nie wiem czy to jesienna deprecha czy po prostu wariuję od siedzenia w domu. Chyba chciałabym do pracy, ale tu kolejny pretekst do umartwiania się - nie za bardzo zdążyłam przed dziećmi nabyć jakieś doświadczenie zawodowe. Mam tylko wyższe wykształcenie i jakąś mglistą wizję, co chciałabym robić (która z resztą mi się co jakiś czas zmienia).Także nie za bardzo mam gdzie się do tej pracy udać

No i oczywiście zarzucam sobie brak przedsiębiorczości, pomysłu na siebie. A do tego nie zarabiam

W każdym razie czuję, że to siedzenie w domu, wypełnianie w kółko obowiązków domowych i zajmowanie się dziećmi w ogromniej mierze a w minimalnej sobą, pozbawia mnie energii. Jestem w marazmie, nic mi się nie chce

i jeszcze paradoks-myślę o czwartym
chyba najchętniej poszłabym do wymarzonej pracy w ciąży , hehe to by była dopiero dawka energii, co
nie wiem czy to jest zrozumiałe a jeśli jest to czy nie brzmi tak, że ma się mnie ochotę kopnąć w tyłek. A może nawet by mi się to przydało?
Może ktoś ma podobnie, albo miał? albo po prostu mnie rozumie?