Dodaj do ulubionych

Czarna Lukrecja

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.09, 07:36
Cud! Cud! - Normalna recenzja omawiająca wykonanie, przebieg
dramaturgiczny itd. Większość "recenzentów" chwali "wydarzenia" czy
sensację, nie omawiając w rzeczywistości samego spektaklu (ale na
tym trzeba się znać). A jeżeli spektakl jest ładny, podoba się
widowni - to ma u "recenzentów" przechlapane
Obserwuj wątek
    • Gość: gość Czarna Lukrecja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.09, 14:24
      Niedzielny wieczór spędziłam właśnie oglądając Lukrecję Borgię i mam wrażenie,
      że byłam na zupełnie innym przedstawieniu niż autor powyższej recenzji.
      Wyjaśniam to sobie tylko jego brakiem jakiegokolwiek pojęcia o operze, śpiewie i
      aktorstwie oraz zastanawiam się dlaczego tak wyżywa się na prawdziwych
      talentach. Może przemawia przez niego zazdrość?
      Zwróćmy uwagę na to, że jako jedyny z wszystkich recenzujących sztukę zjechał
      Joannę Woś z błotem. Każda inna gazeta - Dziennik, Rzeczpospolita, Nasz Dziennik
      bardzo chwalą Jej talent i umiejętności, uważając ją za genialną i wspaniałą
      śpiewaczkę i aktorkę. Tak samo publiczność - Pani Woś dostała największe oklaski
      i owacje. Jednak najwyraźniej recenzent kierował się swoimi marnymi zmysłami
      słuchu i wzroku. Może powinien pan odwiedzić lekarza zanim tak niesprawiedliwie
      zmiesza kogoś z błotem - taka rada na przyszłość :)
      • fedorczyk4 Re: Czarna Lukrecja 29.04.09, 16:48
        No proszę, a ja w przciwieństwie do przedpiszczyni, zgadzam się z
        krytyką. Może istotnie pani Woś została potraktowana nieco zbyt
        ostro, ale jej wykonanie było istotnie niepewne, zwłaszcza w
        prologu, siła wyrazu chwiejna, potem było już lepiej, ale to nie
        było "wielkie" wykonanie, a że zostało oklaskane, ba wśród
        ślepców .....
        Natomiast cała koncepcja reżyserska była do bani, scena trucia i
        strzelania, plus zgoniony w kupę chór, po prostu niesmaczna. Nie
        dało się spokojnie na to patrzeć.
        O kretyniźmie pomysłu na całujących sie w dziupli w murze, Gennara i
        Maffio nie wspomnę. Buuuuuuuuu i koniec
    • Gość: Usta Czarna Lukrecja IP: *.217.146.194.generacja.pl 29.04.09, 16:51
      Całkowicie zgadzam się z recenzentem. Pani Woś nie jest wcale taka
      zjawiskowa jak to niegdyś o niej mawiano. W rzeczywistości
      rozkapryszona i nadęta "primadonna" z Kielc.
    • Gość: obserwator Czarna Lukrecja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.09, 20:25
      Zatem czego Wam jeszcze trzeba po klęskach p. Znanieckiego
      fundowanych(hurtem) miłośnikom opery w Polsce i w prowincjonalnych
      teatrach Włoch, Hiszpanii, Irlandii. Jak długo będziecie ulegać
      mitowi "najmłodszego debiutanta w La Scali".Czy przeanalizowaliście
      kiedyś ten debiut? Kiedy odważycie się stwierdzić, że ten miły dla
      mediów, układny, bez wątpienia inteligientny "artysta" (od 1 lipca
      dyrektor Teatru Wielkiego w Poznaniu) to... nadęty balon. Dużo i
      kolorowo na zewnątrz, pusto w środku. Gratuluję reakcji warszawskiej
      publiczności.
    • Gość: widz Czarny Hawryluk IP: *.centertel.pl 29.04.09, 21:07
      To co wypisuje ten pseudo obiektywny dziennikarz wola o pomste do
      nieba. dziwie sie ze wyborcza zdecydowala sie opublikowac taka
      recenzje, jesli mozna to w ogole nazwac recenzją, jest to raczej
      opis sytuacji zrobiony przez czlowieka przepelnionego nienawiscia,
      zawiscia, zazdroscia a moze raczej kompleksami.Maly czlowieczek,
      ktory nie moze zniesc ze jego pupilki ze swiatka warszawskiego nie
      sa tworcami sukcesu.Oczywiscie rezyseria jest godna krytyki i jak
      najbardziej sluszna ale to co wypisuje o Joannie Woś to kompletna
      bzdura.Mam wrazenie ze autorowi tej "recenzji" potrzebna jest
      kompleksowa porada laryngologiczna.Ale z drugiej strony czego sie
      spodziewac bo dyletancie? Woś w niedziele byla jedynym jasnym
      punktem i jasno nalezy powiedziec ze w Polsce nie ma lepszego
      sopranu od niej.Jej slaba strona jest to ze nie pochodzi z Warszawy
      i jest antygwiazda, nie pcha sie na piedestal i bankiety tak jak ww.
      dziennikarzyna. w zasadzie nie znana ogolowi spoleczenstwa natomiast
      dla znawcow tematu jej nazwisko jest gwarancja najwyzszej jakosci
      wykonania wokalnego i aktorskiego. Radze troche wiecej bywac w
      teatrze, nauczyc sie obiektywizmu i wyjsc poza wartosciow
      mierną "warszawke" panie Hawryluk
    • Gość: cor_leonis Czarna Lukrecja IP: *.aster.pl 29.04.09, 21:56
      A jednak Lukrecja się broni mimo wszystko, co piszę z wielką
      przyjemnością po wysłuchaniu i obejrzeniu wczorajszego (wtorkowego),
      spektaklu. Premiery są najbardziej ryzykownymi wydarzeniami, a
      rzadko miarą sukcesu. Może więc warto wrócić do idei recenzowania
      kolejnych wykonań? A więc przed czym broni się Donizetti? i czy pzed
      Michałem Znanieckim? W pełni przychylam się do opinii Autora
      recenzji o bezbronności Macieja Znanieckiego jako reżysera spektaklu
      z epoki. Najwyraźniej nie doczytał o dziewiętnastowiecznej tradycji
      obsadzania głosów sopranowych/mezzosopranów w partiach bohaterskich
      (vide świetne realizacje w niezrównanym i niedoścignionym Tankredzie
      Rossiniego w Warszawskiej Operze Kameralnej (tym razem przypominam
      premierową obsadę) i w oszałamiający głosem i interpretacją Michel
      Maniaci weneckim "Il crociato" Meyerbeera). Trudno się więc zgodzić
      z wypowiedziami publikowanymi w programie do opery, które mówiły o
      bliskości dwóch bohaterów(za przypadkowość tekstów w programie
      Teatrowi Wielkiemu należą się zasłużone słowa krytyki i w równym
      stopniu pochwały za dopracowaną technicznie edycję programu).
      Uzasadnienie dla natężenia pokazanej przez Znanieckiego przemocy
      jest także żadne i nijakie. Donizetti obronił się jednak, w czym
      zasługa wykonania Adriany Kohutkowej (Lukrecji), która nie zawsze
      sobie radząc technicznie z partyturą w sposób jakiego możnaby było
      sobie życzyć, potrafiła przekazać ogromny liryczny ładunek emocji
      muzyki i tekstu (za co brawo). Dorównywali jej zresztą dramatyzmem
      i prezentowali świetną klasę wykonania Marco Vinco (Don Alfonso)i
      Luciano Botelho (Gennaro). W ich interpretacji teatr stał się
      dominantą a muzyka jego drugim językiem (choć ten właśnie język był
      przycinany pośpiechem dyrygenta, który nie dawał wybrzmieć frazom i
      dźwiękom partytury). To (budzące słuszne emocje) przeładowanie
      teatralnymi środkami ekspresji (choć nie zawsze trafnie dobranymi),
      dzięki interpetacji Kohutkowej zyskało swoje uzasadnione miejsce w
      koncepcji pokazywania dzieła muzycznego. I właśnie za propozycję
      teatralnej interpretacji Lukrecji, za koncepcję Donizettiego
      realizowanego w teatrze, należą się Michałowi Znanieckiemu słowa
      uznania. Bo - i nikt na to nie zwrócił uwagi - wprowadzając chór i
      solistów w przestrzeń amfiteatru i poza scenę, zaproponował widzom
      konwencję teatralną opery jako sposób lektury (w tym wypadku
      konwencję wsopółczesnego teatru totalnego), i zmienił proporcje
      między dramatem teatralnym a konwencjonalnym przedstawieniem
      operowym na korzyść tego pierwszego. Pod tym względem to z pewnością
      nie jest typowa realizacja mniej znanej i niezwykle wymagającej
      opery znanego autora epoki belcanta. Być może pominięcie
      teatralności i dramatu oglądanych we wtorkowy wieczór i poświęcenie
      ich na niedzielnej premierze na rzecz (jak czytam), niespełnionej
      wirtuozerii dźwięku, tak bardzo zgrzytało w przedstawieniu, że
      uczyniło je nieznośnym. W przypadku wtorkowej inscenizacji było to
      raczej spotkanie z intelektualną grą w której stawką jest odkrycie
      Donizettiego jako twórcy teatru operowego i pominięcie milczeniem
      stereotypu (tylko) melodyjnego belcanta. Kończąc- właśnie w
      kontekście teatralności wydobytej przez Znanieckiego - chciałbym
      przypomnieć wspaniałą, lekko i pięknie przerysowaną dekorację
      westybulu z wijącą się kreską schodów, będących tłem sporu o życie
      Gunnara oraz reżyserską realizację przebojowej, pierwszej arii
      Lukrecji (tu także popis reżyserii świateł Bogumiła Palewicza).
      Zatem jednak, mimo zarzutów, wielkie brawo dla Michała Znanieckiego
      za propozycję dramatu muzycznego i jego wizji opery Donizettiego, w
      której ostrą kreską zarysował koncepcję teatru mieszcząc ją w operze
      XIX w., zbyt często ukrytej lub ukrywanej za maską historycznej
      oczywistości.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka