babcia_kasi
11.01.06, 19:00
przeczytałam wiele postów, ale takiej sytuacji nie znalazłąm(no nie wszystko
czytałam).
Mam przyjaciółkę, rówieśnicę, 60 lat.
Od kilku lat (grubo po 40-tce) wciągnęła się w picie w pracy z koleżanką
przez biurko.
Teraz odeszła na emeryturę i zrobiło się jeszcze gorzej.
No dość na tym że pół roku temu w stanie nietrzeźwości uderzyła się w głowę,
wylew, częściowy paraliż, rehabilitacja.W tej chwili jest znów w sanatorium
na rehab.,ale marzy tylko o butelce, jest w ciężkiej (3 stopnia, tak było w
karcie wypisu ze szpitala )depresji, ciągle płacze, rodzina nie ma już siły.
Odsunęli się od niej prawie wszyscy.
O problemie wiedzą wszyscy leczący ją lekarze, psychiatra (tzn.psychiatra
przepisuje lek, pogada, weźmie forsę-i jest, jak było).
Co robić?
Jeśli ktoś potrafi coś poradzić, to proszę łopatologicznie, krok po
kroku.Np.przeczytaj na drzwiach poradni alk.o której godzinie są przyjęcia,
niech mąż z nią porozmawia (lub nie?), niech pomoże jej zejść po schodach
(jest niesamodzielna), doprowadzi ją do dzrzwi, usiądzie razem z nią, żeby
nie uciekła...
No po prostu totalna bezradność...
Sytuację utrudnia jej choroba.
A może to przez sąd trzeba załatwić?Ubezwłasnowolnienie, przymus?
Proszę...