Dodaj do ulubionych

dac mu szanse czy spisac go na straty?????

27.01.05, 11:34
dwa miesiace temu odeszlam od meza bo pil od dnia urodzenia sie naszej corki.
wczesniej tez popijal ale nie tak jak od tamtego dnia. pil ze szczescia potem
juz kazdy powod byl dobry do przechylenia puszki z piwem. byly awantury,
kilka razy mnie uderzyl, znalazl sobie panienke, zaczely sie problemy w
pracy, zabrali mu prawo jazdy za jazde po pijaku, zaszyl sie ale po dwoch
tygodniach sam sobie wyjal anticol, odeszlam bo nie wytrzymalam. teraz
twierdzi ze nie pije (jego slowa), na terapie nie pojdzie bo nie ma problemu.
mowi ze postanowil nie pic ze ma mocne postanowienie ale trudno mi w to
uwierzyc. przyszedl prosic o wybaczenie, o to ze sie zmieni, ze zrobi
wszystko by naprawic zlo jakie nam wyrzadzil, obiecuje ze bedzie trzezwy, ale
leczyc sie nie chce. nie wiem co robic, po odejsciu wcale nie jest mi lepiej.
wiem ze wyrzadzil tyle zla ale tez byly dobre chwile. jest moim mezem i ojcem
naszego dziecka a co najwazniejsze kocham go. ale ostatnio nie wiem czy to
wogle jest milosc czy tylko cos co sobie wmowilam. w jakis dziwny sposob
czuje sie dpowiedzialna za niego. czy kiedy prosi o jeszcze jedna szanse do
mu ja dac, czy moze jeszcze byc z niego normalny czlowiek, taki jakiego
poznalam, czy po prostu nie mam szans na to by wygrac walke z jego piciem.
czasami sie smieje i mowie ze przegralam walke z puszka zimnego piwa. to ze
powinnam udac sie na terapie dla osob wspoluzaleznionych to wiem, znalazlam
sobie juz pania psycholog. ale czy z niego cos jeszcze bedzie czy po prostu
dac sobie spokoj i zamknac ten etap zycia bezpowrotnie.
Obserwuj wątek
    • stachu34 Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 27.01.05, 12:39
      Niestety wobec nałogu jesteś bezsilna. Jeżeli utrzymasz swoje postanowienie, co
      do rozstania na pewno wygrasz. Postaw jemu niepodważalny warunek – leczenie
      odwykowe!
      To jest Taki paradoks choroby alkoholowej...Jeżeli cierpi z powodu rozstania,
      to kocha. Wtedy jedyną szansą dla niego będzie leczenie. Trwając niezłomnie w
      postanowieniu rozstania, możesz mu w ten sposób pomóc. Na pewno zaś samą Ciebie
      omine wiele cierpienia.
      Alkoholizm jest chorobą postępującą, będzie co raz gorzej. Zapewnienia o
      zaprzestaniu picia są „papierowymi” deklaracjami. To tak działa jeden z wielu
      mechanizmów uzależnienia. Jego postępowanie pojednawcze a stosunku do Ciebie,
      jest typowym zachowaniem alkoholika. Może zaprzestać na miesiąc, dwa
      miesiące...a bez leczenia i tak jego życie popłynie we wiadomym kierunku. Tak
      działa choroba.
    • hepik1 Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 27.01.05, 14:40

      chrupka23 napisała: to ze
      > powinnam udac sie na terapie dla osob wspoluzaleznionych to wiem, znalazlam
      > sobie juz pania psycholog. ale czy z niego cos jeszcze bedzie czy po prostu
      > dac sobie spokoj i zamknac ten etap zycia bezpowrotnie.

      Zrealizuj program terapii ,weź udział w grupie współpomocowej Al-anon a
      znajdziesz odpowiedź na te pytania.
    • kofferina Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 27.01.05, 16:53
      Posłuchaj tych wczesniejszych postów. To jedyne wyjście. Ja to wiem z
      doświadczenia. Też wracałam, bo obiecywał. Nawet czułam się winna, ze odeszłam.
      Bardzo winna. Nic się nie zmieniało. Po dwóch miesiącach radości - znów to
      samo. Teraz żałuję, bo może gdybym wtedy raz a dobrze sobie poszła, może
      cierpiałabym w sumie mniej. A właściwie to na pewno tak. no ale wiadomo, że
      dawanie tej jednej szansy jest takie przyjamne i od razu można się rzucić w
      ramiona i cieszyć. dopiero potem przychodzi lęk i niedowierzanie. bo przecież
      tak na prawdę, jeśli wiesz coś niecoś na ten temat to zdajesz sobie gdzieś tam
      w środku sprawę, że problem jest bardzo poważny, bez leczenia się nie da. Poza
      tym sam fakt rozpoczęcia terapi nieczego nie gwarantuje. Człowiek, którego
      kochałam, chodził na terapię, ale traktował ją raczej niezbyt powaznie, cały
      czas kombinował, ze może te wszystkie problemy to na przykład moja wina albo
      kwestia nudnej pracy:) Mówił nawet, ze terapia to jeszcze jedno uzaleznienie, a
      on ma już dosyć.
      dobrze cie rozumiem, ja też jeszcze jestem zakochana i często jest mi źle. Ale
      nie chcę patrzeć jak on się niszczy, nei chcę leciec razem z nim na dno. Wolę
      zająć się sobą i swoimi problemami i być szczęśliwa, choc bez niego.
      Jesli mogę ci poradzić: nie wracaj póki głęboko nie uwierzysz.
      • oktawianka Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 27.01.05, 20:38
        Podpisuję się:) Wiem, że nie wolno udzielać rad, i tak sama zdecydujesz, ale
        wygrasz, jak wytrzymasz w swoim postanowieniu. Wygrasz siebie, spokój i szansę
        na ułożenie sobie życia. Terapia pomoże ci zrozumieć wiele rzeczy, odnalezć
        siebie.
        Ja też wracałam. Bo przestał pić, chodził na terapię. Nie traktował jej
        poważnie. Pierwsze 2 miesiące były wręcz cudowne. Byłam najszczęśliwsza pod
        słońcem. Potem zaczął się koszmar. Po roku popłynął, a ja w 6 miesiącu ciąży.
        Na dniach rodzę:) On pije i imprezuje i ma wszystko w dupie. Nie wierzę już w
        ani jedno jego słowo. Nie wrócę do niego. Nie zrobię tego sobie, ani dziecku.
        On ma 2 leczenia zamknięte za sobą. Miał u mnie dwie szanse - trzeciej nie
        dostanie. Ja chcę być szczęśliwa całe życie, a nie kolejny raz przez 2
        miesiące. Każdy następny raz bardziej boli. Kocham go, ale czas leczy rany.
        Teraz liczę się ja i dziecko. Wierzę w siebie, że dam radę. Ty też dasz radę.
        Uwierz w to.
    • chrupka23 Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 28.01.05, 14:44
      dzieki za wasze odpowiedzi. zdaje sobie sprawe ze jego alkoholizm to choroba i
      bez leczenia ani rusz, tylko szkoda ze on nie doszedl do takiego wniosku. Z
      jednej strony wiem ze te jego obietnice sa nic nie znaczace i ze jak wroce to
      bedzie tak jak bylo, z drugiej chcialabym aby wszystko sie zmienilo ale tu
      pomoc moze jedynie cud. Tez czulam sie po odejsciu winna, gdyz slyszala od
      niego i jego rodzicow ze zostawilam go w najgorszym momencie jego zycia, ze on
      pije ze smutku bo go zostawilam. dzis wiem ze to byly glupie zarzuty. jednego
      tylko nie moge zrozumiec, jak mozna zostawic dom, rodzine, zone i dziecko dla
      picia, dla zwyklego uchlania sie. jak puszka piwa moze byc wazniejsza od
      wszystkiego. nie wiem po prostu nie wiem.
      • oktawianka Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 28.01.05, 15:25
        Nie jesteś sama. Mój ex też chodzi i opowiada wokół, że pije dlatego że go
        zostawiłam, to ja jestem tą najgorszą. Bo on taki biedny, a ja go nie
        wspierałam. Też chciałabym, aby było pięknie i cudownie, ale niestety nie da
        się. Też ciężko mi zrozumieć jak alkohol mógł wygrać ze mną i z dzieckiem,
        którego narodzin tak bardzo chciał. Mięliśmy stworzyć rodzinę i przez "puszkę
        piwa" wszystkie marzenia pękły jak bańka mydlana. Jestem tylko wdzięczna sobie,
        że nie zdecydowałam się na ślub. Chciałam poczekać rok i zobaczyć ja się ułoży.
        I sie ułożyło:) Szkoda gadać. Jesteśmy młode i życie przed nami:) Pozdrawiam.
        • alina66 Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 28.01.05, 15:54
          witam,

          byłam żoną alkoholika przez 13 lat, przedtem 6 lat chodzenia ze sobą.
          Odeszłam i jest OK tak jak jest. Powód był zawsze - albo ja albo w pracy, albo
          on sam o sobie że jest do d.... itd.
          Z pewnością stachu i hepik potwierdzą, że czynny alkoholik to mistrz świata w
          manipulowaniu innymi ludźmi....
          Też czulam się winna i na siłę próbowałam go "odwyknąć" od picia.
          Teraz wiem, że jak on nie chce, to ja mogę na głowie stanąć i i tak nic z tego
        • jerzy30 Re: daj szanse sobie 28.01.05, 16:00
          Wiem co mówię bo jetem ten po drugiej stronie - ten co kiedyś pił na umór i
          wszystkich obwiniał i pił ze smutku bo inni go nie kochają. Pił i pił bez
          umiaru - zapijał się prawie na śmierć.
          W pewnym momencie picia alkohol jest najważniejszy i nic nie jest go w stanie
          zastąpić. Staje się sensem i celem życia. Zastępuje wszystko i wszystkich.
          Tak było w moim przypadku. Na szczęście trafiłem na takich co potrafili
          przerwać ten koszmar. Przekazali mi swoją wiedż i doświadczenie - pomogli mi.
          Dostałem wsparcie od Takich samych nieszczęśników jak ja [bo alkoholizm to
          nieszczęście - później to się zmienia - jak się człowiek leczy].
          Niepijący od lat 14-tu. Leczący się - uczęszczający na mityngi AA - biorący
          udział w życiu AA. A do tego mąż terapeutki od uzależnionych i
          współuzależnionych. Jak chcesz to Ci podam adresy dobrych terapeutów w
          Warszawie i w Polsce. Można niestety trafić na słabego - jak w każdym zawodzie.
          Stachu i hepik też pewno znają dobre, pewne adresy.
          Daj sobie szansę - pozdrawiam.
          • simone67 Re: daj szanse sobie 05.02.05, 18:11
            potrzebuję pomocy. Szukam dobrego terapeuty w Poznaniu.
      • kofferina Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 28.01.05, 17:58
        Kochana chrupko
        cudów w takich sytuacjach nie ma. Jest tylko leczenie i praca. chociaż
        oczywiście, ten moment kiedy uzalezniony człowiek na prawdę zaczyna się leczyć -
        to mały cudzik - albo jak kto woli - totalne jego dno.
        cuda czyli nagłe ozdrowienia przetestowałam na sobie. na prawdę ich nie ma. Są
        rozczarowania i coraz większe poczucie pokrzywdzenia - bo ja zaufałam - a on
        znowu..
        Odchodzenie od ludzi uzaleznionych jest strasznie trudne. ja myslę sobie
        czasami - Jezu, on jest przeciez taki fantastyczny i wspaniały, to może ja nie
        umiem stworzyć związku, robię z igły widły, nie umiem kochać, uciekam od
        stałego zwiazku, jestem zbyt impulsywna, itp. On jest osobą bardzo lubianą,
        wesołą, dowcipną - a ja taka miła ale nie aż tak.
        i nawet tutaj, na forum chciałam zapytać kiedyś - czy to na prawdę jest tak, ze
        z osobą czynnie uzaleznioną, dajmy na to z hazardzistą - nie można stworzyć
        dobrego zwiazku? Pytanie idiotyczne, ja to widze jak napisze - ale ja tak
        czasami myslę. Na ile ze mną jest cos nie tak? o co chodzi?
        I to jest okropne.
        A to, że nie rozumiesz jak można - to chyba dobrze, wyobraż sobie jak byś była
        kobietą która latami zyje z takim facetem i "rozumie". Ja sobie tłumaczę to
        tak - że po prostu to straszna, straszne choroba i tyle. I ona na tym własnie
        polega - nie liczy się miłość, dziecko, oddana kobieta i dom, nie liczą się
        wspólne radości i szczescie z bycia razem, w miłości - nic nie liczy sie
        bardziej niż właśnie to: gra w kasynie albo puszka zimnego piwka, ewentualnie
        skręcik.
        dzisiaj widziałam się z koleznką, która dała mi do zrozumienia, że wiesz,
        zrobiłam błąd - bo on jest takim fajnym, sympatycznym facetem - a ja to
        rozwaliłam. A przecież - nie wiadomo - może on przestanie kiedyś grać.
        Okropna jest taka samotnośc w tym wszystkim
        I fakt, że ty musisz dalej zyć ze złamanym sercem i masz mase kłopotów i mało
        sił. I to jest teraz dla ciebie najlepsze z tego co mozesz zrobić.
    • stachu34 Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 28.01.05, 19:42
      Z Waszych wypowiedzi wnioskuję, że u partnerów, z którymi dzieliliście żywot,
      alkohol jeszcze nie poczynił takiego spustoszenia w życiu. Na to jest jeszcze
      czas...
      Alkoholik to takie stworzenie, które potrzebuje komfortu picia, akceptacji
      swojego poczynania. Gdy ktoś zauważa nienormalność w kontaktach z alkoholem i
      zwraca mu uwagę na może zbyt częste czy zbyt głębokie upijanie się, to zakłóca
      misternie budowany przez niego schemat życia. Te gderanie, zrzędzenie
      przeszkadza, psuje smak alkoholu.
      Czyli ważny jest komfort picia i temu jest podporządkowany cały system
      obietnic, przyrzeczeń a nawet prób podjęcia leczenia. Ta notoryczna walka
      alkoholika z partnerem, powoduje odsunięcie w czasie pojęcia właściwego
      leczenia, bo aby ono miało odpowiedni skutek niezbędne jest przyznanie się do
      własnego alkoholizmu. Ciągłe udowadnianie, wyszukiwanie przykładów, że on nie
      jest tym, kim jest rzeczywiście, powoduje wzmocnienie wiary w to, że nie
      nadużywa alkoholu. W umyśle chorego tworzy się system, mechanizm iluzji i
      zaprzeczania. Walka z tym jest bezcelowa i prowadzi do wspóluzaleznienia i w
      konsekwencji bierności i wielkiego cierpienia wobec alkoholizmu partnera.
      • joleczka5 Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 28.01.05, 21:40

        • stachu34 Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 28.01.05, 21:54
          Przestańcie chronić go i troszczyć się o niego.Niech sam odpowiada za swoje
          życie, niech ponosi konsekwencje swoich czynów.
          • joleczka5 Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 28.01.05, 22:00

            • stachu34 Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 28.01.05, 22:34
              Niestety nie ma innej możliwości.Pomoc polega na braku pomocy,to jest paradoks.
              Z alkoholizmu sa dwa wyjścia...albo przestać pić,jest to decyzja bezwzględna i
              do końca życia.Drugi wybór-to śmierć.Obie decyzje podejmuje samodzielnie
              alkoholik,bez udziału osób trzecich.
              • joleczka5 Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 28.01.05, 22:53
                • stachu34 Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 28.01.05, 23:01
                  Ależ ja ci nie doradzam...Tylko piszę jakie są realia choroby.
                  Jak sam nie będzie chciał, to nic nie pomożesz.
                  • joleczka5 Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 28.01.05, 23:05

                    • miriam73 Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 29.01.05, 00:05
                      Nie ma argumentów. Nie ma dobrych rad. Jakkolwiek jest to trudne - możesz tylko
                      czekać. To bardzo boli, szczególnie jeśli się kocha. Ale póki on nie powie -
                      pomóż mi, nie chcę już tak żyć - nie jesteś w stanie nic zmienić.
                      Droda do wyjścia z uzależnienia jest jedna - długa i trudna terapia. Inne drogi
                      są ślepe.
                      Pozdrawiam.
    • osa.7 Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 29.01.05, 12:36
      mam 45 lat od 23 jeste mezatka w tych latach to 18 lat moi maz pil i pil.
      ja zmarnowalam zycie ty nie zrub tego bo leczenie to tylko chwila a co dalei. W
      trakcie leszenia bedzie dobrze ty sie zblizysz nabierzesz wiary a tu trach
      znowu wuda . nie wierze w cuda
      • stachu34 Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 29.01.05, 21:16
        > trakcie leszenia bedzie dobrze ty sie zblizysz nabierzesz wiary a tu trach
        > znowu wuda . nie wierze w cuda
        Niestety jest to taka choroba.A leczenie nie ogranicza się tylko do
        terapii.Leczenie to ciągła praca nad sobą.Kontrola swoich zachowań,reakcji i
        umiejętnośc radzenia dobie w trudnych momentach.To wypracowuje dię latami.
        • oktawianka Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 29.01.05, 23:08
          Ja się dziś dowiedziałam, że ojciec mojego nienarodzonego jeszcze synusia,
          alkoholik, pracuje w pubie jako barman!!! Rewelacja. Jest tam, gdzie czuje się
          najlepiej. Otrzymałam dziś od niego smsa o treści "jak wygląda data porodu?", a
          dokładnie wie na kiedy termin. Jakby telefony nie istniały.Przypomniało mu się,
          że to na dniach. Jestem dziś zła. Tyle, że moja złość niczego nie zmieni.
    • masza10 Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 01.02.05, 11:15
      ponoc rad sie nie udziela... wiec decyduj sama. moja historia jest podobna, jak
      kilka innych, ktore juz tu przeczytalas. 6 lat bylam z facetem, po jakchs 1,5 -
      2 latach nie bylo watpliwosci - alkoholik. odchodzilam pare razy, wracalam - bo
      sobie beze mnie nie poradzi etc. on od ktoregos momentu przyznal sie do nalogu,
      zaczal - opornie - chodzic na AA, ale jakos nie mogl skutecznie zerwac z
      piciem. no i skonczyl sie nasz zwiazek... czasem zagladam na to forum, bo sporo
      mu zawdzieczam i polubilam ludzi, ktorzy tu pisza (mnostwo sie tu nauczylam) -
      za kazdym razem oddycham z gigantyczna ulta - ze to juz poza mna. ze nie dam
      sie znowu wciagnac w ten kolowrot tesknoty, wybaczania, strachu, nocnych
      pijanych telefonow i calej rozkosznej zabawy z moim ex (ktoremu zycze jak
      najlepiej). naprawde jest ok.
    • drak62 Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 01.02.05, 12:09
      W każdej poradni odwykowej istnieje możliwość uczestniczenia w terapii dla osób
      współuzależnionych (żony, matki, córki, mężowie alkoholika/alkoholiczki).
      Na terappi oprócz fachowej wiedzy dotyczącej choroby alkoholowej , można się
      dowiedzieć
      jak należy postępować z alkoholikiem. Jak należy z nim rozmawiać i przekonywać
      do podjęcia terapii dla uzależnionych od alkoholu.
      Uważam że należy pomagać osobą uzależnionym które takiej pomocy chcą. Ktoś
      wcześniej napisał że należy postawić alkoholokowi konkretną propozycję-
      leczenie lub odchodzę.
    • chrupka23 Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 01.02.05, 15:14
      serdeczne dzieki za wszystkie wasze wypowiedzi. z tego co widze to zycie z
      alkoholikiem to ciagly strach i niepewnosc o przyszlosc. zdecydowalam sie ze
      nie wroce do niego, pomogly mi w tym wasze wypowiedzi i doswiadczenia. wiem ze
      takim ludziom jak moj jeszcze maz nalezy pomogac, ale niestety tylko wtedy gdy
      oni sami tego chca. moj maz nie tylko pil ale rowniez mnie zdradzil czego wogle
      nie ukrywal przede mna. jestem wam wdzieczna ze tak duzo wypowiedzi sie tu
      znalazlo. mam nadzieje ze uda mi sie szybko stanac na nogi i poukladac sobie
      zycie od nowa. przeciez mam corke, mam dla kogo zyc i walczyc o lepsze jutro,
      tak samo jak i ja tak i ona zasluguje na normalne spokojne zycie a dzis wiem ze
      bedziemy je mialy bez niego. Bo co nam po mezu i tacie alkoholiku.
      jeszcze raz wszystkim dziekuje.
      • kofferina do chrupki i wszystkich innych 01.02.05, 15:58
        chrupko, pisz czasem co słychac u ciebie, polubiłam ten wątek, tyle tu historii
        podobnych do mojej, to na prawdę trochę pomaga. zwłaszcza wtedy kiedy
        przychodzą takie okropne momenty jakiejś ogromnej tęsknoty i smutku i rozpaczy
        nawet. zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem, a tak strasznie kochałam i kocham
        nadal, ale mija dopiero 5 miesięcy. Teraz mój ukochany ma nową dziewczynę, od
        jakis 3 miesięcy i buduje sobie nowe życie, oczywiście radośnie i w pełnym
        szczęściu, bo dzieczyna, jak to mówi jest "tolerancyjna" i on może przy niej i
        pić i cpać, a graniem to ona się pewno w ogóle nie martwi, bo może jeszcze go
        nei odczuła.I razem sie świetnie bawią, jadą do ciepłych krajów na wycieczkę,
        szcześliwi. Zupełnie jak ze mną, na początku. Straszne, co? Może popełniłam
        błąd - myslę sobie. Po co odeszłam skoro i tak cierpię. Czy to na prawdę może
        się skończyc kiedyś, to moje rozpaczanie, tesknota?
        • chrupka23 Re: do chrupki i wszystkich innych 02.02.05, 12:19
          Moj maz tez swietnie sie bawi po moim odejsciu, robil to rowniez kiedy z nim
          bylam. pol roku patrzylam jak romansuje z nasza wspolna kolezanka z pracy,
          mezatka w dodatku. patrzylam jak bajerowal ja na te same zachowania i teksty
          jak mnie. dwa razy pojechal z nia na 4 dniowe weekendy w gorach a ja sama
          siedzialam z dzieckiem w domu. sluchalam jaka jestem beznadziejna i zla a ona
          taka wspaniala i przede wszystkim wyrozumiala. nie gdera, nie marudzi, niczego
          nie zabrania a przede wszystkim picia. itd itd. w dzien kiedy sie wyprowadzilam
          ona przyszla do niego na noc, jeszcze lozko po mnie nie wystyglo jak w nim
          lezala. i zastanawiam skad biora sie takie dziewczyny, sama miala dom, meza i
          dziecko a latala za moim mezem.
          mi zawalil sie swiat a oni swietnie sie bawia. i nie wiem czemu brak mi go
          czasami i jestem wtedy zla na siebie, ze tak mnie skrzywdzil a ja tesknie. i
          mam kupe zalu do niego, ze tak obiecywal, przysiegal i tak bardzo zranil. ale
          to bylo i nie ma co ogladac sie za siebie. bedzie lepiej bo przeciez gorzej byc
          nie moze, tym bardziej ze mamy dla kogo byc szczesliwe, nie jestesmy same bo
          mamy dzieci.

          jak bedziesz kiedys chciala pogadac na gg, to napisz 8129583.
          pozdrawiam
          • jerzy30 Re: do chrupki i wszystkich innych 02.02.05, 15:08
            Przemiłe dziewczyny - kofferina i chrupka - nie ulegajcie złudzeniu. Te Wasze
            exy [pijawki i nietoperze] wyssały z Was krew i przerzuciły się na nowe ofiary.
            Te nowe ofiary zaniedługo będą stare i oni przerzucą się dalej na nowe ofiary -
            tak działają alkoholicy. Wy macie to za sobą i jesteście wolne i niezależne a
            jak Wam brakuje miłości i czegoś miłego do przytulenia to pamiętajcie - oprócz
            nietoperzy i pijawek są prawdziwi partnerzy. Rozejrzyjcie się w koło.
            Pozdrawiam.
            • drak62 Re: do chrupki i wszystkich innych 02.02.05, 15:20
              Oczywiście tacy porządni jak Jerzy30.
            • oktawianka Re: do chrupki i wszystkich innych 02.02.05, 22:34
              Jerzy, tylko gdzie są ci normalni partnerzy?:) Boję się, że następny nie będzie
              się wiele różnił od tego moje ex. Z drugiej strony, jak sie umawiam z jakimś
              facetem i gdy on wypije sobie 2 piwka przy okazji, to jest dla mnie skreślony.
              Takie to wszystko poplątane.
              • jerzy30 Re: do chrupki i wszystkich innych 03.02.05, 10:49
                drak62 - niestety jestem zajęty
                oktwianka pisz sobie na kartce życzenia.
                "Szukam faceta, przystojnego, miłego, uczuciowego, wolnego, takiego co nie pije
                od razu dwóch piw a tylko jedno, itd. To się sprawdza.
                Ja swoją żonę znalazłem w klubie AA - 10 lat temu - poszedłem do klubu AA
                zaprosić kolegę na sylwestra. Zaprosiłem Basię - wolną i szukającą
                faceta "wolnego....." I tak już została.
                Mnie się wydaje, że ty masz problem współuzależnienia - on nie zanika
                natychmiast po odstawieniu nadmiernie pijącego partnera. Może by ci potrzebne
                jest AL-Anon. Moja żona jest psychoterapeutką od uzależnień. Wiesz jak
                mi "ciężko"???
                • oktawianka Re: do chrupki i wszystkich innych 03.02.05, 15:38
                  Ok, spróbuję:)
                  Nie każdy ma takie szczęśie i ma terapeutke na co dzień koło siebie:) Masz
                  farta:)
                  Uczęszczam na terapie, jestem w połowie. Ostatnio nie byłam 3 razy bo czekam na
                  poród i boję się już jezdzić autem po śniegu i brakuje mi terapii. Chodzę raz w
                  tygodniu. Po zajęciach czuje się dobrze, czuję się silna, wiem że mogłabym góry
                  przenosić. Teraz nie byłam 3 tyg, to czuję jak ulatuje ze mnie powietrze, brak
                  sił, zwątpienie w przyszłość, obawa przed spotkaniem z tatką dziecka, jak się
                  zachowam w USC jak pójdziemy zarejestrować małego i wogóle, co będzie dalej.
                  Takie po prostu uzależnienie od terapii:) Wiem, że teraz to również hormony
                  robią swoje i strach przed porodem, samotnością i brakiem wsparcia. Wiem też,
                  że jak mały się pojawi na świecie, to on będzie najważniejszy, a tęsknota za
                  tatuśkiem alkoholikiem, obawy, zejdą na duzo dalszy plan:)
                  Pozdrawiam
    • showinista Re: dac mu szanse czy spisac go na straty????? 03.02.05, 16:45
      młoda damo żal mi ciebie ale na tym forum raczej nie szukaj rady wiesz już
      przecież że facet to świnia więc oni ci nic nie doradzą (solidarność
      męska).radziłbym ci zwrócić się z tym postem na forum feminizm (to nie żart ani
      złośliwość)takie tytany wiedzy jak barbinator,julla,libressa wreszcie będą się
      mogły wykazać i doradzić ci coś sensownego.cały czas dyskutują tam o dupie
      marynie.(facet)
      • jerzy30 do oktawianka 03.02.05, 17:14
        ja jak wpadłem w wir terapii AA - klub, mityngi, grupa wstępna, rotacyjna, TAZA
        itp/ a chodziłem do PETRY na wiejskiej 19 - to przez trzy lata dzień w dzień
        spotykałem się z ludźmi z klubu. też można uznać to za uzależnienie - ale
        lepsze takie niż od gorzały. Nie smuć się. Dzieciak wyjrzy na świat i zaczniesz
        znów chodzić. Może poszukaj grupy wsparcia. są takie. Wejdź na strony
        internetowe grup AL-anon. Znajdziesz przez wyszukiwarkę google. Teraz są takie
        czasy, że można się spotykać przez internet. Z jakiego miasta jesteś, może moja
        żona skontaktuje się ze swoimi znajomymi i znajdzie Ci odpowiedni ośrodek,
        klub, grupę.
        A chłopy to ani nie świnie ani nie dranie - to takie miłe stworzenia co i
        śmieci wyniosą i utulą i zrobią "dobrze".
        showinista - wejdź na strony aninimowych erotomanów-gawędziarzy - tam
        znajdziesz ukojenie
    • kofferina chrupka, oktawianka i inni 04.02.05, 22:16
      Wiesz, chrupko, tylko, że bycie szczęsliwą dla dziecka to nie wystarczy czasem.
      Ja bym chciała być szcześliwa też dla siebie. głównie dla siebie. to chyba
      lepiej i dla mnie i dla dziecka. chociaż tak szczerze mówiąc, to nie wiem co
      bym zrobiła gdyby nie moje dziecko w niektórych momentach. cos szalonego. a
      takto trzeba było usiedzieć w domu, położyć spac, poczytać, pogłaskać - i td.
      Poza tym myslałam sobie - jak ja mu to ptem wytłumaczę, mojemu synowi, że
      zrobiłam taką głupotę. Nie wiem o czym konkretnie piszę - ale miłam rózne
      pomysły, rozpaczliwe i głupie.
      i to jest prawda co pisał jerzy, że objawy współuzaleznienia przechodzą powoli,
      stopniowo i boleśnie. dlatego przez ostatnie kilka miesięcy zyłam w ciągłym
      lęku, że mimo wszystko on wróci do mnie - a jak rybka wpadnę w jego siec bez
      mrugnięcia okiem. Teraz już nie jest tak źle, bo pomyslałam, że najwyżej pójdę
      na "współuzaleznionych" no i w ogóle obmysliłam cały system zabezpieczeń:). ale
      on już nie wróci, ma nową miłość wielką.
      Dziwne, że oni tak kochają - tak jakoś zmiennie, iluzyjnie, jakoś tak dziwnie.
      Mój hazardzista mnie bardzo kochał ale właściwie to chyba uważał, że nie
      powienien być ze mną związany jakoś tak "bardzo". chyba uważał to za coś
      nienormalnego, że ludzie nie chcą się rozstać, bo sie kochają mimo, ze się
      kłócą. siebie miał za nienormalnego w tym względzie. i chyba sobie udowodnił,
      że jest normalny:) A ja sierota - tak się zakochałam i prosze - cierpię:)
      Czasem przestaję wierzyc, że to rozstanie będe miała kiedyś za sobą. czuję się
      jakbym je przezywała pięc lat a nie 5 miesięcy. Jestem strasznie zmęczona. No
      ale można je mieć za sobą bo juz i mi jest lepiej.
      Nie wyobrażałam sobie zycia bez niego! był moją miłością jeszcze z czasów
      liceum:) Zaczynam sobie wyobrażac.
      I nawet moje zycie jest spokojniejsze chyba jakieś.
      i widzę u siebie objawy współuzaleznienia: czasami np. myslę, ze ta następne
      kobieta go wyleczy, bo on ją bardziej pokocha:) Albo że gdybym była ciutkę
      mądrzejsza, to by ten zwiazek przetrwał:) Nie, żeon by grał mniej - ale że ja
      bym się z nim lepiej dogadywała:) O poczuciu winy że jestem słaba psychicznie,
      to juz pisałam. No i ten lęk: nawet jak czytam wasze posty to myślę sobie - czy
      ja i ona i ona, czy my na prawdę do nich już nei wrócimy? Będzie inaczej? Tak
      samo się zakochamy ale będzie normalniej?
      miło o tym pomyśleć.pozdrawiam! moje gg: 9260730
      • stachu34 Re: chrupka, oktawianka i inni 04.02.05, 22:55
        Hej,hej...nie smućcie się nawzajem:)Włóżcie "różowe okulary" na oczy waszych
        duszyczek.Wszystko przed wami...
        "Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu, pamiętaj, jaki pokój może być w
        ciszy. Tak dalece, jak to
        możliwe, nie wyrzekaj się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi.
        Prawdę swą głoś spokojnie i jasno,
        słuchaj też tego, co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają
        opowieść. Jeśli porównujesz się z innymi
        możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od
        Ciebie. Ciesz się zarówno swoimi
        osiągnięciami jak i planami. Wykonuj z sercem swą pracę jakkolwiek by była
        skromna. Jest ona trwałą wartością w
        zmiennych kolejach losu."
      • oktawianka Re: chrupka, oktawianka i inni 07.02.05, 18:31
        Ja wiem, że nie wrócę i wierzę, że będzie inaczej. Ale boję się strasznie.
        Wczoraj zadzwonił pierwszy raz od 2 mies, zapytać się jak ja się czuję. Nagle
        mu się przypomniało że będzie dziecko! No i zapytał, czy wiem gdzie pracje.
        Mówił to z taką dumą. Mówił, że jest barmanem, bo to lubi najbardziej w życiu
        robić. Nie dziwię mu się. Jest wtedy w otoczeniu swego najlepszego przyjaciela-
        alkoholu i mnóstwa lasek, które robią maślane oczy i gapią się ja on pipisuje
        się np. shakerem, albo rzuca butelkami.Dla mnie to totalny absurd. Ale ta duma
        w jego głosie... No i oczywiście stwierdził, że chce wychowywać dziecko. A ja
        do tego nie dopuszczę. Nie chcę by kiedyś dziecko mi wypomniało, że nic nie
        zrobiłam. Choć różne mysli mnie nachodzą. Nie wiem czy uda mi się pozbawić go
        praw rodzicielskich, czy dziecko mi kiedyś nie wypomni, że wychowuje się bez
        ojca, czy odwrotnie, czy nie będzie miało mi za złe kontaktów z ojcem
        alkoholikiem. Boję się, żeby kiedyś mały nie stał się współuzależniony. I tak
        naprawdę nie wiem co zrobić. Boję się sądów, boję się czy wygram z tatuńciem.
        Póki co, to obawiam się wszystkiego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka