problem z akceptacją własnego dziecka

31.01.05, 09:57
No cóż... drze się jak się darł... Samuel znaczy się. Dostaje tyle lekarstw na
kolki, że albo to ten typ, który na nie nie "idzie" albo po prostu to coś
innego. Rozpieszczony? Fakt, babcia jak przyjdzie zawsze go nosi... Ale
zacięty facet, nie nudzi mu się płacz cały dzień...

Dziewczyny, czy miałyście kiedyś takie myśli "nie o takim dziecku marzyłam?"
wstyd się przyznać po prostu do takich myśli z mojej strony, tak bardzo
przecież chciałam chłopczyka, ale nerwowo czasemi nie wytrzymuję tych jego
ryków... do 3 miesięcy już wprawdzie niedaleko, ale czytam też posty od innych
dziewczyn na forum (choćby verdany synek darł się dłużej), których dzieciom po
tych słynnych 3 miesiącach nie przeszło...

Czy miałyście kiedykolwiek problemy z zaakceptowaniem takiego właśnie rokładu
genów, takich czy innych zachowań u własnego dziecka? Boże - przecież to moje
ukochane dziecko, a ja mam czasami takie myśli. Wstyd mi za nie, jak sobie z
tym poradzić?
    • mamaanieli Re: problem z akceptacją własnego dziecka 31.01.05, 10:30
      Jejku, pewnie że nie zawsze lubię swoje dzieci! Dla żartów mówię, że Anielkę
      (2.10)lubie w nocy, a Julka (9 mies)w dzień. Aniela - istne szaleństwo,
      krnąbrna i nieposłuszna, ciągle walczy. Nie stracić przy niej cierpliwości to
      cud... Natomiast ok. 20.30 wpada w błogi sen i tyle ją widzieli. Do rana. I
      zawsze tak było. Chyba od niemowlęctwa dawała w kość. A ja miałam obraz
      słodkiego bobaska... Julek - odwrotnie - w dzien słodki - bawi się, przytula,
      guga. Aniołek. W nocy - ryki co dwie godziny, karmienie co... półtorej góra.
      Gorzej niż noworodek. Czasem mam ochotę WYĆ!!
      Marzek, a próbowałaś diety antykolkowej - niektórym dzieciom pomaga. Lekarstwa
      pomagają o ile przyczyna jest zatrzymanie gazów. A mały może byc po prosu
      uczuleniowcem - i stąd kolki.
      • jol5.po Re: problem z akceptacją własnego dziecka 31.01.05, 10:50
        Marzku, a dostałaś już książkę T.Hogg? Tam jest na początku typologia dzieci, jest i o takich wrzeszczących wrażliwcach. Wiem, wiem, że jak wrzeszczy, to trudno coś przeczytać, ale zajrzyj tam, może znajdziesz wśród jej rad sensowną dla małego darciucha - ja podobno taka byłam darłam się i darłam, rodzice jadac z wózkiem autobusem zostali wysadzeni koło szpitala - "niech państwo zbadają to dziecko, bo przeciez to nienormalne", opowiada się to w rodzinie do dzisiaj, jestem pewna, że moi rodzice mieli kłopot z akceptacją tego stanu rzeczy, ale przezornie się nie pytałam jeszczewink
        • mamaanieli Re: problem z akceptacją własnego dziecka 31.01.05, 10:59
          Jol.5 daj namiary na tę książkę. proszę.....
          • marzek2 Re: problem z akceptacją własnego dziecka 31.01.05, 11:05
            Mamoanieli zajrzyj na inne fora "NIemowlę"; "e-dziecko zakupy" itp, tam można
            dostać od dziewczyn tą książkę w wersji elektronicznej. Ja mam osobiście wąty co
            do legalności takiego sposobu zdobycia tej książki, jest dostępna w różnych
            księgarniach internetowych, dziewczyny też piszą, gdzie można ją kupić. Ja
            kupiłam ją przez www.kdc.pl

            A oto moje dzieciaczki czyli "2 + 1" smile
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=19044944

            www.bozakobieta.dlaJezusa.pl
        • marzek2 Re: problem z akceptacją własnego dziecka 31.01.05, 11:03
          Dostałam, dostałam, zgadnij gdzie leży... w łazience, koło WC, bo to jedyne
          miejsce w naszym domu, w którym można się zamknąć przed dziećmi...
          Na razie przeczytałam okładkę smile ale Twoje informacje zachęciły mnie do głębszej
          lektury.
          A skoro taki "darciuch" jak Ty wyrósł na tak mądrą kobietą - to jest światełko w
          tunelu smile
          • hancik5 Re: problem z akceptacją własnego dziecka 31.01.05, 11:46
            Nie jestem mamą wielodzietna, ale was kocham i czytam...

            Moje dziecię to był darciuch na potęgę !!!Wszyscy sąsiedzi myśleli chyba,że
            codziennie znęcam się nim....Oj rozumiem Was, rozumiem...Dziecko było
            wrażliwcem i chyba wszystko mu przeszkadzała, np. w wieku kilku miesięcy za nic
            dało sobie włożyć nowych skarpetek i napić się z nowego smoczka, krzyczało
            wniebogłosy w nowych miejscach, z kościoła uciekaliśmy kiedyś pędem, bo na samo
            wejście włączyło syrenę... ItD, itp, itd, itp......

            A teraz mam cudną, śliczną, kochaną, cierpliwą pięciolatkę w domu...A pomyśleć,
            że kiedyś chciałam uciec z domu i schować się do ciemnej nory...
            Marzku, nie myśl, że to złośliwość synka, czy coś tam. Z doświadczenia, wiem,
            że tu sprawdza się tylko cierpliwość...Jeżeli masz kogoś, kto mógłby Ci pomóc,
            poproś go o chociaż trochę odpoczynku, albo nawet wyjścia na miasto. Mnie to
            bardzo pomagało...
            Pozdrawiam Cię mamusiu Samcia, trzymaj się, życie jest piękne, po burzy
            przychodzi Dzień!!!
            • jol5.po Re: problem z akceptacją własnego dziecka 31.01.05, 11:59
              smile))) to do Hancika
              Mamo Anieli:
              www.kdc.pl/servlet/SNFSearch
              www.happymum.pl/sklep/sklmum/k/ksiazki.html
              w tej pierwszej ksiegarni jest "język niemowlat", w drugiej: "Język dwulatka", czyli cz. 2 książki. Wiadomo, że życie pisze więcej scenariuszy, niż najlepsza ksiązka, ale te akurat warto przeczytać i własne wnioski wyciągnąć
              pozdrawiam Jola
          • jol5.po Re: problem z akceptacją własnego dziecka 01.02.05, 09:42
            Marzku, moja książka też mieszka w łazience, choc przepraszam tydzień temu pojechała ze mną na zebranie do szkoły (czas w tramwaju) no i do dzisiaj dalej siedzi w torbie. Ksiązki dla mam z małymi dziećmi powinny być wodoodporne, w pancernej, twardej oprawie i najlepiej wyposazone w system głośno-czytający (i żeby to wszystko nie miało wpływu na cenę)
    • tarba Re: problem z akceptacją własnego dziecka 31.01.05, 12:01
      Ja mam takiego jednego średniego jako niewmowlak nie spał w dzień dłużej niż
      15 minut(serio) do 2-gich urodzin. Od 3-go miesiąca nie życzył sobie leżeć w
      wózku podczas spaceru-życzył sobie oglądać świat więc wyrodna matka sadzałam 3-
      miesięczniaka bo ile mozna nosić. W nocy pobudka i 2 godziny wycia bez
      mozliwosci obudzenia.Potem wyrósł z tego straszny nerwus-nie było stanów
      pośrednich między euforią i rozpaczą-albo totalny zachwyt i poezja albo z
      rozpaczy wejście prosto w zamknięte drzwi.Teraz ma 7 lat jest w 1-klasie
      katastrofalnie inteligentny ale...większośc rzeczy jest czarno-białych chociaż
      juz pojawiły się odcienie szarości.
      To dla mnie bardzo bardzo ciężkie dziecko bo ja za mocno wciągam w siebie
      nastroje z otoczenia a on tak często jest nieszczęśliwy. Nam obojgu bardzo
      pomaga codzinna porcja przytulania( obowiązkowe 5 minut przed pójściem do
      szkoły)
      • martek40 Re: problem z akceptacją własnego dziecka 31.01.05, 12:42
        O,tak!Mój najstarszy do ukończenia 1 roku życia darł się niemal non-stop.Sypiał
        od 1 w nocy do 4-5 nad ranem,i to z przerwami na płacz.Na spacerze tylko ok.15-
        20 minut i to pod warunkiem,że jechałam wózkiem.Nie było mowy o klapnięciu na
        parkowej ławeczce i bujaniu wózka nogą-momentalnie się budził.Nasze
        rodzicielstwo zostało wystawione na poważną próbę.Aż dziwię się,że Witek ma
        jeszcze troje rodzeństwa...które na całe szczęście(?)było jego
        przeciwieństwem.Akurat u Witka były to pierwsze symptomy ADHD,tak więc z
        płaczem z byle powodu,napadami złości i wiecznym niezadowoleniem pożegnaliśmy
        się dopiero wiele,wiele lat później.Jednak szarości trudno dostrzec mu nawet
        dzisiaj,choć wkrótce skończy 20 lat.Kocham swojego pierworodnego,ale ciężko mi
        zaakceptować nie tyle jego samego,co jego postępowanie i sposób myślenia.Ale to
        ostatecznie w podbramkowych sytuacjach przekłada się,niestety,na stwierdzenie w
        duchu "Kurczę,jak ja cię nie znoszę".Facet jest inteligentny i to bardzo,ale
        niesamowity z niego indywidualista...
        • aska1972 Re: problem z akceptacją własnego dziecka 31.01.05, 14:52
          Oj marzek, nawet nie wiesz, jak Cię rozumiem.
          Moja 2,5 letnia obecnie córa tez się tak darła ( a właściwie drze się do dziś).
          Nieraz patrzyłam na nia i zastanawiałam się czy to moje dziecko, czy jakieś
          podmienione w szpitalu. Ale bardzo sympatyczna pani alergolog wyjaśniła mi, że
          często u dzieci alergicznych alergia objawia się w ten sposób (płacz, nerwowośc,
          nadpobudliwość), ponieważ mózg tak reaguje na alergię. Dzisiaj jak sobię
          przypominam co było te 2 lata temu to aż mnie ciarki przechodzą. Ale dla
          pocieszenia Ci napiszę, że czas leci bardzo szybko, ani sie obrucisz a mały Sami
          powie Ci: Mama żenię się! Narazie życzę Ci dużo cierpliwości smile))
          • mirella67 Re: problem z akceptacją własnego dziecka 03.02.05, 15:24
            Asko1972!
            to bardzo ciekawe co napisałaś o wpływie alergii na nadpobudliwość. Ja mam
            podobny problem, ale nie kojarzyłam go z alergią, jaką mój 3-latek napewno ma.
            Czy problem ten wraz z rozwojem sam minął, czy Twoja córka brała jakieś
            lekarstwa?

            Mój syn niewiele mówi, jest strasznie nerwowy i histeryczny i jakoś wraz z
            wiekiem nic mu się nie poprawia.

            Napisz do mnie proszę może więcej o Twoim przypadku na maila:
            joanna.baczynska@wp.pl.
            Z góry dziękuje i pozdrawiam.
            Joasia (mama x 4)
    • marzek2 Re: problem z akceptacją własnego dziecka 31.01.05, 16:20
      Dzięki dziewczyny, naprawdę dzięki. Jak czytam, jak MOGŁOBY być - to znaczy jak
      było u niektórych z Was to chowam uszy po sobie... Sam przecież w nocy
      (przynajmniej na razie) głównie śpi i je, tylko nad ranem trochę szaleje. Nie
      chce usnąć a gdy go biorę bo myślę, że jest głodny, possie parę razy tylko,
      przytula się i zaspia słodko wtulony w pierś mamy - i chyba tak naprawdę po to
      się budzi nad ranem... No i na spacerach (przynajmniej na razie) albo śpi albo
      gapi się w swoją budkę zatkany smoczkiem. Więc w sumie mogło być gorzej.
      Zamierzam faktycznie zadbać o swój odpoczynek, niedługo spróbujemy z piciem z
      butli z moim odciągniętym mlekiem, żebym mogła wyskoczyć na chwilkę polatać po
      sklepach i odreagować.

      Wiecie co? Obiecałam sobie, że chustę w której go noszę wieczorami zostawiam
      musowo dla synowej i ich dziecka, na wieczną pamiątkę tych pierwszych
      miesięcy z moim synkiem smile
      • akve Re: problem z akceptacją własnego dziecka 01.02.05, 23:14
        Marzku,
        jak Jedrus ( pierwszy ) darł mi sie tak okropnie to nie wierzyłam,ze to się
        kiedys skończy.I uroki macierzyństwa jawiły mi sie raczej jako koszmar.Okazuje
        sie ,ze nic nie trwa wiecznie i wszystko mija, bo syn ma prawie 11 lat i juz
        się nie drze.Przynajmniej nie drze się z powodu kolek wink.
        I ku pokrzepieniu przeczytaj sobie-wątek o ukaranej pysze- co napisałam o moich
        znajomych ( ośmioro dzieci)Najzdolniejsze jest to co sie tak koszmarnie darło
        smile
        • marzek2 Re: problem z akceptacją własnego dziecka 02.02.05, 09:09
          Ewka, dzięki smile Już teraz wiem, że Sam jest po prostu NORMALNY smile))) A może i w
          moim przypadku pycha została ukarana? Bo jak mi ktoś już gdzieś napisał może
          myślałam, że "trzecie to sobie samo zmienia pampersy" ... Mam nadzieję, że
          oprócz płci po tatusiu odziedziczy też inteligencję... wtedy fajtycznie może być
          najzdolniejszy z naszych dzieci smile
    • bei poradzilam sobie tak.... 03.02.05, 21:11
      Język niemowląt......nie powiem, że wszystko akceptuję...ale duzo sie
      nauczyłam...
      ułożyłam dziecku plan dnia....tzn wykorzystałam juz pomysly malucha- te kiedy
      śpi...kiedy je- z jedzonkiem troche go unormowalam- po to- by w koncu wiedzieć-
      czy płacze dlatego , że głodny- czy z innnej przyczyny....
      i zaczęlismy sie uczyć spanai osobno...ja już też mialam nalóg wdychania
      cieplego aromatu malutkiego cialkasmile
      teraz artuś zasypia sam- jeszcze się troche buntujesmile
      Jak placze- to dużo mówię do niego......dom duży- więc odkrzykuję z kuchni- JUŻ
      IDEEEEEEEEĘ...maluch zaczyna nasluchiwac...i ja jeszcze chwilkę
      zwlekam...czytam mu rano- to co sobie chcę przeczytac...no felietony z twojego
      stylu...on lubi słuchaćsmile
      Marzku...nosilam go niekiedy cale noce- i plakalam....
      do niedawna zasypial dopiero o 3ciej...później o 2giej...o pierwszej...teraz o
      12 stej...wszyscy go nosili....
      poznacie sie z Samem....on wyrośnie z niegrzeczności...zobaczyszsmile
      • eleanorrigby Re: poradzilam sobie tak.... 03.02.05, 23:42
        Język niemowląt...Przeczytałam tylko kawałek,a potem naszła mnie
        refleksja.Jestem z wykształcenia biologiem komórki,więc mam takie "zboczenie
        zawodowe"-patrzeć na wiele rzeczy w kontekście biologii i genetyki
        człowieka.Wychodzi mi,że ludzkie niemowlę jest genetycznie zaprogramowane
        tak,żeby domagać się stałej obecności matki,także w nocy.Niemowlę ludzkie nigdy
        nie było zostawiane samo,bo groziło mu to po prostu śmiercią.Innymi
        słowy,przeżywało to,które głośniej krzyczało,jeśli matka gdzieś je odłożyła.Do
        dzisiaj w społecznościach tzw."prymitywnych",albo zbieracko-łowieckich,dziecko
        NIGDY nie śpi samo.Do około 2-go roku życia z mamą,potem z innymi dziećmi.Dla
        matki Afrykanki jest nie do pomyślenia,że miałaby odłożyć swoje dzicko na noc
        gdzieś do osobnego pomieszczenia.A my robimy wszystko i wymyślamy sposoby,żeby
        nauczyć niemowlę czegoś,co jest sprzeczne z jego najgłębszą istotą.Podobnie-
        matka w Afryce uznałaby,że jej niemowlę jest chore,jeśli płakałoby przez kilka
        minut!Tam niemowlęta są przez cały dzień noszone przez matkę i nie płaczą.Były
        robione badania,które wykazały,że takie dzieci ssą pierś nawet co kilkanaście
        minut,przez co utrzymują stały poziom cukru we krwi - i -podobno-nie
        płaczą.Człowiek cywilizowany często komplikuje rzeczy proste...Czy jest coś
        złego w nawyku wdychania ciepłego aromatu malutkiego ciałka...Ja to mam do
        dzisiaj...jeśli sprawia przyjemność-w imię czego się tego pozbawiać...Ja w
        ogóle nie cierpię tego całego pośpiechu,tego "muszenia" robienia czegoś,co
        uniemożliwia czasami czerpanie radości z przyjemności najprostszych
        Kasia
        P.S.Wymądrzam się trochę,bo moje dzieci nie płakały w zasadzie wcale,ale taka
        mnie naszła refleksja o tej późnej godzinie
        Kasia
        • glupiakazia Re: poradzilam sobie tak.... 04.02.05, 09:38
          Ale fajnie napisalas! Wiesz, co wlasnie tak postepowalam z moja najmlodsza - po
          prostu rozkoszowalam sie kazda chwila z nia, ale z poprzednimi dziecmi tez mnie
          ciagle gdzies "gnalo" i teraz troche zaluje. No, ale i najmlodsza juz nie na
          piersi...
          Jak sobie przypomne to slodkie ciepelko i radosne posapywanie przy cycu, to mi
          sie czwartego chce................
        • mama_kasia Re: poradzilam sobie tak.... 04.02.05, 11:39
          Podoba mi się to, co napisałaś. Ale ważne jest też to, aby konkretnej
          mamie odpowiadało to, co robi. Śpimy z naszą dwulatką dalej w jednym
          łóżku, ale nam to odpowiada, a właściwie wolimy to niż bieganie do
          niej w nocy. Tak będzie do pewnego czasu, przecież nie na stałe.
          I z doświadczenia wiem, że nie przełoży się to potem na brak umiejętności
          najmłodszej w samodzielnym spaniu smile
          Ale nie znaczy to, że jest to najlepsza metoda postępowania z maluchami.
          Innej mamie może to zupełnie nie odpowiadać.
        • bei odłożylam go 20 cm dalej:) 04.02.05, 14:07
          tyle dzieli nasze łóżko od łozeczka...bałam sie, że go przygniotę- byłam
          nieprzytomna...bałam sie- ze mi spadnie- już zaczyna sie przekręcacsmile
          Mogę włożyć rękę do łóżeczka- i już mnie czujesmile
          • eleanorrigby Re: odłożylam go 20 cm dalej:) 04.02.05, 20:24
            Oj,Glupiakazia-a jak mnie się chce czwartego!Może zdążę przed 40-stką.
            Masz rację,mama_kasia,też uważam,że najlepiej kierować się intuicją i własnymi
            preferencjami i potrzebami.Nie chodziło mi o dawanie jedynej dobrej
            recepty,tylko miała to być raczej taka ogólna refleksja nad tym,jak bardzo
            czasem oddalamy się od tego,co właśnie powinno być naturalne i intuicyjne i
            robimy to,co w danym momencie jest preferowane przez społeczeńswo.Przynajmniej
            mnie się to zdarza,jak się zagapię wink
            Bei,ja przy pierwszym dziecku też sie bałam,że je przygniotę i mały sypiał w
            gondolce od wózka przy naszym materacu.Potem zmieniłam mieszkanie na większe i
            materac na szerszy i układałam malucha przy samej ścianie z osobną
            kołderką.Przy Asi spróbowałam łóżeczka,ale wtedy wyszło na jaw coś,czego bym
            się nie spodziewała-w nocy moje i tak bardzo niskie ciśnienie jeszcze bardziej
            spada i kiedy wstałam pewnego razu do Asi,tak zakręciło mi się w głowie,że omal
            z nią nie upadłam.Po tym incydencie z czystym sumieniem i z czystą rozkoszą
            oddałam się rozpuście spania z maluszkiem i trzymania przez sen ciepłej łapki
            albo stópki..smile)
            Kasia
            • jol5.po Re: odłożylam go 20 cm dalej:) 07.02.05, 15:05
              Kasia, śliczne to co napisałas - i jeszcze podparte autorytetem nauki, uff, ulzyło mi, ja też lubie spać z małym dzieckiem
Inne wątki na temat:
Pełna wersja