starym polskim zwyczajem, wiekszosc osob o ubieraniu choinki mysli z
wyprzedzeniem moze 1-2 dniowym (maksymalnie) w wiekszosci polskich domow
jednak ja, troche przestawiona na ten swiat w kolko i bez zadnego wytchnienia,
z marginesem czesto nawet i 2 miesiecy przed (i o dziwo zero dni za, w
odroznieniu od Polski), meczylam rodzinke o choinke od pierwszego dnia swojego
przyjazdu
kochana mama i tatus wiec poddali sie i tez przystali na mysl o choince lekko
przyspieszonej
jakim zdziwieniem przyjeci zostalismy wsrod sprzedawcow i lesniczych kiedy
probowalismy od kilku dni ok 2-1.5 tyg przed swietami znalezc jakies w miare
przyzwoite i niesztuczne drzewko
miasteczko malusienkie na koncu swiata oddalone od innych o calkiem sporo a od
wiekszych 'metropolii' typu Olsztyn to juz o caly kawal drogi, z wybaluszonymi
oczami i smetno-niedowierzajaca mina traktowalo nasze pytania o srebrne
swierki czy jodelki z plantacji
przez pare dni dzwonilam po lesniczowkach, sklepach, szkolkach czy ogrodnikach
i pytalam o drzewka slyszac w odpowiedzi tylko zdziwienie i propozycje
pospolitych swierkow (tych co by do swiat nie doczekaly albo nie udzwignely
zbyt wielu bombek - no ale i tak majacych jakis tam urok - ale nie na
zalozenia tegoroczne

hihi)
udalo sie jakos po chyba 4-5 dniach goracych poszukiwan i zjezdzonych miejsc
klujacy swierczek stanal u rodzicow w mieszkaniu - cudny zapach, ozdobione
drzewko i poklute palce to bilans dzisiejszego dnia (ah i jeszcze stroik na
drzwi, samochodzik z masy solnej dla mojego M. i przepalone nowe lampki choinkowe)
poza tym caly wczorajszy dzien i czesc rowniez dzisiejszego zeszlo mi i mojej
pomocnej i pracowitej siostrze

Martusi (zbuntowana na swoj wciaz
dziecinkowaty sposob gimnazjalistka) oraz dzielnej, na pakowaniu prezentow
jakos sobie zalozylysmy ze w tym roku pakujemy wszystko z osobna, robiac w ten
sposob gore roznych podarkow ktorej chyba nie zmiescimy pod choinka (o ile jej
nie utniemy paru dolnych 'falbanek')
jednak zabawa z pakowaniem, zadowolenie z fajnego efektu i w ogole siostrzane
interakcje i rozrywka jakos fajnie wplynely na nasz obustronny i osobisty nastroj
tak dlugo pisze, bo chcialam sie z wami podzielic moimi dniami u rodzinki w
Polsce
pieska obraz jeszcze schnie - te paskudne farby olejne potrzebowaly chyba z 5
dni zeby wyschnac - musze jutro czy w pon dokonczyc malowac zebym mogla potem
spakowac i wziac wszystko ze soba bez zrujnowania 'dziela'
poza tym smakuje pyszne winogrona (czemu w chicago nie moge takich kupic tylko
te paskudne - teraz juz dla mnie - typu rodzynkowe, slodkie i jakies takie
nijakie - znacie miejsca na dobre winogrona - takie w 'polskim' smaku w usa?)
ok moze sporobuje jednak pospac, bo i grenlandia zaczyna powoli miec pore
lozkowa a i ja nie chce sie roztopic
papatki i milego wieczoru dla tych u ktorych wieczor jeszcze przed nimi