tak wspominacie tutaj ciasta, a czy ktos jeszcze je piecze w
                    prodizu??-ja pieke w prodiżu,i to zarówno ciasta jak i mięsa.Mam piekarnik
                    oczywiście,ale mniejsze ciasto albo w tortownicy piekę w prodiżu.A z sernikiem
                    po wieloletnich próbach ucierania robotem elektryczny poddałam sie-krecę ręcznie
                    i wreszcie jest puszysty.
                  • a_weasley Prodiż 11.03.07, 12:14
                    tamsin napisała:

                    > tak wspominacie tutaj ciasta, a czy ktos jeszcze je piecze w prodizu??

                    Moja żona. Takoż chleb.
                    Zresztą w czym ma piec, jak w naszym M-1/4 nie ma mowy o kuchni z piekarnikiem?
              • cereusfoto Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.03.07, 20:37
                Moja mama tarła na tarce ręcznej nie tylko ziemniaki na placki, ale i marchew z
                jabłkiem na surówkę ( uwielbiam! ) oraz nieszczęsny chrzan ( choć ta czynność
                akurat należała do mojego taty - zawsze go tarł w otwartm oknie ... po
                ciemku! ).
                • madziula201 Re: Domowe czynności na wymarciu... 17.06.07, 18:04
                  Do tej pory tre na tarce zemniaki na placki,robie przetwory.Moja babcia robila
                  tez chrzan, majonez, makaron ,wszystko recznie .wsadzala do sloikow mieso i
                  wszystko co sie dalo, a gotowala rewelacyjnie.Moze ktos zna przepis na polewke?
                  Wiem ze to zupa z kwasnego mleka lub kefiru.Pychotka
                  • maglara Re: Domowe czynności na wymarciu... 17.06.07, 19:20
                    madziula201 napisała:

                    > Do tej pory tre na tarce zemniaki na placki,robie przetwory.Moja babcia robila
                    > tez chrzan, majonez, makaron ,wszystko recznie .wsadzala do sloikow mieso i
                    > wszystko co sie dalo, a gotowala rewelacyjnie.Moze ktos zna przepis na
                    polewke?
                    > Wiem ze to zupa z kwasnego mleka lub kefiru.Pychotka

                    To nie chodzi o zwykly chlodnik ?
                    z surowym ogorkiem, koperkiem i innymi wg uznania dodatkami ?
                    do tego mlode ziemniaczki posypane suto swiezym koprem, mniam
                  • giwia Polewka: 02.01.08, 13:00
                    Serwatkę albo i kefir, zagotować, posolić i mimo ,ze mleczne
                    zabielic smietaną, lekko zagęscic. Do tego ziemniaki ze skwarkami. W
                    sezonie dodac koperku.
              • iberka Re: Domowe czynności na wymarciu... 19.02.08, 13:06
                pamiętam jak mama i babcia w makutrze ser na sernik ucierały i teraz
                ta makutra stoi w kuchenje szafce a ja boję się aby jej nie
                stracić :)

                iza
            • dominikjandomin Re: Domowe czynności na wymarciu... 14.05.07, 16:28
              karo100000 napisała:

              > czy ja wiem,to chyba nie o to chodzi,im jest tak wygodniej bo nie muszą się
              > starać żeby wymyśleć coś innego np dla nich owoce morza to ble(chociaż nawet
              > nie próbowali) a podroby na obiad są super(nigdy nie jadłam)
              Za PRLu jadłem i jedne (pod postacią kalmarów, które wtedy były TANIE) i
              drugie. Wniosek: smak zależy od osoby gotującej. Owszem, bardzo czesto w lokalu
              owoce morza to "błe".
    • evvelinda Re: Sąsiadka na telewizję 09.03.07, 18:08
      U nas z przetworów robiliśmy tylko śliwki w occie.
      Domową czynnością na wymarciu było przyjmowanie wizyt sąsiadki na telewizję.
      Sąsiadka mieszkała obok i przychodziła oglądać telewizję. Mnie tam było
      wszystko jedno, ale mama nie raz miała jej serdecznie dosyć, bo prawie
      mieszkała u nas. Czasem udawaliśmy, że nas nie ma. /Wiem, brzydko./ Sąsiadka
      oglądała wszystko jak leci, dobranocki, filmy, np. zaczyna się "Stawka większa
      niż życie", sąsiadka woła do mojej mamy: Kloc! Kloc! Pani idzie! Chodziło o
      Klossa;) Mama mówiła, że ma pilną pracę i nie chciała z nami oglądać. Kiedyś
      przyszła, żeby pisać jej litanię. Dyktowała a mama pisała coś co brzmiało:
      zaduszę Marcina, zaduszę Józefa, zaduszę Antoniego...:)
      • luccio1 Re: Sąsiadka na telewizję 09.03.07, 20:52
        evvelinda napisała:
        > Kiedyś [sąsiadka] przyszła, żeby pisać jej litanię. Dyktowała a mama pisała
        > coś co brzmiało: zaduszę Marcina, zaduszę Józefa, zaduszę Antoniego...:)
        To była kartka do "Wypominek", czytanych przez cały listopad w kościele na
        zmianę z odmawianiem Różańca. Każdy podawał swoich Bliskich zmarłych - tyle, że
        w dużych miastach dawało się same imiona, bez nazwisk - tylko z sekwencji imion
        można było, słuchając Wypominek, rozpoznać "swoich".

        • maary5 wypominki 10.03.07, 11:01
          Nie sa przezytkiem-praktykowane do dziś,dawane na kartce ksiedzu z zaznaczeniem
          czy jednorazowe,na tzw.oktawe czy roczne.W moim miescie czytane tak jak podane-z
          nazwiskami.
          • horpyna4 Re: wypominki 10.03.07, 15:18
            Słyszałam o takim przypadku, dość dawnym zresztą, jak w wiejskim kościółku
            ksiądz odczytywał wypominki: "...za duszę Piotra, za duszę Macieja...". Wreszcie
            jakiś chłopczyk pociągnął matkę za rękaw i zawołał:
            - Matulu, chodźmy stąd, bo jeszcze i nas zaduszą!
          • luccio1 Re: wypominki 10.03.07, 17:39
            maary5 napisała:

            > Nie sa przezytkiem-praktykowane do dziś,dawane na kartce ksiedzu z
            > zaznaczeniem czy jednorazowe,na tzw.oktawe czy roczne.W moim miescie czytane
            > tak jak podane - z nazwiskami.
            Wyłapałaś mi użycie czasu przeszłego. Istotnie Wypominek już nie daję.
            Ale po polsku, opowiadając o zdarzeniach, nawet gdyby to było minutę temu,
            zwykle mówi sie w czasie przeszłym. Chyba, że przeżywa się rzecz jeszcze raz -
            wówczas nawet zdarzenie z przed 50 lat opowiada się w czasie teraźniejszym.
    • promyczek_k Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.03.07, 20:53
      Moja mama stale robi przetwory. Ogórki, grzybki, konfitury, nalewki :) Potem
      jest pycha do ciast, albo tak po prostu same na deser :)
      A ostatnio do drzwi zadzwonił pan, który ostrzył noże. Daliśmy mu wszystkie noże
      z domu i było pięknie, jak kiedyś :)

      Ja bym jeszcze z wymierających czynności wymieniła cerowanie wszelkich ubrań, a
      także szycie nowych rzeczy ze starych, jeśli się zniszczyły tu i ówdzie.
      No i prucie wełnianych swetrów i dzierganie nowych :)
      Oraz generalnie sztuka dziergania, obecnie praktykowana tylko przez moją babcię
      (jesli chodzi o rodzinę oczywiście)
      • brillen Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.03.07, 21:13
        Który krawiec podjąłby się dzisiej przenicować garnitur męski. Przenicować, to
        znaczy rozpruć do ostatnigo szwa, odwrócic na lewą stronę a następnie zeszyć.
        Taki garnitur wyglądał jak nowy, bo ten "wychodzony" był na drugiej,
        niewidocznej stronie.
        • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.08, 20:34
          brillen napisał:

          > Który krawiec podjąłby się dzisiej przenicować garnitur męski.
          > Przenicować, to znaczy rozpruć do ostatnigo szwa, odwrócic na lewą
          > stronę a następnie zeszyć.

          Być może podjąłby się tego Pan z zakładu "Poprawki krawieckie" w Krakowie na ul.
          Konarskiego, w suterenie.
      • babiana Re: Domowe czynności na wymarciu... 19.03.07, 16:36
        Cerowalo sie na grzybku do cerowania. Uczono nas na pracach recznych. Nigdy
        jednak nie posiadlam tej sztuki.
      • babiana Re: Domowe czynności na wymarciu... 19.03.07, 16:43
        Trzepanie dywanow na sniegu. Przed swietami Bozego Narodzenia. Wynosilo sie na
        snieg i trzepalo trzepaczka. Pozniej przesuwalo sie w czysty snieg i tak do
        momentu kiedy plama na sniegu byla wzglednie biala. Pozniej caly snieg przed
        domem byl w takie szare kwadraty.Pewnie teraz nikt juz tego nie robi.U mnie w
        domu byl to coroczny rytual.
        • magd.a.s Re: Domowe czynności na wymarciu... 18.02.08, 10:16
          Ja tak robię, problem tylko w tym iż od dwóch lat nie było u mnie
          śniegu:). Zresztą ostatnio w telewizji oglądałam program o
          mieszkaniach i był tam poruszany temat dywanów, jeden ze sprzedawców
          polecał ten patent szczególnie jeśli mamy dywan wełniany.
      • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.08, 20:30
        promyczek_k napisała:
        > No i prucie wełnianych swetrów i dzierganie nowych :)

        Po śmierci Mamy zostało w szafie kilka ogromnych worków takich pozaczynanych i
        nie pokończonych rzeczy - nowych z wełny odzyskanej po spruciu czegoś innego.
    • ampolion Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.03.07, 22:14
      Przynoszenie węgla z piwnicy.
      Palenie w piecu.
      • maary5 Re: Domowe czynności na wymarciu... 10.03.07, 11:11
        Na wiosnę,przed Wielkanocą,generalne sprzatanie-otwieranie podwójnych okien
        (mieszkałam w starej kamienicy i takie okna były zakładane na zimę i jeszcze
        watą uszczelniane żeby zatrzymać cenne
        ciepło),mycie,szorowanie,wietrzenie,trzepanie,pranie,suszenie wreszcie na dworze
        (jak pachniało takie prania...)naciąganie
        poscieli,maglowanie,pastowanie,froterowanie,noszenie firanek do ramowania.Teraz
        tez widac kobiety myjace okna i słychac trzepanie dywanów,ale nie jest to tak
        masowe jak kiedyś.I jeszcze noszenie ciasta na blachach do piekarni i latanie
        sprawdzać czy juz wyszły z pieca :)
      • a_weasley Re: Domowe czynności na wymarciu... 11.03.07, 12:10
        ampolion napisał:

        > Przynoszenie węgla z piwnicy.

        Powiem teściowej, żeby mnie więcej nie posyłała po węgiel, bo to przeżytek.

        > Palenie w piecu.

        A w to to chyba teściowa nie uwierzy...
    • babiana Re: Domowe czynności na wymarciu... 10.03.07, 11:52
      Wiorkowanie parkietow.Pamietam jak moja kolezanka musiala wiorkowac parkiety ,
      ktore nie byly lakierowane. Stala na tych wiorkach i posuwala je stopami. Cos
      tak jak to nozne froterowanie.Pozniej pastowalo sie. Teraz pewnie nikt juz tego
      nie robi.A propos podgrzewania pasty, to moja mama, tez o malo co nie spalila
      mieszkania. Wybuchlo na cala kuchnie i skonczylo sie to malowaniem.
      • luccio1 Pasta "Agata" 10.03.07, 15:56
        W butelce - o konsystencji rzadszej, niż zwykła pasta do podłogi. Na początku
        miała łagodny zapach terpentyny, potem dodali czegoś ostrego...
        Tą pastą po kawałku polewało się parkiet i najpierw szorowało szczotką, a potem
        zbierało pastę razem z brudem ligniną. Tak kawałek po kawałku. Kiedy podłoga
        wyschła, pastowało się "normalną" pastą i na koniec froterowało.
        Czego dzisiaj nie mogę zrozumieć: tak samo traktowało się u mnie w domu kawałki
        podłogi ukryte normalnie np. pod tapczanami - które się wysuwało co najmniej
        dwa razy na rok: przed Bożym Narodzeniem i przed Wielkanocą. Wtedy jeden pokój
        robiło się dwa, a nawet trzy dni (najpierw miejsca pod meblami, potem dopiero
        tzw. "plac").
        • jorn Re: Pasta "Agata" 10.03.07, 19:43
          Wymontowywanie kopułki rozdzielacza i wieszanie jej pod okapem nad kuchenką
          gazową w celu wysuszenia, aby produkt sowieckiego przemysłu motoryzacyjnego był
          łaskaw odpalić (dzisiejsze silniki już nie mają tej części).
          • zakrocka Re: Pasta "Agata" 10.03.07, 22:15
            pracuje w sklepie spożywczym i wielu ludzi pyta o pastę Agata.wiec chyba nie
            wszystkie produkty PRL przeszły di lamusa.Coś w tym jest.
          • a_weasley Suszenie kopułki przeżytkiem? 11.03.07, 12:07
            jorn napisał:

            > Wymontowywanie kopułki rozdzielacza i wieszanie jej pod okapem nad kuchenką
            > gazową w celu wysuszenia, aby produkt sowieckiego przemysłu motoryzacyjnego był
            > łaskaw odpalić (dzisiejsze silniki już nie mają tej części).

            Mają, mają. I
            I też jak jest porządnie wilgotno, to bywają kłopoty. Na szczęście te mniej
            zaawansowane konstrukcje to nawet w takim miejscu, że można ją wymontowac.
            Podobnie wymontowywanie akumulatora i jego wynoszenie na noc do domu przy
            silnych mrozach sprawdza się tak samo. Tak, wiem, teraz są dobre samochody,
            dobre akumulatory... ale już niejeden dobry samochód z dobrym akumulatorem
            pomagałem odpalać.
            Tyle, że za komuny mało kto miał prostownik.
            • luccio1 Stacjonarne ładowanie akumulatora 11.03.07, 15:13
              Pamiętam jak najbardziej z domu rodzinnego - Siostra miała "Ładę". Zawsze,
              kiedy miała w planie dalszy wyjazd przy użyciu samochodu, a temperatura była w
              nocy około 0°, jeśli nie niżej, zabierała akumulator do domu na noc. Ładował
              się całą noc, stojąc na brytfance ustawionej na niskim taboreciku - przewody od
              niego biegły na blat szafki spiżarnianej pod oknem, gdzie stał prostownik,
              włączony do sieci za pośrednictwem "półstałego" łącza mojej roboty (z gniazdka
              wyprowadzony kawałek sznura, zakończony kontrwtyczką). Skutek finansowy takiego
              łądowania rozkładał się jakoś tam na cały rok (spisywano tylko raz do roku, i
              to oba liczniki: elektryczny i gazowy, na raz - płaciło się razem jakąś tam
              kwotę co miesiąc, wydrukowaną na blankietach "książeczki wpłat" - sposób jej
              naliczenia pozostawał tajemnicą).
              • a_weasley Re: Stacjonarne ładowanie akumulatora 12.03.07, 09:37
                luccio1 napisał:

                >
                > Skutek finansowy takiego łądowania rozkładał się jakoś tam na cały rok

                i na pewno był korzystniejszy niż gdybyś tego nie robił, bo albo tę samą energię
                miałeś z gniazdka, albo z prądnicy. Z gniazdka była i jest tańsza niż z benzyny.
            • mister1 Re: Suszenie kopułki przeżytkiem? 14.03.07, 19:28
              mam nadal prostownik - co prawda go chyba od cwiercwiecza nie uzylem...
            • zigzaur Re: Suszenie kopułki przeżytkiem? 21.01.09, 10:18
              Bo "łady" i "polskie fiaty" były produkowane na licencji włoskiego FIATA (po
              niemiecku: Fehler In Allen Teilen) czyli samochodu pomyślanego na klimat
              neapolitański, genueński, sardyński czy kalabryjski a w każdym razie nie na
              północnoeuropejski.
      • goskaa.l Re: Domowe czynności na wymarciu... 17.04.09, 10:22
        > Wiorkowanie parkietow. Pozniej pastowalo sie. Teraz pewnie nikt juz tego
        > nie robi

        Robi, robi. Tylko wiórki muszę kupować w Niemczech lub zastępować je skrobakami
        ze stali nierdzewnej, a na pastę, która się teraz nazywa woskiem do drewna,
        polować w Castoramie (nie zawsze mają).
    • luccio1 Cerowanie 11.03.07, 15:38
      Dziś już chyba nikt nie ceruje dziur, których długość i szerokość wynosi
      średnio 2 długości igły - a kiedyś tak się robiło. A przecież jeszcze z
      początku lat 70. pamiętam mamę mego kolegi klasowego ("byłą ziemiankę"), stale
      zajętą taką właśnie pracą przy bieliźnie dzieci - i własnej... Przy takiej
      pracy, odbywanej na siedząco, przy stole, w ciepłym kręgu światła lampy, można
      było rozmawiać - w kuchni przy garnkach było już trudniej.
      Mnie Mama uczyła cerowania na dziurach w skarpetkach, gdzie można było sięgnąć
      igłą od brzegu do brzegu.
      A kto jeszcze pamięta, żeby np. od koszuli, która idzie "na szmaty", odpruć
      guziki?
      • maary5 Re: Cerowanie 12.03.07, 08:56
        "A kto jeszcze pamięta, żeby np. od koszuli, która idzie "na szmaty", odpruć
        guziki?"-ja pamietam :).Po co mi wprawdzie takie ilosci wszelakich guzików to
        sama nie wiem,ot przyzwyczajenie.
        • luccio1 Re: Cerowanie 19.02.08, 13:46
          Pamiętam.
          Mam do dziś dwa pudełka z guzikami: w jednym "białe", w drugim "czarne".
      • yanga Re: Cerowanie 01.02.08, 21:32
        Ba, kto dziś umie cerować? Ja umiem. To była zmora mojego
        dzieciństwa - bo cerując, nie można było czytać, a radia nie
        mieliśmy. A guziki oczywiście ciągle odpruwam i też mam całe pudełko.
      • yanga Re: Szycie lalkom ubranek 01.02.08, 21:52
        Każda szanująca się panna w wieku od 7 do 12 lat miała pudełko ze
        szmatkami. Chodziło się z takim pudełkiem na podwórko (do
        koleżanki), oglądało się, wymieniało, projektowało kreacje i szyło.
        Ja w dzieciństwie nigdy nie byłam w tym dobra, zwłaszcza w krojeniu
        zawsze coś spaprałam, a potem była rozpacz. Ale jak moja własna
        córka dorosła do stosownego wieku, to kiedyś całe dwutygodniowe
        wczasy spędziłyśmy na obszywaniu Barbich - wtedy jeszcze nie było
        gotowych strojów w sprzedaży, a jeśli, to brzydkie i koszmarnie
        drogie. Córka, baaardzo już dorosła, przechowuje te lalczyne stroje
        do dzisiaj, absolutnie nie chce się z nimi rozstać. Nie chwaląc się,
        są naprawdę śliczne i pięknie wykończone. Sama ma dwunastoletniego
        syna i raczej nie zanosi się na jakieś zmiany, ale może kiedyś
        dorobi się wnuczki? Pamiętam też, że jak sama miałam około siedmiu
        lat, sąsiadka kupiła lalkę naguska dla swojej siostrzenicy i
        własnoręcznie sporządziła tej lali całą wyprawkę, którą zapakowała
        do ślicznego kuferka i podarowała tej dziewczynce na imieniny. Ależ
        jej zazdrościłam!
      • iberka Re: Cerowanie 19.02.08, 13:20
        moja mama do dzis tak robi i jeśli przyjeżdża do domu a ja akurat
        coś wyrzucam to mówi żeby wypruc guziki i suwaki :)

        Iza
      • zwierze_futerkowe Re: Cerowanie 21.02.08, 16:59
        Z koszuli, która idzie na szmaty, guziki odpruwam wyłącznie ze względów
        praktycznych - żeby np. czegoś nimi nie porysować przy używaniu tejże szmaty.
        Ale moja mama do końca swoich dni nie potrafiła zrozumieć, dlaczego wyrzucam do
        kosza podarte rajstopy (nie z jednym małym lecącym oczkiem, tylko z dziurą jak
        pięć złotych!). Ona była przyzwyczajona, że rajstopy się ceruje do upadłego, bo
        z kupieniem nowych był problem.
        Albo gromadzenie słoików i zakrętek. Cokolwiek się kupowało w słoiku, był on
        potem starannie myty i odnoszony do piwnicy, gdzie czekał na sezon przetworów.
        Przyznaję, że to mi zostało - też wykorzystuje słoiki po czymś tam, zamiast
        kupować w sklepie nowe. (Bo przetwory robię, a jakże!)
        Natomiast całkiem niedawno zdołałam się "wyleczyć" z gromadzenia reklamówek i
        innych woreczków foliowych wszelkich kształtów i rozmiarów. Bo w PRL-u po
        warzywa czy owoce trzeba było zwykle chodzić z własną torebką.
    • brillen darcie i czytanie gazety w kiblu. 11.03.07, 15:49
      ..a pamiętacie zawieszoną na gwoździu w sraczyku pocięta gazetę? W higienicznym
      sraczyku jeszcze było czuć lizol a w kącie stało "berło"-szczotka.
      • jaremax Re: darcie i czytanie gazety w kiblu. 11.03.07, 16:27
        Pamiętam organizowanego u mnie na wsi Św. Mikołaja ,był w przebraniu biskupa :-
        ) A teraz ? Mikołaj heh amerykancki tfu ;-)
        • minerwamcg Re: darcie i czytanie gazety w kiblu. 14.03.07, 18:33
          Nie tylko na wsi! Na zabawie noworocznej (!!!) w zakładzie pracy u mamy w
          latach 70. był prawdziwy Mikołaj w biskupich szatach. Miał infułę z dyskretnie
          naszytym krzyżem (bo Mikołaj Mikołajem a ideologia ideologią) i pastorał.
      • luccio1 Serwetki jako chusteczki higieniczne 11.03.07, 16:28
        Kolorowe serwetki pochodzące z paczek zagranicznych, już wielekroć wysłużone na
        stole, poplamione kawą, herbatą, sosami, a potem pieczołowicie wysuszone i
        pokrojone nożyczkami na mniejsze kawałki - znajdowały się w torebkach
        eleganckich pań, pełniąc rolę podręcznego papieru toaletowego. Widywałem nie
        raz takie serwetki w użyciu w latach 80., kiedy jedna czy druga pani w
        kostiumie i kapeluszu na głowie, która wyszła tylko na chwilę z kolejki, żeby
        przykucnąć w najbliższym kątku - wyjmowała potem taką serwetkę z torebki...
    • brillen Szyby myło się kiedyś denaturatem ... 18.03.07, 00:51
      Wiosna idzie, Wielkanoc się zbliża, trza myć okna. Szyby myło się kiedyś
      denaturatem a przecierało zmiętą gazetą.
      • luccio1 Re: Szyby myło się kiedyś denaturatem ... 18.03.07, 12:03
        Później był taki płyn do mycia szyb, zapomniałem, jak się nazywał - miał drugie
        alternatywne zastosowanie - "wewnętrzne", i z tego powodu głównie był masowo
        wykupywany.
        • engidu Kryształek nt 12.05.07, 20:05
          • renia.s14 Re: Kryształek nt 18.11.07, 20:59
            A ja pamiętam jak w sobotę po wysprzataniu przez mamę każdego kątka
            zabierała sie do nakrecania włosów na metalowe wałki.Włosy moczyła w
            piwie.Zakładała chustkę na głowę i aż tak do niedzieli aż wychodziła
            do kościoła Może to nie było takie złe bo pamietam że mama miała
            piękne włosy czego nie mogę powiedzieć o sobie
            • ggigus i ja okrylam po latach piwo na wlosy 18.11.07, 22:27
              jest 100 lepsze niz wszystke pianki do wlosow i lakiery
        • minerwamcg Re: Szyby myło się kiedyś denaturatem ... 14.05.07, 16:23
          "Kryształ" się nazywał :)
          • cereusfoto Re: Szyby myło się kiedyś denaturatem ... 22.06.07, 11:10
            Niektórzy używali go do "innych" celów ( czyt. konsumpcyjnych ).
    • goaa Re: Domowe czynności na wymarciu... 19.03.07, 15:06
      Tak na szybko przypomniało mi się:
      -haftowanie serwetek
      -maszyna do szycia w kazdym domu
      -wystawianie butelek na mleko
      -bardzo długa obróbka termiczma jedzenia np.gotowanie zupy min.1h
      -niemieszanie surówek
      -nie jedzenie ciepłego chleba,ciasta
      -nie popijanie wodą owoców i wogóle brak tzw.mineralnej
      -jakieś proszki do zębów
      -wirowanie prania w wirówce z NRD
      -plukanie firan w soli
      -trzepanie dywanów
      -znajomości od kioskarki po Komitet Miejski wiadomej partii

      jak sobie coś przypomnę to dopiszę....
      • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 19.03.07, 16:48
        Dopisuję:
        - domowa produkcja sera białego z kwaśnego mleka - kiszonego również w domu
        - domowa produkcja świateł na groby
        - domowa produkcja ciast-andrutów z masą karmelowo-cytrynową ("kajmakiem")
        • weisefrau Re: Domowe czynności na wymarciu... 21.06.07, 20:24
          Pranie we Frani z gotowaniem bielizny w kotle i płukaniem w kadziach, noszenie
          jej do ręcznego magla chyba zanika, ale pasta do podłogi i krochmal? Wypraszam
          sobie, stosuję z zapałem i nie wybieram się lakierować parkietu.
          • daria45-net Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.08, 21:17
            Boze Narodzenie, jak juz sie zasiadlo do stolu to wszystkie potrawy
            smakowaly piec razy lepiej niz dzisiaj. Wszystko bylo zdobyte. Np
            zdobycie karpia przed swietami graniczylo z cudem. Karpie w
            pawilonie fruwaly w powietrzu. Cwiartka swini obowiazkowo, ale za
            sledziami i wedlinami trzeba bylo juz zaliczyc tasiemcowa kolejke.Za
            to Swieta przez to byly jakies wyjatkowe.

            Kapiel byla przewaznie raz na tydzien. Wlosy mylo sie tez przewaznie
            raz na tydzien bo podobno czestrze mycie im szkodzilo.
      • horpyna4 Re: Domowe czynności na wymarciu... 21.06.07, 21:08
        O, to jeszcze sobie coś przypomniałam - dekatyzowanie tkanin.
        Za wczesnego i średniego peerelu odzież sprzedawana w sklepach była tragicznej
        jakości. Na szczęście w tamtych czasach trafiały się jeszcze dobre, a niedrogie
        krawcowe. Ale jak się kupiło materiał, to trzeba było go najpierw zmoczyć,
        wysuszyć i przeprasować. Niektóre potrafiły się skurczyć na jednym metrze nawet
        do 10 cm - wyobrażacie sobie, jak wyglądałaby po pierwszym praniu kiecka z
        niedekatyzowanego materiału? Zresztą te kupione w sklepie tak się właśnie
        zachowywały, po pierwszym praniu były "na młodszą siostrę".
      • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 19.02.08, 13:39
        > -wirowanie prania w wirówce z NRD

        Pamiętam z domu inaczej. Już na schyłku PRL: pralka automatyczna bez wirowania
        (wyrób NRD, marka bodaj FORON czy jakoś podobnie) - i po praniu wirowanie w
        polskiej wirówce ŚWIATOWID.
      • daria45-net Re: Domowe czynności na wymarciu... 08.03.08, 21:08
        Teczki w kioskach ruchu, w ktorych kioskarka odkladala dla nas
        deficytowe gazety. Zalozenie takiej teczki nie bylo proste, trzeba
        bylo znac pania kioskarke, dac jej jakis prezent. Z casem jak
        odkladala coraz mniej gazet trzeba bylo znow dac prezent.
      • jolunia01 Re: Domowe czynności na wymarciu... 11.04.08, 19:24
        goaa napisała:

        > Tak na szybko przypomniało mi się:
        > -haftowanie serwetek
        > -maszyna do szycia w kazdym domu

        Haftuję do dziś.Maszyne tez mam - bardzo przydatne urządzenie.

        > -bardzo długa obróbka termiczma jedzenia np.gotowanie zupy min.1h

        No, bo jak inaczej ugotować prawdziwą zupę.

        > -plukanie firan w soli
        > -trzepanie dywanów

        Fakt, teraz są specjalne sole do firan, ale dywany nadal trzepię -
        żadne odkurzanie się tak dobrze nie sprawdza.

        > -znajomości od kioskarki po Komitet Miejski wiadomej partii

        Może bez znajomości, ale nadal mam teczkę w kiosku, dzieki temu nie
        muszę pamietać, jaki tytuł kiedy sie pojawia, a i zamówione gazety
        czekają na mnie, kiedy wyjeżdżam na kilka czy nawet kilkanascie dni.
        Co do Komitetu - wiadoma partia tylko inaczej się nazywa, ale tam
        znajomosci nie szukam.
      • tymon99 Re: Domowe czynności na wymarciu... 27.07.13, 23:27
        maszyny do szycia właśnie wróciły do łask.
    • luccio1 Impregnowanie butów 24.03.07, 20:36
      Impregnowanie butów pokostem lnianym na gorąco.
      Tato traktował tak swoje "traktory" do chodzenia w jesieni - oraz swoje i moje
      buty zimowe.
      Była to dobra zabawa na cały wieczór.
    • qwak Re: Domowe czynności na wymarciu... 26.03.07, 21:00
      Cześć!
      Ja pamiętam:
      - wielką szklaną butlę na wodę i naboje z CO2, do domowego wyrobu wody sodowej;
      - smażoną kaszankę, wtedy mi smakowała, a teraz sam zapach odstrasza;
      - wyjadanie arbuza aż z białym miąższem;
      • letalin Re: Domowe czynności na wymarciu... 27.03.07, 15:29
        i naboje z CO2, do domowego wyrobu wody sodowej;

        Woda sodowa wraca. W drogim sklepie w Szwecji widziałem ustrojstwo do robienia
        tego napoju z klasycznymi nabojami CO2. Kosztowało ok. 1000PLN w przeliczeniu.
    • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 27.03.07, 21:18
      Kiszenie barszczu czerwonego z buraków. Żona ciągle to robi - specjalnie dla
      mnie (barszcz jest do picia na surowo).
    • luccio1 Wyciąganie pościeli 03.07.07, 22:25
      "Wyciąganie" czyli rozciąganie prześcieradeł, kopert (poszew), poszewek na
      poduszki zdjętych ze strychu i pokropionych przed chwilą wodą. Miało na celu
      wyprostować, na ile się dało, fałdy "zaprasowane" podczas schnięcia na sznurze -
      czynność poprzedzająca zaniesienie pościeli do magla.
      Robiłem to zawsze wraz z Mamą. Było przy tym niemało zabawy, kiedy np.
      ciągnąłem tak mocno, że zaczynałem jechać w stronę Mamy na pantoflach po
      parkiecie - i trochę kłopotu: do największych kopert pokój okazywał się
      cokolwiek za krótki...
      • atela Re: Wyciąganie pościeli 20.09.08, 20:00
        No właśnie - moja babcia nosiła pościel i firanki do magla (bawełniane firanki
        były naciągane na specjalną ramę)
        Później mama i ja nosiłyśmy do prasowalni
        • woman-in-love Re: Wyciąganie pościeli 21.09.08, 15:21
          używało się "farbki" w proszku do nadania bieliżnie olśniewającej białości,
          nazywało się to chyba "ultramaryna" i nie daj Boże, żeby się rozsypało w
          łazience. mama to jakoś przecedzałoa przez szmatkę, pamiętam te śmieszne szmatki
          z ganatowo-fioletowym kleksem w środku.
          • minerwamcg Re: Wyciąganie pościeli 21.09.08, 22:38
            Zgadza się. Ultramaryna. U nas w domu nazywało się to "ultrakaśka" :)
    • brillen Re: Domowe czynności na wymarciu... 04.07.07, 14:34
      Czy dzisiaj jeszcze ktoś robi prawdziwe dżemy? Mieszało się warząchwią,
      mieszało...podgrzewało, przypalało garnek. Dwa, trzy dni to trwało a teraz
      żelfix pierdziu do owoców i dżemik gotowy.
      • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 04.07.07, 19:24
        Pamiętam robione w ten sposób konfitury z wiśni - które najpierw trzeba
        było "wydrelować", tj. usunąć z nich pestki (służył do tego rozgięty częściowo
        spinacz do papieru).
        • yanga Re: Domowe czynności na wymarciu... 02.01.08, 22:41
          No i ja tak robię do dziś. Spinaczem właśnie. I jeszcze dreluję
          dereń, w porównaniu z tym wiśnie to pestka :-)
      • zwierze_futerkowe Re: Domowe czynności na wymarciu... 21.02.08, 17:06
        A idź mi z tym dżemikiem z żelfixu, pulpa to jest, a nie dżemik! Ani smaku, ani
        zapachu...
        • ffurieuse Re: Domowe czynności na wymarciu... 03.03.08, 23:03
          zwierze_futerkowe napisała:

          > A idź mi z tym dżemikiem z żelfixu, pulpa to jest, a nie dżemik! Ani smaku, ani
          > zapachu...

          No właśnie ta "pulpa" ma i smak i zapach - smak i zapach owoców, a nie jest
          wysmażoną do szczętu koncentracją cukru. Nigdy nie znosiłam wymęczonych kilkoma
          godzinami smażenia dżemów i jestem piekielnie wdzięczna za możliwość jedzenia
          "pulpy".
          • zwierze_futerkowe Re: Domowe czynności na wymarciu... 10.03.08, 20:51
            ffurieuse napisała:

            >
            > No właśnie ta "pulpa" ma i smak i zapach - smak i zapach owoców, a nie jest
            > wysmażoną do szczętu koncentracją cukru. Nigdy nie znosiłam wymęczonych kilkoma
            > godzinami smażenia dżemów i jestem piekielnie wdzięczna za możliwość jedzenia
            > "pulpy".

            To spróbuj tym nadziać pączki albo struclę i zobaczysz, jak Ci się rozpaćka. A
            cukru wcale nie ma w tym mniej niż było w smażonych.
          • jolunia01 Re: Domowe czynności na wymarciu... 11.04.08, 19:38
            ffurieuse napisała:

            > zwierze_futerkowe napisała:
            >
            > > A idź mi z tym dżemikiem z żelfixu, pulpa to jest, a nie dżemik!
            > > Ani smaku, ani zapachu...
            >
            > No właśnie ta "pulpa" ma i smak i zapach - smak i zapach owoców,
            > a nie jest wysmażoną do szczętu koncentracją cukru. Nigdy nie
            > znosiłam wymęczonych kilkoma godzinami smażenia dżemów i jestem
            > piekielnie wdzięczna za możliwość jedzenia "pulpy".

            No cóż, każdy je co uważa, jednak nie wmówisz mi, że czujesz
            PRAWDZIWY smak wiśni, śliwek (powidła smaży się bez cukru),
            truskawek czy malin, że nie wspomnę o dzikiej róży. Ja robię np. sok
            z malin na surowo, galaretkę z czarnej porzeczki na surowo,
            konfiturę z róży na surowo, gararetkę z mirabelek bardzo krótko
            smazona z cukrem i wiele innych PRAWDZIWYCH przetworów. A jak sobie
            pomyslę o tych "domowych" sokach ze sklepowej półki, które
            niezaleznie od smaku (wisnia, malina, truskawka itp.) składaja sie
            głownie z soku z aronii, wody, cukru i konserwantów to mi się
            niedobrze robi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka