kim jestem?

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.10.04, 14:21
Chcę się dowiedzieć czy jest ktoś, kto ma takie problemy jak ja. Mój były
facet został zmuszony do odbycia terapii odwykowej. Ułatwiałam mu życie
tworząc dom bez alkoholu. Odnalazłam się jako współuzależniona, zmieniłam
sporo. Po 2 miesiącach zaczęłam analizować moje życie, ktoś mi podpowiedział,
że łączył nas alkohol, zaczęłam się zastanawiać i...pojechalam na terapię.
Określiłam się jako alkoholiczka, zaczęłam chodzić na grupy, nawet
poprobowalam z piciem, zeby sprawdzic. Próba wypadła dziwnie: piłam inaczej
niż zawsze: 3 dni przepite, tydzień wykreslony z życiorysu. Ale ja
wytłumaczyłam to tym, ze tak długo nie piłam (ponad rok), że pragnęłam się
upić. Cóz z tego? Nie piję, ale teraz nie wiem, czy ten cały alkoholizm nie
jest moim wymysłem, ucieczką przed odpowiedzialnością za to, że kiedys
narobilam głupstw, chęcią przynależenia do AA, gdzie jest mi dobrze. Wciaz
mam problem z samookresleniem. Wciąż nie wiem gdzie jest moje miejsce.
    • Gość: deo Re: kim jestem? IP: 193.151.53.* 23.10.04, 00:25
      Nie wiem kim jesteś - sama sie musisz jakos określic ale nie tylko ty masz
      problemy z tożsamością .
      Ale niestety nie rozumiem ciebie .
      W końcu jesteś współuzależniona czy uzależniona czyli alkoholiczka .
      Jeśli tylko współuzależniona to czemu nagle stwierdziłaś na terapii ,że jesteś
      alkoholiczka po co ?
      Jak nie piłaś przez rok to po co zaczęłąś pic 3 dni - musiałaś pic czy
      chciałaś pić - dla nie wiem - udowodnienia tezy o swoim alkoholiźmie ??? nie
      rozumiem >>>
      Wcześniej piłas ciągami czy nie a ten twój facet to co sie z nim stało
      nadal mieszka z toba czy nie
      Odszedł czy co - czy go rzuciłaś czy on ciebie i co ? pije nadal .
      A skoro jak piszesz dość enigmatycznie były to co cie to obchodzi czy go
      zmusili do leczenia czy nie . Jego brożka
      Martw sie o siebie .
      Jak ci sie mitingi AA podobaja to chodź na nie tylko , że ma to sens gdy
      jestes alkoholiczka jak nie to po co ....?
      Chyba ,że szukasz kolejnego faceta alkoholika i kółko sie zamknie .
      Tak to zreszta z reguły bywa .

      Na koniec zrób sobie własny rachunek sumienia i zobaczysz co ci wyjdzie

      pzdr.deo
      • Gość: Basia Re: kim jestem? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.04, 13:08
        Totez deo ja wlasnie pisze o zrozumieniu. Znam sporo takich historii:
        dziewczyna pracowala w szkole i robiac program profilaktyczny odkryła, że jest
        alkoholiczka. Ja się dużo dowiedzialam, kiedy staralam sie zrozumiec faceta. Na
        marginesie z facetem dawno nie jestem i nie wiem czy pije, nie obchodzi.
        Niechce po prostu marnowac sobie zycia, a nie jestem do konca przekonana przez
        co ono mi sie marnowalo. Chodzi o tozsamosc. Jesli nie jestem alkoholiczka, to
        moge sie umowic z facetem w restauracji i wypic kieliszek wina do obiadu. Ale
        nie chce ryzykowac jesli mam sie znow znalezc w takim bagnie jak bylam.
        • Gość: witos Re: kim jestem? IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 29.10.04, 13:31
          Basiu ! Ale czy byłaś w "tym bagnie", bo twój facet w nim był, czy też byłaś,
          bo prowadziłaś takie życie jak twój facet - alkoholik ? Tego niestety nie
          rozumiem.
          Napisz coś więcej !
          • kurczak1 Re: kim jestem? 29.10.04, 13:49
            Totez wlasnie, ja nie twierdze, ze to nie jest wspoluzaleznienie ( bo deo mowi
            albo, albo). Sa dni kiedy jestem święcie przekonana, że żaden normalny facet
            nie zniósłby takiego trybu zycia jaki ja prowadziłam i że wiele lat wczesniej
            powinnam byla trafic na terapie. Czasem mysle o tym, co wyprawialam w tamtym
            zyciu, jakze czesto po pijanemu, ze zgroza, bo nawet nie mialam swiadomosci zla
            i bagna. Dopiero dzis to widze. Ale przeciez nie pilam typowo, od ranka,
            ciagami itp. Ale przeciez - tak sobie czasem tlumacze - to jego wina, ze czulam
            sie samotna. I w koncu gdy sie z nim rozstalam, zyje misie lepiej, jestem
            szczesliwa. I tak to wciaz w zawieszeniu...
Pełna wersja