surogat
19.11.05, 04:40
Byłem dzieckiem niecierpliwym i łatwo się zniechęcałem. Nie byłem w stanie
skoncentrować się na niczym, byłem przy tym drażliwy. Jadłem bardzo łapczywie
i jadłem dużo. Byłem gruby. Cierpiałem z tego powodu, gardziłem swoim ciałem –
próbowałem się odchudzać, robiłem postanowienia i zaraz je łamałem.
Wypełniałem się jedzeniem. Uciekałem w wyobraźnię od siebie. Nienawidziłem
szkoły, udawałem choroby, jeden raz okaleczyłem się żeby nie iść na lekcje.
Podrosłem, dostałem komputer i cały czas grałem. Tusza i nawyki zostały, aż
do liceum. Tam odkryłem papierosy i alkohol, który od razu zacząłem ostro
testować. Nie zdałem już w pierwszej klasie, poszedłem do innego liceum,
gdzie było łatwiej. W tym czasie piłem coraz więcej i coraz częściej,
schudłem 20 kilogramów. Miałem opinię pijaka w szkole, wyczuwano ode mnie
alkohol, miałem przez to kłopoty. Stosunkowo szybko przyznałem sam przed
sobą, że to uzależnienie. Miałem długie okresy abstynencji, w czasie których
perswadowałem sobie, że mogę się napić i w końcu udawało mi się siebie
przekonać. Piłem wtedy więcej i boleśniej. A potem znowu nie piłem. Dostałem
się na studia i po dwóch miesiącach rzuciłem je. Przez dziewięć miesięcy,
moim pierwszoplanowym zajęciem było granie na komputerze. I znowu zapiłem.
Rok temu poszedłem na terapię i zniechęciłem się po miesiącu. Ale
utrzymywałem się w abstynencji, zaczynałem palić marihuane. Coraz częściej i
więcej. Znowu dałem się nabrać. A na dzień dzisiejszy myślę, że jestem
uzależniony od marihuany poprzez nie zaleczony alkoholizm. Moja sytuacja
edukacyjna nie jest dobra, mam 23 lata, moje zdrowie bardzo podupadło, moja
psychika to pobojowisko. Węzeł z zaburzeń we wszystkich aspektach i funkcjach
życia. Tak wyglądają suche fakty. Wydaję mi się, że jestem modelowym
nałogowcem. Mam nieustające parcie na zaspokojenie siebie, sztuczne
wypełnianie się. Pozostałem niecierpliwy i wciąż łatwo się zniechęcam, szybko
się nudzę i irytuję. A dzięki thc kłopoty z koncentracją i drażliwość
osiągnęły nową, nieznaną mi do tej pory jakość. Na trzeźwo widzę w sposób
przesadnie wyostrzony, moja percepcja jest zaburzona, czuję obrzydzenie do
siebie i wszystkiego co mnie otacza – pragnę swojej śmierci i zagłady świata.
Jednocześnie boję się, naprawdę trzęsę się ze strachu.
Byłem u trzech psychiatrów, otrzymałem trzy różne diagnozy: głęboka depresja –
mam brać antydepresanty; psychoza – mam brać neuroleptyki; alkoholizm i
narkomania – mam iść do ośrodka.
Moje pytania do was:
1.Czy waszym zdaniem istnieje tu jakaś pierwotna jednostka chorobowa, której
konsekwencją są uzależnienia?
2.Jeśli tak, to co najpierw leczyć?
3.Czy mogę brać leki psychotropowe, czy od tego też pewnie się uzależnię?
4.Jakieś dobre rady?