aaga8
18.11.08, 09:43
U nas w formie zmory porannej najczęściej występuje dwulatka. Przychodzi o
świcie rozbudzona na maksa z książką w ręku (a zazwyczaj z całym naręczem
wyapadjących jej po drodze książek)i okrzykiem "Mama citamy". Wówczas
zarządzam ewakuację - tzn. zwlekam się na kawę i po kawę dla reszty rodziny-
pozostawiając biednego zaspanego M na pastwę małego potwora "Tata citamy".
Zazwyczaj zaraz potem dołącza pięciolatek ze swoją lekturą (czasami łaskawie
godzi sie na wspólne słuchanie książki "dla maluchów").
Ostatnio podjęłam próbę edukacji starszego (fanatyka Dzieci z Bullerbyn)
rozsnuwając przed nim cudowne wizje poranka sam na sam z Ireną Kwiatkowską i
"Dziećmi...". Dumna z pomysłu spokojnie położyłam się spać licząc na miły
poranek. Teraz przyłazi i gramoli się do łóżka i słyszę "Mamo poczytasz?"
"Przecież miałeś słuchać płyty" "Acha. dobra". Ale ja już niestety nie zasypiam...