nazgul
26.07.08, 00:34
Właśnie się zastanawiam nad kolejną niekonsekwencją w HP, tym razem dotyczącym
procedur przydziału pierwszaków do domów. Jak wiadomo, odbywa się to przy
pomocy tiary przydziału, która po kolei dogłębnie lustruje nowicjuszy pod
kątem tych ich cech, które stanowią kryterium przydziału do domów, a następnie
dokonuje wyboru.
Zastanawiam mnie wobec tego jedna rzecz : jak to się w takim razie dzieje, że
w gruncie rzeczy do każdego z domów trafia właściwie po równo uczniów, a do
tego prawie idealnie jest zachowana również statystyka płci ? W sumie
sortowaniu podlega niewielka grupa, od 40 do 50, może nawet 100 dzieci - to
nie jest na tyle wielka próba statystyczna, żeby się wszystko uśredniało.
Przecież tiara dokonuje przydziału w czasie rzeczywistym, nie ma tak, że ma
już wstępny przegląd całej grupy i może ich poprzydzielać drogą jakiejś
optymalizacji ... rozterki tiary przy przydzielaniu Harry'ego, a także
Hermiony wyraźnie pokazują, że przydział następuje w chwili założenia tiary, a
sortowanie nie jest tylko ceremonialnym potwierdzeniem tego, co już
zdecydowano wcześniej /choć może całe "dylematy" tiary są tylko takim samym
elementem budowania nastroju, jak odczytywanie wyników wyborów miss świata -
ale szczerze wątpię/. W takim razie o ile tiara może mieć jakieś porównanie
bieżącego delikwenta z poprzednikami, to nie powinna mieć żadnego porównania z
następnymi, o których nic jeszcze nie wie (gdyby wiedziała, nie musiałaby się
tak długo zastanawiać). A jednak na koniec wychodzi idealnie równo ... czyżby
tiara przydzielając kolejnego delikwenta brała pod uwagę, ile gdzie jeszcze ma
miejsc wolnych i przydzielała tylko z tej puli ? Ale wtedy sortowanie
ostatniego ucznia byłoby fikcją - z góry byłoby wiadomo, gdzie ma trafić :(
Natomiast sprawa równego rozkładu płci po domach moim zdaniem świadczy
ewidentnie o założonej poprawności politycznej książki. Wiele się czytuje
ostatnio dyskusji o płci mózgu, zdania są różne, ale akurat cechy niektórych
domów są na tyle specyficznie określone, że powinno to prowadzić do wyraźnych
różnic w przydziale według płci. Większość z nas pamięta z czasów podstawówki
(a to jest wiek, w jakim dzieci są sortowane w Hogwarcie), że w tym wieku
dziewczynki są znacznie rozsądniejsze (już) i mają bardziej ukierunkowane
pozytywne emocje, zaś chłopców w tyym wieku cechueje znacznie większa odwaga
(po części będąca wynikiem braku rozsądku) i ambicjonalność. Dopiero w
późniejszym wieku, z rozpoczęciem dojrzewania, to ulega częściowemu
odwróceniu. W takim razie powinna być wyraźna asymetria - Gryfindor i
Slytherin powinny być zdecydowanie bardziej męskimi domami, a Ravenclaw i
Hupplepuff - żeńskimi (choć oczywiście, nie mam tu na myśli braku koedukacji,
a jedynie proporcje). Można niby zakładać aż tak wielką mądrość i
przenikliwość tiary, że w chwili sortowania widzi ona przyszłość sortowanej
osoby z dużym wyprzedzeniem - ale jednak prędzej jest to sprawa poprawności
politycznej. Wszystkim po równo, z jednym wyjątkiem - Slytherin jest be, tam
trafiają tylko czystokrwiści fanatycy (ale chłopaków i dziewczyn dalej równo),
co stanowi odpowiednik mugolskich rasistów, purystów religijnych,
nietolerantów seksualnych itp. itd.
Jeszcze na koniec - czy zauważyliście, że w Slytherinie (w czasach Harry'ego
- bo młody Riddle to wyjątek) dziwnym trafem są tylko tępi osiłkowie /Crabbe,
Goyle, Flint, Montague itp./, a nawet dziewczyny są głównie paszkwilaste i
mało kobiece /Bullstrode, a nawet Parkinson - choć w filmie akurat Genevieve
Gaunt jest całkiem ładna, to raczej bohaterki pozytywne są brzydkie, ale to
może kwestia castingu w na tyle młodym wieku/ ? Za to pozytywni bohaterowie
albo są w miarę niegłupi i atrakcyjni, albo jak już są pierdołowaci i brzydcy
/Neville/ to w sympatyczny sposób.
Pozdrawiam