Dodaj do ulubionych

Prawie samodzielne ilustracje do książek

01.12.06, 00:01
Witam :)
To jest post spamujący, chcący zareklamować bloga z sygnaturki pod pozorem
powiedzenia wam o czymś interesującym ;-)

Znalazłam taką stronę z kolorowankami:
www.wvevans.net/KidsDirectory/ColorMe/ColoringPages.html
Jest ich tam ponad setka i pomyślałam, że mamom, które czytają dzieciom, może
się przydać źródło kolorowanek, które można podsunąć dziecku po lekturze.
Na przykład:
- Pirat (Pirate) jako ilustracja do "Piotrusia Pana";
- Muzykanci z Bremy (Bremen Animals) po baśni braci Grimm;
- Roszpunka? (Rapunzel) - dziewczę spuszczające włosy z wieży, _nie__wygląda
jak Barbie;
- Czerwony Kapturek (Red Riding Hood) - wiadomo!
- Szczurołap z Hameln (Pied Pipe) z niemieckiej legendy;
- kilka postaci i stworów mitologicznych (Pan, Pegaz, Chimera);
no i takie ogólne - dama w sukni, Indianie, czarodziej, błazen, elf...

Bardzo mi się podoba ten zbiór :)
Obserwuj wątek
    • uccello Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 01.12.06, 12:53
      Miła pi-razy-żabo! (ładny nick swoją drogą)
      Nie nie podobają się kolorowanki.
      Nie chodzi mi o to, że nie podobają mi się TE, ale idea jest ( moim zdaniem )
      do kitu. To, co w rysunkach dziecięcych najbrdziej mnie ujmuje, to to ,że
      dziecko jeszcze niemal nie obserwuje, nie rysuje tego co WIDZI, ale to co
      CZUJE. Jasne, że różne przekłamania- np. wielkość głowy Mamusi i wyraz Jej
      twarzy:) wynikają z braku wprawy małej łapki, ale tak naprawdę, na rysunkach
      dziecięcych widać EMOCJE.Na przykład :to co najważniejsze, jest największe -
      jak psia kostka, u starożytnych Egipcjan!
      Samodzielny rysunek dziecka jest pewnego rodzajem listu, o nim samym.
      Zwolennicy kolorowanek twierdzą, że dzieci oswajają się narzędziem, ćwiczą
      rączkę w precyzji i to wszystko, Panie Dziejku, jest prawdą. Ale szkody moim
      zdaniem są większe. Wrażliwy maluch porównuje, takiego np. pieska do
      kolorowania ze swoją narysowaną pokraką , zawstydza się i już mu odchodzi
      ochota na samodzielne rysowanie. Albo zaczyna kopiować- bynajmniej nie z
      natury - a z gotowego wzoru.
      Dlatego skryto-kolorowankarzom, niczym parówkożercom - mówię stanowcze NIE!
      • lucapuka Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 01.12.06, 13:30
        uccello z ust mi wyjęłaś (-jąłeś). Dodam jeszcze, że niewychodzenie poza linię
        uczy dodatkowo nie-wychylania się poza przyjęte reguły, nie-przekraczania
        granic, nie-poszukiwania własnych rozwiązań i godzenia się na cudzy plan i
        estetykę. Moje dzieci miały zawsze najniższe noty ze zgodnego i starannego
        kolorowania, z czego jestem bardzo dumna.
      • i2h2 Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 01.12.06, 13:31
        Nie jesteś tu sama, Ellu ;-)
        Moje starsze dziecko już na poziomie przedszkola stanowczo odmówiło współpracy
        z kolorowankami. Nie i już! Ja nie nalegałam, zwłaszcza że znalazł sobie inne
        zajęcie.
        Teraz w pokoju Młodszej jednym z najważniejszych mebli jest duża tablica z
        rolką papieru do rysowania i ogromna puszka kredek (farby trzymamy na specjalne
        okazje, bo na podłodze wykładzina dywanowa). Kolorowanek też jakby nie
        zauważa...
        A ja jestem (a raczej byłam) rysownikiem - odtwórcą, he he ;-)))
      • mama_kasia Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 01.12.06, 16:24
        W zasadzie tak, zgadzam się, ale... moja córka bardzo lubi kolorować.
        I rysować też zresztą. Kiedyś nawet pani Żelewska powiedziała na
        spotkaniu autorskim, że mała ma talent. Także jeśli ktoś coś ma,
        to kolorowanie tego nie zabije ;-))))

        Syn natomiast sprzeciwiał się strasznie kolorowaniu w szkole. Bunt był
        na całego. Uważał, że to jest zupełnie bez sensu. Po co on ma kolorować
        coś na czerwono, skoro on się już nauczył, że red to jest czerwony.
        Pani argumentów nie zrozumiała.

        A najmłodsza też i rysuje, i koloruje. W zależności od tego, co jej w
        duszy gra :-)
    • zawsze_wolna_nilka Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 01.12.06, 19:41
      Maluch w przedszkolu ma Podręcznik. Podręcznik kosztował tyle, ile 3 kg dobrych
      książek na wyprzedaży, ale Podręcznik jest Obowiązujący, w przeciwieństwie do
      tamtych. W całym przedszkolu jest 500 razy mniej książek niż w domu Malucha,
      ale za to jest Program Nauczania, który nakazuje na 39 stronach trzymać się
      linii-kropek-wzorów. Maluch coraz bardziej krytyczny wobec twórzcych acz
      niekonwencjonalnych zapędów mamy, nieporadnych prób malarskich młodszego i
      swoich rysunków.
      Dziękujemy Ci, Podręczniku.
      Dziękujemy Ci, MEN.
      ;-)

      PS. Kolorowankom i naklejkom- dziękujemy;-)
      • i2h2 Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 01.12.06, 19:46
        A ja zgadzam się na naklejki z literkami albo cyferkami - pomagają w nauko-
        zabawie, gdy jeszcze ręka nie daje sobie rady rady z ołówkiem, a już się chce
        liczyć albo podpisywać ;-)
      • nikkori Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 01.12.06, 19:50
        precz z kolorowankami!!!!!
        Pamietam (o zgrozo!) rzad identycznych niemalze obrazkow autorstwa dzieci z
        grupy przedszkolnej mojej smarkatej wtenczas a dzis pelnoletniej corki. Na
        szczescie rezim identycznych konturow nie zdolal zabic w niej potrzeby
        indywidualnego wyrazu przy pomocy srodkow plastycznych, ze sie tak wyraze. Dla
        odmiany - synu memu dane bylo korzystac z wszelkich swobod w tym zakresie,
        wynikajacych z uczeszczania do niepublicznego przedszkola - i co? i rysowanie
        jest nudne, powiedzialo dziecko...
        • i2h2 Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 01.12.06, 20:04
          Nasunęło mi się pewne skojarzenie tej identyczności z upodobaniem do wydawnictw
          seryjnych, nie powiem, których ;-)
          • verdana Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 01.12.06, 20:50
            To mi przypomina, jak na zajęciach plastycznych w Domu Kultury mojego
            szesciolatka wezwała mnie Pani i powiedziała "Pani syn ma zdolności, niech Pani
            nie oczekuje, ze w szkole będzie miał dobre oceny z rysunków".
            No i nie miał. Dopiero na studiach, na piątym roku, gdy jako dodatkowy
            przedmiot ma zajęcia z rysunku, okazuje się, ze rzeczywiscie ma zdolności.
            A ze ma też dysgrafię, nie pomalował w zyciu ani jednej kolorowanki (te linie!)
            i nie narysował ani jednego szlaczka. Nie umie.
            • abepe Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 01.12.06, 20:54
              U mnie na plstyce bardzo ważnym kryterium oceny rysunku bylo to, czy cała kartka
              jest zamalowana:)) Wybierałam się do liceum plastycznego i, oczywiście, nie
              poinformowałam o tym plastyczki, ktora się poważnie na mnie za to obraziła.
              • abepe Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 01.12.06, 20:55
                Aha - precz z akcesoriami do ciastoliny - foremkami, wsyciskaczami, wałkami.
                Niech żyją samodzielnie wykonane bohomazy.
                • nikkori Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 01.12.06, 21:25
                  AMEN!!!!!!!
                • pi-razy-zaba Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 08.12.06, 12:04
                  I foremki do pierniczków też precz! :DDD

                  Ja kolorowanki lubię i zawsze lubiłam. A zwłaszcza w wieku, kiedy narodził się
                  we mnie autokrytycyzm i własmoręcznie tworzone kształty wydawały mi sie
                  brzydkie (poza tworzonymi w dziesiątkach egzemplarzy rysunkami z zieloną suknią
                  z bufami i falbanami, którą uważałam tak jak jedna bohaterka za najpiekniejszy
                  strój na świecie ;) ). Kolorowanki wychodziły mi ładne.
                  • woda.lekko.gazowana Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 08.12.06, 12:18
                    pi-razy-zabo, a ja Ci dziękuję za ten link :) co prawda znam Twój blog (od
                    kulek się zaczęło, pamiętasz? :)))
                    dzieci sa bardzo różne i różnie pojmują nawet tak prostą, wydawałoby się, rzecz
                    jak "kolorowanie". moje Młodsze uwielbia wydrukowane postacie, ale co z nimi
                    robi.. no, na pewno linii się nie trzyma :)
                    pozdrawiam!
                  • i2h2 Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 08.12.06, 12:30
                    Rozumiem, że zielona suknia ewoluowała w żabę ;-)
                    Link zostaje, bo silva rerum jakże bliskim jest pojęciem memu sercu,
                    niezależnie od własnych upodobań. Diabli wiedzą zresztą, kto tu na forum czego
                    szuka :-)
                    Pozdrawiam
                • mama_kotula Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 08.12.06, 12:31
                  abepe napisała:

                  > Aha - precz z akcesoriami do ciastoliny - foremkami, wsyciskaczami, wałkami.
                  > Niech żyją samodzielnie wykonane bohomazy.

                  Uuuu, jedziemy po całości?
                  Nie zgadzam się. Dla 2-3-latka foremki do ciastoliny, wałek itp. to fajne
                  urozmaicenie zabawy. Nota bene z ciastoliny ciężko się lepi figurki itp., bo
                  słabo się ona skleja (gorzej niż plastelina).

                  W ogóle nie podoba mi się popadanie w skrajności. W tym wątku kolorowanki są be,
                  rysowanie po śladzie be, foremki be. Cacy jest tylko i wyłącznie własna
                  twórczość dziecka i wyobraźnia. A prawda jak zawsze leży gdzieś pośrodku :))

                  Nie odsądzam kolorowanek od czci i wiary, czasem podsunę dzieciom, podobnie jak
                  zabawy w stylu "połącz punkty" czy "dokończ rysunek po śladzie". Ćwiczenie ręki
                  dobre jak każde inne. Moje dzieci żyją, mają się dobrze, a wyobraźnię i
                  kreatywność mają na bardzo wysokim poziomie.
                  Aaa, foremki i wałek do ciastoliny też mamy :o)
                  • i2h2 Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 08.12.06, 12:36
                    No co Ty, kotulo - tu wszyscy z przymrużeniem oka na żabę wsiedli. Prawie jak
                    w "Scenach z życia smoków" ;-)))
                    • mama_kotula Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 08.12.06, 12:44
                      i2h2 napisała:

                      > No co Ty, kotulo - tu wszyscy z przymrużeniem oka na żabę wsiedli. Prawie jak
                      > w "Scenach z życia smoków" ;-)))

                      I2h2, z całym szacunkiem dla szanownych foremek - nie zgadzam się. Na to
                      przymrużenie oka się nie zgadzam.
                      "Moje dzieci miały zawsze najniższe noty ze zgodnego i starannego
                      kolorowania, z czego jestem bardzo dumna."
                      "reżym identycznych konturów nie zdołał zabić w mojej córce potrzeby
                      indywidualnego wyrazu"
                      Ja tu nie widzę przymrużenia oka, widzę jakiś nieuzasadniony lęk przed
                      zuniformizowaniem rysunków dziecka i utratą indywidualności, przywodzący mi na
                      myśl swoisty rodzaj hm... snobizmu (bez urazy, nie chcę nikogo zetykietkować,
                      piszę o moich odczuciach po lekturze postów).

                      Odniosłam wrażenie, że kolorowanki są szkodliwe i aplikowanie ich dzieciom
                      zabija w nich kreatywność już na amen :)))
                      • i2h2 Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 08.12.06, 12:50
                        Na pewno są szkodliwe dla tych dzieci, które nie lubią kolorowanek ;-) I na
                        pewno bywają pożyteczne przy treningu ręki do nauki pisania (aczkolwiek podobno
                        lepsze są labirynty). I kolejne "na pewno" - bardzo dużo zależy od
                        nauczycieli... Oby wiedzieli, że dzieci są różne i nie próbowali na siłę
                        przekonywać do jedynej słusznej drogi artystycznej.
                        Niech żyją konkursy z adnotacją "technika dowolna" !!!
                      • lucapuka Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 08.12.06, 15:15
                        Trochę się czuję wywołana do tablicy :) i wyjaśniam: nie potępiam kolorowanek
                        ale moje dzieci potępiały, po prostu ich nienawidziły, czuły się nieszczęśliwe
                        gdy proponowano im ten rodzaj ekspresji w szkole czy przedszkolu. Nie pamiętam
                        żebym tę nienawiść jakoś w nich pielęgnowała, nawet wśród różnych zadań w
                        książeczkach ( kupowanych przeze mnie): połącz liczby,wyjdz z labiryntu itp,
                        były kolorowanki, ale zostawały zawsze skrzętnie omijane, wcale nie za sprawą
                        mojego lęku czy snobizmu. Kiedy zastanawiałam się nad tym po latach, doszłam do
                        wygłoszonych w poście powyżej wniosków - po prostu niektórzy ludzie tworząc,
                        nie potrafią używać cudzych schematów. To, że jestem z tego dumna, to moja
                        indywidualna sprawa, nikomu tego nie narzucam - przedstawiłam tylko inny punkt
                        widzenia. Pozdrawiam :)
                        • lucapuka Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 08.12.06, 15:20
                          Aha, foremki do ciastek i pierniczków uwielbiamy . Tak jak i pieczątki, albo
                          np. szablony.:)
                      • nikkori Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 08.12.06, 17:05
                        Kotulo - REZIM napisalam, tak mi sie wydaje. A przymruzenia oka nie widzisz, bo
                        go pewnie nie chcesz zobaczyc :-)
                        Napisalam o MOICH odczuciach i MOICH obserwacjach, nie wdajac sie w szczegoly,
                        bo nie miejsce po temu. Mnie osobiscie sie rzad jednakowych obrazkow nie
                        podobal, ale daleka bylam od obrzydzania mojemu dziecku zajec przedszkolnych.
                        Gdybym miala oko nieprzymruzone, pewnie zmienilabym jej wtedy przedszkole.
                        Nie odmawiam innym prawa do lubienia kolorowanek, tak samo Ty nie powinnas innym
                        odmawiac prawa do wypowiadania swoich opinii na forum. A bardziej sie lekam
                        takiego powaznego podejscia i nieuzasadnionych podejrzen o snobizm.
                        pozdrawiam mruzac oczy ;-))))
                        • pesteczka5 Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 08.12.06, 18:39
                          Bardzo mądre spostrzeżenia. A mnie się bardzo przydaje, jak ktoś inny mądrze
                          wyłoży, co mi się wydawało i co czułam:) Skóra mi cierpnie, jak babcie zwracają
                          uwagę synowi malującemu z rozmachem, że "wychodzi za linię" - bo to gasi
                          entuzjazm. Jego wspaniale zestawione kolory i rysunek o wyrazistych liniach
                          zajmujący niezmiennie CAŁĄ kartkę zawsze mnie prawdziwie zachwyca. I cieszy.

                          Z kolei młodszy, krytycznie porównujący się ze straszym, kóry w tylu
                          rzeczach "więcej" umie, bardzo jest czuły na własne niedostatki. Jego
                          delikatne, urocze rysunki wzruszają detalami. No, my też nie kochamy
                          kolorowanek jednym słowem - ale we mnie jakiś mentor się odzywa - chciałabym,
                          żeby dzieci wiedziały również, że czasem trzeba umieć coś równo na linii
                          poustawiać - nie tracąc z oczu celu oraz nie porzucając animuszu;)

                          Bo ja z tych wychowanych na niewychodzeniu za linię - a o odważno-buntowniczej
                          naturze. I z podejrzaną pasją pozwalam na wychodzenie;)

                          P.S. a za całą piękną stronę, mądry wybór i opisy pi-razy-żabie dziękuję:-)
                        • mama_kotula Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 08.12.06, 21:04
                          nikkori napisała:


                          > Nie odmawiam innym prawa do lubienia kolorowanek, tak samo Ty nie powinnas
                          innym odmawiac prawa do wypowiadania swoich opinii na forum.

                          Nikkori, ale gdzie ja napisałam, że odmawiam innym prawa do wypowiadania swoich
                          opinii na forum? W końcu forum jest od tego, aby wymieniać się poglądami.
                          Może zabrakło mi po prostu emotikonek typu ";-))", które nadają czytelność
                          intencjom wypowiadającego się.
                          Wyraziłam tylko swoją opinię, że nieco bawi mnie podejście odsądzające wszelkie
                          działania odtwórcze od czci i wiary, którego to podejścia ukoronowaniem było
                          "precz z foremkami do ciastoliny" :)))). Bez emotikonek :)



                          > A bardziej sie lekam takiego powaznego podejscia i nieuzasadnionych podejrzen
                          > o snobizm.
                          Tu akurat opisałam wyłącznie moje odczucia. Nie lubię popadania w skrajności w
                          czymkolwiek, bo mi to graniczy ze snobizmem właśnie (snobizmem pt. moje dziecko
                          nie będzie wypełniało konturów, bo to zaburzy jego indywidualność twórczą). Być
                          może nieco przesadziłam, mam dzisiaj czepialski nastrój :D.
                          • zawsze_wolna_nilka Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 08.12.06, 23:02
                            mama_kotula napisała:

                            (snobizmem pt. moje dziecko
                            > nie będzie wypełniało konturów, bo to zaburzy jego indywidualność twórczą).
                            Być
                            > może nieco przesadziłam, mam dzisiaj czepialski nastrój :D.
                            >

                            Natomiast ja całkiem poważnie twierdzę, że kolorowanki hamują rozwój
                            kreatywnosci własnej dziecka, zwłaszcza poparte presją uczestniczenia w
                            grupowym zajęciu przedszkolnym. Szczęka mi opadła, kiedy pańcia w Klubie
                            Malucha po pierwszych zajeciach z moim niespełna 3- latkiem oznajmiła z
                            oburzeniem: "ale on się nie nadaje do przedszkola, nie potrafi malować
                            kolorowanek!!!" Oczy jak spodki robię na widok podręcznika dla czterolatka,
                            który dzień za dniem ma wypełniać przedszkolak, któremu nikt wcześniej nie dał
                            tacy z piaskiem/kaszą i patyka do kreślenia kształtów, farb do malowania
                            palcami, nie zapoznał z całą różnrodnością technik twórczych. Najbliższa dekada
                            to "Tylko nie wychodź za linię!"?
                            Moja wiedza jak i doświadczenie w pracy z dziećmi mówią mi: kolorowanki
                            ograniczają kreatywność dziecka. Obrazki do wypełniania i rysowanie po śladach
                            to tylko jeden maleńki fragment układanki, która jest twórczość dziecka.
                            Starsze dzieci mogą się w to bawić bez szkody, natomiast jeśli jest to główny
                            rodzaj twórczości plastycznej małego dziecka, to nie liczyłabym na zadziwiający
                            rozwój talentu malarskiego. Snobizm? E, po prostu kocham moje dzieci i
                            wychowuję je tak, jak jak potrafię najlepiej.

                            linki do kolorowanek mam w ulubionych- ale nie przesadzam z ich używaniem:

                            biblekidsfunzone.com/crafts/crafttemindexlist.html#Christmas%20crafts
                            prędzej takie:
                            www.dltk-kids.com/
                            www.kckpl.lib.ks.us/YS/CRAFTS/Crafts.htm
                            ale to juz poza tematem ilustracji do książek...

                            • mama_kotula Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 08.12.06, 23:16
                              zawsze_wolna_nilka napisała:

                              > Obrazki do wypełniania i rysowanie po śladach
                              > to tylko jeden maleńki fragment układanki, która jest twórczość dziecka.

                              Całkiem się z tym zgadzam. Nie dalej jak przedwczoraj zamieściłam na moim forum
                              wątek, w którym pomstowałam na przedszkole mojej córki, gdzie działalność pt.
                              używanie kredek/farb ogranicza się do kolorowania, nie ma natomiast zwykłego
                              rysowania z wyobraźni, na zadany temat bądź bez konkretnego tematu (na szczęście
                              całokształtowi edukacji plastycznej w tym przedszkolu nie da się praktycznie nic
                              zarzucić, no, poza tymi nieszczęsnymi kolorowankami).

                              Irytuje mnie - napiszę to po raz kolejny - traktowanie kolorowanek jako zła
                              koniecznego i unikanie ich jak ognia, bo nie daj Boże coś tam się dziecku zaburzy.
                              Moje dzieci kolorują. Najchętniej mandale (zwłaszcza starszy - dla wyjaśnienia,
                              ma zespół Aspergera i uwielbia regularne, symetryczne wzory). Poza tym śmiem
                              twierdzić, że zapewniam im zdecydowanie lepszą edukację plastyczną niż niejedno
                              przedszkole :)), z racji mojej pasji i zamiłowania do wszelkich typów twórczości
                              plastycznej. Niemniej jednak uważam, że czasem dzieci mogą odpocząć od bycia
                              kreatywnym i po prostu pobawić się w działania odtwórcze, schematyczne, i z całą
                              pewnością im to nie zaszkodzi :). To, co mnie uderzyło w tym wątku, (może mylnie
                              odczytując intencje, przyznaję) to dążenie do kreatywności za wszelką cenę, w
                              każdym aspekcie działania dziecka.
                              • zawsze_wolna_nilka Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 09.12.06, 00:30
                                yo! Tu się zgadzam i ze wstydem przyznaję, że dziecię moje wyprodukowało dziś
                                kilkadziesiąt "pscułek" z ciastoliny za pomocą foremki ciastowej, znaczy matka
                                coś za dużo teoretyzuje:-) Na szczęście drugi usnął pod stolikiem przy tym
                                monotonnym zajęciu, co napawa mnie niejaką nadzieją w kwestii jego gustu
                                artystycznego;-)
                                Dobranoc;-)
                                M.
                  • abepe Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 09.12.06, 19:49
                    mama_kotula napisała:

                    > abepe napisała:
                    >
                    > > Aha - precz z akcesoriami do ciastoliny - foremkami, wsyciskaczami, wałka
                    > mi.
                    > > Niech żyją samodzielnie wykonane bohomazy.
                    >
                    > Uuuu, jedziemy po całości?
                    > Nie zgadzam się. Dla 2-3-latka foremki do ciastoliny, wałek itp. to fajne
                    > urozmaicenie zabawy. Nota bene z ciastoliny ciężko się lepi figurki itp., bo
                    > słabo się ona skleja (gorzej niż plastelina).
                    >
                    > W ogóle nie podoba mi się popadanie w skrajności. W tym wątku kolorowanki są
                    be
                    > ,
                    > rysowanie po śladzie be, foremki be. Cacy jest tylko i wyłącznie własna
                    > twórczość dziecka i wyobraźnia. A prawda jak zawsze leży gdzieś pośrodku :))
                    >
                    > Nie odsądzam kolorowanek od czci i wiary, czasem podsunę dzieciom, podobnie
                    jak
                    > zabawy w stylu "połącz punkty" czy "dokończ rysunek po śladzie". Ćwiczenie
                    ręki
                    > dobre jak każde inne. Moje dzieci żyją, mają się dobrze, a wyobraźnię i
                    > kreatywność mają na bardzo wysokim poziomie.
                    > Aaa, foremki i wałek do ciastoliny też mamy :o)
                    >



                    My też mamy i kolorowanki i foremki do ciastoliny ale powoli je wycofuję. Jak
                    moje dziecko ślicznie robi misia zupełnie nie podobnego do misia:) A kaczka a
                    foremki zawsze taka sama. Oczywiście nie ma co popadać w skrajności. Ale - moje
                    dziecko bardzo późno posmakowało czekoladę, zaczęło oglądać bajki w TV, do tej
                    pory nie próbowaliśmy czy umie posługiwac się komputerowa myszką. Jestem za
                    własnorączną twórczością. Te "precze" to mój manifest. Można nie skorzystać:))
                    Poza tym - zauważyłam, że Grzesia książki z naklejkami, kolorowanki (także te
                    rysowane przez tatę), foremki bardzo rozleniwiają. Nie każde dziecko może byc
                    takie leniwe - moje jest.
                    • jacobina Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 09.12.06, 20:10
                      A ja mam i piasek i farby i naklejki i kredki i foremki. I nie zmuszam dziecka
                      do jakiejkolwiek działalności twórczej czy odtwórczej. Robi co chce i kiedy
                      chce. Koloruje w przedszkolu choć z tego co widze raczej wykleja otrzymane
                      kształty, robi wazoniki z butelek i kwiatki z papieru i rurku do picia. A w domu
                      bawi się ciastoliną i foremkami. Misia sam ulepic nie chce, woli wyciąć foremką,
                      pomiętolić ciastolinę, zrobić z niej kólki i przcisnąć przez drylownicę do
                      wiśni. Jak był mały to zimą wysypywałam na środek salonu wiadro bułki tartej,
                      zeby miał piaskownicę.
                      Do czego dążę? Ano do tego że w tym wieku ważna jest przede wszystkim chęć do
                      działania i ćwiczenie rączek. Jeli dziecko nie ma ochoty robić czegoś
                      samodzielnie to niech lepiej robi z foremek niz w ogóle, jeśli jest chętne do
                      zabaw plastycznych niech robi na oba sposoby. Tutaj ani zmuszanie ani
                      ograniczanie nie jest dobre. Chodzi o to, zeby nie wylać dziecka z kąpielą, bo w
                      zyciu liczy się nie tylko wyobraźnia. Sa jeszcze prozaiczne rzeczy jak wiązanie
                      sznurówek.
                      • jacobina Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 09.12.06, 20:11
                        kulki oczywiście. Nie kólki.
    • icala tu ilustratorka co dzieci nie ma 09.12.06, 20:14
      jeszcze.. :-)

      poczytałam sobie waszą ciekawą dyskusję o kolorowankach, foremkach i innych
      gotowcach, które dzieciom należy badź nie, podsuwać w ramach edukacji
      plastyczno-literackiej..
      nie wiem na ile mogę wogóle sie wypowiadać, bo ani nie mam dzieci, ani nie
      jestem pedagogiem, ani nawet nie mam profesjonalnego plastycznego
      wyksztalcenia, ale dorzucę swoje trzy grosiki..
      jako małe dziecko wychowywane w czasach wszelkich niedoborów, używałam do
      twórczości własnej materiałów "recyclingowych": gazet, kolorowych papierków,
      sznurków, gałganków, sreberek po czekoladzie itp.. dodawałam do tego farby,
      kredki z misiem na opakowaniu, mazaki w 4 kolorach i to był cały warsztat mojej
      ówczesnej twórczości.. nie było internetu, w TV trzy dyzurne bajki, ale za to
      ksiegozbiór i czytajacy rodzice bez ograniczeń!
      i myślę sobie, że dopóki można, dopóki się chce, dopóki jest czas to powinno
      się dziecku dawać taką swobodę, nieograniczoną "dorosłym" widzeniem swiata.
      niech pies ma łepek większy od tułowia, niech sowa bedzie większa od tygrysa.
      to dla nas wielka nauka - obserwacja dziecięcego postrzegania. dziecko rysuje
      wszak nie-realistycznie, ale znaczeniowo. stąd tyle ciekawych prac o rozumieniu
      rysunkow dzieci, które polecam ciekawym mamom i tatom...
      niedawno miałam spotkanie z przedszkolakami, ktore obdarowaly mnie wykonanymi
      przez siebie ilustracjami do wierszy, ktore ukazały się z moimi obrazkami.
      byłam bardzo zaskoczona jak interesujaco, ciekawie odbierają tekst często
      abstrakcyjny, nie sugerujac się rzeczywistością..
      dlatego na koniec dodam, że wspólne czytanie może przeradzać sie we wspólne
      rysowanie, malowanie czy ogólnie: tworzenie ilustracji. rodzice mogą sie bowiem
      wiele dowiedzieć i nauczyc o swoim dziecku i o jego swiecie.
      • abepe Re: tu psycholog, co pracuje z dziećmi:) 09.12.06, 20:23
        Zapomniałam dopisać, że kiedy pytam o to, co dzieci robią w domu, to okazuje
        się, że wiele nie rysuje ale foremek i wyciskarek to mają dużo. Dlatego taką
        refleksję mam, ze za dużo gotowców a za mało twórczości. Może nie każdy musi
        byc twórczy...hm...właściwie...
        • lucapuka jacobino 09.12.06, 20:59
          ale fajny pomysł:"Jak był mały to zimą wysypywałam na środek salonu wiadro
          bułki tartej,zeby miał piaskownicę." :))))
          Szkoda, że moje dzieci już duże, bo bym je też zaraz popanierowała ....:)

          • pesteczka5 Re: jacobino 09.12.06, 21:53
            U mnie była kasza manna, ryż i kukrydzianka:-)

            W moich rozmyślaniach nad kreatywnością - jeszcze jedna refleksja.
            Moje dzieci chodzą do uniwersyteckiego przedszkola (szkółki) w Kanadzie.
            Codziennie mają do wykorzystania najprzeróżniejsze techniki - malowanie
            palcami, odbijanie śladów klocków, zwierzątek gumowych, wyklejanki z makaronu,
            łancuchy z płatków śniadaniowych, posypywanki, puszczanie kolorowych baniek na
            papierem na którym powstaje "dzieło", kukiełki z papierowych torebek, kulanie
            kuleczkami szklanymi po kleksie z farby itd.
            Wszystkie te prace przynosimy do domu. I... nic, nic w tym nie ma "ładnego"
            albo chociaż konkretnego... Wiem, nie o to chodzi w założeniu, wiem. Ma
            otwierać dziecko na różne techniki. Tego ma uczyć.
            A uczy - często bałaganienia i braku dbałości o efekt; że cokolwiek by dziecko
            zrobiło, jest warte zachwytu i uznania, bez włozonych starań o końcowy rezultat.
            Moje dzieci umieją (i w domu z wielkim zapałem robią) rzeczy bardziej
            skomplikowane - piękne obrazki, malunki tego, co widzieli w trakcie podróży,
            ogródki z mchu, kamieni, skał pt. np "klif", "wybrzeże wydmowe", "park
            jurajski" itp. Kiedy tu przyjechaliśmy, z braku obfitości zabawek zrobiły sobie
            pełen rynsztunek - zbroje z pudeł:-), statki z opakowań itd.

            Cieszę się, że przedszkole kanadyjskie stwarza im nowe, ciekawe możliwości, ale
            widzę, że przesada w każdą stronę zapędza w końcu w kozi róg.
            Dzieci muszą także umieć mieć coś na celu i potrafić rzecz doprowadzic do końca.
            • jacobina Re: jacobino 10.12.06, 00:15
              No dobra, przyznam się. Ta bułka tarta to z rodzicielskiej rozpaczy a nie z
              kreatywności ;-)
            • mmc2 Pesteczko 10.12.06, 21:49
              Pesteczko zgadzam sie z toba ze dzieci nie powinny tylko eksperymentowac
              roznymi technikami ale rowniez robic prace na rozne tematy.
              Tematy moga byc wymyslane przez dzieci i przez doroslych tyle ze dzieci powinny
              miec mozliwosc znajdowania wlasnych rozwiazan danego tematu.
              A przy wspomnianych tu kolorowankach, szablonach czy nawet z pomoca "uczacych"
              malowania ksiazek, faktycznie ucza sie malowac schematychnie i szablonowo
              zatracajac wlasna indywidualnosc w rysunku. Wszystkie prace staja sie jednakowe
              i gdy na scianie np. w przedszkolu wisi 20 prac zadne dziecko nie jest w stanie
              poznac wlasnej pracy, bo wszystkie sa identyczne.
              A przeciez np. kupujac dzieciom ksiazeczki poznajemy niektorych ilustratorow
              poprzez bardzo charakterystyczne dla nich rysunki czy techniki i niektorych za
              ta indywidualnosc bardzo sobie cenimy:)).
              • uccello Re: Pesteczko 11.12.06, 12:54
                Nie rzucałabym się Rejtanem pod drzwi, żeby ochronić dziecko przed
                kolorowankami. Zetknie się z nimi niestety i tak, najpóźniej w szkole. Jeśli
                maluch chciałby sam, to bym dała- może lubi zestawiać nietypowo kolory i takie
                ramy rysunku są dla niego okazją do zabawy- pokoloruję takiego samego motyla na
                10 różnych sposobów?
                To trochę jak z mcDonaldem, nie ma co urządzać histerii, kiedy dziecko raz na
                sto lat coś takiego chce, ale karmić tym codzień? Podsuwać i zachęcać? Jednak
                nie.

                A tak wogóle, to mam nadzieję, że zostaniesz z nami pi-razy-żabo!
              • mama_kotula Re: Pesteczko 11.12.06, 13:15
                mmc2 napisała:

                > Wszystkie prace staja sie jednakowe
                > i gdy na scianie np. w przedszkolu wisi 20 prac zadne dziecko nie jest w
                stanie poznac wlasnej pracy, bo wszystkie sa identyczne.

                Nie zgadzam się.
                Identyczny jest wzór. Sposób wykonania się różni. Jedno pomaluje Czerwonego
                Kapturka klasycznie krwistoczerwoną kredką, inne - np. mój syn - wymyśli, że to
                "Zielony Kapturek" i pokoloruje na zgniłą zieleń, na kapturku dorysuje antenkę
                ze sprężynki, na trawie dorysuje kwiatki, a w koszyczku "maszynę do żelków" :D

                Moje dzieci i ich przedszkolni koledzy bez większych problemów rozpoznają swoje
                prace pośród 20 "takich samych".
                Może w starszych grupach przedszkolnych wygląda to inaczej i te prace
                rzeczywiście są identyczne (ale śmiem twierdzić, że tak nie jest - z obserwacji
                wystawek wywieszonych w szatni).

                Taki mi się przykład nasunął, odnośnie do wypowiedzi paru forumowiczek (foremek?
                forumek?), że dziecko czasem powinno zrobić coś wg schematu, żeby nauczyć się
                regularności, pewnej systematyczności itd.
                W grupie mojej córki - chodzi z trzylatkami - dzieci dostały za zadanie
                wykonanie "ręcznika" - wyciąć w kartce papieru frędzelki, i narysować kolorowe
                szlaczki wg wzoru: w jednym rządku krzyżyki, w drugim rządku kółka i tak na
                przemian. Już pomijam fakt, że na całą grupę 2 osoby umiały się posługiwać
                nożyczkami. To zadanie - rysowanie szlaczków - wykonały 3 osoby. Reszta po
                prostu pomazała kartkę dowolnie - ani to nie było ładne, ani konkretne, ani - co
                najważniejsze - nie spełniało celu, jaki miało osiągnąć (wyrobienie precyzji
                ręki, nauka powtarzalności wzoru). Niewątpliwie było to kreatywne i twórcze,
                jednak nie o kreatywność tu chodziło...
                • icala słowo kluczowe:cel 11.12.06, 19:50
                  cel właśnie. cel tego co sie robi. jeśli celem pracy z dzieckiem jest
                  wyrobienie w nim precyzji rączki to szlaczki, powtarzanie schematu, wzoru, jest
                  jak najbardziej dobrym, wydaje mi sie, sposobem. jeśli celem jest wyzycie sie
                  twórcze i narysowanie plamiastego stwora, to niech dziecko swobodnie go sobie
                  wymysla i maluje łapkami umoczonymi w farbie.. przykładów można by mnożyc
                  wiele. gdzieś jest złoty srodek. i mysle, że kluczem do niego jest właśnie:
                  cel. jesli on jest znany rodzicom i dziecku, to efekty bedą cieszyć obie
                  strony.
                  przypomniałam sobie też, że mama czytała mi, kiedy byłam bardzo mała...
                  podrecznik języka polskiego do 1-klasy należący do mojego brata. mało tam było
                  ilustracji, wiecej tekstu, jakieś wierszyki, opowiadanka. w mojej głowie na
                  pewno powstawaly wtedy własnie ilustracje do tych tekstów. nie wiem czy je
                  malowałam czy nie.. myślę, że takie ilustracje, zrobione przez dzieci do
                  tekstów niezilustrowanych, mogą byc bardzo ciekawe..
                  • i2h2 Re: słowo kluczowe:cel 11.12.06, 19:58
                    Po pierwsze - zgadzam się z przedmówczynią, Wysoka Izbo ;-)
                    Po drugie - cały czas powtarzam, że dużo zależy od nauczyciela (dobry będzie
                    potrafil ten cel jasno określić).
                    Po trzecie - to już do Kotuli - trzylatki tak mają (zwłaszcza w grupie).
                    Po czwarte - moje dzieci własnie słuchają w I programie PR Ireny Kwiatkowskiej
                    czytającej Mikołajka i na pewno potem Młoda ruszy do tablicy, bo nic tak
                    wyobraźni nie łechce jak radio ;-)
                    I po piate w końcu - gratuluję, Iwonko, "Kapitana dalekomorskiej wanny".
                    Szalenie mi się te ilustracje podobają :-)
                    • icala Re: słowo kluczowe:cel 11.12.06, 20:33
                      Priomo: dziękuje za gratulacje. Kapitana ilustrowało sie swietnie, bo teksty
                      swietne! Sam mistrz, Kern, wszak!
                      Secundo: radio, radio, radio! to jest to! inna wersja: słuchanie jak czyta Mama
                      albo Tatko... ech, przypominaja mi sie te czasy sielskie-anielskie, kiedy to
                      się słuchało radiowych słuchowisk co dzień w radio...
                    • abepe Re: słowo kluczowe:cel 11.12.06, 21:05
                      i2h2 napisała:


                      > Po czwarte - moje dzieci własnie słuchają w I programie PR Ireny
                      Kwiatkowskiej
                      > czytającej Mikołajka i na pewno potem Młoda ruszy do tablicy, bo nic tak
                      > wyobraźni nie łechce jak radio ;-)


                      O, rety - Mikołajek - jak często, o której i dlaczego nic wcześniej nie
                      wspomniałaś?????????? Po uszach dam!!!
                      • abepe Re: słowo kluczowe:cel 11.12.06, 21:08
                        abepe napisała:

                        > i2h2 napisała:
                        >
                        >
                        > > Po czwarte - moje dzieci własnie słuchają w I programie PR Ireny
                        > Kwiatkowskiej
                        > > czytającej Mikołajka i na pewno potem Młoda ruszy do tablicy, bo nic tak
                        > > wyobraźni nie łechce jak radio ;-)
                        >
                        >
                        > O, rety - Mikołajek - jak często, o której i dlaczego nic wcześniej nie
                        > wspomniałaś?????????? Po uszach dam!!!
                        >


                        Ok, już sobie znalazłam ale po uszach i tak dam, czekaj, no:))
                        • i2h2 Re: słowo kluczowe:cel 11.12.06, 21:12
                          Precz od mych uszu/ Posłuchaj od razu ;-)))
                          Sama nie wiedziałam dopóki dzieci mnie nie uświadomiły. No ale jeśli to "po
                          uszach" ma stanowić pretest do spotkania, to moje uszy jakos to przeboleją ...
      • ewamamaolka3 Re: tu ilustratorka co dzieci nie ma 14.12.06, 13:00
        Swietna wymiana pogladow:))
        Pozwolcie i mnie zabrac glos.
        Mam siedmiolatka, ktory jest uzdolniony plastycznie.(Opinie plastykow)Ja sama
        nigdy nie naciskalam, na stole leza farby, kolorowanki naklejki. Foremki do
        plasteliny tez sa. Ma ochote rysuje, mam ochote wyciska przez foremki. Nie
        zabilo to w nim kreatywnosci, wrecz przeciwnie. Ostatnio przyniosl nagrode,
        Wpadl na pomysl przyklejenia foremek, wypelnienia ich plastelina i uzycia w tym
        wszystkim farb. Wyszlo ciekawie. Czyli umiar we wszystkim
        • ewamamaolka3 Re: tu ilustratorka co dzieci nie ma 14.12.06, 13:03
          przepraszam za gore, Emi nacisnela wyslij zanim zdazylam zmienic
    • steffa Re: Prawie samodzielne ilustracje do książek 13.12.06, 01:40
      Ojej... ale ciekawa dyskusja. Muszę ją jeszcze raz przeczytać o wcześniejszej
      godzinie ;-)
      Na razie dorzucę swoje 3 grosze (polskie).
      Moje dziecko też nie lubi kolorować, ale ma kilka kolorowanek. Przed nimi nie
      uciekniesz, che che. Ale w ramach wolności (mojej i jego) nigdy nie sugeruję,
      żeby: a) nie wychodził za linię, b) kolorował zgodnie z zasadami, czyli wg wzoru
      obok lub z natury ;-)
      Ale on naprawdę nie lubi kolorować. Woli wrobić dorosłego w kolorowanie (a to
      manipulator! :-)).
      Fajnie rysuje. Abstrakcyjnie. Uwielbiam to.
      A może te kolorowanki są po to, żeby jednak dziecko jakośtam odnalazło się w
      społeczeństwie? che che. Niewiem, czy teraz tak jest w szkołach, ale 'za moich
      czasów' (wczesne lata 80.) panie lubowały się w regułkach i nawet taki zeszyt
      straszny trzeba było założyć. W 3 linie. I tata mój rzekł, abym nigdy i pod
      żadnym pozorem nie przyswajała tych bredni, bo są szkodliwe. No i ja nie
      przyswajałam. No i pierwszą dwóję już zaliczyłam w pierwszej klasie. Potem było
      tylko gorzej. ;-) Do dziś nie mogę niczego nauczyć się na pamięć. A koleżanki
      w liceum tak ładnie recytowały z zeszytów.... ;-) Pozdrawiam je (choć pewnie
      nie czytają tego forum), chi chi.
      • abepe skapitulowałam 06.07.07, 14:19
        Nie lubie kolorowanek ale muszę jakoś zachęcić Grzesia do wzięcia kredek do
        ręki. Bazgranie po kolorowankach jakoś go bawi (trochę). Nie jest to kolorowanie
        "w granicach", raczej bazgranie po. Kolory i kształty niezwiązane z
        tematem:))Może przy okazaji sam coś maznie. Na razie jestem uziemiona w domu z
        powodu deszczu, tusz w drukarce się skończył. Sama produkouję kolorowanki:))
        Zamarzyły mi się do kolorowania ilustracje Kiliana do Pyzy. Sa takie niedokończone.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka