Dodaj do ulubionych

Dwaj panowie S.

17.12.08, 14:45
Czy to nie zadziwajace? Piastuja tak istotne dla 40-milionowego
kraju stanowiska.

Pierwszy pan S , inzyniez budownictwa, szczyci sie wprawdzie
dyplomem MBA z podrzednego, malego oddzialu amerykanskiej uczelni,
na podstawie to ktorego to dyplomu w procesie nostryfikacji uzyskal
dyplom magisterski ... renomowanej polskiej szkoly ekonomicznej.
Rok nauki ekonomii i biznesu na podbudowie szkoly budowlanej
przedziezgnal sie w dyplom normalnie wienczacy piecioletnia,
solidna nauke.

".......nauka to potegi klucz ........."

Drugi pan S jest wprawdzie absolwentem szacownego angielskiego
uniwersytetu, choc wiesc gminna niesie ze w Polsce nie zdobyl
matury, ale ma dla odmiany niesamowicie specyficzny uklad osobisty.
Zona jego mianowicie jest...cudzoziemka. Tak, zona szefa kluczowego
ministerstwa jest obcokrajowcem, obcokrajowcem pochodzenia.....
No, pochodzenia. Hm, to tak jakby dzisiaj maz niejakiej pani H.C.,
miast byc bylym prezydentem mocarstwa, byl przykladowo, wietnamskim
dziennikarzem. Albo arabskim szejkiem naftowym.

Przez grzecznosc chyba nie wypada nawet wspominac, ze tenze drugi
pan S. zrobil w swej karierze politycznego swinga, o ktorym dzis
nikt juz zdaje sie juz nie pamietac, mimo ze emocje odnosnie
innych dwoch panow (K) zyja i maja sie dobrze.

Jaka, prosze panstwa, podacie na bankiecie salatke, moze i ja sie
zalapie na jakie stanowisko ?
Obserwuj wątek
    • deluc Drugiego pana S. opisal newsweek Polska 17.12.08, 15:14
      www.newsweek.pl/artykuly/artykul.asp?Artykul=32087&Watek=124000&WatekStr=1&DA=091220081635
      Pal licho skapstwo (dziadostwo), ale zeby byc jak choragiewka na wietrze?
      • kadi-lak Re: Drugiego pana S. opisal newsweek Polska 17.12.08, 15:50
        Dzieki za link.....mysle ze by zroumiec wiecej z mentalnosci p. S.
        trzeba ( jak ja) urodzic sie w miescie B., dorastac tam,w tym samym
        pokoleniu , chodzic do liceum i zyc troche w tym miescie. Ma
        specyficzny klimat.....tam gdzie inni czytajac ten tekst wybalusza
        oczy, ja sie smieje niewesolo...."w tym szmapnie nie ma
        babelkow"...ano nie ma........
        • baldazar Re: Drugiego pana S. opisal newsweek Polska 17.12.08, 16:54
          Kadi, jakim herbem Plakietka się pieczętuje- obserwując jego
          pozerstwo to korzenie rodu pewno sięgają czasów Karola
          Wielkiego.....Niezła Dyzma wychodzi z tego Plakietki.
          Pozdrawiam
          • kadi-lak Re: Drugiego pana S. opisal newsweek Polska 17.12.08, 17:07
            Hm............ a pamietasz ( wyglad ?) takiego dawnego ministra,
            z rzadu Rakowskiego? nazywal sie Krasinski. Jakiego on byl herbu?
            Podpowiem Ci, ze mozna ten herb ulozyc z dwoch trojkatow.

            Jesli to nie starczy do dorzuce pozniej kolejne co nieco.
            • baldazar Re: Drugiego pana S. opisal newsweek Polska 17.12.08, 17:41
              ...... wyznanie handlowe podobnie jak szanowna małżonka?

              Ja mam odczucie, że Plakietka cierpi jak nie mówi się o nim.
              On wówczas musi wyskoczyć z czymś spektakularnym co spowoduje,
              że będzie cytowany kilkadziesiąt razy dziennie. Trzeba przyznać,
              że gościu ma tęgie pomysły...

              ....Kadi pewnie oberwałeś od niego na przerwie między lekcjami 30
              lat temu i chowasz urazę do tej pory.
              • kadi-lak Re: Drugiego pana S. opisal newsweek Polska 17.12.08, 18:25
                Nie, nie zadawalem sie z gowniarzami, roznica paru lat to w LO bylo
                bardzo duzo....Jesli juz to on moglby dostac becki.
                A dlaczego uraze ? Wiele rzeczy mi nie pasuje po prostu i tyle.
                Chcialbys, by zostal szefem NATO i by z powodu jego niewyparzonej
                geby wybuchla ,na przyklad, wojna ?
                Co do wyznania to mam dla Ciebie zagadke: Za kogo nigdy nie wyjdzie
                za maz religijna Zydowka z ortodoksyjnej rodziny ?
                • baldazar Re: Drugiego pana S. opisal newsweek Polska 17.12.08, 20:31
                  Plakietki nikt nie odbiera poważnie. Jeżeli ma chrzanić bzdury to
                  niech lepiej robi to z dala od Polski.
                  • kadi-lak Jeski minista Spraw Zagranicznych... 18.12.08, 03:20
                    nikt nie bierze powaznie, to ja sie bardzo ciesze, ze mieszkam bardzo daleko od
                    tego kraju. I pisze to bardzo, bardzo powaznie ......
                    • baldazar Re: Jeski minista Spraw Zagranicznych... 18.12.08, 15:25
                      "Język służy do ukrywania myśli" De Taleyrand.
                      Dyplomaci są od wyrażania(ukrywania) cudzych myśli.
                      Muszą słuchać instrukcji.

                      Plakietka niestety wyraża tylko osobiste ambicje i w tym sensie
                      rzeczywiście nie nadaje się do tej roli. Kadi nie popadaj jednak
                      w ten poważny ton. Wolę jak żartujesz.

                      • kadi-lak Re: Jeski minista Spraw Zagranicznych... 18.12.08, 15:37
                        OK, to odpuszczam "powazny ton". Troche personalnie do tego
                        podchodze, bo pamietam tamte klimaty i ten S tak mi sie tam ladnie
                        wpasowuje , w te przeszlosc.
                        Kawiarnia Kameralna miedzy I i VI LO , gownirze skladajacy sie na
                        radzieckiego szampana a potem opieprzajacy kelenrke, ze w "w tym
                        szmapanie nie ma babelkow".
                        Niektorzy jak widac takimi pozostali do dzis smile

                        Plakietke bede sobie jednak obserwowal, pozwolisz ? Wiec moze sie
                        co nieco jeszcze pojawi w tym temacie ode mnie. Moze nawet kiedys
                        pojawi sie on u nas, w Konsulacie, to opisze spotkanie smile
                        • baldazar Re: Jeski minista Spraw Zagranicznych... 18.12.08, 15:47
                          Ostatnio Plakietka latał helikopterem po Afganistanie (odwiedzał
                          polski kontyngent ( on cały czas jeszcze toczy tam jakąś wojnę
                          pewno ze swoim cieniem). Strzelał tak, że karabin ząb mu wybił....
                          Ot kawalerska fantazja...
                          • kadi-lak Re: Jeski minista Spraw Zagranicznych... 18.12.08, 15:54
                            Ty na serio ? Pan Minister ...strzelal?

                            Znam takich...biora do reki bron i krzywde robia sami sobie. Kilka
                            lat temu widzialem goscia, ktory przystawil sobie celownik optyczny
                            do oka, ale zapomnial oprzec bron o ramie.
                            • baldazar Re: Jeski minista Spraw Zagranicznych... 18.12.08, 16:04
                              W sumie to chyba zasponsorowałeś część kosztów tej eskapady Plakietki
                              jako amerykański podatnik hahahahaha?
                • baldazar Re: Drugiego pana S. opisal newsweek Polska 02.01.09, 23:32
                  Jeśli Cię interesuje wątek kandydata na szefa NATO.....
                  "Najważniejsza różnica dotyczyła wypowiedzi Tuska nt. ewentualnego
                  objęcia przez Radosława Sikorskiego funkcji szefa NATO. W
                  szczecińskim wydaniu na pytanie, czy rząd zgłosi jego kandydaturę,
                  Donald Tusk odpowiedział - Oczywiście. W wydaniu warszawskim nie
                  było w ogóle tego pytania. Ominięto również fragment wcześniejszej
                  wypowiedzi Tuska, w której przyznaje, że rząd rozpoczął już zabiegi
                  na rzecz wyboru Sikorskiego"
                  Jednak zabawne jest to nasze podwórko.....
                  politbiuro.pl/politbiuro/1,85402,6115955,Znikajace_odpowiedzi_z_wywiadu_Tuska.html
      • kadi-lak Ma ktos moze ten artykul? 18.12.08, 14:35
        No niestety, link jest dobry, tylko artykul zostal usuniety. Nie
        skopiowalem tresci.Teraz kolej na redaktorka, ktory to napisal,
        slisko jest, niebezpiecznie. Pewnie zginie niedlugo w wypadku
        samochodowym ....
        P.
        • baldazar Kolega z LO 03.01.09, 20:49
          www.rp.pl/artykul/242802_Miedzy_Oksfordem__a_wataha__.html
          • deluc Przeciez to nie z milosci do ojczyny, nie? 04.01.09, 12:54
            A ze choragiewka, niestaly w pogladach? Jak to? - zawsze chcial byc na stolku - czy to nie
            jest dowod na stalosc?
          • kadi-lak Troche mi poprawiles humor w poniedzialek :) 05.01.09, 15:25
            "Bo lubi błysk. A błysku dodaje mu jeszcze świetnie inteligentna i
            bardzo wpływowa żona, publicystka „The Washington Post”. – A ta
            pozycja znaczy więcej niż szef MSZ średniego europejskiego kraju –
            mówią jego znajomi."

            Oh, ci panaministrowi znajomi ......

            List of Staff Members Washington Post, takich wlasnie dokladnie
            jak Anne Applebaum, zawiera 779 pozycji. Wsrod nich to jest i
            Ania Jablkowska.

            projects.washingtonpost.com/staff/email/#staff-members
            Idac tym tokiem rozumowania, mozemy wiec napisac ze w samym tylko
            waszyngtonskim dzienniku mamy co najmniej 779 publicystow
            wazniejszych on Naszego Kochanego Pana Ministra.
            Poprawiles mi troche humor w ten pochmurny poniedzialkowy poranek smile
          • sendivigius Re: Kolega z LO 10.02.09, 18:38
            baldazar napisał:

            > www.rp.pl/artykul/242802_Miedzy_Oksfordem__a_wataha__.html


            "[Sikorski] Po pojawieniu się tekstu zadzwonił ze skargą na polską
            redakcję do Fareeda Zakarii, szefa wydań
            międzynarodowych „Newsweeka” w Nowym Jorku. Potwierdza to Michał
            Kobosko, szef „Newsweek Polska”."


            Ah, skad ja znam taka mentalnosc? No, podpowiedzcie mi skad?

            • kylax1 Myslisz, ze Zakaria sie tym przejal? 25.02.10, 17:44
              Fareed smial sie z tego. smile
    • robisc Re: Dwaj panowie S. 17.12.08, 23:52
      dziwne zestawienie; nie bardzo wiem, co ma do tego wszystkiego zona Sikorskiego;
      to jego prywatna sprawa; moze sobie ja kiedys zmieni, to popularna opcja,
      chociaz bywa droga;

      w Ameryce jest tez pan na S., ktory pomomo tego ze jest rodowitym Austriakiem
      mogl zostac guberantorem; czy ktos robi mus z tego powodu w USA zarzuty?
      • kadi-lak Re: Dwaj panowie S. 18.12.08, 03:25
        Prywatna sprawa to bylaby wtedy, gdyby on handlowal ciuchami na bazarze. Albo
        byl dyrektoem w banku. Albo kims podobnym. ALe on jest Ministrem resortu SZ.

        Czy gubernator stanu w USA odpowiada za polityke zagraniczna USA? Czy ma dostep
        do confidential documents dotyczacych najwazniejszych spraw kraju ? Czy
        negocjuje na forum zagranicznym z przedstawicielami najwyzszego szczebla innych
        krajow?
        • smutek20 Re: Dwaj panowie S. 18.12.08, 23:13
          a co było w tym artykule? moze ktos w skrócie przybliży temat bo pod linkiem nic
          nie ma.
          • kadi-lak Re: Dwaj panowie S. 19.12.08, 03:38
            Andrzej Stankiewicz, Grzegorz Indulski, Piotr Śmiłowicz, Joanna Kowalska-
            Iszkowska
            Życie Radka Sikorskiego jest jak dobrze przygotowany biznesplan. Cel, do
            którego dąży z żelazną konsekwencją, to prestiżowa posada za granicą. Dziś, po
            latach inwestycji, Sikorski chce wreszcie sięgnąć po zyski. Na przykład zostać
            sekretarzem generalnym NATO.
            Radosław Sikorski to gwiazda rządu Donalda Tuska. Jest jedynym ministrem,
            któremu zdarza się w badaniach opinii wypadać lepiej od samego premiera. Młody
            (rocznik 1963), przystojny, elegancki - to ten typ polityka, który robi
            karierę wizerunkiem idealnego zięcia. Czemu zatem nie obawia się go Donald
            Tusk, zazwyczaj zazdrośnie spoglądający w sondaże? Ano dlatego, że Sikorski
            nie jest dla niego konkurencją. Wbrew powszechnym spekulacjom Sikorski nie ma
            prezydenckich ambicji. Wie dobrze, że prezydentem nie zostanie - nie ma swoich
            ludzi, zaplecza i nie znajdzie pieniędzy na kampanię. Zresztą zamiast małych i
            dusznych akwenów krajowych woli krążyć po wodach międzynarodowych.Niemiecki
            tygodnik "Der Spiegel" właśnie umieścił Sikorskiego w gronie kandydatów na
            sekretarza generalnego NATO. Zwykło się przyjmować, że takie publikacje służą
            spaleniu kandydata. W przypadku Sikorskiego tak być nie musi. Dzięki
            publikacji w prestiżowym magazynie ambitny minister pojawił się na
            międzynarodowej giełdzie. Wkroczył do gry i nie jest w niej bez szans,
            chociażby dlatego, że tak wynika z układu politycznego. Po przedstawicielu
            małej Holandii teraz czas na przewodniczącego Sojuszu z dużego kraju
            członkowskiego. Francuzi na pewno mieliby ochotę na to stanowisko, ale dopiero
            - po latach przerwy - wracają do struktur wojskowych NATO. Niemcy i
            Brytyjczycy już sojuszem kierowali. Czas na Polaka? W przyszłym roku przypada
            10. rocznica wejścia Polski do NATO - nominacja dla Sikorskiego to byłby
            polityczny ukłon w stronę nowych krajów Sojuszu.
            Choć Sikorski twierdzi, że nie zamierza pretendować do zaszczytów w NATO,
            szlifuje język francuski, aby uzyskać poparcie Paryża. Jedno z wystąpień na
            ostatnim szczycie Sojuszu w Brukseli odczytał w języku Moliera. W Brukseli
            Sikorski ma dobre notowania. Przyciąga uwagę doskonale skrojonymi garniturami
            i swobodą, z jaką obraca się na europejskich salonach. Wie, kogo poklepać po
            plecach, kiedy rzucić anegdotę. Mówi po angielsku płynnie i bez słowiańskiego
            akcentu, potrafi używać idiomów, metafor oraz porównań. Czasem zresztą nie
            najszczęśliwszych. Wciąż próbuje zatrzeć złe wrażenie po porównaniu budowy
            gazociągu północnego do paktu Ribbentrop - Mołotow. - To zmniejsza jego
            szanse. Sikorski może zostać uznany za polityka niedojrzałego. Kraje NATO będą
            się obawiać, że w razie kryzysu między NATO a Rosją mogą go ponieść emocje -
            komentuje doświadczony dyplomata z Brukseli.Patrząc na biografię Sikorskiego,
            jego odejście z krajowej polityki byłoby logiczne. Przez ostatnie lata podjął
            kilka prób zakorzenienia się w polskim establishmencie. Finał był zawsze taki
            sam: parę lat w kraju i Sikorski wyjeżdżał - czy też wracał - za granicę. Nie
            przyjmował się na polskim gruncie, choć i partie, i poglądy zmieniał
            wielokrotnie oraz dość płynnie, w zależności od osobistych ambicji.Oczywiście
            alienację Sikorskiego można łatwo wytłumaczyć zawiścią polskich polityków,
            których raził jego zachodni sznyt, czy, jak wolą niektórzy, pretensjonalna
            zachodnia poza. Kiedy oni na początku lat 90. przywdziewali białe skarpetki,
            on prezentował na kostkach nóg zarzuconych ostentacyjnie na biurko prawdziwe
            burlingtony.
            Ale i sam Sikorski nie jest bez winy. Kreując się na wytrawnego polityka,
            sprawnego dyplomatę, a ostatnio na męża stanu, przez lata nie potrafił się
            wyzbyć zadziwiających i zaskakujących słabości.Sikorski to postać pełna
            sprzeczności. Dystyngowany szef MSZ, który pogardliwie mówi o kluczowych
            partnerach z UE i USA. Jeden z najbogatszych polityków, jednak skąpy aż po
            niesmak. Ważący słowa lord, który w ministerialnych gabinetach świetnie się
            bawi, opowiadając dowcipy o rasach i kolorach skóry. Taki jest Radek Sikorski.
            Nie ma drugiego polityka, którego wizerunek publiczny i rzeczywistość
            odbiegają od siebie aż tak bardzo.
            Słabość nr 1. Skąpy krezusWieczór w kawiarni ekskluzywnego hotelu w Warszawie.
            Radek Sikorski w gronie kilku osób. Na zamówienie ministra kelner podaje
            kieliszek szampana. Minister rozmawia z pozostałymi gośćmi, popijając trunek.
            Po kilku minutach władczym gestem wzywa kelnera. Wskazując na kieliszek,
            instruuje: "W tym szampanie nie ma bąbelków. Proszę o nowy kieliszek". Kelner
            bez szemrania wykonuje polecenie znanego polityka. Goście są zażenowani.
            Wielkopańskie maniery szefa MSZ i jego skąpstwo przez lata obrosły legendą.
            Kiedy na początku lat 90. Sikorski postanowił wrócić z emigracji w Wielkiej
            Brytanii do Polski, do swej posiadłości w podbydgoskim Chobielinie zaprosił
            elitę prawicowych polityków. Każdy w drzwiach otrzymywał książkę gospodarza
            "Prochy świętych" o wyprawie do Afganistanu w czasie interwencji Armii
            Czerwonej. Po przyjęciu się okazało, że muszą za otrzymane egzemplarze
            zapłacić.
            Gdy w 1992 roku Sikorski został wiceministrem obrony w rządzie Jana
            Olszewskiego, większość mediów nie przyjęła tego z entuzjazmem. Okazało się
            bowiem, że nowy minister ma brytyjski paszport, więc wiele osób wyrażało obawy
            o lojalność. Sikorski postanowił przeciwdziałać. Zaprosił na obiad legendę
            bydgoskiej Solidarności Jana Rulewskiego, wówczas posła. Poprosił o
            wstawiennictwo u Adama Michnika, by "Gazeta Wyborcza" - niechętna rządowi
            Olszewskiego - nie eksponowała tej sprawy. Zaproszony Rulewski zamówił drobną
            przystawkę, zaś Sikorski trzydaniowy obiad. A na koniec rzucił: "No to co,
            Janku? Po połowie?".Od tamtego czasu Sikorski niewiele się zmienił, wciąż lubi
            ucierać politykę w drogich restauracjach. W Warszawie preferuje hiszpańską
            knajpę Mirador i serwującą polskie specjały U Kucharzy. Jeśli nie daje się
            rachunkiem obciążyć gościa, biesiaduje na koszt podatnika. Jako minister
            obrony w 2005 roku wprowadził do resortu służbowe karty kredytowe i w ciągu
            niewiele ponad roku na wizyty w restauracjach wydał ponad 20 tys. zł.W 2006
            roku, w sierpniu, po uroczystości odsłonięcia tablicy ku czci ofiar
            stalinowskiej Informacji Wojskowej i Wojskowej Służby Wewnętrznej, Sikorski
            zaprosił do knajpy Aleksandra Szczygłę (ówczesnego szefa Kancelarii
            Prezydenta). Szczygło zamówił kawę, Sikorski przekąskę. Choć rachunek był
            niski, to Sikorski wręczył kelnerowi starannie zafoliowaną wizytówkę z danymi
            do faktury na MON. - On po prostu uważa, że za mało zarabia, więc należą mu
            się bonusy za służbę dla kraju - ocenia jeden ze znajomych Sikorskiego.
            Prezydentowi Sikorski powiedział kiedyś, że dla niego polityka to kosztowne
            hobby.
            Słabość nr 2. Luksus mu nie przeszkadzaOwym hobby zaczął się zajmować w lutym
            1992 roku, gdy niespodziewanie został wiceministrem obrony w rządzie
            Olszewskiego. Miał wtedy 29 lat, właśnie wrócił z emigracji, dostał nominację
            na wyraźny wniosek pierwszego cywilnego szefa MON Jana Parysa, mimo
            wątpliwości premiera. - Chciałem podkreślić euroatlantyckie aspiracje Polski i
            pokazać, że nasze wojsko się zmienia i nie jest to już dawna armia Układu
            Warszawskiego - opowiada Parys. Rzeczywiście, kontakt z Sikorskim, już nie
            tylko ze względu na wiek, ale i doświadczenie wojny w Afganistanie, był
            szokiem dla oficerów dotąd współpracujących z generałami Armii Czerwonej. Ale
            w MON nie był lubiany nie tylko z tego powodu. Raziło jego zamiłowanie do
            zbytku. Oświadczył, że chce mieszkać w pałacyku w Helenowie, który dotąd
            służył wyłącznie do przyjmowania najbardziej szacownych gości. Nasi rozmówcy
            opowiadają, że w piątki kazał się wozić do swego pałacu w podbydgoskim
            Chobielinie, a następnie żądał, by kierowca zostawił na weekend samochód i
            wracał do stolicy pociągiem.
            Wszystko to spowodowało, że premier Olszewski
          • kadi-lak Re: Dwaj panowie S. 19.12.08, 03:45
            Wszystko to spowodowało, że premier Olszewski postanowił odwołać niesfornego
            wiceministra. Po Sikorskim został w wojsku jeden widoczny ślad - plakietki z
            nazwiskami noszone przez oficerów na mundurach. Napięcia z Olszewskim nie
            przeszkodziły Sikorskiemu znaleźć się w szeregach jego partii - Ruchu Odbudowy
            Polski. W wyborach 1997 roku kandydował do Sejmu, ale bez powodzenia. Wówczas
            po raz pierwszy wyraźnie pokazał, że dobrze rozwinął zdolność przystosowywania
            się. Nawiązał kontakt z politykami rządzącej Akcji Wyborczej Solidarność i już
            na początku 1998 r. został wiceministrem w MSZ kierowanym przez Bronisława
            Geremka z Unii Wolności. Wydawało się, że współpraca uchodzącego za
            prawicowego radykała Sikorskiego z Geremkiem nie będzie łatwa. Tymczasem
            układała się bez zarzutu. Sikorski znowu okazał się pragmatykiem.Na
            konwentyklach Ruchu Społecznego AWS - ówczesnej partii władzy - doskonale
            dogadywał się z politykami wywodzącymi się w większości ze związku zawodowego
            - posługiwał się tym samym kodem, opowiadał takie same dowcipy. Grał
            swojaka.Grał, bo w tym towarzystwie nigdy swojakiem być nie mógł - uwielbiał i
            uwielbia obnosić się z drogimi ubraniami i gadżetami. Analiza rejestrów
            korzyści Sikorskiego pokazuje, że lubi dostawać ekskluzywne prezenty, np.
            szabla, alkohole, telefon komórkowy, golarka, odtwarzacz DVD. Podczas jednej z
            wizyt na Ukrainie Sikorskiego bardzo zajmowało zdobycie od gospodarzy
            futrzanej czapy, w której potem paradował na pokładzie samolotu. Z
            oświadczenia majątkowego Sikorskiego wynika, że jest jednym z najbogatszych
            polskich polityków. Ponad 800-metrowy Chobielin szacowany jest na 6 milionów
            złotych, do tego 170-metrowy apartament w Warszawie, kilkaset tysięcy złotych
            oszczędności, a także udziały w funduszach i spółkach. Sikorski i jego żona
            Anne Applebaum mają także pokaźne konta emerytalne. Gotówka i akcje są nawet
            na kontach ich synów - Aleksandra (18 tys. dol.) oraz Tadeusza (16 tys. dol.).
            Do tego kilka samochodów, w tym luksusowy volkswagen phaeton (nowy kosztuje
            grubo ponad 300 tys. zł).Tak majętny człowiek był jednak w stanie rozpętać
            awanturę o zwrot 100 zł, które pożyczył prezydentowi, by miał na tacę podczas
            mszy z okazji Święta Wojska Polskiego w 2006 r. Stówę dostał z powrotem co
            najmniej dwa razy.
            Słabość nr 3. Niepoprawny lordSikorski umiejętnie kształtuje wizerunek.
            Ponieważ był dziennikarzem, wie, na czym polega ta praca. Potrafi używać
            mediów do wysyłania dyplomatycznych sygnałów, ale również iść im na rękę. Wie,
            których dziennikarzy krajowych i zagranicznych obłaskawić, stara się budować
            kontakty z najważniejszymi ludźmi mediów. Dzięki temu wolno mu znacznie więcej
            niż innym. Nie zaszkodziła mu nawet afera z zakupem luksusowych mebli do jego
            saloniku w MSZ, co utrąciłoby niejedną karierę. Przygotowana w sierpniu oferta
            robiła wrażenie pisanej pod konkretną firmę. Ponad 100 tysięcy euro
            przeznaczono na kanapę "z litej sosny fornirowanej mahoniem o szerokim,
            wyrazistym usłojeniu piramidowym" i 11 foteli, których poręcze "wsparto na
            popiersiach Sfinksów, ręcznie rzeźbionych w drewnie grabu, pokrytych
            złoceniami z płatkowego szlakmetalu na żółtym bolusie".
            Sikorski został ulgowo potraktowany nawet w sytuacji bardzo poważnej - gdy w
            czerwcu na konferencji prasowej w Kabulu oskarżył o zbrodnie jednego z liderów
            afgańskich Gulbuddina Hekmatiara, narażając tym samym polskich żołnierzy na
            zemstę. Zaraz potem organizacja Hekmatiara - Hizb-i-Islami - zapowiedziała
            ataki na Polaków. Sikorskiego poniosły emocje, bo ma z Hekmatiarem osobiste
            porachunki - oskarża jego ludzi o zamordowanie w 1987 roku swego przyjaciela
            Andy'ego Skrzypkowiaka.Idealny wizerunek szefa MSZ nieśmiało próbują
            podkopywać tabloidy: a to "Fakt" napisze, że za kolację z żoną i przyjaciółmi
            zapłacił z kasy MSZ ponad 600 zł, a to "Super Express" pokaże hotelowego boya
            z Chicago, któremu Sikorski nie dał napiwku.W większości mediów Sikorski
            uważany jest jednak za świetnego ministra i krytykuje się go bardzo rzadko. W
            ten sposób korzysta z premii rządzenia po fatalnej poprzedniczce - Annie
            Fotydze z PiS. Gdyby był szefem MSZ po zawodowcu - choćby Stefanie Mellerze z
            rządu Marcinkiewicza - trudniej byłoby się wyróżnić.Sikorskiemu uchodzą płazem
            nawet tak głupie wpadki, jak opowiadanie dowcipu o polskich korzeniach Baracka
            Obamy ("Jego przodkowie zjedli polskiego misjonarza"). Faktem jest, że ów
            dowcip - ku zgodnej radości - przekazywała sobie z ust do ust większość
            polskich polityków (i nie tylko polityków), niemniej stanowisko zobowiązuje.
            Opowiadając takie rzeczy, Sikorski stawia się w jednym rzędzie z operetkowym
            premierem Włoch Silvio Berlusconim, który mówił o ładnej opaleniźnie Baracka
            Obamy. W dodatku o nieszczęsnym dowcipie napisał "Financial Times" i to w
            dniu, gdy Sikorski rozpoczynał niedawną wizytę w USA.Zagraniczni dziennikarze,
            którzy się z nim kilkakrotnie zetknęli, narzekają, że choć pozuje na
            brytyjskiego lorda, to lordem tylko bywa. Potrafi przerwać wywiad, słysząc
            niewygodne pytanie. - Naszą rozmowę podsumował: "BBC? - Bad Broadcasting
            Corporation" (zła telewizja) - mówi dziennikarz Mark Mardell.
            Słabość nr 4. Ograniczenie dystyngowanyKreujący się na dystyngowanego, dobrze
            przyjmowanego na światowych salonach dyplomatę, Sikorski - nawet w szerszym
            towarzystwie - pozwala sobie na niewybredne wypowiedzi pod adresem partnerów w
            UE i USA. Nigdy nie zaprzeczył twierdzeniom byłego zastępcy Witolda
            Waszczykowskiego, że podczas negocjacji w sprawie tarczy antyrakietowej
            pogardliwie wypowiadał się o George'u W. Bushu ("Niedługo będzie szkolił
            sprzedawców używanych samochodów") i Condoleezzie Rice ("Wróci do uczenia
            studentów"). Podczas jednego ze spotkań oficjeli UE kamery telewizyjne
            uchwyciły, gdy Sikorski po wyjściu z sali mówi do jednego ze współpracowników:
            "Francuz pie.... na okrągło". To o ważnym polityku UE, który miał wystąpienie.
            Kiedyś - jako wiceminister obrony - oświadczył, że Tadeusz Kościuszko... nie
            był Polakiem.O ile posunięte do granic dobrego smaku skąpstwo nie pokrzyżuje
            Sikorskiemu międzynarodowych planów, to już niewyparzony język - może. Bez
            poparcia największych krajów Sojuszu Północnoatlantyckiego nie ma szans na
            fotel sekretarza generalnego.Politykę zagraniczną Sikorskiego jedni nazywają
            realistyczną w przeciwieństwie do ideologicznej z czasów Prawa i
            Sprawiedliwości. Inni z kolei uważają, że Sikorski stał się niewolnikiem
            własnych ambicji, że prowadzi dyplomatyczną grę w taki sposób, aby nie zrazić
            największych mocarstw UE i NATO, bo to one będą decydować o obsadzie fotela
            sekretarza generalnego Sojuszu. Polska - inaczej niż Litwa - zgodziła się na
            wznowienie zawieszonych po wojnie gruzińskiej rozmów z Rosją, na czym zależało
            kluczowym krajom Unii Europejskiej.Mimo wszystko spośród polskich polityków to
            właśnie Sikorski ma największe szanse na karierę w NATO. Jest najlepiej
            ustosunkowany w USA, a to kluczowe przy podejmowaniu decyzji. Jego małżonka
            Anne Applebaum to wzięta dziennikarka, która w ostatnich wyborach poparła
            Baracka Obamę. Jej waszyngtońskie kontakty bardzo pomagają ministrowi. - Radek
            zbiera premię emigracyjną. Nauczył się języka i jeździł po świecie, kiedy nam
            to się nie śniło - mówi jeden z jego dobrych znajomych z Platformy. Inny
            dodaje: - Anne otworzyła przed nim globalny salon. Wszyscy mu tego
            zazdroszczą.Przez lata Sikorski bardzo nad sobą pracował. Krążąc po
            politycznych salonach, konsekwentnie wspinał się po szczeblach kariery:
            wiceszef MON, wiceszef MSZ, szef MON, szef MSZ. Przez ten czas niechęć do Unii
            zastąpił miłością. A narodowo-katolicką prawicę robotniczą z czasów Ruchu
            Odbudowy Polski, AWS i PiS bez sentymentów zamienił na liberalną Platformę
            Obywatelską. Owa pragmatyka podporządkowana została międzynarodowemu awansowi,
            który jest dziś bliżej niż kiedykolwiek. Krążownik Sikorski ma sza
    • kadi-lak Oj, oj !!! UWAGA ! pojawil sie nastepny orzel !!! 10.02.09, 16:05
      Tym razem kryminalista. jest coraz lepeij.


      www.dziennik.pl/polityka/article316181/Amerykanskie_banki_scigaja_Czume_za_dlugi.html

      Aha, drogi ministrze-jesli te zarzuty sa prawdziwe, to lepeij niech
      pan zrezygnuje od razu. W dzisiejszych czasach wygrzebanie pewnych
      danych lub informacji naprawde nie stanowi zadnego problemu. A info
      a ponskich wyczynach w USA docieraly do czytelnikow juz wczesniej i
      z innych zrodel.
    • kadi-lak Jan Rokita dolacza do peletonu. 11.02.09, 14:58
      Kolejny polski bandyta.

      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,6259859,Jan_Rokita_wyprowadzony_w_kajdankach_z_samolotu.html
    • kadi-lak Hehe :) 22.03.09, 16:25
      niepoprawni.pl/blog/287/dlaczego-radoslaw-sikorski-nie-zostanie-szefem-nato
    • kadi-lak Jeden pan S. 25.02.10, 15:33
      Stryjowie Radosława Sikorskiego (44 l.) byli oficerami Ludowego
      Wojska Polskiego, stryj Edward nawet oficerem politycznym, skazanym
      na trzy lata za pobicie radzieckiego generała; stryja Klemensa
      wyrzucono z wojska w 1968 r., bo nie chciał wstąpić do partii. Dziś
      stryj ma 80 lat i nie ma ochoty opowiadać o bratanku z Bydgoszczy.
      Wujek Stefan, brat mamy, partyjną legitymację nosił do stanu
      wojennego, a wcześniej walczył w powstaniu wielkopolskim i w wojnie
      polsko-bolszewickiej. Na niej wojował też dziadek Franciszek
      Sikorski. Drugi - Kazimierz Paszkiewicz (przed wojną kierownik
      szkoły) ranny został w bitwie nad Bzurą w 1939 r. W rodzinie było
      też dwóch zasłużonych księży. Na plebanii w Inowrocławiu Radek
      spędził niejedne wakacje.

      Rodzice ministra, dziś emeryci, pracowali w biurach projektów.
      Radek, jedynak, w gierkowskiej dekadzie objechał z nimi samochodem
      prawie wszystkie kraje socjalistyczne. Na niektórych wyjazdach można
      było zarobić. Minister z nostalgią wspomina te eskapady w wywiadzie-
      rzece „Strefa zdekomunizowana”, napisanej z Łukaszem Warzechą.

      - Był aktywnym uczniem z pierwszej ławki - tak Sikorskiego
      zapamiętała Ładysława Łepek, matematyczka z liceum. - Bardzo
      kulturalny chłopiec - uważa Ewa Papużyńska, nauczycielka
      przysposobienia obronnego. Sikorski twierdzi, że jego rodziców do
      szkoły wzywano nie raz. - Antykomunizm wyssałem z mlekiem matki -
      deklaruje patetycznie. - Nienawidziłem okolicznościowych akademii i
      pierwszomajowych pochodów, na które obowiązkowo chodziła cała
      szkoła. Ja odmawiałem.

      - Raz jednak był - wspomina Stefan Litewka, kolega z klasy - ale
      poszedł nie w garniturze, jak wymagano, ale w dżinsach i filcowym
      kapeluszu, co nie spodobało się Bladej Juli, naszej wychowawczyni.

      Na polityczną edukację Radka wpływ miały rodzinne opowieści,
      słuchanie Radia Wolna Europa i lektura drugoobiegowej „Opinii”,
      organu Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, redagowanego przez
      niepodległościowe środowisko, reprezentowane m.in. przez Leszka
      Moczulskiego, Andrzeja Czumę i Wojciecha Ziembińskiego. W 1979 r.
      Moczulski założył KPN i idee tej partii trafiły do głów paru kolegów
      Radka, z którymi w maturalnej klasie, już za czasów Solidarności,
      założył Związek Wyzwolenia Narodowego. W pierwszym numerze swojego
      biuletynu, „Orła Białego”, wydrukowali deklarację ideową KPN.

      - Wiosną 1981 r. były wydarzenia bydgoskie, obok działa się historia
      i mało kto myślał o maturze - wspomina Litewka. - Pomagaliśmy
      rozlepiać ulotki, a w szkole powołaliśmy szkolny komitet strajkowy
      na wypadek, gdyby wybuchł ogólnopolski strajk. Radek został szefem
      komitetu i, jak wspomina matematyczka, biegał do siedziby związku, a
      to, co tam usłyszał, opowiadał przez szkolny radiowęzeł.

      Sekretarzem bydgoskiego KW PZPR był wtedy Janusz Zemke, obecny poseł
      LiD. - Z meldunków wiedziałem, że mam silną opozycję w Wyższej
      Szkole Pedagogicznej, w oddziale związku plastyków, ale dopiero z
      wywiadu-rzeki ministra Sikorskiego, którego bardzo lubię,
      dowiedziałem się, że potężną opozycję miałem i w I LO.

      Absolwent I LO, z tego samego roku co minister, mówi, że rozmawiał o
      komitecie z kolegami podczas ostatniego szkolnego zjazdu, na którym
      Sikorski wygłosił przemówienie. - Doszliśmy do wniosku, że w 1981 r.
      była głęboka konspiracja, a dziś jest nadmierna kreacja.

      Angielski student

      Sikorski uczniem był dobrym, a z angielskiego prymusem i laureatem
      ogólnopolskiej olimpiady. Przyznaje, że rodzice opłacali mu dobrego
      korepetytora.

      - Nawet w dalszej rodzinie nie było tajemnicą, że marzeniem Radka
      jest zostać dziennikarzem światowego formatu i stąd ten angielski -
      wspomina Piotr Zientarski, senator PO z Koszalina, kuzyn mamy
      ministra. Sam Sikorski mówi, że chciał studiować anglistykę na UJ, a
      wcześniej przez parę miesięcy szlifować język w Anglii. Dostał
      turystyczny paszport, bo liceum ukończył rok wcześniej niż
      rówieśnicy i nie upominało się o niego wojsko.

      - Gdzieś w końcu maja 1981 r. grupka chłopaków wciągnęła mnie do
      jakiegoś mieszkania - wspomina senator Jan Rulewski, wówczas szef
      bydgoskiej Solidarności. - Żegnali kolegę wyjeżdżającego do Anglii.
      Zapytałem, czy by nie zabrał trochę naszych znaczków i bibuły. Po
      paru tygodniach przekazał naszemu rzecznikowi w Londynie 60 funtów i
      bardzo przepraszał, że tylko za tyle znaczki udało mu się sprzedać.
      Nawet nie wiedziałem, że nazywa się Sikorski.

      W Anglii Radek zamieszkał u znajomych babci, pracował w pubie i
      hotelowej recepcji. Już 6 października 1981 r., po sygnale z Polski,
      że SB interesuje się jego kolegami, wystąpił o azyl polityczny. We
      wniosku pisał o wyrzuconych z wojska stryjach, o swojej odmowie
      udziału w 1-majowych pochodach i działalności w KPN oraz w Ruchu
      Młodej Polski. Ujawnił nawet swój konspiracyjny pseudonim „Tomasz
      Nałęcz”. Pozytywną decyzję otrzymał w połowie 1982 r.

      Podczas trzyletnich studiów na Oksfordzie (filozofia, nauki
      polityczne i ekonomia), na koszt angielskiego podatnika, nabierał
      angielskich manier i zyskał przyjaciół, którzy dziś liczą się na
      angielskiej scenie politycznej. Po studiach wyruszył jako
      korespondent wojenny do Afganistanu. Zrobił tam m.in. zdjęcie
      martwej Afganki z dziećmi, które w 1988 r. zdobyło prestiżową
      nagrodę World Press Photo. Był też korespondentem w Angoli.

      Na temat jego pobytu w Afganistanie powstało wiele plotek. Czy
      walczył po stronie mudżahedinów przeciwko wojskom sowieckim?
      Potwierdza, że nosił tam broń, ale unika odpowiedzi na pytania, czy
      z niej do kogoś i z jakim skutkiem strzelał. Odsyła do napisanej
      wtedy książki „Prochy świętych - podróż do Heratu w czas wojny”.
      Przyznaje w niej, że z bojownikami jeździł na nocne patrole, podczas
      których można było wpaść w zasadzkę radzieckiego specnazu.

      Wojennej reporterce jednak się nie poświęcił. Mówi, że tę prawdziwą,
      na serio, uprawiać można tylko do czasu, kiedy się nie ma rodziny.
      Gdy w 1989 r. zaczęła się łamać żelazna kurtyna, wrócił do Polski
      jako przedstawiciel medialnego koncernu Murdocha i współpracownik
      brytyjskich pism. Już tu, a właściwie podczas wspólnej wyprawy pod
      berliński mur poznał Anne Applebaum, amerykańską korespondentkę,
      przyszłą żonę i matkę ich synów: Aleksandra oraz Tadeusza.

      • kadi-lak Re: Jeden pan S. 25.02.10, 15:34

        Dziecko salonu

        Sikorski obrusza się na pytanie, czy jest dzieckiem salonu
        Małgorzaty Bocheńskiej, wpływowej niegdyś telewizyjnej publicystki.
        Jej Salon 101, w mieszkaniu na Saskiej Kępie, na przełomie lat 90.
        miał być kuźnią nowych polskich elit. Ale Jan Parys, wówczas mąż
        Bocheńskiej, przyznaje, że właśnie na Saskiej poznał Sikorskiego. -
        Zjawił się któregoś dnia towarzysząc Anne Applebaum, znanej już
        zachodniej korespondentce, a potem pojawiali się razem. Miał
        zdecydowanie antykomunistyczne poglądy, obycie w anglosaskim świecie
        i choć był cywilem - wojenną afgańską przeszłość, czym wielu
        imponował. Kiedy premier Jan Olszewski zaoferował Parysowi w 1992 r.
        fotel ministra obrony, ten zaproponował Sikorskiego na swojego
        zastępcę. Nominacja miała symbolizować otwarcie na Zachód, a dla
        młodego pokolenia być sygnałem, że nowy rząd stawia na
        wykształconych młodych.

        Sikorski w swoich wspomnieniach ujawnia, że Parys ze swoją
        propozycją zadzwonił w parę dni po jego 29 urodzinach. Rozmowę
        podsłuchały niechętne ministrowi jego własne służby i informację
        puściły do brytyjskiej prasy. Wywołało to furię w polskich mediach,
        bo niby z jakiej racji Zachód ustawia nam kadry.

        Wiceministrem obrony był przez 100 dni. Czas ten wspomina jako
        ciężką walkę ze skomunizowaną generalicją i z nienaruszonymi przez
        solidarnościowy przełom wojskowymi służbami. Także jako ważny etap
        walki o Polskę w NATO oraz o to, by w ręce prezydenta Lecha Wałęsy
        nie dostała się broń atomowa. Wycofywano ją wtedy z Ukrainy do Rosji
        i parę osób chciało, by ładunki klasyczne w polskich rakietach
        operacyjno-taktycznych zastąpić atomowymi. Ministra Parysa
        parokrotnie wzywano do Belwederu, gdzie - jak opowiada - w wąskim
        gronie: Wałęsa, Wachowski (minister stanu), Wawrzyniak (ówczesny
        szef WSI) i ks. Cybula (prezydencki kapelan notujący każde słowo),
        domagano się od niego, by dał na to pieniądze. Jak długo mógł,
        zwlekał. Kiedy już nie mógł, Parys wysłał wiceministra Sikorskiego z
        wizytą do włoskiego sztabu generalnego, co było tylko pretekstem.
        Kulisy misji Sikorski ujawnił w książce „Strefa zdekomunizowana”. W
        Rzymie, poprzez o. Hejmę, skontaktował się z sekretarzem papieża ks.
        Dziwiszem, a ten zorganizował mu audiencję u Jana Pawła II. Po paru
        tygodniach Belweder o broni atomowej zapomniał.

        - Tak jak znając Wałęsę mogę uwierzyć, że chciał tej broni, to nie
        wierzę w misję Radka u Ojca Świętego - powątpiewa Jan Rulewski.

        - Ale jednak tam był - potwierdza Parys. - Zapomniał tylko napisać,
        że ja uruchomiłem jeszcze jedno źródło nacisku, ważnego
        zagranicznego polityka. I nie wiem, co przeważyło: interwencja
        papieża czy tego drugiego.

        Po upadku rządu Jana Olszewskiego Sikorski zajął się odbudową dworu
        w Chobielinie. Z Anne założyli rodzinę. Pisał analizy do
        zagranicznej, a niekiedy i krajowej prasy. Były to pierwsze lata
        Internetu w Polsce i dzięki temu, siedząc na polskiej prowincji,
        uczestniczył w globalnej wymianie myśli. W archiwum dyskusyjnej
        listy Poland-L, na serwerze uniwersytetu w Buffalo, znaleźć można
        jego artykuły z pierwszej połowy lat 90., polemiki i zwykłą
        korespondencję o błahych niekiedy sprawach, choćby o sieciowej
        etykiecie.

        Nie ukrywa prawicowych poglądów, wstępuje do Ruchu Odbudowy Polski.
        Ostro atakuje Wałęsę za upadek rządu Jana Olszewskiego. Toczy spory
        ze środowiskiem „Gazety Wyborczej”, które obwinia o klęskę prawicy w
        wyborach z 1993 r. Są i wątki osobiste, bo uważa, że to „GW” swoimi
        uwagami o jego podwójnym obywatelstwie, tajemniczych źródłach
        dochodów na studiach, podróżach i sponsorach, zasugerowała istnienie
        w jego życiorysie niejasnych, wręcz agenturalnych wątków.

        Sporą miał potem satysfakcję, kiedy z IPN otrzymał dokumenty sprawy
        Bastard, założonej mu w ostatnich latach PRL przez wywiad MSW, oraz
        sprawy Szpak, prowadzonej przez WSI w niepodległej już Polsce. W
        poznaniu inspiratorów i wykonawców niektórych działań WSI
        podejmowanych przeciw niemu dopomógł mu także raport Antoniego
        Macierewicza z ich likwidacji. Ten sam, który przyczynił się do jego
        dymisji ze stanowiska ministra obrony.

        Obie teczki opublikował w Internecie. Plusem było to, że ich
        zawartości nie będzie można wykorzystać w hakowej wojnie. Minusem -
        wyjście na jaw niektórych rodzinnych sekretów, choćby o krokach
        rozwodowych rodziców, mieszkających do dziś razem, czy o narzeczonej
        z oksfordzkich lat - brytyjskiej aktorce robiącej dziś karierę w
        Hollywood.




        Panicz ze strefy

        Od prawie 20 lat rodzina Sikorskich odbudowuje zrujnowany pod
        rządami PGR dwór w Chobielinie, w gminie Szubin. Wykupili go jeszcze
        jego rodzice u schyłku PRL, za 1200 dol., co było równowartością
        dwóch małych Fiatów. Młodzi i starzy Sikorscy od lat na remont dworu
        wydają wszystkie oszczędności. Ale po dokupieniu ziemi, wykopaniu
        stawu, uporządkowaniu parku i postawieniu ogrodzenia - w nadnoteckim
        krajobrazie pojawiła się piękna posiadłość, wyceniana przez ministra
        w jego oświadczeniach majątkowych na 6 mln zł.

        Na początku sąsiedzi ponoć nawet wołali, że nowych panów spalą.
        Sołtys Stanisław Miniszewski tego nie pamięta: - Może wygłupiały się
        dzieci albo jakiś pijak. Z panem Sikorskim żyjemy dobrze, nikt mu
        nie zazdrości, bo widzieliśmy, że samo to mu nie przyszło. A paru od
        nas futruje mu daniele.

        Sikorski na najbliższych sąsiadów nie narzeka i to nie z ich powodu
        ma zezwolenie na broń. W pobliżu, w Potulicach, jest ciężkie
        więzienie, gdzie, jak mówi, średnio siedzi stu morderców. Rzadko
        udziela się w lokalnych imprezach. Miejscowi zapamiętali, że raz był
        na gminnych dożynkach w Starym Jarużynie, trzy kilometry od dworu.
        Tańczył z paniami z Koła Gospodyń Wiejskich i wdał się w ostry spór
        z jakimś podpitym jegomościem.

        - Też to pamiętam - przyznaje, choć od zdarzenia minęło 10 lat. -
        Było to w dniu pogrzebu księżnej Diany. Nie był to spór polityczny,
        ale o reputację księżnej i, co oczywiste, ja jej broniłem.

        Przed posiadłością w Chobielinie stoi tablica z napisem „Strefa
        zdekomunizowana”, którą Sikorski osobiście wkopał po upadku rządu
        Olszewskiego. - Zapewniam, że w ogrodzeniu nie ma
        antykomunistycznych czujników - odpowiada Sikorski pytany, czy
        kiedykolwiek gościł kogoś z lewicy.

        Chobielin leży na skraju gminy i zdecydowanie bliżej stąd do Nakła
        niż Szubina. Nakło nie ma burmistrza z SLD, jak Szubin. Ma też farę,
        w której Sikorski sponsorował renowację zabytkowego konfesjonału. -
        Z własnej kieszeni - potwierdza, ale kwota pozostaje tajemnicą. - No
        powiedz choć, że najwięcej kosztowała cię gruba poducha, na której
        tam klękasz. Tyle masz grzeszków, że chciałeś, by było ci wygodnie -
        podpowiada Piotr Paszkowski, rzecznik ministra i przyjaciel państwa
        Sikorskich od prawie 20 lat.

        W 1997 r. Radosław startował z listy ROP w wyborach do Sejmu. Tuż
        przed jej rejestracją Sikorskiego, pierwszego na liście, zamieniono
        na radnego Szczotkę z Mogilna. Sikorski wtedy przepadł, ale pokazał
        swoje możliwości, bo na drugim miejscu zebrał cztery razy więcej
        głosów niż Szczotka. Od konfliktu przy rejestracji listy rozchodzą
        się drogi Sikorskiego i Macierewicza, wtedy szefa sztabu ROP.

        Pod koniec 1997 r. Sikorski, dzięki poparciu Leszka Balcerowicza,
        został wiceministrem spraw zagranicznych u ministra Bronisława
        Geremka, a następnie u Władysława Bartoszewskiego. Podlegały mu
        konsulaty, polskie ośrodki kultury i stosunki z Trzecim Światem. Z
        obowiązków wywiązywał się dobrze i pod koniec rządów AWS nawet
        prezydent Aleksander Kwaśniewski widział go na stanowisku ambasadora
        RP w Brukseli.

        Sprzeciwił się temu Włodzimierz Cimoszewicz, szef MSZ w nowym
        rządzie Leszka Millera, któremu nie spodobało się podwójne, polskie
        i brytyjskie, obywatelstwo Sikorskiego. (Ostatecznie Sikorski zrzekł
        się brytyjskiego obywatelstwa latem 2006 r.).

        Nominacji ambasa
        • kadi-lak Re: Jeden pan S. 25.02.10, 15:35

          Minister Tuska

          Dziś rodzina Sikorskich mieszka w dużym mieszkaniu w Warszawie.
          Chobielin odwiedzają podczas weekendów i wakacji. Synowie chodzą do
          męskiej szkoły podstawowej. - Dziewczynki i chłopcy rozwijają w
          nieco innym tempie. Chłopcy potrzebują choćby więcej sportu i
          dlatego z Anną, trochę na wzór amerykański, zdecydowaliśmy się na
          męską szkołę. Nie mam też nic przeciwko szkolnym mundurkom - mówi
          Sikorski. Jego żona pracuje nad nową książką i ma swój cotygodniowy
          felieton w „Washington Post”. Unika komentowania polskich spraw, bo
          jej stanowisko zawsze by utożsamiano z poglądami męża, czy to
          ministra obrony, czy też spraw zagranicznych. Widać przecież, jak
          może zniszczyć polityczną karierę męża idąca podobną drogą jego żona.

          - To partnerski związek, w którym każde z małżonków ma wyraźną
          ścieżkę kariery i z sukcesami nią podąża - uważa Piotr Paszkowski.

          Niektórzy oceniając Radosława Sikorskiego, widzą w nim gładkiego
          pozera i krytykują nadmierny temperament. Bo niekiedy za szybko mówi
          to, co ma na języku, jak choćby po przejściu Nelly Rokity do obozu
          braci Kaczyńskich, że on po takiej wolcie żony wymieniłby w domu
          zamki.

          - Nie zgadzam się z taką oceną - mówi Sikorski. - Ale proszę
          napisać, że będę się starał poprawić.

          www.polityka.pl/kraj/rozmowy/304881,1,zmiany-w-ministerstwie-spraw-zagranicznych.read

          =====================================================================
          =========================


          04 kwietnia 2009

          Radek Sikorski



          Czekałem z opublikowaniem tego tekstu parę miesięcy od chwili kiedy
          pojawiły się informacje, że polski minister spraw zagranicznych
          Radek Sikorski jest jednym z kandydatów na sekretarza generalnego
          NATO. Mogłem te parę miesięcy temu napisać, że szans na stanowisko
          sekretarza generalnego NATO Sikorski nie ma najmniejszych, ale wtedy
          w ramach swojej polityki pozorów Platforma stwierdziłaby, że szanse
          Radka Sikorskiego zostały zaprzepaszczone przez defetyzm polityków
          Prawa i Sprawiedliwości. Wolałem spokojnie poczekać.



          Trzeba mieć jakieś bardzo blade pojęcie o strukturach
          międzynarodowych, a zwłaszcza o NATO, aby przypuszczać, że
          sekretarzem generalnym może zostać polityk pokroju Radka
          Sikorskiego. NATO to poważna organizacja, na dobrą sprawę jedyna,
          która lepiej lub gorzej, ale potrafi reagować w sytuacjach trudnych
          w inny sposób niż uchwalając jakieś rezolucje, które zaśmiecają
          tylko opasłe dyplomatyczne archiwa i nic nie wnoszą konstruktywnego
          do polityki bezpieczeństwa (w tym specjalizuje się np. ONZ, OBWE,
          Rada Europy, a także Unia Europejska). Takiej organizacji nie stać
          na eksperymenty z facetem, który raz twierdzi, że rurociąg północny
          (łączący Niemcy z Rosją) to nowy pakt Ribbentrop - Mołotow, a
          następnym razem ogłasza, że do NATO da się przyłączyć Rosję. NATO
          nie stać na eksperymenty z politykiem, który w chwili gdy nie ma dla
          niego pracy we własnym kraju (lata 2001 - 2005) idzie na amerykański
          garnuszek (tym de facto była praca w Nowej Inicjatywie Atlantyckiej
          w Waszyngtonie), by potem nieumiejętnie negocjować z amerykańską
          administracją umowę o rozmieszczeniu elementów tarczy
          antyrakietowej. NATO nie stać na powoływanie na stanowisko
          sekretarza generalnego polityka, który z działacza Ruchu Odbudowy
          Polski w 1997 r. po wyborczej porażce staje się współpracownikiem
          Bronisława Geremka z Unii Wolności jako jego wiceminister, a potem z
          Prawa i Sprawiedliwości do PO przeskakuje w 2007 r. niczym z kwiatka
          na kwiatek, jakby się nic nie stało. Funkcja sekretarza generalnego
          NATO nie jest dla człowieka z polityczną i stanowiskową
          nadpobudliwością, którego poglądy określają bieżące korzyści
          polityczne.



          Jest Radek Sikorski politykiem w Polsce bardzo popularnym. Modne
          jest popierania Radka Sikorskiego. Wydaje się być taki światowy,
          salonowy, taki jak z książki o dystyngowanych dyplomatach. To jednak
          jedna z największych mistyfikacji naszej sceny politycznej.
          Rozmawiałem niedawno z jednym z pracowników polskiej dyplomacji,
          który żartował, że największym problemem Radka jest to, że musi
          uważać gdy przechodzi obok mebli mających kanty, aby go nie
          przedziurawiły i aby nie uciekło wówczas z niego powietrze, którym
          jest napompowany. Taki niestety jest nasz minister spraw
          zagranicznych. Jest niczym atrapy książek na regałach w sklepie z
          meblami. Na pierwszy rzut oka prezentują się wyśmienicie, tylko… no
          właśnie piękna forma i zero, ale to dosłownie zero treści.



          Pewien zaprzyjaźniony profesor opowiadał mi jak w pierwszej połowie
          lat 90-tych bywał na wieczorkach organizowanych w pałacyku Radka
          Sikorskiego pod Bydgoszczą. W holu przy schodach miał wisieć portret
          gen. Władysław Sikorskiego, zdaje się, że mama lub tata Radka
          witając mojego znajomego, miała wskazać na portret
          mówiąc: „stryjeczny dziadek Radka”. Ponieważ ów znajomy był świetnym
          historykiem, uśmiechając się odpowiedział: „Ale przecież gen.
          Sikorski nie miał brata”. Gdy pojawił się w domu kolejny raz
          portretu już nie było.



          Ta historia pokazuje rozjazd miedzy tworzonym przez Radka
          Sikorskiego i jego obecnych politycznych sojuszników wyobrażaniem, a
          rzeczywistością. Można, tak jak to obecnie się dzieje, kreować Radka
          Sikorskiego na świetnego ministra spraw zagranicznych, przechodząc
          do porządku dziennego nad faktem, że jest to najgorszy szef MSZ od
          czasów Włodzimierza Cimoszewicza, tak jak można udawać, że się ma
          wspaniałą bibliotekę prezentując atrapy książek na półkach. Problem
          pojawia się dopiero wówczas jak ktoś, którąś z książkę weźmie do
          ręki, albo gdy na dyplomatycznych salonach trzeba zrobić coś więcej
          niż stanąć do „rodzinnego zdjęcia” szefów dyplomacji państwa NATO
          czy Unii Europejskiej.



          A nawiązując jeszcze do rzekomego „stryjecznego dziadka Radka” to
          Polska do Sikorskich faktycznie szczęścia nie ma. Gen. Władysław
          Sikorski był kiepskim premierem i bardzo małostkowym politykiem
          dbającym za to bardzo starannie o sprawy wizerunkowe. W niczym nie
          umniejsza to jego roli historycznej i konieczności moim zdaniem
          dogłębnego wyjaśnienie sprawy jego śmierci o co zabiegam. Jednak
          jako polityka oceniam go dość krytycznie. Jeśli Radek Sikorski ma
          cokolwiek wspólnego ze swoim „krewnym” to jedynie
          nieproporcjonalność formy do treści i plotki co do współpracy z
          wywiadami obcych państw. Powszechnie uważano, że Władysław
          współpracował z Francuzami, a o Radku od dawna krążyły plotki, że
          podczas swoich dziennikarskich, wojennych wypraw do Afganistanu. był
          związany z Brytyjczykami. Nie bardzo mi się w te plotki chce
          wierzyć, w każdym razie Jamesem Bondem nasz Radek nie był skoro
          nawet Brytyjczycy woleli na stanowisku sekretarza generalnego
          premiera Danii.



          Teraz oczywiście zacznie się kolejne przedstawienie. Najpierw Donald
          Tusk oskarży prezydenta Lecha Kaczyńskiego o to, że nie przeforsował
          Radka Sikorskiego na szczycie NATO. Potem zaś PO będzie trąbiło o
          sukcesie, bo przecież „było tak blisko”, „Sikorski liczył się do
          samego końca”, „zdobyliśmy srebrny medal” i tym podobne nieprawdy,
          które będą służyły dalszemu budowaniu wizerunku, który nijak ma się
          do rzeczywistości. Nie będzie się to niczym różniło od tego co
          obserwowaliśmy od pół roku. Zresztą warto wspomnieć o tym, że cała
          kampania dotycząca Radka Sikorskiego i jego kandydatury toczyła się…
          w Polsce. W polskich mediach pisano i mówiono o tym, ale nic
          specjalnie rząd nie robił na arenie międzynarodowej. Nie chodzi
          przecież o to, żeby zajączka złapać, ale o to żeby go gonić i
          krzyczeć wszem i wobec jakim się jest doskonałym myśliwym i poluje
          na grubego zwierza. Taką współczesną wersję „Stefka Burc

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka