wiosenna10
15.09.05, 10:27
Zastanawiam się ile Bóg może sprawdzać człowieka...i po co, skoro tak go
doświadczył. Jutro minie 9-ty miesiąc odkąd umarła moja córeczka(pisałam o
moim Aniołeczku w temacie "strata dziecka") . Tak jak pewnie każda z was
myślałam, że z czasem będzie lżej, ale jak ma być lepiej skoro dzwoni kolega
z nowiną, że 2 tygodnie temu ur. mu się dziecko. Zastanawiam się czy on
myślał co ja czuję kiedy to mówił, przecież zna moją sytuację. Jeszcze
zdziwiony był, że nie chcemy z mężem ich odwiedzić. Może myśli, że po tylu
miesiącach wszystko już wróciło do normy? Otóż nigdy nie wróci, zawsze
będziemy w trójkę, Juleńka, mąż i ja. Od tego czasu zmieniłam się na gorsze.
Nie potrafię cieszyć się ze szczęścia innych, zwyczajnie im zazdroszczę.
Jeszcze moja siostra jest w ciąży. Będzie rodziła w podobym terminie co ja
rok temu. Nie umiem patrzeć na nią normalnie, na jej powiększający się
brzuch. A jak dziecko się urodzi? Mam patrzeć jak się uśmiecha, wyciąga
łapki? Przecież nawet swojego dzieciątka nie przytuliłam, żyła tylko 4
dni...Nienawidzę tej sytuacji i boję się co będzie później. Ile można patrzeć
na szczęście innych, kiedy zawalił się świat?