szacki
16.12.18, 01:27
11 lat temu napisałem na tym forum mojego pierwszego posta. Byłem wówczas szczeniakiem eksperymentującym z narkotykami, nie mającym zielonego pojęcia o tym w co się pakuje. Byłem zagubiony, przerażony i kurewsko samotny. I bardzo chory o czym akurat wtedy nie wiedziałem.
Myślałem, że moje kłopoty są przejściowe i ani sie obejrzę wszystko wróci do normy.
Minęło 11 lat. Pieniądze wydane na narkotyki i terapie liczę już w tysiącach. Z żółtodzioba stałem się starym wyjadaczem. Nie czuję się zagubiony ani przerażony. Wiem, że w każdej chwili mogę przerwać swoje cierpienie. Coraz częściej myślę o śmierci. Jestem na nią gotowy. Kilka dni temu podpisałem oświadczenie, że nie zgadzam się na szpital pomimo nasilających się myśli samobójczych. Chwilami jest mi wszystko jedno. Bywają momenty, że jeszcze wierzę ,że sie uda, że może jednak, że jakimś cudem, że nie jestem taki najgorszy, że innym się przecież udało ale szybko porzucam wariackie myśli i schodzę na ziemię. Najbardziej doskwiera mi samotność. Praktycznie nie wychodzę z łóżka. Ubolewam, że nie udało mi się założyć rodziny, że nie mam dziecka. W moim domu panuje taka przerażająca cisza. Słychać tylko kroki nadchodzącego końca.