Dodaj do ulubionych

Cztery pory roku

26.10.05, 11:45
Wiosna tamtego roku: byłam normalną, przeciętną dziewczyną, moje życie
kręciło się wokół pracy i domu, miałam grono przyjaciół i znajomych.
Na szkoleniu organizowanym przez moją firmę pojawił się ON. Od razu mi się
spodobał, był taki inny od dzisiejszych facetów, uprzejmy, uśmiechnięty,
życzliwy.
To ON znalazł mnie po szkoleniu i zaproponował zapoznanie się, ja się
zgodziłam i od tego się zaczęło.
Lato: przyszło tamtego roku bardzo wcześnie, słońce świeciło jasno na niebie.
Pierwsze spotkania, wypady w miasto, spacery po parkach, nieśmiałe patrzenie
w oczy, rozmowy o wszystkim i niczym... Już wtedy wiedziałam, że to jest to.
Lipiec – zapytał mnie, czy chcę resztę życia spędzić z nim.
Powiedziałam: „tak”. W sierpniu wzięliśmy ślub. Było skromnie, kameralnie,
tylko najbliższa rodzina.
Jesień – złota, polska, mieniąca się różnymi kolorami. Za namową męża
rozpoczęłam wreszcie wymarzone studia wyższe. Było wspaniale, byliśmy we
dwoje, planowaliśmy oczywiście dziecko, ale jeszcze nie teraz.
Zima – przyszła późno. Pierwsze Święta Bożego Narodzenia razem. Ogromną
frajdę i radość sprawiły mi przygotowania, gotowanie potraw, potajemne wypady
na miasto po prezenty.
Luty tego roku – Bóg zesłał nam Dzieciątko. Kiedy miałam całkowitą pewność,
powiedziałam mężowi. Jeszcze nie planowaliśmy tak szybko, ale cóż – widocznie
tak miało być. Mąż oczywiście ucieszył się. Potem powiedzieliśmy rodzicom i
teściom – wielka radość.
Czułam się fatalnie, ledwo co zwlekałam się z łóżka rano do pracy. Wyniki
badań krwi nie były najlepsze. Lekarka wręczyła mi plik recept i zwolnienie
lekarskie.
I nagle – początek kwietnia, 9 tc. – plamienie, szybki telefon do męża, jazda
do szpitala i ... Dzieciątko odeszło. Pobyt w szpitalu, zabieg, awantura jaką
urządził mój mąż na oddziale – nie chcę o tym pisać. Przyczyna – wada serca.
Prawdopodobnie dziewczynka – potem nadaliśmy Jej imiona Anna Maria –
najpiękniejsze na świecie, imiona świętych.
Wszystko się skończyło, Aniołek odszedł do Boga, Bóg dał, Bóg zabrał.
Nasze szczęście przeminęło, jak bańka mydlana, wydarta kartka z kalendarza,
opadły liść...
Wylądowałam w domu na zwolnieniu lekarskim, mój mąż wziął urlop w pracy, aby
być ze mną, kiedy inni odeszli, zapomnieli, zamilkli... Byłam w depresji,
czułam się jak przemielona przez maszynkę, nie mogłam patrzeć na dzieci i
kobiety w ciąży, zazdrościłam im, miałam żal do każdego na świecie. Moi
rodzice i teściowie też bardzo to przeżyli. Zaczęłam opuszczać zajęcia w
szkole, w domu bałagan, zaległości zawodowe – zaczęło się to kumulować. Mój
mąż nie wiedział, jak mi pomóc, rozmawialiśmy dużo. I wtedy jak burza wpadła
moja przyjaciółka - ta mała, zwariowana kobietka , której wszędzie jest
pełno - z moją siostrą – beztroską nastolatką z głową w chmurach, zawsze
roześmianą. One dwie przychodziły prawie codziennie, mówiły, że tak dalej być
nie może, wyciągały mnie z domu pod byle pretekstem: posadzić kwiatki w
ogrodzie, zobaczyć czy las jest nadal tak piękny jak był kiedyś, nakarmić
kaczki w parku, obejrzeć szczenięta naszej suczki... One otworzyły mi
ponownie oczy na świat, dzięki nim stawałam się znowu człowiekiem, powoli,
mozolnie, z każdym dniem czułam się coraz lepiej. Nadrobiłam zaległości w
szkole, letnią sesję egzaminacyjną zaliczyłam śpiewająco, w indeksie
pojawiały się kolejne piątki i czwórki. Pod koniec lipca wróciłam do pracy, w
sierpniu pojechaliśmy z mężem na urlop nad morze.
Teraz znów jest jesień – złota polska, słoneczna. Nigdy nie zapomnę, boli już
mniej. Ci co opuścili nas ponad pół roku temu, nadal zostają daleko, patrzę
na mojego męża i widzę czasem, że ma ochotę zrobić pierwszy krok.
Ale w tym tygodniu czuję się wyjątkowo podle – na koniec października miałam
przewidywany termin porodu...
I jeszcze zbliżający się 1 listopada...
Chciałam, żeby było w miarę krótko, ale nie wyszło :)
Agnieszka
Mama Aniołka Anny Marii
Obserwuj wątek
    • ladyhawke12 Cztery pory roku 26.10.05, 12:02
      Cztery pory roku, tak pieknie, tak melancholijnie, tak cieplo i tak zimno
      zarazem, lekko unosimy sie na lisciach smutku, one przemijaja, nasz bol
      niestety nie, nie wiem dlaczego tak jest, ze jak sie zaczynasz z czegos cieszyc,
      jak promieniejesz szczesciem, nadchodzi czarna chmura nieszczescia, nie wiem
      dlaczego ktos jest tak cholernie zadzrosny o to szczescie ze, nam je odbiera,
      nie wiem. Dla Anioleczka mojej imienniczki cieplutki jesienny usmiech, dla Aguni
      cieplutki, otulajacy jesieny uscisk. To smutne ze znicze beda ogrzewaly nasza
      zmarznieta dusze.
    • ela2225 Re: Cztery pory roku 26.10.05, 20:52
      A dla mnie jest tylko jesień. Jesienią urodził się Pawełek i jesienią też
      przeszliśmy najgorsze chwile w życiu chorobę rzadką i niespotykana dlaczego my ?
      Jesień ciepłe kolory liści i dwa uczucia wielkiego szczęscia i ogromnego
      strachu i żalu do całego świata.Bo nigdy już nie będzie tak jak było
      nigdy..........
      Pozdrawiam Cię ciepło i jesiennie
      Ela i aniołek Pawełek
      • odziomek1 Re: Cztery pory roku 26.10.05, 23:00
        moja Zuzia też sie urodziła jesienią 1995r. i była to wtedy nasza polska zlota
        jesień i odeszła tez jesienią.... tego roku... i ta tez jest wyjątkowo piękna,
        1 listopad - wiadomo trudna data, a dla mnie to też 2 miesiąc jak Zuzia
        odeszła.. Boże, jaka ja byłam szczęśliwa rok temu, i nawet o tym nie wiedziałam,
        Kocham Cie Zuzka! i coraz bardziej tęsknię i tak mi Ciebie brak...
      • aga_piet Re: Cztery pory roku 26.10.05, 23:08
        Ela, to Ty ongiś stworzyłaś taki piękny wątek o Przyjaciołach :)
        Aga, przeczytaj:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=26815763&v=2&s=0
        • ach41 Re: Cztery pory roku 27.10.05, 12:10
          Przeczytałam, wpisałam słówko od siebie
          Agnieszka
          • ach41 Re: Cztery pory roku 07.11.05, 10:14
            up
    • ihaha6 Re: Cztery pory roku 27.10.05, 12:38
      Widzisz Agniecha, imienniczko...każda z Nas ma swoją historię, w której możesz
      siE przejrzeć. Może nie wszystko Ci pomoże, co tu przeczytasz, ale na pewno nic
      NIE ZASZKODZI.
      Wątek o porach roku przypomiał mi moje ostatnie "normalne" wakacje, święta,
      Dzień Matki. Pielęgnuję te ulotne chwile. Gdyby poukładać mój kalendarz dat i
      rocznic...wyszłoby,że najgorsze nieszczęścia spotykały mnie od początku czerwca
      do końca września. Kolejne wypadki, śmierci, pogrzeby i
      rozstania...Wiosną...nic złego się nie wydarzyło, zimą 22go grudnia w milczeniu
      obchodzę kolejne urodziny Dorianka... pamiętam Jego ostatnie przyjęcie
      urodzinowe, gdy kończył 5 lat. Obiecałam Mu wtedy, że 6te zrobimy z gośćmi,
      Jego przyjaciółmi, balonami i konkursami (niestety, wiele rzeczy miało być
      później..., następnym razem, ...dziękuję ci wiecznie nieobecny ojcze
      Dorianka..:/).
      Zrobiliśmy wspólnie tort truskawkowy z truskawkami, kremem truskawkowym i
      galaretką...truskawkową...(koncepcja Synka), otworzyliśmy bezalkoholowy
      szampan...truskawkowy, Dorian zdmuchnął świeczki i zamyślił się. Potem
      powiedział mi "w sekrecie" swoje ostatnie życzenie: "Żebyśmy wszyscy ŻYLI I
      BYLI ZDROWI"...
      Dlaczego Bóg nie spełnił marzenia takiego kochanego Dzieciaka??????????????
      Dla mnie najtrudniejszy jest właśnie Dzień Urodzin Doriana. Co roku, na zawsze.

      Pokazałabym Go Wam, ale nie umiem wkleić zdjęć.

      Agniecha, trzymaj się Babo.
      Dasz radę.

      Pozdrawiam.
      Agnieszka, Matka od 3 Aniołów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka