Dodaj do ulubionych

czy to już alkoholik?

IP: *.chello.pl 17.01.03, 22:34
lubi pić, nie ma weekendu bez alkoholu, dużej ilości, jak nie ma towarzystwa,
to pije sam, kupuje 6-7 piw, ostatnio małpki, ze 3 dni nie pije, potem znowu
musi, chociarz trochę, najgorsze jest to że nie widzi problemu, obraża sie
mówiąc że nie zawala pracy przecież, nie przepija wszystkich pieniędzy, nie
włóczy się, ale przecież pije- często i często dużo, martwię się i boję, ale
najgorsze jest to że jak sie napije to jest czuły i słodki, gdzeczny i
kochany, na trzeźwo nie
Obserwuj wątek
    • Gość: xil Re: czy to już alkoholik? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.01.03, 22:46
      ciezko jest ocenic w taki sposob czy ktos jest alkoholikiem czy nie... czesto
      ludzie mowia takie rzeczy za pochopnie i to moze powodowac to ze ta osoba o
      ktorej mowimy uznaje ze naprawde jest uzalezniona i nie ma dla niej nadziei i
      moze albo przestac pic albo zaczac pic jeszcze wiecej wiec ryzko jest duze...
      tka wogole wydaje mi sie ze wiekszosc alkoholikow (jak nie wszyscy) to bardzo
      agresywni ludzie jak sa pod wplywem alkoholu (taki juz jest ten legalny
      narkotyk)

      ogolnie to moj stary tez czesto pije piwko (synek woli co innego) ale
      alkohoikiem nie jest, bo np. wie ze nastepnego dnia ma cos zrobic to nie pije,
      ma gdzies wyjsc nie pije, pije jak ma wolnego czasu duzo i tyle, poprostu dla
      relaksu :)

      ogolnie to polecam zapalic sobie jointa niz pic :) ale kazdy robi to co lubi...
      • Gość: zuzka Re: czy to już alkoholik? IP: *.chello.pl 17.01.03, 22:51
        dzięki za szybki odzew, w sumie to mnie troszkę uspokoiłaś, poobserwuję jeszcze
        trochę, on lubi dużo, ale faktem jest że jest duży i łeb wytrzymały ma,
        zobaczymy...mimo to nadal sie niepokoję, juz przeżyłam jednego alkoholika
        • Gość: zuzka/pl Re: to ja IP: *.chello.pl 17.01.03, 22:52
          to ja, tylko zmieniłam nick, miało być pl, jak please/pozdrawiam
          • Gość: samanta Re: to ja IP: nchobo* / *.kabel.telenet.be 18.01.03, 05:42
            chociaz pisze sie przez z kropka a nie R_Z
            ile ty masz lat ? To podstawowy blad .
            Zamiast go uciskac (a podono pije tylko w weekendy i nie zawala pracy ) idz z
            nim do knajpy i dotrzymaj towarzystwa zamiast mu prawic moraly.

            a jak jestes anty to po prostu zerwij z nim bo masz takie parwo i szukaj
            abstynena.
      • Gość: Uczen Re: czy to już alkoholik? IP: *.pool.mediaWays.net 30.01.03, 20:37
        Wedlug niemieckich psychologow jezeli pije regularnie tylko jedno piwo
        dziennie, lub sa 3 punkty tzn. 1. napije sie jak sie cieszy 2. napije sie jak
        sie smuci 3. przy okazji .
        I jak pije alkochol a uwarza ze nie jest alkocholikiem.
        I jak ktos logicznie myslacy powie ze wedlug tych kryteriow jest alkocholikiem
        to ma nasrane w papierach do konca. Nie kituje
        I co wy nato ?!
    • quba Re: czy to już alkoholik? 18.01.03, 08:28
      Gość portalu: pl napisał(a):

      > lubi pić, nie ma weekendu bez alkoholu, dużej ilości, jak nie ma towarzystwa,
      > to pije sam, kupuje 6-7 piw, ostatnio małpki, ze 3 dni nie pije, potem znowu
      > musi, chociarz trochę, najgorsze jest to że nie widzi problemu, obraża sie
      > mówiąc że nie zawala pracy przecież, nie przepija wszystkich pieniędzy, nie
      > włóczy się, ale przecież pije- często i często dużo, martwię się i boję, ale
      > najgorsze jest to że jak sie napije to jest czuły i słodki, gdzeczny i
      > kochany, na trzeźwo nie


      oczywiście że to JUŻ JEST ALKOHOLIK
      • Gość: xil Re: czy to już alkoholik? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.01.03, 12:37
        w ten sposob to mamy kraj w ktorym wieksozsc ludiz to alkoholicy :)

        gosciu przesadzasz wiec sie uspokoj jak nie wiesz co to znaczy...
        • Gość: pl Re: czy to już alkoholik? IP: *.chello.pl 18.01.03, 12:59
          wiem że chociaż pisze się tak właśnie, lat mam sporo i do niejednej knajpy się
          nachodziłam, nie robię mu awantur, raz go tylko upomniałam, no i nie odzywa sie
          przez to do mnie z trzeci dzień, aż mam ochotę sama się upodlić alkoholowo,
          pije nie tylko w weekendy- wtedy zawsze, poza tym w tygodniu sam robi sobie
          drineczki wysuszając małpki, potem ze 2-3 dni spokoju i znowu...
          • Gość: pl Re: czy to już alkoholik? IP: *.chello.pl 18.01.03, 13:04
            ...acha, i nie tak prosto jest odejść, chociaż nasłuchałam się przykrości, bo
            przecież go kocham, inaczej bym z nim nie była, nie wiem tylko czy na tyle
            mocne jest to moje uczucie żeby patrzeć jak się stacza, bo pomóc sobie nie da
            (wg niego nie ma problemu), moje jedno wielkie uczucie z przeszłości właśnie
            alkohol zabił- więc wiem że nic nie trwa wiecznie i jak się popracuje nad tym ,
            to wszystko można zabić, niestety
        • human3 Re: czy to już alkoholik? 18.01.03, 13:01
          Gość portalu: xil napisał(a):

          > w ten sposob to mamy kraj w ktorym wieksozsc ludiz to alkoholicy :)
          >
          > gosciu przesadzasz wiec sie uspokoj jak nie wiesz co to znaczy...




          swiete slowa !!!



          alkoholizm jest choroba polegajaca na tym ze delikwent jest uzalezniony od
          uzywania alkoholu - bez niego nie moze funkcjonowac


          z tego co napisala autorka watku wynika ze z jej partnerem tak wlasnie jest
          • Gość: pl Re: czy to już alkoholik? IP: *.chello.pl 18.01.03, 13:11
            ...zapomniałam dopisać że miewa depresje...mówi że z przemęczenia i stresu (nie
            sądzę)
    • Gość: gruby piwosz Re: czy to już alkoholik? IP: *.telia.com 18.01.03, 19:14
      Sam walcze z tym .zobacz moj watek.Ale stara sie coraz wiecej pracowac unikam
      przede wszystik mocnego alkoholu..Zona tez sie martwi szczegolnie o moja wage.
      Ale ja rozumiem moj problem i jakos z tym walcze.Tak samo sie wkurzam jak baba
      sie pieni. Niestety zmiana charakteru jak jest trzezwy nie jest dobra Chyba
      najlepsza jest aktywacja choc latwo to powiedziec. Niestety piwo rozluznia..Co
      to
      jest malpka
      • svetomir Re: czy to już alkoholik? 18.01.03, 23:12
        Małpka, inaczej smarkacz, to ćwierćlitrowa butelka wódki
        • Gość: leziox Re: czy to już alkoholik? IP: *.246.98.139.tisdip.tiscali.de 20.01.03, 21:14
          Weekend z alkoholem to jeszcze nic wielkiego.Gorzej jakby pił codziennie,
          kombinował,robił sobie pomysłowe schowki na małe i większe butelki.Samo jednak
          to,że on nie widzi w tym problemu,może już być środkiem alarmowym.
          To prawda,że alkoholik bywa agresywny,lecz to wcale nie reguła,bywa również
          całkiem słodki,w zależności od tego,czy chce wypić,czy już wypił,ile i jaki
          jest temat rozmowy na ten temat.Praktycznie każdy zaczyna się wściekać,kiedy
          poruszamy temat picia,bo
          On/ona/ „przecież nie są uzależnieni i w każdej chwili mogą to rzucić”.
          A właśnie że nie mogą,przynajmniej nie sami.
          Alkoholik w domu to rzecz okropna i straszna.Wiem o czym mówię,bo sam mam
          takiego na codzień.Człowiek po jakimś czasie dostaje fobii,strach gdziekolwiek
          wyjść,bo nie wiadomo co taki ktoś w międzyczasie uskuteczni,a to,że zastaniemy
          go/ją pijanego,to więcej niż pewne.Po pewnym czasie człowiek się odsuwa od
          przyjaciół,znajomych,bo większość czasu wolnego poświęca na pilnowanie tej
          drugiej osoby aby nie zrobiła znowu nic głupiego.I w ten sposób ludzie żyjący z
          osobą uzależnioną sami stają się od takiej osoby uzależnieni.
          Porady typu”lepiej się nie męczyć i rzucić”dają z reguły ludzie nie mający z
          tym problemem do czynienia.A to przecież nie takie proste.
    • Gość: ONA Re: czy to już alkoholik? IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 21.01.03, 22:26
      Rzeczywiście, nie jest proste odejście od alkoholika. Przecież nie zawsze pije!
      A kiedy nie pije jest super (tak jest u nas). Ja poradziłam sobie w następujący
      sposób - w związku z tym, że mamy dwa mieszkania wysyłam go do siebie, kiedy
      jest w ciągu. NIe chcę już tego widzieć. Rozmowy nic nie pomagają - więc po
      prostu oddalam problem. A poza tym - dzieci nie widzą...
      A tak w ogóle to strasznie to wszystko przeżywam. Naprawdę...
      • human3 Re: czy to już alkoholik? 22.01.03, 09:41
        Gość portalu: ONA napisał(a):

        > Rzeczywiście, nie jest proste odejście od alkoholika. Przecież nie zawsze
        pije!
        >
        > A kiedy nie pije jest super (tak jest u nas). Ja poradziłam sobie w
        następujący
        >
        > sposób - w związku z tym, że mamy dwa mieszkania wysyłam go do siebie, kiedy
        > jest w ciągu. NIe chcę już tego widzieć. Rozmowy nic nie pomagają - więc po
        > prostu oddalam problem. A poza tym - dzieci nie widzą...
        > A tak w ogóle to strasznie to wszystko przeżywam. Naprawdę...



        gdyby bylo prawda to co mowisz o tym przezywaniu - to namawialabys go na
        leczenie a nie zamykalabys oczu wysylajac go do jego mieszkania
        pamietaj im dluzej sie pije - tym gorzej z tego wyjsc
        alkoholizm jest choroba
        • Gość: leziox Re: czy to już alkoholik? IP: *.arcor-ip.net 22.01.03, 21:08
          Human,zrozum.Ona ma już tego wszystkiego dosyć i chyba odpuściła,nie ma siły po
          prostu.Kiedy człowiek chce walczyć i namawia partnera do pójścia na leczenie,a
          on twierdzi,że to nie jest mu potrzebne,to co zrobić w tym wypadku?
          Jasne że to smutne patrzeć jak partner nam się wykańcza,ale nadchodzi czas,że
          człowiekowi zaczyna to w końcu zwisać.
          Wysyłanie kogoś do innego mieszkania to naturalnie żaden sposób na problem,ale
          sposób na trochę spokoju.I ja to rozumiem,zwłaszcza iż sam nie posiadam
          drugiego mieszkania,a wielogodzinne wrzaski,oraz nieustające pijackie monologi
          mojej najebanej pani doprowadzają mnie najpierw do szału,potem rezygnacji,zaś
          uciec na razie nie mam gdzie.
          I sam bym chętnie nieraz polazł do tej drugiej chatki,unikając morderczych
          myśli.
          • Gość: ONA Re: czy to już alkoholik? - niestety, tak IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 23.01.03, 22:04
            Widzę, że mamy ten sam problem. Jest dokładnie tak, jak mówisz. NIe można pomóc
            komuś, kto tego nie chce. Setki rozmów, płacz, itd. Ile można?????? Chcę tylko
            spokoju...
            • stachu34 Re: czy to już alkoholik? - niestety, tak 24.01.03, 21:56
              Gość portalu: ONA napisał(a):

              > Widzę, że mamy ten sam problem. Jest dokładnie tak, jak mówisz. NIe można
              pomóc
              >
              > komuś, kto tego nie chce. Setki rozmów, płacz, itd. Ile można?????? Chcę
              tylko
              > spokoju...
              ja mam ten problem(alkohol),ale ja sam sobie pomogłem,od 5 lat nie piję.
              Mało tego wszyscy którzy usilowali mi pomagać,odciągać od picia,tłumaczyć o
              szkodliwości częstego upijania,w rzeczywistości tworzyli komfort i dobry klimat
              picia.Jedyna szansa dla nadmiernie pijącego to....
              • Gość: ONA Re: czy to już alkoholik? - niestety, tak IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.03, 23:35
                Stachu 34! No własnie! Co wpłynęło na to, że postanowiłeś nie pić? Jak ja mam
                pomóc swojemu mężowi? Zobojętnieć? Ale czy można zobojętnieć w takiej sprawie???
                Odpowiedz!!!
                • stachu34 Re: czy to już alkoholik? - niestety, tak 25.01.03, 20:34
                  Po pierwsze wszyscy bliscy się odwrócili,żona wyprowadziła się z dziećmi do
                  swojej Mamy.Zostałem sam,moglem upijać sie do woli,bez krzyków,wymówek,Przede
                  wszystkim nie musiałem sobie szukać alibi dla swojego picia.Natychmiast
                  znaleźli się koledzy,którzy skutecznie mi pomagali w tym,abym szybciutko
                  stoczyl się na absolutne dno.Ich działanie było diametralnie różne,od tego
                  jakie stosowała moja rodzina przez wiele lat.Na szczęście została we mnie
                  odrobina człowieka.Kiedyś gdy siedziałem skacowany w fotelu,poraziła mnie
                  myśl,że sam nie jestem w stanie przerwać mojego opilstwa,mało tego,że ja już
                  nie potrafię inaczej pić jak upijając sie,i to kilka dni z rzędu.W niesamowity
                  sposób zakorzeniła sie w głowie.Jeszcze kilka dni popijałem,i już rozmyślałem
                  nad tym,że jeżeli sam nie mogę,to kto może mi pomóc.Któregoś
                  pięknego,wiosennego poranka 1998r poszedłem do lekarza,dostalem skierowanie na
                  leczenie odwykowe.To jest bardzo wielki skrót tego co przeżyłem,jakie są moje
                  przemyślenia.Jedno mogę Ci powiedzieć,że od tamtego wiosennego poranka,nie
                  wziąłem ani jednego łyczka piwa,nie mówiąc o mocniejszych trunkach.
                  • Gość: ONA Re: czy to już alkoholik? - niestety, tak IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.03, 21:06
                    Stachu! Dzięki! Czy nie sądzisz, że to, że wysyłam męża do jego mieszkania jest
                    w pewien sposób zbliżone do sytuacji, w której Ty się wyprowadziłeś z domu?
                    Różnica pewna (a nawet dość istotna !!!) jest : otóż ja zostaję u siebie. To on
                    się "wynosi" - chociaż w pewnym sensie na jedno wychodzi. Ale do rzeczy.
                    Pytanie nasuwa mi się następujące: czy mam mu zakazać wracać do mnie kiedy jest
                    trzeźwy? No, wiesz - żeby przemyślał, zrozumiał itd. zupełnie się w tym
                    wszystkim pogubiłam.Pozdrawiam
                    P.S. A teraz jesteś z żoną? Jeśli nie chcesz, nie odpowiadaj - zrozumiem.
                    • stachu34 Re: czy to już alkoholik? - niestety, tak 26.01.03, 02:06
                      doprecyzuje swoja wypowiedź.Mieszkanie było moje(po śmierci mojej mamy),i ona
                      mnie zostawiła,bo piłem.Nie pomagały groźby i prośby abym sie zmienił.Wcześniej
                      też odchodziła,ale po moich obiecankach poprawy,jeszce wracała.Ja wyraźnie
                      widziałem w jakim kierunku to zmierza,a mimo to dalej wracałem do
                      picia.Rozstaliśmy się w 1993r.Gdy już definitywnie nie chciala wrócić,ja
                      zaprzestałem picia na półtora roku,ale tylko chciałem pokazac,że ja potrafię
                      nie pić.To oczywiście skończyło się na nowo piciem.Potem miałem jeszcze
                      dwuletnia przerwę,i kolejny nawrót do picia.Tak więc były to stosunkowo długie
                      przerwy,i powroty do picia były zawsze coraz dramatyczniejsze,coraz większą
                      cenę za to płaciłem.Teraz po latach to wydaje mi sie,że ja już wtedy szukałem
                      jakiejś możliwości zaprzestania nadużywania alkoholu,ale motywacja nie była ta
                      co trzeba.Cały czas twierdziłem,że nie jestem alkoholikiem.Dziś od pięciu lat
                      wiem,że jestem alkoholikiem,i to rasowym.Tylko tyle,że nie piję,jestem
                      trzeźwy.Swiadomość tego pozwala mi na utrzymywanie abstynencji.Równie świadomy
                      jestem tego,że każdy pierwszy kieliszek mnie powali.
                      Nie jesteśmy ze soba,ponieważ niewątpliwie nie ma zaufania już do mnie i nadal
                      nie wierzy,że jestem innym człowiekiem.Mamy dobre kontakty ze sobą,ale nie
                      rozmawiamy na ten temat.Ona była w jakchś tam związkach z innymi
                      mężczyznami,ale też się chyba nie układało.Z dziećmi mam super
                      kontakty,codziennie są u mnie.Narazie jest dobrze i nie ma sensu tego
                      zmieniać,że by nie popsuć.
                      Twoja sytuacja jest zupełnie inna.Twój mąż jak chce sobie popić,to wynosi się z
                      domu.Jak już dostatecznie zaspokoi swój niedobór alkoholu,wraca.Stwarzasz mu
                      komfortową sytuację do chlania.Alkoholizm jest choroba nieuleczalna i
                      postępującą.Jak ktoś jest alkoholikiem(nie musi tego o sobie mówić,to widać),to
                      jest nim do końca życia.Ułatwiając mu picie bierzesz za niego odpowiedzialność.
                      Jest jeszcze jedna sprawa o kórej chciałbym Ci powiedzieć.Osoba mieszkająca
                      przez kilka lat,pod jednym dachem z człowiekiem uzależnionym,staje sie
                      współuzależnioną.Nazywa się to koalkoholizm.W każdym mieście wojewódzkim są
                      przychodnie odwykowe,i jeżeli miałbym Ci coś poradzić,to spróbuj się do nich
                      zwrócić.Oni zajmuja sie równiez współuzależnieniami,napewno coś podpowiedzą.
                      • Gość: ONA Re: czy to już alkoholik? - niestety, tak IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.03, 08:21
                        Stachu! DZięki raz jeszcze. Cieszę się, że jakoś Ci się układa. A najważniejsze
                        to, że nie pijesz. Wiesz, ale smutno mi jak to wszystko czytam...I w zasadzie
                        znowu jestem w punkcie wyjścia - tylko tyle, że mam więcej informacji. Wiem, że
                        mój mąż za nic w świecie nie pójdzie na terapię grupową. (Wiesz - "Ja jestem
                        ponad to!") Myślałam o jakimś psychologu. Ale jak go znaleźć - przez książkę
                        telefoniczną? Co o tym myslisz?
                        P.S. Ja już nie wiem, czy go kocham, czy nie. Ale wiem, że związek przestaje
                        istnieć wtedy, gdy gasną dwa rodzaje uczuć - miłość i nienawiść. A ja kocham go
                        kiedy jest trzeźwy i nienawidzę kiedy jest pod wpływem. (to tak w uproszczeniu,
                        oczywiście). I wciąż mam nadzieje...
                        Pozdrawiam
                        • stachu34 Re: czy to już alkoholik? - niestety, tak 27.01.03, 20:49
                          Moim zdanie właśnie terapia grupowa daje najlepsze rezultaty,ale jeżeli Twoj mąż
                          sam,z własnej woli nie zechce podjąć leczenia,to na nic Twoje zabiegi.Natomiast
                          jeżeli uzna,że alkohol przeszkadza mu życiu,to sam znajdzie drogę.
                          • Gość: ONA Re: czy to już alkoholik? - niestety, tak IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.03, 23:19
                            Stachu! Ale dlaczego tylko grupowa? czy to, że alkoholik będzie mówić o swoich
                            problemach przed innymi alkoholikami pomoże mu? Przecież każdy ma swoją godność
                            i nikt nie chce mówic o przykrych dla niego rzeczach! Ale to chyba na tym
                            polega...
                            PS.Dzwoniłam wczoraj w poszukiwaniu prywatnego psychologa, który mógłby się
                            podjąć leczenia. Jedna pani psycholog odpowiedziała, że się nie podejmie, druga
                            podobnie - i odesłała mnie/nas do poradni leczenia uzależnień. A w poradni pani
                            powiedziała, ze tylko terapia grupowa, no chyba, że są przeciwskazania. No i
                            koniec.
                            POzdrawiam i dzięki za wszystko.
                            • stachu34 Re: czy to już alkoholik? - niestety, tak 30.01.03, 22:18
                              Zastanów się na jaki organ człowieka działa alkohol?Jak zmienia się człowiek po
                              spożyciu choćby najmniejszej dawki alkoholu?Mówimy że szumi nam w
                              głowie,istnieją zaburzenia równowagi,mowy.Odpowiedź jest prosta-ALKOHOL DZIAŁA
                              NA MÓZG CZŁOWIEKA.Po wielu latach picia zmienia sie zachowanie,myślenie-
                              zmieniają się wartości,mimo tego,że w danej chwili jest trzeźwy.On wcale o tym
                              nie wie,że takie zmiany w nim zachodzą.
                              Robisz mu wymówki,ze znowu sie napił,a on znajdzie milion powodów dlaczego to
                              zrobił.Powiesz,że jest chory,a on znowu poda znowu milion dowodów na to że tak
                              nie jest.Mało tego wskaże osoby które wg niego są chore tylko nie on.A czy
                              picie cztery,albo więcej dni porząd jest normalne?To objaw najzwyklejszej
                              choroby alkoholowej.Lekarz,czy psycholog robi wywiad z takim czlowiekiem,czyli
                              bada go,i co on mu powie?Co on może mu powiedzieć,jak sam nic nie wie?Wie jedno
                              on nie jest alkoholikiem,a jest tu przez pomyłkę.Lub powie,że żona go
                              namówiła,lub powie,że robi to dla lepszego samopoczucia rodziny.Na pytanie
                              lekarza,czy miał ciągi alkoholowe(picie przez kilka dni z rzędu)?Jego odpowiedź
                              będzie brzmiała,że moze ze dwa razy w życiu,i to najwyżej dwa dni pod rząd
                              pił.A prawda jest taka,ze pije od kilku lat i to co tydzień po cztery
                              dni.Będzie bagatelizował,zadziała mechanizm iluzji i zaprzeczania,ale skąd on o
                              tym wie?Tu jest istota terapii grupowej,że ludzie tacy sami jak on,z tym samym
                              problemem,mówią o sobie otwarcie i szczerze.Życiorysy alkoholików są podobne do
                              siebie jak dwie krople wody.Słuchając jak facet będzie mówił "piłem przez
                              siedem lat po 5 dni w tygodniu,i jestem alkoholikiem",to on po jakimś czasie
                              też powie przecież ja też piję od 5 lat po cztery dni w tygodniu,to czy ja też
                              nim nie jestem przypadkiem?Potem znowu powie "wiem,że po pierwszym
                              kieliszku,nie mogę powstrzymać się od następnych".Słuchając tego nasz
                              przykładowy chory powie "cholera u mnie jest tak samo".Wreszcie będzie wiedział
                              na co jest chory.Odpowiednio sterowane takie spotkania,przez psychologa
                              specjalistę od uzależnień,z pewnością dadzą dobre rezultaty.Warto
                              spróbować,mnie to pomogło.
                              • Gość: ONA Re: czy to już alkoholik? - niestety, tak IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.02.03, 00:25
                                Stachu!
                                Załamałeś mnie tym listem... Nie sądziłam, że to aż tak działa na mózg. Wiem,
                                że to wszystko co piszesz jest prawdą. I muszę przyznać, że bardzo mądrze mi to
                                wytłumaczyłeś - chyba po raz pierwszy to zrozumiałam. I zrozumiałam, dlaczego
                                terapia grupowa i nie coś innego. Tylko, że to JA to zrozumiałam, a jak
                                przekonać JEGO? Mimo wszystko spróbuję. Dziękuję! Pozdrawiam
    • Gość: nawrócony Re: czy to już alkoholik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.01.03, 21:45
      1)facet o którym piszesz jest 100% alkoholikiem
      2)alkoholizm jest chorobą i to postępującą-będzie gorzej
      3)nikt nie jest w stanie takiej osobie pomóc,chyba że ona sama sobie pomoze
      4)jak mam więcej powiedzieć to pisz
      • Gość: pl Re: czy to już alkoholik? IP: 62.233.139.* 23.01.03, 17:47
        on nie chce słyszeć o tym że ma problem- najebka 2 do 4X w tygodniu to nie
        problem, tak mówi, nic nie zrobię...
        • human3 Re: czy to już alkoholik? 23.01.03, 18:35
          Gość portalu: pl napisał(a):

          > on nie chce słyszeć o tym że ma problem- najebka 2 do 4X w tygodniu to nie
          > problem, tak mówi, nic nie zrobię...


          rzuc go ! inaczej zmarnujesz sobie zycie !
      • Gość: Uczen Re: czy to już alkoholik? IP: *.pool.mediaWays.net 30.01.03, 20:43
        Gość portalu: nawrócony napisał(a):

        > 1)facet o którym piszesz jest 100% alkoholikiem
        > 2)alkoholizm jest chorobą i to postępującą-będzie gorzej
        > 3)nikt nie jest w stanie takiej osobie pomóc,chyba że ona sama sobie pomoze
        > 4)jak mam więcej powiedzieć to pisz
        Wedlug niemieckich psychologow jezeli pije regularnie tylko jedno piwo
        dziennie, lub sa 3 punkty tzn. 1. napije sie jak sie cieszy 2. napije sie jak
        sie smuci 3. przy okazji .
        I jak pije alkochol a uwarza ze nie jest alkocholikiem.
        I jak ktos logicznie myslacy powie ze wedlug tych kryteriow jest alkocholikiem
        to ma nasrane w papierach do konca. Nie kituje
        I co wy nato ?!


    • Gość: Ja Re: czy to już alkoholik? IP: *.se.com.pl / 10.0.122.* 27.01.03, 16:18
      Moja droga
      Jestem bardzo szczęśliwą mężatką. Mój mąż jest alkoholikiem. W tej chwili jest
      zaszyty. Doszliśmy do wnisku, że sam sobie nie pomoże. Bardzo sie starał ale
      pił coraz więcej, stracił pracę.... Nie bił, był słodki i kochany. Ja natomiast
      postawiłam sprawę jasno albo ja albo alkohol. Mąż wybrał mnie. Uważa, że była
      to najlepsza rzecz jaką zrobił w życiu bo dzięki temu ma wspaniałą i kochającą
      rodzinę.
      Musisz się postawić. Mężowi jest potrzebna terapia "wstrząsowa". Jeżeli Cię
      naprawde kocha też wybierze Ciebie.
      Trzymam mocno kciuki i powodzenia !
      • Gość: pl Re: czy to już alkoholik? IP: 62.233.139.* 28.01.03, 18:31
        dziękuję Ci za te słowa, bardzo pocieszające / pozdrawiam
      • Gość: nawrócony Re: czy to już alkoholik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.01.03, 19:57
        czy Twój mąż zamierza do końca życia się zaszywać?Tabletki-jest to zazwyczaj
        esperal,działają tylko do roku czasu.
        czy nie zadużo optymizmu w Twojej wypowiedzi?Jeżeli zaszycie się byłoby tak
        skuteczne,to problem alkoholizmu mielibyśmy z głowy.Muszę Ci powiedzieć,że
        niewielka część ludzi gotowych na zerwanie z nałogiem,decyduje się na taki
        zabieg.
        • Gość: Ja Re: czy to już alkoholik? IP: *.se.com.pl / 10.0.122.* 29.01.03, 12:14
          Gość portalu: nawrócony napisał(a):

          > czy Twój mąż zamierza do końca życia się zaszywać?Tabletki-jest to zazwyczaj
          > esperal,działają tylko do roku czasu.
          > czy nie zadużo optymizmu w Twojej wypowiedzi?Jeżeli zaszycie się byłoby tak
          > skuteczne,to problem alkoholizmu mielibyśmy z głowy.Muszę Ci powiedzieć,że
          > niewielka część ludzi gotowych na zerwanie z nałogiem,decyduje się na taki
          > zabieg.

          Konsultowaliśmy się z lekarzem. Biorąc pod uwagę różne za i przeciw wspólnie
          postanowiliśmy, że mąż się zaszyje. W sierpniu mija pierwszy rok. Chcemy
          esperal kontynuować jeszcze przez 3 lata a póżniej zobaczymy może psycholog coś
          podpowie.
          Co do optymizmu, to gdzieś w podświadomości czai się lęk ale staram się go
          przezwyciężyć. Ogólnie jestem osobą pogodną i pełną optymizmu. Nie mogę się
          dołować tak naprawdę w tej chwili to nie mam ku temu powodów bo jestem
          szczęśliwa czego wszystkim życzę.

          P.S. Jest na świecie masa ludzi z esperalem i żyją i są szczęśliwi. Wystarczy
          tylko chcieć !!!!!!
          • Gość: nawrócony Re: czy to już alkoholik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.01.03, 18:58
            Może wyjaśnię dlaczego mnie to zainteresowało,otóż sam po dwudziestu latach
            picia,postanowiłem spróbować trzeżwego życia.W 1994 zaszyłem sie,i po 1,5 roku
            powróciłem do picia.Potem była terapia i 2 lata abstynencji,i kolejny powrót do
            alkoholu.Obecnie w marcu minie 5 lat mojej abstynencji,bez żadnych
            wszywek.Pomogła mi bardzo terapia pogłębiona,oraz kontakt z ludżmi,którzy mają
            ten sam problem co ja,lecz również nie pija kilka lat.
            Dziwi mnie bardzo opinia lekarza,kóry uważa wszywkę,za skuteczną.Jak sama
            widzisz moja droga do trzeżwości była bardzo długa i niezwykle ciężka.W tym
            czasie konsultowałem sie z wieloma lekarzami-specjalistami od uzależnień i
            psychologami.Oni szyscy zgodnie twierdzili,że esperal nie jest żadną szansą na
            trzeżwość(o wyleczeniu nie ma mowy,bo alkoholizm jest chorobą nieuleczalną).
            Żałuje bardzo,że lekarz o którym mówisz,nie zwrócił uwagi na jedną bardzo
            istotną rzecz.To Twój optymizm,radość i Twoje szczęście,które niewątpliwie
            udziela się Twojemu mężowi.Jesteś wielką podpora dla niego,a to jest kluczowa
            sprawa.Mężowi życzę wytrwałości,a Tobie,aby nadzieja stała sie rzeczywistością
            na dlugie lata.
            • Gość: Ja Re: czy to już alkoholik? IP: *.se.com.pl / 10.0.122.* 30.01.03, 13:18
              Jesteś jak widzę wspaniałym i wielkim człowiekiem. Dziękuje za dobre słowa.
              Gratuluje Ci wytrwałości. To co osiągnąłęś to olbrzymi sukces, tak trzymaj !
              Przeszedłeś zresztą już swoje. Jesteś mądrym facetem i wiesz co chcesz robić.

              Interesuje mnie z jakiej poradni korzystałeś, bo jak widze terapia odniosła
              wspaniałe efekty.

              Pozdrawiam
              • Gość: nawrócony Re: czy to już alkoholik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.03, 23:14
                Gość portalu: Ja napisał(a):

                > Jesteś jak widzę wspaniałym i wielkim człowiekiem. Dziękuje za dobre słowa.
                > Gratuluje Ci wytrwałości. To co osiągnąłęś to olbrzymi sukces, tak trzymaj !
                > Przeszedłeś zresztą już swoje. Jesteś mądrym facetem i wiesz co chcesz robić.
                >
                > Interesuje mnie z jakiej poradni korzystałeś, bo jak widze terapia odniosła
                > wspaniałe efekty.
                >
                > Pozdrawiam
                W kazdym mieście wojewódzkim jest przychodnia odwykowa,tam są lekarze i
                psycholodzy (specjaliści od uzależnień).Na tę chorobę nie ma tabletki,nie można
                wziąć antybiotyku jak przy grypie i już jest po chorobie.Wymaga głębokiej
                współpracy lekarza,psychologa i grupy współchorych.
                Ja dość negatywnie odbieram wszywanie jakichś specyfików pod skórę.W zależności
                od organizmu zaszytego bywa to dosyć niebezpieczne.Zaszyty np esperal w
                zetknięciu z alkoholem(gdy pacjent nie wytrzyma i napije się)może przynieść
                fatalne skutki,nawet może dojść do śmierci.Dlatego też lekarz bardzo często
                stosuje unik w postaci wszycia zwykłej,nieszkodliwej witaminy.Niemniej jednak
                skoro Twoj mąż decydując się na taki zabieg (przy założeniu,że uczynił to nie
                dlatego,że Ty go przymusiłas,lub powodem tego nie była alternatywa rozpadu
                małżeństwa)uczynił wielki krok ku trzeżwości.Jednak moim zdaniem powinien
                skorzystać z terapii.Wszywka jest jak kule dla chromego,mozna się nią
                podpierać,lecz nie nauczy sie przy tym chodzić.Zyczę powodzenia i trzymam
                kciuki.
          • Gość: ONA Re: czy to już alkoholik? IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.03, 23:11
            "JA" - z jakim lekarzem konsultowaliście się? Z poradni? Jakiś prywatny lekarz?
            Od czego trzeba zacząć? Proszę, odpowiedz!!!
            • Gość: Ja Re: czy to już alkoholik? IP: *.se.com.pl / 10.0.122.* 30.01.03, 13:20
              <ONA>
              To jest znajomy lekarz taki przyjaciel rodziny jest neurochirurgiem.
              Czy rozmawiałaś z mężem o jakimś leczeniu lub o esperalu. Ważne jest czy on
              tego chce. Sama niewiele zdziałasz.
              Pozdrawiam Ja
              • Gość: ONA Re: czy to już alkoholik? IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.02.03, 00:29
                Dzięki "JA". Powiedz mi jeszcze - a gdyby on był zainteresowany tym esperalem
                to od czego trzeba zacząć? może mi cos podpowiesz?
                Pozdrawiam
                • Gość: maż "JA" Re: czy to już alkoholik? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.02.03, 18:11
                  Gość portalu: ONA napisał(a):

                  > Dzięki "JA". Powiedz mi jeszcze - a gdyby on był zainteresowany tym esperalem
                  > to od czego trzeba zacząć? może mi cos podpowiesz?
                  > Pozdrawiam

                  Jestem mężem "JA" mogę ci podpowiedzieć od czego zacząć. Musisz na samym
                  początku uczciwie porozmawiać z nim, nie może on decydować się na zaszycie pod
                  twoją presją musi sam zadecydować czy chce, inaczej nic z tego nie wyjdzie.
                  Zgadza się, że esperal to jest jeden z wielu środków i nie zawsze skuteczny.
                  W moim przypadku esperal skutkuje, skutkuje dlatego bo mam wspaniałą żonę,
                  ktora mi bardzo pomogła i pomaga.
                  Moje problemy z piciem dopiero zaczynały się, byłem na dobrej drodze aby
                  stoczyć się niżej, moja lepsza połówka pomogła mi niestać się NIKIM.
                  Pozdrawiam
                  • Gość: ONA Re: czy to już alkoholik? IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.02.03, 23:02
                    Witaj Mężu "JA"! Naprawdę gratuluję Ci wspaniałej żony. Ale ja też chcę być
                    wspaniałą żoną dla swojego mężą! I oczywiście, w jego przekonaniu jestem,
                    chociaż w moim nie - bo nie potrafię mu pomóc. Myslisz, że z nim nie
                    rozmawiałam? NIe tłumaczyłam? Ale on w kwestii znajomości problematyki
                    teroretycznej zagadnienia jakim jest alkohol zdecydowanie jest lepszy. Tylko,
                    ze ta jego wiedza na nic się zdaję - to tylko teoria. Wiesz, jak to wygląda a
                    praktyce? Jak jest w ciągu - to oczywiste, że nie ma z kim rozmawiać, jak jest
                    trzeźwy to ma tyle spraw zawodowych, że na te ważne sprawy nie ma po prostu
                    czasu... i do następnego ciągu. Chyba mam byc bardziej twarda, co? Ale to tak
                    łatwo powiedzieć...
                    Ale mam pytanie - jeśli on SAM będzie chciał wszyć esperal to gdzie trzeba
                    pójść? Proszę odpowiedz!
                    Pozdrawiam
                    • Gość: maż "JA" Re: czy to już alkoholik? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.03, 20:47
                      Gość portalu: ONA napisał(a):

                      > Witaj Mężu "JA"! Naprawdę gratuluję Ci wspaniałej żony. Ale ja też chcę być
                      > wspaniałą żoną dla swojego mężą! I oczywiście, w jego przekonaniu jestem,
                      > chociaż w moim nie - bo nie potrafię mu pomóc. Myslisz, że z nim nie
                      > rozmawiałam? NIe tłumaczyłam? Ale on w kwestii znajomości problematyki
                      > teroretycznej zagadnienia jakim jest alkohol zdecydowanie jest lepszy. Tylko,
                      > ze ta jego wiedza na nic się zdaję - to tylko teoria. Wiesz, jak to wygląda a
                      > praktyce? Jak jest w ciągu - to oczywiste, że nie ma z kim rozmawiać, jak
                      jest
                      > trzeźwy to ma tyle spraw zawodowych, że na te ważne sprawy nie ma po prostu
                      > czasu... i do następnego ciągu. Chyba mam byc bardziej twarda, co? Ale to tak
                      > łatwo powiedzieć...
                      > Ale mam pytanie - jeśli on SAM będzie chciał wszyć esperal to gdzie trzeba
                      > pójść? Proszę odpowiedz!
                      > Pozdrawiam


                      Witaj
                      Widzę, że masz trudny orzech do zgryzienia. W twoim wypadku proponuję wizytę u
                      psychologa lub w poradni AA, ale bez pomocy rodziny twój mąż nie da sobie rady.
                      Pomoc najbliższych wydaje mi się, że jest najważniejsza.
                      Pozdrawiam
                      • Gość: ONA Re: czy to już alkoholik? IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.03, 23:11
                        Mężu "JA"!
                        Dzięki za wsparcie i rady.
                        Mówisz o rodzinie... To ja i tylko ja jestem dla niego rodziną. MOi rodzice go
                        nienawidzą (i wcale się nie dziwię), a jego są daleko i nic ich (emerytów) juz
                        nie obchodzi. Smutne to wszystko, ale się nie poddam złym myślom. A poza tym
                        problemy męża nie mogą mi przesłaniać całego życia. Mam rację? Myślę, że tak.
                        Pozdrawiam Ciebie i zonę - optymistka momi wszystko.
    • Gość: zmęczona Re: czy to już alkoholik? IP: 195.116.43.* 07.02.03, 16:51
      To wszystko prawda co piszecie, ale co zrobić jeżeli on nie zgadza się na żadną
      wizytę u lekarza.
      Bo przecież jemu nic nie jest . Każde wolne, a ma je co 4 dni kupuje sobie
      butelkę i pije sam w ukryciu. Jeżeli znajdę pustą butelkę ( bo zauważę , że
      jest pijany , a nigdzie nie wychodził) to moja wina , bo szukam.
      Jaką przyjąć metodę ? Udawadniać , że pił. Czy olać nie zauważać
      Pilnować czy nie pilnować?
      • human3 Re: czy to już alkoholik? 07.02.03, 16:57
        Gość portalu: zmęczona napisał(a):

        > To wszystko prawda co piszecie, ale co zrobić jeżeli on nie zgadza się na
        żadną
        >
        > wizytę u lekarza.
        > Bo przecież jemu nic nie jest . Każde wolne, a ma je co 4 dni kupuje sobie
        > butelkę i pije sam w ukryciu. Jeżeli znajdę pustą butelkę ( bo zauważę , że
        > jest pijany , a nigdzie nie wychodził) to moja wina , bo szukam.
        > Jaką przyjąć metodę ? Udawadniać , że pił. Czy olać nie zauważać
        > Pilnować czy nie pilnować?


        rzucic chlopa !!!!
        • Gość: zmęczona Re: czy to już alkoholik? IP: 195.116.43.* 07.02.03, 17:12
          Rzucić chłopa, może i łatwo, ale to ja musiałabym opuścić mieszkanie , bo on
          się wyrzucić nie da.
          • Gość: nawrócony Re: czy to już alkoholik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.02.03, 22:39
            Gość portalu: zmęczona napisał(a):

            > Rzucić chłopa, może i łatwo, ale to ja musiałabym opuścić mieszkanie , bo on
            > się wyrzucić nie da.
            ZAWSZE JAK BĘDZIE PIJANY WYŚLIJ GO NA IZBĘ WYTRZEŹWIEŃ,ZBIRRAJ DOWODY NA TO ŻE
            PIJE.W KOŃCU PRZEPROWADŹ EKSMISJĘ (SAM WYROK SĄDOWY,NIE MUSISZ GO
            REALIZOWAĆ).JAK WTEDY SIĘ NIE OBUDZI,TO NIE MA SZANS,NIC NIE
            ZDZIAŁASZ.ALKOHOLIK,KTÓRY NIE DOSTANIE "W DUPĘ",NIE ZAPRZESTANIE
            PICIA.ZAPAMIĘTAJ TO NA CALE ŻYCIE,BĘDZIESZ Z NIM WALCZYĆ,STRACISZ ZDROWIE,A ON
            BEDZIE PIL DALEJ.
    • Gość: hepik1 Re: czy to już alkoholik? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 07.02.03, 21:47
      O naiwności ludzka!Nie wiesz?Poczekaj jeszcze trochę,możesz jeszcze nawet parę
      lat,potem już będziesz wiedziała napewno.Tylko wtedy będziesz miała skopane
      życie,silną depresję itp.
    • Gość: hepik Re: czy to już alkoholik? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 07.02.03, 22:26
      O naiwności ludzka!Poczekaj jeszcze trochę,może nawet parę lat,choć sądzę że
      krócej a będziesz już wiedziała napewno.Tylko wtedy Twoje życie będzie
      zmarnowane-conajmniej silna depresja ale nie w potoczym słowa tego znaczeniu
      tylko taka prawdziwa.A być może też będziesz alkoholiczką.ALKOHOLIZM jest
      chorobą nieuleczalną i SMIERTELNĄ.Alkoholikiem jest się do końca życia.Ale
      można być alkoholikiem trzeżwiejącym.I to jest jedyna szansa na przedłużenie
      życia.I to godnego iwspaniałego.Dla wyjaśnienia alkoholik Trzezwiejący to taki
      któru po prostu nie pije.Wiesz co jest najgorsze dla alkolika,który decyduje
      się na poddanie terapi?Właśnie świadomość że już do końca życia nie może
      wziąćkropli alkoholu do ust.NI piwa,ni lamki szampana.Nie wiem dlaczego ludzie
      tak boją się pojęcia leczenie odwykowe?Wstyd?Ajak się upija przy
      gościach,zatacza na ulicy,leży-to nie wstyd?No nie,jemu się tylko
      zdarzyło.Biedny.Ajak idzie na terapię ,O to wtedy dopiero jest alkoholikiem.
      • Gość: nawrócony Re: czy to już alkoholik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.02.03, 22:51
        Gość portalu: hepik napisał(a):

        > O naiwności ludzka!Poczekaj jeszcze trochę,może nawet parę lat,choć sądzę że
        > krócej a będziesz już wiedziała napewno.Tylko wtedy Twoje życie będzie
        > zmarnowane-conajmniej silna depresja ale nie w potoczym słowa tego znaczeniu
        > tylko taka prawdziwa.A być może też będziesz alkoholiczką.ALKOHOLIZM jest
        > chorobą nieuleczalną i SMIERTELNĄ.Alkoholikiem jest się do końca życia.Ale
        > można być alkoholikiem trzeżwiejącym.I to jest jedyna szansa na przedłużenie
        > życia.I to godnego iwspaniałego.Dla wyjaśnienia alkoholik Trzezwiejący to
        taki
        > któru po prostu nie pije.Wiesz co jest najgorsze dla alkolika,który decyduje
        > się na poddanie terapi?Właśnie świadomość że już do końca życia nie może
        > wziąćkropli alkoholu do ust.NI piwa,ni lamki szampana.Nie wiem dlaczego
        ludzie
        > tak boją się pojęcia leczenie odwykowe?Wstyd?Ajak się upija przy
        > gościach,zatacza na ulicy,leży-to nie wstyd?No nie,jemu się tylko
        > zdarzyło.Biedny.Ajak idzie na terapię ,O to wtedy dopiero jest alkoholikiem.
        Brawo,brawo i jeszcze raz brawo.Absolutnie zgadzam się z Toba,i jest to jedyna
        mądra wypowiedź na tym forum.Te wszystkie żony,które staraja sie pomóc swoim
        meżom,w rzeczywistosci ułatwiają im chlanie.I to jest paradoks
        alkocholizmu.Rzeczywiście są one równie chore jak ich mężowie,nazywa sie to
        koalkoholizm.Tak samo wymaga leczenia jak alkoholizm.A facet,który wszywa sobie
        w dupę esperal,nie pije 6 miesięcy i jest bardzo szczęśliwy,to idiota bombą
        atomowa pod skórą.Pistolet mu przystawię do łba i też nie będzie chlał.
        • Gość: stary_nałóg Re: czy to już alkoholik? IP: *.future-net.pl 08.02.03, 18:23
          Gość portalu: nawrócony napisał(a):

          > Gość portalu: hepik napisał(a):
          >
          > > O naiwności ludzka!Poczekaj jeszcze trochę,może nawet parę lat,choć sądzę
          > że
          > > krócej a będziesz już wiedziała napewno.Tylko wtedy Twoje życie będzie
          > > zmarnowane-conajmniej silna depresja ale nie w potoczym słowa tego znaczen
          > iu
          > > tylko taka prawdziwa.A być może też będziesz alkoholiczką.ALKOHOLIZM jest
          > > chorobą nieuleczalną i SMIERTELNĄ.Alkoholikiem jest się do końca życia.Ale
          >
          > > można być alkoholikiem trzeżwiejącym.I to jest jedyna szansa na przedłużen
          > ie
          > > życia.I to godnego iwspaniałego.Dla wyjaśnienia alkoholik Trzezwiejący to
          > taki
          > > któru po prostu nie pije.Wiesz co jest najgorsze dla alkolika,który decydu
          > je
          > > się na poddanie terapi?Właśnie świadomość że już do końca życia nie może
          > > wziąćkropli alkoholu do ust.NI piwa,ni lamki szampana.Nie wiem dlaczego
          > ludzie
          > > tak boją się pojęcia leczenie odwykowe?Wstyd?Ajak się upija przy
          > > gościach,zatacza na ulicy,leży-to nie wstyd?No nie,jemu się tylko
          > > zdarzyło.Biedny.Ajak idzie na terapię ,O to wtedy dopiero jest alkoholikie
          > m.
          > Brawo,brawo i jeszcze raz brawo.Absolutnie zgadzam się z Toba,i jest to
          jedyna
          > mądra wypowiedź na tym forum.Te wszystkie żony,które staraja sie pomóc swoim
          > meżom,w rzeczywistosci ułatwiają im chlanie.I to jest paradoks
          > alkocholizmu.Rzeczywiście są one równie chore jak ich mężowie,nazywa sie to
          > koalkoholizm.Tak samo wymaga leczenia jak alkoholizm.A facet,który wszywa
          sobie
          >
          > w dupę esperal,nie pije 6 miesięcy i jest bardzo szczęśliwy,to idiota bombą
          > atomowa pod skórą.Pistolet mu przystawię do łba i też nie będzie chlał.

          A co powiesz drogi Treapetuo, na nałoga, któyr jutro rozpoczyna 100 miesiac
          trzeżwości...masz racje Esperal jest dla ludzi slabych, niestety...pozdrawiam
          goraco wszystkich....
          • Gość: nawrócony Re: czy to już alkoholik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.02.03, 22:43
            Gość portalu: stary_nałóg napisał(a):

            > Gość portalu: nawrócony napisał(a):
            >
            > > Gość portalu: hepik napisał(a):
            > >
            > > > O naiwności ludzka!Poczekaj jeszcze trochę,może nawet parę lat,choć s
            > ądzę
            > > że
            > > > krócej a będziesz już wiedziała napewno.Tylko wtedy Twoje życie będzi
            > e
            > > > zmarnowane-conajmniej silna depresja ale nie w potoczym słowa tego zn
            > aczen
            > > iu
            > > > tylko taka prawdziwa.A być może też będziesz alkoholiczką.ALKOHOLIZM
            > jest
            > > > chorobą nieuleczalną i SMIERTELNĄ.Alkoholikiem jest się do końca życi
            > a.Ale
            > >
            > > > można być alkoholikiem trzeżwiejącym.I to jest jedyna szansa na przed
            > łużen
            > > ie
            > > > życia.I to godnego iwspaniałego.Dla wyjaśnienia alkoholik Trzezwiejąc
            > y to
            > > taki
            > > > któru po prostu nie pije.Wiesz co jest najgorsze dla alkolika,który d
            > ecydu
            > > je
            > > > się na poddanie terapi?Właśnie świadomość że już do końca życia nie m
            > oże
            > > > wziąćkropli alkoholu do ust.NI piwa,ni lamki szampana.Nie wiem dlacze
            > go
            > > ludzie
            > > > tak boją się pojęcia leczenie odwykowe?Wstyd?Ajak się upija przy
            > > > gościach,zatacza na ulicy,leży-to nie wstyd?No nie,jemu się tylko
            > > > zdarzyło.Biedny.Ajak idzie na terapię ,O to wtedy dopiero jest alkoho
            > likie
            > > m.
            > > Brawo,brawo i jeszcze raz brawo.Absolutnie zgadzam się z Toba,i jest to
            > jedyna
            > > mądra wypowiedź na tym forum.Te wszystkie żony,które staraja sie pomóc swo
            > im
            > > meżom,w rzeczywistosci ułatwiają im chlanie.I to jest paradoks
            > > alkocholizmu.Rzeczywiście są one równie chore jak ich mężowie,nazywa sie t
            > o
            > > koalkoholizm.Tak samo wymaga leczenia jak alkoholizm.A facet,który wszywa
            > sobie
            > >
            > > w dupę esperal,nie pije 6 miesięcy i jest bardzo szczęśliwy,to idiota bomb
            > ą
            > > atomowa pod skórą.Pistolet mu przystawię do łba i też nie będzie chlał.
            >
            > A co powiesz drogi Treapetuo, na nałoga, któyr jutro rozpoczyna 100 miesiac
            > trzeżwości...masz racje Esperal jest dla ludzi slabych,
            niestety...pozdrawiam
            > goraco wszystkich....
            ....a to chciałem ci powiedzieć "Stary Nałogu",że wobec alkoholu nie ma ludzi
            mocnych.Z całego serca Ci gratuluję,i życzę kolejnych setek-ja rozpocząłem 72
            miesiąc abstynencji absolutnej.
          • Gość: hepik Re: czy to już alkoholik? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.03, 06:51
            Ija przyłączam się do gratulacji Nawróconego.Mnie do takiego wyniku
            daleko.Tylko czy Twój przypadek nie jest wyjątkowy?Czy nie stwarzasz iluzji dla
            innych,że wystarczy wszyć sobie coś pod skórę i już problem z głowy?Gdyby tak
            było to nie istniałby problem alkoholiazmu.A co szkodzi zastosować straszak ale
            również dowiedzieć się o mechanizmach działania alkoholu?Nie wszystcy są tacy
            silni jak Ty.
            • Gość: stary_nałóg Re: czy to już alkoholik? IP: *.future-net.pl 09.02.03, 09:40
              Gość portalu: hepik napisał(a):

              > Ija przyłączam się do gratulacji Nawróconego.Mnie do takiego wyniku
              > daleko.Tylko czy Twój przypadek nie jest wyjątkowy?Czy nie stwarzasz iluzji
              dla
              >
              > innych,że wystarczy wszyć sobie coś pod skórę i już problem z głowy?Gdyby tak
              > było to nie istniałby problem alkoholiazmu.A co szkodzi zastosować straszak
              ale
              >
              > również dowiedzieć się o mechanizmach działania alkoholu?Nie wszystcy są tacy
              > silni jak Ty.
              Dzieki serdeczne za gratulacje, sorry nie chodzi w tej grze o zadne rekordy,
              jestem trzewym alkoholikiem nastenpe 24-godziny i to jest wlasnie moj sukces. Z
              nikotyna walczylem jeszcze dluzej, ale pomimi znajomosci metod terapii
              uzaleznien nie pale dopiero od 2 lat, a metoda zerwania z tym nalogiem jest
              identyczna jak z akloholem...nidgy wiecej, nawet 1 dymka. Coz troche woli,
              troche wiary, no i nie rozczulac sie nad Soba, a bedzie OKI. Pozdrawiam
              Wszystkich bardzo cieplutko i zycze jak najdluzszych abstynencji. To tylko dla
              naszego dobra, nie dla zony, mamy czy...
              • Gość: stary_nałóg Re: czy to już alkoholik? IP: *.future-net.pl 09.02.03, 12:10


                > Dzieki serdeczne za gratulacje, sorry nie chodzi w tej grze o zadne rekordy,
                > jestem trzewym alkoholikiem nastenpe 24-godziny i to jest wlasnie moj sukces.
                Z
                >
                > nikotyna walczylem jeszcze dluzej, ale pomimi znajomosci metod terapii
                > uzaleznien nie pale dopiero od 2 lat, a metoda zerwania z tym nalogiem jest
                > identyczna jak z akloholem...nidgy wiecej, nawet 1 dymka. Coz troche woli,
                > troche wiary, no i nie rozczulac sie nad Soba, a bedzie OKI. Pozdrawiam
                > Wszystkich bardzo cieplutko i zycze jak najdluzszych abstynencji. To tylko
                dla
                > naszego dobra, nie dla zony, mamy czy...
    • Gość: hepik Re: czy to już alkoholik? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 08.02.03, 17:05
      Kolego Nawrócony.Zawsze miło przeczytać pochwałe pod swoim adresem,za to
      dziękuję.Co mnie trochę jednak ubodło w Twoim poście to jakby lekceważenie tych
      kobiet ,które chcą pomóc swoim partnerom.Wiesz,że Twoja ,jak imoja wiedza
      pochodzą stąd,że obaj jesteśmy trzeżwiejącymi alkoholikami a wynieśliśmy ją z
      terapii grupowej AA,jak i własnych doświadczeń.To nie ich wina,że one tej
      wiedzy nie posiadają a na pewno chcą pomóc partnerom,bo ich nadal kochają.Wiesz
      alkoholicy to nawspanialsi kłamcy świata.Znajdą sto argumentów
      usprawiedliwiających swe picie.I dopóki sami nie dprzyznają się do alkoholizmu
      nikt ich do leczenia nie namówi.I to być może tym paniom
      uświadomimy.Czułość,opieka,pomoc przyda się na pewno ale dopiero gdy ich
      partnerzy podejmą leczenie.I to nie esperalem,bo on nie leczy,tylko działa jako
      straszak.Jedyną metodą jest terapia zbiorowa AA.To nie jest łatwe ale też nie
      takie straszne.Trzeba tylko przełamać wstyd.Ale alkoholikiem nie staje się
      człowiek gdy decyduje się na podjęcie leczenia,on jest już nim jest od dawna.Od
      tej pory jest akoholikiem trzeżwiejącym,to znaczy nie pijącym.To właściwie nie
      są informacje dla Ciebie ado tych kobiet,które prosiły oradę.Być może jeszcze
      zajrzą do tego wątku.Pozdrawiam wszystkich którzy chcą walczyć oswoje
      szczęśliwe życie bez alkoholu
      • Gość: nawrócony Re: czy to już alkoholik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.02.03, 20:06
        Hepik,jeżeli w moim przekazie wyczułeś lekceważenie kobiet, które chcą pomóc
        swoim bliskim to najmocniej przepraszm.Nie miałem najmniejszego zamiaru
        kogokolwiek dotknąć czy obrazić. Dziś wiem, jakim koszmarem jest życie pod
        jednym dachem z osobą nadużywającą alkoholu. Sam piłem przez 20 lat. Nigdy nie
        przepiłem pensji,nie awanturowałem się. Chodziłem zawsze czysto
        ubrany,ogolony.Na zewnątrz zwykły porządny człowiek. Dramat rozgrywał się w
        czterech ścianach mojego mieszkania, moje dzieci na szczęście były z tego
        wyłączone i to dzięki Niej. Jeżeli były między nami kłótnie to tylko o to, że
        nadmiernie piję(a piłem w systemie kilka dni picia,kilka dni przerwy).Nie
        chciałem słyszeć o jakimkolwiek leczeniu czy o identyfikowaniu się z
        alkoholizmem.Nie wytrzymała tego odeszła. Ja ją bardzo kochałem i to było już
        motywacją do jeszcze większego picia. Brak mi było ciągłego upominania,mogłem
        do woli nurzać się w gorzale. Kres przyszedł bardzo szybko,wcześniej niż bym
        się spodziewał.Dziś od pięciu lat nie piję,i błogosławię ten dzień, kiedy
        odeszla.To pomogło mi zobaczyć,jak bardzo jestem chory. Nadal Ją kocham, ale
        pełen pokory czekam na jej gest. Ma prawo nie wierzyć, że się zmieniłem.Z
        dziećmi mam znakomity kontakt,i tak naprawdę to według mnie teraz dopiero
        jestem ojcem.
        Mam wielki szacunek dla matek,żon i wszystkich kobiet,którym przyszło dzielic
        życie z alkoholikiem.Wiem ile cierpienia kryje się w tych kobietach,ale na Boga
        niech nie tworzą parawanu dla słabości swoich mężczyzn.
        • Gość: hepik Re: czy to już alkoholik? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.03, 06:59
          A u mnie trochę inaczej.Jestem z żoną od 25 lat.I Ona to wszystko wytrzymała,
          aż w końcu się doczekała.Różne więc są motywacje decyzji podjęcia decyzji
          oleczeniu inie piciu.Pozdrawiam.
          • Gość: nawrócony Re: czy to już alkoholik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.02.03, 09:38
            Gość portalu: hepik napisał(a):

            > A u mnie trochę inaczej.Jestem z żoną od 25 lat.I Ona to wszystko wytrzymała,
            > aż w końcu się doczekała.Różne więc są motywacje decyzji podjęcia decyzji
            > oleczeniu inie piciu.Pozdrawiam.
            Również pozdrawiam.
            Istotą mojego postu jest to,że niezależnie od tego co się dzieje wokół mnie-ja
            jestem trzeżwy.Motywacją zaś jest to,że nie piję ,bo nie chcę,nie potrafię
            kontrolować ilości wypitego alkoholu.Korzyści wynikajce z tego faktu,odczuwają
            wszyscy-naturalnie przede wszystkim najbliżsi.
            Twojej żonie należy się ta nagroda.Szczęśliwa rodzina jest rzeczywiście ogromną
            podporą dla człowieka,który pragnie zerwać z piciem.
        • Gość: hepik Re: czy to już alkoholik? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.03, 09:34
          Założyłem nowy wątek pt NIE JESTEM ALKOHOLIKIEM!!!?,który ma być taką małą
          prowokacją.Gdybyś się z nim zapoznał i wyraził swoją opinię byłbym wdzięczny.
          • Gość: nawrócony Re: czy to już alkoholik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.02.03, 10:49
            Ale co ja mogę powiedzieć na ten temat,jestem alkoholikiem i to stuprocentowym.
            Dzięki temu, że nim jestem w tej chwili nie piję.
            Osiągnąć tę świadomość było mi bardzo trudno. Ogół społeczeństwa traktuje to
            słowo jako obraźliwe. Tak samo było ze mną przez wiele lat. Dziś tego nie
            rozumiem, dlaczego tak jest.
            Ci, co piją denaturat pod chmurką czy gdzieś w melinie tak samo się upijają jak
            ci, co pija markowe trunki, w eleganckich pubach czy drogich restauracjach.
            Skutek jest ten sam. Tamtych po prostu nie stać na taki rodzaj picia nas
            jeszcze na razie było na to stać też do czasu. To, że chodzimy czysto ładnie
            ubrani to zasługa naszych matek,żon-naszych bliskich.
            Zachowanie,słownictwo to wymóg społeczności i miejsca, w którym się znajdujemy.
            Wejdź między wrony będziesz krakał jak i one.
            To że nie leżałem w rynsztoku zapijaczony to też zasługa jakiejś życzliwej
            duszy, która odwiozła mnie taryfą do domu. Tak, więc nie różnie się niczym to,
            czemu nie mogę o sobie tego powiedzieć alkoholik?
            Pod koniec ubiegłego roku byłem na spotkaniu „integracyjnym”,zorganizowanym
            przez zakład pracy. Było to ogólne pijaństwo.Na 15 mężczyzn ja jeden nie
            pilem.Postrzegany byłem jak jakieś dziwadło. Okazuje się,że nie mam prawa nie
            pić,i to jest znak naszych czasów.
    • Gość: Mąż Onej Re: czy to już alkoholik? IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.03, 11:06
      Miło się było zapoznać z tekstami.
      Pierwszy raz w poradni przeciwalkoholowej byłej trzydzieści lat temu.
      Spisywanie danych personalnych trwało 45 min. Efekt żaden.
      Drugi raz byłem w tym roku. Spisywanine danych presonalnych trwało 45 min.
      Czułem się jak niewolnica na targu.
      Żadnego efektu.Poprosiłem o zaszycie - NIE - terapia przestarzała. Poprosiłem o
      tabletki - NIE - terapia przestarzała. Czy istnieje indywidualna terapia - NIE -
      tylko grupowa. Pracuje na terenie całego kraj - nie mogę uczestniczyć w
      terapii grupowej. Koniec pomocy. Jak sądzicie co teraz robie?????????????
      • Gość: hepik Re: czy to już alkoholik? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.03, 16:35
        Zauważ,że szukasz wymówki-usprawiedliwiasz się.Ito znowu jest typowe dla
        alkoholika.45 min za długo,jeżdzę po kraju nie mogę.Jeśli już naprawdę byś
        chciał to nie są to żadne argumenty.Terapie grupowa w przychodni odwykowej trwa
        6-7 tygodni.Na ten czas dostaję się L-4.Legalnie.Zaraz napiszesz,że Twój
        pracodawca nie będzie tolerował tak długiego zwolnienia(przynajmniej pomyślisz
        tak)I to już znowu jest kolejna wymówka,może bardziej poważna niż upokorzenie
        przy rejestraci ale w sumie taka sama.Widocznie Twój czas jeszcze nie
        nadszedł.To tylko chodzi o hierarchię ważności.Twoje zdrowie a właściwie życie
        jest ciągle na dalszym planie.AKOHOLIZM JEST CHOROBĄ ŚMIERTELNĄ.
        • Gość: Mąż Onej Re: czy to już alkoholik? IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.03, 18:43
          Dzięki. Tylko ja to wszystko już wiem. A poza tym, mam zawód - wybacz, że
          pominę jaki - który naprawdę wyklucza wypoczynek. Jestem uzależniony nie od
          jednego, nie od dwóch, nawet nie od trzech pracodawców.
          Problemem jest środowisko.
          • Gość: nawrócony Re: czy to już alkoholik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.02.03, 20:29
            Gość portalu: Mąż Onej napisał(a):

            > Dzięki. Tylko ja to wszystko już wiem. A poza tym, mam zawód - wybacz, że
            > pominę jaki - który naprawdę wyklucza wypoczynek. Jestem uzależniony nie od
            > jednego, nie od dwóch, nawet nie od trzech pracodawców.
            > Problemem jest środowisko.
            Przeczytałem oba Twoje posty zastanawiam się, czego oczekujesz?Może tego, że
            dostaniesz gotową receptę na wyleczenie?Kolego to nie jest grypa.Nie ma
            antybiotyku, po którym zaprzestaniesz picia,w taki sam sposób,jak spada
            temperatura,i już jest po chorobie?
            Wiem jedno,że jesteś człowiekiem po 50 i dwukrotnie próbowałeś rozpocząć
            leczenie.Chciales zrobić wszywkę lub brać tabletki. Czyli krótko mówiąc w jakiś
            sposób przyznajesz, że za dużo pijesz, ale mieścisz się w granicach
            przyzwoitości. Czy tak?
            Ja natomiast wiem, że jesteś bardzo mocno zaangażowany w picie. Alkoholik to
            taki człowiek, którego myślenie zmienia się pod wpływem nadmiernego i
            długotrwałego spożywania alkoholu.Nie mam tu na myśli momentu, kiedy dany
            człowiek jest pod wpływem, ale ten czas,kiedy jest z pozoru trzeźwy(chodzi o
            przerwy między ciągami).
            Jego myślenie jest irracjonalne,w dalszym ciągu pijane. Działają pewne
            mechanizmy wykształcone pod wpływem nadmiernego spożywania alkoholu, ale Ty nie
            masz o tym pojęcia. Jak to poznasz nauczysz się jak je zmienić to będzie
            znaczyć, że jesteś na dobrej drodze do zaprzestania picia?Nie będzie Ci
            potrzebna żadna wszywka ani tabletki. Będziesz szczęśliwym czlowiekiem.Przemyśl
            to!!!!acha i jeszce jedno,nie zwalaj swojego picia na środowisko.Czy ktoś wlewa
            Ci wódkę do gardła na siłę?Alkohol był,jest i będzie,i to ja sam decyduje czy
            mam się napic,czy nie.
          • Gość: alkoholik Re: czy to już alkoholik? IP: *.look.ca 10.02.03, 03:20
            Przepraszam, ale walne prosto z mostu. Problemem nie jest srodowisko, tylko ze
            ty jestes aktywnym alkoholikiem. Znam to z pierwszej reki bo sam sie z tym
            borykam. Jak na razie idzie niezle. Pamietaj, pozegnanie sie z tym
            narkotykiem jest jak odzyskanie zycia na na nowo. Czym pozniej zaczniesz byc
            powazny, tym wiecej zycia zmarnujesz albo umzesz z alkoholizmu. Poza terapia,
            polecam spotkania AA. Sprawdz kilka i wybierz ten ktory Ci najbardziej
            odpowiada. Jak jedziesz poza dom wyczaj gdzie tam sa spotkania. Ja jade na
            Caraiby za dwa tygodnie i... tam tez sa spotkania wiec nie ma wymowki choc w
            hotelu jest 8 barow i wszystko zaplacone z gory. Glowa do gory i wez sie za to
            powaznie.
            • Gość: Mąż Onej Re: czy to już alkoholik? IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.03, 22:20
              Czy koś może mi wyjaśnić jak często odbywają się spotkania grup AA? Rozumiem,
              że można wybrać którąś, ale czy można sporadycznie bywać na grupach w innych
              miastach. Często poodróżuję. Co się na spotkaniu robi?
              • Gość: hepik1 Re: czy to już alkoholik? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.03, 21:09
                Teraoie odwykowa dzienna trwa ok.6 tygodni i odbywa się wjednym
                miejscutzn.poradni leczącej uzależnienia,codziennie oprócz weekendów.Na ten
                okres otrzymać można L-4.Potem można już w różnych miastach Polski a nawet na
                całym świecie uczestniczyć w tzw.mitingach AA.Zaczynanie od samych mityngów
                chyba jest bez sensu.Na zrozumienie wszystkich uwarunkowań rządzących życiem
                alkoholika jest jednak potrzebna w/w terapia.Choć są przypadki mi znane
                osobiście,że ktoś po iluś dniach terapi grupowej rezygnowął inastępnie
                uczestniczył często w mityngach.Ale ja do tego przekonania nie mam.
                • Gość: hepik Re: czy to już alkoholik? IP: 213.76.11.* 15.02.03, 18:09
                  Winduję wątek do góry.
                  • Gość: ONA Re: czy to już alkoholik? do Hepika IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.02.03, 00:11
                    Hepik! Dzięki za rady. Bylismy u psychologa (prywatnie). Pani przedstawiła
                    różne metody leczenia i w poniedziałek idziemy na miting. A dlaczego mówisz, ze
                    trzeba zaczynać od terapii odwykowej? Co to jest ta terapia?
                    Przyznam, że ja osobiście odczuwam lekki niepokój przed tym spotkaniem w
                    poniedziałek - wiele różnych uczuć. Chyba nie powinnam?
                    • Gość: hepik1 Re: czy to już alkoholik? do Onej IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.02.03, 07:53
                      Na czym polega terapie grupowa pisałem parę postów wyżej w odpowiedzi dla
                      Twojego męża.Tam oprócz tego ,że poznajesz mechanizmy jakie żądzą postępowaniem
                      alkoholika-spotykasz ludzi,którzy mają identyczny problem.Przekonujesz się,że
                      mimo,że każdy człowiek jest inny to alkolicy a właściwie ich problemy są
                      identyczne.Po prostu wszysko już było.Przekonujesz się,że alkoholicy
                      toniekoniecznie ludzie spod budki z piwem,ale również lekarze,prawnicy itp.Z
                      pierwszym krokiem-pokonaniem bariery wstydu,jest jak z skokiem do basenu z wodą
                      o temp.np 20 stopni,subiektywnie wydaje się ona zimna.Po zanurzeniu odczuwasz
                      ulgę,przyjemny chłód.I takie odczucia ma 95% ludzi,którzy dzielą się swoimi
                      odczuciami po pierwszym dniu terapi.Nie zawsze będzie tak przyjemnie,czasami
                      się można zdenerwować,poczuć lęk itp.Innym razem wychodzisz pełna eufori.Moim
                      zdaniem na tym polega m.in wyższość terapi grupowej,że jesteś w grupie a
                      człowiek jest zwierzęciem stadnym.W zależności od człowieka,słuchając
                      innych,bardzo szybko mija poczucie wstydu,naraz odkrywasz ,że to co nigdy nie
                      przeszło Ci przez usta,mówisz do ludzi ,których widzisz pierwszy raz w Zyciu.W
                      grupie spotkasz ludzi,którzy Ci bezinteresownie pomogą a jednocześnie Ty
                      pomagasz im.Zajęcia odbywają się z kilkoma terapeutami.Dla mnie najcenniejsi
                      byli tacy,którzy sami są alkoholikami (niepijącymi)Tu nie tylko przemawia
                      teoria ale ich własna praktyka.Najmilej z własnej terapi wspominam
                      psychologa,alkoholika,niepijącego 8 lat pracującego jako wolontariusz,czyli nie
                      dla pensji.Dlatego też uważam,że choć terapia nie daje 100% gwarancji,nikt inic
                      takiej gwarancji nie da ale ten procent jest największy z wszystkich możliwych
                      metod.Na razie,pozdrawiam i mimo wszystko życzę powedzenia z psychologiem.
                    • Gość: hepik1 Re: czy to już alkoholik? do Onej IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.02.03, 08:05
                      Przegapiłem ten mityng.Jestem bardzo sceptyczny,co do rozpoczynania leczenia od
                      tego.Przyjmują bardzo serdecznie-tu nie ma obaw.Nikt Cię nie zmusza do zabrania
                      głosu,możesz w każdej chwili Go op,ze ze mną wcale nie jest tak żleuścić.Ale
                      bez poznania czym jest alkoholizm(w/w mechanizmy żądzące postępowaniem i
                      myśleniem alkolika) mogą dać rezultat zupełnie odwrotny.Tam ludzie opowiadają
                      jak pili,co stracili przez picie(czasami to opowieści bardzo dramatyczne)oraz
                      jak trzeżwieją.Po pierwszym można się pocieszyć że ze mną nie jest tak ,żle,co
                      ja tutaj robię?I wrócić do picia co jest napewno przyjemniejsze od
                      trzeżwienia.Ale niech mąż spróbuje.
                    • Gość: hepik1 Re: czy to już alkoholik? do Onej IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.02.03, 09:11
                      Wdrugiej odpowiedzi nastąpiły zniekształcenia,przez co może być
                      niezrozumiała.Wzwiązku,że korzystam z modemu nie chcę nadmiernie
                      wzbogacaćTP.SAGdyby więc coś było niejasne podaję e-mail do mnie
                      hepik1@gazeta.pl.Chętnie pomogę
    • Gość: hepik Re: czy to już alkoholik? IP: 213.76.11.* 15.02.03, 18:11
      Jesze raz.
      • Gość: obok Re: na pewno alkoholik IP: 213.17.140.* 18.02.03, 17:00
        znam alkoholika, wie ze jest alkoholikiem... mowi o tym otwarcie czyli spelnia
        wymog aby sie zaczac leczyc... bo najwazniejsza jest swiadomosc choroby. Kiedys
        chodzil na mityngi.. 5 razy byl na odtruciu. I znowu pije od 4 lat. Po 5
        letniej przerwie.. on wszystko wie, wie ze musi byc na dnie by przestac, wie ze
        jest trudny we wspolzyciu ( malo trudny , okropny) jak nie pije... pije w
        systemie 3 tygodnie picia, 6 tygodni niepicia ( tak plus/minus) i caly czas
        mysli o tym.. wszystko przerabial... zona go zostawila, a kochal ja bardzo i
        nic... no moze te 5 lat przerwy to na jej czesc. Jak pije to najpierw euforia,
        a potem brzydzi sie soba.Przestaje...leczy kaca... i znowu zaczyna.. jak w
        Pilchowskiej powiesci "Pod upadlym aniolem" wie ze oszukuje innych, sam siebie,
        wie ze alkohol pozbawil go umiejetnosci przezywania uczuc wyzszych.... musi
        umrzec??
        Nie ma szans??
        Musi sam chciec?? To czy mu sie zachce dla siebie skoro 20 lat picia i
        przerabane zycie nie wyzwolilo w nim checi aby walczyc?
        Czy ktorys z piszacych tu niepijacych alkoholikow moze mi odpowiedziec, co bylo
        prawdziwym motywem, tego ze urosla w nich taka wola zycia by sie zaczac leczyc?

        Niestety jest samowystarczalny finansowo...
        • Gość: nawrócony Re: na pewno alkoholik IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.03, 22:21
          Gość portalu: obok napisał(a):

          > znam alkoholika, wie ze jest alkoholikiem... mowi o tym otwarcie czyli
          spelnia
          > wymog aby sie zaczac leczyc... bo najwazniejsza jest swiadomosc choroby.
          Kiedys
          >
          > chodzil na mityngi.. 5 razy byl na odtruciu. I znowu pije od 4 lat. Po 5
          > letniej przerwie.. on wszystko wie, wie ze musi byc na dnie by przestac, wie
          ze
          >
          > jest trudny we wspolzyciu ( malo trudny , okropny) jak nie pije... pije w
          > systemie 3 tygodnie picia, 6 tygodni niepicia ( tak plus/minus) i caly czas
          > mysli o tym.. wszystko przerabial... zona go zostawila, a kochal ja bardzo i
          > nic... no moze te 5 lat przerwy to na jej czesc. Jak pije to najpierw
          euforia,
          > a potem brzydzi sie soba.Przestaje...leczy kaca... i znowu zaczyna.. jak w
          > Pilchowskiej powiesci "Pod upadlym aniolem" wie ze oszukuje innych, sam
          siebie,
          >
          > wie ze alkohol pozbawil go umiejetnosci przezywania uczuc wyzszych.... musi
          > umrzec??
          > Nie ma szans??
          > Musi sam chciec?? To czy mu sie zachce dla siebie skoro 20 lat picia i
          > przerabane zycie nie wyzwolilo w nim checi aby walczyc?
          > Czy ktorys z piszacych tu niepijacych alkoholikow moze mi odpowiedziec, co
          bylo
          >
          > prawdziwym motywem, tego ze urosla w nich taka wola zycia by sie zaczac
          leczyc?
          >
          > Niestety jest samowystarczalny finansowo...
          znam alkoholika,który pijąc 50 lat,zaprzestał w wieku 75 lat.Dziś ma ponad 80 i
          jest szczęśliwym czlowiekiem.
          ...piszesz "przerabiane życie nie wyzwoliło w nim chęci aby walczyć?",a ja się
          pytam o co ma walczyć?...o godne życie ,bez alkoholu?
          Nie,on caly czas walczy,ale z alkoholem.Kto zwycięży,alkohol,czy on?
          Jeszcze się nie urodził taki co wygrał by tę batalię.Epilog jest jeden.Umiera
          tragicznie (wypadek drogowy po pijanemu),lub z powodu wyczerpania mechanizmów
          obronnych własnego organizmu.
          Czy powyższe nie jest wystarczającym motywem do takiej woli życia,aby podjąć
          leczenie?
          • Gość: rysy1 Re: na pewno alkoholik IP: *.magma-net.pl 20.02.03, 14:23
        • Gość: hepik Re: na pewno alkoholik IP: 213.76.11.* 21.02.03, 21:36
          Gość portalu: obok napisał(a):

          > znam alkoholika, wie ze jest alkoholikiem... mowi o tym otwarcie czyli
          spelnia
          > wymog aby sie zaczac leczyc... bo najwazniejsza jest swiadomosc choroby.
          Kiedys
          >
          > chodzil na mityngi.. 5 razy byl na odtruciu. I znowu pije od 4 lat. Po 5
          > letniej przerwie.. on wszystko wie, wie ze musi byc na dnie by przestac, wie
          ze
          >
          > jest trudny we wspolzyciu ( malo trudny , okropny) jak nie pije... pije w
          > systemie 3 tygodnie picia, 6 tygodni niepicia ( tak plus/minus) i caly czas
          > mysli o tym.. wszystko przerabial... zona go zostawila, a kochal ja bardzo i
          > nic... no moze te 5 lat przerwy to na jej czesc. Jak pije to najpierw
          euforia,
          > a potem brzydzi sie soba.Przestaje...leczy kaca... i znowu zaczyna.. jak w
          > Pilchowskiej powiesci "Pod upadlym aniolem" wie ze oszukuje innych, sam
          siebie,
          >
          > wie ze alkohol pozbawil go umiejetnosci przezywania uczuc wyzszych.... musi
          > umrzec??
          > Nie ma szans??
          > Musi sam chciec?? To czy mu sie zachce dla siebie skoro 20 lat picia i
          > przerabane zycie nie wyzwolilo w nim checi aby walczyc?
          > Czy ktorys z piszacych tu niepijacych alkoholikow moze mi odpowiedziec, co
          bylo
          >
          > prawdziwym motywem, tego ze urosla w nich taka wola zycia by sie zaczac
          leczyc?
          >
          > Niestety jest samowystarczalny
          finansowo...
          Twój post musiał się kilka dni odleżeć w mojej głowie.Mam takie dziwne
          wrażenie że piszesz o sobie albo o bardzo bliskiej Tobie osobie a nie jakimś
          tylko znajomym.Ale będę tą osobę traktował jako dalekiego znajomego.Do
          rzeczy.Myślę ,że najwiekszym pragnieniem człowieka jest chęć właśnie życia.Tak
          ma 99,9% ludzi na świecie.Ta pozostałajedna dziesiąta to samobójcy.Ale i oni
          nawet gdy przygotowywują swoją śmierć tzn.piszą list pożegnalny,stwarzają
          warunki do popełnienia samobójstwa itp myśląc że nie chcą już żyć w ostatniej
          chwili odczuwają chęć życia,tyle że w takim momencie gdy nie ma już odwrotu.Mam
          na myśli moment gdy stołek usuwa się spod nóg czy lecąc z dziesiątego
          piętra.Alkoholizm jest też formą samobójstwa(banał tyle,że prawdziwy-alkoholizm
          jest chorobą śmiertelną) tyle żę trwającą nie ułamek sekundy ale latami.Jest to
          choroba mózgu iuczuć a te właśnie rodzą się w mózgu a nie w sercu.I wmózgu
          zniszczonym przez alkohol rodzi się myśl,że nie chce mi się żyć,nie ma dla
          kogo,niema sensu.Ale itaki alkoholik poczuje że tak naprawdę na życiu mu
          zależy,tyle że będzie to ten moment gdy ten stołek usuwa się spod nóg.A będzie
          to w ostatnich chwilach agoni,gdy medycyna nie jest w żaden sposób pomóc.Gdy
          wcześniej pojawia się chęć życia alkoholicy podejmują walkę-leczenie,terapię
          grupową,która na teraz jest chyba jedyną metodą dającą szanse.Rodzina,kochająca
          żona,dzieci mogą wspierać,mądrze pomagać alepodstawą jest właśnie chęć
          życia.Nie wiem czy czegoś nie za bardzo pogmatwałem ale korzystam z modemu a
          limit dzienny już misie powoli a właściwie szybko kończy pozdrawiam
    • rysy1 Re: czy to już alkoholik? 21.02.03, 11:12
      To ja się wczoraj wpisałem, ale jak widać bez tekstu - przepraszam. Też jestem
      alkoholikiem (zdrowiejącym od 603 dni). Zaczynałem od detoksu odtruwania (10dni)
      i terapii grupowej dziennej (8 tygodni). Leczenie zacząłem po namowach żony i
      lekarki. Trwało to ok. 3 m-cy. Sam czułem się już coraz gorzej - "odpływałem".
      No i pewnego dnia żona mówi jedziemy - sama wypytała się gdzie, co, jak, z kim
      rozmawiać i.t.d. Pojechaliśmy i zacząłem się leczyć. Nie było łatwo, ale warto
      było. Dzisiaj mogę o sobie napisać, bo żyję. Tak, tak - żyję. Długo by pisać co
      się ze mną działo. To, że trzeźwieję zawdzięczam wielu osobom ale przede
      wszystkim mojej ŻONIE, CÓRCE, LEKARCE. Później lekarzom, pielęgniarkom,
      terapeutom, znajomym, (sobie) i znów moim UKOCHANYM KOBIETOM - ŻONIE I CÓRCE.

      To tyle - będę tu zglądał częściej.
      • Gość: hepik Re: czy to już alkoholik? IP: 213.76.11.* 21.02.03, 21:05
        Gratuluję 605 dni.Zycie zawdzięczasz sobie,sam o tym dobrze wiesz.Rodzina
        pomagała,dawała oparcie.To daje duży komfort i pomaga w wytrwaniu w
        trzeźwieniu.Nie wszyscy mają tak dobrze.Najczęściej rodzina wcześniej się
        rozpada a samemu trudniej.Jestem w podobnej sytuacji jak Ty,miałem i mam to
        wsparcie.Za to również dziękuję Bogu.Pozdrawiam.Podtrzymujmy ten wątek,może
        jeszcze komuś pomożemy.
    • Gość: ktos Re: czy to już alkoholik? IP: *.rosele01.nj.comcast.net 21.02.03, 23:33
      z ciekawoscia przeczytalem Wasze wypowiedzi.Ja jestem alkoholikiem jestem 4lata
      trzezwy.Wczesniej przechodzilem te same watpliwosci, widzialem wszystkich tylko
      nie siebie.To ze zyje i jestem trzezwy zawdzieczam Bogu i innym
      alkocholikom.Wszystkim ktorzy maja watpliwosci czy sa alkocholikami czy tez nie
      polecam ksiazke Anonimowi Alkocholicy,moze ona im cos wyswietli.Do alkocholizmu
      jest sie bardzo ciezko przyznac no bo jak to sa przeciez gorsi ode mnie.Ja mam
      te komfortowa sytuacje ze zyje w kraju w ktorym powstalo AA.Tutaj nie jest to
      sprawa wstydu,jest to choroba ktora trzeba leczyc.Jest duza pomoc,od rana do
      nocy mozna chodzic na mitingi.Mysle ze pojscie do AA bylo najlepsza rzecza
      ktora dal mi Bog zrobic.
      • Gość: hepik Re: czy to już alkoholik? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.02.03, 11:57
        Hej!Witamy na forum gościa z USA,tak wnioskuję.Gdy byś chciał podzielić wiedzą
        jak to u was wygląda,bardzo byłbym wdzięczny.Tylko jedna uwaga-alkohol piszemy
        przez samo h.Mam nadzieję że uwaga ta Cię nie dotknęła.Jest podyktowana tym,że
        kilka postów następnych będzie na temat nie znajomości ortografi,obrażających
        Ciebie.Tak się często dzieje w dyskusjach na forum.Pozdrowienia.
        • Gość: nawrócony Re: czy to już alkoholik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.03, 19:22
          Witaj Hepik
          Nie zwracaj uwagi na ortografię to dla problemu alkoholizmu nie ma
          najmniejszego znaczenia. Dziwi mnie, że nie zwróciłeś uwagi na posty
          quby,obrażające tych, którzy usiłują coś podpowiedzieć ludziom, którzy nie
          wiedzą jak pomóc swoim najbliższym.(Vide post „quba” w odpowiedzi na Twoją
          prowokację).
          Serdecznie witam przyjaciela ze Stanów popieram prośbę Hepika o więcej
          wypowiedzi.
          • Gość: obok Re: na pewno alkoholik IP: 213.17.140.* 24.02.03, 15:26
            po pierwsze chcialam sprostowac tytul ksiazki mialo byc " Pod mocnym aniolem"
            Po drugie, to nie ja mam problem ale osoba powiedzmy bliska memu sercu..
            wlasciwie alkoholizm tej osoby powoduje, ze nie nie moze byc tak bliska, jak
            bym chciala..
            Niestety, Wasze zdanie na temat poruszony przeze mnie,pozbawil mnie wszelkiej
            nadziei.... coz trzeba zapomniec..
            • Gość: nawrócony Re: na pewno alkoholik IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.02.03, 22:22
              Gość portalu: obok napisał(a):

              > po pierwsze chcialam sprostowac tytul ksiazki mialo byc " Pod mocnym aniolem"
              > Po drugie, to nie ja mam problem ale osoba powiedzmy bliska memu sercu..
              > wlasciwie alkoholizm tej osoby powoduje, ze nie nie moze byc tak bliska, jak
              > bym chciala..
              > Niestety, Wasze zdanie na temat poruszony przeze mnie,pozbawil mnie wszelkiej
              > nadziei.... coz trzeba zapomniec..
              Droga "Obok"
              Posluchaj mnie,ja piłem 25 lat.Pierwszy okres mojej przerwy trwał półtora
              roku,i powrót do picia.Drugi okres trwał 2 lata(bez jednego miesiąca),kolejny
              powrót do picia.PO tym wszystkim całkowicie zmienił się mój pogląd na
              trzeźwość,wogóle na obecność alkoholu w życiu.W skrócie powiem,że stalem sie
              uczciwy wobec alkoholu,i przestałem kombinować znim.Moje życie i "on" stanowią
              w tej chwili wykres prostych równoległych.Trwa to narazie 5 lat.Droga jest
              bardzo trudna,ale nie wolno Ci tracić nadziei,że to sie zmieni.
              Przy każdej przychodni odwykowej są grupy Al-anon.Spotykają sie tam,głównie
              kobiety.Rozmawiaja jak sobie radzić i przetrwać tan trudny okres,gdy ich
              mężczyźni jeszcze popijają.Może warto tam zajrzeć....?
        • Gość: ktosC Re: czy to już alkoholik? IP: *.rosele01.nj.comcast.net 25.02.03, 21:08
          Czesc wam! Na wstepie przepraszam za blad,jezeli kogos to urazilo.Pytacie jak
          to jest w usa. Mysle ze mitingi sa takie same na calym swiecie one sa po prostu
          potrzebne raz lepsze raz bardziej nudne ,ale z kazdego mozna cos dla siebie
          wziasc.Trzeba tylko chciec.Jezeli chodzi o akceptacje spoleczna to spotkalem
          sie tutaj z czyms dla mnie dziwnym.W Polsce jako wtedy jeszcze duzo pijacy
          nieraz czulem ze sie wszyscy ode mnie odsuwaja. Tutaj juz w szpitalu pozniej w
          pracy wszyscy chcieli mi pomagac,jak powiedzialem ze mam problem i nie umie go
          sie pozbyc.Nikt mnie nie przekreslal nie spisywal na straty.Bylo i jest to
          bardzo mobilizujace.Od pierwszej chwili zajeli sie mna koledzy
          alkoholicy,wozili na mitingi,tak aby w pierwszych 90 dniach miec ich jak
          najwiecej.Bylo to cos wspanialegoi byli to ludzie tacy sami jak ja ,to samo
          przeszli tak samo mowili.Czasami mialem wrazenie ze oni mowia o mnie tak ich i
          moje przezycia byly do siebie podobne.Jestem im wszystkim za to bardzo wdzieczny
          • Gość: nawrócony Re: czy to już alkoholik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.03, 22:48
            W Stanach ruch AA istnieje o ile dobrze pamiętam od prawie 70 lat,a w naszym kraju zaledwie około 20-25.Społeczność amerykańska,poza tym traktuje opilstwo jak najnormalniejszą chorobę.U nas wydaje mi sie,że istnieje duża tolerancja dla początkujących uzależnionych.Są zazwyczaj bardzo chronieni przez swoich najbliższych,którzy tym samym nieświadomie ułatwiają wchodzenie coraz głębiej w nałóg.Natomiast jak choroba wejdzie w stadium głębokiego uzależnienia podnosi sie larum.
            Prawdą jest,że alkoholik aby zaprzestać picia musi osiągnąc dno,ale zadaniem trzeźwych alkoholików powinno być podwyższanie tego dna.Chodzi mi o to,żeby nie czekac,aż choroba zrobi takie spustoszenie w organiźmie pijącego,lub nastąpi całkowity rozpad więzi rodzinnych,że uzależniony wtedy dopiero zapragnie zaprzestać picia.
            • Gość: ktos Re: czy to już alkoholik? IP: *.rosele01.nj.comcast.net 27.02.03, 02:05
              czesc nawrocony.
              Piszesz ze ja tak rozumie chcialbys dzialac aby uswiadamiac alkoholika co go
              czeka.W Wielkiej Ksiedze krok pierwszy mowi: "Dlaczego obstajemy przy tym,ze
              kazdy AA musi wpierw dosiegnac swojego dna?.Po prostu dlatego,ze malo kto
              zechce szczerze realizowac program AA dopoki nie stoczy sie na dno."To jakie
              dno jest dla danej osoby wie chyba tylko Bog.Nie szlyszalem aby uratowano z
              alkoholizmu kogos kto by sie nie przyznal do bezsilnosci wobec niego
              (alkoholu).Znam natomiast ludzi,ktorzy stracili wszystko i z najgorszych melin
              jako bezdomni przyszli do AA i tutaj zostali (jestem jednym z nich)znam tez
              takich ktorzy ocalili niemal wszystko i tez sa w AA. Dno i dno to duza
              roznica,tak jak czlowiek i czlowiek.
          • Gość: nawrócony Re: czy to już alkoholik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.03, 22:48
            W Stanach ruch AA istnieje o ile dobrze pamiętam od prawie 70 lat,a w naszym kraju zaledwie około 20-25.Społeczność amerykańska,poza tym traktuje opilstwo jak najnormalniejszą chorobę.U nas wydaje mi sie,że istnieje duża tolerancja dla początkujących uzależnionych.Są zazwyczaj bardzo chronieni przez swoich najbliższych,którzy tym samym nieświadomie ułatwiają wchodzenie coraz głębiej w nałóg.Natomiast jak choroba wejdzie w stadium głębokiego uzależnienia podnosi sie larum.
            Prawdą jest,że alkoholik aby zaprzestać picia musi osiągnąc dno,ale zadaniem trzeźwych alkoholików powinno być podwyższanie tego dna.Chodzi mi o to,żeby nie czekac,aż choroba zrobi takie spustoszenie w organiźmie pijącego,lub nastąpi całkowity rozpad więzi rodzinnych,że uzależniony wtedy dopiero zapragnie zaprzestać picia.
          • Gość: nawrócony Re: czy to już alkoholik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.03, 22:50
            W Stanach ruch AA istnieje o ile dobrze pamiętam od prawie 70 lat,a w naszym kraju zaledwie około 20-25.Społeczność amerykańska,poza tym traktuje opilstwo jak najnormalniejszą chorobę.U nas wydaje mi sie,że istnieje duża tolerancja dla początkujących uzależnionych.Są zazwyczaj bardzo chronieni przez swoich najbliższych,którzy tym samym nieświadomie ułatwiają wchodzenie coraz głębiej w nałóg.Natomiast jak choroba wejdzie w stadium głębokiego uzależnienia podnosi sie larum.
            Prawdą jest,że alkoholik aby zaprzestać picia musi osiągnąc dno,ale zadaniem trzeźwych alkoholików powinno być podwyższanie tego dna.Chodzi mi o to,żeby nie czekac,aż choroba zrobi takie spustoszenie w organiźmie pijącego,lub nastąpi całkowity rozpad więzi rodzinnych,że uzależniony wtedy dopiero zapragnie zaprzestać picia.
          • Gość: nawrócony Re: czy to już alkoholik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.03, 22:51
            W Stanach ruch AA istnieje o ile dobrze pamiętam od prawie 70 lat,a w naszym kraju zaledwie około 20-25.Społeczność amerykańska,poza tym traktuje opilstwo jak najnormalniejszą chorobę.U nas wydaje mi sie,że istnieje duża tolerancja dla początkujących uzależnionych.Są zazwyczaj bardzo chronieni przez swoich najbliższych,którzy tym samym nieświadomie ułatwiają wchodzenie coraz głębiej w nałóg.Natomiast jak choroba wejdzie w stadium głębokiego uzależnienia podnosi sie larum.
            Prawdą jest,że alkoholik aby zaprzestać picia musi osiągnąc dno,ale zadaniem trzeźwych alkoholików powinno być podwyższanie tego dna.Chodzi mi o to,żeby nie czekac,aż choroba zrobi takie spustoszenie w organiźmie pijącego,lub nastąpi całkowity rozpad więzi rodzinnych,że uzależniony wtedy dopiero zapragnie zaprzestać picia.
    • Gość: Mąż Onej Re: czy to już alkoholik? IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.02.03, 22:31
      No więc byłem juz na dwóch meetingach AA. Towarzystwo zróżnicowane,sprawa
      zrozumiała. Grupę ciągnie dwóch, może trzech alkoholików niepijących od kilku,
      kilkunastu lat. Robią to dobrze, tzn. prowadzą grupę dobrze. Ich wypowiedzi,
      czy raczej wynurzenia robią wrażenie. Zbyt mało mam doświadczenia, no bo jakie
      można mieć po dwóch spotkaniach, ale sądzę, że w sytuacji, gdy sie autentycznie
      chce pozostawać w trzeźwosci, to meetinigi mogą pomóc. Nie mówie o sytuacji,
      gdy ktoś na grupę przychodzi na podstawie orzeczenia sądowego, bo i takiego
      zawodnika mamy. Facet się po prostu męczy. Nie wiem jak dalej będzie, na razie
      jest dobrze. Tylko troche peszą mnie te hasła: Andrzej - alkoholik, Piotr -
      alkoholik, Władek - alkoholik ................ No, ale są tam rzeczywiście
      ludzie, którzy od lat nie piją.
      • Gość: xyz Bezpieczne picie IP: 62.233.139.* 25.02.03, 16:55
        Drodzy nawróceni Panowie. Piszecie że już nie pijecie, bo Wasza wolą jest żyć,
        ale zastanawia mnie fakt, dlaczego tak długo dochodziliście do tej prawdy.
        Jeden z Was pił 20 lat, inny 25....a co zrobić z osobą młodą, przed 30stką,
        która pije i nie chce się leczyć, bo nie widzi w tym problemu? Nie chcę czekać
        20 lat, żeby uświadomił sobie że chce jednak żyć!
        Drugą sprawą, jaka chcę poruszyć jest tzw "bezpieczne picie"- wpadła mi
        niedawno w ręce ulotka na ten temat. Szkoda że nie mam jej przy sobie, bo
        wydało ją jakieś towarzystwo antyalkoholowe, a nie pamiętam jakie. Piszą tam że
        bezpieczne picie to nie więcej niż dwie, zdaje się, jednostki dziennie (tj.
        pięćdziesiadka 40% wódki), nie więcej niż 5 razy w tygodniu- mnie sie wydaje że
        to masa alkoholu, która na bank uzależni! Co Wy na to?
        • Gość: Mąż onej Re: Bezpieczne picie IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.03, 20:37
          Mam za sobą 27 lat picia, w tym ostatnie 11 lat bardzo ostrego. Co do Twojego
          problemu lub problemu osoby, o której piszesz, to uważam, że dopóki picie
          sprawia jej przyjemność, jest źródłem rozrywki, to nie ma mowy o skutecznej
          terapii. Z tego też względu osoba ta nie chce sobie uświadomić, że jest
          uzależniona. Sądzę, że to są początkowe "partyzanckie" fazy choroby
          alkoholowej. Ale bez obaw, choroba będzie rozwijać sie podręcznikowo, bo zawsze
          się tak rozwija. Przyjdzie chwila (mam nadzieję), że nasz bohater będzie miał
          dosyć. Bo przeminie wspaniała młodzieńcza kondycja, bo straci w końcu pracę, bo
          towarzystwo będzie coraz podlejsze, żenująco podlejsze i jesli nie powstrzyma
          choroby (co jest możliwe na każdym jej etapie), to pozostanie denaturat i
          spanie po melinach. I zgon z powodu marskości, trzustki, wylewu czy zawału.
          By sie uratować pozostanie mu jedna decyzja: odstawić alkohol zupełnie. Innej,
          skutecznej terapii ludzkość jeszcze nie wymyśliła.
          • Gość: ktosCzesc koleg Re: Bezpieczne picie IP: *.rosele01.nj.comcast.net 25.02.03, 21:25
            Czesc kolego.
            Ciesze sie czytajac slowa kogos z mojego miasta .Slowa madre i od
            doswiadczonego czlowieka,tylko zauwaz ze czesto alkocholik musi osiagnac
            calkowite dno aby sie podniesc.Jakie ono jest tego nikt nie wie ,jest inne dla
            kazdego.Jednemu wystarczy odrobina drugi musi upasc jwszcze nizej wlacznie do
            denaturatu.Jest to tragiczne ale prawdziwe.Tylko pomoc Boga ,drugiego
            alkoholika imitingi AA sa lekarstwem na te przypadlosc.Z powazaniem alkoholik
            kiedys mieszkajacy na 1000 leciu.
            • Gość: Mąż Onej Re: Bezpieczne picie IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 26.02.03, 15:17
              Oczywiscie masz rację. Trzeba sięgnąc dna. Bez rozpaczliwie pełnej świadomości,
              że się jest już na dnie, człowiek wciąż samołudzi (wybacz neologizm) się, że
              jeszcze jest nie tak źle, i że sam sobie jakoś poradzi. Ale spoko - nie poradzi
              sobie! Pozdrawiam.
              • Gość: nawrócony Re: Bezpieczne picie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.03, 20:19
                nic dodać nic ująć.To wszystko prawda,drogi "Mężu onej".Zyczę wytrwałości w uczestniczeniu w mityngach.Napewno będą pozytwne skutki.
              • rysy1 Re: Bezpieczne picie 01.03.03, 10:34
                Teraz ja podciągam wątek. Przed chwilą skończyliśmy czytać wszystkie posty.My
                tzn. rysy1 i moja ŻONA-(pierwszy raz na tym forum). Dzisiaj mija jej rok jak
                nie pali - ja jeszcze niestety tak. Dziękuję HEPIKOWI za odpowiedż na mój post.
                Trzymaj się mężu ONEJ, a w ogóle to wszyscy się trzymajcie. Pozdrawiamy.
                • Gość: Mąż Onej Re: Bezpieczne picie IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 03.03.03, 22:54
                  Dziękuje wszystkim za wsparcie. Wróciłem właśnie z trzeciego meetingu. Był
                  rocznicowy. Dwóch kolegów obchodziło 15 rocznicę trzeźwienia. To jest wynik,
                  który buduje.
                  Były także na tej uroczystosci kobiety. Wciąż szokuje mnie ta
                  prezentacja: "Anna - alkoholiczka"....
                  Meetingi są budujące, bardzo chcę, aby mi pomogły. Przemyslenia tych ludzi
                  (niepijących alkoholików) nierzadko bardzo mnie zaskakują i głębią i
                  dojrzałością i także formą. Pozdrawiam.
                  • Gość: nawrócony Re: Bezpieczne picie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.03.03, 22:02
                    Gość portalu: Mąż Onej napisał(a):

                    > Dziękuje wszystkim za wsparcie. Wróciłem właśnie z trzeciego meetingu. Był
                    > rocznicowy. Dwóch kolegów obchodziło 15 rocznicę trzeźwienia. To jest wynik,
                    > który buduje.
                    > Były także na tej uroczystosci kobiety. Wciąż szokuje mnie ta
                    > prezentacja: "Anna - alkoholiczka"....
                    > Meetingi są budujące, bardzo chcę, aby mi pomogły. Przemyslenia tych ludzi
                    > (niepijących alkoholików) nierzadko bardzo mnie zaskakują i głębią i
                    > dojrzałością i także formą. Pozdrawiam.
                    Chciałbym Ci wyjaśnić,skąd się wziął taki sposób przedstawiania przez uczestników grup AA.
                    Podstawowym warunkiem zahamowania rozwoju choroby alkoholowej jest całkowite i bezapelacyjne przyznanie sie do bezsilności wobec alkoholu(chodzi o to,że po pierwszym wypitym kieliszku wódki lub butelki piwa,uzależniony nie jest w stanie
                    zaprzastać dalszego picia).Dodanie do swojego imienia,bądź pseudonimu-słowa "alkoholik" staje się symbolem takie przemiany.Staje się również jednym z elementów terapii,bodaj podstawowym.Na zakonczenie odpowiedz sobie na pytanie:
                    "czy tylko ten jest alkoholikiem,który pije denaturat,leży w rynsztoku?Czy tak że jest alkoholikiem,ten co upija się wysokiej marki trunkami w ekskluzywnych pubach?"Moim zdaniem najważniejsze są zmiany jakie zachodzą po wypiciu w umyśle i zachowaniu,a po denaturacie,czy siedmiogwiazdkowej "metaxsie" są takie same.Jeszcze raz powodzenia,najważniejsze to zacząć myśleć o zaprzestaniu,a o resztę sie nie martw sama przyjdzie.
                  • hepik1 Re: Bezpieczne picie 23.03.03, 06:25
                    Gość portalu: Mąż Onej napisał(a):

                    > Dziękuje wszystkim za wsparcie. Wróciłem właśnie z trzeciego meetingu. Był
                    > rocznicowy. Dwóch kolegów obchodziło 15 rocznicę trzeźwienia. To jest wynik,
                    > który buduje.
                    > Były także na tej uroczystosci kobiety. Wciąż szokuje mnie ta
                    > prezentacja: "Anna - alkoholiczka"....
                    > Meetingi są budujące, bardzo chcę, aby mi pomogły. Przemyslenia tych ludzi
                    > (niepijących alkoholików) nierzadko bardzo mnie zaskakują i głębią i
                    > dojrzałością i także formą. Pozdrawiam.
                    Wybacz ciekawość ale od ostatniego Twojego postu minęło 20 dni.Jak Ci idzie?
                    • Gość: Mąż Onej Re: Bezpieczne picie IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 23.03.03, 22:09
                      Do tej pory "nie zapiłem". Patrzcie, patrzcie jak chwytam tę specjalistyczną
                      terminologię!!! Juto idę na meeting. Najtrudniejsze jest to "odkręcanie
                      wszystkich zaszłości" z poprzedniego okresu. Jak długo ludzie będą we mnie
                      widzieć alkoholika??? Jak długo za każdą drobną przysługę proponować mi będą
                      flaszkę??? Ci durnie nie rozumieją, że wcale mi nie pomagają!
    • hepik1 Re: czy to już alkoholik? 05.03.03, 20:48
      Gaśnie wątek,gaśnie.Uzależniony-dzisiaj dopiero sprawdzałem pocztę i natknąłem
      się na Twój list.Dzięki za pamięć.Mam parę sprawdo Ciebie-ale trochę mało
      ostatnio czasu a i ochoty.Ale w końcu napiszę.Na razie.
    • Gość: anyone Re: czy to już alkoholik? IP: 212.182.119.* 06.03.03, 14:29
      Zespół uzależnienia od alkoholu

      Zespół uzależnienia od alkoholu, zgodnie z kryteriami zawartymi w 10 edycji
      Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób, Urazów i Przyczyn Zgonów (ICD 10) należy
      definiować jako wystąpienie przynajmniej trzech z następujących objawów, w
      okresie przynajmniej jednego miesiąca lub w ciągu ostatniego roku w
      kilkukrotnych okresach krótszych niż miesiąc:

      Silne pragnienie lub poczucie przymusu picia ("głód alkoholowy").
      Upośledzenie zdolności kontrolowania zachowań związanych z piciem (upośledzenie
      zdolności powstrzymywania się od picia, trudności w zakończeniu picia,
      trudności w ograniczaniu ilości wypijanego alkoholu).
      Fizjologiczne objawy zespołu abstynencyjnego w sytuacji ograniczenia lub
      przerywania picia (drżenie, nadciśnienie tętnicze, nudności, wymioty, biegunka,
      bezsenność, niepokój, w krańcowej postaci majaczenie drżenne) lub używanie
      alkoholu w celu uwolnienia się od objawów abstynencyjnych.
      Zmieniona (najczęściej zwiększona) tolerancja alkoholu, potrzeba spożywania
      zwiększonych dawek dla osiągnięcia oczekiwanego efektu.
      Koncentracja życia wokół picia kosztem zainteresowań i obowiązków.
      Uporczywe picie alkoholu mimo oczywistych dowodów występowania szkodliwych
      następstw picia.
      Uzależnienie od alkoholu jest chorobą chroniczną, postępującą i potencjalnie
      śmiertelną. Nie jest możliwe całkowite jej wyleczenie, a jedynie zahamowania
      narastania jej objawów i szkód zdrowotnych z nią związanych.

      W świetle nowoczesnej wiedzy uzależnienie od alkoholu jest chorobą
      wieloczynnikową, bio-psycho-społeczną, uszkadzającą funkcjonowanie człowieka w
      sferze somatycznej, psychologicznej, społecznej i duchowej. Model leczenia tego
      schorzenia musi być dostosowany do takiego sposobu postrzegania tej choroby.

    • uzalezniony Pijak a alkoholik 09.03.03, 12:23
      Moze to niezbyt naukowe, ale wydaje mi sie dosc obrazowe,
      aby uchwycic istote alkoholizmu.

      Pijak to ktos, kto moze przestac pic, ale nie chce.
      Alkoholik, to ktos, kto chce przestac pic, ale nie moze.

      U.
      • hepik1 Re: Pijak a alkoholik 23.03.03, 06:28
        Polecam FORUM PRYWATNE -SPOŁECZEŃSTWO-ALKOHOLIZM TWÓJ LOS oczywiście na forum GW
        • Gość: hepik Re: Pijak a alkoholik IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.03.03, 04:53
          Też się zgubiło
          • Gość: ONA Re: i znowu to samo... IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 27.03.03, 21:21
            Niestety, nie udało się mojemu mężowi... Wczoraj nie wrócił z pracy
            trzeźwy.Jest mi bardzo, bardzo przykro i smutno. A właściwie jest to klęska. I
            jego i moja. Straszne to.
            Słowa, słowa, słowa... Czym sa słowa bez czynów? Pojechał do siebie (wczoraj).
            I co dalej robić?
            • Gość: nawrócony Re: i znowu to samo... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.03.03, 05:36
              Złamanie trzeźwości przez osobę,która podjęła leczenie nie jest klęską.W żadnym wypadku nie należy sie poddawać.
              Nadejdzie kiedyś taki dzień,żę się uda.
              Ja powracałem do picia po 18 miesącach,i kolejny raz po 23 miesiącach trzeźwości.Leczenie alkoholizmu to bardzo trudny i żmudny proces.Wpadki są też procesem leczenia...
              Moim zdaniem należy przeanalizowac na spokojnie dlaczego tak się stało że się napił,i w jakich okolicznościach do tego doszło...
              Na przyszłość przewidzieć sytuacje gdzie może zaistnieć zagrozenie dla jego trzeźwości.Unikać spotkań gdzie napewno będzie alkohol,zerwać wszystkie stosunki z pijącym towarzystwem.Ja rozumiem że to jest bardzo trudne,ale tak drakońskie srodki w pierwszych miesiącach,a nawet latach należy zastosować.W przeciwnym wypadku następuje,ja to nazwałem dia siebie-syndrom domina-ruszysz jeden klocek,a natychmiast runie cały misternie budowany obiekt.
              W zasadzie nie udzielam rad,ale odstąpiłem od tej zasady,ponieważ rozumiem Twoje cierpienie i twojego męża.
              Kiedy zaczyna świtac nadzieja,wsztstko wali sie w gruzy,to trudne.Życzę powodzenia,nie poddawajcie się!!!
              • Gość: ONA Re: i znowu to samo... IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 28.03.03, 18:14
                Dziękuję Ci "Nawrócony". Trochę mnie pocieszyłeś.
                Czeka mnie tydzień lub dwa tygodnie stresu. I tego się boję najbardziej... Pa.
                • Gość: Stachu34 Re: i znowu to samo... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.03, 07:39
                  Witaj Ona!!
                  Przeczytaj post swojego męża napisany w dn. 23-03-2003 o godz. 22.09.Hepik pisze, że z treści tego postu można wywnioskować krótkotrwałą trzeźwość Twojego męża. Tak jest dokładnie.
                  W naszym kraju jest przyjęty dość powszechnie zwyczaj dawania wódki za wykonanie jakiejś pracy. Jest to stosunkowo tani sposób regulowania należności.
                  W jaki sposób widzi społeczeństwo alkoholika- to człowiek w ich mniemaniu pijący denaturat brudny zdobywający środki na picie z dorywczej pracy (najczęściej na śmietniku).
                  Natomiast taki sam człowiek mający dom rodzinę pracujący i jeszcze do tego dobry fachowiec jest odbierany tylko jako lubiący wypić.Co dzieje się w jego rodzinie tego nikt nie wie i nikt nie traktuje go jako kogoś, kto ma problem z alkoholem.
                  Jak to odbiera człowiek uzależniony. Otóż, jeżeli zarobi za jakąś usługę przykładowo 20 zł.To musi pójść do sklepu i kupić sobie wódkę,i do tego szkoda jeszcze zarobionych pienążków.Jest strata
                  Jeżeli za tą samą usługę dostanie butelkę wódki (wartość ta sama),to nie musi już iść do sklepu i nie wydaje pieniędzy. Jest to w jego mniemaniu inny przelicznik,nie ma straty.
                  Społeczeństwo nieświadomie pcha takiego nieszczęśnika w objęcia alkoholu.
                  Jest na to sposób.Na terapii uzależnień nazywa się to asertywny sposób odmawiania picia.W skrócie jest to grzeczny aczkolwiek stanowczy (bardzo stanowczy) sposób odmawiania.
                  Twój mąż przede wszystkim powinien przyzwyczaić swoich kontrahentów do tego, że alkohol już przestał być u niego sposobem zapłaty. To moim zdaniem jest podstawa działania. Ten temat obszernie jest omawiany na terapii.
                  Oczywiście wszyscy jego usługobiorcy będą się przed tym bronić, bo zapewne wzrośnie cena i to płacona w pieniążkach,a tak jest w normalnym cywilizowanym świecie. Oni w perfidny sposób wykorzystują słabość Twojego męża.
                  Pozdrawiam Cię serdecznie i nie załamuj się. Jeszcze nadejdą piękne chwile, kiedy Twój mąż nie będzie pił. Jestem tego pewien.
                  p.s.
                  nawrócony to mój drugi nick.
            • Gość: hepik1 Re: i znowu to samo... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 28.03.03, 22:59
              Gość portalu: ONA napisał(a):

              > Niestety, nie udało się mojemu mężowi... Wczoraj nie wrócił z pracy
              > trzeźwy.Jest mi bardzo, bardzo przykro i smutno. A właściwie jest to klęska.
              I
              > jego i moja. Straszne to.
              > Słowa, słowa, słowa... Czym sa słowa bez czynów? Pojechał do siebie
              (wczoraj).
              > I co dalej robić?

              Przeczytałem post rano,zastanawiałem się co napisać-aby nie zabrzmiało"a nie
              mówiłem" bo pewne oznaki takiego końca były w postach Twojego męża z 24,25
              marca -było tam dużo pewności siebie,udzielanie rad innym,poczucie lepszym od
              innych,wątpliwości co do przedstawiania się jako alkoholik.Dalej podtrzymuję to
              co pisałem wcześniej -same mitingi azwłaszcza rozpoczynanie od nich-raczej nie
              rozwiążą problemu.Naprawdę mi przykro,współczuję ale takie porażki są nie do
              uniknięcia.Być może nauczy to trochę pokory męża i da nową wiedzę i impuls do
              następnej próby-miejmy nadzieję skuteczniejszej.Być może przez ten miesiąc miał
              chwile,że czuł się szczęśliwy bez alkoholu? Jeśli tak spróbuje jeszcze raz-
              czego jemu a zwłaszcza Tobie życzę!
              • Gość: ONA Re: i znowu to samo... IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 29.03.03, 19:25
                Dziękuje Wam - Tobie Stachu i Tobie Hepik. Muszę Wam powiedzieć, że ja też
                czułam, że on "wpadnie". To jest dokładnie to, o czym piszecie - pewność
                siebie, działanie na baaardzo wysokich obrotach. Bierze mnóstwo jakichś
                tabletek, proszków (jakieś kulturystyczne - nie wiem dokładnie co to). Idealny
                mąż i ojciec. Po prostu idylla. I jak jest tak super, super - wtedy dokładnie
                jest upadek. Jestem jego żoną od 6 lat i zawsze jest tak samo. Chyba mam juz
                tego dosyć. Najważniejsze dla mnie jest to, żeby się nie załamać. No więc
                staram się - dużo pracy, odganianie złych myśli i udawanie przed swiatem, że
                wszystko jest super. Tylko czy sił mi starczy???
                A mitingi? Mam wrażenie, że nic to nie dało! Miesiąc - dwa byc trzeźwym, i to
                ma być wyczyn?
                Pozdrawiam Was i ... bądźcie ze mną, prosze.
                • stachu34 Re: i znowu to samo... 30.03.03, 13:27
                  Witaj ”ONA”
                  Piszesz cyt.
                  „A mitingi? Mam wrażenie, że nic to nie dało! Miesiąc - dwa być trzeźwym, i to
                  ma być wyczyn? ”
                  To ja się zapytam ile razy był na mityngu?Czy poszedł-bo sam chciał czy też
                  poszedł za Twoją namową to, że dał się namówić to też bardzo cenne.
                  Zrozumienie istoty choroby przez chorego jest niezwykle trudne.W jednej z wielu
                  publikacji poświęconych alkoholizmowi napisano „ nic bardziej nas nie
                  przekonuje o potrzebie zaprzestania picia jak sam alkohol” to jest udowodniona
                  prawda.
                  Znacznie więcej o chorobie wiedzą producenci alkoholu niż przeciętny „ wypijacz
                  drinków”.Idzie np. ulicą i widzi sklep monopolowy z przepięknie urządzona
                  ekspozycją różnego rodzaju trunków. Staje i patrzy jak
                  urzeczony,zahipnotyzowany.Slinka napływa do ust ma straszliwą chęć wejść i
                  kupić.W pewnym momencie dostrzega specjalnie w tym celu stworzona zmatowianą
                  butelkę wódki, która ma sprawiać wrażenie oszronionej pełnej schłodzonego
                  alkoholu.
                  To jest typowe działanie na podświadomość człowieka,i tak osłabioną
                  długotrwałym działaniem alkoholu.Po to są mityngi, aby tam nauczyć się
                  dostrzegać takie rzeczy, ale aby tego się nauczyć najpierw trzeba samemu
                  wiedzieć, że mi to szkodzi.
                  Każdy jeden dzień bez alkoholu jest bardzo ważny nawet miesiąc czy tydzień.
                  Ważny dla poprawy zdrowia unormowania organizmu.W tym czasie też alkoholik może
                  starać się o poprawę swojego wizerunku u najbliższych. Usiłuje po prostu
                  zatrzeć złe wrażenie spowodowane długotrwałym piciem. Jest to zwykłe
                  oszustwo,by móc spokojnie potem powrocić do picia, ale to też jest elementem
                  choroby. Również w tym okresie uzależniony może stosować zamieniki.Uzupełniac
                  brak alkoholu np.kawą,słodyczami czy też tabletkami to wszystko można usłyszeć
                  na mityngach, ale trzeba chcieć to usłyszeć. Pozdrawiam serdecznie
                  • Gość: ONA Re: i znowu to samo... IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.03.03, 19:33
                    Stachu! Ja wiem, że masz rację! Ale wiesz, tak jak i ja, że to co piszesz
                    powinien przede wszystkim przeczytać on, a nie ja.
                    Na mityngi chodził sam, bez mojej namowy. Ja juz zrobiłam bardzo dużo -
                    znalazłam mu psychologa, poszłam z nim na mityng, pokazałam strony w
                    Internecie. A wczesniej dużo rozmów - zresztą wiesz o tym, nie będę sie
                    powtarzać. To jest JEGO życie. Co ja jeszcze mogę? Ja po prostu mam juz dosyć.
                    P.S.1 Zastanawiam się, czy mam jego rzeczy przesłać mu pocztą. Jest tego dość
                    dużo. A poza tym, przyszło pismo urzędowe, na które powinien odpowiedzieć w
                    ciągu 7 dni - chyba mu je wyślę. Jak sądzisz?
                    P.S.2 Ciesze się, że się odezwałeś, naprawdę. Było mi miło dowiedzieć się, że
                    cały czas byłeś na tym forum.
                    Pozdrawiam wiosennie
                    • Gość: hepik1 Re: i znowu to samo... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.03.03, 22:25
                      I znowu wychodzi Twoje współuzależnienie-już martwisz się listem urzędowym
                      do swego męża -że mu musisz dostarczyć,bo coś zawali.A co Cię to obchodzi?Znowu
                      będziesz załatwiać coś za niego,aby mógł pić dalej?Daj spokój.Pomysł z rzeczami
                      wysłanymi pocztą-zbyt melodramatyczne.To znowu jakaś furtka dla Ciebie,dla
                      niego.PO prostu gdy przyjdzie powiedz wprost w oczy To koniec,masz dosyć i
                      już.Wiesz co masz zrobić,piszesz o tym w swoich postach a kombinujesz jakby
                      tego uniknąć.Proste rozwiązania są najprostsze,choć trudne.Niech on wreszcie
                      zacznie się martwić sytuacją i swoim piciem a nie ciągle TY za niego. Zrób
                      to,choć zapewne za parę dni napiszesz ,że już wszysko powróciło do normy,on
                      obiecał poprawę,podjęcie jeszcze jednej próby,która teraz teraz się uda.Nie uda
                      się jeśli to ty ciągle będziesz brała wszystko na siebie,czuła się winna-być
                      może wmówi Ci że to ostatnie zapicie to tylko Twoja wina,bo chodził na mitingi
                      a ty "przesoliłaś zupę" i musiał się upić.
                      • Gość: ONA Re: i znowu to samo... IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 31.03.03, 22:57
                        Hepik witaj! Wiem, że masz rację. Ale to nie jest takie proste - my nie mamy
                        rozdzielności majątkowej, i boję się, żebym przypadkiem nie spłacała jakichś
                        jego długów it.p. A poczucia winy nie mam - niby dlaczego? Czekam na dalszy
                        rozwój wypadków - wczoraj i dzisiaj telefony w poszukiwaniu jego. Odpowiadam
                        grzecznie, aczkolwiek stanowczo, że jest w *** i nie mogę pomóc. Chyba wyłączę
                        całkiem telefon. NIe mam z nim żadnego kontaktu - nie wiem gdzie jest i co
                        robi. Jego telefon stacjonarny chyba jest wyłączony, a ładowarka do komórki u
                        mnie. Czekam, choc sama nie wiem na co. Wiesz, do rozstania trzeba dojrzeć. Nie
                        wiem, czy ja już dojrzałam...
                        Pozdrawiam
                        • Gość: hepik1 Re: i znowu to samo... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 01.04.03, 05:48
                          Gość portalu: ONA napisał(a):

                          > Hepik witaj! Wiem, że masz rację. Ale to nie jest takie proste - my nie mamy
                          > rozdzielności majątkowej, i boję się, żebym przypadkiem nie spłacała jakichś
                          > jego długów it.p. A poczucia winy nie mam - niby dlaczego? Czekam na dalszy
                          > rozwój wypadków - wczoraj i dzisiaj telefony w poszukiwaniu jego. Odpowiadam
                          > grzecznie, aczkolwiek stanowczo, że jest w *** i nie mogę pomóc. Chyba
                          wyłączę
                          > całkiem telefon. NIe mam z nim żadnego kontaktu - nie wiem gdzie jest i co
                          > robi. Jego telefon stacjonarny chyba jest wyłączony, a ładowarka do komórki u
                          > mnie. Czekam, choc sama nie wiem na co. Wiesz, do rozstania trzeba dojrzeć.
                          Nie
                          >
                          > wiem, czy ja już dojrzałam...
                          > Pozdrawiam

                          Sam zdaję sobie sprawę,że dawanie dobrych rad jest dużo bardziej prostsze i
                          łatwiejsze,niż realizacja ich,zwłaszcza w tak ważnych i podstawowych sprawach
                          życiowych.Z drugiej stony to co robisz to u alkoholika nazywa się racjonalizacją
                          (chodzi mi tu o np.sprawy majątkowe)Myślę,że musisz poczekać na rozwój wypadków
                          Naprawdę chciałbym by wszystko roztrzygnęło się jak najlepiej dla
                          Ciebie.Trzymaj się!



                    • Gość: stachu34 Re: i znowu to samo... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.03, 22:45
                      Powiem szczerze sądziłem, że może Twój mąż stojąc za Twoimi plecami to jakoś
                      przeczyta. To rzeczywiście było kierowane przede wszystkim do niego, ale
                      trudno. Może rzeczywiście radykalne środki coś zmienią. Powiem Ci jak było ze
                      mną.
                      Otóż mieszkaliśmy w mieszkaniu po mojej mamie, więc ja niejako czułem się jego
                      właścicielem. Piłem dużo kilka dni pod rząd i kilka dni, przerwy. Któregoś dnia
                      przyszedłem mocno pijany zaczęła jak zwykle mruczeć, więc kazałem się jej
                      wyprowadzić,na postrach.
                      A tu ona rzeczywiście spakowała swoje rzeczy i wróciła do swojej mamy. Rano
                      skacowany poleciałem przepraszać,a tu fiasko moich pertraktacji. Więc z żalu na
                      nowo chlanie.Za kilka dni znowu przepraszanie i znowu nic. Trwało to pół
                      roku.Nie wróciła.
                      Poważnie zaniepokojony znalazłem sobie specjalistę i wszyłem esperal,żeby tylko
                      wróciła.Nie piłem półtora roku,a ona i tak już nie wróciła. Ale to niesamowite
                      nastąpił przełom w moim życiu.
                      Jeszcze wróciłem do picia, ale już mi coś nie pasowało. Już zacząłem szukać
                      własnej drogi do trzeźwości tej rzeczywistej trzeźwości tylko i wyłącznie dla
                      siebie.Nie było ważne czy ona wróci czy nie...Ja pragnąłem nie pić.
                      Poszedłem do szpitala położyłem się na oddział i po siedmiodniowym odtruciu,z
                      marszu rozpocząłem terapię. Przez dwa miesiące od rana do późnego wieczora
                      terapia i raz w tygodniu obowiązkowy mityng.
                      Sam doświadczyłem jak potężna siłą dysponuje alkohol jak strasznie wpływa na
                      moje zachowanie.Po dwóch latach abstynencji kolejny powrót do picia. Już na
                      krótko,ale zaczynałem wszystko od nowa.
                      Terapia tzw. pogłębiona i siedem razy w tygodniu mityng. Tak przez ponad dwa
                      lata. Wtedy tylko słuchałem, co inni mają do powiedzenia,słuchałem,słuchałem i
                      wyciągałem wnioski.Z biegiem czasu zacząłem sam mówić o sobie to chyba
                      poskutkowało. Dziś już rzadziej chodzę na mityngi, ale też nie boję się
                      alkoholu. Wiem, że jest był i będzie,a ja jestem obok niego.
                      Zdaje sobie sprawę z tego, że zabiłem naszą miłość to, co jest najpiękniejsze.
                      Wiem także, że gdyby ona wtedy, gdy się zaszyłem wróciła to nadal bym pił.
                      Uratowała mnie i za to jestem Jej wdzięczny.
                      To strasznie idiotyczne-coś stracić niezwykle cennego żeby cos zyskać równie
                      cennego.Nie może to iść w parze?Tak pokręcić potrafi tylko alkohol.
                      Trudno jest mi cos Tobie doradzić każdy człowiek jest inny.U mnie tak to się
                      ułożyło.
                      Wiem jedno,każdy alkoholik musi dostać potężnego kopa od życia żeby to wszystko
                      zrozumieć. Tylko nie każdemu tak silny kop jest potrzebny. Oby zrozumiał to
                      Twój mąż.
                      Życzę mimo wszystko spokojnej nocki i miłych snów.
                      • Gość: ONA Re: i znowu to samo... IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 31.03.03, 23:20
                        Witaj Stachu! Wiesz, ja pamiętam Twoją historię. Ja nawet czytałam Twoje posty
                        na forum prywatnym też dotyczącym tego problemu. Smutne to. Szczególnie to, co
                        piszesz na końcu. Widocznie, jego "dno" jeszcze nie jest tym dnem, po którym
                        się cos w życiu zmienia. Czuję, że powoli rozstaję się z nim. Z pozycji "razem"
                        stopniowo i bardzo powoli przechodzę na pozycję "obok".
                        Przeczytaj post, który napisałam do Hepika tam piszę jak wyglada sytuacja.
                        P.S. Jesteś bardzo poważny - tak przynajmniej wynika z postów. Rzeczywiście
                        taki jesteś? A może jesteś po prostu smutny? Sorry, jeśli to zbyt osobiste
                        pytania.
                        Pozdrawiam i też życzę dobrej nocy...

                        • Gość: stachu34 Re: i znowu to samo... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.04.03, 05:42
                          Witaj Ona może i jestem poważny,bo i problem poważny. Jestem szczęśliwy, że nie piję. Gdybym mógł cofnąć czas,i miał ten rozum, co teraz to nigdy nie złapałbym się za kieliszek.NIGDY!!!
                          Moja ? była? jest w jakimś związku,czy jest szczęśliwa-tego nie wiem.Nie interesuje mnie to. Mam dwóch synów codziennie są u mnie. Mają klucze do mojego mieszkania. Jesteśmy kumplami,i to jest szczęście nie zniszczyłem wszystkiego.A mogło tak być...
                          To wszystko jest jakieś irracjonalne. Człowiek sam niszczy swoje szczęście swoje życie. Myślę, że wiem jak może być z Twoim mężem.
                          Wie doskonale, że picie może zniszczyć jego związek, ale cały czas jak wcześniej napisał Hepik,podejmuje próby kontroli nad ilością wypitego alkoholu.
                          Siedzi przed pełną butelką,i myśli-?a,wypije setkę,potam wypije połowę z tej butelki jak wrócę do domu to na pewno mnie nie pozna, że wypiłem usiłuje to wszystko kontrolować.Nie postrzeżenie dla niego traci tą kontrolę,i upija się.
                          Rano się wyprowadza jest wolny nikt nie będzie mu suszył głowy. Może pić do woli.
                          Po kilku dniach przychodzi opamiętanie. Wie, że źle zrobił. Ma kaca fizycznego i jeszcze gorszego kaca moralnego. To wszystko jest takim obciążeniem psychicznym, że wypicie kilku kieliszków przynosi ulgę. Upija się od nowa,i tak w kółko. Potem przychodzi zmęczeni fizyczne i kac moralny jest tak wielki, że wraca i godzi się z Tobą. Wybaczasz mu, bo go kochasz w związku z tym masz nadzieję, że to końcu się zmieni..Jakiś czas jest dobrze potem na nowo wszystko wraca. Jak w kalejdoskopie...
                          Takie jest picie i życie z alkoholikiem...Pozdrawiam
                          • Gość: hepik1 Re: i znowu to samo... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 01.04.03, 05:54
                            Tak to właśnie dokładnie jest,nic dodać nic ująć.A każdy musi zrobić to co
                            uważa za stosowne,musi to zrobić sam-tak jak sam podnosi do ust kieliszek przez
                            nikogo nie zmuszany tak sam musi zdecydować,że tego już nie zrobi.Wybór należy
                            do niego.
                            • Gość: ONA Re: i znowu to samo... IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 01.04.03, 23:09
                              Witajcie Stachu i Hepik! Oboje macie rację i dziękuję Wam za pomoc. Jesteście
                              wspaniałymi terapeutami.
                              Wspomniałeś Stachu o synach. A nasza/moja córeczka ma dopiero 4 latka! I to ona
                              jest dla mnie najważniejsza. Z jednej strony chciałabym, żeby miała szczęśliwy
                              dom i dlatego są dla mnie cenne te chwile, kiedy wszytko jest OK. A drugiej
                              strony, jak pomyslę o tym, że będzie coraz gorzej i ONA miałaby to widzieć,
                              to ...
                              Pozdrawiam Was obu
                              • Gość: stachu34 Re: i znowu to samo... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.03, 20:21
                                Witaj,widzę, że znajdujesz się na rozrożu.To jest chyba bardzo trudny moment w Twoim życiu. Wiem jedno nie możesz sobie pozwolić na to żeby nie zrobić nic.
                                Powiem tak:
                                1)spakuj jego rzeczy, ale ich nie odsyłaj niech sam je sobie weźmie niech myśli, że przebrał miarę i wszystko skończone. Powiem w przenośni zatrzaśnij za nim drzwi, ale jednocześnie daj mu klucz by mógł sobie SAM je otworzyć.Nie przekreślaj go definitywnie..
                                2) jestem przekonany, że Twój mąż bardzo was kocha-Ciebie i waszą córeczkę. Spróbuj to wykorzystać, aby mu pomóc przezwyciężyć swoją słabość do alkoholu. To jest na pewno Twój koronny argument. Jesteś kobietą i na pewno wiesz jak to uczynić.
                                3)nie słuchaj żadnych doradców takich jak mama,koleżanki,siostra,brat czy życzliwa sąsiadka. Nikt bardziej nie jest uczuciowo związany z Twoją rodzina jak Ty sama. Zrób to, co nakazuje Ci serce, ale w zgodzie z rozumem.
                                Takie postępowanie jest bardzo bolesne i być może długotrwałe, ale może przynieść pozytywne rezultaty.
                                • Gość: ONA Re: i znowu to samo... IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.04.03, 22:49
                                  Witaj Stachu! Idealnie odgadłeś. Faktycznie czuję, że jestem na rozdrożu.
                                  Mam do Ciebie pytanie: nie bardzo zrozumiałam co miałeś na myśli mówiąc "jesteś
                                  kobietą i na pewno wiesz, jak to uczynić". Chyba jednak nie wiem, bo przecież
                                  dawno coś zrobiłabym? Co miałeś na myśli?
                                  Mam jeszcze inny problem. Nie mam z nim żadnego kontaktu już od ubiegłego
                                  piątku. Nie chodzi nawet o to, że zawala sprawy zawodowe, bo tego jestem pewna,
                                  ale boje się, że może mu się coś stało, a może nawet nie żyje. Nigdy się nie
                                  zdarzało, żebym nie mogła przynajmniej porozmawiać z nim telefonicznie. On tam
                                  w *** mieszka zupełnie sam. jakichś bliskim znajomych też tam nie ma. Szukać go
                                  przez sąsiadów? Czy poczekać, aż sam się odezwie. Fakt, powiedziałam mu w
                                  piątek , że to koniec, ale myslałam, że nie wziął tego poważnie. Co robić?
                                  • Gość: hepik1 Re: i znowu to samo... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.03, 05:59
                                    Wziął na przeczekanie ?Wg mnie tak a przy okazji sobie pije.Nie żyć to nie taka
                                    prosta sprawa.No ,chyba że wypił tyle w ciągu paru dni,że nie ma sił podejść do
                                    telefonu czy drzwi .(to też się zdarza ale od tego od razu nie umiera)Być może
                                    czeka na Twój pierwszy krok-będzie miał lekką przewagę nad Tobą,mimo tego,że ma
                                    świadomość że to on dał dupy.
                                    Co do 4 letniej córeczki- mój ojciec był alkoholikiem-też takim "urzędniczo
                                    kulturalnym" Moje wspomnienie najstarsze z jego picia to wstyd gdy upił się na
                                    zabawie w moim przedszkolu(musiałem mieć wtedy 5-6 lat} aod tego czasu minęło
                                    30 parę lat.Pamiętam.
                                  • Gość: stachu34 Re: i znowu to samo... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.04.03, 06:20
                                    Wychodzę do pracy i nie mam dużo czasu na pisnie,a powiem Ci szczerze rozbroiłaś mnie tym ostatnim swoim postem.
                                    On na pewno bardzo dobrze Cię zna. Wie, że go kochasz i mu ulegasz. To jest jego ogromna przewaga, która w prostej linii daje mu przyzwolenie na picie. Inaczej mówiąc rozbijasz swój związek i szkodzisz de facto mu bardziej niż myślisz...
                                    Alkoholizm to nie jest brudną koszulą, którą można zmienić z dnia na dzień. To zmiana myślenia odczuwania okazywania uczuć,zmianana wszystkiego. Czy Wy kobiety żony,matki nie potraficie tego zrozumieć?Nie ma innej drogi jak ta.
                                    Nie szukaj go,on na to już tylko czeka. Jeżeli zadzwonisz wróci i będzie dalej pił. Jemu na pewno nic mu się nie stało.
                                    Już nie mam czasu więcej pisać,i przepraszam za ostrość moich słów. Uwierz mi to wszystko jest prawdą...
                                    • Gość: ONA Re: i znowu to samo... IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.03, 12:17
                                      Stachu i Hepik! Rozumiem Wasze intencje - wywnioskowałam, że powinnam zakończyć
                                      etap swojego życia, polegający na ciągłej walce o swojego partnera. Czyli
                                      rozwód. I sądzę, że do tego prędzej, czy później dojdzie. W tym roku chyba nie,
                                      bo mam ważne sprawy zawodowe.
                                      A zatem będę czekać i starać się nie przejmować całą sytuacją (a nie jest to
                                      łatwe). Ciekawe jak długo będę czekała?
                                      Mam kolejny problem - chcąc zapisac dziecko do przedszkola trzeba wypełnić
                                      formularz, w którym są dane zarówno matki i ojca, jak i pieczątki ich zakładów
                                      pracy. I co mam teraz zrobić? Czekać? Formularze trzeba złożyć do końca
                                      kwietnia. Jak sądzicie, czy on się odezwie?
                                      Hepik - a możesz coś powiedzieć o swoich kontaktach z ojcem? Jak reagują dzieci
                                      na taką sytuację? Ja nie mam takich doświadczeń - w mojej rodzinie nikt nie
                                      pije.
                                      Stachu - nie masz za co przepraszać, wręcz przeciwnie - to ja Ci dziękuję, że
                                      wciąż mnie "sprowadzasz na ziemię".
                                      Muszę Wam jeszcze powiedzieć, że nawet telefon sobie wymieniłam i teraz
                                      wyświetla mi się kto do mnie dzwoni - w związku z czym nie odbieram telefonów
                                      jego klientów itp.
                                      Pozdrawiam serdecznie
                                      • rezurekcja Re: i znowu to samo... 03.04.03, 13:19
                                        Gość portalu: ONA napisał(a):

                                        Ja sie wtrace, chociaz z alkoholizmem stykam sie z daleka.

                                        > etap swojego życia, polegający na ciągłej walce o swojego partnera. Czyli
                                        > rozwód. I sądzę, że do tego prędzej, czy później dojdzie. W tym roku chyba

                                        A moze tylko separacja?
                                        A moze - niewykluczone, ze parskniesz smiechem, ale trudno - sprobuj sie modlic
                                        w ramach swojego wyznania, wiekszosc z nas przeciez nalezy do jakiejs religii.

                                        > A zatem będę czekać i starać się nie przejmować całą sytuacją (a nie jest to
                                        > łatwe).

                                        Oprocz grup AA sa tez grupy Al-Anon bedace wsparciem dla rodzin alkoholikow.
                                        Na pewno przy grupie AA, na ktora chodzil TWoj maz, jest jakas Al-Anon, a jesli
                                        nie ma, beda wiedzieli, gdzie szukac.

                                        > Stachu - nie masz za co przepraszać, wręcz przeciwnie - to ja Ci dziękuję, że
                                        > wciąż mnie "sprowadzasz na ziemię".

                                        Bo w takich sytuacjach, z tego, co czytalam czy slyszalam, jedyne pozytywne
                                        rezultaty daje stanowcza i realizowana niezgoda na nalog.
                                        Na mnie wielkie wrazenie wywarla lektura ksiazki "MY, rodzice dzieci z Dworca
                                        Centralnego" Krystyny Karwickiej, Andrzeja Ochremiaka, wydawnictwo WAB 1999
                                        Wprawdzie rzecz jest o narkomanach, ale pokazuje rozne postawy rodzicow wobec
                                        problemu uzaleznienia ich dzieci.
                                        Zwlaszcza dwie postawy jako skrajne - rodzice, ktorzy troszczyli sie o swojego
                                        jedynego syna, chronili go itp. Syn bierze do dzis (czyli do chwili
                                        przzeprowadzenie wywiadu). Oraz matke, ktora z zelazna konsekwencja realizowala
                                        swoja niezgode na narkomanie syna. Syn podjal leczenie, wtedy byl niebioracym
                                        narkomanem.

                                        Zycze Tobie takiej zelaznej konsekwencji.
                                        I ciesze sie, ze dojrzewasz do stanowczych krokow.
                                        W innych sprawach niech doradzaja hepik i stachu, lepiej sie na tym znaja.
                                        Ale wedlug mnie koniecznie trzeba pojsc do grupy wsparcia.

                                        Pozdrawiam. Dolacze Cie do listy moich intencji.
                                        • Gość: ONA Re: czas na zmiany...? IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.03, 20:19
                                          Do "Rezurekcji": dzięki za wypowiedź.
                                          1. MOdlitwa, powiadasz..... może, ale nie należę do specjalnie wierzących i
                                          stosunek do Boga mam specyficzny, więc nie sądzę, że typowa modlitwa mi pomoże.
                                          2. Byłam na jednym spotkaniu grupy terapeutycznej - całkiem miło i
                                          sympatycznie, ale szczerze mówiąc to szkoda mi czasu - tracić 2-3 godziny i w
                                          efekcie żadnych rezultatów (jak można zauważyć). NIe wiem czy warto w
                                          kogokolwiek aż tak inwestować. Ja chyba jednak nie będę. Bo uważałabym to za
                                          poświęcenie. A poświęcac się nie będę.
                                          Pozdrawiam
                                          • Gość: stachu34 Re: czas na zmiany...? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.04.03, 22:50
                                            ...tytuł za znakiem zapytania,a powinien moim zdanie byc wykrzyknik...
                                            napisz przynajmniej kiedyś jak one przebiegają-trzymam kciuki...
                                      • Gość: hepik1 Re: i znowu to samo... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.04.03, 04:31
                                        Gość portalu: ONA napisał(a):

                                        > Stachu i Hepik! Rozumiem Wasze intencje - wywnioskowałam, że powinnam
                                        zakończyć
                                        >
                                        > etap swojego życia, polegający na ciągłej walce o swojego partnera. Czyli
                                        > rozwód. I sądzę, że do tego prędzej, czy później dojdzie. W tym roku chyba
                                        nie,
                                        >
                                        > bo mam ważne sprawy zawodowe.
                                        > A zatem będę czekać i starać się nie przejmować całą sytuacją (a nie jest to
                                        > łatwe). Ciekawe jak długo będę czekała?
                                        > Mam kolejny problem - chcąc zapisac dziecko do przedszkola trzeba wypełnić
                                        > formularz, w którym są dane zarówno matki i ojca, jak i pieczątki ich
                                        zakładów
                                        > pracy. I co mam teraz zrobić? Czekać? Formularze trzeba złożyć do końca
                                        > kwietnia. Jak sądzicie, czy on się odezwie?
                                        > Hepik - a możesz coś powiedzieć o swoich kontaktach z ojcem? Jak reagują
                                        dzieci
                                        >
                                        > na taką sytuację? Ja nie mam takich doświadczeń - w mojej rodzinie nikt nie
                                        > pije.
                                        > Stachu - nie masz za co przepraszać, wręcz przeciwnie - to ja Ci dziękuję, że
                                        > wciąż mnie "sprowadzasz na ziemię".
                                        > Muszę Wam jeszcze powiedzieć, że nawet telefon sobie wymieniłam i teraz
                                        > wyświetla mi się kto do mnie dzwoni - w związku z czym nie odbieram telefonów
                                        > jego klientów itp.
                                        > Pozdrawiam serdecznie

                                        Ty to jednak jesteś przypadek beznadziejny.Wiesz,rozumiesz,dziękujesz ale
                                        i tak zrobisz swoje a to i tak prowadzi do tego samego końca.Mimo,to życzę
                                        powodzenia,ja na razie się wycofuję z tego wątku,mam nadzieję że kiedyś dowiem
                                        się o dalszych Twoich i męża losach.
                                        • Gość: ONA Re: koniec wątku IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.04.03, 08:33
                                          Stachu i Hepik - mimo wszystko podziękuję! Byliście wspaniałymi terapeutami. A
                                          wątek czas najwyższy zakończyć.
                                          Pozdrawiam
                                          • Gość: hepik Re: koniec wątku IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.04.03, 05:45
                                            Gość portalu: ONA napisał(a):

                                            > Stachu i Hepik - mimo wszystko podziękuję! Byliście wspaniałymi terapeutami.
                                            A
                                            > wątek czas najwyższy zakończyć.
                                            > Pozdrawiam

                                            EE,dlaczego od razu kończyć? To miło(przynajmniej mnie)gdy jest tyle wpisów
                                            najczęściej mądrych,a nawet te mniej mądre o czymś świadczą i coś mogą komuś
                                            dać.Nara,jak to teraz się mówi
    • Gość: and Re: czy to już alkoholik? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.04.03, 06:33
      Gość portalu: pl napisał(a):

      > lubi pić, nie ma weekendu bez alkoholu, dużej ilości, jak nie ma towarzystwa,
      > to pije sam, kupuje 6-7 piw, ostatnio małpki, ze 3 dni nie pije, potem znowu
      > musi, chociarz trochę, najgorsze jest to że nie widzi problemu, obraża sie
      > mówiąc że nie zawala pracy przecież, nie przepija wszystkich pieniędzy, nie
      > włóczy się, ale przecież pije- często i często dużo, martwię się i boję, ale
      > najgorsze jest to że jak sie napije to jest czuły i słodki, gdzeczny i
      > kochany, na trzeźwo nie

      Ciekawe jak wygląda sytuacja na dziś po 3 miesiącach?
      • Gość: hepik Re: czy to już alkoholik? IP: *.visp.energis.pl 31.07.03, 05:46
        Gość portalu: and napisał(a):

        > Gość portalu: pl napisał(a):
        >
        > > lubi pić, nie ma weekendu bez alkoholu, dużej ilości, jak nie ma towarzyst
        > wa,
        > > to pije sam, kupuje 6-7 piw, ostatnio małpki, ze 3 dni nie pije, potem zno
        > wu
        > > musi, chociarz trochę, najgorsze jest to że nie widzi problemu, obraża sie
        >
        > > mówiąc że nie zawala pracy przecież, nie przepija wszystkich pieniędzy, ni
        > e
        > > włóczy się, ale przecież pije- często i często dużo, martwię się i boję, a
        > le
        > > najgorsze jest to że jak sie napije to jest czuły i słodki, gdzeczny i
        > > kochany, na trzeźwo nie
        >
        > Ciekawe jak wygląda sytuacja na dziś po 3 miesiącach?


        A po siedmiu?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka