sjudo
30.12.05, 13:39
Czy zastanawiali(ły)ście się kiedyś, jak przez osoby z zewnątrz, niezwiązane
ze środowiskiem akademickim, postrzegane są doktorantki? Jak wynika z rozmów
przeprowadzonych z ludźmi, a także z własnych obserwacji, zdaje się panować
pewien stereotyp, chyba nie do końca niesłuszny.
A więc, taka pani doktorant, to w 9-ciu przypadkach na 10:
- większość dnia spedza w uczelnianej bibliotece/laboratorium (wieczorem kuje
w domu);
- zazwyczaj ma ponadprzeciętną nadwagę (cellulitis to u drantki norma), nosi
grube szkła, ubiera się, delikatnie mówiąc, mało "trendy" - ogólnie ujmując,
jest niezbyt atrakcyjna;
- na ogół ma jakiegoś bardzo przeciętnego, sztywnego chłopaka/męża (niektóre
nie mają nikogo);
- o dziewczynach-imprezowiczkach, niezajmujących się nauką, ma na ogół zdanie
bardzo negatywne, co często wynika z kompleksów wobec nich (chociażby
daltego, że nie-kujonki cieszą się zazwyczaj większym powodzeniem u płci
brzydszej);
- nawet jeśli się do tego nie przyznaje, to często jedzie na psychotropach i
innych środkach umożliwiających jej w miarę normalne funkcjonowanie;
- jak już się taka obroni, to zaczyna się jeszcze bardziej wywyższać
(wcześniej i tak była bardzo wyniosła).
Dopiszę, jak mi coś jeszcze przyjdzie do głowy.