Dodaj do ulubionych

Cudzoziemiec robiący doktorat w Polsce

22.08.07, 14:29
Ostatnie wydarzenie (o którym napiszę poniżej) skłoniły mnie do rozpoczęcia
tego wątku.

Otóż nie jest chyba niczym rewolucyjnym, gdy stwierdzę że Polska nie jest
potentatem naukowym. Równocześnie nasz kraj chyba nie może narzekać na nadmiar
przyjaciół i osób chętnych, by z naszym krajem współpracować: czy to
kulturalnie, czy ekonomicznie czy jeszcze w inny sposób.

Dlatego teoretycznie każdą osobę, która przyjechała do nas z innego kraju,
mającą wyższe wykształcenie i chcącą u nas zrobić doktorat powinniśmy
traktować ze szczególną atencją. W końcu jeśli ten doktorat obroni, to może
zostać u nas, albo też nawet po powrocie do swojego kraju Polska może mieć z
niej spore korzyści.

A już szczególnie powinno się traktować stypendystów rządu polskiego. Są to
cudzoziemcy, najczęściej polskiego pochodzenia, a więc związani z naszym
krajem emocjonalnie. Którym na dodatek polski podatnik finansuje studia w kraju.

Jak jest w praktyce? No, to również pytanie do Szanownych Forumowiczów - liczę
na jakiś odzew. W następnym poście opisuję moje doświadczenia. Jest to pewien
wycinek rzeczywistości, moim zdaniem dosyć reprezentatywny.
Obserwuj wątek
    • rootka Re: Cudzoziemiec robiący doktorat w Polsce 22.08.07, 14:56
      Nie rozumiem dlaczego oczekujesz specjalnej atencji dla obcokrajowca. Jesli w
      ogole specjalna atencja, to dla geniuszy i bez wzgledu na pochodzenie.
      • vela Re: Cudzoziemiec robiący doktorat w Polsce 22.08.07, 15:05
        Chciałam właśnie zadać pytanie z podobnej beczki ;-) Czy
        obcokrajowiec chcąc robić doktorat na polskiej uczelni musi
        zaliczyć egzamin z j.polskiego? np na filozofii
        • flamengista cały kurs! 22.08.07, 15:10
          Obcokrajowiec nie mogący się wykazać certyfikatem znajomości języka polskiego,
          musi zrobić specjalny kurs języka polskiego.

          Najczęściej trwa on cały rok i odbywa się w Łodzi.

          Często ten kurs przechodzą nie tylko studenci studiów doktoranckich, ale i
          magisterskich.
          • vela Re: cały kurs! 22.08.07, 15:24
            Dzieki za odpowiedź... Zastanawiałam się co by było na wydziale
            gdzie są zajęcia w języku angielskim? Oczywiście nie chodzi o
            anglistyke ;-))))
            a po drugie czy jeśli ta osoba zna już język to czy może zdać jakiś
            egzamin potwierdzający znajomośc polskiego?
            • flamengista może 22.08.07, 16:19
              Wystarczy poszukać w ośrodkach zajmujących się takimi kursami, są tam informacje
              n/t wcześniejszego egzaminu dla osób, które już znają język polski.

              Np.
              www.uj.edu.pl/Polonia/pl/oferta/zagranica/staze/
      • flamengista chyba to wyjaśniłem:-) 22.08.07, 15:07
        1. Zainteresowanie światem i czymś nowym, co powinno być cechą każdego dobrego
        naukowca i promotora;
        2. Korzyści z późniejszej współpracy i kontaktów;
        3. Dobry PR Polski za granicą.
        • rootka Re: chyba to wyjaśniłem:-) 22.08.07, 16:42
          > 1. Zainteresowanie światem i czymś nowym, co powinno być cechą każdego dobrego
          > naukowca i promotora;

          to warunek konieczny, ale nie dostateczny.

          > 2. Korzyści z późniejszej współpracy i kontaktów;
          > 3. Dobry PR Polski za granicą.

          jaka to bedzie wspolpraca i jaki PR, skoro doktor nie bedzie spelnial
          najwyzszych polskich standardow? moze jednak lepiej nawiazywac wspolprace po
          prostu z ludzmi dowolnego obywatelstwa, ktorzy sa dobrzy w swoim fachu i od
          ktorych mozemy sie czegos nauczyc?
          • flamengista Re: chyba to wyjaśniłem:-) 22.08.07, 18:01
            jaka to bedzie wspolpraca i jaki PR, skoro doktor nie bedzie spelnial
            > najwyzszych polskich standardow? moze jednak lepiej nawiazywac wspolprace po
            > prostu z ludzmi dowolnego obywatelstwa, ktorzy sa dobrzy w swoim fachu i od
            > ktorych mozemy sie czegos nauczyc?

            Jeśli materiał ludzki jest zbyt słaby, to trzeba to jasno powiedzieć max. po
            roku. A nie podpisywać kolejnych papierków, dających jakimś przeciętnym ludziom
            szanse na dalsze pobieranie stypendium.

            Nie ma powodu, żeby ciągnąć tą fikcję przez kolejne 3 lata, bo zakończenie jest
            już znane wcześniej.

            Natomiast tu chodzi o coś innego. O nie wykorzystanie potencjały tych, co
            przyjeżdżają. Ale żeby wykorzystać ten potencjał, trzeba tym ludziom poświęcić
            sporo własnego czasu.

            I to jest największy kłopot.
    • flamengista moje przykłady 22.08.07, 15:03
      Poniżej opiszę przypadek 3 osób, które robiły doktorat w Polsce. Łączy ich to,
      że są to osoby polskiego pochodzenia, bardzo z naszym krajem związane i
      pochodzące z tego samego kraju. Studiowały również na tej samej, Wielkiej
      Uczelni. Przeżyły bardzo podobne problemy, choć wynik ich starań naukowych był
      różny.

      Przypadek A
      Pani X, znającą przed przyjazdem język polski jedynie w mowie. Bardzo związana z
      Polską, wywodząca się z rodziny polonijnej o dużych tradycjach. Uformowana na
      peryferyjnej szkole wyższej, mająca ambicję zrobienie jakiegokolwiek doktoratu.
      Panią X wbrew jej woli urzędnicy ministerstwa skierowali do Wielkiej Uczelni
      (chciała gdzie indziej, do mniejszej jednostki). Co gorsza, władze Wielkiej
      Uczelni skierowali ją na wydział i do promotora który nic wspólnego z jej
      zainteresowaniami naukowymi nie miał.
      Promotor dla Pani X nie miał zbyt wiele czasu, była zdana sama na siebie. Na
      szczęście byłą na tyle mądra, by o pomoc prosić przyjaciół. Jakoś napisała
      pracę. Tuż przed obroną - bomba. Stwierdzono, że w ogóle studiów doktoranckich
      nie powinna zaczynać, bo nie uznaje się jej dyplomu. Po długich mediacjach pracę
      jednak udało się złożyć. Kolejna bomba - druzgoczące recenzje. Czytałem je, coś
      niesamowitego. Nie zdarza się, by ktoś w recenzji mógł tak zjechać promotora za
      nieróbstwo. Tu jednak było ono ewidentne. Promotor chyba nie czytał pracy, były
      w nim ewidentne rażące błędy ortograficzne (rażące dla Polaka, nie cudzoziemca
      uczącego się polskiego!).
      Po kolejnych mediacjach na najwyższym szczeblu obronę mimo wielkich bóli
      popchnięto. Pani X przypłaciła to całe wydarzenie załamaniem nerwowym, szybko
      wyjechała z Polski i praktycznie nie utrzymuje z naszym krajem żadnego kontaktu.
      W sumie nic dziwnego, skoro ją tak potraktowano.

      Przypadek B
      Pan Y, na pierwszy rzut oka absolutnie przypadek beznadziejny. Polonofil, autor
      książki o Polsce wydanej własnym sumptem za granicą. Ale dziennikarz z zawodu,
      zupełnie nie mając zdolności do pracy naukowej.
      Przydzielony przez ministerstwo na Wielką Uczelnię - jemu było wszystko jedno.
      Pierwsze 4 lata studiów - zero postępów, ale i zero presji ze strony promotora.
      Stypendium spływa, Y znalazł sobie zyskowne zajęcie dodatkowe, wszystko gra...
      Nagle bomba - delikwent okazuje się nie mieć tytułu magistra (bagatela). Po
      mediacjach przeniesiony na studia magisterskie (sam zainteresowany jest bardzo z
      tego faktu zadowolony, bo i tak mu średnio na tytule zależy). Sprawa nadal w toku.

      Przypadek C
      Potencjalnie najlepszy kandydat. Ma zacięcie naukowe, doświadczenie (kilka
      publikacji za granicą). Skończył przyzwoitą uczelnię. Pan Z jest miłośnikiem
      Polski, ale i polskich kobiet i imprez. Trochę charakter zabawowy, ale nie jest
      to beznadziejny przypadek. Gdyby przydzielić mu solidnego promotora, z pewnością
      pracę by napisał. Bo przyciśnięty do muru pokazuje, co potrafi. Popełnia kilka
      publikacji w Polsce, szereg naukowych wystąpień na konferencjach, ma zacięcie do
      pracy naukowej. W dodatku ma arcyciekawy temat i co ważne - oryginalne materiały.
      Co więcej, u siebie Z jest wielkim propagatorem Polskości i Polski. Działa
      aktywnie w organizacjach polonijnych, urządza prelekcje i występy o naszym kraju.
      Niestety, przydzielono go (znowu - na Wielkiej Uczelni) na wydział, gdzie o
      tematyce którą się zajmuje nie mają pojęcia. Mało tego, jego promotor okazuje
      się najgorszy spośród przypadków A, B i C. Daje plamę na całego, w ogóle nie ma
      z nim kontaktu przez ponad rok, wreszcie udaje się tego promotora zmienić. Ale
      mleko się wylało. Z jest tym wszystkim zmęczony, dochodzą problemy rodzinne i
      tęsknota za krajem. Przerywa studia, wraca do siebie. Następnie powiadamia
      (mnie) o swojej rezygnacji.
      Jestem przekonany, że zawalono sprawę. Owszem, Z też mógł się bardziej starać.
      Ale odpowiednio prowadzony, ten człowiek zrobiłby doktorat i bardzo by się
      przydał na miejscu, w swojej ojczyźnie.

      Szkoda przede wszystkim straconych szans, wysiłków i czasu tych ludzi. Żal też
      naszych pieniędzy, które po części zostały zmarnowane.

      Pytanie podstawowe: czemu tych ludzi pcha się na Wielką Uczelnię, gdzie
      wymagania są szczególnie wysokie? Ci ludzie robiąc doktorat na innej, może
      słabszej uczelni być może trafili by przynajmniej na przyjaznego im promotora (w
      końcu na mniejszych uczelniach cudzoziemiec-doktorant to wyjątek!). Na pewno też
      nie kładziono by im ciągle tylu kłód pod nogi (chodzi o skalę zjawiska, bo
      niestety sam system szkolnictwa wyższego jest nieprzyjazny cudzoziemcom).

      Tymczasem na owej Wielkiej Uczelni ludziom tym robi się wielką łaskę, że ich
      przyjęto. Traktuje się ich jako zło konieczne. Po co więc ich przyjmują?
      • rootka Re: moje przykłady 22.08.07, 15:49
        promowanie doktorantow - obokrajowcow poprzez stawianie im niewielkich wymagan,
        co jesli dobrze rozumiem sugerujesz, nie jest w niczyim interesie. moim zdaniem
        bohaterzy wszystkich przypadkow ktore opisales sami sa sobie winni. jedynie
        problemy proceduralne typu informowanie o nieuznaniu dyplomu przy zlozeniu
        doktoratu to sprawa ktorej mozna sie wstydzic. od promocji Polski za granica
        jest PAIZ i POT a nie latwe doktoraty.

        ja sama jestem teraz obcokrakowcem. nikt mi pisania nie utrudnia, ale tez nie
        ulatwia. promotora mam takiego jakiego sobie wybralam, temat rowniez. nie widze
        powodu dla ktorego mialabym winic panstwo Niemcy za to ze moj promotor ostatnio
        sie nie pojawia w instytucie i nie odpisuje na mejle.
        • flamengista chwila 22.08.07, 16:15
          1. Ktoś selekcję robi. I w ich przypadku ten ktoś zawalił. Powinien był
          sprawdzić papiery, żeby nie było bydła na sam koniec w stylu: "a Pan to nie ma
          magistra? jakim cudem Pan tu studiuje?"
          2. Nie wierzę, żeby w Niemczech zostawiono Cię samej sobie, bez stawiania
          wymagań ale również bez pomocy przy badaniach. Tymczasem w przypadku ludzi, o
          których pisałem NIC NIKOGO nie interesowało, co się z nimi działo. Wystarczyło
          raz na semestr przynieść zaświadczenie od promotora, ze jest ok, co każdy
          promotor skwapliwie robił
          3. Nie porównuj promotora, który nie odpisuje chwilę na maile z promotorem,
          który bombardzowany telefonami, mailami przez ponad rok się nie odzywa, na
          uczelni nic nie wiedzą, nie czyta twoich tekstów ani części pracy. A potem jak
          gdyby nigdy nic szef instytutu stwierdza, że właściwie ten facet u nich już nie
          pracuje. I to dopiero przyparty przeze mnie do muru, bo cudzoziemcowi zawsze
          można kit wcisnąć, odpowiedzieć półsłowkiem - to nie zrozumie i będzie siedział
          cicho
          4. Nawet jeśli wszędzie jest taki chaos jak u nas i wszędzie traktuje się
          cudzoziemców jako zło konieczne (w co absolutnie nie wierzę), to naszego
          biednego kraju nie stać na takie ekstrawagancje, jak płacenie cudzoziemcom by
          marnowali nasze pieniądze i swoje życie na nic nie robieniu w Polsce.
          • rootka Re: chwila 22.08.07, 16:34
            > cudzoziemców jako zło konieczne (w co absolutnie nie wierzę), to naszego
            > biednego kraju nie stać na takie ekstrawagancje, jak płacenie cudzoziemcom by
            > marnowali nasze pieniądze i swoje życie na nic nie robieniu w Polsce.

            dokladnie! tylko ze obywatelstwo nie ma tu zadnego znaczenia. naszego kraju nie
            stac tez na to, zeby Polacy marnowali nasze pieniądze i swoje życie na nic nie
            robieniu :)
            • flamengista racja 22.08.07, 17:57
              Dlatego należy zacząć wreszcie rozliczać pracowników naukowych z funkcji tzw.
              opiekuna naukowego.

              Bo teraz jest tak, że potencjalny promotor woli trzymać stajnię doktorantów, w
              nadziei że któryś sam się postara i napisze doktorat, który jemu się przyda do
              profesury. I podpisuje różne papierki, w których stoi jakie to wielkie postępy
              robi doktorant.

              A do obrony przystępuje góra 30% tych studentów.

              Wolałbym, żeby promotorzy brali mniejszą ilość doktorantów ale rzetelnie z nimi
              pracowali, co było by odpowiednio monitorowane.

              Bo za nie zrobienie doktoratu nie można winić tylko i wyłącznie studenta.
      • abhijeet Re: moje przykłady 22.08.07, 21:25
        wielkie sorry, ale ta pani A to wyghlada jakby sie z choinki
        urwala... przyjezdza na studia doktoranckie i nie nostryfikuje
        dyplomu? pewnie nawet nie zapytala czy jej dyplom sie u nas liczy,
        bo po co...
        decyduje sie napisac prace po polsku a zna tylko potoczny jezyk
        mowiony... dlaczego nie napisala podania do rady o zgode na pisanie
        pracy w innym jezyku? jeden papierek i po sprawie.
        a ze ja rzucono na szerokie wody do Wielkiej Uczelni - najlepszej w
        mniemaniu urzednikow - to tylko powinna byc im tylko wdzieczna. no
        sorry, ale kto normalny, chcacy napisac doktorat mialby pretensje o
        to, ze przydzielono go do bardziej prestizwej uczelni a nie
        pipidowy...

        ale tak to jest w wypadku polonijnych studentow - czesto po prostu
        chca sobie pobyc w kraju przodkow i pobimbac sobie na stypendium niz
        napisac dobry doktorat.

        Tacy na przyklad Wietnamczycy bez polskich korzeni przyjezdzaja tu,
        ucza sie polskiego w mig, pisza bardzo dobre prae (bo im zalezy na
        doktoracie a nie na wspominkach babcinych) i potem pracuja jako
        adiunkci w polskich politechnikach (np warszawskiej).
        mozna? a no mozna!

        • flamengista Re: moje przykłady 22.08.07, 23:00
          Tą panią przyjęła specjalna komisja, która przecież miała przed sobą jej
          papiery. Ktoś uznał, że spełnia kryteria. A po latach ktoś inny stwierdził, że
          nie spełnia. Wbrew pozorom uznawalność dyplomów to nie jest sprawa prosta i
          jasna, często decyduje uznaniowość jakiegoś iksińskiego.

          Ta pani przeszła potem specjalny, roczny kurs intensywnej nauki języka
          polskiego. Tak więc nauczyła się pisać w miarę sprawnie po polsku, a od tego
          jest promotor, by jej błędy wyłapać.

          Ta pani wyraźnie chciała do innej uczelni, o profilu odpowiadającym tym, czym
          się ona zajmowała. W tym przypadku wyższy prestiż uczelni wiązał się z większym
          bałaganem, powolnym działaniem administracji i promotorem, który na promotora
          się nie nadawał.

          Ta pani akurat nie była w wieku do bimbania sobie i przyjechała z silną wolną
          zrobienia doktoratu. Zauważ, że mimo tych wszystkich perypetii swój cel jednak
          osiągnęła.
          • niewyspany77 Re: moje przykłady 22.08.07, 23:22
            flamengista napisał:

            > a od tego
            > jest promotor, by jej błędy wyłapać.

            Ja w kwestii formalnej - nie. Promotor ma sprawdzic czesc merytoryczna. Cala
            warstwa gramatyczna etc to problem doktoranta. Oczywiscie, w pewnych wyjatkowych
            sytuacjach taka pomoc jest bardzo milym i bardzo waznym gestem, jednak
            traktowanie tego jak jakakolwiek forma obowiazku to troche przegiecie.

            A Ty fla to swoim magistrantom za te 5 lat bedziesz poprawial przecinki,
            ortografy i dopisywal ogonki w pl literkach czy spuscisz delikwenta na drzewo?
            • flamengista Re: moje przykłady 23.08.07, 10:02
              Sorry, ale jeśli promotor nie widzi koszmarnych błenduf ortograficznych , które
              pojawiają się dosłownie wszędzie - również we wstępie pracy - to znaczy, że
              pracy nie czytał.

              Moim skromnym zdaniem promotor ma obowiązek pracę przeczytać, może się mylę?

              Mój promotor czyta moją pracę i poprawia mi błędy. Może nie jest nadmiernie
              szczegółowy, ale to robi. I wiem, że pracę czyta co daje pewien komfort psychiczny.

              W sytuacji, gdy błędów w przypadku A było zbyt dużo, promotor mógł jej polecić,
              żeby pracę przed oddaniem jemu do korekty przeczytał jakiś znajomy Polak i
              poprawił ewidentne błędy.

              Facet zawalił na całej linii i nie ma co go usprawiedliwiać. Szczególnie że
              można było być pewnym, że w przypadku cudzoziemca mogą być problemy z pisownią.
              • rootka Re: moje przykłady 23.08.07, 11:56
                > można było być pewnym, że w przypadku cudzoziemca mogą być problemy z pisownią.
                a doktorantka oddala prace bez sprawdzania bledow ortograficzynch? pewnie taka
                byla z niej "doktorantka" ze promotor zamiast z nia pracowac wolal czas spedzac
                bardziej produktywnie.. promotor nie jest nianka. szkoda tylko ze nie powiedzial
                jej tego wprost.
                • flamengista promotor to nie niańka 23.08.07, 19:07
                  Ale bądźmy uczciwi. Jeśli facet widzi ewidentne błędy ortograficznie i nie mówi:
                  "Szanowna Pani, widzę że w pracy są ewidentne błędy ortograficzne, które ją
                  dyskwalifikują. Proszę dać je do poprawienia jakiemuś znajomemu, ja nie mam
                  czasu na korekty językowe a tylko na uwagi merytoryczne"
                  To jest to d.pa, a nie promotor.

                  To był jego psi obowiązek, by przeczytać pracę swojej doktorantki. Obowiązek,
                  którego nie dopełnił należycie. Kropka.
    • niewyspany77 Re: Cudzoziemiec robiący doktorat w Polsce 22.08.07, 20:48
      Ej stary a to nie jest tak ze tych cudziziemcow to sie wpycha ludziom na chama?
      No to w takim wypadku moze to nieeleganckie, ale ja tez mozliwe ze bym sie
      wypial. "Odgorni" doktoranci? A pocalujcie mnie gdzies.

      Inna historia, jesli ci kolesie swiadomie sie zgodzili a potem dali ciala.

      Jednak bardzo mi sie podoba pomysl oceny promotora - fajnie by bylo, by byl
      mechanizm w stylu: po nadaniu stopnia doktornt wystawia promotorowi opinie,
      ktora idzie w jego akta. Tyle ze to tez nie ma szans, w sumie kazdy wie czemu.

      Ja na przyklad z promotora zadowolony jestem i nie jestem. Jestem, bo mialem
      bardzo duzo luzi i swobody, pisalem po swojemu. Niezadowolony, bo w ostatnich 3
      miesiacach "szlifowania" tekstu promotor nie byl dostepny tak jak chcialem, ale
      to w sumie okres sesji, magisterek etc, wiec moze sam sobie jestem winien.
      • flamengista jest akurat odwrotnie 22.08.07, 21:06
        To cudzoziemcom narzuca się odgórnie uczelnię, a najczęściej i promotora.

        W dodatku bardzo często sprawa jest jasna: np. przypadek C dostał za promotora
        "wschodzącą gwiazdę" instytutu, która na gwałt potrzebowała wypromowanego
        doktoranta do profesury belwederskiej.
        • niewyspany77 Re: jest akurat odwrotnie 22.08.07, 21:23
          No ok. Dziwne to.

          Dodam tylko, ze co do znajomosci jezyka polskiego przez doktoranta, to moim
          zdniem niespecjalnie logiczny pomysl. No, chyba ze to filologia. Chyba ze gramy
          na temat "patriotyzm i tradycje".

          Ale w sumie wymyslasz. w PL masz 3 drogi zrobienia doktoratu, no w porywach 4. i
          w co najmniej jednej nie masz prawa do tego, by mowic, ze studiujesz :D

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka