Dodaj do ulubionych

to już 20 lat...

05.10.09, 10:10
No własnie, to juz 20 lat mieszkam z alkoholikiem-moim mężem.Tyle terapii ile
on zaliczył to chyba mało kto.I NIC...
Płakałam,szantażowałam, prosiłam,groziłam, bez zezultatu na dłuższa mete.
W tym wszystkim wychowałam świetne dzieci, do których on ma teraz pretensje że
"tylko z matką".Od kilku miesiecy "jestem jędzą"-nie piore, nie podaję
jedzenia, nie tłumaczę, nie proszę nawet nie rozmawiam specjalnie bo nie mam o
czym.
I wiecie co -on ma do mnie pretensje,że jestem zła, nieczuła,że juz miał iść
się leczyc ale teraz to nie ma dla kogo,bo zyc mu się nie chce itp.
Poszedł na terapie , przerwał po miesiącu.Domaga się zainteresowania,
czułości, zrozumienia czyli tego wszystkiego czego mi brakowało przez te 20 lat.

Nie oczekuję tu współczucia czy jakiejś złotej rady. Po prostu w chwili
totalnego smutku piszę.
Obserwuj wątek
    • pierzchnia Re: to już 20 lat... 05.10.09, 11:53
      Dobrze zrobiłaś,że napisałaś.
      Istnieje przyczyna dla której jedni potrafią wyjść z tego koszmaru,a drugim nie
      pomoże najlepsza terapia.
      Dla mnie najważniejsze jest moje doświadczenie-nie stosuję się do jakichkolwiek
      wskazań/choć są one często trafne,ale nie moje/.
      To dzięki forum powróciłem do świata trzeźwych-dalszą część drogi pokonuję już sam.
      Twierdzę,że po prostu trzeba utrafić,w punkt-konstrukcje psychiczne są bardzo
      różne i dlatego ogólnie przyjęte zasady mogą nie zadziałać.
      Jeżeli ktoś po zakończonej terapii nie pije sześć miesięcy,ale podświadomie
      wciąż tęskni za stanami,które uzyskiwał pod wpływem alkoholu to znaczy,że wciąż
      w tym siedzi.
      Nie uważam się za lepszego-twierdzę tylko,że porażka ma swoje przyczyny.
      • olka-17 Re: to już 20 lat... 05.10.09, 12:43
        ja nigdy nie widziałam u męża jakiejś determinacji, czy naprawde szczerej chęci
        nie picia.Cały czas miałam wrażenie,że on tęskni za alkoholem-dosłownie.Był
        czas,ze nie pił 2,5 roku ale to nie po terapii tylko po chorobie
        ciężkiej.Analizując jego pseudo-leczenie doszłam do wniosku,że może by i chciał
        nie pic ale w terapie nie wierzy.Nie ma innych mozliwości więć tam chodzi (lub
        nie chodzi)ale żeby z przekonania to na pewno nie.
        Sam twierdzi,że chlanie to nic dobrego, wszelkie zło i start w kłopoty coraz
        większe ale nic z tym nie robi.Nie wiem czy moja bierna postawa robi na nim
        jakies wrażenie.Doszło do tego, bo dzieci mna 'potrząsnęły" i powiedziały żebyn
        ratowała siebie a jego "olała".
        faktycznie mam juz dośc takiego życia.
        • 7zahir Zadbaj o siebie. 05.10.09, 13:15
          Poczytaj w podanych niżej linkach
          i podejmij decyzje

          www.al-anon.org.pl/index.html

          forum.gazeta.pl/forum/w,176,89595702,0,Dla_nati2009_Gdy_ktos_bliski_pije.html
      • olka-17 Re: to już 20 lat... 05.10.09, 13:00
        Pierzchnia dziekuje,że napisałeś. A i zadziwiłes mnie, bo do tej pory
        uważałam,że tylko w terapii siła i bez nij nic sie nie uda.
    • kajda28 Re: to już 20 lat... 05.10.09, 13:13
      > I wiecie co -on ma do mnie pretensje,że jestem zła, nieczuła,że
      juz miał iść
      > się leczyc ale teraz to nie ma dla kogo,bo zyc mu się nie chce itp.
      > Poszedł na terapie , przerwał po miesiącu.Domaga się
      zainteresowania,
      > czułości, zrozumienia czyli tego wszystkiego czego mi brakowało
      przez te 20 lat


      To normalne, coś zmieniłaś, przestałaś już się nim opiekować, dbać-
      każdy człowiek by tak zareagował jak Twój mąż, więc się nie dziw.
      Nie mogę powiedzieć czy robisz dobrze czy źle, bo za mało napisałaś
      o swoim małżeństwie. Pytanie dalczego teraz? Co sprawiło że po 20
      latach zaczęłaś się buntować? I co zamierzasz z tym dalej robić, jak
      postępować?
      • olka-17 Re: to już 20 lat... 05.10.09, 13:38
        Nie mam pomysłu własciwie co dalej robić a może mam ale jeszcze nie jestem pewna
        więc...przemilczę.

        Mój mąż miał we mnie wsparcie przez całe te lata.Wierzcie mi,że nawet bieda
        zaglądała nam w oczy a ja przy nim trwałam, choc to on doprowadził do tego że
        autentycznie nie było na chleb.
        Nie wiem co sie wydarzyło takiego co powiedziałam dość.Chyba nic szczególnego,
        po prostu dopóty dzban wode nosi...
        Nie wiem dlaczego przez lata znosiłam wyzwiska i upokorzenia.Może teraz jestem
        silniejsza, choc wcale nie młodsza.Może...nie wiem co jeszce, nie potrafie tego
        wytłumaczyc.
        • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 05.10.09, 13:43
          Olka.wychowano nas w pewnej tradycji: dla kobiet ona brzmi czesto
          tak: "chocby pil, chocby bil,byleby byl........bo jest ci on
          sakramentalny".inna tradycja obowiazujaca nas facetow dyktuje: "na
          frasunek dobry trunek".........no i potem mamy guzy na glowach od
          spozywania trunku, a frasunkow jeszcze wiecej, co trzeba znow
          trunkiem leczyc........itd.
          nie wazne juz jest teraz, ze cos trwalo lat 20---wazne , by
          nie porzedluzac tego, skoro jak na dloni widac, ze to do d***.
          to nie znaczy ,ze od razu rozwod, kopa za drzwi i won z mej
          pamieci........chodzi raczej o zmiane i nie ponawianie po raz
          tysieczny tych samych bledow.
          • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 05.10.09, 13:53
            moja zona, przez cale lata, czula sie bezradna wobec mojego
            nalogu i pozostawiona samej sobie w tej mierze. nie bardzo mogla
            liczyc nawet na swoich rodzicow. to skad inad bardzo fajni i
            zyczliwi ludzie, ale wyznawali zasade "nie wtracania sie", nie
            sugerowali mojej zonie zadnej pomocy....bo bali sie ,ze to
            skonczyloby sie na przyklad rozwodem. a to im sie w glowach nie
            miescilo. ze mna wcale nie gadali na te tematy.co prawda nie
            wiem dlaczego, ale nie gadali. no i tak to trwalo wiele lat.
            zona na szczescie podobnie jak Ty..........miala w sobie duzo
            determinacji, inteligencji, wytrwalosci, milosci ..wychowala dzieci,
            wypracowala sobie jakas tam pozycje zawodowa.no i gdy juz
            zupelnie nic nie moglaze mna.to zajela sie soba w tej
            mierze. "soba".to znaczy postanowila pomoc samej sobie..na terapii
            dla wspoluzaleznionych.. pewnie , gdyby pewne rzeczy byly w
            polsce bardziej naglasniane i byla w polsce nieco inna
            mentalnosc.....to 20 lat temu byloby latwiej o pomoc dla rodzin
            alkoholikow.ale i teraz nie jest o nia latwo. niby wszyscy
            wiedze ,ze alkoholizm to plaga spoleczna......ale istnieje cos
            takiego jak "przyzwolenie" na to by sie facet uswinil raz na jakis
            czas, nabalaganil w zyciu i pracy..........i jest mu to
            wybaczone. jedynie kobieta alkoholiczka........to w polsce nadal
            synonim kobiety "chwiejnego prowadzenia sie"
            • olka-17 Re: to już 20 lat... 05.10.09, 14:32
              ja też cały czas pracowałam i miałam na głowie dom,dzieci, rachunki i wszystko
              co się wiąrze z prowadzeniem domu.Owszem, kiedy mąż nie pił to "nadrabiał"
              zalełości nie tylko finansowe ale i w domu.Ale takie nadrabianie nigdy nie ma
              końca bo przez chlanie miał okropne tyły w każdej dziedzinie.
              Przez cały czas nigdy nie powiedziałam dzieciom o ojcu złego słowa, nigdy ich
              nie buntowałam.Same dojrzały do tego myslenia jakie teraz mają i sa nawet na
              mnie złe,że całe życie TRWAŁAM przy ich ojcu.Może stąd ta złość,że w tym roku
              przechodzi samego siebie !Koszmar!

              Mój zakład pracy zlikwidowano i nie moge dostac etetu, pracuję dorywczo ,dzieci
              choc sie uczą tez dorabiały na wakacjach a starsz studentka dalej pracuje.
              Dla męża nieważne jest,że tyle lat przepracowałam, teraz jestem dla niego
              darmozjadem.Więc dzieci nie moga znieść tego co na mnie wygaduje.

              Jego rodzina od miesiecy sie nami nie interesuje.Odwrócili sie zupełnie choc
              właściwie nigdy tak naprawdę nie byliśmy im bliscy.Są to ludzie dobrze
              sytuowani, majętni i nie chcą się do nas i naszej bidy przyznawać.
              • olka-17 Re: to już 20 lat... 05.10.09, 14:35
                Może to nie ma znaczenia ale dodam,że nie jestem jakąś zahukaną babą.Dbam o
                siebie i chyba nieźle wyglądam chociaz przez lata miałam bardzo obniżone
                poczucie własnej wartości.No i chyba mi cos z tego jeszcze zostało.
                • aaugustw Re: to już 20 lat... 05.10.09, 14:41
                  olka-17 napisała:
                  > Może to nie ma znaczenia ale dodam,że nie jestem jakąś zahukaną
                  babą...
                  __________________________________________.
                  Tak... - Czyny i czas same wystawiaja swiadectwo...!
                  A..
                • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 05.10.09, 14:46
                  cytat:
                  "Może to nie ma znaczenia ale dodam,że nie jestem jakąś zahukaną
                  babą.Dbam o
                  > siebie i chyba nieźle wyglądam chociaz przez lata miałam bardzo
                  obniżone
                  > poczucie własnej wartości.No i chyba mi cos z tego jeszcze zostało."

                  moja zona tez, tak na zewnatrz miala-wszystko git i
                  pod"kontrola".......ale wieczorem, gdy juz wszyscy poszli spac,
                  potrafila wypalic pol paczki papierosow w ciagu 3 godzin.
              • happywoman79 Re: to już 20 lat... 06.10.09, 08:23
                > Przez cały czas nigdy nie powiedziałam dzieciom o ojcu złego
                słowa, nigdy ich
                > nie buntowałam.Same dojrzały do tego myslenia jakie teraz mają i
                sa nawet na
                > mnie złe,że całe życie TRWAŁAM przy ich ojcu.Może stąd ta złość,że
                w tym roku
                > przechodzi samego siebie !Koszmar!

                Jak można się zszczyścić tym że się wmawiało dzieciom że czarne to
                białe, że zło jest dobrem, zaprzeczać faktom, uczuciom dzieci?
                Rozumiem że można tak robić , ale nie rozumiem co w tym jest takiego
                aby się chwalić? Jak ktoś popełnia błędy, robi złe rzeczy, jest
                chory to się o tym mówi a nie ukrywa i okłamuje najbliższych że to
                co widzą i czują to kłamstwo i wszystko jest dobrze.
                • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 06.10.09, 10:02
                  przeciez Ola nie napisala ,ze cokolwiek ukrywala przed dziecmi. i
                  raczej nie chwali sie tym co i jak. napisala tylko ,ze nie
                  buntowala dzieci przeciw ojcu i nie powiedziala o nim......zlego
                  slowa. dobrego moze tez nie. i to jest, jesli
                  juz............naprawde godne pochwaly. choc nie taki byl chyba
                  zamiar Oli, gdy to opisala.
                  swoje frustracje happylomen i inne konkluzje bolesne, zachowaj dla
                  siebie. nie domyslaj sie intencji textu.
                  • olka-17 Re: to już 20 lat... 06.10.09, 10:51
                    happylomen pokusiła/pokusił sie o nadinterpretacje tego co napisałam.
                    Chyba nie sadzisz,że dzieciom można wmówić iz tatuś ma chroniczną migrenę z
                    zachwianiami równowagi włącznie i jego bełkoty i inne zachowania sa wynikiem
                    nieustających bólów łba.
                    Tak jak napisał Wolf, ja po prostu nie mówiłam że tatus jest cham,pijak,prostak
                    itp.Unikałam awantur przy dzieciach, co nie zmienia faktu że widziały to czego
                    nie powinny
                    • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 06.10.09, 10:56
                      w dodatku dzieci kochaja calymi latami , nawet takiego ojca.
                      taka juz ich natura. tylko kompletnie nie potrafia zrozumiec,
                      czemu ich ojciec jest wlasnie taki..........bo przeciez gdy nie
                      jest pijany---potrafi byc najlepszym ojcem pod sloncem.
                      • olka-17 Re: to już 20 lat... 06.10.09, 11:25
                        Trafiłes w samo sedno.Jak mój mąż miał okres trzeżwości (krótki bo krótki ale
                        zawsza) i żartował z dziecmi to starsza córka klepnęła go w ramie i powiedziała
                        "takiego cie uwielbiam!"
                        Mówi samo za siebie.
                        Gdyby całkiem przestał pic mysle,że realcje w naszym domu szybko wróciłyby do
                        równowagi.Widze jak mało potrzeba żeby się cieszyły z samej obecności ojca i z
                        tego że cos do nich zagada.
                        Ale gdy wraca do picia to gniew moich dzieci sie wzmaga.
                        • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 06.10.09, 11:34
                          ja Ci tylko moge powiedziec jak u mnie wyglada to: "relacje
                          szybko wrocily do rownowagi"..
                          wystarczy ,ze nie zadzwonie, nie oddzwonie, zapomne
                          telefonu,.....spoznie sie gdzies. ich pierwsza mysl wyglada
                          tak: "kur** mac, pewnie zalal ryja"........a potem jest w radosc
                          w oczach, gdy sie okazuje ,ze jest inaczej. potrzeba u mnie w
                          domu wiele, wiele czasu, by relacje wrocily do jakiejkolwiek
                          rownowagi. choc slowo, "wrocily" jest niewlasciwe..........to sa
                          zupelnie inne relacje, jakby calkiem nowe........poza tym.....w
                          czasie m gdy ja pilem, moje dzieci staly sie doroslymi ludzmi.
                          i ja o tym teraz czasami zapominam. chcialbym nadrobic czas,
                          gdy byly dzieciakami, lub nastolatkami......a tego sie nie da.
                          ale jest ok.........i moge powiedziec o sobie, ze jestem bardzo
                          szczesliwym ojcem.moich doroslych dzieci.
                          • olka-17 Re: to już 20 lat... 06.10.09, 11:51
                            Przesadziłam z tym "powrotem do normy" faktycznie.Własnie zdałam sobie sprawe,że
                            jak mąż nie pił przez 2,5 roku to właśnie tak jak Twoi bliscy reagowałam na
                            chociazby minimalne spóżnienie.Strach złość, niepewność normalnie dławiły i
                            odbierały mozliwość racjonalnego myslenia.jedna myśl-poszedł chlac cham jeden!
                            Ta niepewność towarzyszyła mi cały czas.taka niezdrowa czujnośc na wszystko.
                            Mój mąż też czasami "jest zaskoczony" że ma dorosłe dzieci i kupujemy im buciki
                            w rozmiarze 39 lub 40.On sie chyba zatrzymał na etapie komunii.

                            czasami ma do mnie pretensje,że tak mało wie o ich sprawach.A skąd ma wiedzieć
                            jak sie nie interesuje?

                            No tak trzeżwienie to trudny proces nie tylko dla alkoholika ale i jego
                            rodziny.Myslę,że chciałabym przez to przejść ale chyba nie będe miała
                            szansy.Nietety, tak to wygląda!

                            dzieki Wolfie,że tak sobie tu ze mna" dyskutujesz".jest dla mnie bardzo ważne,że
                            odezwał sie KTOŚ kto nie jest laikiem w tych sprawch.Zyczę Ci wszystkiego
                            najlepszego w Twoim trzeźwym życiu.
                            • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 06.10.09, 12:02
                              napisalas nieco wczesniej,ze Twoj facet ma do Ciebie pretensje, ze
                              odsunelas go do dzieci. ja swego czasu tez takie zarzuty
                              czynilem mojej zonie....w dodatku autentycznie w to wierzylem. i
                              zupelnie nie potrafilem sobie uzmyslowic: czy to zona mnie od
                              dzieci odseparowala, czy to raczej one same skupily na niej cala
                              swoja milosc, zainteresowanie.....to taka juz choroba ten
                              alkoholizm. wiesz co mi uswiadomilo jak jest naprawde?.........gdy
                              juz bylem dosc potluczony przez samego siebie...wtedy wlasnie
                              dzieci, mi okazywaly sporo zainteresowania. chcialy jakos pomoc,
                              choc kompletnie nie wiedzialy jak.

                              i cos mi przyszlo do glowy....ten proces o jakim napisalas, ze:
                              strach, zlosc,zadlawienie niewiadoma......da sie to wyregulowac.
                              nigdy tak do konca zadna kobieta sie od tego nie uwolni. jesli
                              nadal jest z tym samym facetem i on dajmy na to juz nie pije
                              jakis czas.....ale da sie wyregulowac, by takie stany emocji nie
                              paralizowaly kobiety i nie determinowaly jej zycia.nawet gdyby
                              doszlo do najgorszego.
                              bo to takie troche zycie pod presja. kiedys znajoma z
                              terapii/obecnie terapeutka/ opowiedziala mi taka historie: byla
                              zona alkoholika.rozstala sie z nim, poznala po jakim czasie
                              innego faceta...........byla z nim juz ladnych pare lat i gdy
                              on "zaginal" ..........to jej pierwsza mysl byla taka: "no , jak
                              nic zapil i gdzies sie szlaja"......a po chwili druga mysl:" to
                              przeciez absurd.on przeciez nie pije wcale/choc to nie
                              alkoholik/..a facet najzwyczajniej w swiecie wpadl na szatanski
                              pomysl ,ze zrobi pewna niespodzianke.ktora wymagala ,jego
                              chwilowego znikniecia.
                              no takie poprostu zyciowe sytuacje.
                              hej
                              • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 06.10.09, 12:06
                                errata;;;"znajoma z terapii:...<od dawna> terapeutka"/tyle ,ze nie
                                moja-ale znajoma/.bo inaczej tresc nieco durnowata wychodzi. ja
                                mam zaledwie poltora roku abstynencji........i moim znajomi z
                                terapii, ktorzy ,ze mna na niej byli sie leczyc....w zaden
                                sposob nie aspiruja do bycia terapeutami......moze za 10 lat?
                        • aaugustw [...] 06.10.09, 13:32
                          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                          • olka-17 Re: to już 20 lat... 06.10.09, 14:05
                            Słuchaj aaugustw, jak nie masz do napisania nic ciekawego to po prostu nie pisz
                            wcale.
                  • happywoman79 Re: to już 20 lat... 06.10.09, 19:42
                    > swoje frustracje happylomen i inne konkluzje bolesne, zachowaj dla
                    > siebie. nie domyslaj sie intencji textu.

                    Nie domyślałam się intencji, tylko czytam dosłownie.

                    Bez sensu byłoby już o tym dyskutować.
                    Jestem DDA i o moją wypaczoną psychikę narówni winię mamę jak i tatę
                    alkoholika. Tak mają wszyscy DDA których znam, dlatego nigdy nie
                    będę chwalić kobiety która żyje z czynnym alkoholikiem.
                    • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 07.10.09, 07:50
                      hapylomen.......to ,ze jestes DDA , to nie dowod na to , ze nie
                      masz prawa sie domyslac. ale skoro chcesz juz trzymac sie
                      doslownosci, to sie jej trzymaj. jak ktos napisze: chwale
                      sie........wtedy bedzie tak jak napisal. albo i nie. ...poniewaz
                      ja jestem zapewne jakies DDD.......nie bede chwalic innych DDA ,
                      ze, za swoje osobiste problemy........obwiniaja wszystkich wokol i
                      obarczaja ich odpowiedzialnoscia.
                      • happywoman79 Re: to już 20 lat... 07.10.09, 08:28
                        > ja jestem zapewne jakies DDD.......nie bede chwalic innych DDA ,
                        > ze, za swoje osobiste problemy........obwiniaja wszystkich wokol i
                        > obarczaja ich odpowiedzialnoscia.

                        W tej chwili nie obwiniam już nikogo za swoje osobiste problemy,
                        jestem już dorosła i sama muszę się borykać ze swoimi problemami,
                        już wiem skąd one wynikają, jakie jest ich źródło- reszta należy do
                        mnie.
                        Sam kiedyś pisałeś że nie można na forum osądzać innych bo się ich
                        nie zna, zgadzam się z tym, i dlatego nie domyślam się co inny
                        człowiek miał na myśli a jedynie tylko czytam co napisał. Cokolwiek
                        by nie napisała to jest współwinna że jej dzieci są DDA na równi z
                        mężem- a traktując alkoholizm jak chorobę a współuzależnienie nie,
                        to nawet bardziej winna.

                        Doceniam że w końcu zaczęła walczyć o siebie, chociaż teraz czeka ją
                        najcięższa droga, te 20 lat to był pikuś z tym co będzie teraz, na
                        szczęście,jeżeli wierzy w to co robi, potrwa to znacznie krócej.
                        • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 07.10.09, 08:46
                          "wspolwinna" to zle slowo /moim zdaniem/........bo zaklada ono
                          swiadoma wine.
                          i swiadome dzialanie na czyjas szkode.w tym wypadku dzieci.
                          rola matki...........jest zdeterminowana wieloma aspektami:
                          -tradycja w jaka sie wyroslo -w znaczeniu ogolnym
                          -nakazom danej kultury na codzien
                          -wychowaniu i wzorcom z domu rodzinnego matki
                          -biernosc spoleczenstwa i panstwa jako takiego
                          -bezsilnosc ekonomiczna i inne jej uwarunkowania
                          itd

                          na moj osobisty uzytek.......za jedynego "winnego" mojej
                          sytuacji zyciowej.......uznaje tylko i wylacznie samego siebie.
                          zona.......co najwyzej stala sie ofiara takiego a nie innego
                          systemu.....i byla niezbyt wojownicza. takie jej prawo. nie kazda
                          rodzi sie amazonka.......niektore kobiety rodza sie jako zony Lota
                          • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 07.10.09, 08:52
                            moja znajoma z niemiec...........gdy rozchodzila sie mezem. miala
                            dosc slaba pozycje ekonomiczna, a miala dwoje dorastajacych
                            dzieci. w czasie malzenstwa nie musiala pracowac......i to byl
                            jej swiadomy wybor. zajmowala sie dziecmi i mezem.
                            gdy jednak doszlo w koncu do rozwodu......../a mieszkanie
                            stanowilo rodzinny majatek meza/.........otoz , otrzymala od landu-
                            mieszkanie socjalne /w znaczeniu standardu niemkieckiego-a nie
                            jakis pekin z pijakami i bandytami wokol/, otrzymala wsparcie
                            finansowe poza alimentami oczywiscie i przeszla autentycznie
                            potrzebne i dajace szanse na prace szkolenie w jakiejs tam
                            dziedzinie .

                            to jeden z aspektow.........dlaczego tak wiele kobiet w polsce
                            jest bezradnych.
                            a do tego slynne niemieckie Jugendamty.........strach si ich nie
                            bac
                            • kajda28 Re: to już 20 lat... 07.10.09, 11:06
                              > to jeden z aspektow.........dlaczego tak wiele kobiet w polsce
                              > jest bezradnych.

                              Tak sobie myślę że gdybym nie odeszła od męża mieszkałabym w
                              większym mieszkaniu, dzieci by miały swój własny pokój, oprócz moich
                              rodziców byłaby teściowa gotowa na każde zawołanie zająć się w
                              wnukami, dodatkowo raz czy dwa razy do roku większy zastrzyk
                              gotówki. To zależy co dla kogo jest ważne, choć może za kilka lat
                              dzieci mi wypomną że postąpiłam tak a nie inaczej, eks mąż jak był
                              ze mną nie pił tak jak teraz, wtedy miał 1-2 cugi w roku, każdy
                              trwał 2 tyg. Mimo wszystko nie żałuje swojej decyzji, dzieci jeszcze
                              do tej pory ze strachem patrzą na drzwi jak ktoś zastuka- pomimo że
                              wiedzą że pijany tata nie zostanie wpuszczony- ja nie miałam takiego
                              rarytasu za czasów mojego dzieciństwa, do strachu się tak
                              przyzwycziłam że przestałam go odczuwać.
                          • happywoman79 Re: to już 20 lat... 07.10.09, 11:13

                            > "wspolwinna" to zle slowo /moim zdaniem/........bo zaklada ono
                            > swiadoma wine.
                            > i swiadome dzialanie na czyjas szkode.w tym wypadku dzieci.
                            > rola matki...........jest zdeterminowana wieloma aspektami:
                            > -tradycja w jaka sie wyroslo -w znaczeniu ogolnym
                            > -nakazom danej kultury na codzien
                            > -wychowaniu i wzorcom z domu rodzinnego matki
                            > -biernosc spoleczenstwa i panstwa jako takiego
                            > -bezsilnosc ekonomiczna i inne jej uwarunkowania
                            > itd

                            a jak się ma to do:

                            >...poniewaz
                            >ja jestem zapewne jakies DDD.......nie bede chwalic innych DDA ,
                            >ze, za swoje osobiste problemy........obwiniaja wszystkich wokol i
                            >obarczaja ich odpowiedzialnoscia.


                            > zona.......co najwyzej stala sie ofiara takiego a nie innego
                            > systemu.....i byla niezbyt wojownicza. takie jej prawo. nie kazda
                            > rodzi sie amazonka.......niektore kobiety rodza sie jako zony Lota

                            a niektóre wybierają "łatwiejsze" życie i wolą się podporządkować
                            innym niż wziąć życie we własne ręce, fakt, mają do tego prawo, ale
                            czy dalej je mają gdy są na świecie ich dzieci?
                            • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 07.10.09, 11:27
                              happylomen......stosujesz zadziwijace praktyki: raz interpretujesz
                              text doslownie........innym razem snujesz domysly . ja czasami
                              uzywam ironii............lub czegos w rodzaju metafory.

                              kajda........ale jak widac mialas gdzie sie wyprowadzic.i nie
                              chodzi tu o wielkosc mieszkania i zasobnosc.........tylko
                              wlasnie o poczucie bezpieczenstwa. a wiele kobiet w polsce nie ma
                              gdzie sie wyprowadzic.......a jesli juz.to czesto, gesto okazuje
                              sie ,ze miejsce do ktorego by trafily z dziecmi...........jest
                              jeszcze gorsze. niz mieszkanie z "oblaskawionym",
                              lub "dobrzeznanym" pijakiem pod jednym dachem.
                              • kajda28 Re: to już 20 lat... 07.10.09, 12:32
                                wolfw jakby trzeba było poszłabym do domu samotnej matki, był moment
                                że spałam w ośrodku kryzysowym, i w sumie nie dlatego że nia miałam
                                gdzie, bo pokoik u rodziców (3x2 m) na mnie czekał, tylko dlatego że
                                miałam już dość takiego życia i żeby być pewnym że nie wycofam się.
                                Założyłam sprawę karną, nie dlatego że czułam się pokrzywdzona tylko
                                dlatego że nie można tak żyć, że jak ktoś się awanturuje po pijaku
                                to trzeba na to reagować a nie udawać że się nic nie stało. Może
                                miałam też nadzieję że coś się zmieni.
                                Ale... ale jeżeli nie miałabym gdzie pójść też wtedy zadzwoniłabym
                                na policję, też poszłabym do ośrodka kryzysowego, a później
                                wróciłabym do domu i nie wpuściła więcej mojego pijanego męża do
                                domu, i pomimo że to i jego mieszkanie mam do tego prawo. Dodam że
                                mój eks mąż ani razu mnie nie uderzył, a dzień w którym próbował to
                                zrobić był ostatnim dniem naszego małżeństwa.
                                Życie naprawdę jest piękne, trzeba tylko żyć i samemu decydować o
                                sobie.
                                • pierzchnia Re: to już 20 lat... 07.10.09, 12:41
                                  Moze po prostu nie kochałas swojego męża.
                                  • kajda28 Re: to już 20 lat... 07.10.09, 13:09
                                    > Moze po prostu nie kochałas swojego męża.

                                    może... wiele razy się nad tym zastanawiałam, a że jestem DDA mam
                                    problemy z określeniem swoich uczuć. Porównywałam moją miłość i
                                    postępowanie wobec dzieci a do mojego byłego męża i wychodzi mi że
                                    go kochałam. Zawsze byłam za nim, przetrwałam jego ciężkie okresy
                                    kiedy miał "głód" alkoholowy, wolałam jak był ze mną niż w szpitalu
                                    (teraz wiem że to był błąd), dalej go szanuje, umiem z nim
                                    rozmawiać. Jego głos , gdy rozmawiam z nim przez tel, dalej brzmi
                                    tak samo ciepło i łagodnie, bardzo chciałam mieć z nim dzieci i
                                    bardzo bym chciała żeby mu się udało zacząć znowu trzeźwo żyć, już
                                    beze mnie.
                                    W pewnym momecie coś pękło, poszłam na terapię, on poszedł, i
                                    kolejne 2 m-ce były najlepsze w naszym całym małżeństwie, do 5
                                    sierpnia 2006. Dzień wcześniej dziękował mi że ma we mnie oparcie.
                                    Popełniłam wiele błędów, głównym: tak późna terapia. Pewnie gdybym
                                    nie pozwalała aby sam zagłuszał chęć picia prochami tylko poszedł do
                                    szpitala potoczyłoby się wszystko inaczej. Uważam go za bliskiego
                                    sobie człowieka, i zawsze jak będzie potrzebował pomocy (oczywiście
                                    trzeźwy) może na mnie liczyć.
                                    • pierzchnia Re: to już 20 lat... 07.10.09, 13:35
                                      Kiedyś już o tym pisałem.
                                      Coś się kończy ponieważ dawne zapotrzebowanie przestało istnieć-przebyta
                                      terapia/i nie tylko/powoduje zmiany-rodzaj relacji juz nie jest taki sam.
                                      Zresztą bardzo często ludzie szukają,w zwiazkach czegos nie do osiagniecia.
                                      Ja też dostałem,w du...
                                      Teraz mam juz spokój-ale jak ją spotkam...
                                    • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 08.10.09, 12:29
                                      cytat:
                                      "a że jestem DDA mam
                                      > problemy z określeniem swoich uczuć. .'"

                                      to akurat nie jest specjalnosc tylko DDA,DDD i cos tam jeszcze.
                                      to jeden z najwiekszych problemow cywilizacyjnych spoleczenstw
                                      nieco juz bardziej skomplikowanych niz wspolnota pleminna, lub
                                      zgola jaskiniowa.
                                      to trwa od wiekow..........grecy probowali to leczyc przy
                                      pomocy tragedii antycznej. mistycy chrzescijan usilowali to
                                      zalagodzic na inne sposoby. wspolczesna psychologia jak na razie
                                      nadala temu nazwe.......i zebrala do kupy wszystko.....co ludzie
                                      do tej pory w tej kwestii wymyslili. zebrala do kupy w
                                      formie ,kilku uproszczonych definicji. i dobre i to na poczatek.
                                      tak ,ze nie tylko Twoje DDA..........ani moje DDD ........do tego
                                      dochodzi bagaz naszej tradycji, kultury, cywilizacji -wszystko co
                                      my, nasi przodkowoie i ich przodkowie itd.

                                      i wiesz co Kajda?...........tak mi sie przypomnialo. jak bardzo
                                      czulem sie wdzeczny zonie za pomoc, za oparcie /cos takiego
                                      opisalas/, gdy okazywalem jej wyjatkowe wzgledy.........z reguly
                                      za dzien, lub dwa mialem straszne "nawroty"/ tak troche sie
                                      smieje z tej nazwy.ale to inna bajka/--------te moje zachowania
                                      wyjatkowe wzgledem zony------byyly dla niej i sa teraz dla mnie -
                                      sygnalem,ze cos zlego sie dzieje...........i , ze sie poprostu
                                      boje.

                                      no tak w skrocie
                                      hej
                                      • aaugustw Re: to już 20 lat... 08.10.09, 13:40
                                        wolfwkapuscie napisał:

                                        > cytat:
                                        > "a że jestem DDA mam
                                        > > problemy z określeniem swoich uczuć. .'"
                                        - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                        > to akurat nie jest specjalnosc tylko DDA,DDD i cos tam jeszcze.
                                        > to jeden z najwiekszych problemow cywilizacyjnych spoleczenstw
                                        > nieco juz bardziej skomplikowanych niz wspolnota pleminna, lub
                                        > zgola jaskiniowa. to trwa od wiekow..........grecy probowali...
                                        _________________________________________________________.
                                        Nie udawaj jaskiniowca, ani Greka - wolfiku...!
                                        Nadrabiasz tu uszami swoje "mundrosci", a nie wiesz nawet,
                                        ze i ty jestes DYSFUNKCYJNY i wcale twoi rodzice nie musieli pic
                                        alkoholu... Spojrz na swojego wafla - pierzchnie i bedziesz wiedzial
                                        wszystko...!
                                        A... ;-)
                                        • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 09.10.09, 07:16
                                          cytat z sklerotyka:
                                          "...ty jestes DYSFUNKCYJNY "

                                          gdybys zadal sobie trud przeczytac to, czego podobno nie
                                          czytasz/......to zauwazylbys ,ze napisalem sam o sobie: "moje DDD
                                          plus czyjes DDA " nieco wczesniej....itd etc. tak
                                          wiec.........idfz i nie grzesz wiecej Auguscie. bo bede zmuszony
                                          wrocic na Linie Augusta ---i uzyc miotacza gazow bojowych.....po
                                          grochowce.
                                    • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 08.10.09, 12:49
                                      cytat:
                                      "do 5
                                      > sierpnia 2006. Dzień wcześniej dziękował mi że ma we mnie oparcie. "

                                      chodzi mi o ten fragment......otoz:. gdy stawalem sie dla zony
                                      bardzo czuly, mowilem jej niezwykle otwarcie, ile dla mnie znaczy
                                      jej obecnosc obok mnie......./co nie znaczy ,ze na codzien
                                      jestem oschly, lub oziebly, ale to bylo cos powyzej tak
                                      zwanej "sredniej"/--to jest to w naszym malzenstwie sygnal ,ze
                                      ja sie boje. lub cos mna telepie w srodku. na przyklad sa takie
                                      sytuacje w pracy, ktore niekoniecznie sa konieczne, albo sa i
                                      takie ,ktorych nie sposob ominac, skoro sie czegos juz
                                      podjalem, lub ktos mi zaufal. to normalna kolej rzeczy.dma Ci
                                      taki przyklad moich strachow i okazywania zonie wyjatkowej uwagi
                                      i wdziecznosci. mam pewne umiejetnosci, pewien zakres uzdolnien
                                      itp..od okolo roku juz tego nie wykonuje w pracy. bo nie
                                      musze i chyba mi sie juz nie chce.........nie ten wiek
                                      poprostu. ale poki to robilem, wszystko bylo jak najlepiej. no
                                      i....mialem zorganizowac szkolenie-zorganizowalem.......i gdy juz
                                      sie zblizal jego czas----dopadac mnie zaczela panika. co bedzie
                                      jesli bede musial cos pokazac..samemu jak siecos wykonuje.
                                      pewni nie dam sobie rady, skompromituje sie przy okazji, bo sam
                                      realizowalem koncepcje szkolenia. itd.uchodze za fachowca .....a
                                      tu bedzie blamaz. poprostu Kajda-calkowicie stracilem wiare w
                                      siebie. zaufanie do umiejetnosci wlasnych, ktore potrafie przeciez
                                      doskonale. i tez wtedy wlasnie czulem do zony ogromna potrzebe
                                      powiedzienia jej jak bardzo jest dla mnie wazna.......a w tyle
                                      glowy czaila sie ohydna mysl /taka niedopowiedziana/....schowac
                                      sie w ciemny kat.nachlac tak ,zeby nastepnego dnia w dniu
                                      szkolenia....o niczym nie wiedziec i niech swiat sie potem
                                      zawali.
                                      cale te moje trzezwienie Kajda........to dosc bolesne odkrywanie
                                      roznych swoich czesci "duszy"......a skad sie wziela ta utrata
                                      wiary w samego siebie?........ano stad pewnie, ze skoro
                                      potrafiolem przez niemal 30 lat wszystko wokol niszczyc, to niby
                                      dlaczego teraz mialoby byc inaczej.
                                      oczywiscie to co teraz napisalem...........jest adekwatne do tego
                                      jak sie czulem niedawno, lub jak sie miewac czasem teraz.....a
                                      to dopiero potora roku. moze za jakis czas..........bede sie bal
                                      czegos zupelnie innego.
                                      na przyklad, by nie rozsmieszyc moich kursantow........tym ,ze
                                      sam sie zglosze na szkolenie.
                                      hej
                                      • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 08.10.09, 12:50
                                        no i przepraszam ,ze takie dlugasne.......moze ktos przeczyta.
                                        hej dziewczyny
                                        • aaugustw Re: to już 20 lat... 08.10.09, 13:42
                                          wolfwkapuscie napisał:
                                          > no i przepraszam ,ze takie dlugasne.......moze ktos przeczyta.
                                          > hej dziewczyny
                                          _____________________________________.
                                          Pytasz, wiec odpowiadam:
                                          Nie doczytalem do konca pierwszego zdania...!
                                          Powaznie mowie...!
                                          A...
                                          • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 09.10.09, 07:24
                                            cytat z paranoika:
                                            "Pytasz, wiec odpowiadam:"

                                            czy: -"no i przepraszam ,ze takie dlugasne.......moze ktos przeczyta.
                                            > > hej dziewczyny"......to jest pytanie?
                                            bo jakos nie moge znalezc sensu odpowiedzi, na niezadawane pytania.
                                            czyzby ktos se sam zadawal zagadki, sam na nie odpowiadal i sam
                                            tworzyl w wyobrazni kolejne kukielki......?

                                            moja babcia mawiala w takich przypadkach: ein,zwei,drei und
                                            zuruck..........i potem robila pewien gest z usmiechem politowania

                                        • olka-17 Re: to już 20 lat... 08.10.09, 13:45
                                          Ja czytam wszystko co piszesz.I mimo złośliwości niejakiego aaugusta,czytam z
                                          wielka ciekawością.
                                          • aaugustw Re: to już 20 lat... 08.10.09, 15:10
                                            olka-17 napisała (do wolka):
                                            > Ja czytam wszystko co piszesz.I mimo złośliwości niejakiego
                                            aaugusta,czytam z wielka ciekawością.
                                            _______________________________________________________.
                                            Co ma piernik do wiatraka, chcialo by sie powiedziec...! ;-)
                                            Mowisz olka-17, ze mimo złośliwości mojej... - Hmm...
                                            A gdybym ci powiedzial, ze ja napisalem prawde do wolfa...
                                            Ze w tym przydlugawym poscie, z ktorego on sam sie
                                            tlumaczy, naprawde nie doczytalem do konca pierwszego zdania -
                                            uwierzysz mi...!?
                                            Nie... - Nie wierzysz... - Wiem... - Wiem wszystko
                                            Wiem ze to ty (nie ja) jestes zlosliwa, az żółć kapie po brodzie, a
                                            twoje zacietrzewienie nie pozwala odrozniac tobie prawdy od
                                            klamstwa, trzezwosci od nietrzezwosci, zycia realnego od fikcji,
                                            kury od kozy domowej...
                                            A...
                                            Ps. To co napisalem to takze szczera moja prawda...! ;-))
                                            • olka-17 Re: to już 20 lat... 08.10.09, 19:22
                                              Matko swieta!!!Kto cie człowieku tak skrzywdził?Skąd u ciebie tyle jadu?

                                              A tak na marginesie to jestem bardzo pogodna, zyczliwa i fajna babka.Oczywiście
                                              doszukasz sie tu samochwalstwa itp.Niech ci bedzie!
                                              • aaugustw Re: to już 20 lat... 08.10.09, 19:43
                                                olka-17 napisała do A... (o sobie...!):
                                                > ... jestem bardzo pogodna, zyczliwa i fajna babka.Oczywiście
                                                > doszukasz sie tu samochwalstwa itp.Niech ci bedzie!
                                                ___________________________________________________.
                                                Kto mowi ze jest pokorny, ten nie ma jej za grosz i
                                                kwitnie EGO jego...!
                                                A...
                                          • wolfwkapuscie Re: Ola ...ola la... 09.10.09, 07:42
                                            droga Olu.......August nie jest zlosliwy.............On jest
                                            zazdrosny.
                                            • olka-17 Re: Ola ...ola la... 09.10.09, 08:14
                                              ha ha dzieki ,że mnie oświeciłeś,bo juz myślałam, o nim ze współczuciem.
                                              Chociaż...zazdrość tez chorobliwa jest...
                                              • wolfwkapuscie Re: Ola ...ola la... 09.10.09, 09:03
                                                wspolczuc mozna komus...kto wlezie w g**** przez nieuwage.a nie
                                                komus , kto w nim tkwi po uszy z wlasnej woli.
                                                • wolfwkapuscie Re: Ola ...ola la... 09.10.09, 09:12
                                                  Ego----najchetniej przywolywane pojecie, przez osobniki
                                                  egocentryczne, na potrzeby klasyfikacji innych osobnikow, zwlaszcza
                                                  osobnikow ironiczno-sceptycznych.

                                                  za wikipedia natomiast /choc wikipedia to mierny dosc nosnik
                                                  informacji/: Ego:
                                                  "Ego wytwarza się ponieważ zaspokojenie potrzeb organizmu wymaga działań
                                                  w świecie rzeczywistym (obiektywnym) poprzez przekształcanie
                                                  wyobrażeń w spostrzeżenia
                                                  . Jest podporządkowane zasadzie
                                                  rzeczywistości
                                                  , działa za pośrednictwem procesu wtórnego,
                                                  sprawuje kontrolę nad funkcjami poznawczymi i intelektualnymi. Ta część
                                                  osobowości decyduje o przystąpieniu do działania, które popędy i w jaki
                                                  sposób zostaną zaspokojone, oraz o tym które życzenia zostaną wyparte.
                                                  Zasadnicza rola ego to godzenie wymagań organizmu z warunkami
                                                  środowiskowymi czyli id i superego. Nie należy jednak popełniać błędu
                                                  utożsamiając ego i świadomość. Nie wszystkie obszary ego są świadome. W
                                                  obszar ego zaliczane są mechanizmy obronne, które ze swej natury nie są
                                                  świadome."..........koniec definicji

                                                  zatem:kto posiada ego , jest przy zdrowych zmyslach..natomiast kto
                                                  cudze ego widzi..........zdaje sie ,ze gada z obrazem.

                                                  • wolfwkapuscie Re: Ola ...ola la... 09.10.09, 09:21
                                                    Ego nadęte- pojęcie wysublimowane, wymagające od
                                                    poslugującego się nim osobnika pewnych zdolności , zwlaszcza w
                                                    dziedzinie paranoidalnej percepcji. ego owo--dzieli się na:
                                                    1/ego napompowane helem....co daje efekt śmiechu na sali /jak
                                                    wiadomo hel to gaz sopranowy/
                                                    2/ego wzdęte...co daje efekt o jakim nie będę informował, nim
                                                    nie otworzę okna na korytarz.
                                                    3/ego ego---czyli ego własciwe nadęte...występuje jako forma bierna,
                                                    widzialna oczami tylko i wyłącznie osobników o jak powyżej napisano-
                                                    -o percepcji cokolwiek odmiennej niz wskazuje norma dla średniej
                                                    europejskiej w skali IQ ./coś kolo 62 -zdaje się.....to tyle co
                                                    moj pies na czczo/
                                              • aaugustw Re: Ola ...ola la... 10.10.09, 10:56
                                                olka-17 napisała (do wolfika):
                                                > ha ha dzieki ,że mnie oświeciłeś...
                                                ____________________________________.
                                                Nie ciesz sie przedwczesnie... -
                                                Niektore swiatla oślepiaja...!
                                                A...
                                • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 07.10.09, 21:28
                                  nie ma potrzeby sie tlumaczyc.......ani licytowac.
                                  ja poprostu napisalem,ze sytuacje bywaja rozne. rozna kobiety maja
                                  odwage, rozne maja "demony przeszlosci"...........i tyle.

                                  poza tym?..........mu tu se siedzimy, pieprzymy glodne kawalki w
                                  necie, znaczy mamy czas i mamy za co pieprzyc, te androny /za
                                  przeproszeniem/.itd etc. ..niestety. nie jestemy reprezentatywni.
                                  • aaugustw Re: to już 20 lat... 07.10.09, 21:36
                                    wolfwkapuscie napisał:
                                    > ..niestety. nie jestemy reprezentatywni.
                                    _________________________________________.
                                    I chwala Bogu, choc co niektorzy moga zaszkodzic...!
                                    A...
                                    • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 07.10.09, 21:51
                                      nie badz zazdrosny czlowieku.....napisz wreszcie cos z sensem i
                                      autentycznie od siebie.

                                      widac jednak bardzo Ci zaszkodzilem ...........nie czytaj juz
                                      tego forum. to przerasta Twoje ego i inteligo jednoczesnie.
            • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 05.10.09, 14:33
              tak mi sie przypomnialo , co spiewano 40 lat temu w
              kabarecie "dudek"......znali te slowa chyba wszyscy rodacy. a
              tyczyly naszego "sportu narodowego".

              "....i spoleczenstwo nas szanuje, lubia nas,
              usmiechnie do nas, sie najmilej ten i ow,
              rosnie i rosnie nasz przywilej swietych krow........
              ......nikt zlego slowa nam nie balaknie,
              jak bym na kiedys, tego zabraklo?.......nie, nie zabraknie"


              • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 05.10.09, 14:39
                w wielu watkach Olu........Twoja opowiesc, jest niemal identyczna
                z moja i mojej zony.
                rozni sie tylko, pewnymi detalami estetycznymi.

                bo tak naprawde, to cala estetyka alkoholika czynnego....nawet
                jesli kocha rodzine, ogranicza sie do kolejnego wypicia. estetycznie
                jest wypic i potem sie uzalac jaki to sie jest bydleciem
                nawet, jakim potworem, chamem, scierwem......ale zupelnie
                niestetycznie jest nie wypic kolejnym razem, gdy dopadna nas
                wytwory pijanego myslenia. bo , poki alkoholikowi, cos tam w srodku
                nie zlamie sie, nie legnie w gruzach......to myslenie jest pijane
                nawet bez udzialu alkoholu.
    • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 05.10.09, 13:13
      moim zdaniem........./to na podstawie tego co mnie sie
      przytrafilo i nadal sie ze mna dzieje/. cale wychodzenie z
      alkoholizmu w znaczeniu ,ze nie bede pil: polega na tym, czy
      mam motywacje, pomysl na zycie inne nieco od tego wczesniej,czy
      jestem z kims , czy sam.......itd etc. nie jestem zawieszony w
      jakiejs prozni. i oczywiscie wazna jest tu wiara. nie jako
      religijny kierunek /choc to akurat , niektorym bardzo pomaga/ ale
      wiara......w przyszlosc, w wolnosc od nalogu, wiara w samego
      siebie . tyle, ze samemu trudno taka wiare przekuwac w cos realnego.
      czlowiekowi/czyli mnie/ potrzebni sa inni ludzie i ja jestem
      potrzebny im. zreszta......alkoholizm zawsze ma jakies przyczyny-
      srodowiskowe, z dziecinstwa, zalezna od nas i niezalezne. mozna
      mnozyc w nieskonczonosc. uzalezniaja sie przeciez osoby , ktore
      wychowaly sie w kulcie spozywania alkoholu jako tradycji, ale i
      takie co alkoholu w domu rodzinnym nie mialy/ ja/.
      ja sie nie podejmuje recytowac zadnej definicji........ja moge
      zdefiniowac tylko samemgo siebie. i to w dosc ograniczonym
      zakresie. bo moge latwo zalozyc......ze za 3,7,15 lat.....stanie sie
      cos takiego, ze wroce do nalogu. lub nie wroce.
      na tu i teraz nie chce pic....ale jestem jak kazdy inny
      czlowiek zmienny i podlegam zmianom w wyniku dzialan rzeczy z
      zewnatrz na , ktore nie mam wplywu.
      moim zdaniem tylko glupiec, lub zarozumialy ignorant, moze
      twierdzic, ze nic i nikt nie ma wplywu na jego wnetrze, na to co
      zrobi, lub co sie stanie. byle kamien na drodze, o ktory sie
      potkne , moze wywolacv cala lawine spraw , ktorych nie jestem w
      stanie teraz przewidzic. ......nie chodzi mi jednak o bezwolne
      poddawanie sie . raczej o co w rodzaju- aktywnego kreowania swego
      zycia, ze swiadomoscia niespodzianek.

      20 lat razem........to kawal czasu. cos sie przez ten czas
      dzialo. i kazda ze stron. ma "cos za uszami"........z tym ,ze
      czasami jedna z nich ma wiecej.
      o i tyle
      • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 05.10.09, 13:18
        w terapii, w AA- jest z cala pewnoscia sila. tyle ,ze jest to
        sila, obok ktorej mozna przejsc obok, lub funkcjonowac tylko i
        wylacznie dzieki niej. lub tez.......co jest chyba najczesciej
        spotykane, korzysta sie z sily AA i terapii, by odzyskac
        wlasnesily, na wlasny pozytek. wtedy nawet mozna uzyczyc swojej
        sily innym. bo dziwne jest, gdy pomoca kulawemu, sluzyc chce
        slepy, a im obu z kolei kolysanke zaspiewa gluchy.
        itd etc
        • wolfwkapuscie Re: to już 20 lat... 05.10.09, 13:37
          w pewnym srodowisku/nazwijmy je Aowsko -terapeutycznym/ spotkalem
          sie z calkiem sensowym pomaganiem alkoholikowi , lub jego
          rodzinie/na wielu poziomach zreszta/.......pomoc taka polaga na
          opowiedzeniu co samemu sie zrobilo , jak i czy to pomoglo.bo
          nie zawsze cos co wynika z wiedzy terapiowej , lub programu
          AA..pomaga kazdemu. lub tak samo szybko zadziala. zreszta ,
          prawde mowiac najlepiej mowic o konkretach i na konkretnym
          przykladzie. ja, na przyklad unikam towarzystwa alkoholowego pod
          niemal kazda postacia, juz nie tyle ze "strachu" przed glodem
          alkoholu, ile dlatego ,ze naprawde nie mam o czym pogadac z
          podpitym jegomosciem, drazni mnie zaoach niestrawionego alkoholu i
          po co mam sie tym meczyc?.........oczywiscie kazdej sytuacji nie
          unikne. bo z pociagu niekiedy nie da ie wyjsc, ale mozna zmienic
          przedzial. inny przyklad to slawne HALT.....wiem ze powinienem
          dbac o spokoj, relaks,najedzenie ....ale zycie ma swoje prawa i
          wymogi. dlatego pracuje , tyle ile mi wystarcza/"mi"- w znaczeniu
          rodzinnym nie osobistym tylko-czyli leniwym/..jem kiedy jestem
          glodny. odpoczywam wtedy ,gdy nie odbywa sie to cudzym kosztem
          itp.
          poza tym........tak sobie mysle. u kazdego z alkoholikow pewne
          sprawy zachodza szybciej u innego wolniej.a pewne zmiany, ktore
          uznalem za konieczne do wprowadzenia w swoje zyciu po zaprzestania
          picia-wprowadzalem niekiedy dosc marudnie, upierdliwie i wcale nie
          mialem do tego ochoty.ale czulem ,ze tak trzeba. i poprostu-
          niektore z tych zmian staly sie u mnie autentyczna potrzeba. jak
          poranny jogging dla kogos innego.
      • aaugustw Radosc serca...! ;-) 05.10.09, 14:35
        wolfwkapuscie napisał pare postow, ktore ja z radoscia przeczytalem.
        Wolfie, nie bylo Cie tutaj pare dni, gdzie Ty byles w tym czasie, ze
        powrociles nam tutaj takim doroslym, prawie trzezwym czlowiekiem...!?
        A... ;-)
        Ps. Rzucila mi sie w oczy jedna rzecz, kiedy czytalem wypowiedzi o
        sile, ktora ma pomoc... - Wszyscy koncentruja sie na alkoholiku,
        jakby pozostali byli co najmniej juz pol-bogami i sami dawali sobie
        rade ze wszystkim...!
        Z mojego doswiadczenia, jako alkoholik wiem, ze tych "sił" nie
        pomagajacych mi, lecz tych przeszkadzajacych mi w komforcie picia,
        bylo duzo po drodze: rodzina, szef, lekarz domowy, lekarze na
        odtruciu, terapia, potem AA, itp... - Ja takze wtedy nie widzialem
        przy tym zaslepieniu tej jedynej i prawdziwej Sily, w ktorej rekach
        jest wszystko... - Ale do tego potrzebna jest dojrzalosc i wiara, o
        ktorej tak ladnie napisal Wolfwkapuscie...
        (na nia trzeba uwazac i pielegnowac, gdyz ulotna jest
        • olka-17 Re: Radosc serca...! ;-) 05.10.09, 15:05
          Ja widze to i wiem,że mój mąż nie jest w stanie uznbac swojej bezsilności wobec
          picia .
          Jak trzeżwiał i wytykałam mu palcami wszytko co zrobił w tym czasie zle,jakie
          kłopoty mamy to albo nie przyznawał mi racji albo robił to z wyraźna niechęcia
          podkreślają jednoczesnie,że przesadzam.

          Ile razy słyszałam "juz nie będe pił" to nie zliczę.Z czasem przestałam reagowac
          na te słowa.

          Nie wiem dlaczego przez 20 lat nie umiałam dotrzec do tego człowieka, nikt nie
          umiał!

          Przeżył wypadki, chorobe ciężką, kilka razy stracił b.dobrą pracę , narobił
          długów itp. I wiecie co?On o wszytko obwiniał mnie!Nie wiem dlaczego bo ja na
          jego postepowanie wpływu nie miałam.
          Może za bardzo kochałam i on to wykorzystywał.Ale tyle sie mówi,że wsparcie jest
          ważne w trzeźwieniu.Teraz nie ma siły juz z nim walczyć, niech robi co
          chce.Tylko ,do czego sie głośno nie przyznaje, dalej mi go żal i widze w nim
          człowieka.
          • wolfwkapuscie Re: Radosc serca...! ;-) 05.10.09, 15:09
            wsparcie w trzezwieniu......przeczy pospolitej definicji wsparcia.
            a z kolei wspracie w rozumieniu pospolitym......to cos w rodzaju ,
            poboznych zyczen, lub poblazania na wszystko.

            no tak w skrocie.

            jak Tu Ci napisaly kobitki i zdaje sie zasugerowaly
            dzieci.......czas, bys zajela sie soba sama..........nawet jesli
            brzmi to egoistycznie na poczatku.
          • pierzchnia Re: Radosc serca...! ;-) 05.10.09, 18:23
            Po spożyciu sześciu piw,mój kolega,wszedł na stronę allegro i dokonał,jak mu się
            wówczas wydawało,wyjątkowo udanych zakupów.
            Na drugi dzień...
            U alkoholika zatrucie jest rozciągnięte tzn. dotyka głębszych struktur
            psychicznych-wynik zerowy na alkomacie nie określa stanu umysłu.
            Ten zatruty umysł jest wyjątkowo destrukcyjny dla rodziny ponieważ jej podstawa
            opiera się na więzi emocjonalnej.
            Alkoholik poprzez swoje niewłaściwe postawy i reakcje indukuje u pozostałych
            członków rodziny chorobę wtórną/np.DDA/-mechanizm jest dość złożony,ale poznanie
            go przynosi znaczną ulgę.
            Dlaczego tak wielu powraca do picia?
            Nie znają,w trzeźwości piękniejszego stanu od upicia się.
            Droga do wyzwolenia wiedzie przez ducha ponieważ otwiera bramy do utęsknionych
            światów.



            • wolfwkapuscie Re: Radosc serca...! ;-) 05.10.09, 18:58
              Ty sie Pierzchnia........juz tak nie zastanawiaj, ilu wraca do
              picia......i nie odpowiadaj za nich. bo odpowiedz jest
              prosta.jak sie jest alkoholikiem, to sie pije........lub nie.
              • pierzchnia Re: Radosc serca...! ;-) 06.10.09, 20:47
                A dlaczego się nie pije?
            • aaugustw Re: Radosc serca...! ;-) 05.10.09, 20:00
              pierzchnia napisał:
              > Dlaczego tak wielu powraca do picia?
              > Nie znają,w trzeźwości piękniejszego stanu od upicia się.
              > Droga do wyzwolenia wiedzie przez ducha ponieważ otwiera bramy do
              utęsknionych światów.
              ____________________________________________.
              Pierzchnia, a ciebie kto tak skrzywdzil i takich
              glupot nagadal...!?
              Ty uwazasz, ze alkoholicy nie znają w trzeźwości
              piękniejszego stanu od upicia się.... - Tak? -
              Takie piekne "stany" miales kiedy sie upijales...!?
              A kiedy przylecial do ciebie (do nich...?) ten "duch",
              ktory otworzyl ci bramy do utęsknionych światów...!?
              Jednemu ukazala sie tesciowa i tez przestal pic...!?
              A...
          • kajda28 Re: Radosc serca...! ;-) 05.10.09, 22:52
            >Teraz nie ma siły juz z nim walczyć, niech robi co
            > chce.

            wg. mnie teraz dopiero zaczęłaś walczyć z chorobą męża, wcześniej ,
            jak sama pisałaś on mógł pić, robić długi, tracić pracę a ty cały
            czas byłaś przy nim, trochę pogadałaś, kazałaś się przynać do błędu,
            ale trwałaś, prałaś , gotowałaś. I jeszcze... ale to już inna
            historia. Chwała Ci za to że się przebudziłaś, jestem pewna że dasz
            radę, chociaż łatwo nie będzie.
            • jap.11 Czolem Olka! 09.10.09, 01:21
              Jestes cudowna kobieta, chcialoby Ci sie pomoc ale nie wiadomo jak,
              Na moje bardzo wazne sa linki Zahir, przeczytaj jej watek HALT.

              Mam tez co mogloby posluzyc za wskazowke jak postepowac z
              czlowiekiem chorym na alkoholizm. Teraz czas aby pomoc samej sobie.

              www.adamolejnik.com/blog/list-alkoholika/
              Pozdrawiam i nie przejmuj sie postami augsta on tak ma.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka