anuszka_bishi_buluu
15.12.04, 09:53
Niestety wielkimi krokami się zbliżają...Najbardziej rodzinne,najbardziej
dzieciece bo i Mikołaj i ta cała oprawa z Jezuskiem blond niemowlaczkiem.
Pierwsze po śmieci synka były koszmarem, moja bardzo liczna rodzina cały czas
życzyła mi żebym się trzymała i oczywiście kolejnego dziecka, a mi łzy ciekły
po policzkach, po brodzie bez opamiętania.
Rok później było trochę lepiej. Teraz jest już trzy lata po śmierci Marcinka
i koszmarek się powtórzy. Będzie nawet jeszcze gorzej. Moje dwie bratowe w
ciązy, nieustające gratulacje,te tektsy o porannych mdłościach, dyskusje o
ruchach, płci, propozycje imion.
Ja tego przecież nie wytrzymam.
I jeszcze muszę spodziewać się, że jeden z moich braci dokona prezentacji
przyszłego potomka na kasecie video, teraz robią takie filmy z usg.
I te pytania:a kiedy u was będzie dzidziuś?
Co lepiej czy nie jechać na Święta w ogóle, czy może walnąć sobie setkę przed
wigilją żeby jakoś wytrzymać te życzenia, te wspomnienia i tą egzaltację.
Nienawidzę Świąt
Nie potrafię się nimi cieszyć
Też tak macie?
Jak zagryzacie zęby żeby się nie poryczeć i popłynąć zupełnie?
Dorota (mama Aniołka Synka Marcinka 4,5 mies.)