asiula1306
11.03.10, 20:55
Czytam to forum od jakiegoś czasu, już wcześniej chciałam napisać ale jakoś
nie mogłam, trafiłam tutaj po tytule, myślałam, że znajdę tu mamy ktore mają
dzieci urodzone z potworniakiem bo nigdzie nie mogę znaleźć kogoś z kim
mogłabym o tym porozmawiać. W 2006 roku, w 28 tygodniu ciąży lekarka
stwierdziła, że coś jest nie tak z moim dzieckiem ale ma za słabe usg i nie
może mi powiedzieć co to jest, wysłano mnie do szpitala do Poznania aby tam
zrobić usg, usłyszałam, że moje dziecko może mieć potworniaka albo rozszczep
kręgosłupa, oprocz tego stwierdzili powiększoną nerkę i stopę końsko-szpotawą,
miałam wyznaczoną cesarkę na dwa tyg. przed terminem,JAK JA SIĘ WTEDY
BAŁAM!!nic do mnie nie docierało, jak to moje dziecko chore??, ciągle płakałam
i mowiłam do synka, myślę, że cała ta sytuacja spowodowała, że zaczęłam rodzic
w 35 tyg. ciąży, synek tak się spieszył, że w ostatniej chwili trafiłam na
salę opercyjną, lekarz mowił potem, że musiał synka wycofywać bo zaczął się
już przeciskać, dzięki Bogu okazało się, że to (z dwojga złego) potworniak,
potrzebna będzie operacja, powiększona nerka była wynikiem ucisku i wrociła do
normy, a stopka tez była w porządku, w czwartej dobie życia przewieźli synka
do innego szpitala, kiedy go zabierali płakałam, był taki malutki(2800, 44
cm), ale widziałam jego radosne oczka ktore mowiły nie martw się mamo, będzie
dobrze, a potem tydzień na OIOMie, synek utrzymywany w śpiączce, te wszystkie
rurki wystające z tego małego ciałka,nie wolno mi było go dotykać, tylko
siedzieć i patrzeć, potem kontrole, badania, markery, dopiero w zeszłym roku,
kiedy synek skończył trzy lata i w końcu zrezygnował z pieluch( z powodu
umiejscowienia guza były obawy czy mięśnie zwieraczy będą dobrze
funkcjonowały), teraz mamy kontrole raz w roku, dodatkowo w wieku 11 miesięcy
zdiagnozowano synkowi kamicę pęcherzyka żołciowego, w drugiej ciąży byłam
pełna obaw, tym większych im bliżej końca ciąży, coreczka też urodziła się w
35 tyg.
Przepraszam za ta przydługą wypowiedź, ale czasem potrzebuję się wygadać a
ostatnio nie mam przed kim
Czytam Wasze wątki i płaczę,dziękuję wtedy Bogu, pamiętam co ja wtedy czułam
gdy nie wiedziałam co z synkiem, to tak bardzo bolało, nawet nie potrafię
sobie wyobrazić, tego co Wy czujecie po stracie dziecka, kiedy o tym pomyślę
sądzę, że nie dałabym chyba rady, nie wiem co bym zrobiła...czytałam list
Aniołka do mamy przez łzy, czytałam bloga mamy Miłoszka i płakałam i mogłabym
tak dalej wymieniać, podziwiam Was Kochane, jesteście silne i takie
pozostańcie, ściskam Was mocno!!
[*]dla wszystkich Aniołkow