Dodaj do ulubionych

miał na imię Adaś

15.03.05, 10:39
Jeszcze wczoraj o tej porze czulam, jak kopie i wymachuje rączkami. Mial 24 tyg.
Do 14.03.05, do popoludnia.
A dzis czuje sie, jak gdyby ktos dał mi obuchem w głowe.
Ciąża przebiegala prawidłowo, bez komplikacji. Dopiero te wczorajsze bóle
sprawiły, iz swiat zacząl sie walic. I zawalil sie.
Nie ma juz Adasia. Nie będe mogla juz zobaczyc jego slicznych, ciemnych oczu i
kreconych wloskow ( a pewnie takie mialby, po tacie). Jego taty tez juz nie
ma-zostawil nas od razu na wiesc o ciąży.
Nie mam juz nawet sily plakac.
I jak poradzic sobie np z odwiedzinami u kolezanek, szczegolnie u tych, ktore
mają malutkich chlopcow?
Pozdrawiam Was gorąco.
Obserwuj wątek
    • ladyhawke12 miał na imię Adaś 15.03.05, 11:00
      Piekne imie dla Anioleczka, to co sie stalo jest okropne, nie jestes jednak
      sama, tutaj znajdziesz przyjaciol i cieple slowa. Szkoda ze facet ktory, (nie
      obraz sie za slowa) dal zycie Adasiowi, nie dorosl do roli ojca i nie nalezy go
      tak nazywac, i moze lepiej ze go teraz nie ma. Masz najlepsza opieke pod tym
      nie przyjaznym teraz niebem, masz Anioleczka Adasia, nigdy Cie nie opusci, i
      zawsze bedzie w Twoim sercu. Mocno caluje w zaplakane policzki i przytulam
      szkoda ze na odeleglosc, ale z calego serca.
      • moniao1 Re: miał na imię Adaś 15.03.05, 11:22
        Nuss..bardzo mi przykro...jeszcze kilka miesiecy temu patrzylam na kobiety w
        ciazy z zalzawionymi oczami..kombinowalam jak wygladalby moj Synek, gdyby mial
        miesiac, dwa..roczek..Myslalam, ze serducho mi peknie..a jakos nie
        chcialo...Pewnie dlatego, ze moj Mały patrzyl na mnie z góry i pomagał..
        Mimo, ze minał ponad rok nadal nei rozumiem dlaczego..pewnie zadna z nas nigdy
        nie zrozumie dlaczego dzieciaczki od nas odchodzą:(
        Jestem z wawy..jesli mieszkasz w poblizu i chcialabys sie kiedys spotkac i
        pogadac to jestem do Twojej dyspozycji.
        Przytulam Cie cieplo
    • mmmmmm2 Re: miał na imię Adaś 15.03.05, 11:42
      Bardzo mi przykro. Trudno pocieszać, właściwie nie ma żadnych słów pocieszenia.
      Tu, na tym forum znajdziesz wsparcie - jesteś po prostu jedną z nas. Mnie
      osobiście to forum bardzo pomogło. Z odwiedzinami koleżanek nie musisz sobie
      radzić. Te bardziej wrażliwe nie będą Cię początkowo odwiedzać ze swoimi
      maluszkami. Sama możesz o to poprosić.
      Pozdrawiam bardzo ciepło
      Ewa - mama Aniołka Julii
    • ewamonika1 Re: miał na imię Adaś 15.03.05, 11:50
      jest mi bardzo przykro :-(

      Na naszej stronie (we wstępie do forum znajdziesz link do strony www, na
      czerwono), w materiałach do ściągnięcia (po lewej stronie), znajduje się tekst
      pt. "Lista życzeń osieroconych rodziców". Być może zechcesz zapoznać swoich
      znajomych z jego treścią.

      e.
      • majmat Re: miał na imię Adaś 15.03.05, 12:07
        jest mi stasznie przykro nie wiem dlaczego tak sie dzieje chyba zadna z nas nie
        wie sama mam 2 dzieci i niewyobrazam sobie ich straty siedze i płacze razem z
        wami sciskam was bardzo mocno
    • veracrus Re: miał na imię Adaś 15.03.05, 12:10
      Przytulam Cię ciepło. Nie ma słów, które powinny się tu znaleźć. Po prostu tyle,
      że jestem i myślę o Was. Na pewno Adasia teraz zaczepia moja córeczka i
      wprowadza go w tajniki niebios. I pokazuje mu kto zna fajne zabawy. I pewnie się
      teraz ganiają. Nie martw się już ona go będzie pilnować...
      Chętnie się spotkam, przytulę, dam rękaw do wypłakania. (Wwa)
      ______________________________
      Adrianna, mama
      Eryka photos.yahoo.com/eryksosnowski
      i bliźniaczki aniołka Joasi Julii "...cyt, iskiereczka zgasła"
    • nuss Re: miał na imię Adaś 15.03.05, 12:18
      Dziekuje za slowa wsparcia. Przed chwila probowalam cos zjesc i zlapalam sie na
      tym, ze musze wziąć wapno i witaminy DLA MAŁEGO... Nie wiem, moze decyzja o tak
      szybkim opuszczeniu szpitala nie byla najrozsądniejsza ale nie moglam przebywac
      w miejscu, gdzie dosłownie za sciana , lezą noworodki.

      Fakt, tata Adasia nie zasluzyl sobie na miano ojca. Moze to dziwnie zabrzmi ale
      kochalam to dziecko tym bardziej, ze bylo jego. Owszem, opuscil nas mimo iz
      bylismy razem ponad 4 lata. Bardzo kochalam tego czlowieka. Teraz czuje podwojne
      rozgoryczenie-raz z powodu synka a drugi z powodu jego taty.

      Mam nadzieje, ze uda mi sie teraz zasnąc. Szkoda tylko, ze wczesniej czy pozniej
      bede musiala sie obudzic.
      Pozdrawiam serdecznie
      • ladyhawke12 Re: miał na imię Adaś 15.03.05, 12:22
        Śpij kochanie, nad Tobą czuwa Twoj synek, nad Twoim spokojnym snem a jak sie
        obudzisz to jestesmy i my bedziemy tez czuwac.
    • mycha50 Re: miał na imię Adaś 15.03.05, 13:47
      Nie płacz...
      bardzo mi przykro...
      nawet słów mi brakuje żeby opisac to, co musisz czuć...
      Jak będziesz chciała się zwierzyc zawsze cię chętnie wysłucham, pamietaj o tym.
      Mój numer gg2535257. Mam na imie Magda...
      • wustyle Re: miał na imię Adaś 15.03.05, 14:23
        modle sie za Adasia
        wstyd mi za meska rase...

        sebastian - tata Laury
    • aania25 Re: miał na imię Adaś 15.03.05, 15:31
      strasznie mi przykro ze Adas odszedl od Ciebie. Ale on tak naprawde nie
      odszedl, on jest i opiekuje sie Toba teraz i przytula do Ciebie jak spisz. On
      Ciebie kocha tak mocno jak i Ty jego. Pozdrawiam cieplo i przytulam. Wiecej nie
      moge napisac, bo brak mi slow.
      Ania
      • zorka7 Re: miał na imię Adaś 15.03.05, 16:20
        Może mogę jakoś pomóc? Poszukac grupy wsparcia w twoim mieście?

        Bardzo mi przykro, znam twój ból...
    • annall Re: miał na imię Adaś 15.03.05, 17:54
      cóż mogę napisać- jedynie że mi przykro(wiem, brzmi to banalnie), ale cóż więcej
      możemy zrobić? Jesteśmy tu by wysłuchać- więc pisz, pisz gdy ciężko i gdy
      poczujesz że synuś dodaje sił...bo nasze Aniołki są z nami, siedzą cichutko na
      lewym ramieniu i wspierają, czówają nad nami...
      Jeśli tylko będę mogła jakoś pomóc, pisz na priv.
      Ania
      • mathab Re: miał na imię Adaś 15.03.05, 21:13
        bardzo mi przykro mnie spotkalo (prawie) to samo
        jak chcesz napisz do mnie na @ gazetowa.
        sciskam
    • agacz2905 Re: miał na imię Adaś 15.03.05, 22:19
      Bardzo, bardzo mi przykro. Może nie uwierzysz, ale 7 lat temu spotkało mnie coś
      bardzo podobnego....22.04.1998 umarł we mnie 18-tyg. Michałek (tak Go potem
      nazwałam). Z jego "tatusiem" również nic mnie oprócz samego Michałka i
      przykrych raniących wspomnień nie łączy. To bardzo smutne, przykre...i Bóg wie
      jakie jeszcze....znam "ten klimat" więc śmiem twierdzić, że rozumiem co
      czujesz. i choć teraz jestem już od prawie 6 lat żoną (innego mężczyzny, no,w
      ogóle mężczyzny, bo tata Michałka na to miano w ogóle nie zasługiwał)i mamą
      dwojga innych, naszych wspólnych, wspaniałych i kochanych dzieci - to pamięć o
      tamtej stracie jest ze mną każdego dnia. Uwierz w przyszłość - i w dyskretną
      opiekę Twojego Adasia gdzieś tam z Góry. Pozdrawiam, jeśli chcesz i
      potrzebujesz to pisz na maila agacz2905@poczta.onet.pl lub gg 1098139
      Agnieszka
    • nuss Re: miał na imię Adaś 16.03.05, 10:46
      Dziekuje wszystkim za ciepłe slowa.
      Niestety, nie jestem z Warszawy wiec nie bede mogla skorzystac z wyciągnietego
      do mnie ramienia do wyplakania sie. Zostaje droga wirtualna.
      Dzis jest juz trzeci dzien od kiedy stracilam wszelkie marzenia a moj swiat sie
      zawalil. I jest coraz gorzej bo zaczyna do mnie docierac prawda.
      Patrze na kocyk, ktory kupilam w sobote w Ikei. Boli jak cholera.
      Pozdrawiam serdecznie.
      • czaroffnica24 Re: miał na imię Adaś 16.03.05, 17:49
        <przytulam Cię wirtualnie>

        Ja straciłam synka w 25tc, mój robaczek ma na imię Filipek.
        Nie jestem w stanie ci nic napisać, bo żadne słowa nie są w stanie ukoić bólu.
        Chcę tylko, żebyś wiedziała, że doskonale rozumiem twój ból, wszystkie uczucia
        które tobą targają. I zarówno ja, jak i wszystkie osoby tu obecne są teraz z
        tobą. Jeśli masz ochotę coś napisać, to pisz. Nawet jak wyda ci się to głupie.
        Ja trzy razy pisałam swoją historię na forum, bo za każdym razem wydawało mi
        się, że piszę rzeczy nieodpowiednie, wręcz głupoty. Ale spotkałam się ze
        zrozumieniem.
        O wcześniejsze wyjście ze szpitala się nie bój. Też wyszłam na własne żądanie.
        Patrzenie na kobiety w ciąży, na karmiące matki, tulące swoje dzieciaczki
        byłyby katorgą dla mojego rozdygotanego wówczas zdrowia psychicznego. Postaraj
        się nie zamykać w domu. Jeśli nie potrafisz rozmawiać teraz z ludźmi, opowiadać
        co się stało, to tego nie rób. Wyłącz telefon i wchodź tutaj. Zawsze znajdzie
        się ktoś to popłacze razem z tobą i przytuli poprzez klawiaturkę.
        pozdrawiam i bardzo mocno ściskam,
        Monika, mama Aniołka Filipka
        • joannajarek Re: miał na imię Adaś 16.03.05, 19:20

          Nie ma takich slow ktore ukoja choc na chwile Twoje serce, ale wiedz ze
          wszystkie eMamy sa w tej chwili razem z Toba.
          Pozdrawiam cieplo.
          Asia
          • sheenaz Re: miał na imię Adaś 16.03.05, 19:50
            ściskam Cię mocno i modlę sie za Was, za Was oboje
    • 1megan Re: miał na imię Adaś 17.03.05, 09:39
      Tak niezmiernie mi przykro, przytulam cię mocno i pozostaje myślami przy tobie
      i Adasiu
    • nika01 Re: miał na imię Adaś 19.03.05, 00:57
      Jestem z Tobą, tak dobrze wiem co czujesz.
      Moje aniołki napewno będą sie Wami opiekować (fasolka-maj 1991), niespodzianka
      (maj 1999) oraz imienik twojego aniołka Adaś (26.09.2002).
      Jeśli masz siłę to przeczytaj moją historie do końca.
      Pierwszą ciążę poroniłam, druga była pozamaciczna (wycieto jajowód).
      To była trzecia. Wszystkie badania były prawidłowe, nikt nie potrafił
      powiedzieć mi dlaczego...??? Po tym jak sie dowiedziałam, trzymali mnie jeszcze
      3 dni... To był 27tc. Po porodzie byłam w szoku i depresji, cały czas płakałam,
      nie chciałam jeść, co chwilę dostawałam zastrzyki uspokajające... przysłali mi
      nawet psychiatrę. Opowiadała jakieś głupoty, pt. czemu płaczesz, wiele kobiet
      traci dziecko zanim sie dowie że jest w ciąży..., itp. Spytałam czy przeżyła
      cos podobnego, odpowiedziała, że nie - wyrzuciłam kobietę za drzwi. Potem moja
      ciocia i ojciec dziecka zabrali mnie ze szpitala, bo myśleli że tam będzie mi
      łatwiej.
      Ale nie było. Nie odbierałam telefonów, nie otwierałam drzwi, cały czas
      płakałam, w nocy nie mogłam spać, itd. We dwoje na siłę karmili mnie i
      wyprowadzali czasami na spacer. Przeważnie po ciemku - bo w dzień bałam się
      spotkać znajomych lub sąsiadów, żeby nie zaczęli przypadkiem pytać lub się
      rozczulać nade mną. Na widok kobiety w ciąży lub z wózkiem wpadałam w
      niepochamowany płacz - to strasznie bolało. Ciocia także mówiła, że mam nie
      płakać bo wyląduje w psychiatryku. Po jakimś czasie dotarłam (zaprowadzili
      mnie) do mojej p.doktor, która powiedziała bardzo mądre słowa: Nie zabraniajcie
      jej płakać, musi wypłakać ten ból, żeby nie zwariować. To potrwa 3-4 miesiace.
      Najlepszym lekarstwem jest ... lampka czerwonego wina. (Oczywiście nie namawiam
      do tego aby pić zbyt dużo, ale troszeczkę nie zaszkodzi, a to naprawde bardzo
      dobrze mi zrobiło). Byłam bardziej rozluźniona i zaczęłam w końcu przesypiać w
      nocy choc kilka godzin. Ale wspomnienia wracały - nie mogłam o tym z nikim
      rozmawiać, zerwałam kontakty z koleżankami. Niektóre z nich, te które nie
      rozumiały mojego cierpienia, są za to na mnie obrażone do dziś, a minęło już
      2,5 roku. Ale wcale sie tym teraz nie martwię - to w takim razie nie były dobre
      koleżanki. W końcu trafiłam do psychiatry, chciała mnie wysłać do szpitala...
      Szkoda, że wtedy nie wiedziałam, że jest takie forum. Znalazłam go przypadkiem
      dopiero jakieś 4-5 dni temu - i pierwszy raz od tamtego czasu mogłam
      się "wygadać" i wypłakać. Myślę, że gdybym wtedy wiedziała, że można tu
      pogadać, to wówczas bardzo by mi pomogło. Mogłabym porozmawiać z kimś, kto mnie
      rozumie, a nie tylko udaje, że rozumie... Nie potrzebowałam litości, ani
      wypytywania "co się stało", "dlaczego", itp. ale zrozumienia, ciepłego słowa...
      Po czterech miesiacach po stracie Adasia znowu zaszłam w ciążę i to po takich
      przejściach i z jednym jajowodem!!! Teraz mój synek skończył właśnie 1,5 roku i
      wiem że rodzeństwo-aniołki są przy nim i przy mnie i nie stanie sie nam nic
      złego.
      Jestem z Toba, Dobrze, że ty tak szybko tu trafiłaś i otrzymałaś wiele wsparcia
      i ciepłych słów. Staraj się myśleć o tym, że twój Adaś jest z Toba i zawsze
      będzie sie Toba opiekował. To przynosi ulgę.
      Pozdrawiam cieplutko :-)))
      • nuss Re: miał na imię Adaś 19.03.05, 09:45
        Dziekuje za slowa wsparcia.Ja juz wlasciwie nie płacze, wpadlam za to w jakies
        otępienie. Najgorzej jest rano bo wtedy wiem, ze do wieczora (czyt do czasu,
        kiedy bede mogla pojsc spac i zapomniec)zostalo jeszcze wiele godzin.
        Zblizaja sie swieta a w tym roku wlasnie w swieta wypadaja moje urodziny. Nie ma
        siły, czekaja mnie te wszystkie "podwojne" zyczenia. Poki co prawie nie odbieram
        telefonow (ciesze sie, ze mam identyfikacje numeru) ale to nie jest przeciez
        sposob na zycie. Nie wiem, jak mam sobie ukladac plan trasy przy wyjsciu na
        miasto-bo albo bede mijala szpital albo sklepy z ubrankami lub park, w ktorym
        spacerowalam jeszcze z Adasiem.
        Sama sie sobie dziwie ale chwilami czuje jakas dziwna nienawisc do bliskiej
        kolezanki, ktora w grudniu urodzila chlopca. Strasznie sie tego wstydze. Do
        przyjaciolki, matki 3 letniego synka jeszcze nawet nie zadzwonilam, wyslalam
        sms-a, ze musze wyjechac. A zeby bylo jeszcze "gorzej", to w mojej klatce az roi
        sie od malutkich chlopcoc (jest ich 5, w wieku od 1 mies do 4 lat).
        Widzisz, ty mialas przy sobie rodzine i meza. To moze niewielkie pocieszenie w
        teakiej sytuacji, ale jednak. Ja jestem sama. Mieszkam z mama, ktora chyba nawet
        z ulga przyjela to, co sie stalo. Od poczatku, kiedy okazalo sie, ze jestem w
        ciazy, zarowno ona, jak i moj ex ze swoja matka namawiali mnie na zabieg. Kiedy
        sie nie zgodzilam, oni odcieli sie zupelnie. Mama nawet mi pomagala ale w
        gorszych chwilach potrafila mi powiedziec, abym zastanowila sie nad adopcja bo
        samej bedzie mi bardzo ciezko a "zaden chlop na kobiete z dzieckiem chetnie nie
        poleci".
        Wczoraj zadzwonila siostra mojej babci aby mi powiedziec, ze "przeciez mowila
        abym nie kupowala zadnych rzeczy dla dziecka, bo to nigdy nie wiadomo". Teraz
        jest mi ciezko, kiedy patrze na te wszuystkie spioszki, ale nie zaluje. TYch 4
        mies, w czasie ktorych kupowalam te wszystkie cuda, nikt juz mi nie zabierze..:)
        Moze to wredne z mojej strony ale nie potrafie nikomu ich oddac. Wiem, mnie sie
        nie przydadza a jakiemus innemu dziecku tak, ale jednak nie potrafie.

        Jasne, moze sobie jeszcze uloze zycie (mam dopiero 25 lat), moze nawet jeszcze
        bede miala dzieci.

        Ale na razie nie mam siły nawet juz plakac.
        Pozdrawiam wszystkich i jeszcze raz dziekuje.
    • aqua696 Re: miał na imię Adaś 20.03.05, 05:23
      Prztulam jak cos to jestem Gdyni daj znac--
      moje gg2168346
      To co czujesz do mama i ich malutkich dzieci to nturalna kolej ..
      ja do dzis jak rodzi sie dziecko odczuwam ogromny bol ze moj synek jest
      chory... i zabrano nam tyle pieknych beztroskich chwil......
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka