Dodaj do ulubionych

Moje prywatne dno

IP: 217.96.97.* 03.08.04, 10:17

Dlugo na to pracowalem i stalo sie. Wczoraj wodka zabrala mi rodzine.
Matka , Ojcei i Brat nie wytrzymali. Od wczoraaj nie chca utrzymywac ze mna
juz zadnych kontakow. Mam 34 lata z czego ok 15 "przepitych". W pijackim
zyciu mialem dwie przerwy i dwa leczenia. Pierwsza przerwa trwala dwa lata -
przy zyciu bez wodki trzymala mnie milosc. Ale i Ona byla za slaba -
przepilem milosc przepilem kogos na kim mi zalezalo. Po czterech latach
odeszla. W tym roku przerwala trwala 7 msc - terapia , leki i powrot do
swiata trzezwych. Nagle bum , ktoregos dnia wchodze do sklepu i sam slysze
swoj glos : dwie cwiartki zoladkowej prosze. Pierwsza wypita z radosci zalem
jednoczesnie. Druga schowana do szafki na zapas. Oczywiscie nie przetrwala -
wypilem ja tego same dnia i dokupilem trzecia. Potem juz polecialo. Sam nie
wiem jaka zylem przez ostatnie msc - nie pamietam conajmniej 60 dni. Spirala
klamst nakrecila sie tak , ze teraz juz nie wiem kiedy mowileme prawde kiedy
klamalem. "Udawalem" trzezwego ale ja dlugo mozna ? Rodzina mieszka w innym
miescie - a ja mimo , ze mama 34 lata jestem z nimi mocno zwiazany. Wczoraja
uslyszalem tyle przykryc slow , ze nie wiedzialem gdzie schowac dusze i
sumienie. ONI sie mnie wstydza - twierdza ze musza ostrzec mych znajomych ,
ze jestem groznym czlowiekiem. Boje sie , ze to juz KONIEC - trace nadzieje.
Nie pije od trzech dni. Ale wiem , ze lada dzien na karku poczuje ten oddech
i znow sie napije. Wieme , ze wszystko brzmi chaotycznie - mama klopoty ze
zbieraniem mysli. Zaczne dzis i bede pisal Tutaj codziennie. Muszez odnalesc
w sobie sile - czy jest jeszcze szansa na nie zmarnowanie i zrujnowanie do
konca swego zycia. Zaczely sie tez pierwsze klopoty fizyczne. Przezz ostatnie
rok schudlem 12 kilogramow. Wygladam jaka smierc - zaczynaja sie klopoty z
watraba. Cierpnace nogi i rece to klasyka. Jak ja sie boje !!!!!!!!!
Obserwuj wątek
    • Gość: iga Re: Moje prywatne dno IP: *.aster.pl / *.aster.pl 03.08.04, 11:06
      A może wrócić do rodziny i zacząć nowe życie?Wsparcie bliskich na pewno
      pomoże.Oni cię przecież kochają tylko nie potrafią,nie są przygotowani na walkę
      z twoim nałogiem.Cierpią jak ty,może nawet dłużej bo ty przerywasz sobie
      cierpienie kieliszkiem.Pamiętasz jeszcze dlaczego zacząłeś?
      • Gość: Jak w piekle Re: Moje prywatne dno IP: 217.96.97.* 03.08.04, 12:44
        Ten doslowny powrot nie wchodzi w rachube. Ja tu mam swoje zycie - tu pracuje.
        Ja mysle o tym powrocie metalnym czyli ponownym odzyskaniu zaufania. Czy
        pamietam kiedy sie zaczelo ? odpowiem cytatem : "nie pamietam czy pije bo
        zostawila mnie kobieta , czy kobieta zostawila mnie bo pije"...
        • Gość: bedzie dobrze Re: Moje prywatne dno IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.04, 13:05
          dobrzer ze napisales.. bdzie dobrze.. musisz byc silny.. albo zdrowie albo ty!
    • Gość: mikaszka Re: Moje prywatne dno IP: 217.153.124.* 03.08.04, 14:33
      A moze by tak przypomniec sobie co tlukli do glowy na terapiach?
    • kamikadzeewe Re: Moje prywatne dno 14.08.04, 14:46
      a moze by tak isc na leczenie do osrodka??
    • Gość: stachu34 Re: Moje prywatne dno IP: *.gda.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 14.08.04, 16:16
      A ja myślę...że powinieneś jeszcze raz przeczytać swój post. Zastanów się, co
      poradziłbyś temu facetowi, który to napisał.
      Nie ma, co moralizować, sam wiesz jak to jest...
      Ja też mam sporo na sumieniu. Ponad dwadzieścia lat picia, stracona rodzina.
      Utopiony majątek w wódce. Kilka srogich upadków. Dostawałem po mordzie od
      gorzały i cały czas było mało, mało...Bez przerwy dźwigałem się, podnosiłem z
      upadku, ale tylko po to, aby dalej walczyć. Najpierw udowadniałem, że nie
      jestem alkoholikiem, potem, aby żona wróciła i wszystko było jak dawniej.
      Kolejny raz żeby kupić telewizor, a potem być może samochód.
      I jeszcze raz, żeby dzieci nie mówiły - ojciec pijak!! To wszystko było chore,
      bardzo chore. Komu jest potrzebna moja chora trzeźwość? Że ja nie piję, a pod
      czaszką kłębią się idiotyczne myśli. Że kombinuję jak tu chlać i być trzeźwym
      jednocześnie.Aż w końcu doszło do mnie – nie bądź zachłanny wobec czasu, jego
      nie przegonisz. To, co traciłeś przez dwadzieścia lat, nie nadgonisz w trzy
      miesiące czy pół roku. Mówiłem sobie odstaw wszystko, a skoncentruj się na
      jednym. Bądź trzeźwy tylko i wyłącznie dla siebie,.Dla nikogo więcej. Reszta
      przyjdzie sama, daj czas czasowi i nie poganiaj go. Tak się stało, wszystko
      wróciło na swoje miejsce, prócz dwóch spraw, byłej żony i gorzały, ale tak ma
      być – tego wymaga moja trzeźwość. I tego zrozumienia Ci życzę, a jestem
      przekonany, że tak się stanie.
    • valpoliczella Re: Moje prywatne dno 15.08.04, 15:32
      NO coz, to witaj na dnie. Ja czytam to forum od jakis 3 tygodni, chcialam tez
      napisac , ale doczytalam, ze wśród weteranow tego forum sa tacy, których już
      wkurza pisanie ciagle tego samego (nie będę wymieniac , bo i po co). Czytajac
      twój post poczulam się jednak wywolana do odpowiedzi!
      Ja tez chyba siegnealm j uz dna, choc niczego przez alkohol jeszcze nie
      stracilam (nie liczac pewnie paru lat zycia i jeszcze niewidocznych sladów w
      organizmie), Nicego tez nie zyskalam, choc najpierw mi się tak wydwawalo. Mam
      34 lata, pije od 5 lat, codziennie, zwykla dawka to butelka wina (wlasnie
      valpoliccelii – pyszna) + utrwalacz (czyli cos mocniejszego, setka koniaku,
      whisky itp.). cZasem udawalo się wypic mniej, np. tylko pół wina – wtedy radosc
      mnie ogarniala, ze jednak panuje nad tym, no bo butelka stoi sobie otwarta w
      barku. W tym roku ni epilam chyba tylko w Wielki Piątek no i wczoraj. A to
      dlatego , ze swoje prywatne dno osiagnelam w piątek wypijajac normalnie butle
      wina i popijajac cwiartka żołądkowej i wypalajac paczke fajek! Efekt tego był
      taki – ze w sobote myslalam ze umieram (serio), do dzis chyba mam kaca, boli
      mnie brzuch, pluca, zle mi się oddycha, ale robi się lepiej. Postanowialm
      wlasnie wczoraj cos z tym problemem zrobic, jeszcze nie wiem jak, ale wiem co!
      Dosc tego, wystarczy! Od wczoraj nie wypalilam, nie wypilam nic – wiem , ze to
      nic wobec np. Twojej 7-miesiecznej absytnencji, no ale trzeba jakos zacząc.
      Teraz pewnie glos zabiora weterani w postaci szanownego hepika i stacha i
      zgodnym glosem zakrzykna :” bez terapii nie dasz rady!”. Może i maci eracje,
      wszak wiecie co mowicie, ale nie możecie mierzyc kazdego jedna miarką. Nie
      każdy m oze sobie na terapie pozwolic (o tym już chyba pisala renatal, wiec nie
      będę się powtarzac, co by Was nie wqurzac Ja idac na terapie, szlabym
      ogromnym strachu, ze ktos mnei tam rozpozna, a wttedy zawodowo jestem spalona
      na amen! Tak wiec musze cos wymyslec, jak przechytrzyc ten problem, bo do
      oficjalnej walki z nim nie stane, muszse wiec chybaopracowac jakas strategie
      uniku, wymslec srodki zastepcze, nie wiem, jestem wszak dopiero na poczatku
      drogi! I tez się bardzo boję, ze mi się nie uda. Ale chyba trzeba probowac! Nie
      wiem, pozdrawiam Cie no i Weteranów :) - valpoliczella

      • hepik1 Re: Moje prywatne dno 15.08.04, 21:08
        valpoliczella napisała:
        Tak wiec musze cos wymyslec, jak przechytrzyc ten problem, bo do
        > oficjalnej walki z nim nie stane, muszse wiec chybaopracowac jakas strategie
        > uniku, wymslec srodki zastepcze, nie wiem, jestem wszak dopiero na poczatku
        > drogi! I) - valpoliczella
        >
        Faza negacji i tłumienia.

        Racjonalizacja.

        Ukrywanie.

        Faza "sztuczek".
        Czwarta faza rozpoczyna się, gdy osoba uzależniona zdaje sobie wreszcie sprawę z
        uzależnienia i niebezpieczeństw, jakie ono za sobą pociąga. Pojawiają się
        pierwsze myśli o zerwaniu z nałogiem. Jednak podjęcie konkretnych działań jest
        wciąż opóźniane. Osoba uzależniona stosuje różne "sztuczki" psychiczne, próbując
        oszukać samą siebie, np. że sama potrafi zdecydować o "Wielkim Dniu"
        zaprzestania przyjmowania środka. Im ktoś jest bardziej sprawny intelektualnie,
        tym uporczywsze staje się opóźnianie.
        Faza bezsilności.

        Faza fałszywej "mocy".

        Poczucie klęski.
        Ostatnia faza uzależnienia to, zdaniem Maya, załamanie - konsekwencja kolejnej
        ostrej formy zachowań nałogowych. Takie poczucie klęski może w znacznym stopniu
        ułatwić podjęcie leczenia przez osobę uzależnioną, ale może być przyczyną prób
        samobójczych. Na skutek samooszukiwania się i izolowania od ludzi, uzależniony
        nie potrafi już najczęściej prosić o pomoc. W efekcie rozpoczyna się etap samo
        unicestwiania.

        Żeby się nie rozpisywać-omówione tu sa dwie fazy.Ta Twoja obecna i ostatnia.
        A poza tym powodzenia.Ja pójdę pomyśleć czy nie da się wymyśleć czegoś lepszego
        niż koło.Bo to już dosyć dawno wymyślono a przeciez musi być coś doskonalszego.
        • valpoliczella Re: Moje prywatne dno - 16.08.04, 00:29
          No tak, ja nie kwestionuje tego, ze hepik i wojtech maja racje w kwestii metod
          leczenia. Ale wiedzialam,ze tak wlasnie bedzie, od poczatku do konca namowy na
          jedna tylko sprawdzona droge i metode! JEszcze raz podkreslam, JA JEJ NIE
          KWESTIONUJE, ale sobie jej nie zafunduje!! Hepik wyliczasz mi tu poszczegolne
          fazy, mowiac ze jestmw fazie zaprzeczen, iluzji czy czegos tam. Ale przeciez ja
          niczemu nie zaprzeczam!!! ja wiem, ze mam ten problem, w sumie wcale tego nie
          odbieralam jako problem (tym bradziej, ze kiedys tam podbudowalam sie innym
          forum, podanym nota bene przez Ciebie Hepiku -juz nie pamietam dokladnie), tam
          sie dopiero naczytalam o jednym piwku wieczorkami, troch e mnei to ubawilo, bo
          wiekszosc tam nie ma absolutnie zadnych obiekcji, zreszta czy nalezy je miec?
          ja uwazam zze nalezy, jesli granica wypitego napoju ciagle sie przesuwa w
          kierunku morza:) no ale wracajac do mnie, jak mowie, ja nie zaprzeczam, ze
          lubie sie napic, faktycznie, troche sobie popuścilam , ale tak sie zastanawiam,
          dlaczego tak jest, ze jak juz zacznie sie pic, to trudno przestac, to pije sie
          do osttniej kropli? Czy to kwestia jeszcze psychiki czy juz jakis reakcji na
          poziomie biochemii??? Ciekawe.W kazdym razie dzis minal 2 dzien bez kieliszka!
          NIe powiem, bym sie z tego cieszyla, ale tez nie ubolewam. Ja nie umialabym
          chyba tak raz na zawsze zarzec sie,ze juz nigdy w zyciu, wole male kroki,
          postanowie, ze jutro sie tez nie napije! i tak pomalu. no nic, ide tez
          pomyslec, a nie ma jakis srodkow farmakologicznych??? pozdrawiam -winna
          • ilayla Re: Moje prywatne dno - 20.02.05, 11:32
            Ze środkami typu: papierosy, narkotyki czy też alkohol, niestety tak jest, że
            uzależniają. Jakiś składnik, który w nich jest musi "bardzo posmakować
            organizmowi danego człowieka" i wtedy się uzależnia, ale w niektórych
            przypadkach jest znowu kwestia psychiki typu "piję, bo lubię, bo sprawia mi to
            przyjemność, radość". Temat: Dlaczego się uzależniamy, można by bardzo długo
            rozważać. To co napisałam to tylko niewielkie przykłady ;). Nie jestem, co
            prawda psychologiem, albo osobą, która się bardzo dobrze zna na tych sprawach,
            ale mój ojciec jest uzależniony od alkoholu i co najgorsze nie zdaje sobie z
            tego sprawy. Czy są jakieś środki farmakologiczne.. nie wiem. Ludzie chodzą na
            terapie i tym podobne rzeczy. Ja zaś uważam, że najlepszym terapeutą jest
            bliska nam osoba, przyjaciel, który pomógłby Ci przetrwać w trudnych chwilach,
            wspierałby Cię. I to by wykluczyło twoje obawy typu, że "ktoś cię rozpozna" na
            spotkaniach AA, a i tak miałabyś fachową pomoc. Bardzo cieszę się, że nie
            pijesz już 2 dni i mam szczerą nadzieję, że pokonasz ten nałóg. Gdybyś chciała
            pogadać, to pisz na mojego maila (saga1@tenbit.pl), albo gg 3729224.
            Pozdrawiam!
      • wojtech451 Re: Moje prywatne dno 15.08.04, 21:52
        valpoliczella napisała:

        >Nie każdy m oze sobie na terapie pozwolic (o tym już chyba pisala renatal,
        >wiec nie będę się powtarzac, co by Was nie wqurzac Ja idac na terapie,
        >szlabym ogromnym strachu, ze ktos mnei tam rozpozna, a wttedy zawodowo jestem
        >spalona na amen!

        Domyślam się, że jesteś tzw. osobą publiczną. Ze mną na terapii była matka
        znanej aktorki, która wcale nie ukrywała kim jest jej córka a poza tym gdy
        otrzymała list od córki odczytała pozdrowienia od niej dla nas wszystkich
        (ok.40 osób) oraz życzenia szybkiego powrotu do normalnego życia.
        Była też pani dyrektor poważnej firmy, która podczas trwania terapii miała
        ogromne opory z przyznaniem się do swojego nałogu. Po zakończeniu terapii
        zrobiła rzecz niesamowitą. Na zebraniu całej "wierchuszki" firmy, powiedziała
        gdzie była przez sześć tygodni i dlaczego, mimo że jej zwierzchnuk odradzał jej
        takie wystąpienie i krył ją przed podwładnymi (nikt w pracy nie wiedział że
        pije). Tym otwartym przyznaniem się do bycia alkoholiczką ucięła wszelkie
        domysły i ewentualne komentarze. Na stanowisku pozostała i pracuje normalnie,
        bez obciążenia, że za plecami gadają o niej, ma komfort psychiczny, raz na
        zawsze załatwiając sprawę także w materii przyjęć i spotkań firmowych z
        alkoholem.
        Proste, skuteczne ale bardzo trudne!

        >Tak wiec musze cos wymyslec, jak przechytrzyc ten problem, bo do
        > oficjalnej walki z nim nie stane, muszse wiec chybaopracowac jakas strategie
        > uniku, wymslec srodki zastepcze, nie wiem, jestem wszak dopiero na poczatku
        > drogi! I tez się bardzo boję, ze mi się nie uda. Ale chyba trzeba probowac!
        >Nie wiem, pozdrawiam Cie no i Weteranów :) - valpoliczella

        Szkoda czasu na kłamstwa, kombinacje itp. W końcu się zamotasz, pogubisz,
        dojdziesz do absurdu i paranoi. Rozkręcasz spiralę oszukiwania siebie i innych.
        • hepik1 Re: Moje prywatne dno 15.08.04, 22:28
          "Ksiądz Piotr Brząkalik, alkoholik i duszpasterz trzeźwości w archidiecezji
          katowickiej, mówił mi, że przez przykościelne grupy AA przewijają się ludzie
          różnych zawodów. - Alkoholik to nie jest ktoś, kto leży w rowie i pije
          denaturat. Ta choroba dotyka też mądrych i wielkich. Nie ma uprzywilejowanych.
          Ale są pewne grupy zawodowe, które strasznie trudno leczą się z alkoholizmu:
          nauczyciele, lekarze, adwokaci i księża. Dlatego, że to oni są od uczenia, jak
          odrabiać lekcje, podawać lekarstwa, przestrzegać prawa i dostać się do nieba.
          Ileż trzeba zedrzeć z siebie, żeby zdobyć się na odwagę i przyznać przed sobą:
          ja ksiądz z czymś sobie nie radzę. A potem powiedzieć to publicznie i to nie na
          zasadzie sztandaru: patrzcie, podziwiajcie mnie, ale po prostu dla prawdy."

          Czasami coś się zbiega z czymś-tutaj post z artykułem w katowickim dodatku do
          GW.Ktoś powie przypadek.Ktoś inny -siła wyższa.U góry fragment a propos, a tu
          link do artykułu-może warto przeczytać zanim pójdzie do archiwum

          miasta.gazeta.pl/katowice/1,35055,2227479.html
          • hepik1 Re: Moje prywatne dno 15.08.04, 22:39
            Dla jasności i aby uniknąć niepotrzebnej dyskusji-nie istnieje nic takiego jak
            przykościelne grupy AA-jest to niezamierzony błąd popełniony przez
            dziennikarke,powstały jako skrót myślowy-tak podejrzewam.Prawdą natomiast jest
            -że większość mitingów AA odbywa się salkach katechetycznych- korzystając z
            życzliwości kościoła i możliwości lokalowych.
            .
            • valpoliczella Re: Moje prywatne dno 16.08.04, 00:37
              No tak, ja nie kwestionuje tego, ze hepik i wojtech maja racje w kwestii metod
              leczenia. Ale wiedzialam,ze tak wlasnie bedzie, od poczatku do konca namowy na
              jedna tylko sprawdzona droge i metode! JEszcze raz podkreslam, JA JEJ NIE
              KWESTIONUJE, ale sobie jej nie zafunduje!! Hepik wyliczasz mi tu poszczegolne
              fazy, mowiac ze jestmw fazie zaprzeczen, iluzji czy czegos tam. Ale przeciez ja
              niczemu nie zaprzeczam!!! ja wiem, ze mam ten problem, w sumie wcale tego nie
              odbieralam jako problem (tym bradziej, ze kiedys tam podbudowalam sie innym
              forum, podanym nota bene przez Ciebie Hepiku -juz nie pamietam dokladnie), tam
              sie dopiero naczytalam o jednym piwku wieczorkami, troch e mnei to ubawilo, bo
              wiekszosc tam nie ma absolutnie zadnych obiekcji, zreszta czy nalezy je miec?
              ja uwazam zze nalezy, jesli granica wypitego napoju ciagle sie przesuwa w
              kierunku morza:) no ale wracajac do mnie, jak mowie, ja nie zaprzeczam, ze
              lubie sie napic, faktycznie, troche sobie popuścilam , ale tak sie zastanawiam,
              dlaczego tak jest, ze jak juz zacznie sie pic, to trudno przestac, to pije sie
              do osttniej kropli? Czy to kwestia jeszcze psychiki czy juz jakis reakcji na
              poziomie biochemii??? Ciekawe.W kazdym razie dzis minal 2 dzien bez kieliszka!
              NIe powiem, bym sie z tego cieszyla, ale tez nie ubolewam. Ja nie umialabym
              chyba tak raz na zawsze zarzec sie,ze juz nigdy w zyciu, wole male kroki,
              postanowie, ze jutro sie tez nie napije! i tak pomalu. no nic, ide tez
              pomyslec, a nie ma jakis srodkow farmakologicznych??? pozdrawiam -winna
              • hepik1 Re: Moje prywatne dno 16.08.04, 04:43
                Kobieto!Manipulujesz.I mijasz sie z prawdą.Łagodnie mówiąc.I oszukujesz.Tyle,że
                tylko siebie.A paradoks polega na tym,że jest to zupełnie normalne.Tak działają
                te jakies tam mechanizmy "czegoś tam"
                Nikogo nie namawiam do niczego.Jeśli kiedys to robiłem,to raczej na stopie
                prywatnej(jeśli można tak powiedzieć)korzystając z dostępnych komunikatorów
                takich jak g-g czy Tlen i było to jakis czas temu. I nie ja dawałem linka na
                forum,gdzie była dyskusja o wieczornym piwku.To raczej mnie go dawano abym
                nawracał błądzących.A ja nie mam aż takich aspiracji.
                Ty czytasz to co chcesz przeczytać i dociera do Ciebie tylko to ,co potwierdza
                Twoje tezy i przemyślenia.Dokładnie na tym polega mechanizm racjonalizacji i
                zaprzeczeń wzmocniony nadmierną intelektualizacją.To jest taka skorupa,którą
                otacza sie każdy pijący aby mieć komfort picia.
                Przez takie pisanie Stacha ,moje czy kilku innych niepijących alkoholików,którzy
                juz to przerobili i których się nie oszuka ,komfort ten sie w jakis minimalny
                sposób zmniejsza .Oczywiście przez nasze pisanie tej skorupy raczej nie
                rozbijemy ale pukanie w nia tez może być uciążliwe. Może ktoś dzięki temu po
                prostu w ogóle zauważy ,że cos takiego go otacza?
                Zauważ jednak,że ten ktos ,musi poszukać tego forum(choć najczęściej piszą,że to
                był przypadek,że akurat tu trafili ) a potem jeszcze zatrzymać się ,zapoznać sie
                z ilomaś tam wątkami a w skrajnych wypadkach zabrać głos-najczęściej z
                wątpliwościami i zastrzeżeniami do tego co piszą "wszechwiedzący weterani"
                W ciągu półtora roku ,gdy ten temat mnie interesuje,na różnych forach
                poświęconych uzależnieniom przeczytałem juz dziesiątki podobnych jak Twoje
                historii.Sam też ,z kilkanaście lat temu to przerabiałem.Tyle,że wtedy nie było
                internetu ,ruch AA dopiero raczkował a terapia w poradniach odwykowych polegała
                na podawaniu anticolu czy wszywaniu esperalu i wręczeniu broszurki o
                szkodliwości alkoholu.Zdobycie wiedzy ,którą teraz można zdobyc paroma
                kliknięciami, było o wiele trudniejsze.
                Z świadomością ,że jestem alkoholikiem też żyłem lat ładnych parę.Dopóki jednak
                komfort picia był spory a straty były zawsze do odrobienia nie widziałem
                potrzeby nie picia.Bo picie alkoholu jest przyjemne przecież.I wydaje sie ,że
                ułatwia życie i pozwala rozwiązać różne inne problemy.Do czasu.Potem jest
                troche gorzej.Ale to juz inna historia.
                Tak więc ,reasumując-życzę powodzenia w szukania własnych dróg wyjścia z
                problemu,o ile oczywiście go masz.Gdybys jednak kiedyś doszła do wniosku,że
                wyważanie otwartych drzwi było bez sensu,a nawet okazało sie bolesne w
                skutkach-zapraszam do lektury i pisania tutaj i na innych "forumach" Zawsze
                wtedy ktoś pomoże ,wskaże droge do poradni leczącej uzależnienia ,czy na
                spotkanie AA .Pozdr.
                • hepik1 Re: Moje prywatne dno 16.08.04, 08:46
                  hepik1 napisał:
                  > W ciągu półtora roku ,gdy ten temat mnie interesuje,na różnych forach
                  > poświęconych uzależnieniom przeczytałem juz dziesiątki podobnych jak Twoje
                  > historii.

                  Żeby nie być gołosłownym-tutaj parę watków podobnych- na samej górze,nie mówiąc
                  o dalszych stronach:
                  www.forum.akcjasos.pl/viewforum.php?f=1
                  Może tam się dopatrzysz jakis podobieństw?
                  • valpoliczella Re: Moje prywatne dno 16.08.04, 16:34
                    Hepik, zlituj się!

                    Kobieto!Manipulujesz.I mijasz sie z prawdą.Łagodnie mówiąc.I oszukujesz.Tyle,że
                    tylko siebie.A paradoks polega na tym,że jest to zupełnie normalne.Tak działają
                    te jakies tam mechanizmy "czegoś tam"

                    Gdzie tu jakas manipulacja??Manipuluje samą sobą czy jak? Jeszcze raz
                    powtarzam, ja widze ,z e mam problem!!!

                    Ty czytasz to co chcesz przeczytać i dociera do Ciebie tylko to ,co potwierdza
                    Twoje tezy i przemyślenia.Dokładnie na tym polega mechanizm racjonalizacji i
                    zaprzeczeń wzmocniony nadmierną intelektualizacją.To jest taka skorupa,którą
                    otacza sie każdy pijący aby mieć komfort picia.
                    No sluchaj, gdyby picie nie dawalo przyjemnosci, nie prowadziloby do nalogu! Od
                    tego się wlasnie zaczyna!
                    Przez takie pisanie Stacha ,moje czy kilku innych niepijących alkoholików,którzy
                    juz to przerobili i których się nie oszuka ,komfort ten sie w jakis minimalny
                    sposób zmniejsza .Oczywiście przez nasze pisanie tej skorupy raczej nie
                    rozbijemy ale pukanie w nia tez może być uciążliwe.

                    No szczerze mowiac, powoli się staje, ale tylko dlatego, ze –to chyba już z
                    racji rutyny, nudnych, ciagle pdobnych postow? – na każdy przypadek macie jedno
                    slowo –TERAPIA! Koniec kropka! Nie widzicie tego, ze czlowiek przez lata pije i
                    problemu nie widzi, jak go w koncu dojrzy – co tez nie jest łatwe- to mowicie
                    mu, sam niczego nie wskórasz, wio do koła podobnych Tobie! Ja jeszcze raz
                    mowie, ja tego nie kwestionuje,a le ja tak nie chce i nie mogę!. Sa przeciez
                    ludzie , ktorrzy rzucili to bez terapii (Kukiz, St. Celińska, Sojka itp. I
                    wcale nie byli na terapii).

                    Zauważ jednak,że ten ktos ,musi poszukać tego forum(choć najczęściej piszą,że to
                    był przypadek,że akurat tu trafili )
                    Ja szukalam swiadomie czego s o alkohlolu, nawet nie wiedzialam o forach, ot
                    wchodzilam na rozne strony, robilam testy itp., bo w realu nie mogę z nikim o
                    tym pogadac, bo oczywiście nikomu do glowy nie przyjdzie, ze ja mogę mieć taki
                    problem. Hm…
                    a w skrajnych wypadkach zabrać głos-najczęściej z
                    wątpliwościami i zastrzeżeniami do tego co piszą "wszechwiedzący weterani"

                    Robisz się złosliwy hepiku. A co żądasz bezkrytycznej akceptacji??? A nie jest
                    tak? Ja nie mowie, ze macie z ciagle tym samym zaangazowaniem podchodzic do
                    kazdego posta, ale na litosc boska, jak Was to tak nudzi, skoro wiedzac o tej
                    chorobie wszystko w duchu pewnie nasmiewacie się z kolejnych faz , w które
                    alkoholik na poczatku drogi wchodzi, bo macie to już za soba ,to lepiej już mu
                    zmyjcie glowe, a nie wystwiajacie na kazdego tego samego straszaka „TERAPIA”! ,
                    bo to zniechęca. I zrozumcie wreszcie, ze ta niechęć do terapii to nie
                    mechanizm zaprzeczen, czasem naprawdee się nie da.
                    A tak nota bene, to czemu j est to jedynie sluszna metoda? Coz takiego ma to
                    kolo w sobie i wysluchiwanie roznych opowiesci na ten sam temat? Bo tak sobie
                    to wyobrazam. Czy nie lepsza jest indywidualna wizyta u pschologa uzaleznien? –
                    bo jeśli mam myslec o jakies terapii, to wlasnie o takiej. To ma sens czy nie??


                    Z świadomością ,że jestem alkoholikiem też żyłem lat ładnych parę.Dopóki jednak
                    komfort picia był spory a straty były zawsze do odrobienia nie widziałem
                    potrzeby nie picia.Bo picie alkoholu jest przyjemne przecież.I wydaje sie ,że
                    ułatwia życie i pozwala rozwiązać różne inne problemy.Do czasu.Potem jest
                    troche gorzej.Ale to juz inna historia.

                    No tak, jak pisalam, jam na etapie 1 . Od wczoraj zapadlo mi w pamiec jedno ze
                    zdan z Twego wczorajszego listu „ze kiedys kombinowales jak by tu pic i być
                    trzezwym” , tak wlasnie chyba jest ze mna, chce mieć cukierka i zjesc
                    cukierka. Ale tak się zastanawiam i mysle, ze nie m ozna tego rzucic, dopóki
                    mysli się o tym w kategoriach przyjemnosci! No bo w imie czego mam się jej
                    pozbawiac, jeśli ewentualne straty z nia zwiazane sa do odrobienia. Dlatego tez
                    musze zaczac kojarzyc to z wrogiem, którego trza pokonac. Aha jeszcze jedno,
                    przeczytalam gdzies, jak pisales o fajkach, ze Ci odradzali jednoczesne
                    rzucenie tego i tego, to trudne, wiem to już po 3 dniach, cos dzis mnie
                    ciagnie, hm.. ile już udalo Ci się wytrzymac? A może wrociles do palenia???

                    Tak więc ,reasumując-życzę powodzenia w szukania własnych dróg wyjścia z
                    problemu,o ile oczywiście go masz.

                    Pisalam już, ze problem mam, To TY starasz się mi wmowic, ze stosuje
                    zaprzeczenia. Ja wiem ze pije za duzo i już! ale jedyne co mogę zrobic na dzis,
                    to obiecac , ze dzis nie wypije nic, choc jestmi trudno z tym. Ale drogi
                    wyjscia nie mam jak na razie, a ta jedynie sluszna nie wchodzi w gre.

                    Gdybys jednak kiedyś doszła do wniosku,że
                    wyważanie otwartych drzwi było bez sensu,

                    I tu wychodzi wlasnie ta rutyna. Nie chcesz tędy, to wypad! :(( to ze Wam się
                    udalo dzieki terapii, to chwala Wam za to i serdeczne gratulacje, ale jak
                    mowie, sa ludzie, którym się i z terapia nie udalo, i tacy, którym udalo się
                    bez terapii!!!!! Wiec takie stawianie sprawy albo .. albo nie ma sensu!

                    Pozdrawiam serdecznie zyczac sobie wytrwalosci na dzisiejszy wieczor – bo Tobie
                    chyba jej zyczyc nie musze! Wszak jestes po terapii!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                    Pozdr.
                    • lulla-j Re: Moje prywatne dno 16.08.04, 19:11
                      Oj , napisałaś tak dużo ... tylko po co ?
                      Twoje życie , Twoje wybory , Twój problem . Chyba jeszcze nie przyszedł Twój
                      czas , więc spokojnie poczekaj ...
                      A to tak a propos podanych przez Ciebie przykładów - skoro akurat te a nie inne
                      nazwiska są dla Ciebie ważne , daję link do wywiadu z Pawłem K .

                      kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1176799&KAT=238
                      całuski i inne wyrazy ;-)

                      ps. hepik umie na czerwono , ja aż taka mądra nie jestem , więc mój link trzeba
                      sobie wkleic do wyszukiwarki :-)
                      • lulla-j Re: Moje prywatne dno 16.08.04, 19:13
                        oooo , ja też umiem na czerwono ;-)
                      • renatal64 Re: Moje prywatne dno 16.08.04, 19:56
                        Nie wiem lulla czy ty czytałaś ten wywiad z Pawłem K. Bo ja dzięki Twojemu
                        linkowi przeczytałam.
                        cyt.
                        "Terapia miała trwać dwa miesiące, ale ja nie wytrzymałem. Tydzień przed końcem
                        zrezygnowałem. Te 12 kroków… Może to działa na ludzi o innej mentalności, ale
                        nie na mnie. Ja wiedziałem jedno: jeśli nie będę chciał– nie będę pił. Wszystko
                        było kwestią woli i musiałem sam do tego dojść. Jestem indywidualistą. Mnie
                        grupowe przeróżne sprawy nie kręcą.

                        Dziś jestem pewien, że to nie terapeuci mi pomogli. Ja sam musiałem swojego
                        problemu dotknąć, zobaczyć."

                        No to nie wiem po co podajesz ten link w kontekście tego co napisałaś wyżej.
                        Przyznaję, że się kompletnie pogubiłam...

                        A prawo każdego forumowicza jest takie,że pisze co chce( o ile nie narusza to
                        powszechnie uznanych norm)i jak dużo chce. I chyba nie Tobie to oceniać ;-))
                        • lulla-j Re: Moje prywatne dno 16.08.04, 20:10
                          Przecież ja pytam a nie oceniam :-)) gdzieżbym śmiała i po co ?

                          Wywiad podałam dla innego zdania , ostatniego :

                          " Nie, ja nie potrzebuję żadnych sposobów. Z alkoholem wszystko sprowadza się
                          do prostego pytania: czy chcesz pić, czy nie chcesz pić. W tym nie ma
                          filozofii. Jeżeli chcesz pić, to nic ci nie pomoże, jeśli nie chcesz, to
                          zrobisz wszystko, by tego nie robić. Jeżeli wszczepiasz sobie antyalkoholowe
                          chipy, bo żona ci zagroziła, że się z tobą rozwiedzie, to twoja sytuacja jest
                          kiepska. Ja wiem, że pić już nie chcę i ani żona, ani prezes radia nie muszą mi
                          pomagać."

                          Po prostu przyszedł czas na niepicie , może tak właśnie ma być i nie ma co
                          kombinować ???

                          pozdrawiam :-)

                          • renatal64 Re: Moje prywatne dno 16.08.04, 20:43
                            I tu się z Tobą lulla zgadzam. Nie ma co kombinować , każdy sposób jest dobry
                            jeżeli przynosi zamierzone rezultaty.

                            Wiesz lulla ja tak sobie myślę, że jest pewna różnica między zadawaniem pytań w
                            sposób nazwijmy to konstruktywny, a czynieniem tego tonem protekcjonalnym...
                            I tak w zasadzie po co kombinować i pytać "po co"? Ideologię dorabiać...
                            Napisała bo miała na to ochotę i już..;-)))
                            Pozdrawiam
                            • lulla-j Re: Moje prywatne dno 16.08.04, 21:25
                              Widzisz , Renatal , przeczytałam dośc dokładnie posty valpoliczelli i
                              doczytałam się tam fragmentu , który pozwolę sobie zacytować :

                              " No tak, jak pisalam, jam na etapie 1 . Od wczoraj zapadlo mi w pamiec jedno
                              ze zdan z Twego wczorajszego listu „ze kiedys kombinowales jak by tu pic i być
                              trzezwym” , tak wlasnie chyba jest ze mna, chce mieć cukierka i zjesc
                              cukierka. Ale tak się zastanawiam i mysle, ze nie m ozna tego rzucic, dopóki
                              mysli się o tym w kategoriach przyjemnosci! No bo w imie czego mam się jej
                              pozbawiac, jeśli ewentualne straty z nia zwiazane sa do odrobienia. "


                              Ten fragment i jej odwoływanie się do pewnych nazwisk dało taką a nie inną
                              treść mojego postu . Gdzie Ty widzisz w nim protekcjonalność - nie wiem . Ale
                              nie muszę , nawet z wywiadu z Pawłem K. wyciągnęłyśmy inne wnioski ... to coś
                              znaczy .

                              Pa , wpadam tu z częstotliwościa raz do roku , albo rzadziej ... więc nie ma
                              sie czego bać ;-)

                              Na koniec tegorocznej wizyty coś z Wielkiej Księgi :

                              " Jeśli ów człowiek NIE CHCE przestać pić , nie marnuj czasu na perswazję . Być
                              może , mimo woli , zniszczyłbyś szanseę na skuteczną pomoc tej osobie w
                              przyszłości " .


                              pozdrawiam :-))
                              • renatal64 Re: Moje prywatne dno 16.08.04, 21:47
                                Co do protekcjonalnego tonu to bez urazy ;))takie było moje odczycie tylko, a
                                przecież mogę się mylić....
                                W kwestii wyciągania wniosków to chyba za wcześnie to oceniasz. Właśnie
                                chociażby dlatego że mogą one być wyciągane w liczbie mnogiej.
                                Nie za bardzo natomiast wiem o co chodzi z tym baniem się, bo mnie sie bardzo
                                przyjemnie z Tobą myśli wymienia;)))
                                Ostatni cytat jest ok!

                                Zatem do napisania , choć szkoda,że dopiero za rok :-)
                                Pozdrawiam
                                • hepik1 Re: Moje prywatne dno 16.08.04, 22:23

                                  Naprawde tak uważasz jak napisałas-że się wysmiewam,jestem znudzony czy
                                  wkurzony powtarzającymi sie problemami?Że każe komuś się leczyć poprzez terapie
                                  czy nawet straszę terapią?Że szukam akceptacji czy poklasku?Że wszystko to
                                  przeczytałaś w moich postach?
                                  Myślę ,że nie jest to sprawiedliwa ocena ale moge sie mylić.
                                  Co do złośliwości-tu sie mogę zgodzic ale też nie w tym momencie i nigdy do osób
                                  ,które zaczynaja szukac wyjścia.A jeśli juz -czasami prowokuje do dalszej
                                  dyskusji czy zastanowienia nad soba.Czy to jest akurat dobre?-czasami sie
                                  sprawdza.Pozdr
                                  • hepik1 Re: Moje prywatne dno 16.08.04, 22:29
                                    Taki cytacik na końcu z mojego ulubionego Billa W:
                                    "W końcu zaczynamy rozumiec ,że wszyscy ludzie,ŁĄCZNIE Z NAMI, są do pewnego
                                    stopnia chorzy emocjonalnie i często omylni.Niespostrzeżenie zaczynamy być
                                    łagodniejsi w ocenach,bardziej tolerancyjni.Zaczynamy rozumieć co to znaczy
                                    naprawdę kochać innych."
                                  • valpoliczella Re: Hepiku! 16.08.04, 23:00
                                    hepik1 napisał:

                                    > Hepiku, nie uwazam, ze sie nasmiewasz z problemow tych, co sa na poczatku
                                    drogi, ale musisz przyznac , ze cos jest w tonie Twych psotow takiego smiem
                                    rzec, ze protekcjonalnego! wyczytalam,z e Ty ok 2 lat nie łapiesz za kieliszek!
                                    to dlugo, zazdroszcze, dla mnie te 3 dni sa wiecznoscia, dlatego wiem , ze w
                                    tym co mowisz, cos jest!


                                    > Myślę ,że nie jest to sprawiedliwa ocena ale moge sie mylić.
                                    > Co do złośliwości-tu sie mogę zgodzic ale też nie w tym momencie i nigdy do
                                    osó

                                    coz, ocena byla subiektywna, ale troche ja przekoloryzowales! a tak nota bene,
                                    kiedy mozna rzec, ze jest sie wyleczonym? po 5. 10 czy 15 latach? U palaczy to
                                    ponoc 15 lat, wtedy organizm zagospodarowuje ponoc wszelkie zgubne skutki
                                    palenia, a jak z alkiem???

                                    > ,które zaczynaja szukac wyjścia.A jeśli juz -czasami prowokuje do dalszej
                                    > dyskusji czy zastanowienia nad soba.Czy to jest akurat dobre?-czasami sie
                                    > sprawdza.Pozdr

                                    Owszem , choc czasem Twoje pposty mnie wkurzaja, to m usze przyznac szczerze,
                                    ze zapadaja w umysl, i każą myslec! co jak i po co? To fakt, ael powiedz mi,juz
                                    bez urazy, czy mam szanse na przezwyciezenie tego na indywidualnej terpii z
                                    psychologiem uzależnień?? bo to oprocz samotnej walki z tym cholerstwem chyba
                                    jedyna metoda dlamnie! Zostaje jeszcze wrozka :)) ale do tego sie nie posune~!
                                    A Ciebie juz naprawde nie ciagnie do kieliszka?? Kurcze, mnie ciagle ciagnie!
                                    JAK WYWALIC TE MYSLI?????????? i sory ze te ostre slowa niemocy z mej strony!
                                    pozdrwiam valpol
                                    • hepik1 Re: Hepiku! 17.08.04, 09:42
                                      valpoliczella napisała: powiedz mi,juz
                                      >
                                      > bez urazy, czy mam szanse na przezwyciezenie tego na indywidualnej terpii z
                                      > psychologiem uzależnień?? bo to oprocz samotnej walki z tym cholerstwem chyba
                                      > jedyna metoda dlamnie!

                                      Nie wiem czy dostrzegasz parodoks tego pytania i ewentualnej mojej odpowiedzi?Bo
                                      niby co mam teraz napisać,biorąc wszystko to co było wcześniej i Twoje prośby by
                                      nie używać w Twojej obecności słowa TERAPIA GRUPOWA?
                                      Fachowcy od leczenia uzależnień uważają ,że na dzisiaj nie ma lepszego sposobu
                                      wychodzenia z alkoholizmu jak terapia grupowa plus uczestnictwo w
                                      AA.Niechętnie,ale dopuszcza sie również wspomaganie farmakologiczne ale tylko w
                                      powiazaniu z terapią.I jest to praktycznie najbardziej dostępna forma leczenia.
                                      Nic na to nie poradzę .
                                      Mnie akurat to pomogło -po ćwierć wieku picia od półtora roku jestem trzeźwy.
                                      Choć znam wielu ,którym się nie udało.A dlaczego? Nie mnie to oceniać.
                                      I to w zasadzie wszystko.
                                      Zadajesz wiele szczegółowych pytań -na które odpowiedzi padaja właśnie podczas
                                      terapii.Myślę,że mozna je również uzyskac szperając w necie ale to ciągle będzie
                                      tylko sucha wiedza..Polecam też książkę
                                      Rehab Wiktora Osiatyńskiego(ukazała sie w zeszłym roku) więc napewno jest
                                      dostępna w EMPiKach.Osiatyński sięgnął po notatki ,które robił 20 lat temu
                                      podczas własnej terapii.Nie pije od tamtego czasu.Przywolałaś wcześniej parę
                                      nazwisk,którzy dali rade sami.Ja daję to jedno.Tam również znajdziesz wiele
                                      odpowiedzi na twoje pytania.
                                      Poczytać nie zaszkodzi.A na dalsze kroki -być może masz ciagle czas.Tutaj
                                      zgadzam sie Lullą-j,która tu bywa tylko raz w roku a szkoda:)
                                      Pozdr
                                      • valpoliczella Re: Hepiku! 17.08.04, 20:52
                                        no tak, wiem, ze Ty uznajesz jedynie terapie grupowa, ja nie! Dzieki za
                                        polecenie publikacji, postaram sie do n iej dotrzec, a swoja droga rozejrze sie
                                        za psychologiem, bo czuje, ze tego mi wlasnie teraz potrzeba, by ktos mi
                                        fachowo przemówił do rozsądku! na dzien dzisiejszy pozdrawiam, teraz wyjeżdzam,
                                        troche sie obawiam, bo jade do rodziny, ktora za kołnierz nie wylewa, trudno
                                        bedzie mi sie opierac, bo tam imprezy zawsze bylo sowicie zakrapiane. ale juz
                                        im powiedzialam, ze alkohol potęguje moja astmę (co poniekąd sie zgadza), tak
                                        wiec mysle ze mi tym razem odpuszcza! Tak jak pisalam wczesniej, bede probowac
                                        to przechytrzyc, moze tą drogą sie uda i moze wtedy mi w koncu uwierzysz, ze sa
                                        tez inne drogi, oprocz tej jedynie slusznej! pozdrawiam serdecznie i dziekuje
                                        zarowno za slowa wsparcia jak i nagany! Trzymam za wszsytkich i za siebie
                                        kciuki- valpol
                                        • hepik1 Valpoliczella 17.08.04, 21:16
                                          Powodzenia-szczerze.A jak by się nie udało,zawsze można spróbować czegoś
                                          innego.Ja tu jestem codziennie:)
                                        • wojtech451 Re: Hepiku! - od Wojtka 20.08.04, 19:15
                                          valpoliczella napisała:

                                          > no tak, wiem, ze Ty uznajesz jedynie terapie grupowa, ja nie! Dzieki za
                                          > polecenie publikacji, postaram sie do n iej dotrzec, a swoja droga rozejrze
                                          sie za psychologiem, bo czuje, ze tego mi wlasnie teraz potrzeba, by ktos mi
                                          > fachowo przemówił do rozsądku!

                                          Bardzo się bronisz przed terapia grupową, samej trudno będzie, to może jeszcze
                                          inaczej. Psycholog owszem ale doradzał bym jeżeli pozwolisz abyś rozejrzała się
                                          w kręgu swoich znajomych. Na pewno znajdziesz wśród nich osobę na Twoim
                                          poziomie intelektualnym, która miała tez problemy z alkoholem ale poradziła
                                          sobie. Zaufaj jej i porozmawiaj szczerze. Nikt Cię tak nie zrozumie jak drugi
                                          alkoholik a gdy to będzie życzliwa Ci osoba to na pewno postara się pomóc.

                                          >Tak jak pisalam wczesniej, bede probowac
                                          >to przechytrzyc, moze tą drogą sie uda i moze wtedy mi w koncu uwierzysz, ze
                                          >sa tez inne drogi,

                                          Nie da się "TO" przechytrzyć bo:
                                          - to jest Twoja mentalność
                                          - to jest nawyk (nałóg) utrwalony przez lata
                                          - to są wieloletnie skojarzenia
                                          - i mnóstwo innych rzeczy, które składaja sie na Twoją osobowość.
                                          Uda Ci się przechytrzyć samą siebie???
                                        • wojtech451 valpoliczella - jeszcze jeden sposób... 22.08.04, 19:17
                                          valpoliczella napisała:

                                          > no tak, wiem, ze Ty uznajesz jedynie terapie grupowa, ja nie!

                                          Znalałem na sąsiednim wątku jeszce inny sposób, nie wiem czy dla Ciebie do
                                          przyjęcia ale jak pisze autor skuteczny przez 17 lat.

                                          CYTAT:
                                          "Re: Dlaczego nie chcemy się leczyć...
                                          Gość: nietrenujękarate 22.08.2004 14:45
                                          PS. A najważniejszą moją dewizą (proszę się nie obrażac za te wulgaryzmy) jest
                                          powiedzenie "chćby chuj na chuju to ni chuja i chuj pić nie będę""
                    • wojtech451 Re: Moje prywatne dno - młody weteran 16.08.04, 19:18
                      valpoliczella napisała:
                      >....sam niczego nie wskórasz, wio do koła podobnych Tobie! Ja jeszcze raz
                      > mowie, ja tego nie kwestionuje, ale ja tak nie chce i nie mogę!. Sa przeciez
                      > ludzie , ktorrzy rzucili to bez terapii (Kukiz, St. Celińska, Sojka itp. I
                      > wcale nie byli na terapii).

                      Owszem to jest możliwe i nikt nie mówi,że terapia jest jedyną droga do
                      rozstania się z nałogiem. Mój były pracownik (murarz z zawodu!) po ok. 30
                      latach z dnia na dzień przestał pić i nie pije już ok. 15 lat. Mozna także
                      zrobic tak jak Anna Dymna, która swoim problemem zainteresowała TV i go
                      upubliczniła.
                      Można, oczywiście tylko, że rzadko się udaje trzeźwienie "z zaciśniętymi
                      pośladkami". Myślisz,że nie próbowałem? Wielokrotnie ale nałog był silniejszy i
                      przegrywałem. Mnie i innym tu piszącym pomogła terapia (w grupie raźniej)i
                      dlatego ten sposób propagujemy.
                      Spróbuj sama, chciałbym aby Ci się udało. Pozwolę sobie podpowiedzieć, spróbuj
                      myśleć: dzisiaj nie piję! I niech to "dzisiaj" trwa.

                      Powodzenia - młody weteran.
                      • valpoliczella Re: Moje prywatne dno - młody weteran 16.08.04, 21:07
                        no widze, ze z tymi weteranami to chyba przesadzilam, bo ciagle mi to
                        wypominacie, najpierw hepik, potem Ty:) jesli WAS urazilam, to sory. a
                        napisalam tyle tego, bo tak jak mowi rental, po prostu chcialam! Jeszcze raz
                        podniose wątek terapii, nie kwestionuje , ze cos w tym jest, samej jest trudno,
                        dzis odwozac auto na parking wieczorem, mialam chwile (godzine) zalamania,
                        chodzilam przez godzine po osiedlu rozwazajac niezwykle wazna kwestie, czy
                        kupic wino na wieczor czy nie! Mysl narzucala sie ja nie wiadomo co. Po godzine
                        spaceru weszlam do sklepu niby o zielona herbate, a za herbata poszlo
                        machinalnie pytanie o valpoliczelle. Pani poszla miedzy polki i.... ja pelna
                        napiecia i kiełkujacego wstretu do samej siebie, slysze nagle, NIE MA!!!!
                        zaplacilam wiec za herbate i biegiem do domu, by nie zakielkowala mysl, ze w
                        poblizu jest jeszcze 5 sklepow~! ech, wojtech chyba masz racje w tym, ze
                        trzezwienie samotne to zacisniete posladki, do tego trzeba chyba jeszcze
                        zaciskac zęby w sklepie, by nie wyartykułowac tego zgubnego zdania "czy jest
                        wino?" ... ech, szkoda slow, dzis mi sie udalo, a co jutro??
                        ale moge powiedziec jedno, tak jak KUkiz, choc to w sumie zaden autorytet dla
                        mnie, jak sama nie zechce na 100% TO NIC Z TEGO, ale jak zechce, to musze sama
                        przez to przejsc, bo mnie tez zadne grupy, stowarzyszenia nie kręcą! taka juz
                        jestem, moze to indywidualizm, moze pewna przekora, moze niemoznosc
                        uczestnictwa w tym? w kazdym razie jest to trudne, to juz wiem na 100%. I
                        trzymam za Was kciuki, choc wydaje mi sie ze Wy to macie juz dawno za soba. a
                        nie boicie sie nawrotow, tych ciezkich chwil? co zrobic, jak wlasnie wieczorem
                        w drodze do domu tyle sklepow i wystarczy tylko wejsc i juz.....:)( ech wstyd
                        mi , ale coz, jak rzeklam, bede pracowac nad tym sama, dzis psim swędem mi sie
                        udalo! pozdrawiam
                        • Gość: ja Re: Moje prywatne dno - młody weteran IP: *.krak.tke.pl 18.08.04, 04:10
                          valpoliczella napisała:

                          > no widze, ze z tymi weteranami to chyba przesadzilam, bo ciagle mi to
                          > wypominacie, najpierw hepik, potem Ty:) jesli WAS urazilam, to sory. a
                          > napisalam tyle tego, bo tak jak mowi rental, po prostu chcialam! Jeszcze raz
                          > podniose wątek terapii, nie kwestionuje , ze cos w tym jest, samej jest
                          trudno,
                          >
                          > dzis odwozac auto na parking wieczorem, mialam chwile (godzine) zalamania,
                          > chodzilam przez godzine po osiedlu rozwazajac niezwykle wazna kwestie, czy
                          > kupic wino na wieczor czy nie! Mysl narzucala sie ja nie wiadomo co. Po
                          godzine
                          >
                          > spaceru weszlam do sklepu niby o zielona herbate, a za herbata poszlo
                          > machinalnie pytanie o valpoliczelle. Pani poszla miedzy polki i.... ja pelna
                          > napiecia i kiełkujacego wstretu do samej siebie, slysze nagle, NIE MA!!!!
                          > zaplacilam wiec za herbate i biegiem do domu, by nie zakielkowala mysl, ze w
                          > poblizu jest jeszcze 5 sklepow~! ech, wojtech chyba masz racje w tym, ze
                          > trzezwienie samotne to zacisniete posladki, do tego trzeba chyba jeszcze
                          > zaciskac zęby w sklepie, by nie wyartykułowac tego zgubnego zdania "czy jest
                          > wino?" ... ech, szkoda slow, dzis mi sie udalo, a co jutro??
                          > ale moge powiedziec jedno, tak jak KUkiz, choc to w sumie zaden autorytet dla
                          > mnie, jak sama nie zechce na 100% TO NIC Z TEGO, ale jak zechce, to musze
                          sama
                          > przez to przejsc, bo mnie tez zadne grupy, stowarzyszenia nie kręcą! taka juz
                          > jestem, moze to indywidualizm, moze pewna przekora, moze niemoznosc
                          > uczestnictwa w tym? w kazdym razie jest to trudne, to juz wiem na 100%. I
                          > trzymam za Was kciuki, choc wydaje mi sie ze Wy to macie juz dawno za soba. a
                          > nie boicie sie nawrotow, tych ciezkich chwil? co zrobic, jak wlasnie
                          wieczorem
                          > w drodze do domu tyle sklepow i wystarczy tylko wejsc i juz.....:)( ech wstyd
                          > mi , ale coz, jak rzeklam, bede pracowac nad tym sama, dzis psim swędem mi
                          sie
                          > udalo! pozdrawiam



                          hej
                          trzymaj kciki za siebie
                          to nie jest tak, jak mowią:te pierwse dni najgorsze później leci...każdy
                          później dzień jest "podejrzany" i trzeba się pilnować..i być może nie polecisz,
                          jak dawniej, ale polecisz (wspomagaj się Campralem-pomaga)i jakimiś znajomymi
                          (szkoda, że nie mieszkamy blisko, bo ja lubie dużo gadać, niekoniecznie o
                          alko...a gadanie pomaga, jak cholera)...

                          łażenie po parkingu..no mnie sie nie raz udało to Tesco rypane..
                          a Hepikami i feranją się nie przejmuj-2 lata ponad nie piłem...ja mądrość nie
                          picia wykorzystałem źle, a oni dobrze, ale przecież wszystko NAPRAWDĘ jeszcze
                          przed nami, kupa życia przed nami, jeszcze możemy zmądrzeć...mamn jakąś tam
                          minimalną nadzieję...
                          • hepik1 Re: Moje prywatne dno - młody weteran 18.08.04, 07:19
                            Gość portalu: ja napisał(a):
                            > a Hepikami i feranją się nie przejmuj-.

                            Jeszcze tego by brakowało,żeby się mną przejmowała...

                            A swoją drogą-czyż nie jest wzruszająca,taka piękna,bezinteresowna czepliwość? :)
                            • Gość: ja Re: Moje prywatne dno - młody weteran IP: *.krak.tke.pl 18.08.04, 08:08
                              hepik1 napisał:

                              > Gość portalu: ja napisał(a):
                              > > a Hepikami i feranją się nie przejmuj-.
                              >
                              > Jeszcze tego by brakowało,żeby się mną przejmowała...
                              >
                              > A swoją drogą-czyż nie jest wzruszająca,taka piękna,bezinteresowna
                              czepliwość?
                              > :)

                              dzięki za ironię z "ambony" drogi, doświadczony Kolego....
                              każdy sobie radzi, jak może, nim wreszcie trafi na tę Jedyną, Najmądrzejszą i
                              Najprostszą drogę...(.."Partia Przewodnią Siła Narodu"...)
                              • hepik1 Re: Moje prywatne dno - młody weteran 18.08.04, 08:56
                                Jak by co to się posunę,ambona obszerna.
                                A trzeźwość nie jest dana raz na zawsze,jak głoszą kaznodzieje.
                                Codziennie trzeba nad nią troszeczkę popracować.I równie ważna jest droga, jak i
                                sam cel.Tak twierdzą w AA podobnie jak Coehlo w Pielgrzymie.Pozdr
                      • Gość: Patryk Re: Moje prywatne dno - młody weteran IP: *.oc.oc.cox.net 18.08.04, 03:47
                        wojtech451 napisał:
                        >Mnie i innym tu piszącym pomogła terapia (w grupie raźniej)i
                        > dlatego ten sposób propagujemy.
                        Ja bym dodał,że równie ważna jest wiedza terapeutów i doświadczenie uczestników.
                        Ludzie,próbujący trzezwieć bez przerwy natykają się na różne miny i pułapki
                        zastawiane przez chorą osobowość.Będąc w grupie,korzystając z doświadczeń i
                        wiedzy innych nie musisz dziesięć razy na dzień na nowo wymyślać koła!Po co
                        wyważać otwarte drzwi?
                        • Gość: allex Re: Moje prywatne dno - młody weteran IP: *.futuro.com.pl 18.08.04, 23:37
                          Czytam z zainteresowaniem waszą dyskusję i staraciłem orientację.
                          Odpowiedzcie na pytanie;
                          Rozumiałem kiedyś, że dla alkoholika najważniejsz staje się - pić.
                          Wtedy kiedy "trzeźwieje" najważniejsze staje się - żyć.
                          Z dyskusji waszej wydaje się że nawet po kilku latach "trzeźwienia" ciągle
                          najważniejszym problemem jest "Co robić aby nie pić?"
                          Czy nie jest tak jak z facetem na ciężkim kacu który ma podobny problem.
                          Nad dyskusją wisi duża wódka.
                          Przecież, celem człowieka jest żyć a nie kombinować jak wypić albo nie wypić.
                          Jeżeli nie potrafi się przestać kombinować to coś jest nie tak.
                          Po co wam ta znajomość faz, etapów, mechanizmów jak nie rozmawiacie o życiu
                          tylko o (nie)piciu.
                          Allex
                          • hepik1 Re: Moje prywatne dno - młody weteran 19.08.04, 08:34
                            Gość portalu: allex napisał(a):

                            > Z dyskusji waszej wydaje się że nawet po kilku latach "trzeźwienia" ciągle
                            > najważniejszym problemem jest "Co robić aby nie pić?"

                            Napewno o tym wątku piszesz?Dla mnie jest to wątek valpoliczelli,która nie pyta
                            jak żyć tylko jak przestac pić.Zabierając pierwszy raz głos tutaj nie piła od
                            "wczoraj" a pisząc ostatni nie piła 3 dni.Doszła dziewczyna,że całkiem samej
                            rzucanie picia jej nie za bardzo wychodzi ,szuka czegoś innego dla siebie i ma
                            sporo wątpliwości.I dostała garśc informacji,z które ja jednak nie przekonują .
                            I to chyba tyle.

                            Także egzystencjonalnej dyskusji na temat"Jak życ " za bardzo tu nie było.Jeśli
                            cos napisałem o drodze -to jest taki terapeutyczny przykład ładnie obrazujący
                            problem ciągłej pracy by byc trzeźwym i przy okazji stawać się lepszym człowiekiem
                            jest to obrazek człowieka na ruchomych schodach.Człowiek chce wejśc do góry a
                            schody jadą w dół.Trzeba na nie wejść,a następnie szybciej przebierac nogami by
                            posuwać sie do góry.Każde zatrzymanie czy to w połowie czy u szczytu zawsze
                            skończy sie tym,że znowu znajdziemy sie w punkcie wyjścia czyli na dole ,albo na
                            dnie:))Pozdr
                          • Gość: Patryk do allex IP: *.oc.oc.cox.net 19.08.04, 20:22
                            Gość portalu: allex napisał(a):

                            > Czytam z zainteresowaniem waszą dyskusję i staraciłem orientację.
                            > Odpowiedzcie na pytanie;
                            > Rozumiałem kiedyś, że dla alkoholika najważniejsz staje się - pić.
                            > Wtedy kiedy "trzeźwieje" najważniejsze staje się - żyć.
                            > Z dyskusji waszej wydaje się że nawet po kilku latach "trzeźwienia" ciągle
                            > najważniejszym problemem jest "Co robić aby nie pić?"
                            > Czy nie jest tak jak z facetem na ciężkim kacu który ma podobny problem.
                            > Nad dyskusją wisi duża wódka.
                            > Przecież, celem człowieka jest żyć a nie kombinować jak wypić albo nie wypić.
                            > Jeżeli nie potrafi się przestać kombinować to coś jest nie tak.
                            > Po co wam ta znajomość faz, etapów, mechanizmów jak nie rozmawiacie o życiu
                            > tylko o (nie)piciu.
                            > Allex

                            To wszystko zależy od postępu w zdrowieniu,wracaniu do normalności.U sporej
                            części problem "jak nie pić" z czasem sie zupełnie marginalizuje.Zyją normalnie
                            bez strachu przed wejściem do sklepu,czy że nagle ktoś im w pracy da butelkę
                            koniaku w prezencie.
                            Jeśli nie zostaną popełnione błędy w początkowym okresie leczenia,jeśli chorzy
                            są uczciwi wobec siebie samych i swojej choroby-przechodzą kolejne etapy
                            zdrowienia w niezłym tempie.
                            Ale i są ludzie ,którzy latami zatrzymują się w miejscu,blokują się na tym czy
                            innym etapie.Najtrudniejszy jest ten pierwszy etap "uznanie własnej
                            tożsamośći"-uznanie swojego uzależnienia i konsekwencji z niego wypływających.
                            Mówiąc wprost,możesz latami powtarzać na mityngach:"Jestem alkoholikiem,mam na
                            imię Janek",ale możesz tego nie rozumieć i wewnętrznie nie akceptować.Wtedy może
                            większość swojej energii będziesz przeznaczał na to,"jak nie pić",czasem może ci
                            się nie udać i ...od początku.Stąd tak istotna jest wiedza na temat
                            uzależnienia,te fazy,mechanizmy,o których piszesz-by zrozumieć i zaakceptować
                            samego siebie.
                            Z drugiej strony i tak dużym zyskiem dla uzależnionych jest fakt,że "kombinują
                            jak tu nie pić" (jak to napisałeś) zamiast rozmawiać o życiu.To ogromna zmiana
                            myślenia,bo dotąd kombinowali" jak tu się napić"-a rozmowy o życiu jakie wtedy
                            prowadzili,to ho,ho-niejednego filozofa załamałyby swą "głębią" :-).
                            • hepik1 Re: do allex 19.08.04, 20:52
                              Nic dodać ,nic ująć.Pozdr:)
                              • Gość: Allex do hepika IP: *.futuro.com.pl 20.08.04, 21:51
                                Zrozumieć a zaakceptować to długa droga. Akceptacja to emocjonalna zgoda na to
                                co jest.
                                Wiedza potrzebna jest do racjonalizacji tego co ktoś czuje. Racjonalizacja to
                                nie alceptacja to ucieczka przed lękiem. I czy na pewno jest to lęk przed tym,
                                że ktoś poda butelkę wódki?
                                Może jest to lęk przed życiem, który chcecesz hepiku przykryć wiedzą o chorobie
                                i fazach.
                                Nie wiem, ale czy nie jest to tak naprawdę odwracanie uwagi od prawdziwych
                                problemów, aby ciągle móc zajmować się sobą - to jest swoim samopoczuciem.
                                Troszczyć się jak to się dziś czułem? - czy jest we mnie spokój? czy nie daj
                                Boże złość?
                                I co z nią zrobić jak zracjonalizować? w którą półeczkę włożyć w główce,
                                Dbanie aby nie dotrzeć do wstydu lęku i aby nie przeżywać tego co nie lubię?
                                Zamiast popatrzeć na potrzeby innych i zejść z pomnika "wódczanego męczennika"
                                wiedza daje uzasadnienie aby siedzieć na nim 10 lat albo więcej i
                                uzasadniać "śmiertelną, chroniczną, nieuleczalną, chorobą" pokonaną nadludzkim
                                heroicznym wysiłkiem.
                                Allex
                                • valpoliczella Re: forumowiczów 22.08.04, 22:30

                                  Witajcie!
                                  wlasnie wrocilam z mego urlopu, wprawdzie nie zdalam go na 5:( ale i tak w
                                  sumie bylo niezle jak na mnie! skonczylo sie na jednym winie i wisnioiwce,
                                  ktore wygralam w karty (ow zakład nie byl przeze mnie ustalany). ale to dowodzi
                                  tylko jednego, ze w naszym kraju/spoleczenstwie niezwykle trudno jest uciec tak
                                  calkiem od kieliszka! Jesli uciekasz , jestes postrzegany jak jakis tam
                                  outsider, ktory nawet o zyciu pogadac nie umie! ale suma sumarum nie bylo zle,
                                  nie upilam sie, nie urwal mi sie film, ot przez dwa dni popijalismy wieczorami
                                  po kieliszku! Fakt, ze łapałam sie na tym, ze po tym kieliszku wypilabym
                                  jeszcze cos, ale skoro nie bylo, to trzeba bylo isc spac~! Rozmawialam tez o
                                  alkoholizmie ze znajomymi, teorie sa rozne na ten temat, ale z reguly panuje
                                  teorie rozgrzeszania sie i innych podbudowana stwierdzeniem, ze alkoholikiem
                                  nie jestes, jesli pijesz sobie, bo lubisz, a wtedy, jesli kieliszek przelania
                                  ci cala reszte, jesli nie mozesz zyc bez niego i nie mozesz rozwiazywac
                                  problemow!~to bardzo elastyczne stwierdznie, czyz nie? Kazdy moglby je chyba
                                  nagiąć do swego zycia i problemow! w kazdym razie dochodze do wniosku, ze picie
                                  naprawde nie ma sensu, bo nic nie daje, no moze oprocz kaca ( po tej wisniowce
                                  kłuje mnie do dzis :( w kazdym razie teraz przechodze na domowy detoks :) mam
                                  dosc tego, choc przynaje, lubie dobre trunki, ale nie lubie skutkow ich picia!
                                  Tak wiec, dzis nie pije, jutro tez nie i niech to jutro trwa!!!!
                                  Pozdrawiam "forumowiczów" - valpoliczella
                                  • Gość: kubek Re: forumowiczów IP: *.ld.euro-net.pl 23.08.04, 09:35
                                    hej hej :))
                                    ale miło sobie poczytać jak wiele w Tobie mechanizmów choroby (żeby nie było
                                    wątpliwości to nie jest żadna złośliwość) - na razie pozostałbym przy "dziś nie
                                    piję" a jutro co będzie czas pokaże...
                                    pozdrawiam
                                    • valpoliczella Re: forumowiczów 24.08.04, 21:59

                                      I tak wlasnie trzymam! A mechanizmy choroby , coz, są i to żadne novum. Caly
                                      szkopuł tkwi w tym, by z nimi umiejętnie walczyc i powoli eliminować lub
                                      usypiac:) Zobaczymy, na ile sił mi wystarczy? Na razie jest OK! Pozdrawiam v.
                                      • Gość: Patryk Re: forumowiczów IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 24.08.04, 23:20
                                        valpoliczella napisała:

                                        >
                                        > I tak wlasnie trzymam! A mechanizmy choroby , coz, są i to żadne novum. Caly
                                        > szkopuł tkwi w tym, by z nimi umiejętnie walczyc i powoli eliminować lub
                                        > usypiac:) Zobaczymy, na ile sił mi wystarczy? Na razie jest OK! Pozdrawiam v.

                                        A co to znaczy "umiejetnie"?Jak to jest: "umiejetnie"?
                                        • valpoliczella Re: forumowiczów 25.08.04, 18:02

                                          no "umiejętnie" to tak, by się nie dać złamać! tO bardzo trudne, ech...
                                          zreszta, co Wam będe opowiadać. Sami wiecie najlepiej. A najgorsze są okazje,
                                          prezenty... wczoraj własnie dostalam od znajomych, ktorzy wrocili z Grecji,
                                          butelke Metaxy! I jak tu wytrzymac? Na razie stoi w barku, ale kurcze nie
                                          powiem, bym byla calkiem spokojna! Kusi mnie jak cholera, i co mam z tym
                                          zrobic???
                                          • Gość: Patryk Re: "umiejetnie"? IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 25.08.04, 18:29
                                            A czy ty sama bedziesz w stanie (bez niczyjej wiedzy i pomocy),"umiejetnie" z
                                            tym walczyc?Czy chcesz stosowac "metode prob i bledow" i ta droga
                                            nabywac"umiejetnosci"?Pytanie zupelnie powazne,to sa twoje swiadome wybory.
                                            • valpoliczella Re: "umiejetnie"? 25.08.04, 20:16
                                              JaK na razie staram sie sama poradzic sobie z tym! Ciezko mi, ale to cena ,
                                              ktora płacę za niechęć do terapii grupowej!~MOze jest trudniej, sama juz nie
                                              wiem, co jest trudniejsze! Dla Was to pewnie wyważanie otwartych drzwi, ale
                                              fakt jest faktem, ze jak czlowiek sam do czegos dojdzie, to sobie to ceni o
                                              wiele bardziej niz wtedy, jesli ktos poda mu to na talerzu! a metaxa kusi
                                              dalej, chodze do barku, ogladam ja sobie i zal serce ściska! kurde no!



                                              A czy ty sama bedziesz w stanie (bez niczyjej wiedzy i pomocy),"umiejetnie" z
                                              > tym walczyc?Czy chcesz stosowac "metode prob i bledow" i ta droga
                                              > nabywac"umiejetnosci"?Pytanie zupelnie powazne,to sa twoje swiadome wybory.


                                              !
                                              • Gość: Patryk Re: "umiejetnie"? IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 25.08.04, 21:41
                                                Dla Was to pewnie wyważanie otwartych drzwi, ale
                                                > fakt jest faktem, ze jak czlowiek sam do czegos dojdzie, to sobie to ceni o
                                                > wiele bardziej niz wtedy, jesli ktos poda mu to na talerzu!

                                                Gdyby to bylo taki latwe i proste po "podaniu na talerzu",mielibysmy 95%
                                                wyleczen.A mamy-po terapiach-40-50%. "Na wlasna reke"-3-5% "samoistnych
                                                wyleczen".Porownywalne z "cudownymi ozdrowieniami" z raka.Tez sie zdarzaja.Ale
                                                liczyc na cuda,jak sie ma na szali wlasne zycie i zdrowie moze tylko
                                                uzalezniony lub glupionaiwny.Glupionaiwna na pewno nie jestes...Pozdr.
                                            • Gość: jerzy Re: "umiejetnie"? IP: 195.187.99.* 26.08.04, 15:23
                                              valpoiczella - ta metaxa to dynamit w szafce, a lont się pali oj!!!!!!!!!!
                                              pali. Tylko czekać jak pie....... [wybuchnie]. Po co Ci to, tak się męczyć.
                                              Saper jesteś czy co. Wywal to.
                                              • Gość: Patryk Re: "umiejetnie"? IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 26.08.04, 19:29
                                                Gość portalu: jerzy napisał(a):

                                                > valpoiczella - ta metaxa to dynamit w szafce, a lont się pali oj!!!!!!!!!!
                                                > pali. Tylko czekać jak pie....... [wybuchnie]. Po co Ci to, tak się męczyć.
                                                > Saper jesteś czy co. Wywal to.

                                                Jeszcze nie teraz.Jeszcze nie wywali.Moze kiedys...kto wie.
                                                • valpoliczella Re: "umiejetnie"? 26.08.04, 19:57
                                                  I tu sie mylisz! Wiele mnie to kosztowalo, ale wynioslam metaxe do rodzicow!
                                                  Ech, strasznie ciezkie to bylo!!!!! Tak wiec bomba na razie nie wybuchnie!!!!!!
                                                  • valpoliczella Re: "umiejetnie"? 26.08.04, 19:59

                                                    a tak nota bene, gdzie jest guru tego forum - Hepik????????????????????
                                                  • wojtech451 Re: "umiejetnie"? 26.08.04, 20:58
                                                    valpoliczella napisała:
                                                    > a tak nota bene, gdzie jest guru tego forum - Hepik????????????????????

                                                    Zapewne rozbraja inne bomby aby nie wybuchły.
                                                    Guru!? No, no! Podziw to czy kpina?
                                                  • Gość: Patryk Re: "umiejetnie"? IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 26.08.04, 20:59
                                                    valpoliczella napisała:

                                                    > I tu sie mylisz! Wiele mnie to kosztowalo, ale wynioslam metaxe do rodzicow!
                                                    > Ech, strasznie ciezkie to bylo!!!!! Tak wiec bomba na razie nie
                                                    wybuchnie!!!!!!

                                                    Jesli tak,to gratuluje.Duzy "zal po stracie"?Ale uwazaj,"glod" moze teraz sie
                                                    odezwac z podwojna moca-m.in. dlatego,ze sobie cos "udowodnilas".
                                                  • valpoliczella Re: "umiejetnie"? 27.08.04, 18:06
                                                    Gość portalu: Patryk napisał(a):

                                                    Hm.. tak myslisz? Cos w tym chyba jest, bo faktycznie łapię sie na tym, ze
                                                    skoro moglam wyniesc metaxe z domu, to jestem ponad to i w zwiazku z tym
                                                    moglabym sobie kupic 100 koniaku:(((( to jest straszne, ale dlaczego tak to do
                                                    cholery jest???? Wkurza mnie to !
                                                    A moje zapytanie odnosnie Hepika , to tylko zapytanie. Jak mam go nazwac, skoro
                                                    tak go postrzegam? A Ty wojtech nie dopatruj sie od razu tego czy owego! NO!
                                                    Pozdrawiam!


                                                    >
                                                  • Gość: Patryk przewidywalność IP: *.oc.oc.cox.net 27.08.04, 18:21
                                                    valpoliczella napisała:
                                                    > Hm.. tak myslisz? Cos w tym chyba jest, bo faktycznie łapię sie na tym, ze
                                                    > skoro moglam wyniesc metaxe z domu, to jestem ponad to i w zwiazku z tym
                                                    > moglabym sobie kupic 100 koniaku:(((( to jest straszne, ale dlaczego tak to do
                                                    > cholery jest???? Wkurza mnie to !

                                                    Myślisz i działasz w sposób przewidywalny (jeśli chodzi o alkohol).To jest
                                                    przekleństwem uzależnienia -jakby ktoś cię ubezwłasnowolnił i dyktował co masz
                                                    robić i jak mysleć.Ale jest to jednocześnie "najlepsza bron" przeciwko tej
                                                    chorobie-poznać ją,nauczyć się jak się przed tym bronić.Pozdrawiam-pomyśl jednak
                                                    o rozmowie z psychologiem.
                                                  • valpoliczella Re: przewidywalność 27.08.04, 20:45

                                                    > no tak,a masz jakies namiary na dobrego psychologa, bo dzis to juz nic nie
                                                    wiadomo n a kogo sie tRAFI! Ale faktycznie chetnie bym pogadala z kims, kto by
                                                    ustawil mnie na dobre tory!

                                                    >
                                                  • valpoliczella Re: (NIE) przewidywalność 27.08.04, 21:24

                                                    KURDE! Patryk, zlamalam sie! :((( I mysl sobie co chcesz, ale poszlam bo
                                                    butelke wina! kurcze, to bylo silniejsze ode mnie! Jestem wciekla na sama
                                                    siebie!
                                                  • hepik1 Re: (NIE) przewidywalność 27.08.04, 22:01
                                                    Pod to winko -wywiad do poczytania:
                                                    tygodnik.onet.pl/1547,1182103,dzial.html
                                                  • valpoliczella Re: (NIE) przewidywalność 27.08.04, 22:30
                                                    Witaj Hepiku, brakowalo Cie tu!1!!!! wYPILAM to wino! i jeste mi bardzo zle!
                                                    MAM ogrmonego dołka! to jest chyba naprawde silnijesze ode mnie! KURCZE, jak
                                                    ja mam nad tym zapanowac, skoro nie wyobrazam sobie samotnego wieczoru bez
                                                    butelki?? Dajcie mi jakaS namiastke? MAM sobie wynalezc jakies hobby czy co?
                                                    kurcze ciezko mi z tym! ale nie wiem jak z tego wyjsc?bo jaki byl sens
                                                    wynoszecnia darowanej metaxy do rodzicow, skoro w poczetm tego zakupilam butle
                                                    wina?? przecizez to bezsens! ech , chyb ajestm n adnie!
                                                  • Gość: Patryk Re: jednak przewidywalność IP: *.oc.oc.cox.net 27.08.04, 22:37
                                                    Nie złamałaś się-nic z tych rzeczy.Twój incydent z otrzymaną metaxą miał dwa
                                                    ,trzy przewidywalne zakończenia,w tym i tzw."nagrodzenie się" alkoholem po
                                                    "udowodnieniu",że jednak potrafisz z alkoholu "zrezygnować".Spójrz na daty
                                                    postów,przeczytaj "jak to ładnie szło".Nic nowego-standart.
                                                    Z psychologiem jest jak z dietetykiem,z leczeniem uzależnień jak z
                                                    odchudzaniem.Najgenialniejszy dietetyk nie pomoże,jak pacjent nie stosuje jego
                                                    zaleceń.Przeciętny dietetyk odchudzi grubasa,który sam też zmusi się do odrobiny
                                                    wysiłku.Sukces tkwi w tobie,nie w psychologu czy terapeucie.
                                                    Jakie misto cię interesuje?Jeśli nie ja,to ktoś inny z forum może coś ci doradzi
                                                  • valpoliczella Re: jednak przewidywalność 28.08.04, 11:03
                                                    Zaczynam miec wszystkiego dość, a lektura artykułu z Tyg.Pow. jeszcze mnie
                                                    dobila:( Skoro potraficie wszystko przewidziec, skoro wiecie lepiej, do
                                                    powiedzcie mi , czy Wy nie macie nawrotów? Naprawde Was nie kusi?A jak Was kusi
                                                    to co? to stajecie przed lustrem, wypowiadacie jak mantre "dzis nie piję" i
                                                    juz? I to wystarcza i działa? Ciekawe, ze u mnie sie to nie sprawdza :((((
                                                    Pozdrawiam


                                                    PS. aha , Patryk jestem niezmiernie ciekawa, jakie dwa inne warianty zwiazane z
                                                    metaxa byly jeszcze prawdopodobne?
                                                  • Gość: mikaszka Re: jednak przewidywalność IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 28.08.04, 20:17
                                                    Po pierwsze to alkoholik PO TERAPII zna symtpomy nawrotu, wiec jest szansa ze
                                                    zareaguje.
                                                    Po drugie - jak je zauwazy to wie co robic - najlepiej pogadac z innym
                                                    alkoholikiem. Wiec idzie na miting albo bierze notes i wykreca numer
                                                    przyjaciela z AA - a jak chodzi regularnie na mitingi to notes ma zapelniony
                                                    takimi numerami.

                                                    U ciebie sie nie sprawdza mantra "dzis nie pije", bo nic innego poza ta mantra
                                                    nie robisz. Wciaz ci sie wydaje, ze poradzisz sobie sama jak poczytasz pare rad
                                                    i sprobujesz je zastosowac.

                                                    Poza tym.... u ciebie to nie nawroty. U ciebie to normalny ciag, z ktorego na
                                                    razie probujesz wyjsc domowymi sposobami, zamiast isc do osrodka leczenia
                                                    uzaleznien. No i co oczywiste - nie udaje ci sie.
                                                  • Gość: Patryk valipocella IP: *.oc.oc.cox.net 28.08.04, 21:01
                                                    Odpowiedzi na twoje pytania padały w tym wątku nawet zanim zdążyłaś je
                                                    zadać.Oczuwam złość i rozdrażnienie w twoim ostatnim poście-skierowaną na
                                                    niepijących uzależnionych-mylę się?
                                                    Co do możliwych zakończeń twojego "epizodu" z metaxą-każdy z forumowiczów mógłby
                                                    ci je podać-nie tylko ja.Ale po co o to pytasz-efekt końcowy byłby w każdym z
                                                    wariantów taki sam-ty i butelka alkoholu.
                                                    Ja na prawdę wiem o czym piszę,rozumiem twoje próby "zjeść i mieć ciastko"-ale
                                                    jest jak jest.Pozdr.
                                                  • valpoliczella Re: valipocella 29.08.04, 20:28

                                                    no fakt, ze moze i pewna doza złości przemawia przeze mnie, ze Wam sie udaje,
                                                    mnie jakos nie! Widac jestem ze stokroć słabsza niż Wy. To co pisze
                                                    mikaszkaszka, to chyba racja, nic innego nie robie dla siebie oprocz
                                                    powtarzania, ze dzis nie pije a i tak nic z tego nie wychodzi! Wczoraj bylam na
                                                    imprezie, chcialam nie pic, mowilam , ze nie chce pic, bo pije za duzo, a
                                                    ludzie i tak swoje, ze jesli nie upijam sie do nieprzytomnosci to wszystko ok,
                                                    bo oni tez pija i cyt "nie maja takich bzdurnych dylematów" ;(( ech, ale ja i
                                                    tak wiem swoje, pije za duzo, nie umiem z tym skonczyc a na terapie nie chce
                                                    isc i koło sie zamyka. Jestem w matni.Czasem mysle, ze gdybym w ogole sie tym
                                                    nie zaczela zajmowac, to piłabym sobie dalej ale z poczuciem przyjemnosci, a
                                                    tak pije sobie i tak, tyle ze z niezadowoleniem. no nic, nie będe Wam juz
                                                    zawracać głowy, bo kazdy z Was ma ten sam problem, tyle tylko ze jestescie o
                                                    wiele wiele dalej ode mnie.Pozdrawiam
                                                  • Gość: Patryk Re: valipocella IP: *.oc.oc.cox.net 29.08.04, 23:02
                                                    alpoliczella napisała:

                                                    >
                                                    > no fakt, ze moze i pewna doza złości przemawia przeze mnie, ze Wam sie udaje,
                                                    > mnie jakos nie! Widac jestem ze stokroć słabsza niż Wy.

                                                    Nie "słabsza".Po prostu nie wiesz,nie nauczyłaś się (bo i skąd,lub od kogo)jak
                                                    "jeść ten bigos".Od alkoholu każdy jest "słabszy"-nie ma mocnych.
                                                    >To co pisze
                                                    > mikaszkaszka, to chyba racja, nic innego nie robie dla siebie oprocz
                                                    > powtarzania, ze dzis nie pije a i tak nic z tego nie wychodzi! Wczoraj bylam na
                                                    >
                                                    > imprezie, chcialam nie pic, mowilam , ze nie chce pic, bo pije za duzo, a
                                                    > ludzie i tak swoje, ze jesli nie upijam sie do nieprzytomnosci to wszystko ok,
                                                    Alkoholizm kobiet rózni się od mężczyzn,m.in. w tym,że przeważ picie w
                                                    samotności,w ukryciu,stan rauszu o różnym natężeniu (dużo rzadziej "urwane
                                                    filmy"),jest lepiej maskowany,uwidacznia się często dopiero po 30-35 roku życia,
                                                    częściej od początku towarzyszy mu spore "poczucie winy".ALe wcale nie sprawia
                                                    mniejszych problemów terapeytycznych-kobiety po fazie "wstępnego uznania
                                                    problemu" często "okopują się" na swojej pozycji.


                                                    > bo oni tez pija i cyt "nie maja takich bzdurnych dylematów" ;(( ech, ale ja i
                                                    > tak wiem swoje, pije za duzo, nie umiem z tym skonczyc a na terapie nie chce
                                                    > isc i koło sie zamyka.
                                                    To prawda-nie chcesz poddać się terapii.Z klasycznych powodów.Ale terapii nikt
                                                    nie wybiera dlatego,że "chce".Musi,bo jego świat,jego psychika się rozpada.


                                                    Jestem w matni.Czasem mysle, ze gdybym w ogole sie tym
                                                    > nie zaczela zajmowac, to piłabym sobie dalej ale z poczuciem przyjemnosci, a
                                                    > tak pije sobie i tak, tyle ze z niezadowoleniem.

                                                    Mogę cię pocieszyć-nie byłoby dalszego picia z niezmąconym poczuciem
                                                    przyjemności.Tu nic nie straciłaś.
                                                    no nic, nie będe Wam juz
                                                    > zawracać głowy, bo kazdy z Was ma ten sam problem, tyle tylko ze jestescie o
                                                    > wiele wiele dalej ode mnie.Pozdrawiam
                                                    Głowy nikomu nie zawracałaś,ani nie zawracasz.Pozdrawiam.
                                                  • Gość: Patryk val.-sorry,przekręciłem niechcący twój nick :-) IP: *.oc.oc.cox.net 29.08.04, 23:05
                                                  • Gość: jerzy Re: val.-sorry,przekręciłem niechcący twój nick : IP: 195.187.99.* 30.08.04, 09:33
                                                    valpiicella - to normalne co zrobiłaś. jak też tak kiedyś - w nagrodę że nie
                                                    otworzyłem podarowanej flaszki koniaku wieczorem [od razu] to sobie ją wypiłem
                                                    w nocy. Ale zupełnie nie smakowało!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                                                    idź na mityng AA - to kopalnia wiedzy o tym problemie i to na żywo. A nie na
                                                    ekranie. Warto iść, naprawdę.
                                                  • Gość: Patryk Re:mityng? IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 30.08.04, 18:38
                                                  • Gość: Patryk Re:mityng? IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 30.08.04, 18:48
                                                    Sorry za pusty post wyzej (palec mi sie poslizgnal :-)).
                                                    Mityng kojarzy sie val. z ogromnym upokorzeniem i wstydem.Bez znajomego,ktory
                                                    ja wprowadzi,"ci wszyscy alkoholicy naookolo","jeszcze ktos mnie
                                                    zobaczy"itd.itp.Nie znamy tego?Znamy.Myslelismy tak samo? Myslelismy.
                                                    Chyba lepiej poszukac JEDNEGO AA,ksiedza,psychologa,lekarza,kogokolwiek,kto
                                                    zmniejszy ten lek przed zrobieniem pierwszego kroku w kierunku leczenia.Mityng
                                                    tak samemu to troche za gleboka woda dla val.(jescze).Wszystkie systemy obronne
                                                    uzaleznienia krzycza "NIe idz tam!Uciekaj!" ;-).Pozdr.
                                                  • valpoliczella Re:meeting? 30.08.04, 19:51
                                                    Witajcie. Jednak jeszcze troche pomarudzę:) Patryk a Ty co, raz nicka
                                                    przekręcasz na dość niewybrednego heheh, drugi raz palec Ci sie omsknął,
                                                    hhehehe, no nic:) Z ta terapia to masz racje, choc umiem dobrze pływać, to jest
                                                    to za głęboka woda dla mnie, do ktorej nie wskocze, bo nie lubie skakać do
                                                    wody:) a tak na serio, to tak sie zastanawiam, co musi sie jeszcze stać, bym
                                                    sie przemogła i poszla, nie wiem...ale z drugiej strony to nie jest tak, jak
                                                    starasz sie sugerować, ze ja uważam że taki mitting to zbiorowisko pijaków,
                                                    słabych ludzi, nie nie, wręcz przeciwnie, to ja jestem za słaba , by tam iść i
                                                    stanąć do walki tak otwarcie. Jak juz kiedys pisalam,wole podchody, walke z
                                                    ukrycia,a co jest lepsze? Historia wielokrotnie udowadniała, ze sprytem można
                                                    więcej osiągnąc niż wytaczając armaty! Pozdrawiam

                                                  • Gość: kubek Re:meeting? IP: *.ld.euro-net.pl 30.08.04, 20:24
                                                    hmm walkę ?? spryt ?? armaty ?? ;) nie tędy droga w chorobie alkoholowej (bo to
                                                    jest choroba - ale to już chyba wiesz) terapeuta to lekarz, terapia -
                                                    leczenie , a na recepcie tak czy inaczej zawsze jest miting...
                                                    pozdrawiam
                                                    ps, a do wody wskoczysz i tak i tak byle wcześnie...czego Ci życzę...
                                                  • valpoliczella Re:meeting? 30.08.04, 20:41
                                                    Ale Kubek, leczenie choroby polega na walce z nią! a drogi walki sa rozne -
                                                    fakrmakologiczne, psychologiczne, meetingowe, samotne itp... ! a skakać do wody
                                                    nie lubie, bo potem boli mnie głowa! Sama jestem ciekawa, co bedzie dalej, Wy
                                                    macie juz pewnie scenariusz gotowy, co? hm..... ale pamiętajcie, ze nikt nie
                                                    jest nieomylny i choc wiecie niepomiernie wiecej ode mnie o tej chorobie, to
                                                    jednak zawsze warto zostawic sobie margines potencjalnej pomyłki! Oczwiscie nie
                                                    chce przez to rzec, ze teraz ja jako valpoliczella dokonam jakiegos przelomu i
                                                    zadam kłam wszelkim odkryciom i ustaleniom AA? nie nie, ale i tak stawiam na
                                                    rozsadne i umiejetne postepowanie z choroba i stopniowe zwalczanie jej objawow!
                                                    CZytalam Twoj post na formum wojtech i widze, ze jestes swoistym neofitą~! Moze
                                                    to i dobrze, ale nie wszyscy mogą kroczyc jedna droga!
                                                    pozdrawiam scenarzystów!

                                                  • Gość: kubek Re:meeting? IP: *.ld.euro-net.pl 30.08.04, 20:57
                                                    ale ale ;) leczenie alkoholizmu nie polega na "walce" swoisty paradoks
                                                    nieprawdaż ?? ale fakt faktem jeśli zamierzasz "walczyć" z góry stawiasz się na
                                                    pozycji przegranego/nej - i nie dokonasz i nie zadasz kłamu i rozsądnie i
                                                    umiejętnie nie zwalczysz ani choroby ani jej objawów - powiem tyle sam długie
                                                    lata "walczyłem" i sporo straciłem w każdej ze sfer swego życia zanim doszło do
                                                    mnie że jestem alkoholikiem (straciłem 8 lat życia, pracę , rodzinę i
                                                    zdrowie...jeśli znasz wykres choroby - przerobiłem wszystkie jej objawy prócz
                                                    polineuropatii...i naprawdę nie warto powtarzać moich błędów...
                                                    pozdr...
                                                  • Gość: Patryk Re:meeting? IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 30.08.04, 20:37
                                                    > Witajcie. Jednak jeszcze troche pomarudzę:) Patryk a Ty co, raz nicka
                                                    > przekręcasz na dość niewybrednego heheh, drugi raz palec Ci sie omsknął,
                                                    > hhehehe, no nic:)

                                                    Duzo ostatnio pracuje przy komputerze,to i po 8 godzinach lupania w klawisze (w
                                                    weekendy tez,bo czas mnie goni) palce mi sie placza.

                                                    >a tak na serio, to tak sie zastanawiam, co musi sie jeszcze stać, bym
                                                    > sie przemogła i poszla, nie wiem...

                                                    Bywa roznie.Niektorzy musza rozbic samochod,niektorzy stracic prace przez
                                                    alkohol,niektorzy osmiszyc sie publicznie.Znalem kobiete,ktora zaczela sie
                                                    leczyc dopiero wtedy,jak zabila przez niedbalstwo swoje dziecko...Pomysl
                                                    sobie,co moze byc dla ciebie takim dnem,impulsem...Nie zjezyly ci sie jeszcze
                                                    wlosy?Warto pojsc wczesniej-zanim do tego czegos dojdzie?

                                                    >ale z drugiej strony to nie jest tak, jak
                                                    > starasz sie sugerować, ze ja uważam że taki mitting to zbiorowisko pijaków,
                                                    > słabych ludzi, nie nie, wręcz przeciwnie, to ja jestem za słaba ,
                                                    Ja tego nie sugeruje,absolutnie.Tylko rozne wymowki wymyslamy,madrzejsze i
                                                    glupsze.I zupelnie glupie tez.

                                                    >Historia wielokrotnie udowadniała, ze sprytem można
                                                    > więcej osiągnąc niż wytaczając armaty! Pozdrawiam
                                                    Nie mieszaj w to historii.Cos sie sprawdzilo,zadzialalo z twoich
                                                    dotychczasowych sposobow walki z ukrycia?O ile wiem,nie.

                                                    >Jak juz kiedys pisalam,wole podchody, walke z
                                                    > ukrycia,a co jest lepsze?

                                                    Wybierasz sobie "mniej gorzkie lekarstwo"?Lekarstwa czesto sa niesmaczne-z
                                                    czasem przyzwyczajamy sie do ich smaku,a nawet mozemy polubic.Czy efekt nie
                                                    jest wart kosztow?


                                                  • valpoliczella Re:Patryk 30.08.04, 20:48

                                                    Patryk, oczywiscie ze najbardziej gorzkie lekarstwo najlepiej leczy, ale jesli
                                                    jest nadzieja na mniej drastyczne metody, to dlaczego jej sie pozbawiać juz na
                                                    starcie???
                                                    A z tymi powodami to fakt, czasem musi stac sie cos strasznego , by czlek
                                                    doszedl do wniosku, ze musi inaczej. Mam nadzieje, ze mnie to ominie -= naiwne
                                                    co? hm,,,, a wlosy mi sie jeżą , owszem, ale ciagle sie łudzę, ze dam radę
                                                    sama! bO zawsze tak bylo w moim zyciu, to co osiagnelam, zawdzieczam jedynie
                                                    sobie, nikt nigdy nic mi nie dał za darmo, wiec teraz tez tak mysle!


                                                    > Nie mieszaj w to historii.Cos sie sprawdzilo,zadzialalo z twoich
                                                    > dotychczasowych sposobow walki z ukrycia?O ile wiem,nie.

                                                    No tak, masz racje, na razie nic mi sie nie udalo z mych sposobow walki, udalo
                                                    sie jedynie to, ze nie upilam sie do nieprzytomnosci, ale to marna pociecha!

                                                    Pozdrawiam
                                                    >
                                                  • Gość: Patryk Re:Patryk IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 30.08.04, 21:37
                                                    Przeczytaj,co napisalas :-)
                                                    > nadzieja na mniej drastyczne metody, to dlaczego jej sie pozbawiać juz na
                                                    > starcie???
                                                    >Mam nadzieje, ze mnie to ominie -= naiwne
                                                    > co? hm,,,,
                                                    >ale ciagle sie łudzę, ze dam radę
                                                    > sama!
                                                    Pelny sens:"Mam naiwna nadzieje,ludze sie(!),ze..."
                                                    Tak jak sama sobie nie wytniesz wyrostka robaczkowego,tak i sama nie pokonasz
                                                    choroby.Probowalas,nie wyszlo...CO DALEJ?
                                                  • valpoliczella Re:Patryk 30.08.04, 22:16
                                                    no przeczytalam! hm moze nie brzmi to najmądzrzej! :(((((
                                                    > > sama!
                                                    Patryk, nie porownuj wyrostka do choroby uzalezniana, to nie jest to samo!
                                                    wYROSTKA nie zwalczysz siłą woli, ale ciąg do kieliszka owszem! psychika ma
                                                    ogromna moc! sa znane przypadki ozdrowien ot tak, czy to podbudowane wiara czy
                                                    czyms innym , ale sa! i ja probuje dalej, niestety pijac, ale wierz mi, ze
                                                    każdy łyk jest okupiony przemysleniami , czy warto! teraz mi łątwiej bo mam
                                                    urlop, wiec nic sie strasznego nie dzieje, problem sie zacznie jak pojde do
                                                    pracy! bo wtedy dojdzie stres, ktory trzeba bedzie zwalczyc (kieliszkiem???)
                                                    mam nadzieje ze nie! Za dwa dni jade na urlop, postanowilam ze nie przepije
                                                    tego urlopu, chocby nie wiem co! te dwa tygodnie musza byc TRZEZWE! tyle moge i
                                                    muszse dla siebie zrobic! i dam rade! musze i chce! a co potem? nie wiem,
                                                    pewnie znowu bede nudzic! pozdrawiam i dziekuje za chęc konwersacji ze mna -
                                                    swiwadomym alkoholikiem ale nie chcąchym terapii! pa

                                                    > Pelny sens:"Mam naiwna nadzieje,ludze sie(!),ze..."
                                                    > Tak jak sama sobie nie wytniesz wyrostka robaczkowego,tak i sama nie pokonasz
                                                    > choroby.Probowalas,nie wyszlo...CO DALEJ?
                                                  • valpoliczella Re:Patryk 30.08.04, 22:27

                                                    i wiesz co, tak slaba jestem, ze po codziennym 8 km spacerze zakupilam w
                                                    sklepie koniak, bo nie moglam juz wytrzymac@! to jest smutne, tragiczne i
                                                    pogrążające., taraz popijam ten konak i tak sie zstanawiam, po co mi to??
                                                    Krzywdze siebie, bliskich i.. ? ech, jak ma z tego wysjsc>? w sumie to nie chce
                                                    pic, ale musze! wiec? .,.... przykro mi... bardzo
                                                  • hepik1 Re:meeting? 30.08.04, 21:10
                                                    valpoliczella napisała:

                                                    > Z ta terapia to masz racje, choc umiem dobrze pływać, to jest
                                                    >
                                                    > to za głęboka woda dla mnie, do ktorej nie wskocze, bo nie lubie skakać do
                                                    > wody:)

                                                    Zawsze można spuścić wode i dopiero potem skakać,byle nie na główke wtedy.(czy
                                                    to ma jakis sens co napisałem?)
                                                  • valpoliczella Re:meeting? 30.08.04, 22:10

                                                    Hepik, no wiesz piszesz do plywaczki, moze nie do Otylii ale do dobrej
                                                    plywaczki, ktora wie co to znaczy skakac na gleboka wode. Tak wiec Twe aluzje
                                                    sa co najmniej nie na miejscu!!!! Pozdrawiam
                                                  • Gość: Patryk kolejny mit IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 30.08.04, 22:34
                                                  • Gość: Potryk Re: kolejny mit IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 30.08.04, 22:49
                                                    Sorry,znowu ten palec .
                                                    Na okraglo piszesz o "sile woli".Ze trzeba ja miec,zeby nie pic,ze ci jej
                                                    brakuje,itd.A tak na prawde brakuje ci odwagi.Odwagi by zmierzyc sie z czyms,co
                                                    uwazasz za wstyd,upokorzenie.
                                                    Z tych,ktorzy sie lecza-uwazaj!-NIKT nie ma czegos,co nazywasz "silna wola".
                                                    Po prostu-otworzyli sobie glowy,pozwolili DRUGIEJ OSOBIE zdjac sobie klapki z
                                                    oczu,sluchali,tych co mieli cos madrego do powiedzenia.Cos Co sie
                                                    SPRAWDZILO.DZIALALO.Ci co radza sobie "silna wola"-kreca sie w kolko do smierci.
                                                    Kazdy z ludzi uznawanych za "solistow" (bo to nie do konca prawda)
                                                    Kukiz,Celinska,Falandysz-nie wskoral niczego "silna wola"-a probowali.
                                                    A porownanie skutecznosci (wyleczenia) samodzielnego usuwania wyrostka do
                                                    skutecznosci "partyzanckiej" taktyki walki z alkoholem jest jak najbardziej na
                                                    miejscu.Jeszcze raz-poszukaj psychologa uzaleznien-zdobadz sie na JEDNA z nim
                                                    rozmowe,zawsze nawet w jej trakcie mozesz wyjsc z gabinetu.
                                                  • hepik1 Re:meeting? 31.08.04, 00:33
                                                    valpoliczella napisała:

                                                    >
                                                    > Tak wiec Twe aluzje
                                                    > sa co najmniej nie na miejscu!!!!

                                                    Tak mi sie właśnie wydawało,że to sensu nie ma za bardzo.
                                                    Podobnie zreszta jak prowadzenie terapii,z pacjentem popijacym pod stołem wiskacza.
                                                    Tak mi się jakoś skojarzyło ale nie bierz tego ,broń Boże do siebie.
                                                  • Gość: Patryk Re:meeting? IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 31.08.04, 00:50
                                                    hepik1 napisał:
                                                    > Podobnie zreszta jak prowadzenie terapii,z pacjentem popijacym pod stołem
                                                    wiska
                                                    > cza.
                                                    > Tak mi się jakoś skojarzyło ale nie bierz tego ,broń Boże do siebie.
                                                    Ktokolwiek prowadzilby czyjakolwiek terapie przez internet (popijajacego
                                                    pacjenta lub nie) bylby naiwny,pyszny lub glupi.
                                                    Na razie to mozna sobie pozwolic tylko na "obnizanie komfortu",odbieranie
                                                    kolejnych wymowek.
                                                    Na terapie przyjdzie czas jak sie dziewczyna obudzi (lub dostanie w tylek od
                                                    zycia-to to samo).W odpowiedni sposob,w odpowiednim miejscu.Pozdrawiam.
                                                  • hepik1 Re:meeting? 31.08.04, 01:13
                                                    To tylko takie całkiem mimowolne skojarzenie,bez podtekstów.Chyba,że podtekstem
                                                    będzie fakt,że akurat przy tej okazji tego wątku mi sie tak nasuwa...nic nie
                                                    poradzę.Ogólnie podziwiam Patryk za spokój,wyrozumiałośc i wiedzę.Pozdr
                                                  • valpoliczella Re:meeting? 31.08.04, 10:31

                                                    no tak, ja tez podziwiam Patryka przede wszystkim za spokoj i wyrozumiałość,
                                                    Hepik np od razu sie wkurza i nie podejmuje rozmowy z namolnym delikwentem,
                                                    ktory broni sie przed terapia - ale o tym juz kiedys pisalam.
                                                    Patryk, nie opowiadaj mi tu, ze Wy nie macie silnej woli! W to juz nie uwierze!
                                                    no nic, jutro jade na urlop, mam nadzieję, ze będzie trzeźwy, choc tyle na
                                                    początek. Podobno latwiej rzucic cos z dala od domu, ktory kojarzy sie z
                                                    pewnymi nawykami, przyzwyczajeniami - tak gdzies czytalam. no nic, zobaczymy, w
                                                    kazdym razie po powrocie chyba faktycznie poszukam na Slasku jakiegos
                                                    psychologa uzaleznien, - przekonal mnie argument, ze w razie czego zawsze moge
                                                    przeciez wyjść. Do takiego psychologa idzie sie prywatnie czy jak??? Pozdrawiam
                                                    i dziękuje Panowie za wyrozumiałość! Wszystkiego dobrego !
                                                  • hepik1 Re:meeting? 31.08.04, 11:43
                                                    Udanego urlopu:))
                                                  • Gość: jerzy Re:meeting? IP: 195.187.99.* 31.08.04, 15:11
                                                    valpolicella - mogę Cię wprowadzić na mityng. Jak się tak boisz strasznie - a
                                                    to normalne - to Cię mogę wprowadzić na mityng [nawet za rączkę]. Na mityng
                                                    otwarty. Czyli i dla alkoholików i dla sympatyków, przyjaciół.
                                                    A co do silnej woli - to nie ma czegoś takiego. Gorzała ZAWSZE zwycięży.
                                                    Silna wola to kompletna bzdura. Jak silna??? czym mierzona, suwmiarką, wagą,
                                                    naczyniem litrowym???
                                                    Jest tylko jedna silna wola. Silna wola do dalszego picia.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: Patryk val.-psycholog IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 31.08.04, 18:43
                                                    Powinnas poszukac w ksiazce tel. Poradni Leczenia Uzaleznien.Psycholodzy
                                                    uzaleznien lecza bezplatnie w ramach umowy z NFZ.Nie (!) szukaj prywatnych
                                                    psychologow czy terapeutow.
                                                    Z moich doswiadczen,to jest to wysoce etyczna grupa w tzw.sluzbie
                                                    zdrowia,czerpiaca satysfakcje ze swojej pracy (mimo b.niskich zarobkow).Zadzwon
                                                    i umow sie na spotkanie jeszcze przed urlopem-czasami trudno o termin.Zawsze
                                                    mozesz odwolac.Pozdrawiam.
                                                    Pozdrawiam hepika,wojtech-a,allexa,kubka i jerzego-ucze sie ciagle nowych
                                                    rzeczy o sobie,piszac wlasne i czytajac wasze posty
                                                  • Gość: kubek Re: val.-psycholog IP: *.ld.euro-net.pl 31.08.04, 18:52
                                                    dzięki za pozdrowienia i pozdrawiam także :)))
                                                    co do psychologa - polecam takiego który przyjmuje albo w OLO albo przy poradni
                                                    lecznictwa odwykowego - to musi byc ktoś kto i zna i orientuje się w problemie
                                                    (z doświadczenia nie każdy zna i nie każdy umie poradzić...:)))
                                                    pazdr...
                                                  • valpoliczella Re: val.-psycholog 31.08.04, 20:00
                                                    Witajcie po raz ostatni przed moim wyjazdem! DZiekuje raz jeszcze za
                                                    zainteresowanie moim problemem, ktory nie jest dla Was nowy, a moze wręcz
                                                    nudny! Wbrew pozorom "rozmowa" z Wami daje mi wiele, zaniza
                                                    drastycznie "komfort" mego picia - a o to chodzilo Patrykowi! Na urlopie bede
                                                    miala duzo czasu, by to wszystko przemyslec i mam nadzieje, ze NIE ZAPIC!!!!
                                                    Trzymajcie za mnie kciuki. Dzieki szczególne Patrykowi za wsparcie i chęć
                                                    podjęcia tematu, Hepikowi - za jego lakoniczność i złośliwość i za zyczenia -
                                                    to bardzo pomaga , i Jerzemu za propozycje wprowadzenia na meeting - po
                                                    powrocie byc moze skorzystam, wiec mam nadzieje, ze to nie byly slowa rzucone
                                                    na netowy wiatr! Ale zastanowil mnie Patryk piszac, ze nalezy unikac prywatnych
                                                    porad!!! ja juz sama nie wiem, ale przeciez nie moge isc do osiedlowej poradni,
                                                    bo na osiedlu mnie wszyscy znaja! Musialabym zacząć leczyc sie w innym miescie!
                                                    Mam nadzieje, ze jak wroce, to BĘDZIECIE??? Pozdrawiam Was jeszcze raz
                                                    serdecznie i dziękuję!!!!! Valpoliczella (jeszcze) - a tak bym chciala zmienic
                                                    nicka na np mineralka albo fanta! no ale to dopiero wtedy, jak cos konkretnego
                                                    zrobię! Mam nadzieje ,z e to nastąpi wcześniej, zanim życie da mi w tyłek!
                                                    Pozdrowienia dla Kubka! Trzymajcie sie tak dalej, bo to co piszecie, mimo
                                                    początkowej negacji - pomaga takim jak ja~! DZIEKUJE! PA
                                                  • Gość: Patryk Re: val.-psycholog IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 31.08.04, 20:31
                                                    Nie ma rejonizacji przy leczeniu uzaleznien.Jesli to zmniejszy twoj lek,to
                                                    poszukaj Wojewodzkiej Poradni Leczenia Uzaleznien-bedziesz bardziej
                                                    anonimowa.Moze cos sobie poczytasz na urlopie?Cos fajnego Ewe Woydyllo,albo
                                                    Osiatynskigo?Beda w EMPIK-u albo wiekszej ksiegarni.Albo zapytaj na forum,co
                                                    jest fajnego dla kobiet.Pozdrawiam jeszcze raz.
                                                  • valpoliczella Re: podziekowania dla Patryka 31.08.04, 20:56

                                                    Poczytam i nie bede pic! Pewnie sie smiejesz teraz i masz kilka
                                                    wariantow, ale postaram sie! Dziekuje Ci raz jeszcze, po powrocie
                                                    poszukam w Katowicach jakiejs poradni, bo sama faktycznie nie dam
                                                    rady! chyba przestaje sie łudzić! a to dzieki Tobie! Dziekuje!
                                                  • hepik1 Re: podziekowania dla Patryka 01.09.04, 04:06
                                                    valpoliczella napisała:

                                                    Dziekuje Ci raz jeszcze, po powrocie
                                                    > poszukam w Katowicach jakiejs poradni,

                                                    Jest bliżej niż myslisz .W Szopienicach.Wiem,bo bywałem:))Jedni zaczynaja od
                                                    dołu ulicy,tam jest właśnie poradnia,inni od góry-tam jest szpital z detoxem i
                                                    dopiero potem schodzą w dół(ulicy)Pozdr
    • Gość: Ona 15 Re: Moje prywatne dno IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.04, 18:28
      O kurde tak mi ciebie żal.....bardzo mi przykro człowieku.To musi byc naprawde
      straszne najbardziej mi ciebie żal bo ty nie chcesz pić a pijesz.Najlepiej
      wyjedź na bezludną wyspe bez wódki browców i wina to nie będziesz pił:)Trzymam
      za ciebie kciuki.Albo znajdź sobie jakies zajęcie któremyu sie bedziesz bez
      reszty poświęcał i które będzie cię pasjonowało.Ja ma 15 lat i sama boje sie
      żebym nie miała problemów z alkocholem bo jak tylko jest okazja to sie upijam!
      mając 15 lat!
      • valpoliczella Re: Moje prywatne dno 31.08.04, 20:07

        Dzieki! ja mam dwa razy tyle lat co Ty + ciut wiecej :), w Twoim wieku nawet
        nie wiedzialam co to alkohol, u mnie zaczelo sie w wieku 29 lat! Jesli moge Ci
        cos poradzic, choc jestem tu chyba ostatnia osobą, ktora moze cos radzic, to
        daj sobie spokój z tym poki czas! Po co Ci takie problemy potem, jakie ja mam?
        no po co? Alkohol naprawde jest wrogiem, podstepnym , cwanym, z ktorym bardzo
        trudno walczyc - a ja to dobrze wiem, bo staram sie walczyc i nic mi z tego nie
        wychodzi! Pozdr.
        • Gość: jerzy Re: Moje prywatne dno IP: 195.187.99.* 02.09.04, 12:26
          Prywatni terapeuci nie zawsze są etyczni. najczęściej ciągną kasę [od
          zdesperowanych ludzi]. Leczą czasami jak szarlatani czyli, psychostymulacją,
          oberonem, komputerem, biomasażem, ziołami i innymi oszukańczymi metodami.
          Wiem o tym bo sam przez 6 lat oplacałem takich oszustów sowicie i g....o to
          dało. Było coraz gorzej. tak więc na początek polecam przychodnię ZOZ,
          państwową, terapię AA [całkiem bezplatną].
          A 15-latka - idź na mityng. Życie przed Tobą [może to banał - gorzała je
          skraca, drastycznie, skutecznie, szybko i nieodwracalnie].
          • valpoliczella Re: Moje prywatne dno 12.09.04, 22:45

            Witajcie! Wrocilam z cudownego urlopu!!!! Nie przepilam go, choc hm...
            trzymalam sie 5 dni , co wobec moich 5 lat picia bez dnia przerwy jest istnym
            rekordem!!! w 6 dniu byla impreza na czesc zdobycia Rysów!! tak wiec wypilam 2
            lampki wina, a w pokoju poprawilam lampka koniaku! Potem dzien po dniu po
            lampeczce wina, i tak to sie krecilo! Dochodze do wniosku, ze alkoholikowi jest
            naprawde ciezko, bo okazje do opicia czegos sa ciągle! I co z tym począć ech,
            no nic, urlop byl super, i to nawet pod wzgledem picia, bo nie upilam sie w
            zaden dzien! A Was pozdrawiam serdecznie!
            • Gość: mikaszka Re: Moje prywatne dno IP: 217.153.124.* 14.09.04, 14:57
              Jeny, co to za urlop, kiedy kazdego dnia rozmyslasz - wypic, nie wypic, a moze
              tylko lampke, a moze jeszcze jedna, dam rade, nie dam rady, uda mi sie, nie
              uda, och fantastycznie, nie upilam sie, wytrzymam, nie wytrzymam...
              • valpoliczella Re: Moje prywatne dno 14.09.04, 19:30
                Mikaszka, a coz ja na to poradze! PIsze jak bylo! Mam tu fantazjowac czy
                jak???? dzieki za slowa wsparcia! :(
                • Gość: mikaszka Re: Moje prywatne dno IP: 217.153.124.* 15.09.04, 10:24
                  Ja mam tylko watpliwosci, czy ten urlop faktycznie byl taki cudowny. A moze
                  cudowny byl przez to, ze nie przepity.

                  Jakiego wsparcia oczekujesz? Poglaskania po glowie, bo udalo ci sie nie upic
                  sie? To nie jest powod do dumy. To smutne, bo tym samym utwierdzasz sie w
                  przekonaniu, ze "domowymi" sposobami uda ci sie skonczyc z nalogiem, ze
                  potrafisz sie kontrolowac. A nie potrafisz, bo gdybys potrafila, to nie pilabys
                  wcale i nie musialabys rozmyslac caly urlop "wypic, nie wypic". Wypicia jednej
                  lampki zamiast pieciu nie traktowalabys w kategoriach sukcesu.
                  Ja ci zycze wszystkiego dobrego. Z tym, ze w kwestii picia na dzis idziesz w
                  zaparte i wspieranie typu "fantastycznie, ze wypilas tylko jeden kieliszek" -
                  wedlug mnie robi ci szkode.
                  • valpoliczella Re: Moje prywatne dno 15.09.04, 20:53

                    MIkaszka, zgadzam sie z Toba w 100%,ze to zaden powod do dumy. Gdybym nie
                    rozwazala kwestii wypic czy nie i ile, to nie mialabym alkoholowego problemu! A
                    urlop byl i tak udany, bo przeciez, nie pojechalam na urlop, by sie upijac, a
                    te moje rozwazania to 1 krok (moze niezbyt udolny), ale od czegos trza zaczac.
                    Wczesniej w ogole sie nad tym nie zastawialam popijając. NIe rozumiem tylko,
                    dlaczego jest to dla mnie złe??? Pozdrawiam v.
                    • hepik1 Re: Moje prywatne dno 19.02.05, 12:46
                      I jeszcze jeden. A teraz pomódl się do aesów za moja grzeszną duszę i
                      dźwignięcie tych wątków;)
                    • wer44 Re: Moje prywatne dno 20.09.05, 10:28
                      O prawdziwym piciu nie masz pojęcia.
                      Rozczulasz się nad sobą co,jeżeli jesteś kobietą ,jest w pewnym sensie
                      usprawiedliwione.
                      Prawdopodobnie masz problemy ze znalezieniem przyjaciół lub kogoś
                      bliskiego.Możliwe też że znudziły Cię schematyczne zachowania tzw przyjaciół.
                      Wszystko to świadczy o niedojrzałości i braku wypełnienia czasu a tu wypisujesz
                      te bzdury bo jesteś próżna i potrzebujesz publiki .
                      Dotatkowo inne dzieci ,które również nie mają pojęcia o piciu ,starają się
                      utwierdzać Cię w tej twojej rólce.
                      Uwierz ,mam prawo tak pisać.
                      Przejdź się do hospicjum najlepiej dla dzieci-znajdziesz zajęcie.
                      I to wszystko.
                      • kardiolog Re: Moje prywatne dno 20.09.05, 11:53
                        Ludzie uzaleznieni nie sa w stanie pomoc komukolwiek , dlatego wsrod
                        uzaleznionych osob nie ma dzialaczy spolecznych, wolontariuszy, opiekunow w
                        domach dziecka czy hospicjach. Takie sa fakty, byloby nie namiejscu sprzeciwiac
                        sie statystykowm.
                        Znajdziesz natomiast wielu uczynnych i aktywnych ludzikow w w.w. obszarach ,
                        ktorzy poradzili sobie z nalogiem dochodzac do wniosku, iz moga dzielic sie z
                        innymi swoimi czasem, odczuciami, radoscia.
                        Najtrudniejsze sa hospicja, jestem pelen podziwiu i szacunku dla tych, ktorzy
                        spedzaja w nich chod zien, dwa tygodniowo, by poczytac umierajacemu ksiazke,
                        wziac go z wozkiem inwalidzkim na spacer lub do kawiarenki na parterze. Jest
                        pelen podziwu dla poswiecajacych tym osobom choc 15 minut, bo te 15 minut sa
                        bardziej wartosciowe niz cala reszta zmarnotrawionego czasu.

                        kardiolog
    • tachruk Re: Moje prywatne dno 20.02.05, 03:32
      Przestan sie nad soba litowac i zacznj cos robic. Nawroty to czesc tej choroby,
      zapisz sie do AA, znajdz jakies hobby (musisz to picie czyms zastapic) i
      sprobuj otrzezwiec ponownie. Idz do psychologa, uwierz, ze cos znaczysz Ty i
      Twoje zycie. Czy naprawde chcesz to przepic? Nie wyglada jakbys byl z tym
      szczesliwy. Pamietaj masz jedno zycie. Zyj! powodzenia
      Znam takich co dali sobie rade, uwierz Ty tez mozesz.
      • delika1 Re: Moje prywatne dno 16.09.05, 13:52
        co u Ciebie????napiszesz?
    • martap12 Re: Moje prywatne dno 20.09.05, 11:07
      ........bardzo jestem ciekawa, jak sie ma autor wątku...? i valpoliczella...?
      Pozdrawiam serdecznie wszystkich bywalców tego forum i życzę wytrwałosci w
      czymkolwiek.
    • martap12 Re: Moje prywatne dno 20.09.05, 11:10
      ... o valpoliczelli doczytałam. Tak trzymaj!
      • valpoliczella Re: HEPIK!!!!! 20.09.05, 19:51
        Hepiku drogi, ja doprawdy nie rozumiem celu dźwignięcia tego wątku sprzed roku?
        Wszak teraz nastała nowa jakość! Więc uważam, że kontynuacja tego tematu jest
        tożsama z najgłębszą rozmową, która zeszła na samo dno, co koresponduje z
        tytułem tego wątku! Pozdrawiam val...
        • grenzik Re: HEPIK!!!!! 25.09.05, 15:12
          Ja tak krótko... dziękuję... akurat tu trafiłem i poczytałem parę historii..
          najwyższy czas dla mnie - jesetm wpieprzony po uszy.. chba to zresztą już
          wiedziałem kiedyś

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka