09.05.20, 11:21
Cześć wszystkim,
mam na imię Andrzej. Mam prawię 30 lat. Piszę ze swojego dołka. Od mniej więcej 15 lat systematycznie i konsekwentnie rujnuję sobie życie przez picie. Mój schemat jest prosty. Od kiedy pamiętam gdy tylko wyjdę na prostą, mentalnie, fizycznie i materialnie bardzo szybko zapominam o tym, że mam ze sobą problemy. Podświadomie ciągnie mnie wtedy do miejsc, które jednoznacznie prowadzą mnie do kolejnego upadku. Do przesrania pieniędzy, które dawały mi bezpieczeństwo co do tego, że chociaż nie jestem na minusie. Życie od razu weryfikuje mnie pokazując, że w głowie nie jest dobrze i każde kacowanie po chlaniu sprowadza mnie na ziemię. Już coraz bardziej normalnym staje się dla mnie niepójście do pracy dwa dni po kolei bez poinformowania kogokolwiek o tym.
Wychowałem się w domu gdzie oczywiście nie było zbyt dobrze pod względem wzajemnych relacji. Ojciec nie wylewał za kołnież. Był srustrowanym człowiekiem. Wylewał na każdego swoje niezadowolenie z życia. Czuję się, że nie dorosłem nigdy do tego, żeby móc sobie radzić w dorosłym życiu. Czuję się zależny od innych. Szukam ciągle akceptacji. Mam wrażenie, że moje całe życie to decyzje innych osób. Czuję ogromną nieadekwatność między tym w jakim miejscu się znajduję, a tym gdzie chciałbym się znajdować, chociaż nie potrafię sprecyzować gdzie chciałbym się znajdować. Życie mnie często przerasta.
Jeśli ktoś chciałby ze mną o tym porozmawiać to będzie mi miło, bo odczuwam, że coraz bardziej alienuję się z tym moim kompleksem problemów, a to raczej nie jest właściwa droga do szukania rozwiązań.
Dziekuję wszystkich, którzy przebrnęli przez moje tak nieskładnie rozpisane żale!
Obserwuj wątek
    • aaugustw Re: Cześć! 09.05.20, 16:40
      Witaj andrzej91
      odpisuje dopiero teraz, ale bylem z zona, jak co tydzien na udanej wycieczce.
      Wszystko jest podobne do siebie, Andrzeju :-)
      Takze i ja bylem okresowym pijakiem. Mialem rozne przerwy w piciu, ktore z uplywem czasu stawaly sie coraz krotsze a samo picie coraz dluzsze.
      Takze i ja oczekiwalem akceptacji innych i ich pochwal. To mialo swoje uzasadnienie w zwiazku z moim postepowaniem, ktorym eliminowalem siebie w spoleczenstiea i rodzinie, az zostalem sam, wg Motta: "wszyscy kochaja sie wzajemnie, tylko ja sam musze kochac siebie".
      Przy tym wszystkim czulem, ze potrafie byc pozytywnym czlowiekiem, ale co z tego, jak po wypiciu tego pierwszego zamienial sie we mnie ten dr Jekyll w mr Hyda. Nie interesowalem sie wtedy niczym, procz tego, jak zdobyc towar, aby pic dalej. Pracowac nie bylem w stanie. Zadbac o rodzine takze nie.
      Nie bylem dojrzaly emocjonalnie i tak bylo az do osiagniecia swojego dna w wieku 39 lat, kiedy nie funkcjonowalem juz ani z alkoholem, ani bez niego.
      Potem bylo odtrucie, terapia, mityngi AA i caly proces mojej wewnetrznej przemiany z tym zwiazany, ktory trwa po dzien dzisiejszy, juz ok. 23 lata. Przynosi mi on szczesliwe, wolne zycie bez alkoholu i (prawie) bez trosk :-)
      Odwagi do zmian zycze
      A...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka