mimoza_online
04.06.11, 10:22
To co dla jednych jest czymś najbardziej normalnym i oczywistym w świecie dla mnie jest czymś nieosiągalnym.Nigdy nie miałam paczki znajomych,o przyjacielu nawet nie wspomnę.Z marzeń o byciu z kimś już niemal zrezygnowałam,ale z brakiem zwykłych ludzi do pogadania czy do wyjścia pogodzić się nie mogę.Nie ma chyba nic bardziej dołującego niż przesiedzenie weekendu w domu bo nie ma się nikogo z kim można by gdzieś wyjść.Zauważyłam że ludzie na tym forum i podobnych narzekają przede wszystkim na brak partnera bo chyba takich nieudaczników jak ja co nawet znajomych by nie mieli to nie ma.Problemem może jest też mój wiek bo mam już swoje lata a w tym wieku jest już ciężej kogoś poznać.Tak czy inaczej nie mogę pojąć jak to jest,że jedni mają znajomych na pęczki a inni niemal żadnych.Co ciekawe zauważyłam,że ci samotni często są bardzo fajnymi ludzmi a ci którzy tego problemu nie mają nie raz są pokrzywieni.Mi ludzie nie raz mówią że jestem fajna,że niczego mi nie brakuje i dziwią się ze jestem sama.Ja jednak juz wkręcam sobie najgorsze rzeczy na temat siebie bo przecież musi być jakaś przyczyna.Moze ktoś mi wytłumaczy jak to jest ze jeden ma tysiąc znajomych a drugi np dwóch bo ja tego nie ogarniam.