IP: *.toya.net.pl 21.07.04, 09:02
Zastanawiam się właśnie (w spokojne letnie dni) czy ktos robił badania wśród
osób, które uwolniły się od nałogu, na temat zachorowalności. Czy przypadkiem
organizm, nagle pozbawiony substancji do którj przyzwyczajał się przez lata,
nie zaczyna niedomagać?
Obserwuj wątek
    • hepik1 Re: badania 21.07.04, 09:17
      Mój domaga jak najbardziej mimo pozbycia sie dwóch nałogów równocześnie;)
      • Gość: gb Re: badania IP: *.toya.net.pl 21.07.04, 09:28
        Może dlatego, że dwóch i negatywne skutki się zniosły a może za krótki okres
        upłynął i choroba jeszcze nie zdołała się ujawnić. Zaczynają mi się przypominać
        takie zdarzenia wśród znajomych, którzy rzucili palenie i zaczeli chorowac....po
        około 10 latach. Może to tęsknota za nałogiem była przyczyną chorób? Mój staż w
        niepaleniu nie jest tak długi, dlatego wolę wcześniej wybadać spostrzeżenia innych.
        • Gość: stachu34 Re: badania IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.07.04, 11:23
          Alkohol jest przyczyną,a choroba skutkiem.Likwidujemy przyczynę i nie ma
          skutku.Jeżeli choroba już istnieje,to pytanie jest bezprzedmiotowe.Natomiast
          gdy zrywamy z nałogiem w okresie,gdy alkohol nie poczynił jeszcze widocznych
          skutków,to organizm sobie da radę.
          Jeżeli chodzi o palenie,konkretnie o Twojego znajomego...to 10 lat bez
          papierosa,nikotyna nie jest przyczyną choroby.Ci co nie palą również
          chorują...i to wcale w niemniejszy stopniu niż palacze.Statysyki-statystykami.
          • Gość: gb Re: badania IP: *.toya.net.pl 21.07.04, 12:25
            Alkohol jest przyczyną a choroba skutkiem ale pewność masz tylko co do tego, że
            ten skutek to choroba alkoholowa i ewentualnie inne (związane z niekorzystnym
            działaniem alkoholu na różne narządy) w zależności od odporności organizmu. Ale
            faktem jest, że nikt nie potrafi wypowiedzieć się sensownie czy jest jakiś
            związek między rzuceniem nałogu a skłonnością do zachorowań. Każdy wytłumaczy to
            nadużywaniem: alkoholu, nikotyny czy innych (dotychczasowym). Dla mnie faktem
            jest, że rozstanie się z nałogiem powoduje zmianę osobowości a to z pewnością
            rzutuje na kondycję fizyczną. Oczywiście nie u każdego rozstanie z nałogiem musi
            być związane z chorobą bo są organizmy z natury odporne i silne, które są w
            stanie szybko przystosować się do zmian ale tak jak napisałam, być może.
            • Gość: stachu34 Re: badania IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.07.04, 14:35
              Wrzuciłaś wszystko do jednego „kotła”. Każdy nałóg jest inny, lecz mechanizmy,
              które się tworzą są takie same. Dla człowieka nie palącego jeden papieros
              dziennie, jest obrzydzeniem ( nawet aromat dobrego papierosa odrzuca),
              natomiast nie uzależniony z wielką przyjemnością wypije dwa kieliszki dobrego
              trunku. To jest nieporównywalne.
              No tak, teraz się zastanowiłem i źle napisałem w poprzednim poście...
              Uprościłem swój tok myślenia. Nie alkohol jest przyczyną, a alkoholizm jest
              przyczyną. Alkoholizm = choroba, wszystkie inne - to powikłania.
              Rozstanie się z alkoholem, w jakimś sensie chyba powadzi do zmiany osobowości,
              ale ja określiłbym to jako zmiana tożsamości. Piszesz, że to rzutuje na
              kondycję fizyczną. Jeżeli zrobił to za namową partnera, rodziny czy z
              jakichkolwiek innych powodów nie związanych ze swoim piciem – to zgoda na to.
              Wpada w depresję, jest osamotniony i cierpi. Nazywa się to „żalem po
              stracie...” I wtedy powikłania somatyczne związane z odstawieniem alkoholu, są
              możliwe. Istnieje związek miedzy rzuceniem nałogu, a skłonnością do zachorowań.
              Dlatego m. in. bardzo wskazana jest terapia. Jednak w innym przypadku, kiedy
              pijący ma dosyć swojego picia, ma tzw. „tożsamość alkoholową”, to wydaje mi się
              to nieprawdopodobne. Alkoholik, który doświadczył z powodu swojego picia,
              cierpienia, upokorzenia, dramatu pierwsze tygodnie, miesiące abstynencji
              przeżywa z euforią. Ma zdwojony zapał do pracy, dużo optymizmu na przyszłość, a
              trzeźwość sprawia mu demonstracyjną radość. Przed takimi zachowaniami też
              przestrzegają terapeuci. To nazywa się „okresem miodowym”. To jest stan
              psychiczny i wydaje mi się, że jest jednak sprzyjający odwróceniu wszystkich
              somatycznych procesów chorobowych związanych z piciem, o ile odstawienie
              alkoholu nastąpiło w porę. Lecz stawia w stan zagrożenia samą trzeźwość.
              • Gość: gb Re: badania IP: *.toya.net.pl 21.07.04, 16:40
                Wrzuciłaś wszystko do jednego „kotła”. Każdy nałóg jest inny, lecz
                > mechanizmy,
                > które się tworzą są takie same. Dla człowieka nie palącego jeden papieros
                > dziennie, jest obrzydzeniem ( nawet aromat dobrego papierosa odrzuca),
                > natomiast nie uzależniony z wielką przyjemnością wypije dwa kieliszki dobrego
                > trunku. To jest nieporównywalne.

                Nie wiem w jaki sposób doszedłes do takiego wniosku, być może u Ciebie tak jest.
                Rzuciłeś dwa nałogi jednocześnie i dolegliwości związane z tym, którego Ci
                bardziej brak są silniejsze i tłumią lub zniekształcają wszystko inne. Ja znam
                ludzi którzy z przyjemnością od czasu do czasu zapalają papierosa i takich,
                którzy w piciu alkoholu nie widzą żadnej przyjemności.

                > No tak, teraz się zastanowiłem i źle napisałem w poprzednim poście...
                > Uprościłem swój tok myślenia. Nie alkohol jest przyczyną, a alkoholizm jest
                > przyczyną. Alkoholizm = choroba, wszystkie inne - to powikłania.

                Alkoholizm jest skutkiem niezaspokojonych potrzeb. W dalszym ciągu tak twierdzę
                i to, co piszesz, nie przekonuje mnie do zmiany zdania

                > Rozstanie się z alkoholem, w jakimś sensie chyba powadzi do zmiany osobowości,
                > ale ja określiłbym to jako zmiana tożsamości. Piszesz, że to rzutuje na
                > kondycję fizyczną. Jeżeli zrobił to za namową partnera, rodziny czy z
                > jakichkolwiek innych powodów nie związanych ze swoim piciem – to zgoda na
                > to.
                > Wpada w depresję, jest osamotniony i cierpi. Nazywa się to „żalem po
                > stracie...” I wtedy powikłania somatyczne związane z odstawieniem alkohol
                > u, są
                > możliwe. Istnieje związek miedzy rzuceniem nałogu, a skłonnością do zachorowań.

                Jeżeli dobrze czuł się pijąc, dobrze w takim znaczeniu, że akceptował siebie
                właśnie takim...chodzi mi o sposób zachowania, podejścia do innych...pomijam
                tutaj jakieś ekstremalne zachowania wobec rodziny. Jednym słowem był taki, jakim
                sobie siebie wyobrażał.
                >
                > Dlatego m. in. bardzo wskazana jest terapia. Jednak w innym przypadku, kiedy
                > pijący ma dosyć swojego picia, ma tzw. „tożsamość alkoholową”, to w
                > ydaje mi się
                > to nieprawdopodobne.

                Nie bardzo wiem co to jest tzw. tożsamość alkoholowa ale dość swojego picia
                można mieć z prozaicznego powodu...jeżeli zwiększa się dawki lub częstotliwość
                picia, to alkohol uniemożliwia normalne funkcjonowanie, powodując zaniedbania w
                różnych dziedzinach życia, stąd wyrzuty sumienia, niepokój i presja środowiska.

                Alkoholik, który doświadczył z powodu swojego picia,
                > cierpienia, upokorzenia, dramatu pierwsze tygodnie, miesiące abstynencji
                > przeżywa z euforią. Ma zdwojony zapał do pracy, dużo optymizmu na przyszłość, a
                >
                > trzeźwość sprawia mu demonstracyjną radość. Przed takimi zachowaniami też
                > przestrzegają terapeuci. To nazywa się „okresem miodowym”. To jest
                > stan
                > psychiczny i wydaje mi się, że jest jednak sprzyjający odwróceniu wszystkich
                > somatycznych procesów chorobowych związanych z piciem, o ile odstawienie
                > alkoholu nastąpiło w porę. Lecz stawia w stan zagrożenia samą trzeźwość.

                Nie akceptuję terapii w takiej formie w jakiej jest obecnie stosowana, ze
                względu na brak kwalifikacji terapeutów. I wyjaśnię.... zwykle jest to ktoś, kto
                zdobył wykształcenie teoretyczne poparte większą lub mniejsza praktyką czyli
                stosuje pewien klucz w dojściu do pacjenta a ludzie popadający w nałogi, nie
                czynią tego bez przyczyny, myślę, że jedną z podstawowych przyczyn jest większa
                zdolność postrzegania rzeczywistości i nieumiejętność radzenia sobie z takim
                stanem rzeczy. Miałeś kiedyś wrażenie, że coś jest nie tak i nie umiałeś
                wytłumaczyć powodów? Niektórzy twierdzą, że to intuicja, ja myślę, że nie, że po
                prostu jest to pewna zdolność dostrzegania tego, co dla innych, z różnych
                powodów jest nieistotne. Jest to też odbierane jako większa wrażliwość...ale to
                tylko kwestia nazewnictwa. Zmierzam do tego, że taki delikwent nie nabierze się
                na dobrą wolę terapeuty, któremu tak naprawdę jest wszystko jedno, czy dana
                osoba wyjdzie z nałogu, czy w nim pozostanie. Ten brak wiary jest widoczny i
                działa zniechęcająco. Z kolei trudno od terapeuty oczekiwać zaangażowania w
                każdy przypadek ale....jest tu pewien niuans, trzeba lubić to, co się robi.
                Drugi rodzaj terapeutów, to byli nałogowcy i Ci z reguły dobrzy są od strony
                praktycznej ale wierzą bezkrytycznie w to, czego na terapii ich nauczono i mają
                skłonność do traktowania swoich kolegów, zaplątanych w nałóg, bez taryfy
                ulgowej...to błąd.
                • Gość: stachu34 Re: badania IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.07.04, 10:00
                  „...Ja znam ludzi którzy z przyjemnością od czasu do czasu zapalają papierosa”
                  Jednak są oni w znacznej mniejszości. Jest to margines, statystyki takiego
                  procentu nie uwzględniają.
                  Niestety wróciłem do palenia, po półrocznej przerwie. Jednak mnie to nie
                  martwi. Problem palenia w odniesieniu do alkoholizmu dla mnie (podkreślam „dla
                  mnie” !!!!) ma się tak jak liliput do goliata.
                  „Alkoholizm jest skutkiem niezaspokojonych potrzeb” tego nie rozumiem...Może
                  chodzi Ci o poczucie niskiej wartości...? Jeżeli tak to masz rację.
                  „Jeżeli dobrze czuł się pijąc, dobrze w takim znaczeniu, że akceptował siebie
                  właśnie takim...chodzi mi o sposób zachowania, podejścia do innych...pomijam
                  tutaj jakieś ekstremalne zachowania wobec rodziny.” Alkoholik ma dwie
                  osobowości. Nie możesz odrywać, rozdzielać tego. Zachowanie alkoholika w domu,
                  jego postawa (może być to agresja) wobec rodziny, jest często kamuflażem jego
                  złych postępków. Atak na najbliższych (również może być to pozorancki atak na
                  siebie, aby wywołać wrażenie) wynika z potrzeby rozgrzeszenia siebie z tego co
                  robi. Jest doskonale zorientowany w tym, że czyni zło. W otoczeniu przyjaciół
                  od kieliszka jest akceptowany, w domu nie. Jego samoocena jest jednak bliższa
                  ocenie rodziny. Natomiast chęć picia jest tak silna, że ta samoocena jest mu
                  nie na rękę. Sumienie potrzebuje akceptacji tego co robi do końca, a więc nade
                  wszystko rodziny.
                  Ale wchodzimy tak głęboko w problem, zbyt głęboko...
                  • Gość: gb Re: badania IP: *.toya.net.pl 22.07.04, 18:51
                    To Ty wszedłeś w problem alkoholizmu i oczywiście nie musimy tam wchodzić, jeśli
                    nie masz ochoty. Odniosłam wrażenie, że poruszając ten temat chcesz coś
                    udowodnić wracając do początków nałogów, jego powstania. Ja pisałam o
                    zachorowalności wśród byłych nałogowców i jestem pewna, że nikt takich badań nie
                    poczynił bo dla wszystkich oczywiste jest, że jeżeli uwolnimy się od "zła" to
                    już tylko "dobro" spotkać nas może.
                    Szkoda, że zacząłeś palić bo często papieros kojarzony jest z alkoholem a
                    uwalniając się od tego, co przypomina nam nałóg, mamy większe szanse, że do
                    niego nie wrócimy a poza tym...jeden ból, objawy abstynenckie skoncentrowane w
                    jednym czasie. Spróbuj ponownie, chyba, że lubisz palić. Możesz napisać jaki był
                    powód, że zacząłeś?
        • hepik1 Re: badania 22.07.04, 21:13
          Gość portalu: gb napisał(a):

          > Może dlatego, że dwóch i negatywne skutki się zniosły

          Znaczy jak bym rzucil trzeci jednocześnie(np picie kawy) to by się nie zniosły?
          Parzysta ilość znosi ,nieparzysta -nie znosi? Jak to jest Grażynko wg Twojej
          teorii?
          • Gość: gb Re: badania IP: *.toya.net.pl 23.07.04, 08:33
            A jak według Twojej? Wedle mojej jest tak, jak akurat mi wygodnie.
            • hepik1 Re: badania 23.07.04, 08:56
              Aha.
              • Gość: gb Re: badania IP: *.toya.net.pl 23.07.04, 10:33
                Już widzę, Hepiku, jak przy tym...acha...westchnąłeś sobie...co za durne
                kobicisko :) Czy uwazasz, że Ty robisz inaczej? Szukasz teorii, która
                najbardziej trafia Ci do przekonania i wprowadzasz ją w czyn. Ja wolę je
                wymyślać, tak jest ciekawiej. Wszystko sprowadza sie przeciez tylko do tego,
                żeby uwierzyć w skuteczność...czyz nie?
                • hepik1 Re: badania 24.07.04, 07:39
                  Gość portalu: gb napisał(a):

                  > Już widzę, Hepiku, jak przy tym...acha...westchnąłeś sobie...co za durne
                  > kobicisko :)

                  Ależ nic podobnego.To nawet nie było westchnienie,a broń już Panie Boże taki
                  grzeszny epitet.Po prostu tym "aha"przyjąłem do wiadomości Twoją odpowiedź:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka