21.12.07, 21:04
karp kupowany tydzień/dwa przed wigilią, moczący się w wannie. Ew.
uśmiercony tuż po zakupie i wepchany do zamrażalnika / wywalony na
balkon (za okno)

i temat-rzeka: zakupy :))
"handlowa sobota"
wędliny - za "moich" :) czasów była JEDNA szynka, polędwica

dom pachnący pastą do podłogi

na choince (prawdziwym drzewku) świeczki

Mama (lekarz), która pracowała świątek/piątek i znajdywała (między
pracą w szpitalu, dyżurami, ekstra pracą w przychodni pracowniczej)
czas na przygotowanie tego wszystkiego
Obserwuj wątek
    • hajota Re: święta 21.12.07, 22:13
      a zające za oknem albo na balkonie pamiętacie?
      • tamsin Re: święta 21.12.07, 22:19
        nie tylko zwisajce zajace pamietam, czasami jakies dzikie ptaszysko
        kruszylo sie za oknem :-)

        Oprocz stania w kilometrowej kolejce za karpiem, moim zajeciem przed
        swietami bylo wyszukanie twarogu pelnotlustego w okolicy. Zwyle
        mozna bylo dostac chudy ale mamie potrzebne byly dwa opakowania
        tlustego. Nigdy jej swiatecznego sernika nie moglam tknac bo
        wygladal jak cialo ludzkie, ale co sie nachodzilam za tym twarogiem
        to moje.
        • luccio1 Re: święta 23.12.07, 01:44
          "Tatuś poszedł stanąć za rybami" -
          - jak długo jeszcze będzie wiadomo, o co to chodziło?

          Inne rzeczy też pamiętam doskonale. Zapach świeżej pasty do podłóg
          ponad tydzień przed - bo pastowało się w maleńkich pokojach
          wszystko - także miejsca pod ciężkimi meblami typu tapczan,
          wersalka...
          Obowiązkowe mycie okien - nawet gdy na polu było kilka stopni
          poniżej zera.
          Ubieranie drzewka na zmianę z kręceniem maku przez maszynkę do
          mięsa - na drobniutkim sitku.
          I Wigilia, której nie dawało się nigdy zacząć wcześniej niż o ósmej-
          dziewiątej wieczorem. I pierwsza łyżka z barszczem, trzęsąca się w
          ręce
          (zmęczenie ustępowało dużo, dużo później - właściwie dopiero w Drugi
          Dzień Świąt).
          • mister1 cytrusowy luxus 24.12.07, 08:22
            ten zapach pasty do podlog tez pamietam,pamietam tez zapach
            obieranych pomaranczy, zazwyczaj tylko na swieta udawalo sie ten
            owoc kupic (1 pamaranczka na osobe, niekiedy bywaly tez mamndarynki).
    • luccio1 Twaróg tłusty 24.12.07, 12:21
      Do sernika był potrzebny niekwaśny. "Trafienie" właściwego było
      loterią - podobnie jak znalezienie transportera, w którym śmietana w
      butelkach jeszcze się nie skwasiła.
      I jedno, i drugie - nigdy nie było wiadomo kiedy, w którym sklepie...
    • izabelski Re: święta 25.12.07, 01:20
      oraz zyczenia - Dosiego/Do siego/Do Siego roku

      nadal nie znam pochodzenia tego swieckiego zyczenie Bozonarodzeniowego
      • hajota Re: święta 25.12.07, 11:46
        Staropolskie.

        "Do siego roku «dosłownie: do tamtego (przyszłego) roku - życzenia doczekania
        następnego roku, składane na Nowy Rok"
        (Uniwersalny słownik języka polskiego)
        Tu więcej: www.obcyjezykpolski.interia.pl/?md=archive&id=46
    • aankaa Re: święta 25.12.07, 23:53
      lata (świetlne) temu - w każdym oknie pokoju (teraz
      zwanym "salonem", czyt: dużym/balkonowym) choinki
      wczoraj/dziś wieczorem - ciemności (wyjechali ?)
    • luccio1 Świeczki na drzewku 10.01.08, 21:55
      Zawsze były i są prawdziwe: i w domu rodzinnym, i teraz w moim domu.
      Zawsze towarzyszyły śpiewaniu kolęd późnym popołudniem albo
      wieczorem - a jeśli nie śpiewaniu kolęd, to słuchaniu ich z płyt.
      Dawniej zawsze starałem się dopalić świeczki do końca, tak by zgasły
      same, bez dmuchania: koło maleńkiego błękitnego płomyczka chodziło
      się napalcach; wydawało mi się, że gdybym taki ledwo drgający
      płomyczek ostatecznie zadusił, chociażby nieostrożnym oddechem,
      byłoby tak, jakbym kogoś zabił.
      Oczywiście, czasem zdarzało się, że trzeba było gasić, i to szybko -
      gdy płomyk z dogasającej świeczki pochwycił gałązkę - ale to
      zdarzało się rzadko, w końcu: znam się na rozmieszczaniu świeczek
      względem gałęzi i ozdób, wiem, że niektóre gałązki trzeba powycinać
      zaraz na początku, inne poobłamywać później, gdy drzewko zacznie już
      obsychać... Pamiętam, jak raz, jeszcze zanim zacząłem szkołę,
      zbliżyłem za bardzo do dogasającej świeczki drewnianego
      cepeliowskiego ptaszka - ptak był ciekawski i "za karę" opalił sobie
      dziób. Potem przez lata myślałem, że ten ptak dawno temu przepadł -
      aż 7 lat temu, wypakowując się po przeprowadzce, znalazłem go wśród
      rzeczy zalegających na starym mieszkaniu piwnicę przez ostatnie 30
      lat, spakowanych jeszcze przez Tatę - i teraz jest na moim drzewku
      znów co roku, razem z czterema braćmi.
      (Elektryczność była na naszym drzewku kiedyś - ale lampki zawsze
      były upchane w głębi, blisko pnia; poza tym, gdy zapalaliśmy
      świeczki na kolędy, lamki elektryczne przedtem gasiliśmy).
    • luccio1 Chwila wytchnienia 13.01.08, 13:09
      Chwila, w której świat zwalnia swój bieg.
      W tamtych dawnych czasach mogłem to dobrze odczuwać dzięki układowi
      ferii szkolnych:
      20 albo 21 grudnia po raz ostatni - i "żegnaj, szkoło!" aż do dnia
      po Trzech Królach, czyli najwcześniej 7 stycznia. Później, gdy Trzej
      Królowie przestali być w kalendarzu dniem zaznaczanym czerwono,
      ferie trochę się skróciły i do szkoły szło się 5, czasem 4
      stycznia...
      Zawsze jednak pozostawał nienaruszony spokojny okres między Bożym
      Narodzeniem a Sylwestrem i Nowym Rokiem.
      Tak samo było podczas studiów - tyle, że tutaj nad całym
      świętowaniem wisiał cień sesji zimowej i poprzedzających ją zaliczeń
      (w szkole zresztą również był cień - klasyfikacji przedokresowej;
      jedno i drugie zaczynało się, z gwałtownym przyspieszeniem, około
      połowy stycznia).
      I teraz udaje mi się mieć "ferie Bożonarodzeniowe" - dzięki
      konieczności likwidowania resztek urlopu za rok bieżący.
    • czekolada72 Re: święta 05.03.08, 09:11
      Zaczynało się od listu do Gwiazdki, pisanego zaraz po wizycie
      Mikołaja, gdzie naczelnym punktem byly kilogramy mandarynek! To byl
      nieziemski rarytas :)
      potem - porzadki - najbardziej utkwilmi widok mojego taty
      pastujacego podlogi
      przygotowania w kuchni - tak, ze babcia i mama padały ze zmeczenia
      choinka, z dlugimi cukierkami-paluszkami i austriackimi czekoladkami
      w bajkowo-swiatecznych kształtach
      kolorowe, niezwykle banki, od wujka, ktory miał wytwornie tychze
      Wigilia i Swieta - gwar, szalenstwo, brak czasu - to juz nie wroci,
      odeszły tamte czasy, na zawsze odeszli tamci Ludzie...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka