04.06.11, 10:22
To co dla jednych jest czymś najbardziej normalnym i oczywistym w świecie dla mnie jest czymś nieosiągalnym.Nigdy nie miałam paczki znajomych,o przyjacielu nawet nie wspomnę.Z marzeń o byciu z kimś już niemal zrezygnowałam,ale z brakiem zwykłych ludzi do pogadania czy do wyjścia pogodzić się nie mogę.Nie ma chyba nic bardziej dołującego niż przesiedzenie weekendu w domu bo nie ma się nikogo z kim można by gdzieś wyjść.Zauważyłam że ludzie na tym forum i podobnych narzekają przede wszystkim na brak partnera bo chyba takich nieudaczników jak ja co nawet znajomych by nie mieli to nie ma.Problemem może jest też mój wiek bo mam już swoje lata a w tym wieku jest już ciężej kogoś poznać.Tak czy inaczej nie mogę pojąć jak to jest,że jedni mają znajomych na pęczki a inni niemal żadnych.Co ciekawe zauważyłam,że ci samotni często są bardzo fajnymi ludzmi a ci którzy tego problemu nie mają nie raz są pokrzywieni.Mi ludzie nie raz mówią że jestem fajna,że niczego mi nie brakuje i dziwią się ze jestem sama.Ja jednak juz wkręcam sobie najgorsze rzeczy na temat siebie bo przecież musi być jakaś przyczyna.Moze ktoś mi wytłumaczy jak to jest ze jeden ma tysiąc znajomych a drugi np dwóch bo ja tego nie ogarniam.
Obserwuj wątek
    • herkus-monte Re: znajomi 04.06.11, 10:53
      Mam takie dyskretne pytanie. A masz jakies hobby, swoje zainteresowania czy dziwne potrzeby etc?
      • mimoza_online Re: znajomi 04.06.11, 11:50
        Mam wiele zainteresowań.Dziwne potrzeby? To mnie zaskoczyłeś,raczej nie zauważyłamsmile
    • xzarovichx Re: znajomi 04.06.11, 11:47
      Ja nie mam w ogóle znajomych i zupełnie się do tego przyzwyczaiłem. A młodzikiem to już nie jestem i większość ludzi w moim wieku ma już poukładane życie i własnych znajomych.
      • mimoza_online Re: znajomi 04.06.11, 11:54
        To widzę że ktoś też tak ma.Z tym że ja nie mogę się do tego przyzwyczaić bo jestem towarzyską osobą,nie lubię siedzieć w domu i jednak to poczucie że nikomu na mnie nie zależy jest na maksa dołujące.
        • xzarovichx Re: znajomi 04.06.11, 14:35
          Przyzwyczaiłem się bo nie miałem innego wyjścia. Nie twierdzę że jest mi z tym dobrze, ale jakoś oswoiłem tę swoją samotność.

          Wydaje mi się że nie można być osobą towarzyską i nie mieć znajomych. W tym chyba jakaś sprzeczność jestsmile
    • yzek Re: znajomi 04.06.11, 11:54
      > takich nieudaczników jak ja co nawet znajomych by nie mieli to nie ma

      Są, są. Rzadko, ale spotykało się z tymi i owymi, ale jakoś się nigdy nie czułem wśród "swoich". Tak było od zakończenia znajomości szkolno-podwórkowych.

      Y.
      • mimoza_online Re: znajomi 04.06.11, 11:59
        i co myślicie,że jest to kwestia pecha,nietrafienia na odpowiednich ludzi czy jakichś niedostatków osobowości?
    • lolcia-olcia Re: znajomi 04.06.11, 14:38
      fajna.. każda mówi, że jest fajna...
      • mimoza_online Re: znajomi 04.06.11, 14:57
        ja nie mówię, fajność to też pojęcie względne.
    • baenzai Re: znajomi 04.06.11, 15:26
      Ja zawsze miałem tylko takie powierzchowne znajomości, takiej prawdziwej paczki znajomych nigdy nie posiadałem. Co prawda np. na studiach trzymałem się z pewną grupką ludzi, ale nasza znajomość raczej nie wychodziła poza uczelnię (w wolnym czasie widywaliśmy się rzadko a na coś takiego jak np. wspólne wakacje nie było co liczyć).

      Zresztą zauważyłem, że zazwyczaj towarzyskość, liczba znajomych są wprost proporcjonalne do powodzenia u płci przeciwnej. Nawet jak koleś jest niezbyt przystojny albo dziewczyna niezbyt ładna ale za to już od podstawówki byli gwiazdami klasowymi, brylowali w towarzystwie itp to najczęściej nie mają też problemów ze znalezieniem partnera/partnerki.
      • anirat Re: znajomi 04.06.11, 18:13
        Znajomosci trzeba pielęgnować, myślę, ze nie potrafimy należycie dbać o znajomych, przyjaciół. Teraz dodatkowo kontakty międzyludzkie, albo ich namiastka przeniosły się do wirtualnego świata, więc jeszcze trudniej mieć realnych znajomych czy paczke przyjaciół. Na pewno jest to w jakimś stopniu zależne od nas samych.
        Wystarczy popatrzeć na to co tutaj się dzieje. Kontakty netowe, trudno przeniesć do relanego życia, a jeśli nawet się uda, to trudno je rozwijać i pielęgnować. Podobno niektórym się udaje.
        • mr.kev Re: znajomi 04.06.11, 22:49
          Ano trzeba pielęgnować. Nie jest tak, że na studiach zgłaszają się ludzie i mówią "to my, jesteśmy fajni, będziemy się spotykać, gadać, imprezować, jeździć na wakacje".
          Nie zawsze w ogóle da się do ludzi przebić , nawet jak wydają się fajni ...nieraz trzeba w nich wpakować dużo czasu, pracy, być tym pierwszym, co się odzywa, proponuje, wyciąga, nie zniechęca się..plusy..dwa - trzy lata i można mieć nawet i przyjaciół
    • noajdde Re: znajomi 05.06.11, 00:03
      "bo chyba takich nieudaczników jak ja co nawet znajomych by nie mieli to nie ma" - niestety są.
    • ayel45 Re: znajomi 05.06.11, 00:06
      piszesz
      ...mam już swoje lata...
      i prawdopodobnie gdzieś pracujesz, chyba są tam jacyś ludzie? nie rozmawiacie ze sobą?
      no i masz już kilku znajomych.
      mieszkasz gdzieś? masz sąsiadów? omijasz ich szerokim łukiem? to przestań. Zacznij od "dzień dobry" i uśmiechu, potem banalnie o pogodzie...
      masz jakieś zainteresowania? zapisz się gdzieś, choćby na kółko lepienia babek z piasku
      też jestem nieśmiały ale postanowiłem przestać odpuszczać
      bo wziąłem sobie do serca taką radę/ made in demotywatory /
      Każdy z nas chciałby kochać i być kochanym. Tylko niektórych ogarnia strach, że zostaną odepchnięci. Wtedy właśnie szukamy wymówek w wyglądzie, braku czasu, tłumaczymy sobie, że nie jesteśmy gotowi.
      A gdy jesteśmy gotowi to jest już za późno.
      Masz tylko jedno życie !!
      Ryzykuj ku*wa !!!
      powodzenia smile
      jak chcesz mieć pierwszego znajomego, napisz do mnie wink
      • mimoza_online Re: znajomi 05.06.11, 09:30
        Dzięki za motywujący wpissmile.Tak,pracuję ale tam wszyscy mają już rodziny,dzieci i z nimi spędzają czas.Mieszkam w bloku gdzie są sami starsi ludzie ale nie omijam ich łukiemsmile.
        Paru znajomych mam ale rzadko się spotykamy, są to bardzo luzne znajomości.Co do tych różnych kursów to sprawa jest trochę utrudniona bo teraz ledwo wiążę koniec z końcem a za wszystko trzeba płacić.Chodziłam juz swymi czasu na różne i może jestem wyjątkowo nieudana ale nie udało mi się z nikim tam zapoznać.Miałam wrażenie ze nikomu nawet nie chce się z nikim gadać,każdy tylko wpada i wypada.Czasem idę do klubu czy na koncert ale nie wiem czy wypada podejść do obcej osoby i zacząc gadkę tak od czapy.Obawiam się ze spaliłabym się ze wstydu i zostałabym wzięta za kosmitę.No i przede wszystkim nie wiedziałabym co mam mówić.Mam wrażenie ze ludzie są bardzo pozamykani na innych ale może tylko stwarzają takie pozory.A co do tego starania się to nie może być tak,że tylko ty się odzywasz i coś proponujesz a druga osoba ciągle odmawia,obie strony muszą chcieć.Ale i tak chyba wydrukuje sobie Twój post i będę co rano wbijac do głowysmile.
        • atatinka Re: znajomi 05.06.11, 10:03
          Droga Mimozo, czy napisałaś do kolegi którego wpis chcesz sobie wydrukować? Proponował ci to, może to zrobiłaś choć nie ujawniłaś się z takim zamiaremsmile Pytam bo często gęsto gadamy, że nie mozemy nikogo poznać, nie mamy przyjaciół a jak sie trafia okazja to z niej nie korzystamy. W ogóle często poprzestajemy na gadaniu a liczą się czyny przecież. Na forum często padają deklaracje i ludzie CHCĄ się poznawać. A Nie chodzi o to żeby CHCIEĆ ale zeby ROBIĆ TO. Pozdrawiam
          • mimoza_online Re: znajomi 05.06.11, 10:41
            Ja już na niejednym spotkaniu forumowym byłam i mnóstwo razy umawiałam się przez net ale rzadko coś z takich znajomości wynika, ludzie nie podchodzą do tego na poważnie,mam wrażenie,że sami nie wiedzą czego chcą albo że szukają nie wiadomo czego.Do kolegi nie napisałam bo zerknęłam na wizytówkę i widzę ze jest z wrocławia a ja jestem z warszawy.Ale jakby kiedyś się tu pojawił to możemy się zgadaćsmile
            • atatinka Re: znajomi 05.06.11, 14:26
              Hmm nie wiem czemu nic nie wychodzi z tych spotkań. Tak jest że nie kazdy do każdego pasuje i nie z każdym ma się ochotę przyjaźnić. Nie wiem jak od strony tych ludzi z ktorymi ci nie wyszło, tzn. z jakiego powodu nie kontynuowali znajomości z tobą ale jak to wygladało z twojej strony. Czy po jakimś spotkaniu czułaś, że z tym czlowiekiem chciałabyś spotkac sie jeszcze nie raz? Czy okazywałaś to i czy wychodziłaś z inicjatywą kontynuowania kontaktu? A jeżeli to nie tajemnica to ile masz lat i czy masz dzieci?
            • ayel45 Re: znajomi 09.06.11, 01:35
              witam ponownie
              uczysz się tej mojej maksymy ale już zdążyłaś znaleźć kilka niezłych wymówek
              posłuchaj także rad w innych postach
              z lublina do warszawy wcale nie jest tak daleko / przynajmniej dla mnie / bywam tam od czasu do czasu
              a forum nie jest dobrym miejscem na pisanie poradnika wink
              pozdrawiam smile
        • herkus-monte Re: znajomi 05.06.11, 10:07
          Czasem idę do klubu czy na koncert ale nie wiem czy wypada podejść do obcej osoby i zacząc gadkę tak od czapy.Obawiam się ze spaliłabym się ze wstydu i zostałabym wzięta za kosmitę

          Jak Ciebie wezma za kosmitke i sie posmieja to dobrze wink z czasem smiech zamieni sie w fascynacje Twoja osoba wink No coz malo jest kosmitek na ty ziemskim padole big_grin
          A ja gralem sobie wczoraj w siatkowke z kumplami z mlodzienczych lat spod trzepaka - smiechu, wspomniej i piwa co nie miara wink
          Pozdrawiam i trzymaj sie mocno
        • lolcia-olcia Re: znajomi 05.06.11, 10:35
          Pewnie, że wypada!!! Ja gadułą jestem, sama zaczepiam/zagaduję ludzi. Jeszcze nigdy nikt mnie nie wyśmiał, wręcz przeciwnie zawsze podejmują rozmowę. Przełam się, a zobaczysz, że to nic strasznego.
          • mimoza_online Re: znajomi 05.06.11, 10:56
            tak myślisz? to może rzeczywiście warto się przełamać.ja mam wątpliwości bo nigdy mi się nie zdarza by ktoś nieznajomy tak po prostu podszedł do mnie i zagadał chyba,że jakaś babcia na przystankubig_grin.No i w grę raczej tylko jakaś dziewczyna by wchodziła bo facet mógłby pomyśleć ze go podrywam co sprawi ze akcja będzie tym bardziej żenująca.Obawiam się najbardziej tego że po jakimś neutralnym tekście typu ładną dziś pogodę mamy zapadnie cisza bo niestety mistrzynią elokwencji nie jestem, po czym spłonę ze wstydu.Raz już tak miałam że zamieniłam z nieznajomą dwa zdania ale po tym zwyczajnie nie wiedziałam co mówić i ona też więc na tym się skończyło.A przecież żeby coś z tego było to nie wystarczy tylko pogadac ale trzeba się kontaktem wymienić, dla mnie to już wyższa szkoła jazdysmile
            • lolcia-olcia Re: znajomi 05.06.11, 11:02
              nie wiem w pociągu, autobusie, windzie nawet siedząc w knajpie potrafię do kogoś zagadać... różnie ludzie reagują, ale nikt nigdy nie zignorował mnie. Nie robię tego by kogoś "poderwać", wynika to raczej z faktu, że dużo mówię... Warto przełamać się, może nie od razu będzie Ci to wychodziło, ale od czegoś trzeba zacząć wink powodzenia!
              • mimoza_online Re: znajomi 05.06.11, 11:08
                dzięki smile
            • xzarovichx Re: znajomi 05.06.11, 11:45
              Jestem pod wrażeniem że ktoś ma problemy podobne do moich. Bo zwykle nikt nie jest w stanie pojąć że trudność sprawia mi to co dla wielu innych ludzi jest zwyczajne i oczywistesmile
            • tentwoj Re: znajomi 05.06.11, 16:06
              mimoza_online napisała:
              > tak myślisz? to może rzeczywiście warto się przełamać.ja mam wątpliwości bo nig
              > dy mi się nie zdarza by ktoś nieznajomy tak po prostu podszedł do mnie i zagada
              A mi się zdarzyło, że chciałem zagadnąć, tylko nie wiedziałem, jak i później tylko pretensje do siebie.

              > No i w grę raczej tylko jakaś dziewczy
              > na by wchodziła bo facet mógłby pomyśleć ze go podrywam co sprawi ze akcja będz
              > ie tym bardziej żenująca.
              No właśnie - dziewczyna nie zagadnie, facet też się boi powiedzieć coś głupiego i idą sobie grzecznie w przeciwne strony.
              • lolcia-olcia Re: znajomi 05.06.11, 16:29
                i tracą możliwość poznania kogoś interesującego wink
                • tentwoj Re: znajomi 05.06.11, 20:25
                  tak, a później lądują na jakimś forum lub innym jeszcze gorszym miejscu smile
                  • lolcia-olcia Re: znajomi 05.06.11, 20:58
                    najgorszym z najgorszych sposobów poznawania nie jest chyba forum... znam gorsze sposoby wink
                    • tentwoj Re: znajomi 06.06.11, 11:42
                      lolcia-olcia napisała:
                      > najgorszym z najgorszych sposobów poznawania nie jest chyba forum... znam gorsz
                      > e sposoby wink

                      Forum ma jednak ten drobny mankament, że przeważnie pozostaje tylko w świecie wirtualnym.
                      Co według Ciebie jest gorsze od forum?
                      • lolcia-olcia Re: znajomi 06.06.11, 20:26
                        Kilka osób poznanych na forum poznałam w realu, więc Twoja teoria o wirtualnych znajomych mnie nie dotyczy.

                        Co do gorszych rzeczy...kluby, swatanie przez rodzinę czy czasem nawet znajomych...
        • xzarovichx Re: znajomi 05.06.11, 11:42
          Ooo właśnie! Z tymi kursami itp to dokładnie tak jest. Ludzie przychodzą i wychodzą, każdy w swoją stronę. I nikomu nic się nie chce, nawet jeśli coś proponujesz to zawsze jest olewka.

          Zaczepianie obcych to ciężka sprawa, tutaj trzeba mieć jednak talent żeby umieć nawiązać (i podtrzymać) rozmowę z kimś kogo widzisz pierwszy raz w życiu. A z doświadczenia wiem że to przeraźliwie trudne, zwłaszcza gdy druga strona nie jest skora do rozmowy.

          • mr.kev Re: znajomi 05.06.11, 14:34
            Ja jestem zdecydowanie zbyt nieśmiała na zagadywanie na ulicy czy dawanie w necie ogłoszeń w stylu "Chce ktoś ze mną iść dziś do muzeum?", bo efekt jest taki, że lądujesz z totalnie obcą osobą i nic.
            Za to naprawdę polecam uporczywe nawiązywanie i podtrzymywanie (tak!!) kontaktu z ludźmi, których się już poznało i wydają się sympatyczni. Koleżanka z pracy? ze studiów? współlokatorzy i ich znajomi? dzieci znajomych Twoich rodziców? znajomi rodzeństwa? Chyba, że jesteś totalnym pechowcem, jedynakiem, któremu los podarował kawalerkę, do której nie wciśniesz współlokatora, a zarazem osobą, która żyje z odsetek kapitału, bądź nie spotyka w pracy ludzi, niczego się nie uczy, rodzinę ma nietowarzyską i żadnych znajomości ocalałych z czasów edukacji szkolnej... no, wtedy to naprawdę pozostaje zagadywanie i net.
            • xzarovichx Re: znajomi 05.06.11, 17:16
              Na własnym przykładzie mogę powiedzieć że:
              - nie mam żadnych znajomości z czasów szkolnych czy studenckich
              - nie mam rodzeństwa
              - mam bardzo małą rodzinę (praktycznie żadnych kuzynów czy kuzynek, trzech których znam wyjechało zagranicę na stałe i kontakt się urwał)
              - w pracy cały czas ci sami ludzie, totalnie niezainteresowani jakimkolwiek nawiązywaniem czy utrzymywaniem nieco bliższej znajomości (w sumie to się nawet nie dziwię, musimy się oglądać przez 8h dzień w dzień więc można odczuć przesyt)
              - wynalazki typu kursy, szkolenia się w moim przypadku nie sprawdzają (pisałem wyżej)
              • mr.kev Re: znajomi 05.06.11, 17:19
                Mieszkasz sam i nie chcesz sobie nikogo dobrać jako współlokatora?
                • mr.kev Re: znajomi 05.06.11, 17:23
                  ... bo ja tak miałam po zmianie miasta, jak roślinka wyrwana z korzeniami, totalna łobrzydliwa pustka, nie było do kogo paszczy otworzyć po zajęciach, bo ludzie niezainteresowani socjalizowaniem się...
                  trzeba było zmienić mieszkanie na żywsze, od razu się poprawiło, serio.

                  a tak to się spotykałam z jedną jedyną osobą przez rok, czasem na jakiś obiad czy coś, w porządku dziewczyna ale o tak specyficznym charakterze i innym światopoglądzie, że wiedziałam, że przyjaźni z tego nie będzie.
                  kiepsko było, ale się udało wyjść z tej sytuacji. z koleżanką oczywiście nadal się widujemy, ale już nie tylko z nią jednąsmile
                  • xzarovichx Re: znajomi 05.06.11, 18:00
                    Ja bym chętnie zmienił miasto bo tutaj kompletnie, nic poza przyzwyczajeniem, mnie nie trzyma.
                    Niestety dziwnym trafem nigdzie mnie nie chcą hehe. Ale to już inna kwestia i inny temat.
                    • mr.kev Re: znajomi 05.06.11, 18:10
                      Wnioskuję, że masz jakiś rzadki zawód, na który nie wszędzie jest zapotrzebowaniesmile
                      • xzarovichx Re: znajomi 05.06.11, 18:55
                        Niezupełnie. Wykonuję zawód niespecjalnie związany z posiadanym wykształceniem, a w tym zawodzie właśnie wskazane jest dobre wykształcenie kierunkowe. No i nie jestem jakiś szczególnie błyskotliwy. To mniej więcej tyle.
                        A zapotrzebowanie jest bardzo duże tylko rzecz jasna nie na takich jak ja.
                        • mr.kev Re: znajomi 06.06.11, 18:12
                          I see. No niestety, w dzisiejszych czasach mało kogo chcą do pracy, raczej trzeba się powpraszać i powciskać. Nawiasem mówiąc, jakoś tak "nigdzie mnie nie chcą" brzmi dużo smutniej niż "musiałbym dłużej poszukać niż inni", nie sądzisz?
                          Tak czy inaczej, szczerze i z całego serca polecam współlokatorówsmile
                          pozdrowienia
                          • xzarovichx Re: znajomi 06.06.11, 19:32
                            Hyhy wiesz, ja nie z tych którzy wyślą jedną cefałkę i płaczą że nikt się nie odezwał. Ja tego wysłałem przez ostatni rok naprawdę niemało, głównie do największych miast (choć nie tylko). Ale tak jak mówiłem - konkurencja w tej branży jest ogromna, zwłaszcza w dużych miastach.
                            A ja nie mam atutów którymi mógłbym pokonać młodszych kontrkandydatów po dobrych uczelniach i zdecydowanie lepszymi kwalifikacjami. Dlatego moje dokumenty lądują w wirtualnym koszu. Ale to jest zupełnie inny temat.
                            • mr.kev Re: znajomi 06.06.11, 20:32
                              Ano tak. A zakładanie własnej firmy w nowym mieście też niełatwe.
                              • xzarovichx Re: znajomi 06.06.11, 20:35
                                Niestety nie każdy nadaje się na przedsiębiorcę.
              • oszukany.32 Zrzędzisz.... 05.06.11, 20:54
                Ja mam
                rozbitą rodzinę
                brata daleko
                wujostwo kuzynostwo i babcię za oceanem
                znajomych z dzieciństwa daleko w Polsce i UK (na podwórku gdzie mieszka około 300 osób nie ma żadnej dziewczyny smile w wieku pow. 12 smile a średnia wieku to 55)
                kolegów z dalszych lat j.w. i jak dalej
                znajomych z pracy pow. 40
                znajomi z poprzedniej pracy "dzieciaci"
                zostaje lokal, impreza, i tam zawsze "ktoś" się znajdzie. Tylko jaki poziom?

                A chodzę też do bibliotek, sklepów, na kursach też byłem, i nic. Mimo iż nie mam problemu z pogadaniem zagadaniem. Na imprezie nie mam problemu z pogadaniem i potańczeniem zwykle to ja jestem "atakowany". Tylko co z tego, jak to wszystko nie to.

                Z wiekiem wymagania wzrastają niestety. I to źródło męki. Skoro tyle lat tak naprawdę nikt mnie nie zechciał, to jak mnie kiedyś zechce, to chciałbym żeby to był ktoś, dla którego warte była to męka czekania, A więc tzw. ideał. Ideału nie ma, a więc finał wiadomy. sad
                • oszukany.32 Re: Zrzędzisz.... 05.06.11, 20:55
                  to do xzarovichxa oczywiście smile
                  • lolcia-olcia Re: Zrzędzisz.... 05.06.11, 21:01
                    tu roztrząsany jest "problem" ludzi, którzy nawet zagadać się boją...

                    hahaha w pracy... u mnie na 89 osób w biurze jest 7 mężczyzn, reszta to kobiety a średnia ich wieku jakieś 45l jak nic staropanieństwo mi grozi big_grin
                    • noajdde Re: Zrzędzisz.... 05.06.11, 21:30
                      To ja was przebijam. U mnie w całym zakładzie są dwie kobiety. Jedna i druga ma już dwójkę dzieci tongue_out A z tymi wszystkimi kursami to jedna wielka lipa. Widział ktoś kiedyś na jakimś kursie samotną kobietę? Na kursie szydełkowania może albo lepienia ciastek, to nie dla mnie.
                      • lolcia-olcia Re: Zrzędzisz.... 05.06.11, 21:35
                        kobiety w naturze pojawiają się w stadach, nie ma przekonania do kursów...
                        • noajdde Re: Zrzędzisz.... 05.06.11, 22:21
                          Kobiety w ogóle wydają mi się zjawiskiem bardzo rzadkim. Wolne są tylko wirtualną fikcją.
                          • lolcia-olcia Re: Zrzędzisz.... 05.06.11, 22:24
                            hahaha tak Ci się tylko wydaje, jest na wiele i zadają pytania gdzie można poznać wolnych facetów...
                            • xzarovichx Re: Zrzędzisz.... 05.06.11, 22:29
                              W pewnym wieku (powiedzmy ok 30) jest ich naprawdę mało. Zresztą....wtedy to w ogóle mało jest niesparowanych osób (chyba że przez krótki czas albo jeśli ktoś jest wzorcowym singlem).
                              • lolcia-olcia Re: Zrzędzisz.... 05.06.11, 22:38
                                mhm ok do 30tki trochę mi jeszcze została, ale mam sporo wolnych znajomych w tym wieku z tym, że niektórzy są już z odzysku wink
                                • xzarovichx Re: Zrzędzisz.... 05.06.11, 23:01
                                  Właśnie. Jak się trafiają to prawie zawsze z odzysku i nierzadko z bagażemwink
                                  Oczywiście nie liczę różnorakich odpadów których nikt nie chce.
                                  U mnie statystyki są nieszczególne bo jeśli wziąć pod uwagę wszystkich młodych (w okolicach 30) ludzi których obecnie znam to tylko jedna osoba jest prawdopodobnie sama.
                                  • lolcia-olcia Re: Zrzędzisz.... 05.06.11, 23:17
                                    to chyba ja mam więcej wolnych znajomych... porażające, nie masz na poznanie kogoś nowego przy zajętych znajomych
                                    • xzarovichx Re: Zrzędzisz.... 05.06.11, 23:21
                                      Na to akurat niewiele mogę poradzić
                                      • lolcia-olcia Re: Zrzędzisz.... 05.06.11, 23:23
                                        spoko wkręcę Cię do mojego grona ;D
                                        • xzarovichx Re: Zrzędzisz.... 05.06.11, 23:35
                                          Jasnesmile Chyba coś za dużo dziś wypiłaśsmile
                                          • lolcia-olcia Re: Zrzędzisz.... 05.06.11, 23:42
                                            ? wody chyba,
                                            • xzarovichx Re: Zrzędzisz.... 05.06.11, 23:44
                                              Czystej wody bez dodatków? Hmmm no dobra, niech Ci będziesmile
                                              • lolcia-olcia Re: Zrzędzisz.... 05.06.11, 23:54
                                                MIneralna gazowana ;p nie wierz co mówią na dzielni, ja tylko wodę pijam wink
                                                • xzarovichx Re: Zrzędzisz.... 06.06.11, 00:07
                                                  Wątpięwink
        • ayel45 Re: znajomi 09.06.11, 01:10
          witaj
          przez dwa dni nie miałem czasu tu zaglądać a sporo się wydarzyło
          napisałaś:
          >Mieszkam w bloku gdzie są sami starsi ludzie ale nie omijam ich łukiemsmile.<
          to masz okazję trochę się przełamać, starsi ludzie z reguły chętnie rozmawiają. Kto powiedział, że na początek nie możesz mieć takich znajomych, tylko szczerze i zaangażuj się trochę w ich problemy

          > Paru znajomych mam ale rzadko się spotykamy, są to bardzo luzne znajomości.<
          to na co czekasz aż się całkiem rozlecą, proponuj spotkania, może nie każde dojdzie do skutku
          ale znajomi zobaczą, że Tobie na nich zależy...

          > różnych kursów <
          nie chodzi dosłownie o kursy, są różne stowarzyszenia, kluby....

          > Czasem idę do klubu czy na koncert ale nie wiem czy wypada podejść do obcej osoby i zacząc gadkę tak od czapy.Obawiam się ze spaliłabym się ze wstydu i zostałabym wzięta za kosmitę.<
          W lublinie mieszkam od 3 lat i przez pierwsze 1,5 roku żyłem sobie samotnie. Obecnie mam kilku znajomych i aby ich poznać byłem jak to nazywasz kosmitą kilkadziesiąt razy
          ale opłaciło się smile

          >No i przede wszystkim nie wiedziałabym co mam mówić.<
          z kobietami to chyba można nawet o modzie, chyba, że myślisz tylko o poznawaniu chłopaków ....
          >obie strony muszą chcieć.<
          a właśnie, że nic nie muszą, ale trzeba próbować: raz, potem drugi, trzeci.... ja odpuszczam
          po 7 / szczęśliwa liczba he,he /

          >Ale i tak chyba wydrukuje sobie Twój post i będę co rano wbijac do głowysmile.<
          Byłbym zaszczycony gdybyś jednak się przełamała i napisała do mnie parę słów
          pozdrawiam wink
    • lolcia-olcia Mam coś ;D 05.06.11, 22:17
      znalezione na innym forum www.fastdates.com.pl/
      • tentwoj Re: Mam coś ;D 06.06.11, 11:48
        lolcia-olcia napisała:
        > znalezione na innym forum www.fastdates.com.pl/

        I co, próbowałaś już?
        Piszą, że "wynika, że w dużych miastach singlem jest co trzecia osoba między 24 a 36 rokiem życia" to znaczy, że aż 2/3 nie są?
        • baenzai Re: Mam coś ;D 06.06.11, 15:48
          tentwoj napisał:

          > Piszą, że "wynika, że w dużych miastach singlem jest co trzecia osoba między 24
          > a 36 rokiem życia" to znaczy, że aż 2/3 nie są?

          A co w tym dziwnego? Większość ludzi w tym wieku kogoś ma. To jest oczywiste dla każdego, nawet bez sięgania po badania, ankiety czy statystyki. Wystarczy się rozejrzeć po swoich kuzynach czy znajomych.

          Notabene według innej statystyki (już nie pamiętam gdzie ją widziałem) 90-95% ludzi wchodzi prędzej czy później w jakiś związek. Czyli ja muszę byc bardzo żałosny skoro nigdy z nikim nie byłem i należę do tej mikroskopijnej mniejszości.wink
        • lolcia-olcia Re: Mam coś ;D 06.06.11, 20:29
          nie próbowałam, ale nie mówię nie ...
          Z tego co widzę po mnie i moich znajomych <warszawa> singli jest więcej - nie wierz we wszystkie opublikowane przez kogoś głupoty wink
          • tentwoj Re: Mam coś ;D 07.06.11, 14:28
            lolcia-olcia napisała:
            > nie próbowałam, ale nie mówię nie ...
            Właściwie nie wiem, na czym to konkretnie polega poza tym, że się spotykają w jakimś lokalu

            > Z tego co widzę po mnie i moich znajomych <warszawa> singli jest więcej
            > - nie wierz we wszystkie opublikowane przez kogoś głupoty wink
            Do tego, co ludzie mówią i piszą przeważnie podchodzę z lekkim dystansem (papier wszystko przyjmie, mikrofon i dysk twardy też)
            • lolcia-olcia Re: Mam coś ;D 07.06.11, 23:38
              oj tam oj tam ;p

              sprawdź lepiej @
              • tentwoj Re: Mam coś ;D 08.06.11, 15:47
                lolcia-olcia napisała:
                > oj tam oj tam ;p
                > sprawdź lepiej @

                "Zaczynamy zabawę! Panie siadają przy swoich stolikach, Panowie dosiadają się do Pań i po upływie 7 minut (na sygnał) wstają i przesiadają się do kolejnej Pani. W ten sposób każda Para będzie miała okazję porozmawiać ze sobą."

                Tylko,że ja się wstydzę i potrzebuję przynajmniej 10 minut żeby się odezwać a tu musiałbym w 7 minut zbajerować dziewczynę. Wolałbym już pastwić się nad jedną niewinną owieczką
                • lolcia-olcia Re: Mam coś ;D 08.06.11, 23:03
                  w amerykańskich filmach jest zawsze tak, że już po kilku sekundach zakochują się w sobie... może coś do picia dosypują ;D
    • a-g-l-a-j-a Re: znajomi 06.06.11, 23:07
      Problemem jest wiek(?) Nie przesadzaj... Kiedyś też sądziłam, że to już nie czas na jakieś głębsze znajomości, przyjaźnie, bo takie prawdziwe nawiązywało sie w piaskownicy, przedszkolu, nooo może jeszcze na studiach, ale teraz przed 30? Uważałam, ze nie ma mowy, by to było możliwe. A jednak... Jestem typem samotnika, czasami gaduły /kiedy potrafię łapać byle kogo, zeby sie wygadać/ ale zazwyczaj uciekam od ludzi jak mi sie znudzą, nie bardzo potrafię pielęgnować znajomości... I dziwnym trafem posiadając wyjątkowe predyspozycje do braku dobrych znajomych czy przyjaciół, a do nawiązywania jedynie powierzchownych znajomości, znalazłam ludzi, którzy stali się bliscy... Powoli uswiadamiam sobie jak bardzo, i jak bardzo cieszę się, ze są... Ze wiedzą, iż czasami nie można się ode mnie odczepić, a innym razem trzeba mnie na siłę wyciągać z domu.. że nie poddają się i SĄ, że się martwią, ze się cieszą...

      I wiesz co jeszcze(?) Przygarnij jakiegoś psiaka.. gwarantuję, że grono znajomych Ci się powiększy... i szanse na bliższe, ciekawe znajomości także są smile
      • xzarovichx Re: znajomi 06.06.11, 23:37
        Ja na przykład nie znalazłem takich ludzi. Tu nie ma reguły, jednemu się uda innemu nie.

        Posiadanie psa gwarantuje znajomych? Oooo to ciekawe. Naprawdę. Mam psa od 10 lat, chodzę z nim na spacery i nie zauważyłem żeby w jakimkolwiek stopniu to było pomocne. Niestety ale nie wszystko się sprawdza w każdym przypadku.
        • a-g-l-a-j-a Re: znajomi 07.06.11, 00:21
          Wiem Zaro, ze nie ma reguły... Ja nie szukałam ludzi, a okazało się, w trudnym dla mnie momencie, ze oni są, że im na mnie zależy... I coś co brałam za zwykłą znajomość nieoczekiwanie przeradza się w przyjaźń, taką prawdziwszą i dojrzalszą niż te wcześniejsze... Teraz dostaję smsa z trzema słowami: "pamiętaj, ze jestem (jesteśmy)" i to czasami wystarcza... I mam z kim procenty pochłaniać i ma mnie kto "opieprzyć", ze za dużo piję wink

          A pies... hmm.. zacznij zagadywać ludzi z psami na spacerach. Ja nie zagaduję i nie zaczepiam, moja Mała robi to za mnie, i mnie zaczepiają, bo przecież psiak jest słodki.. nawet dzisiaj powiększyłam znów w ten sposób moją książkę adresową w telefonie...
          A jestem w zupełnie obcym dla mnie mieście, nie wychowywałam się tu, nie studiowałam tu, nie miałam tu zadnych znajomych poza ludźmi, których miałam mozliwość poznać w obecnej pracy czy sąsiadami... Więc Zaro, nie marudź wink
          • mimoza_online Re: znajomi 07.06.11, 10:51
            to pozazdrościć,nie każdy ma to szczęściesmile.A co do psa to zdecydowanie nie jest dobry pomysł, brać na siebie taką odpowiedzialność tylko po to,że a nuż dzięki temu się kogoś pozna? Pies to nie zabawkasmile
            • mr.kev Re: znajomi 07.06.11, 19:12
              Pies nie zabawka, ale jednak towarzysz smile
              Tylko mieszkając solo trzeba mieć kogoś na wszelki wypadek do opieki nad psiakiem. Czasem są sytuacje tak awaryjne... i wtedy jeśli rodzina jest daleko, to wtedy naprawdę trudno zorganizować zwierzakowi opiekę.
              Już nie mówię o głupich sprawach typu wakacjewink
          • xzarovichx Re: znajomi 07.06.11, 21:58
            Właśnie, nie ma reguły. Kiedy szukałem ludzi, to nie znalazłem ich, kiedy nie szukałem to osiągałem takie same efekty. U mnie jest jakieś cholerne coś co sprawia że to wszystko nie działa.

            Zagadywanie ludzi.......tego to ja akurat nie umiem (tak samo jak np. nie umiem malować).
            A mnie nikt nigdy nie zagaduje, nieważne czy na spacerze z psem czy w pociągu (ewentualnie czasem sąsiad w windzie)

            A co ma do tego miasto? Ja tutaj i tak nikogo nie znam więc co za różnica? Jestem oswojony z otoczeniem, ale to wszystko. Równie dobrze mógłbym mieszkać od dzisiaj w innym mieście i miał bym dokładnie taką samą liczbę znajomych czyli zero.

            • mr.kev Re: znajomi 08.06.11, 19:31
              Ludzie są w ogóle trudni w obsłudze. Nikt nigdy nigdzie nie powinien mówić, że jest inaczej. Ja tylko wiem, że wolę w swoim życiu się poobijać, pomęczyć, pokłócić, potęsknić niż zrezygnować. Z ludzi. Nawet zapoznając ich na imprezach czy odzywając się po 10 latach do kolegi ze studiów można nawiązać czy odświeżyć jakieś znajomości.
              • xzarovichx Re: znajomi 08.06.11, 20:38
                Oczywiście. Ale trzeba mieć odwagę żeby na jakieś imprezy (co to właściwie są imprezy? Bo po raz ostatni to chyba na studniówce byłem) samemu chadzać i potem zaczepiać zupełnie obcych ludzi którzy akurat niekoniecznie muszą mieć ochotę na zaczepianiesmile
                I trzeba też mieć znajomych ze studiów czy szkoły żeby się do nich odezwać. A ja ich akurat nie mam bo nigdy się z nikim nie przyjaźniłem. Tak więc nawet nie mam czego odświeżać.
                • mr.kev Re: znajomi 08.06.11, 23:03
                  Wolontariat?
                  • xzarovichx Re: znajomi 08.06.11, 23:09
                    Nie mam na to zupełnie czasu. Zresztą wystarczy mi że wolontariat w pracy uprawiamwink
                    • mr.kev Re: znajomi 08.06.11, 23:15
                      A dla znajomych miałbyś czas?
                      • xzarovichx Re: znajomi 08.06.11, 23:22
                        A czy znajomi mieli by czas dla mnie?
                        • mr.kev Re: znajomi 09.06.11, 15:07
                          A to jest odwracanie kota ogonem smile
                          Proces jest taki, że najpierw masz czas dla ludzi, a potem dopiero znajomych. Nigdy odwrotnie. Bo niby jak miałoby to zadziałać? wink Siedzi sobie X. w domu/pracy i nie ma czasu, a ludzie się sami garną drzwiami i oknami?
                          • xzarovichx Re: znajomi 09.06.11, 16:50
                            To nie jest odwracanie bo posiadanie czasu musi działać w obie strony. Co z tego że ja go będę miał jeśli moi hipotetyczni znajomi już nie?
                            Żeby mieć znajomych to najpierw trzeba umieć nawiązywać znajomości, a potem je utrzymywać czy też rozwijać. Ja takiej sekretnej umiejętności nigdy nie nabyłem, więc nawet sobie mogę być wśród setek tysięcy ludzi i nic z tego nie wyniknie. Ale tego oczywiście nikt nie potrafi pojąć i tylko muszę czytać teksty w stylu "wyjdź do ludzi". To tak jak choremu na depresję powiedzieć żeby wziął się w garść.
                            • mr.kev Re: znajomi 09.06.11, 18:39
                              Nie, to nie jest tak, że Ty masz czas i hipotetycznych znajomych. Najpierw masz czas, a potem dopiero znajomych, i to nie hipotetycznych, tylko prawdziwych. To tak jakbym ja cały czas rozważała, nie wiem, swoją pracę jako przedstawiciel handlowy (choć nie mam prawa jazdy) i wymyślała za, przeciw, sposoby jak to osiągnąć i porównywała pensje. Jeśli 1. nie masz czasu to 2. nie będziesz mieć znajomych tak samo jak ja 1. nie mając prawa jazdy 2. nie zostanę przedstawicielem handlowym i nie mam co roztrząsać plusów i minusów zawieszenia w służbowym oplu corsa.

                              I nie mam zamiaru raczyć Cię poradami, jak się z kimś zakolegować (nie jestem psychologiem, nie wiem co mogłoby pomóc, jeśli chciałbyś się z kimś zakolegować), tylko uświadomić Ci tę zależność, czy się przyda czy nie - to już inna sprawa smile
                              • xzarovichx Re: znajomi 09.06.11, 20:44
                                Ta zależność, jakkolwiek możliwe że całkowicie trafna, w moim przypadku nie ma większego znaczenia. Dlaczego? Dlatego że ilość czasu nie jest istotna jeśli nie ma możliwości zdobycia owych znajomych. Posługując się Twoją analogią - co z tego że mam prawo jazdy, ale nie mogę zostać przedstawicielem bo żadna firma nie chce mnie zaprosić na rozmowę choć intensywnie rozsyłam cv?smile
                                • mr.kev Re: znajomi 10.06.11, 12:08
                                  Hm, czy z tej analogii mam wywnioskować, że intensywnie próbujesz się zaprzyjaźniać z ludźmi, a oni Cię ignorują?
                                  • xzarovichx Re: znajomi 10.06.11, 17:11
                                    Tak też niestety było.
                                    Często mnie zastanawia dlaczego mam takie problemy. Co takiego i w jaki sposób robią inni ludzie że nie są zupełnie sami? Ja przypuszczam że to brak zarówno umiejętności jak i doświadczenia, które to powinno się kiedyś, w młodszym wieku nabyć.
                                    Jeśli ktoś nigdy nie nawiązywał znajomości to skąd ma wiedzieć jak to robić?
                                    • mr.kev Re: znajomi 11.06.11, 18:23
                                      Nie wiem; może coś wiem intuicyjnie, ale pewnie nie umiałabym tego na forum rozpisać.
                                      Na pewno trzeba się starać, używać empatii, nie myśleć tylko o sobie, nie chcieć mówić tylko o sobie ale też o innych, być raczej przyjaznym, nie wywlekać wszystkich swoich problemów naraz (nie mówię, żeby fałszywie zgrywać wesołka, ale ludzie nie lgną do marudwink), coś mówić, czasem odezwać się do kogoś i coś zaproponować jako pierwszy, a nie tylko dawać się gdzieś zaprosić...
                                      • xzarovichx Re: znajomi 11.06.11, 19:57
                                        To jakoś nie działa. Na co dzień raczej zgrywam wesołka, absolutnie nie wyskakuję z problemami. I to często ja wychodziłem z inicjatywą. Tylko co z tego? Mam zmuszać ludzi skoro oni nie chcą? Mam coś robić na siłę? Mam zaczepiać ludzi na ulicy?
                                        Niestety ale nawiązywanie znajomości to jest dla mnie magia najczarniejsza z czarnych. Nigdy się tego nie nauczyłem no i teraz tak to wygląda. Czy to moja wina że często nie umiem odezwać się do ludzi i kompletnie nie wiem co powiedzieć? Np. byłem kiedyś na spotkaniu forumowym i moja aktywność ograniczała się do milczenia bo nie wiedziałem co właściwie powiedzieć. A co gorsza źle się czułem w towarzystwie kilku, kompletnie nie znanych mi ludzi. I co ja mam z tym zrobić? To nie jest taka banalna sytuacja.

                                        Posłużę się jeszcze raz prostą analogią - powiedzmy że mam w łapach kartkę i ołówek. Mam narysować portret osoby który stoi przede mną? I tak sobie dumam nad tą kartką, nie mając zielonego pojęcia co właściwie zrobić bo przecież kompletnie nie umiem rysować. W końcu albo daję za wygraną albo spłodzę bohomaza na poziomie 5-letniego dziecka. A portretowany da mi w pyskwink
                                        • mr.kev Re: znajomi 12.06.11, 20:52
                                          >W końcu albo daję za wygraną albo spłodzę bohomaza na po
                                          > ziomie 5-letniego dziecka. A portretowany da mi w pyskwink

                                          Jak jesteśmy przy tej analogii, to mam wrażenie, że jako dziecko powinieneś był rysować portrety na poziomie dziecka, a teraz już na poziomie człowieka z pewną wprawą; czemu jest tak, a nie inaczej, nie wiem.
                                          Ale w nowej grupie też raczej słucham, nie mówię... potrzeba czasu, żeby otworzyć paszczę i się oswoić... Na pewno nie jest to jakoś absolutnie niespotykane zachowanie, że nie wiesz co powiedzieć ludziom, których nie znasz.
                                          A jak byłeś w szkole, na studiach, to co robiłeś? w sensie relacji z ludźmi?
                                          • xzarovichx Re: znajomi 12.06.11, 21:02
                                            mr.kev napisała:

                                            > Jak jesteśmy przy tej analogii, to mam wrażenie, że jako dziecko powinieneś był
                                            > rysować portrety na poziomie dziecka, a teraz już na poziomie człowieka z pewn
                                            > ą wprawą; czemu jest tak, a nie inaczej, nie wiem.
                                            No właśnie. Zaczynasz powoli łapać istotę problemuwink

                                            > Ale w nowej grupie też raczej słucham, nie mówię... potrzeba czasu, żeby otworz
                                            > yć paszczę i się oswoić... Na pewno nie jest to jakoś absolutnie niespotykane z
                                            > achowanie, że nie wiesz co powiedzieć ludziom, których nie znasz.
                                            > A jak byłeś w szkole, na studiach, to co robiłeś? w sensie relacji z ludźmi?
                                            Nic. To znaczy.......jak była jakaś propozycja (nieważne z której strony) że idziemy do knajpy to ja zawsze byłem chętny. Ale oczywiście potem było tylko milczenie z mojej strony. A tak ogólnie na co dzień relacji w gronie studenckim nie było. Chodziłem na wykłady, ćwiczenia i to na tyle. Oczywiście odzywałem się do ludzi, ale nigdy nie umiałem pociągnąć konwersacji, zwłaszcza że nie było żadnych chęci drugiej strony.
                                            • mr.kev Re: znajomi 13.06.11, 13:29
                                              > No właśnie. Zaczynasz powoli łapać istotę problemuwink
                                              Hm, może powinieneś pogadać o tym z psychologiem? dla laika to dość dziwne, że normalny sympatyczny facet ma taki problem. Wydaje się, że czegoś brakuje w tej układance po prostu...
                                              • xzarovichx Re: znajomi 13.06.11, 17:38
                                                Psychologów to ja miałem hmmmm.....niech policzę......hmmmm....w sumie trzech. Do tego jeszcze dwóch psychoterapeutów. Niestety muszę z przykrością oznajmić że niczego nie zdołali wymyślić. Pomimo mnóstwa czasu i wysiłku jaki w to włożyłem. Może miałem pecha i trafiłem na niezbyt udane egzemplarze.
                                                • mr.kev Re: znajomi 14.06.11, 15:25
                                                  Ja nie chodziłam, ale znam 2 przypadki, kiedy terapia naprawdę pomogła.
                                                  Pewnie nie zawsze pomaga...
                                                  • xzarovichx Re: znajomi 14.06.11, 22:42
                                                    Oczywiście. Jednemu pomoże, innemu już niekoniecznie. Z lekarstwami często jest podobnie, nie wszyscy reagują w identyczny sposóbsmile
                                                  • mr.kev Re: znajomi 15.06.11, 13:17
                                                    Jasne. Tak się tylko zastanawiam, czy jakiś terapeuta potrafi nauczyć nawiązywania relacji. Bo naprawdę, pisząc z Tobą na forum mam mocne wrażenie, że można by równie dobrze sympatycznie z Tobą rozmawiać. I tak się zastanawiam, czy trafiałeś w życiu na stada ludzi płytkich, powierzchownych, prostych (a są ich zastępy, oj zastępysmile strasznie dużo czasu zajmuje spotkanie tych właściwych sad ), czy ... czy, no właśnie. Czy co?
                                                  • xzarovichx Re: znajomi 15.06.11, 17:59
                                                    Na temat terapii się nie wypowiadam, bo mam podobne wątpliwości co Ty.
                                                    Natomiast wrażenie wirtualne jest zjawiskiem szalenie niepewnym, złudnym i nierzadko okazuje się być kompletnie błędne. Tak samo jak ktoś mi np. napisał że sprawiam wrażenie inteligentnego człowieka, a to nieprawdasmile

                                                    Trafiałem w życiu na ludzi różnych. Naprawdę nie sposób mieć w życiu do czynienia wyłącznie z określonym rodzajem ludzi. Nie wiem z czego wynikał problem. Na pewno nie radziłem sobie z nawiązywaniem znajomości, a ludzie niespecjalnie chcieli nawiązać znajomość ze mnąsmile
                                                  • mr.kev Re: znajomi 15.06.11, 23:33
                                                    Hm, trudno mi tu zdefiniować inteligencję, którą mam na myśli, bo to ani IQ, ani EQ, coś pomiędzy, wydajesz się empatycznym człowiekiem, który logicznie rozumuje, o. Coś w ten deseń.

                                                    A jako dziecko też miałeś zero kolegów?
    • jejek11 Re: znajomi 07.06.11, 20:49
      też się nad tym zastanawiałam..jak to jest, że się nie ma takiej paczki znajomych...Że czlowiek siedzi sam w domu, chociaż ma ochotę wyjść...zawsze zazdrościłam tych wyjazdów na wakacje z przyjaciółmi...tych pięknych czasów "młodości studenckiej", kiedy chodzi sie na koncerty całą paczką i czujesz, że jesteś częścią całości, po prostu nie może cię zabraknąć..

      Nie mogę narzekać, bo mam dobrych przyjaciół i nie czuję się sama. Ale jednak coś mnie chyba ominęło..
      • xzarovichx Re: znajomi 07.06.11, 22:02
        Tak sobie dzisiaj pomyślałem, że ja przecież nigdy w swoim życiu nie miałem przyjaciół czy też bliższych znajomych i właśnie nawet nie potrafię sobie wyobrazić że by mogło być inaczej.
        To jest dość przygnębiające.......kiedy mówimy o rzeczach zwyczajnych, a jednocześnie tak strasznie odległych.
        • mimoza_online Re: znajomi 08.06.11, 12:09
          Właśnie,mam to samo,że u mnie też nic nie działa.Nieważne czy będę szukać czy nie efekt będzie ten sam.W związku z tym człowiekowi w pewnym momencie się odechciewa bo po co się starać skoro to nic nie daje.Skąd wziąć energie i chęci by ciągle próbować? Ja już nie mam siły.Nawet jak coś zaczyna się wykluwać to okazuje się ze to jednak nie to,bo albo ktoś mnie olewa albo mnie czymś bardzo zraża(chociaż na większość rzeczy przymykam oko).Też mogłabym się przeprowadzić do innego miasta i byłoby to samo.Tylko co to da? Tam będzie taka sama sytuacja.Tak jak mówisz xzarovichx mówimy o rzeczach najzwyklejszych, nie o wygranej w lotka czy jakiejś wielkiej miłości.Nie wiem jak to jest,że jednym się udaje a inni mają całe życie pod górkę.Jakieś prawo przyciągania?
          • xzarovichx Re: znajomi 08.06.11, 17:22
            Trudno powiedzieć, może odrywają tu role różne czynniki w różnych przypadkach. U mnie na przykład łatwo wyjaśnić problem braku powodzenia u kobiet, ale fenomen zupełne braku znajomych właściwie od zawsze, jest chyba nieco bardziej złożony. Chociaż może to po prostu brak odpowiednich umiejętności których nie nabyło się wtedy gdy był na to czas (dzieciństwo, wczesna młodość itp)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka