Kilka refleksji o Franklinie

19.11.06, 22:45
Żadko miewam złą opinię o książkach, bo chyba mam do książek szczęście
zwyczajnie :) Jednak chciałabym się podzielić kilkoma swoimi refleksjami o
Franklinie.

Kupiłam córeczce na razie dwie książeczki z tej serii. Tłumaczem fakt nie
jestem, polonistą także nie, ale tłumaczenie tych książeczek przez panią
Zarawską jest raczej mierne. Nie bardzo rozumiem dlaczego np zamiast "założył
kalosze" jak wół stoi: "założył gumowe buty", tłumaczka często używa trudnych
słów i wyrażeń, buduje dziwną konstrukcję zdań. Po kilkunastokrotnej lekturze
tych książeczek coraz bardziej odnoszę wrażenie, że tłumaczka tekst napisała
na kolanie i nie przeczytała go drugi raz. Przez to książeczkę ciężko się
czyta zważywszy na wręcz nadmiernie dydaktyczną jej treść.

No ale dziecku się podoba. I każe mi czytać po kilka razy z rzędu. Brrrr
    • i2h2 Re: Kilka refleksji o Franklinie 19.11.06, 23:16
      Zgadzam się z tobą w całej rozciągłości, pod względem kiksów w przekładach pani
      Zarawska jest u mnie na pierwszym miejscu. Niestety, jest też redaktorem całej
      serii, więc znikąd ratunku. A szkoda, bo tematyka doskonała, ilustracje
      przyzwoite.
      Daaawno była dyskusja na forum na ten temat i właśnie tym przekładom
      najbardziej się dostało.
    • bumm Re: Kilka refleksji o Franklinie 20.11.06, 15:24
      Muszę wyznać, że ja mam wielki problem z całą serią o tym żółwiu i to nie tylko
      przez wzgląd na drewniany język: w ogóle nie bardzo to trawię. Zbyt ten
      Franklin jest pedagogiczny jak na współczesny gust, za bardzo dosłowny,
      wszystkie opisane przygody wyraźnie służą wyrabianiu właściwych postaw. Problem
      w tym oczywiście, że dziecię ze tym gadem przepada i słuchać chce namiętnie...
      • pszczolamaja Re: Kilka refleksji o Franklinie 20.11.06, 21:18
        Skąd więc właściwie opinie, że historyjki o Franklinie są "za bardzo
        dydaktyczne"? Co tzn. "za bardzo", "dydaktyczne" i dla kogo za bardzo? I co
        tzn. współczesny gust? Czy gust? Ja np. zdecydowanie mam odrzut na te wszystkie
        pseudowyzwolone "koszmarne Karolki", promujące wizje anarchistycznych dzieci i
        debilowatych dorosłych. Mnie się przejadło. I jakoś mnie nie dziwi, że dziecko
        ok.4-5 lat (w tym wieku mój syn słuchał o Franklinie najchętniej) ma potrzebę
        jasnego, uporządkowanego świata, gdzie panują określone normy, gdzie są
        sensowni dorośli i zdrowe relacje. I nie widzę w tym nic "nadmiernie
        dydaktycznego". Cieszę się, kiedy moje dzieci po kłótni umieją sobie wybaczyć i
        przytulają się - tak, jak Franklin i jego siostra. I możecie mnie posądzić o
        brak współczesnego gustu i nadmierny sentymentalizm. Nie mam nic przeciwko.
        A że język jest chropawy, zgadzam się całkowicie i boleję wraz z Wami.
        • deotyma11 Re: Kilka refleksji o Franklinie 20.11.06, 21:42
          Jestem zwolennikiem książek z dydaktycznym przesłaniem, ale niekoniecznie
          napisanych w stylu : kawa na ławę bo te durne dzieci inaczej nie zrozumieją.

          Ostatnio na tapecie miałyśmy "Rybkę" Małgorzaty Musierowicz (seria "Poczytaj mi
          mamo" z 1986). Rzecz o chłopcu bardzo nieposłusznym. I bez pchającego się w
          oczy nachalnie dydaktyzmu książka pokazuje jak rodziców boli całkowity brak
          posłuszeństwa dzieci, jak okropnie wygląda z boku skandaliczne zachowanie.
          Chyba stąd właśnie częste sformuowanie w stosunku do Franklina: nadmierny
          dydaktyzm. A dokładając drewniane dialogi i słownictwo nieprzystające do małych
          dzieci, książki te stają się trudne w odbiorze dla rodziców.
          • pszczolamaja Re: Kilka refleksji o Franklinie 20.11.06, 23:01
            Jeśli mnie pamięć nie myli, Musierowiczowej też się tu swego czasu za
            różne "nadmierności" oberwało ;-)
            Nie mam poczucia, że seria o Franklinie zakłada durnotę dzieci - raczej bierze
            pod uwagę ich rozwojowe możliwości (abstrahuję od warstwy językowej polskiego
            wydania). Nadal nie wiem, kiedy dydaktyzm jest nadmierny - mam wrażenie, że to
            mocno subiektywna kwestia. Nie znam wszystkich pozycji z serii o żółwiu, ale
            te, które są nam w rodzinie najbliższe - czyli głównie dotyczące kwestii
            rodzeństwa - wg mnie na skali dydaktyzmu niespecjalnie odbiegają od reszty
            oferty wydawniczej na ten temat. Chyba, że porównamy je z Zuźką de Zołzik i
            jej "małpim interesem". Co jest dla mnie jak porównywanie owsianki z lizakiem i
            ich gastronomicznego sensu w życiu małego dziecka ;-)
            • abepe Re: Kilka refleksji o Franklinie 21.11.06, 11:18
              No własnie, tak to z tym Franklinem jest - dorośli zarzucają mu nadmierny
              dydaktyzm, a dzieci za nim przepadają, chociaż to je ten dydaktyzm powinien razić.
              Powiem tak - lubię czytać Grzesiowi książki, ktore mi się podobają, dlatego
              Franklina unikam. Ja go nie lubię. Grzesiowi wypożyczam z biblioteki i kilka
              wieczorów w rzędu czytujemy 4 po kolei. A potem wracamy do przyjemniejszych lektur.
              • bumm Re: Kilka refleksji o Franklinie 21.11.06, 11:33
                Oczywiście, że pisząc o nadmiernym dydaktyzmie patrzę na książki o Franklinie z
                własnej perspektywy - a nie dziecka (zaznaczyłem wszak, że bardzo lubi). To
                mnie się Franklin nie podoba, bo - jak to już wcześniej napisano - przesłanie
                opowieści można podać mniej dosłownie i subtelniej. Zgadzam się, że Franklin
                jest dobrze dopasowany do potrzeb dzieci, świadczy o tym jego sukces, którego
                nie da się wytłumaczyć dobrym marketingiem (trzylatki na marketing książkowy są
                jednak chyba dość odporne): dzieci szczerze lubią te książki.
                Jednak mnie - dorosłemu facetowi - się one nie podobają i niechętnie czytam, są
                inne, po które sięga mi się przyjemniej i które również podobają się dziecku.
                To właśnie chciałem powiedzieć narzekając na żółwią serię.
                Bo prawdziwie udana jest książka, która bawi i dużych i małych, czyż nie?
                • pszczolamaja Re: Kilka refleksji o Franklinie 21.11.06, 13:56
                  Bo ja wiem? Znam kilka wg mnie udanych, które jednakże źródłem dobrej zabawy
                  dla "małych" trudno by określić ;-) I nie jestem pewna, czy
                  to "międzypokoleniowość" jest wyznacznikiem dobrej literatury. Ciekawe
                  zagadnienie.
                  To jest chyba też kwestia możliwości korzystania z "władzy rodzicielskiej" - na
                  pewnym etapie mogę, mniej czy bardziej dyskretnie, decydować o tym, co dziecko
                  czyta. Lubię mieć poczucie kontroli nad sytuacją i boleję nad faktem, że w
                  którymś momencie może się okazać, że moje dzieci uwielbiają...fantasy na
                  przykład. Także w sumie rozumiem żal z powodu przeżywanej przez potomstwo
                  fascynacji nielubianym żółwiem ;-))))
                  • abepe Re: Kilka refleksji o Franklinie 21.11.06, 14:00
                    pszczolamaja napisała:


                    Także w sumie rozumiem żal z powodu przeżywanej przez potomstwo
                    > fascynacji nielubianym żółwiem ;-))))

                    Ja tam żalu nie przeżywam, trochę się męczę ale jestem dzielna. Do Arki Noego
                    też się jakoś przywyczaiłam:))
    • justi54 Re: Kilka refleksji o Franklinie 21.11.06, 13:47
      Frankin idealnie pasuje do potrzeb dzieci a niekoniecznie nas rodziców. Trafia
      też w lukę tematyczną dajcie mi np drugą fajną książkę o walentynkach,
      problemat technicznych z zaproszeniem całej plejady dziciaków na urodziny albo
      o szpitalu a o problemach z zębami nie wspomnę. Ja go lubię i powoli
      kpmpletuję całość.
      • krtek7 Re: Kilka refleksji o Franklinie 21.11.06, 16:35
        Ja też lubię Franklina i uważam że język jest ok. Moje dzieci mają 15
        książeczek.
        Jednak jest to seria dla przedszkolaków, w moim otoczeniu dzieci w zerówce i w
        pierwszej klasie już nie są zainteresowane przygodami żółwika.
        • leigh4 Re: Kilka refleksji o Franklinie 21.11.06, 19:37
          W przygodach Franklina razi okropny przekład. Ale jeśli o treść chodzi, to
          podzielam pogląd pszczołymai. Nie dopatrzyłam się "durnowatego" traktowania
          dzieci. Wręcz przeciwnie. Wydaje mi sie, że to wręcz odwaga-zwłaszcza przy
          dzisiejszym "nowoczesnym" trendzie w literaturze dla dzieci-pozwolić sobie na
          dosłowność i jasne opisanie postaw. I świadczy raczej o poważnym traktowaniu
          czytelnika, któremu wprost można powiedzieć, co uważa się za dobre a co za złe.
          Mierzi mnie już to pseudofilozoficzne, niby-nowoczesne podejście do codziennych
          problemów w książkach dla dzieci. Nie lubię kreślenia niejednoznacznych
          rozwiązań i postaw w książkach dla maluszków. Ich świat naprawdę jest jasny i
          prosty i niepotrzebne jest udziwnianie go na siłę i wmawianie, że wszystkim
          rządzi relatywizm.
          Oj, mocne słowa..;-) Wiem, pewnie oberwie mi się za to po uszach, ale trudno.
          Ja "koszmarnych karolków" itp cudactw nie trawię;-)
          • i2h2 Re: Kilka refleksji o Franklinie 21.11.06, 20:41
            Zgadzam sie z Tobą - również nie dostrzegam nadmiernego dydaktyzmu. Dla mnie
            Franklin należy do kategorii lektury - uspokajacza, gdyby nie zgrzytający
            przekład, polecałabym go każdemu rodzicowi przedszkolaka. To taki kolorowy
            plasterek dobry na wiele dolegliwości właśnie dlatego, że nie wydziwiony, a
            zwyczajny. W tej samej lidze co Franklin są "Julek i Julka", seria o
            Plastelinku, a nawet "Dzieci z Bullerbyn".
            Porównywanie go z Koszmarnym Karolkiem z kolei jest moim zdaniem bez sensu, bo
            to lektura dla starszych o jakieś dwa-trzy lata (a w tym wieku to dużo).
            A postawy niejednoznaczne... Pomyśl, że byłyby tylko książki jasne i proste,
            zero do rozmyślania (nawet o tym, czy się własciwie podoba czy nie). Aczkolwiek
            wiadomo - każdemu według jego miary: inaczej bedą wyglądać książki refleksyjne
            dla czterolatków, a inaczej dla dziesieciolatków :-)
            • pszczolamaja Re: Kilka refleksji o Franklinie 21.11.06, 22:57
              Będę drobiazgowa ;-) Czy książka jasna i prosta nie może być materiałem do
              rozmyślań? Wg tego kryterium do refleksji mogą pobudzać tylko dzieła
              skomplikowane, pokrętne, niejasne. Zupełnie się nie zgadzam. W tych pokrętnych
              czasem trudno się dopatrzeć tego, co miałoby być materiałem do refleksji.
              "Koszmarny Karolek" to dla mnie hasło umowne, ja miałam na myśli taki trend w
              literaturze dziecięcej "gloryfikujący" dzieci nastawione głównie
              negatywistycznie, a dorosłych ukazujący dość jednostronnie, raczej jako rzesze
              co najmniej niezbyt rozgarniętych osobników. Nie wiem, czy taka wizja świata
              jakoś bardzo sprzyja refleksjom.
              Jeśli zaś chodzi o wiek czytelnika - mój syn jest obecnie na swego rodzaju
              czytelniczym "rozdrożu" i myślę, że zarówno Franklin, jak i Karolek mieszczą
              się w granicach jego percepcji, dlatego tej różnicy, o której Iwono wspominasz,
              nie dostrzegłam tak wyraźnie. Obydwaj bohaterowie to w pewnym momencie edukacja
              wczesnoszkolna, no nie? Zresztą to jest akurat tak indywidualna sprawa - jaka
              książka w jakim wieku, że trudno tu o jakieś uniwersalne prawidła.
              • i2h2 Re: Kilka refleksji o Franklinie 21.11.06, 23:13
                Jestem dziś wykończona, a co za tym idzie nie do końca sprawna językowo ;-)
                Z tym rozmyślaniem chodzi mi o to, że "Frankliny..." to takie instrukcje
                obsługi (ale nie w złym słowa znaczeniu), zamknięte i nie narzucające się z "co
                by było gdyby". Trochę jak poradniki typu "Jak rozmawiać z dzieckiem, teściową
                itp"(nie znoszę!). To bardzo dobra lektura pod warunkiem, że nie jedyna.
                Wszystko w myśl zasady "Wątpię więc myślę, myślę więc jestem" ;-)))
                Wiesz, że ja się posiłkuję złotym środkiem Arystotelesa - wszystkiego w miarę.
                W praktyce oznacza to, ze odrzucam tylko książki jednoznacznie złe jezykowo (bo
                tylko to kryterium jest w miarę obiektywne). Reszta w rozsądnych proporcjach
                zawsze przechodzi. A że czasem coś zanudzi na śmierć, to inna sprawa :-)))
                A Karolka też nie lubię, ale uwielbiałam spacerować w błocie na bosaka, czego
                moja matka kompletnie nie rozumiała - jakoś to wspomnienie do mnie przemawia na
                korzyść tolerancji lektur niby nic nie wnoszących, a nawet w moim odczuciu
                obrzydliwych ;-)
                Dla mnie Franklin jest elementem edukacji przedszkolnej - właśnie z powodu
                prostoty. Trudno to ująć w słowa, ale różnica jest w pojmowaniu siebie, w nauce
                humoru absurdalnego, zupełnie oderwanego od rzeczywistości (podobnie odbieram
                Snicketa). Wydaje mi się, że one się zazębiają dosłownie przez chwilę
                (Frankliny i Karolki). Ale masz rację, to sprawa indywidualna.
    • anndelumester Re: Kilka refleksji o Franklinie 22.11.06, 09:04
      Na szczęscie dla mnie Franklin w wersji ksiązkowej mojemu synowi (prawie 3,5)
      zupełnie nie lezał - nudził go okropnie. Mnie sie tez nie podobał za brak
      finezji i łopatologię, no ale ja nie jestem przedszkolakiem..
      Natomiast od czasu do czasu ogladał Franklina w tv (u dziadków jest ti wi i
      mini mini), ale ostatnio gusty filmowemu sie zmieniły zupełnie.
      • abepe Re: Kilka refleksji o Franklinie 22.11.06, 10:34
        Zgadzam się, że "Frankliny" także mogą być pretekstem do refleksji, rozmyślań i
        rozmów. Zwłaszcza z trzy-czterolatkiem. Opowiadają proste historie, sytuacje
        znane z życia dziecka. Dziecko samo może dojść do różnych wniosków,
        niekoniecznie tylko takich wyczytanych z tekstu.
        Mnie razi i męczy schemat - Franklin coś zbroił, zrobił źle, poniósł
        konsekwencje (chociaż to akurat pozytywne - lubię metodę naturalnych
        konsekwencji:), nauczył się, jest ok. W tym dopatruję zwiększonej dawki
        dydaktyzmu. Nie trafiłam jeszcze na historyjkę o tym, że Frankilin spędził
        fajnie dzień, coś ciekawego przeżył, zawsze musi coś zbroić. Może się mylę,
        przeczytaliśmy pewnie tylko z 6 części.
        I strrrrrasznie mnie drażnią wstępy - "Franklin był już dużym chłopcem, mówił
        wszystkim dzień dobry, sprzątał po śniadaniu...".
        I ci rodzice - zawsze tacy świetni i bez skazy.
        Nie przepadam za książkami, gdzie rodzice sa pokazani jako bezmyślne głupki,
        warte tylko wyśmiania. Ale takie książki, jak Franklin, pokazują dziecku
        rodziców idealnych, nie dają im prawa do popełniania błędów. Może tego nie
        lubię, bo nie chcę żeby mnie dziecko porównało do idealnej mamy zółwiowej:))))??
        • anndelumester Re: Kilka refleksji o Franklinie 22.11.06, 10:47
          tak miedzy nami -mama zółwiowa jest tragicznie bezpłciowa i do bólu poprawana,
          a tata - no ja bym takiego męża nie chciala, bez wchodzenia w szczegóły ;))
Pełna wersja