beka.smiechu-w.sali.obok
01.05.13, 12:28
Mam taka propozycje pod rozmowe: na czym polega zadosczuczynienie? Czy zadoscuczynienie jest mozliwe? co jesli nie jest?
wiadomo, rozni sa ludzie i rozni alkoholicy, jedni nabroili tu drudzy tam, ale przyjmijmy, ze traktujemy sprawe po 'terapeutycnemu', czyli z cala surowoscia wobec alkoholika.
Taki alkoholik, nazwijmy go Czesiu, pil sobie przez lat 15, raz mniej raz wiecej, ale z reguly niezdrowo. Przez ten czas oszukal kilka razy szefa, ze jest chory, a mial kaca i nie przyszedl do pracy. Oszukal wiele razy zone i dzieci, bo mial wrocic tego samego dnia a wrocil dzien pozniej.
Skrzywdzil rodzine, bo choc niby nie bil i byl cichy (tak sie usprawiedliwa), to faktem bycia pijanym psul nastroj, denerwowal. Nie mozna bylo na niego liczyc czesto, marudzil.
Tak samo wsrod znajomych i przyjaciol, napil sie na przyjeciu i psul zabawe innym, albo napil sie w barze i zanudzal barmana.
Sasiedzi widywali go pijanego, zagadywal do nich i glupio zartowal, wiec tutaj tez poczynil krzywdy.
I teraz Czesiu trzezwieje i musi zadoscuczynic. Jak? To niemozliwe. Jak zrekompensuje zepsute przez zsojwe pijane dowcipy i marudzenie wieczory rodzinie, imprezy znajomym, poranki sasiadom? Jak odwdzieczy sie za pieniadze wydane na wodke, w barach, na taksowki? Jak odpokutuje za to, ze mial kace i byl ponury i swym nastrojem zarazal latami rodzine?
Nie da sie.
Co wiec ma zrobic taki alkoholik? Powiecie- zmienic sie. no tak, ale to nie jest zadoscuczynienie. Zmiana to na przyszlosc, a co z przeszloscia? Co mozna zaproponowac? Jedna propozycja to aby alkoholik od momentu wytrzezwienia byl do dyspozycji innych. to znaczy- powinien byc na kazde zawolanie, powinien znosic zle nastroje innych, powinien organizowac imprezy znajomym i sluzyc na nich jako gospodarz i kelner. Powinien ograniczyc potrzeby swoje aby moc wydac wiecej pieniedzy na rodzine, znajomych. Czyz nie powinien skopac ogrodka przed blokiem, aby odplacic sasiadom za to, ze go widywali pijanego albo ze marudzil pijany?
brzmi to dosc kontrowersyjnie, nieco wrecz upadlajaco, ale to chyba jedyna droga, aby alkoholik w pelni zadoscuczynil i odplacil, w przeciwnym razie zawsze juz bedzie zyl w poczuciu dlugu i zobowiazania. A tak to moze przez np tyle lat, ile pil i broil, byc takim niejako sluzacym wobec tych, ktorych skrzywdzil, i po tych powiedzmy 15 latach konto jest czyste.
15 lat marudzil na imprezach, potem 15 lat na imprezach robi jak facet od grila i otwierania piwa i jestesmy kwita. czyz nie brzmi to fair?
Druga sprawa, taki alkoholik oczywiscie tez moze wymienic krzywdy, jakich doznal od innych ( z reguly wyolbrzymione albo wyssane z palca zreszta) ale bilans jest na jego niekorzysc na milion procent, wiec nie ma co, trzeba zakasac rekawy i zadoscuczyniac.
I teraz jak zrobic to, bo oczywiscie takie zadosczynienie wywoluje bunt i unosi sie pijacka pycha w czlowieku, pokory ie da sie nauczyc od razu, z miejsca. wiec pytanie pod debate- jak nauczyc sie pokory, przyjac postawe pokutna, by w spokoju ducha dokonac zadosczuczynienia wedle schematu, jaki opisalem i po 15 latach miec rowny rachunek z ludzkoscia i byc wolna osoba.