02.06.04, 23:15
Dzisiaj widziałam ładną, młodą kobietę ubraną na czarno.
Wiecie doskonale, że tej wiosny i lata ma być kolorowo. I na ulicach jest.
Dzisiejszy dzień w Warszawie był dosyć ciepły, wiele kobiet chodziło już z
gołymi nogami, a ona miała czarne rajstopy. Zastanowiłam się - czy to po
prostu taki jej styl ubierania się, czy jest to żałoba.

Czy jeszcze nosi się żałobę? I przez rok?

Moja mama zawsze powtarzała, że żałobę nosi się w sercu. Kiedy umarł mój
ojciec ( równo 20 lat temu), mama przyszyła nam tylko kokardki z czarnej
aksamitki do kurtek. Poza tym znakiem, nie nosiliśmy żałoby. Po dziadkach również.
Często zastanawiałam się czy będę nosiła żałobę po Malutkiej. Znowu wychodzi
moja praktyczna natura, bo myślę sobie, że widoczna żałoba odstrasza. Takie
barwy ochronne. Trzeba mieć wielką odwagę lub tupet, żeby "zaczepiać" młodą
osobę w żałobie. I dochodzę do wniosku, że ja właśnie po to nosiłabym żałobę -
zeby mnie nie zaczepiano i nie pytano " a co się stało?"
Obserwuj wątek
    • ewamonika1 Re: Żałoba 02.06.04, 23:29

      Aga
      Mam koleżankę - pisałam o niej kiedyś na forum, która straciła w wypadku męża.
      Byli naprawdę szczęśliwym małżeństwem, właśnie kupili działkę, mieli budować
      swój wymarzony dom. Mieli dwie córeczki - ola w chwili śmierci taty miała
      niewiele ponad rok.
      Ta dziewczyna nosiła żałobę przez ponad 2 lata. Wszystkich prawie to drażniło,
      w pracy aż to raziło, ale ja ją na swój sposób rozumiałam. Ona tego
      potrzebowała i tu rzadne nakazy nic nie dawały. Fakt - było mi szkoda jej
      córek, które straciły ukochanego tatę i jeszcze do tego cały czas widziały
      smutną mamę, ubraną nonstop na czarno. Ale kiedyś jej powiedziałam, że wierzę,
      iż - gdy będzie gotowa - pożegna ten kolor i zacznie żyć inaczej.
      I udało się - takim impulsem była I Komunia jej starszej córki - w końcu
      zobaczyłam ją ubraną w jasne ubranie. Odetchnęłam z ulgą, ale wiele osób do
      dziś nie może jej tego darować. Wg mnie to nie jest sprawa innych ludzi, ale
      tych, którzy przeżywają żałobę.
      cześć - ewa
      • agablues Re: Żałoba 02.06.04, 23:52
        Zgadzam się, pytanie - czy jeszcze czuje się taką potrzebę?
        Jak widać - tak. To chyba zależy kogo opłakujemy, prawda? i jak byliśmy związani
        z tą osobą, której już nie ma z nami.
        Ja też miałam kolezankę, która została wdową mając zaledwie 25 lat. I wiem, że
        była na cmentarzu codziennie i nosiła żałobę. Nie wiem jak długo. Teraz, po
        kilku latach ma nowego męża i dziecko.
        • anuteczek Re: Żałoba 03.06.04, 08:14
          Aga, ja miałam taki odruch noszenia ciemnych ubrań, wesołe mnie drażniły, źle
          się w tym czułam. W Dzień Matki i Dzień Dziecka odruchowo wyjęłam z szafy
          czarny kostium, jakoś nic innego mi nie pasowało. Moja mama po śmierci
          ukochanego brata też chodzi ciemno ubrana. Mówi, że nie może się przełamamć i
          źle się czuje w jasnych rzeczach.
          Widać coś jest w tej żałobie
          andzia
    • sloggi Re: Żałoba 03.06.04, 08:18
      U mnie w rodzinie (jestem pół greko-katolikiem) przyjęte jest, że panie
      ubierają się w ciemniejsze kolory - ale nie czarny. Panowie do normalnego
      stroju zakładają czarny krawat.
      Podobnie jak u Agi - mówi się, że żałoba to nie strój.
      • ada16 Re: Żałoba 03.06.04, 09:07
        A ja kilka mięsięcy temu straciłam Tatę.
        Noszę żałobę.
        Początkowo wyłacznie czarną, obecnie nieco rozjaśnioną ( czasem biel, czasem
        popiel) .I tak do rocznicy.
        A,
    • melka_x Re: Żałoba 03.06.04, 10:23
      Większość rytuałów ma bardzo głębokie znaczenie, dlatego powiem od razu - nie
      zgadzam się ze stwierdzeniem, że żałobę nosi się w sercu, bo z tego łatwo
      wyciągnąc wniosek, że sformalizowanie zasad związanych z zachowywaniem się
      wobec śmierci nie ma sensu, że to pusta forma. Pogrzeb - symboliczne zamknięcie
      pewnego etapu, unaocznienie bliskim, że osoba chowana odeszła. Wcześniej coraz
      już rzadszy zwyczaj czuwania - pożegnanie. Jeszcze wcześniej obmywanie
      zmarłego, ubieranie - kiedyś robiła to rodzina. Stypa - dziś często dziwi,
      coraz rzadziej urządza się je w dużych miastach. A przecież one miały na celu
      umożliwienie rodzinie porozmawiania o zmarłym, symboliczne zapoczątkowanie
      pierwszego etapu żałoby i zwerbalizowanie emocji, co jak dzisiaj przyznają
      terapeuci jest niezbędne, żeby wrócić do życia. Żałoba to coś więcej niż czarny
      strój, to przecież również pewien tryb życia - bez przyjęć, zabaw, tańców. Nie
      bezsensowne zakazy, ale chronienie osób w żałobie. Te normy dawały gwarancję,
      że osoba w żałobie będzie odpowiednio traktowana, że nikt nie będzie zapraszał
      jej na radosne uroczystości, że w miarę możliwości będzie się jej oszczędzać
      widoków normalnego życia, które przecież tak wtedy drażni. Te normy miały
      jeszcze inne uzasadnienia. Określanie czasu żałoby w zależności od stopnia
      pokrewieństwa i związane z żałobą zakazy dawały czas na pogodzenie się ze
      stratą, na opłakanie jej. Żałoba sprawiała, że osoby po śmierci kogoś bliskiego
      nie czuły nacisku na szybki powrót do normalnego życia. Wreszcie jeszcze jedno
      uzasadnienie. Nie zawsze śmierć bliskiej osoby była powodem do rozpaczy. Z
      różnych powodów nie ma czasem prawdziwej więzi między pozornie najbliższymi.
      Wtedy załoba jest odczuwana jako coś narzuconego. Ale nawet wtedy ma głęboki
      sens, chodzi o to, żeby nie podkopywać podstaw, na których zbudowano
      społeczności - szumnie brzmi, ale jak to inaczej ująć? A jedną z takich podstaw
      są więzi rodzinne. To nie hipokryzja, ale zakaz manifestacji przeciwko normom,
      bez których taki kształt społeczności jaki znamy, rozpadłby się. On zresztą
      dzisiaj rozpada się (przekształca?). Odchodzą różne zasady i rytuały, ale bez
      nich jesteśmy bezradni, powstają więc poradniki jak traktować osoby po stracie
      kogoś bliskiego. Te poradniki nie są niczym innym jak próbą odkrywanie rzeczy
      dawno odkrytych (ok - gwoli sprawiedliwości są też próbą dostosowania różnych
      norm do współczesności). I czy odchodzenie od rytuałów związanych ze śmiercią
      jest jednym ze skutków tych przekształceń(rozpadu?) czy jedną z przyczyn?
      Pytanie z natury czy pierwsze jajko czy kura. Niewątpliwe jest to związane z
      tym, że śmierć stała się tematem tabu. Z różnych powodów. Trochę dlatego, że
      odchodzimy od wiary, że coraz mniej osób jest głeboko przekonanych, że śmierć
      to początek innego życia. Ta myśl, że to koniec wszystkiego budzi przerażenie.
      Ale chyba jeszcze w większym stopniu wpływa na to co się dzieje, fakt że śmierć
      stała się czymś niecodziennym. Kiedyś gdy granica długości życia była znacznie
      niższa, ze śmiercią oswajano się w dzieciństwie. Nie sposób było dożyć
      dorosłości nie tracąc nikogo. Traciło się rodziców, rodzeństwo, później dzieci,
      meżów, żony itd. więc śmierć mimo, że wiązała się z rozpaczą była czymś
      naturalnym. Sądzę, że dzięki temu ludzie mieli poczucie, że śmierć jest
      nieodłącznym elementem (końcem) życia. My trochę udajemy, że śmierci nie ma,
      śmierć traktujemy jako przegraną lekarzy, i dlatego śmierć nas uderza
      podwójnie. Również dlatego inni nie umieją z nami o tym rozmawiać.

      Wszystko to o czym piszę wyżej przeżyłam na własnej skórze. Wszystko to o czym
      piszę, nam okazało się bardzo potrzebne.
      Czuwanie przy zmarłym - namiastką było pożegnanie z Natalią w szpitalu.
      Mieliśmy ogromną potrzebę potrzymanie jej jeszcze w ramionach, przytulenia.
      Obmyliśmy jej buzię, poprawiliśmy kołderkę, w którą była zawinięta.
      Wszystko się buntowało przeciw temu, żeby ją tam zostawić i pozwolić zabrać ją
      do kostnicy, to było nieludzkie. Czuliśmy, że naturalne byłoby zabranie jej do
      domu. Naturalne byłoby gdyby to któreś z nas włożyło ją do trumny, a nie
      wynajęta osoba w zakładzie pogrzebowym. Pogrzeb był rzeczywiście unaocznieniem
      tego co się stało. W moim przypadku pogrzeb zapoczątkował proces wychodzenia z
      szoku. Żeby pogodzić się ze śmiercią i za jakiś czas wrócić do życia, trzeba w
      nią uwierzyć.
      Nie było typowej stypy, ale przyjechali do nas rodzice. Razem oglądaliśmy
      zdjęcia, razem płakaliśmy.
      Na Sylwestra nigdzie nie poszliśmy. Ale i tak na dopadł. Sztuczne ognie widać
      było przez okno, nie można było uciec przed radosnym hałasem - koszmar.

      Na koniec ciekawostka - nie do końca nie na temat. Niedawno spotkałyśmy z Anią
      w sprawie artykułu z psychoterapuetką zajmującą się ludźmi po stracie dziecka.
      Stanowisko terapeutów jest następujące: po śmierci dziecka ludzie nie powinni
      decydować się na następne przed upływem roku (część mówi nawet o dwóch latach).
      Czyli dokładnie tyle, ile trwa formalna żałoba. Dlaczego? Z ich doświadczeń
      wynika, że ludzie, którzy wcześniej decydują się na ponowne rodzicielstwo mają
      problem z akceptacją nowego dziecka, to dziecko często jest wtedy zamiast. Co
      jeszcze ciekawsze - kobiety zachodzące szybko w ciążę po stracie dziecka mają
      bardzo często problemy z jej utrzymaniem. Procent zagrożonych czy wręcz
      niedonoszonych ciąż jest znacznie wyższy niż u reszty ciężarnych.
      • agablues Re: Żałoba 04.06.04, 19:46
        Magda, zgadzam się, że te wszystkie rytuały są bardzo ważne. Kiedyś były one
        powszechne i pewnie nikt się nie zastanawiał po co są. I nieważne kogo się
        żegnało, własne dziecko czy sąsiada zza miedzy.
        Ale teraz jest inaczej. Rytuały zanikają, nie przekazujemy ich dzieciom. Kiedyś
        ludzie umierali w domach i wszyscy byli przy tym obecni, nierzadko żegnali się z
        umierającym. Teraz często najbliżsi umierają w szpitalach, bez rodziny, ciało
        się oddaje dpzakładu pogrzebowego i przyjeżdża się dopiero na pogrzeb.
        Mówiąc o tym, że żałobę nosi się w sercu, chodzi chyba o to, że musi ona
        wypływać z serca, inaczej jest hipokryzją. Jakwcześniej wspominałam, mój ojciec
        umarł jak miałam 11 lat. Trzy lata wcześniej , rodzice rozstali się. Nie mogę
        powiedzieć, że go nie kochałam, ale też nie łączyła nas jakaś szczególna więź.
        Był zwykłym, zapracowanym ojcem, który nie zajmował się dziećmi zbyt dużo. Kiedy
        umarł - do mnie to nie docierało, nie wierzyłam w to po prostu. Siedziałam przed
        trumną w kościele, patrzyłam na tabliczkę i myślałam, że to wszystko żart. Że on
        patrzy sobie z boku i się z nas śmieje. Do dzisiaj żałuję, że otworzono na
        cmentarzu trumnę, nawet zrobiono zdjęcie...
        Mimo to, nie odczułam boleśnie tej straty. Czasami mi go brakowało, ale nie była
        to rozpacz. Mysle, ze moja mam dobrze zrobiła, ze nie kazała nam się ubierac na
        czarno. Tak samo było, gdy umarli moi dziadkowie. Jak mogłam nosić żałobę po
        kimś, kogo nawet nie kochałam, tak powierzchowne były kontakty z nimi.
        Inna sprawa, ze stratą kogo sie naprawde kocha. Nie wyobrażam sobie, by ktoś
        inny przygotował moje dziecko, chciałabym czuwać...I tak jak rzadko chodzę na
        cmentarz , na grób mojego ojca - w przekonaniu, że on tego nie potrzebuje, ja
        tym bardziej, tak jeżeli chodzi o dziecko....zupełnie inna sprawa.
        Dodam jeszcze,że jakiś czas temu, moja mama uczestniczyła w tradycyjny pogrzebie
        na mazurskiej wsi. Ciotka umarła w somu, we własnym łóżku, ze wszystkimi zdążyła
        się pożegnać. Nie wiem czy leżała w kaplicy, ale raczej w domu, przez cały czas,
        który pozostał do pogrzebu, przychodzili ludzie ze wsi i czuwali przy niej. Do
        kościoła wyniesiono ją z domu i była właśnie niesiona. Na cmentarz tak samo. A
        potem była stypa. I szkoda, że takich pogrzebów jest coraz mniej.
        Może wrócimy do tradycji, może śmierć przestanie być tematem wstydliwym...
        • melka_x Re: Żałoba 05.06.04, 12:43
          Zgadzam się Aga. Mój post był ogólnym rozważaniem na temat z czego różne
          rytuały wypływają, a nie apelem, żeby bez względu na wszystko trzymać się norm.
          Sama nie chodzę już ubrana na czarno. Natomiast oddawanie ciał do kostnicy,
          mycie i ubieranie przez osoby z zakładów pogrzebowych, śmierć w szpitalu - to
          wszystko są rzeczy, z którymi nie godzę się, w każdym razie nie pogodziłam się
          w przypadku Natalii.
          Pozdrawiam
          Magda
    • olivka27 Re: Żałoba 03.06.04, 10:58
      Mój tata zmarł jak miałam 15 lat.Przez rok ubierałyśmy się na ciemno-ja i
      siostra,mama na czarno.Przez rok regularnie co tydzień byłyśmy na grobie,tam
      płakałyśmy,rozmawiałyśmy ze soba i z Nim.Pamiętam że to nam bardzo
      pomagało.Unikałyśmy też zabaw,dyskotek,jakoś nie miałam wtedy ochoty.Ten
      pierwszy rok był najcięższy,żałoba bardzo nam wtedy pomogła.Była potrzebna
      zwłaszcza mamie,która przez ten czas musiała nauczyć się żyć w
      pojedynkę,zobaczyć jak to jest samemu wychowywać dwie dorastające
      dziewczyny,próbować zrozumieć dlaczego nagle odchodzi zdrowy 38 letni
      mężczyzna,mąż i ojciec.Potem było już coraz lepiej,zgodnie ze słowami
      poety:"Jest taka bólu granica..."Minęło już 12 lat,odzyskałyśmy spokój,jesteśmy
      pogodzone( może nam się tylko tak wydaje-mama nie wyszła ponownie za
      mąż).Żałobę wspominam jako czas adaptacji,stopniowego godzenia się z
      losem,cichej zadumy,smutku.W każdym razie nie wyobrażam sobie bez niej
      powracania do życia i chyba na tym polega jej rola.
    • agawa2 Re: Żałoba 03.06.04, 15:06
      Mój synek zmarł 27 grudnia. Wszędzie dookoła radość i fajerwerki a ja
      zrozpaczona. Nosiłam czerń żeby wyrzucić z siebie złe emocje. A ciotki mówiły
      mi, że po malutkim dziecku nie nosi się żałoby. Mi było to potrzebne. Nie na
      siłę, bez absolutnego pilnowania się zeby nie włożyć nic innego niż czarne. A
      wiosną, razem z naturą, kolory też sie zmieniły.
      • asia.miniaczek Re: Żałoba 03.06.04, 15:45
        Ja bardzo lubię kolor czarny, często nosiłam ubrania tego koloru przed ciażą w
        trakcie, po prostu lubię ten kolor ( poza tym jestem przy kości i wiecie ...:)
        Teraz też chodzę w ubraniach tego koloru, nikt na to nie zwraca uwagi, znajomi
        są przyzwyczajeni do noszenia przeze mnie tego koloru.


        Uważam , że tak na prawdę żałobe nosi się w sercu...

        Asia- mama Zuzanki.
        • joannajarek Re: Żałoba 03.06.04, 22:13
          Ja tez uwazam ze zalobe nosi sie w sercu ( tak zawsze mowila mi moja Babcia
          ktora nawet po smierci Dziadka nie mogla ubierac sie na czarno).
          Czarny stroj dziala strasznie przygnebiajaco i napewno nie pomaga w dojsciu do
          rownowagi i odzyskaniu spokoju.
          Dlatego nie ubieram sie na czarno choc przeciez o mojej Zuzi mysle z bolem
          codziennie.
          Asia
    • 9322md Re: Żałoba 04.06.04, 22:23
      Tak, czerń żałoby jest pancerzem pod którym się ukrywam.Faktycznie ludzie nie
      zadają bolesnych pytań,starają sie rozmawiac na tematy neutralne. Ja jednak
      noszę czerń żeby odgrodzić się od współczucia, życzliwości. Mimo, że pragnę jej
      bardzo-to się jej boję.Nawet bardziej niż pytań typu co się stało. Boję się że
      pod wpływem czyjejś serdeczności pęknie moja samokontrola i rozsypię się na
      miliony kawałków i nie będe mogła funkcjioować, nie dam rady żyć.
      • agablues Re: Żałoba 04.06.04, 23:03
        Pytania "Co się stało z ..." bardzo się boję. Dlatego zaczynam mówić o chorobie
        mojej córeczki, żeby wiedzieli. Niech gadają, plotkują - byleby nie zaczepiali i
        nie wypytywali na ulicy, w sklepie....
      • to.ya Re: Żałoba/ do 9322md 01.08.04, 16:10
        9322md napisała:

        Boję się że
        > pod wpływem czyjejś serdeczności pęknie moja samokontrola i rozsypię się na
        > miliony kawałków i nie będe mogła funkcjioować, nie dam rady żyć.


        Nie wiem czy tu jeszcze zajrzysz ale wiedz, że jestem, ze te miliony kwałaków
        pozbieram, poukładam. Że zrobimy to wspólnie.
        Dasz radę.
        Buziaczki.
    • agablues Re: Żałoba 28.06.04, 23:17
      Powiem Wam, że czarnego wszystko sie czepia.
      Noszę żałobę po mojej Igusi. Nie wiem jak długo jeszcze, ale teraz chcę. To jest
      ten czas. Był czas radości, teraz jest czas żałoby.
      • anuteczek Re: Żałoba 29.06.04, 09:28
        Aga,
        I dobrze, czarnego czepiają się paprochy, ale głupie pytania na szczęście
        czarny odpycha... Zewnętrzna żałoba jest murem ochronnym przed głupotą świata...
        ściskam
        andzia
        • mamaadama4 Re: Żałoba 29.06.04, 12:04
          Nie chodziłam ubrana na czarno - nie miałam takiej potrzeby. Hanka zmarła w
          połowie kwietnia, potem zaczęło sie lato i pamiętam jak któregos dnia - w
          czerwcu poczułam nagłą potrzebę kupienia sobie żółtych spodni i bluzki.
          Kupiłam. I całe wakacje ubierałam się na żółto, zresztą od tamtej pory lubię
          żółty kolor. Pamiętam mniej więcej to uczucie jak coś wtłacza mnie w coraz
          mniejszą i ciemniejsza przestrzeń. Czułam, że się duszę. I te żółte spodnie
          były takim wyjściem na słońce. Nie potrafię tego dokładnie opisać, ale chyba to
          uchroniło mnie od totalnego wpadnięcia w otchłań.
          • mamaadama4 Re: Żałoba 29.06.04, 12:07
            I jeszcze jedno - absolutnie nie przeszkadza mi jezeli ktoś do końca zycia
            będzie nosił czarne rzeczy. jedyne czemu sie sprzeciwiam to sytuacji, kiedy w
            rodzinie są inne dzieci a matka czy ojciec nie mogąc wyjść z okresu żałoby
            przykrywają je żałobnym kirem na całe zycie i nie pozwalają im na przeżywanie
            żałoiby po rodzeństwie po swojemu.
            • melka_x Re: Żałoba 29.06.04, 12:40
              Rozpisałam się tyle o sensie rytuałów, a końcu nie napisałam jak to z tą
              czernią. Czarne ciuchy nosiłam od października do lutego. Nie stanowiły one
              żadnej ochrony, bo kogo jeszcze dziwi dziewczyna zimą w czarnym płaszczu,
              czarnym swetrze, spodniach i butach? Ale jakoś wtedy nie potrafiłam włożyć na
              siebie nic kolorowego, nie wiem jak to wytłumaczyć, ale od ulubionego
              niebieskiego swetra po prostu mnie odrzucało. W marcu zaczęłam nosić jasniejsze
              rzeczy, powoli wyciągałam z szafy wszysktie beże, khaki, kremy i oliwki, a w
              miarę jak robiło się coraz cieplej dotarłam nawet do letniej kurtki w kolorze
              pomarańczowej żarówki. Chcę powiedzieć, że nic wbrew sobie.
    • ulkar Re: Żałoba 29.06.04, 13:34
      Chodzę cały czas na czarno. Czasem założę na szyję jakąś szarą apaszkę. Ryczę
      nocami, ale z Aniesiunią umiem się śmiać. Z nią jedną.
      • dwoda Re: Żałoba 29.06.04, 20:21
        melka-x , kiedy cztery lata temu umarł mój Tata , czułam tak samo jak Ty , nie
        tylko nie widziałam się w innym kolorze jak czarny , przeszkadzały mi także
        moje jasne włosy , które przefarbowałam. Drażniły mnie rozrywkowe programy
        radiowe i telewizyjne . Wiosna rozkwitała , ludzie śmiali się na ulicach a mój
        świat legł w ruinach , czułam się jak w absurdalnym filmie. .Ukojenie dawała
        tylko modlitwa.Jestem pewna , że nawet gdyby nie było tych tradycyjnych wymogów
        żałoby , nie mogłabym inaczej .Ubranie to także odzwierciedlenie stanu mojej
        duszy , a wtedy czułam sie jak wepchnięta w czarną otchłań.
    • j0204 Re: Żałoba 29.06.04, 20:47
      Ja również nosze się na czarno. Od dnia śmierci Sylwuni, nie umiem nic innego
      na siebie włożyć.
      Zresztą, bardzo lubię ten kolor, a teraz jest mi on potrzebny.
      Nie dla otoczenia, ale dla siebie samej, choć pewnie Sylwia wolałaby mnie
      widzieć w jasnych kolorach i z pełnym letnim uśmiechem na twarzy. Ale póki co
      ani lata, ani słońca a usmiech się czasem pojawia.
      A czerń, żałobę jeszcze pewnie długo ponioszę....

      Jola-mama Sylwuni
      • malwes Re: Żałoba 30.06.04, 20:01
        Jeśli można to i ja się dopiszę. Zgadzam się w zasadzie z Wami wszystkimi.
        Przeczytałam post Melki i...długo nad nim myślałam. To wszystko jest
        prawdą...jednak ja osobiście uważam, że czegoś takiego jak żałoba nie można
        sprowadzić ani do tradycji, ani do norm społecznych...w zasadzie do niczego
        (choć dobrze rozumiem że Melka nie chciała przez to powiedzieć, że tak musi
        być)...i jednak będę trwać przy zdaniu, że żałoba jest tylko i wyłącznie w
        sercu. Nigdzie indziej. Strój jest tylko jej podkreśleniem, zależnym od uczuć i
        potrzeb osoby, która jest w żałobie. Nie powinno się moim zdaniem ani wymagać
        od nikogo aby ją nosił ani aby jej nie nosił. Dla jednych będzie to pomocą w
        wyrażeniu swojego bólu i przekazaniu jej otoczeniu, dla innych trudem, który
        tylko pogłębi ból. Pozwólmy ludziom przeżywać cierpienie "po swojemu". Czarny
        strój nie zawsze oznacza, że ktoś naprawdę cierpi, jego brak, że nie. Na pewno
        jest pewna formą "informacji" dla otoczenia, że w życiu danej osoby wydarzyło
        się coś smutnego, na pewno pozwala uniknąć wielu pytań, niedomówień...niemniej
        jednak chciałabym aby przestano traktować ją jako pewnego rodzaju "wymóg", bo
        niestety często się to zdarza...podobnie właśnie jak oczekiwanie od cierpiących
        matek jakiegoś "pokazowego" wyrażania cierpienia o czym było już w innym wątku.
        Gosia
        • melka_x niezręcznie się wyraziłam 01.07.04, 10:53
          Ja chyba w tamtym poście niezręcznie się wyraziłam. Jak już pisałam - sama nie
          nosiłam żałoby rok. Jedna bardzo mi bliska forumowiczka nie nosiła jej w ogóle
          i do głowy mi nie przyszło, żeby sądzić, że powinna. Tamten post to były dość
          ogólne rozważania o sensie żałoby, aczkolwiek w kontekście tego wątku mogło to
          wyglądać na nawoływanie do bezwglednego przestrzegania wszelkich rytuałów.
          Wypowiedź Agi potraktowałam jako pretekst do opowiedzenia o tym, czego mi
          dzisiaj brakuje.

          Tak jak pisałam - myślę, że należy postępować w zgodzie z własnymi potrzebami.
          Ja np. do tej pory bardzo żałuję, że nie ubrałam sama Natalii. Z jakiegoś
          powodu uważałam, że to niemożliwe. Pewnie gdyby zwyczaj mycia i ubierania
          zmarłych przez bliskich nadal był powszechny, to bym to zrobiła nie
          zastanawiając się nad tym i będąc w zgodzie z własnym pragnieniem. Uff... chyba
          o to mi chodziło w tamtym poście, mam nadzieję, że udało mi się teraz to
          wyjaśnić.

          A tak jeszcze o żałobie. Przed śmiercią Natalii nosiłam we włosach jedno
          jaskrawo pomarańczowo - czerwone pasmo. Potem zdjęłam je (żeby nie niszczyć
          włosów tak agresywną farbą, fryzjer zgrzewa takie pasmo u nasady części
          naturalnych włosów, jak się znudzi można je zdjąć). Niedawno byłam u fryzjera,
          widziałam te kolorowe pasemka, ale nie miałam wątpliwości, że nie chcę takiego
          zakładać. Noszę już kolorowe ciuchy, ale wobec tego pasemka czuję opór. Nie
          dlatego, że nie wypada. Po prostu nie. Dziwne, brak czerwone pasma we włosach
          symbolem żałoby? Ale tak czuję. I pomyślałam, że dzień, w którym wrócę do tego,
          będzie końcem żałoby. Nie wiem tylko czy kiedykolwiek będę miała na to ochotę.

          Pozdrawiam
          Magda
    • dominatka Re: Żałoba 01.08.04, 22:33
      Agablues twoja Igusia jest przepiękna tam w niebie z aniołkami jest jej na
      pewno wspaniale. Zaden aniołek nie przejdzie obojętnie wobec takiego ślicznego
      aniołka na pewno ma tam już mnóstwo przyjaciół. Macha do was z góry
      uśmiechnięta łapką i czeka na swoich najbliższych.
    • agablues Re: Żałoba 03.08.04, 22:45
      Dzisiaj, po raz pierwszy od smierci Igusi, widziałam się z jedną koleżanką.
      Rozmawiałyśmy sobie o tym i owym, zeszło na żałobę. Byłam ubrana w jasne
      spodnie, bluzkę czarną + białe plamy i czarny sweter. Powiedziała mi, że gdybym
      była ubrana na czarno, to "nakrzyczałaby" na mnie. Ze nie powinnam, że po
      dziecku się nie nosi żałoby, ze jest Marta... Ja jej odpowiedziałam, że nikt nie
      ma prawa mówić czy się powinno czy nie nosić żałobę. Po prostu nie wolno.
      Wg niej - to nie było ubranie żałobne, a przecież ja niezmiernie rzadko nosiłam
      czarne ubrania. Podczas kolonii nie nosiłam się na czarno, teraz muszę mieć
      choćby bluzkę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka