asica74
05.08.06, 21:56
Normalnie jak w filmach. Zyje sobie spokojnie, nikomu nie wadze, jezdze na
rowerku, mam balagan w saloniku, czytam sobotnia gazete. Az przychodzi ten
dzien, ze dzieje sie cos zupelnie "od czapy".
Dzis po powrocie do domu, ugotowalam obiad. Ot zwykla pasta z cukinia i
mozarella (zainteresowanym przepis moge dac, bo latwe i smaczne). Objedlismy
sie jak baki i troszeczke w garnku zostalo, wiec przykrylam to szklana
przykrywka i zostawilam w kuchni, do ostygniecia. Po ilus minutach,
uslyszalam jakich brzek. Poszlam do kuchni, szukajac na podlodze, tego co
niby spadlo... a tam nic. Spogladam na kuchnie i... owa szklana przykrywka do
garnka pekla w drobny mak. Nie byla niczym obciazona, ani zadna zimna kropla
na nia nie spadla (ale i tak byla juz zimna)... wiec czemu? Sa tu moze jacys
fizycy do wyjasnienia owego zjawiska?
Po pol godzinie przyszla sasiadka z pytaniem, czy nie widzielismy jej buta?
Bo zostawila na dworze, a na drugi dzien jednego nie bylo. Kto ukradl? Koty
mutanty???
I sie obecnie rozgladam po mieszkaniu... duchy czy co?
Macie takie historie?