Dodaj do ulubionych

Chłopiec w pasiastej piżamie

22.05.07, 15:28
Przeczytałam recenzję - na pewno sięgnę po tę książkę, bo dawno nic mnie tak nie zaintrygowało.
Czy ktoś z Was czytał? Czy to może być książka dla dzieci? A może to, że bohater ma 9 lat nie
świadczy wcale tym, że dla dzieci się nadaje?
Tu recenzja:
czytelnia.onet.pl/0,73169,0,22737,recenzje.html
Obserwuj wątek
    • mpalasz Re: Chłopiec w pasiastej piżamie 22.05.07, 15:45
      Recenzja faktycznie zachęca, więc pewnie sięgnę po tę lekturę.
      Ale mam jeszcze jedno pytanie do wszystkich Forumowiczek: kiedyś był wątek
      (musiałbym poszukać go dokładniej, aby zlinkować): chodziło o to, że nawet
      Niziurski, Bahdaj i im współcześni "trącają myszką", realia już nie te, i ponoć
      dzieci nie chcą tego czytać...
      Więc, skoro akcja wzmiankowanej książeczki to rok 1934, to czy dzieci to
      przeczytają i im się podoba? Co innego recenzja "dorosła", a co innego opinia
      dzieci. Czy faktycznie - tak jak napisała *gopio1 - ta książeczka może być dla
      dzieci?
      Pozdrawiam :)
      Marcin Pałasz
      • i2h2 Re: Chłopiec w pasiastej piżamie 22.05.07, 15:52
        Będzie w punktach, bo mi spieszno ;-)
        Po pierwsze akcja toczy się w 1944 r., nie ma tam w ogóle żadnych realiów (no
        wiem, że to dziwnie brzmi, ale książka "dzieje się" wokół ludzi, a charaktery
        historycznie się przecież nie zmieniają, język współczesny).
        Po drugie - książka NA PEWNO nie jest dla dziewięciolatków, a raczej
        najwcześniej dla gimnazjalistów, no i dla dorosłych.
        I w końcu po trzecie - warto! Aczkolwiek obraz obozu koncentracyjnego
        widzianego oczyma nieświadomego dziecka wali jak obuchem...
      • nchyb Re: Chłopiec w pasiastej piżamie 22.05.07, 15:52
        ciut niżej napisała swoje zdanie, czyli to nie jest dla dzieci, jeżeli już to
        dlanastolatkow, ale niekoniecznie tych najmłodszych...

        Akcja dzieje się w ok. 1942-43, w czasie 2 wojny światowej, konkretnie na
        terenieobozu koncentracyjnego w Oświęcimiu...
        1934 r to rok urodzin Bruna, głównego bohatera...
        • nchyb Re: Chłopiec w pasiastej piżamie 22.05.07, 15:54
          > Akcja dzieje się w ok. 1942-43
          nie znam dodawania :-)
          miało być 1943-44...
    • nchyb Re: Chłopiec w pasiastej piżamie 22.05.07, 15:48
      > Czy ktoś z Was czytał? Czy to może być książka dla dzieci? A może to, że
      bohate
      > r ma 9 lat nie
      > świadczy wcale tym, że dla dzieci się nadaje?
      Ja czytałam. I2h2 też :-)

      Nie dałabym tej książki do przeczytaia dziecku. Byćoże mojemu starszemusynowi,
      teraz już 13-latkowi tak. Dziecku nie...

      Polecam lekturę recenzji z tej strony:
      www.merlin.com.pl/frontend/browse/product/1,498555.html
      szczególnie tekst Małgorzaty Sularczyk, dpowiada mniej więcej moim
      przemyśleniom.Polecam też lekturę tych wątków:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16375&w=62471610&v=2&s=0
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=60037082&v=2&s=0
      • gopio1 Re: Chłopiec w pasiastej piżamie 22.05.07, 15:54
        Dzięki, ale wkurzyłam się - po raz kolejny wyszukiwarka mnie zrobiła w bambuko...
        • jonowo Re: Chłopiec w pasiastej piżamie 22.05.07, 16:26
          ... ja myślę że to książka dla pokolenia dzisiejszych 20-30 latków, moi
          dziadkowie urodzili się w 33 roku, ja mam 29lat, babcia mieszkała w pobliżu
          getta, myślę że ta ksążka jest bardzo ciekawa własnie z tego punktu
          widzenia.... a nota bene Bruno mieszkał w Berlinie czy w Oświęcimiu....??
          • nchyb Re: Chłopiec w pasiastej piżamie 22.05.07, 19:40
            > a nota bene Bruno mieszkał w Berlinie czy w Oświęcimiu....?
            Akcja rozpoczyna się w Berlinie, tu mieszka Bruno z siostrą i rodzicami, tu
            mieszkają jego koledzy, tu stoi jego rodzinny dom, do którego pewnego dnia
            przybywa Furia (odsyłam do tego wątku: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
            f=151&w=60037082&a=62018403 )i tatusia Bruna wysyłają na "nową placówkę,
            czyli miejsca zwanego przez chłopca "Po Świeciem"...
            I później już akcja dzieje się w tymże PoŚwieciu (OutWih)...
    • gopio1 Przeczytałam 17.07.07, 17:54
      Najpierw krytycznie:
      Książka wydaje mi się nieco naiwna. Nie wyobrażam sobie 9-latka mieszkająego
      w 1943 r. Berlinie, który nie wie, że od kilku lat toczy się za jego plecami
      wojna, że nie słyszał słowa Żyd i że nie wie kto to Hitler. To mi się nie klei.

      Pominąwszy te drobne uwagi - bardzo, bardzo dobra książka. Robi wrażenie.
      Ogromnie się cieszę, że ją kupiłam. Bo warto ją mieć w swojej biblioteczce
      (no, tu można wziąć małą poprawkę, bo ja prawie wszystkie książki które czytam
      chce mieć na własność ;) Ale:
      Na pewno do niej wrócę. Na pewno polecę ją za lat kilka swojemu nastoletniemu
      dziecku. Są obrazy, które niemalże nie mieszczą nam się w głowach - ten właśnie
      taki jest. Polecam chyba wszystkim (dorosłym) - bez wyjątku.
      • pszczolamaja Re: Przeczytałam 17.07.07, 19:41
        A mi się wydaje, że taki 9-latek jest "możliwy". Zauważ, że wtedy media nie były
        tak rozwinięte i nie działał mechanizm "globalnej wioski". Dziecko mieszkało w
        spokojnym, mieszczańskim domu i nie dochodziły do niego echa zawieruchy. Nie
        tylko dzieci nie były pewnych rzeczy świadome...
        Poza tym zgadzam się z entuzjastyczną opinią. Już gdzieś pisałam - dla mnie to
        powinna być lektura I klasy gimnazjum.
        • verdana Re: Przeczytałam 18.07.07, 09:53
          Niemozliwy! 9-latek musi chodzic do szkoły, musi mieć lekcje o Żydach i
          rasiźmie (bylo juz w programie szkoły podstwaowej), musi nalezeć - albo
          przynajmniej miec kłopoty, ze nie nalezy - do organizacji mlodziezowej.
          Totalitaryzm polega na tym, ze nawet dzieci w przedszkolu orientują się w
          polityce. A nie wiedzieć że jest wojna nie może nawet 3-latek...
        • gopio1 Re: Przeczytałam 18.07.07, 16:29
          pszczolamaja napisała:
          > A mi się wydaje, że taki 9-latek jest "możliwy". Zauważ, że wtedy media nie były
          > tak rozwinięte i nie działał mechanizm "globalnej wioski". Dziecko mieszkało w
          > spokojnym, mieszczańskim domu i nie dochodziły do niego echa zawieruchy.

          Nie przemawia za mną. 9 lat to duży chłopiec. Tacy biegali już z karabinami, albo przynajmniej
          roznosili pocztę polową. A dom, w którym mieszkali wcale nie był spokojny - wręcz przeciwnie - te
          rzesze żołnierzy, które codziennie się przez niego przewijały nie mogły mu nie dać do myślenia.
          Poza tym - Bruno miał ojca komendanta. Jeśli ten dotarł tak wysoko na szczyt, musiał być zagorzałym
          faszystą. A skoro był faszystą, to nie wierzę, że nie wpajał swojemu synowi pewnych doktryn.
          W sumie autor mógł zrobić z Bruna 5-latka. No, ale ogólnie się nie czepiam :)
          • verdana Re: Przeczytałam 18.07.07, 18:30
            Mam zamiar kupic i przeczytać. Ale takie naciaganie prawdy historycznej (czy
            spolecznej) dla potrzeb akcji doprowadza mnie do szału.
            Nawet pięciolatek do za dużo. Ostatecznie, ze jest wojna, mogł nie zorientować
            się trzylatek - a i to bardzo watpię.
          • pszczolamaja Re: Przeczytałam 18.07.07, 23:12
            Dobra, nie będę jakoś szaleńczo bronić mojej tezy. Niemniej jednak realia życia,
            sposób wychowywania i tempo rozwoju dzieci były te ponad 60 lat temu jednak inne
            niż dziś i to jest niekwestionowalne. Dzieci np. nie uczestniczyły specjalnie w
            rozmowach dorosłych, nikt z nimi godzinami czasu nie spędzał na tłumaczeniu im
            rzeczywistości. Dziewięciolatki były mniej rozwinięte niż ich rówieśnicy dzisiaj
            (akceleracja rozwoju jest stwierdzona). Mogły słyszeć różne rzeczy na lekcjach,
            ale bądźmy szczerzy - który 9-latek żyje tym, co słyszy w szkole. A też nie
            sądzę, że w szkole intensywnie dzieciom opowiadano o tym, jak wyglądają i
            funkcjonują obozy koncentracyjne.
            Czy ten chłopiec nie wie, że jest wojna, czy nie wie, co to za miejsce, gdzie
            jego ojciec został oddelegowany? Ma ktoś książkę pod ręką, żeby to sprawdzić?
            • verdana Re: Przeczytałam 18.07.07, 23:23
              W ustroju totalitarnym wychowuje się dzieci tak, aby własnie żyły tym, co im
              mowia w szkole. W szkole odbywa się swoiste pranie mózgów - można się mu nie
              poddac, ale nie można go przeoczyć. O obozach na pewno nie mówiono, ale o
              perfidnych Żydach - tak. Mierzono też dzieciom czaszki i nosy, pokazywano w
              podręcznikach jak wyglada typ aryjski. Nie mówiąc już o stałym powtarzaniu, jak
              nasi dzielni żolnierze biją się na frontach - jak 9-latek może przeoczyć wojnę
              prowadzona przez wlasny kraj?
              Z miej drastycznych, ale charakterystycznych spraw. W podręczniku dla
              wychowawczyń przedszkoli z roku 1952 jest instrukcja przystrajania choinki. Na
              choince zamiast gwiazdy umieszczano szóstkę, łańcuchy choinkowe byly robione z
              szóstek, a jako św. Mikołaj (tak, nawet nie Dziadek Mróz) występował robotnik w
              kombinezonie (dołączony rysunek kombinezonu i kombinerek wystajacych mu z
              kieszeni). Dzieci, na dowód, ze byly grzeczne recytowały wierszyki - o czymże
              to? O planie szescioletnim.
              I nikt mi nie wmowi, ze czterolatek w przedszkolu anno domini 1953 w PRL nie
              wiedział co to jest plan szescioletni! A gdyby Polska toczyła wojnę....
            • i2h2 Re: Przeczytałam 18.07.07, 23:35
              Zgadzam sie z Pszczołą - w tamtych czasach, przy wychowaniu jakie odbierały
              dzieci dziewięciolatek mógł nie wiedzieć, co się wokół dzieje. Ojciec pokazany
              jako ktoś bardzo daleki (gabinet, który był Niedostępny Zawsze Bez Wyjątku),
              matka kierująca sie konkretnymi zasadami (to jest w sumie powiedziane między
              wierszami, że ona nie wyjaśnia synowi, co się dzieje, a stara się go trzymać od
              tego z daleka; co więcej - nie pochwala tego, co robi mąż).
              Usiłuję to sobie wyobrazić - skoro od początku wokół jest dużo ludzi w
              mundurach, to dla dziecka to jakaś oczywistość, nad którą się nie zastanawia,
              tak jakby się nie zastanawiał nad tym, że mieszka na wyspie, albo w górach...
              Może w szkole są dzieci podobnie wychowywane i dawka patriotyczna jest, ale
              bardziej na razie jako określone zachowania, a nie zbiór prawd (teraz to już
              kombinuję, przydałoby się przeczytać jakiś pamiętnik berlińczyka z tego kresu
              itp.). No i pozostaje się zastanowić, jakie były oznaki tej wojny w Berlinie
              dla dzieci z tej warstwy społecznej, co Bruno i czy naprawdę jest niemożliwe,
              że w eleganckiej dzielnicy dziewięciolatek nie słyszał słowa Żyd (z
              wyjaśnieniem, co to znaczy).
              Sprawdziłam w książce - wszystko jest podawane chłopcu bardzo ogólnikowo: zaraz
              na początku jest taka rozmowa z matką, która wskazuje, że Bruno nic właściwie
              nie wie o swoim ojcu, o tym, co on robi, o tym, dokąd wyruszą.
              • verdana Re: Przeczytałam 18.07.07, 23:43
                No, naprawdę, dziewczyny, nie jest możliwe!!!!! Ustrój totalitarny bardzo
                starannie i usilnie indoktrynuje dzieci. Byloby mozliwe
                -gdyby nigdy nie chodził do szkoły
                -gdyby nie umiał czytac i nie wychodził z domu (sa plakaty antyżydowskie,
                mobiizacyjne, zbiorki na ulicach na żolnierzy itd)
                -gdyby byl uposledzony umyslowo
                Poczytajcie sobie przedwojenne "Plomyki" - ile tam jest o polityce Polski,
                Marszałku, Rydzu -Śmiglym. Dzieci przed wojna w szkole lepiej byly zorientowane
                w polityce, niz dzisiejsze dzieci - bo panstwo prowadzilo
                zdecydowane "propaństwowe" wychowanie. I w Polsce i w Niemczech obchodziło się
                przeciez np. imieniny czy urodziny glowy państwa, dzieci pisały laurki itd.
                Nie chcialabym bezczelnie wykorzystywać swojego autorytetu historyka okresu
                międzywojennego i historii Zydów - ale stawiam cały swoj majatek na to, ze w
                roku 1942 nie było dziecka w Berlinie, ktore nie wiedziało, kto to jest Żyd i
                że toczy się wojna!!!!!
                Poczytajcie sobie podreczniki szkolne z tego okresu, pamiętniki, cokolwiek....
                • i2h2 Re: Przeczytałam 19.07.07, 00:02
                  Toż mówię, że bym poczytała - ale właśnie te niemieckie, a nie nasze...
                  Zastanawiałam się nad tym w momencie czytania książki i wyszło mi, że nie jest
                  to takie zupełnie niemożliwe, zwłaszcza zważywszy nastawienie matki chłopca.
                  Z tym, że biorę cały czas poprawkę na moją nieznajomość realiów szkolnych
                  (właśnie brak mi tych podręczników, pamiętników) i "topograficznych" (szkoła w
                  dobrej dzielnicy, zwykli ludzie starający się żyć mimo wojny i już obraz jest w
                  jakiś sposób przekłamany). Sytuacja odlegle, ale przypomina mi ten film o ojcu
                  z synem w obozie, kiedy ten ojciec cały czas przekonuje dziecko, że to zabawa
                  (nie pamiętam tytułu, a i szczegóły może mylę, wybacz).
                  Nie upieram się, że tak było, jedynie usiłuję udowodnić, że taki scenariusz nie
                  jest całkowicie niemożliwy.
                  • gopio1 Re: Przeczytałam 19.07.07, 07:45
                    No ale jest jeszcze Gretel - siostra Bruna. Jest co prawda 3 lata starsza, ale ona już całkiem nieźle
                    orientuje się w sprawach niemieckich. To jak to jest - 12-latka wie dużo, a 9-latek nic?
                    A przecież wychowują się w tym samym domu.
                    • algod Re: Przeczytałam 19.07.07, 13:11
                      Też przeczytałam i jakoś mnie to zezłościło.
                      Doceniam pomysł pokazania obozu koncentracyjnego oczami kogoś, kto jest jak
                      kosmita lądujący niespodziewanie na ziemi. Nic nie rozumie, bo mu jego wiedza o
                      zasadach funkcjonowania świata nie pasuje do nowej rzeczywistości. Na pewno
                      efektowne są sceny, w których bohater próbuje wpasować to, co słyszy od
                      żydowskiego chłopca, w swoją wiedzę o świecie, swoje schematy poznawcze - ująć
                      np. transport do Oświęcimia w znany sobie schemat podróży - pociągiem z wagonem
                      restauracyjnym, pociągiem niezbyt zatłoczonym, bo gdyby był zatłoczony, można
                      by było wybrać inny pociąg... Wydaje mi się to niezłym pomysłem na metaforyczne
                      pokazanie, jak bardzo rzeczywistość obozu wykracza poza zwykłą zdolność
                      pojmowania świata.
                      Ale dziewięciolatek nie jest chyba odpowiednim bohaterem, aby tę metaforę
                      rozwinąć.Podobnie jak kilka przedmówczyń, mam poczucie kompletnego
                      nieprawdopodobieństwa sytuacji. Przekonana jestem, że propaganda hitlerowska
                      nie mogła omijać dzieci w tym wieku. Nie wierzę w brak indoktrynacji w szkole.
                      A w Oświęcimiu chłopiec ma nauczyciela, który uczy go między innymi historii -
                      i co, nie mówi synowi komendanta niemieckiego obozu koncentracyjnego ani słówka
                      o odwiecznym wrogu narodu niemieckiego? Przecież powinien się bać, że jak tego
                      nie zrobi, to za chwilę znajdzie się po drugiej stronie obozowego muru.
                      Nie mam zbyt dobrej orientacji w rozwoju dzieci, ale zdaje mi się też, że jak
                      na dziewięciolatka, to Bruno ma strasznie słabą zdolność kojarzenia faktów i
                      wyciągania wniosków. Czy faktycznie nawet rozpieszczony dziewięciolatek nie
                      połapałby się przez parę miesięcy, że jak ktoś jest blady, wychudzony i rzuca
                      się łapczywie na każdy poczęstunek, to znaczy, że głoduje? Powinien znać te
                      objawy chociażby z baśni. Czy możliwe, aby opowieści kolegi (wyrzucenie z domu,
                      gnieżdżenie się w 11 osób w jednej izbie, przymusowa podróż w okropnych
                      warunkach etc.) tak kompletnie nie wpłynęły na jego obraz obozu jako
                      zwyczajnej, szczęśliwej osady? Czy dziewięciolatek jest jeszcze tak zamknięty w
                      swoim świecie, że nie potrafi sobie w ogóle wyobrazić, że kto inny może żyć w
                      odmiennych warunkach niż on, w związku z czym kompletne ignoruje fakty, które
                      mu nie pasują do jego obrazu rzeczywistości? Czy możliwe, aby chłopiec o
                      ambicjach odkrywcy nie zrobił nieco większego wysiłku, aby zrozumieć tę dziwną
                      sytuację, chociażby dowiedzieć się, dlaczego nie wolno wchodzić do obozu?
                      Mamy dziewięciolatków - jak to jest? Bo mnie to wszystko faktycznie wydaje się
                      pasować raczej do trzylatka niż dziewięciolatka.
                      Można by może potraktować tę książkę jak przypowieść, jak metaforę, podobnie
                      jak wspomniany tu przez kogoś film Życie jest piękne, w którym raczej nie
                      szukałam prawdopodobieństwa. Ale jakoś mnie tu jednak te niekonsekwencje
                      drażnią, mam wrażenie, że miało być realistycznie i nie wyszło.
                      • verdana Re: Przeczytałam 19.07.07, 14:36
                        Słuznie jestes przekonana, ze propaganda hitlerowska nie omijala dzieci w tym
                        wieku - ja to wiem. Dzieci w tym wieku miały lekcje,, jak rozpoznać Żyda.
                        • pszczolamaja Re: Przeczytałam 19.07.07, 23:42
                          Warto zwrócić uwagę na fakt, iż "Chłopiec w pasiastej" nie pretenduje do miana
                          książki historycznej. Wg mnie, podobnie jak przytaczany film "Życie jest piękne"
                          należy tę powieść odbierać bez rozkładania na czynniki pierwsze i kłócenia się o
                          szczegóły, bo nie one są w tej książce istotne. Ważny wg mnie jest -
                          niezmiennie - przekaz, że to ludzie ludziom zgotowali ten los, okrutnie, bez
                          sensu, absurdalnie, nie do pojęcia.
                          Czy Bruno wiedział, czy nie, ile wiedział - niech ocenią historycy. Ale każdy
                          normalny człowiek, nie mając w swoim zbiorze pojęć obozu koncentracyjnego,
                          miałby, podejrzewam, taki sam opór przed zrozumieniem, co się dzieje za tymi
                          drutami. To chyba o to chodzi - że tego nie da się zrozumieć. I że człowiek musi
                          bardzo uważać, bo drzemie w nim tak bezgraniczne zło.
                          A dyskusja o tym, ile wiedział Bruno, jest trochę wylewaniem dziecka z kąpielą.
    • mamalgosia Re: Chłopiec w pasiastej piżamie 17.07.07, 21:17
      Bardzo mi się podobało zakończenie
    • gopio1 Od Autora... 06.08.07, 17:43
      To tak a propos wcześniejszej kwestii spornej:

      "N i e j e s t to książka o Oświęcimiu, tylko o chłopcach, którzy w czasie
      drugiej wojny światowej znaleźli się po przeciwnych stronach ogrodzenia.
      Niewinność i naiwność Brunona są sprawą kluczową dla powieści, ale też właściwą
      tamtym czasom."

      i teraz najważniejsze:

      "Pytanie czy dziewięcioletni chłopiec, a zwłaszcza syn komendanta obozu, mógł
      nie miec pojęcia, co sie wokół niego dzieje, dotyka kwestii znacznie głęnszej:
      jak można było na oczach świata mordować miliony ludzi, a nikt o tym nie wiedział?"
      • irmeline Re: Od Autora... 08.08.07, 13:24
        No i otóż to. Wszystko to metafora, bardzo moim zdaniem udana i
        poruszająca.
        A co do wiedzy o tym, co działo się w obozach - przez długi czas nie
        mieli jej przecież nawet ci, którzy tam trafili - im też się
        początkowo wydawało, że trafili do obozów pracy. Komory gazowe nie
        powstały od razu, plan masowej eksterminacji Żydów też nie był
        nagłaśnianą sprawą, wszystko było zawoalowane, przeinaczane. W końcu
        do dziś wiele osób na zachodzie mówi o obozach "polskie obozy
        koncentracyjne".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka