Dodaj do ulubionych

Wizerunek doktorantki

30.12.05, 13:39
Czy zastanawiali(ły)ście się kiedyś, jak przez osoby z zewnątrz, niezwiązane
ze środowiskiem akademickim, postrzegane są doktorantki? Jak wynika z rozmów
przeprowadzonych z ludźmi, a także z własnych obserwacji, zdaje się panować
pewien stereotyp, chyba nie do końca niesłuszny.
A więc, taka pani doktorant, to w 9-ciu przypadkach na 10:
- większość dnia spedza w uczelnianej bibliotece/laboratorium (wieczorem kuje
w domu);
- zazwyczaj ma ponadprzeciętną nadwagę (cellulitis to u drantki norma), nosi
grube szkła, ubiera się, delikatnie mówiąc, mało "trendy" - ogólnie ujmując,
jest niezbyt atrakcyjna;
- na ogół ma jakiegoś bardzo przeciętnego, sztywnego chłopaka/męża (niektóre
nie mają nikogo);
- o dziewczynach-imprezowiczkach, niezajmujących się nauką, ma na ogół zdanie
bardzo negatywne, co często wynika z kompleksów wobec nich (chociażby
daltego, że nie-kujonki cieszą się zazwyczaj większym powodzeniem u płci
brzydszej);
- nawet jeśli się do tego nie przyznaje, to często jedzie na psychotropach i
innych środkach umożliwiających jej w miarę normalne funkcjonowanie;
- jak już się taka obroni, to zaczyna się jeszcze bardziej wywyższać
(wcześniej i tak była bardzo wyniosła).
Dopiszę, jak mi coś jeszcze przyjdzie do głowy.
Obserwuj wątek
      • sjudo Re: Wizerunek doktorantki 30.12.05, 13:55
        dyndu_dyndu napisał:
        >
        > HAHAHAHAHAHAHAHAAHA!
        > DOBRE!!!!!!
        > A czemu nic nie piszesz o panach doktorantach? :-)

        Bo ten temat był już wałkowany:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=32827618 :)

        > Na moim wydziale chlopcy (studenci) zawsze kochali się w
        > doktorantkach...Niektórym nie przeszło do dziś.

        A vice versa, tzn. czy doktoranci też upatrywali obiektu swoich westchnień
        wśród studentek?
            • krasnoludek_zadyszek Re: Wizerunek doktorantki 31.12.05, 17:01
              [Chyba robię sylwestrowy come back na forum. Wcześniej jakoś zapał mi minął]

              Bardzo mi się podobała ta wizja doktoratki. Jest naprawdę urocza i ciekawa,
              tylko że niektóre fragmenty wydają mi się mało stereotypowe własnie. W ogóle
              nakręciło mnie to do rozwijania/ modyfikowania tego wspaniałego wizerunku. I tak:
              >A więc, taka pani doktorant, to w 9-ciu przypadkach na 10:
              >>- większość dnia spedza w uczelnianej bibliotece/laboratorium (wieczorem kuje
              >>w domu);>
              No jasna rzecz. A jeszcze trzeba dodać, że angażuje się w jakieś idiotyczne
              konfy, na których jest odpowiedzialna za np. kwaterowanie gości zagranicznych
              albo przywożenie ich z lotniska na własny koszt, albo jest darmowym tłumaczem
              dla promotora (heh, własnie zdałam sobie sprawę, że MAM taką koleżankę, już
              doktora, kompletnie naukowo zahukaną dziewczynkę... ależ jestem złośliwym potworem!)

              >>zazwyczaj ma ponadprzeciętną nadwagę (cellulitis to u drantki norma), nosi
              >>grube szkła, ubiera się, delikatnie mówiąc, mało "trendy" - ogólnie ujmując,
              >>jest niezbyt atrakcyjna;
              O, i tu nasze wizje się rozmijają. Mnie się zdawało, że drantki wg stereotypu są
              raczej wychudzonymi okularnicami w nietwarzowych swetrzychach, garbaciejące od
              noszenia ciężkich tomów... nie ma mowy, żeby nadwaga była cechą doktorantki!
              Nadwaga jest moją cechą, a ja nigdy nie pasuję do zadnych stereotypów:))
              Zresztą, czym drantka ma się tak upaść, co? Papierzyskami? Przecież one są bidne
              jak myszy kościelne, nie zapominajmy o takim ważnym punkcie! [ja kształtu
              barokowych aniołków nabrałam we wczesnym dzieciństwie, kiedy nie zamierzałam
              robić doktoratu, tylko pracowac w sklepie, zdaje się:)]

              >>na ogół ma jakiegoś bardzo przeciętnego, sztywnego chłopaka/męża (niektóre
              >>nie mają nikogo);
              Racja, racja! Trzeba jeszcze dodać, że te, co nie mają nikogo, dzielą się na dwa
              typy:
              a) "wamp wydziału" - próbują poderwać niemal wszystko, co nosi spodnie, od
              studenta do szatniarza, a czynią to podobnie jak Jon z "Garfielda", i podobne
              mają sukcesy, i wydaje im się, ze nikt niczego nie widzi;
              b) "sierotka doktorancka" - chlipią w nocy w podusię, czytają łzawe powieści i
              zakochują się beznadziejnie i bez szans w żonato-dzieciatym wykładowcy filozofii
              na przykład, w wyniku czego zmieniają temat dratu na bliski zainteresowaniem
              lubego, oczywiście robią to za późno, oczywiście nie zdążają napisac w terminie
              i oczywiście ukochany, nieświadomy niczego zmienia na przykład uczelnię i
              tragedia gotowa;
              oba typy mogą ulegać modyfikacji "zimna naukowa profesjonalistka" - drantka
              pilnuje się bardzo, żeby na co dzień nikt nie zauważył miotającej nią burzy
              uczuć i twierdzi, ze jej powołaniem jest naukowy celibat. W ogóle wg stereotypu
              jakikolwiek szczęśliwy związek naszej bohaterki to dewiacja i ewnenement.

              >>o dziewczynach-imprezowiczkach, niezajmujących się nauką, ma na ogół zdanie
              >>bardzo negatywne, co często wynika z kompleksów wobec nich (chociażby
              >>daltego, że nie-kujonki cieszą się zazwyczaj większym powodzeniem u płci
              >>brzydszej)
              Zgoda. Ale jeszcze trzeba dopisać ich całkowitą abnegację w kwestii imprez,
              spotkań nienaukowych i w ogóle cały szafaż kujonki w stylu podstawówkowym.

              >>nawet jeśli się do tego nie przyznaje, to często jedzie na psychotropach i
              >>innych środkach umożliwiających jej w miarę normalne funkcjonowanie;
              >>- jak już się taka obroni, to zaczyna się jeszcze bardziej wywyższać
              >>(wcześniej i tak była bardzo wyniosła).
              W mojej wizji nawet nie ćpa, ale narkotyzuje sie za to zapachem fiszek
              blibliotecznych. A co do wyniosłości - pełna zgoda, oczywiście nienawidzi potem
              większości studentek (bo ładniejsze), studentów (bo jej nie podrywają),
              współkolegów (bo zabierają etaty), naukowców z wyższym stopniem (bo blokują
              młodych pracownikow naukowych)... Ona w ogóle nienawidzi całego świata, jest
              skrzywiona i ma za złe.

              Nie wiem, co mnie dziś naszło, może w ostatni dzień roku doktorantki robią się
              jeszcze bardziej złośliwe niż zwykle? To też należy do stereotypu?:))
    • niebo.nad.berlinem Re: Wizerunek doktorantki 30.12.05, 14:34
      sjudo napisał:

      > Czy zastanawiali(ły)ście się kiedyś, jak przez osoby z zewnątrz, niezwiązane
      > ze środowiskiem akademickim, postrzegane są doktorantki? Jak wynika z rozmów
      > przeprowadzonych z ludźmi, a także z własnych obserwacji, zdaje się panować
      > pewien stereotyp, chyba nie do końca niesłuszny.
      > A więc, taka pani doktorant, to w 9-ciu przypadkach na 10:
      > - większość dnia spedza w uczelnianej bibliotece/laboratorium (wieczorem kuje
      > w domu);
      > - zazwyczaj ma ponadprzeciętną nadwagę (cellulitis to u drantki norma), nosi
      > grube szkła, ubiera się, delikatnie mówiąc, mało "trendy" - ogólnie ujmując,
      > jest niezbyt atrakcyjna;
      > - na ogół ma jakiegoś bardzo przeciętnego, sztywnego chłopaka/męża (niektóre
      > nie mają nikogo);
      > - o dziewczynach-imprezowiczkach, niezajmujących się nauką, ma na ogół zdanie
      > bardzo negatywne, co często wynika z kompleksów wobec nich (chociażby
      > daltego, że nie-kujonki cieszą się zazwyczaj większym powodzeniem u płci
      > brzydszej);
      > - nawet jeśli się do tego nie przyznaje, to często jedzie na psychotropach i
      > innych środkach umożliwiających jej w miarę normalne funkcjonowanie;
      > - jak już się taka obroni, to zaczyna się jeszcze bardziej wywyższać
      > (wcześniej i tak była bardzo wyniosła).


      no niestety, taki jest stereotyp, zgodnie z którym ładna kobieta nie może być
      jednocześnie mądra... no i jest jeszcze stereotyp drugi: asystent nie może być
      sympatyczny:) wynika z tego niestety, że każda kobieta doktorantka jest
      paskudną, sfrustrowaną swoją niską pozycją na uczelni babą:)))

      całe szczęście są jeszcze doktoranci mężczyźni:)))))

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka