08.08.06, 12:11
Najgorsze w naszej chorobie jest to, że trzeba osobiście wpaść w szambo, walnąć się o dno, stracić przytomność, ocknąć się, a dopiero potem wracać.
Z lepszym, lub gorszym skutkiem.
Żaden alkoholik, dopóki sam dupska nie zamoczy, nam nie uwierzy.
Będzie analizował, kombinował, obiecywał, kluczył, zmieniał decyzję, oszukiwał otoczenie i samego siebie.
Dlatego też Magdusia, Cortona, Val (zniknęła z forum), Bluueboy i jeszcze wielu przewijających sie na tym forum niedojrzałych do swojego dna (jeszcze)ALKOHOLIKÓW będzie sobie popijać te swoje piwka, aż do usranego końca.
Może nam jednak dla swojego dobra chociaż raz uwierzycie na słowo.
Pozdrawiam niedotopków.
Janu
Obserwuj wątek
    • deoand Re: Szambo 08.08.06, 12:37
      to wszystko prawda ale Val była w ciąży ... moze właśnie
      rodzi ... ????

      ... i chyba nie pije ale ....

      w każdym razie pozdrowienia Val .....

      deo
    • cortona Re: Szambo 08.08.06, 13:20
      Janu, tak mnie zdenerwowałeś, że muszę Ci odpisać.
      Po pierwsze: nie umieszczaj mnie w szambie, bo po prostu sobie tego nie życzę.
      Obraża mnie to. Odpowiem Ci równie brzydko: licz się ze słowami!
      Po drugie: powiedziałam Ci, że pójdę do lekarza i pójdę. Zrobię to w nabliższym
      czasie i przede wszystkim po to, żeby w końcu jakiś fachowiec mnie zdiagnozował.
      Po trzecie: cały czas jestem trzeźwa i radzę sobie bardzo dobrze. Może nie
      podejmuję szybko decyzji, ale zapewniam Cię, że podejmuję właściwe.
    • e4ska Re: Szambo 08.08.06, 14:40
      Nie, Janu dno to taki sam mit jak wszystko, co się o alkoholizmie próbuje na
      siłę wtłoczyć. Dno: ja tak naprawdę na nim nie byłam, a wiem, jak - logicznie -
      powinno wyglądać. Więc najpierw zjazd na gorsze alkohole. Za dwa złote np.
      zamiast za siedem. Potem wyprowadzka do któregoś z moich wielbicieli - są tacy,
      nie ukrywają, że tak powiem, zapałów czy sympatii. Potem, potem... ale z takiego
      dna wyleźć... nie byłoby po co. Teraz wydaje mi się, "nie byłoby po co", ale kto
      wie? Z moim uporem, pewnie bym wyłaziła, może:)

      Moim umownym dnem była rozpacz dziecka i świadomość, że nie panuję nad sobą.
      Oczywiście, straty finansowe, ale trudno... czy to już dno? Trochę tak, trochę
      nie. No i śmierć, mówią, że tak szybko się nie umiera, a ja myślę, że poziom
      promili miałam taki... cud, że żyję, ostatnia szansa, jaką dostałam od swojego
      organizmu.

      Nie jest też prawdą, że ludzie nie ograniczają w porę swego picia. Janu,
      rozejrzyj sie wokół, zobacz... naprawdę, nie znasz człowieka, ktory pije mniej i
      rzadziej? Mój krakowski kuzyn, z którym umówieni byliśmy swego czasu na
      dekadenckie picie absyntu... pijącymi straszliwymi ciągami (praca za granicą, po
      przyjeździe ciągi do nieprzytomnosci - trzy, cztery tygodnie, bez trzeźwienia,
      szpitale, operacje). I teraz bardzo rzadko lekkie rausze, tzn, od jakichś pięciu
      lat. Powiemy, ze nie był alkoholikiem. Był, tylko nie takim, jak ja czy Ty.
      Inaczej, on nawet nie wiedział, że był alkoholikiem.

      Wiedza o alkoholizmie, jaka wtłaczają do głów na terapiach, jest wiedzą o tyle
      szkodliwą, że taki jeden z drugim widzi kątem oka różnicę między tym, co mówią,
      a tym, co jest. Ja przyjmuję bez wątpienia fakt: w moim przypadku nie ma mowy o
      żadnych rauszach, moj rzetelny alkoholizm polega na absolutnej niemożności
      kontroli: nie będe pić, chociaż dna jeszcze nie dotknęłam. Nie piję, bo mi z tym
      dobrze, bez strachu, wstydu, poniżenia... z uśmiechem, czasem może smutnym, ale
      szczęście bywa zawsze trochę smutne... takie "mimo że"... i to jest warunek
      trzeźwości, Janu, żeby tego smutku od szczęścia nie oddzielać... a dno? wtedy
      przestaje istnieć:)
    • tenjaras Re: Szambo 08.08.06, 14:53
      janulodz no popatrz, kilka łagodnych słów, choć prawdziwych i głębokich, a
      reakcja...

      cortona do tego, żebyś wylądowała w szambie nie potrzebny Ci janulodz, sam to
      mozesz zrobić, to łatwe...

      na trzeźwo umierają naprawdę nieliczni, z tych, którzy stali się alkoholikami
      osobiście nie sądzę, żeby ktoś kto nie sięgnął dna (swojego dna e4ska, ty masz
      swoje, ja swoje, a inni byli jeszcze gdzie indziej) był w stanie zmienić swoje
      postępowanie, światopogląd, osobowość, dominujące cechy charakteru, żeby się
      poddał...

      twardzielom, którzy myślą, że mają plan, życzę szybkiego przebudzenia, bo
      śmierć alkoholowa to nic przyjemnego...
      • e4ska Re: Szambo 08.08.06, 15:16
        Jaras, można mieć też wyobraźnię, co by było, gdyby dalej... Ty zapewne też
        jeszcze do dna własnego nie dobiłeś, ale wiesz, jakby ono wygladało. Z tym, że
        świadomośc dna a dno to chyba nie to samo... Ja myślę, że ludzie mogą się
        zmieniać nie pod wpływem negatywnych doswiadczeń, ale też, a może przede
        wszystkim - dobrych wzorców, szczęśliwych przypadków, głębokich przemyśleń. Po
        co aż taki pesymizm, Jarasie?

        Z tym, że są i tacy ludzie, którzy - jak Janu chyba - prawda? - z uporem muszą
        latami trwać w okolicach dennych a mulistych, a potem nagle otrzepują się i
        nadrabiają straty, mając przy tym szansę na zasobny sejf albo przynajmniej
        miedzią brzęczące skarpety;)
      • janulodz Przepraszam za szambo 08.08.06, 15:38
        "Szambo". Dno", "Umoczenie d...", ---
        • drak02 Re: Przepraszam za szambo 08.08.06, 17:09
          Popieram post Janu.
          Prawda o alkoholizmie jest brutalna stąd czasem niektóre osoby maja poczucie
          braku delikatności kiedy cztają takie wypowiedzi.
          Niepijący alkoholicy są bardzo wyczuleni na wszelkiego rodzaju "ściemnianie"
          czyli na typowe dla osób uzaleznionych mechanizmy obronne.
          • yuraathor Re: Przepraszam za szambo 08.08.06, 17:24
            A czemuż to Janu przepraszasz? niektórym potrzebna jest taka brutalna prawda
            prosto w oczy.niedawno ja i kolega rozmawialiśmy z takim jednym co szukał
            pomocy w AA.ja tłumaczyłem mu łagodnie czym jest choroba alkoholowa,
            opowiadałem o swoich doświadczeniach a kolega po prostu mu powiedział kiedy ja
            skończyłem "zdechniesz ch... jak nie przestaniesz chlać " i to akurat dla tego
            delikwenta byuło chyba odpowiednie.
            • e4ska Re: Przepraszam za szambo 08.08.06, 23:22
              Bo delikwenta wzięliście we dwa ognie... jeden łagodny i miły, drugi brutalny i
              bezwzględny... i pretendent do trzeźwości musiał przestać, po prostu mus...Yura,
              dobrze, ale do płci pięknej zwracać się per "zdechniesz ch... jak nie
              przestaniesz chlać" to chyba nie wypada, przynajmniej jedno słowo wymienic
              należy;) ale ja się nie znam na aowskich zwyczajach:)))
              Jakby Twój wspólnik tu pisywał, kropek by zabrakło........
              gratulacje trzeźwo-pourlopowe, Yura:)))

        • addicted1 Re: Przepraszam za szambo 09.08.06, 16:17
          Poruszasz problem szczerości.
          Jest też inen rozwiązanie:
          Można przyznac uczciwie, ze ma sie problem z alkoholem, ale ze nie zrezygnuje
          sie z picia.
          Czy taka postawa jest nieuczciwa?
          Chyba jest
          tak ja np. s.p. George Best

          Druga rzecz- dno nie jest raz na zawsze dane...
          mozna uderzyc w dno, a po latach uznac, ze to jednak nie bylo dno.
          W tym dnie chodzi wydaje mi sie wylacznie o strach przed powtorka.\
          ale strach tez moze zmalec...

          skomplikowane to wzysto.

          Paradoksem jest to, ze niepijacy alko mowia "uwierz mi", choc sami nie
          uwierzyli, nastepni tak samo bed powtarzac, i tak sie wlecze od lat i jeszcze
          bedzie,
          poki nie wymysla nauki picia kontrolowanego.
        • paulsixtus Re: Przepraszam za szambo 09.08.06, 20:41
          Janulodz - zgadzam sie z Toba w pelni.
          Eska jednak, jak zawsze, po swojemu - jest dno, to znaczy go nie ma, to znaczy -
          jest umowne...:) No, coz - niektorzy musza sie wyrozniac, aby nie znalazl sie
          nikt, kto mysli podobnie.
          pozdrawiam
          PaulSixtus
          • e4ska Re: Przepraszam za szambo 09.08.06, 23:36
            Hej, PS, jakie "wyróżniać", jakie "muszą", raczej "siedź w kącie, znajdą cię", a
            z tym "jest, ale nie ma", to chodzi o jakieś beatrycze, jakieś inferno, jakieś
            dante, a nie o jakieś dno:) Możesz myśleć podobnie, dno olewamy, płyniemy dalej,
            więcej światła, zdrufki:)
      • cortona Re: Szambo 08.08.06, 18:24
        Wiesz Tenjaras, coś Ci dolega.
        Jeśli pozwalasz sobie na taką brutalną szczerość, to ja też będę brutalnie
        szczera.
        Myślę, że takie osoby jak ja, co to czasem chojrakują: przyznają się, że czasem
        popijają, że czasem za dużo, a czasem za często, jeszcze nie poniosły strat,
        a już niepokoją się o siebie, myślę, że z jakiegoś dziwnego powodu na te osoby
        reagujesz przesadnym zniecierpliwieniem.
        Nauczono Cię, że każdy kto zaczyna pić musi skończyć w ciągach, rynsztokach,
        wykończyć całą swoją rodzinę. Guzik prawda Tenjaras.
        Jakoś nie wyczuwam w Tobie żadnej życzliwości. Gdybym znalazła się w tym
        szambie, to wtedy może byś mnie polubił i wyciągnął pomocną dłoń. Ale nie
        zrobię Ci tej przyjemności.
        • drak02 Re: Szambo 08.08.06, 18:43
          cortona napisała:

          > Wiesz Tenjaras, coś Ci dolega.
          > Jeśli pozwalasz sobie na taką brutalną szczerość, to ja też będę brutalnie
          > szczera.
          > Myślę, że takie osoby jak ja, co to czasem chojrakują: przyznają się, że
          czasem
          >
          > popijają, że czasem za dużo, a czasem za często, jeszcze nie poniosły strat,
          > a już niepokoją się o siebie, myślę, że z jakiegoś dziwnego powodu na te
          osoby
          > reagujesz przesadnym zniecierpliwieniem.
          > Nauczono Cię, że każdy kto zaczyna pić musi skończyć w ciągach, rynsztokach,
          > wykończyć całą swoją rodzinę. Guzik prawda Tenjaras.
          > Jakoś nie wyczuwam w Tobie żadnej życzliwości. Gdybym znalazła się w tym
          > szambie, to wtedy może byś mnie polubił i wyciągnął pomocną dłoń. Ale nie
          > zrobię Ci tej przyjemności.

          Szambo które tutaj zostało przywołane , jest swoistą metaforą pewnego stanu
          psychicznego i fizycznego który wczesniej czy później przytrafia się każdemu
          alkoholikowi. Każdy ma swoje specyficzne szambo (dno). Dla niektórych to jest
          dosłowny upadek społeczny- utrata pracy, rodziny, domu. Totalna degrengolada i
          bezdomność. To jest oczywiscie skrajny przypadek , aczkolwiek dosyć powszechny.
          Każdy pijacy alkoholik ma swoją granicę, po przekroczeniu której odczuwa
          psychiczny upadek , dla jednych moze to być utrata kompletnie wszystkiego dla
          innych utrata pracy. To zależy od indywidualnych cech osobowych. Wielu
          alkoholików podejmuje zdecydowne kroki własnie po utracie pracy. Inni zaczynają
          coś robić z sobą wtedy gdy odchodzi od nich żona. To nie jest tak że wszyscy
          pijacy wylądują na dworcu i będą chlac denaturat. Dla mnie sama realna
          perspektyw utraty pracy była już dnem (a bezposrednią kroplą która przelała
          czarę mojego uzaleznienia był 10 dniowy ciag alkoholowy- bardzo bolesny w
          skutkach).
          I każdy z piszacych tutaj przeżył jakiś swoisty dramat (niekoniecznie kompletny
          upadek społeczny) który skłonił ich do podjęcia zdecydowanych kroków.
          Ale nistety nie potrafimy uczyć się na cudzych błedach:(
        • aaugustw Re: Szambo 08.08.06, 18:49
          Nie rozumiem Janu, dlaczego, kogo i za co przepraszas !? - Napisales szczera
          prawde !
          Kazdy pijak i kazda pijaczka nosi w sobie, w swej duszy to SZAMBO!
          Nie przejmuj sie pijanym belkotem, bo ci, ktorzy tak krzycza poczuli sie
          zranieni - trafiles ich w samo EGO.
          Pozdrawiam, badz soba:
          A. z AA
          Ps. Jaras! ;-)) Jezusa za czynienie dobra, milosci, milosierdzia, itd... -
          ukrzyzowano... :-(( (Tobie to nie grozi).
          Cortona - smacznego, zycze !
          Jezeli masz problemy alkoholowe, ja (tez) bede czekal na Ciebie z wyciagnieta
          dlonia AA ;-))
          • cortona Re: Szambo 08.08.06, 19:19
            W wątku Janu ( któremu zresztą wybaczyłam, bo jest świetnym facetem i bije od
            niego życzliwość do świata i ludzi )chyba nie zabolało mnie tak słowo "szambo",
            jak zdanie, że "Magdusia, Cortona, Val, Bluueboy i jeszcze wielu przewijających
            się na tym forum niedojrzałych do swojego dna ( jeszcze ) ALKOHOLIKÓW będzie
            sobie popijać swoje piwko aż do usranego końca".
            Przeżyłam trzeźwy łyk-end, kombinuję jakby tu iść do lekarza i co powiedzieć
            rodzinie, czy prawdę, czy coś ściemnić, np., że mam zebranie ( którego nigdy
            nie mam ), czy czekać aż zdarzy się dzień, że rodziny nie będzie i czy wtedy
            będzie przyjmowała pani doktor do której mam zamiar się udać, a tu Janu
            wyjeżdża z "usranym końcem".
            Ja z Janu generalnie się zgadzam, ale uważam, że u mnie zdarzył się jakiś
            postęp. Chcę porozmawiać ze specjalistą i to jest już przesądzone.
            Wiem, że Janu ma dobre intencje, ale inni Tenjaras i Aaugustów zachowują się
            jakby ucieszyli się, że wreszcie mogą się nad kimś poznęcać.
            Ja niestety nie mam duszy ofiary panowie.
          • e4ska Re: Szambo 08.08.06, 19:23
            Szaleju się nałykaliście czy piołunowej nalewki?
            Kto powiedział, że abstynencję wymusić można brutalnością?

            "Kazdy pijak i kazda pijaczka nosi w sobie, w swej duszy to SZAMBO!"
            W pewnym sensie, Ał-guście, każdy człowiek nosi w sobie szambo, dosłownie i w
            przenośni...
            Pijany bełkot... Cortono, powinnaś niżej upaść, zamiast gapić się na drzwiczki
            od barku, trzeba było się nadobnie uwalić, zarobić agencyjnie z byle kim, znow
            się uwalić, potem na detoks, terapię, AA hosanna, byłabyś równa Jarasowi w sile
            dźwigania się z upadku.

            To, że człowiek zastanawia się, szuka swojej metody, drogi życiowej, to źle? Że
            nie wie, jak i czy da sobie radę? Nie chciałabym tutaj prorokować absolutnie,
            ale niejeden świetlany aa prędzej się zapije nim Cortona osiągnie etap szamba.
            Ona chce być abstynentką, chce startować z wyższego poziomu, jej wino ostatnio
            wyciągnięte do poduszki było... no kiedy? pare tygodni temu, o piwach nic nie
            wiem. Abstynencja niewymuszona degradacją - to bardzo dobrze... Porównując swoją
            sytuację sprzed kilkunastu miesięcy z sytuacją Cortony mogę tylko wzruszyć
            ramionami i pozazdroscić - szczęściara. Mąż chyba rozumny, córeczka, dom, praca,
            no i świadomość niebezpieczeństwa, inteligencja wreszcie - to dużo.

            Janu boi sie tak samo jak ja o tych lubianych, dziwi go, że tak wolno reagują,
            że się łudzą. Ale my też tak mieliśmy, musieliśmy sami tę skazę swoją dostrzec i
            nie tak latwo było wyjść na prostą.

            Ał-guście, nie mów "smacznego" komuś, kto nie pisze o tym, że zamierza pić.
            Zniechęcasz do AA, po co... wszystko w swoim czasie.
            • cortona Re: Szambo 08.08.06, 19:31
              Eska, co ja bym bez Ciebie zrobiła?
              • jerzy30 kazde szambo jest inne i kazde ma inna 08.08.06, 20:11
                zawartosc - w jednym plywaja gowienka i cuchnie ["pospolite" pijaczki i nurki]
                w drugim sa perfumy i ladnie pachnie [pijacy w domu i wytwornie w garniturach i
                smokingach] - dla jednych szambo to walenie denaturatu z gwinta dla drugich
                picie wiskacza po 700 zeta z pozlacanego kieliszka - ale czasami to szambo z
                gowienkami jest lepsze od szamba z perfumami - szybciej odstrecza od picia -
                nie ma sie o co obrazac
                • janulodz Jakie były moje zamierzenia 08.08.06, 21:15
                  Gó..e(celowe) chciałem wywołać gniew i sprowokować do świętego oburzenia osoby niezdecydowane i sprawiające wrażenie, że potrzebują jakiegoś bodźca do dalszego działania. Skierowałem to m.innymi do Cortony, bo w tonie jej ostatnich wypowiedzi widać wahanie. Zrobiła już jeden krok i się zatrzymała. Nie odwołuję swojej wypowiedzi. Przepraszam za formę. Uważam, że na tym forum, wobec osób, które potrzebują pomocy, chcą coś ze sobą zrobić i pytają jak, możemy od czasu do czasu pogrozić palcem. Z własnego doświadczenia wiem, że gdyby mnie bardziej umiejętnie sprowokowano do działania, moje "dno", mogło mnie dosięgnąc wcześniej, a wtedy może straty byłyby mniejsze. Wydaje mi się jednak, że w tym przypadku, jak również innych niezdecydowanych, konieczna byłaby szybka wizyta u doświadczonego lekarza d/s uzależnień. Eska pisała, że zna osoby, które ograniczyły swoje picie i zmieniły swoje przyzwyczajenia. Podejrzewam, że nie byli to alkoholicy. Po prostu lubieli wypić. Ani ja, ani nikt ze stałych bywalców tego forum tak by nie potrafił. My się już napić nie możemy. Taka nasza choroba. Natomiast o Cortonie, Magdusi nie wiemy, czy mają tak samo. Może doświadczony lekarz to zdiagnozuje. Lepiej jednak na zimne dmuchać. A już na pewno nie drinkować. Każdy tekst typu "właśnie wypiłam butelkę czerwonego winka(Cortona), siedzę i piję Stronga (Bluueboy) odbieramy po trosze jak osobistą porażkę, no bo przecież my nie pijemy ( przynajmniej ja tak mam )
                  Dlatego tak się zdenerwowałem. Trzymam kciuki za wszystkich początkujących w trzeźwości.
                  Janu
                  • kylly Re: Jakie były moje zamierzenia 08.08.06, 21:43
                    janulodz napisał:

                    > Gó..e(celowe) chciałem wywołać gniew i sprowokować do świętego oburzenia
                    osoby
                    > niezdecydowane i sprawiające wrażenie, że potrzebują jakiegoś bodźca do
                    dalszeg
                    > o działania. Skierowałem to m.innymi do Cortony, bo w tonie jej ostatnich
                    wypow
                    > iedzi widać wahanie. Zrobiła już jeden krok i się zatrzymała. Nie odwołuję
                    swoj
                    > ej wypowiedzi. Przepraszam za formę. Uważam, że na tym forum, wobec osób, któr
                    > e potrzebują pomocy, chcą coś ze sobą zrobić i pytają jak, możemy od czasu do
                    c
                    > zasu pogrozić palcem. Z własnego doświadczenia wiem, że gdyby mnie bardziej
                    umi
                    > ejętnie sprowokowano do działania, moje "dno", mogło mnie dosięgnąc
                    wcześniej,
                    > a wtedy może straty byłyby mniejsze. Wydaje mi się jednak, że w tym
                    przypadku,
                    > jak również innych niezdecydowanych, konieczna byłaby szybka wizyta u
                    doświadcz
                    > onego lekarza d/s uzależnień. Eska pisała, że zna osoby, które ograniczyły
                    swoj
                    > e picie i zmieniły swoje przyzwyczajenia. Podejrzewam, że nie byli to
                    alkoholic
                    > y. Po prostu lubieli wypić. Ani ja, ani nikt ze stałych bywalców tego forum
                    tak
                    > by nie potrafił. My się już napić nie możemy. Taka nasza choroba. Natomiast o
                    > Cortonie, Magdusi nie wiemy, czy mają tak samo. Może doświadczony lekarz to
                    zdi
                    > agnozuje. Lepiej jednak na zimne dmuchać. A już na pewno nie drinkować. Każdy
                    t
                    > ekst typu "właśnie wypiłam butelkę czerwonego winka(Cortona), siedzę i piję
                    Str
                    > onga (Bluueboy) odbieramy po trosze jak osobistą porażkę, no bo przecież my
                    nie
                    > pijemy ( przynajmniej ja tak mam )
                    > Dlatego tak się zdenerwowałem. Trzymam kciuki za wszystkich początkujących w
                    tr
                    > zeźwości.
                    > Janu


                    hmmmmm zdenerwowałeś się niepotrzebnie...dziś jest to cortona, bluboy,
                    magdusia...wczoraj byli inni jutro zalogują się jeszcze inni...z profesjonalnej
                    terapii trwale (czyli jak mówią czy też liczą "zawodowcy" 2 i więcej lat
                    trzeźwiej 1 na 10 :)) - w to wierzę bo sam jestem jednym z tych
                    szcześliwców...z mojej grupy na dziś zostałem tylko ja....i nie chwalę się a po
                    prostu mi smutno...żal mi tych którzy jeszcze swego dna (bo to jest dno, szambo
                    i gó.....obojętnie jak pachnące gnojem czy Davidovem...i naprawdę obruszanie
                    się za parę słów prawdy nic nie zmieni
                    więc mniej nerwów forum i tak nic nie zmieni...kto zmienił swe życie (w realnym
                    świecie...obojętnie z aa, bogiem, rodziną czy terapią...ma szansę być
                    trzeźwy...kto ogranicza się do forum...cóż niewielkie ma szanse...a kto czyta
                    to forum pociągając piwko czy winko ma duże szanse popasć w schizifremię....
                    pozdrawiam
                    • janulodz Re: Jakie były moje zamierzenia 08.08.06, 23:34
                      Kylly napisał:
                      "dziś jest to cortona, bluboy,
                      magdusia...wczoraj byli inni jutro zalogują się jeszcze inni.."

                      A czy to forum to nie taka wirtualna terapia? Pierwsze kroki do trzeźwości?
                      Nie ma tu żartownisiów, surrealistów, oszołomów. Są za to uzależnieni i "sympatycy". Z jednymi się zgadzam, z innymi dyskutuję. Niektórych ignoruję, inni mnie wkurzają, ale to forum żyje i jakieś zadanie spełnia.
                      Jak napisałeś terapia daje wynik 1:10, niech to forum da 1:10 000 to też będzie sukces. I jaki ma zasięg. Zauważ, że wszyscy czegoś się na nim uczymy. A kto nie chce to nie musi. Wystarczy jedno kliknięcie. Zobaczymy ilu nas zostanie.
                      Kiedyś chciałem stąd odejść. Teraz jest częścią mojego życia . Kiedy mam czas oczywiście, co ostatnio rzadko się zdarza:(((
                  • addicted1 Re: Jakie były moje zamierzenia 09.08.06, 16:22
                    Wydaje mi się jednak, że w tym przypadku, jak również innych niezdecydowanych,
                    konieczna byłaby szybka wizyta u doświadczonego lekarza d/s uzależnień. Eska
                    pisała, że zna osoby, które ograniczyły swoje picie
                    i zmieniły swoje przyzwyczajenia. Podejrzewam, że nie byli to alkoholicy. Po
                    prostu lubieli wypić

                    Te osoby tez bylyby zapewne zdiagnozowane jak alkoholicy.
                    Wg mnie- o mje prywatne zdanie- blad terapii poelaga na tym- co moze wynika z
                    koniecznosci- ze w ramach docierania do prawdy- waznego- mozna przesadzic.
                    gdy mi terapeuta mowi, ze ja jak wypije 1 kieliszek to na pewno pojde w cug,
                    gdy ja wiem, ze tak nie bedzie, to mam wrazenie, ze ona nie rozumie mojego
                    problemu, albo ze ja tu nie pasuje. taki naturalny sprzeciw.
                    Jak mi mówi " po tym 1 mozesz po kilku dniach wypic 3 a potem po 20 dniach sie
                    schlac" to ok- ja wiem, tak moze byc, trenowalem to. Ale jak przesadza to
                    odnosi skutek odwrotny od zamierzonego.
                    • addicted1 jeszcze dodam 09.08.06, 16:27
                      ze to nie zloscliwosc z mojej strony, czasem pisze pod wplywem emocji, ale
                      teraz jestem spokojny.
                      przesada w moim przypadku byla niepotrzebna- mnie zrazila.
                      To w zamierzeniu mial byc wstrząs, ja wiem, ale u mnie odnioslo skutek w formie
                      buntu.
                      Moze dlatego,ze juz wczesniej sporo czytalem o psychologii i uzaleznieniach,
                      bylem na grupie wsparcia i wlasciwie na terapie szedlem po zlote recepty a nie
                      po wstrząsy, bo ich juz sobie sam nafundowalem w swojej przesadzajaco-
                      hipochondryczno
        • tenjaras Re: Szambo 09.08.06, 20:33
          nikomu nie życzę, żeby w swoim pijaństwie dotarł tam, gdzie ja byłem, po to tu
          jestem, bo wierzę głęboko w to, że jesli jeden alkoholik, zaszczepi drugiemu
          prawdę o chorobie alkoholowej, ten pierwszy już nigdy nie będzie dawnym sobą i
          komfort jego picia przeminie
          nie ma znaczenia Cortona co o mnie myślisz, ważne co o sobie, Twoje życie jest
          ważne, ja już się tak oblatałem w temacie, że wiem co robić, jak radzić sobie z
          kryzysami życiowymi, do kogo pójść z żalem, a wiedz, że moje życie nie płynie
          na płatkach róż tylko między kolcami, ale podjąłem je i tego Tobie życzę

          dopóki jeszcze masz szanse nie wyłazić z kolców

          a jeśli już tu jesteś, to możesz na mnie liczyć moja ręka zawsze jest
          wyciągnięta, bo znam szambo, wiem co to jest dno, ale to od Ciebie zależy nie
          ode mnie jak i czy z tego wyjdziesz, czytaj i myśl, spotykasz na tym forum cały
          przekrój ludzki, Ty decydujesz czy i kto Ci pomoże...
    • magdusia17 Re: Szambo 08.08.06, 22:15
      Może to i jest szambo ale nie takiego gatunku. Myślę, ze sam fakt, ze tutaj
      trafiliśmy, czytamy i piszemy o swoich uczuciach oznacza, ze z czegoś zdajemy
      sobie sprawę wcześniej niż inni, ktorzy faktycznie wpadli do "szamba". Ja też
      wstydzę sie powiedzieć innym, ze ide na jakiś miting bo na obecnym momencie
      wyglądam całkowicie normalnie - pracuję, wychowuję dzieci i mam normalny dom
      ale co będzie za 10 lat?? To mnie najbardziej przeraża. Nie ide jeszcze na
      spotkanie AA ale codziennie was teraz czytam, myślę o tym o czym piszecie i
      wiedząc co może być za te kilka lat - pomaga mi to potraktować alkohol jako coś
      obok, niekoniecznego aby przeżyć kolejny dzień.
      • e4ska Re: Szambo 08.08.06, 23:31
        Cóż, będziesz o dziesięć lat starsza, kremy droższe trzeba kupować, na piwo nie
        starczy, a na krem musi być:)
        Nie martw się, co za dziesięc lat sie stanie... alkoholizm potrafi pójść jak
        burza, piłam sobie powoli kilkanaście lat, a potem, jakby piorun strzelił, nałóg
        złamał mnie w trzy lata, i to w ciężkiej walce, bo tak od razu to sie nie
        poddawałam... to się nakręca w jakimś geometrycznym postępie, obłęd...

        Ale Ty masz czas, żeby się wycofać, bez piwa da się żyć. Co to teraz z tym
        piwem... ludzie myslą, że piwo to jakis normalny napój, że co tam, piwo jedno
        czy dwa, a potem siedem za mało...

        Trzymaj sie, dobrze, że próbujesz nie pić, jak samopoczucie?
      • jerzy30 masz racje - to forum jest bardzo wazne 09.08.06, 10:13
        w dobie internetu trzeba i nalezy korzystac z takich form pomocy, terapii, -
        dla mnie to jest takie spotkanie AA - dostepne w kazdej chwili i z kazdego
        miejsca - duzo daje i mnie i pozostalym forumowiczom = slowo pisane przez osoby
        doswiadczone przez gorzale maja moc razenia wodospadu niagara [bo moze
        zadzialac szybko] albo leniwego strumyka [co drazy powoli skaly]
        • drak02 Re: masz racje - to forum jest bardzo wazne 09.08.06, 10:27
          Forum nie zastapi profesjonalnej pomocy ale może być cennym źródłem informacji.
          Gdy piłme , bałem się zaglądac w takie miejsca , unikałem wszelkich informacji
          na temat alkoholizmu- obawiałem się konfrontacji i smutnej prawdy.
          Dlatego sądzę ,że Cortona czy Magdusia uczyniły bardzo ważny krok zagladając
          tutaj .
          • aaugustw Re: masz racje - to forum jest bardzo wazne 09.08.06, 13:39
            Z paniami dyskusje sa trudne. To wynika z ich przewrotnej i… niezdecydowanej
            natury, (niektorzy nawet sa zdania, ze przez to im gorzej trzezwiec ?) ;-))
            Przyklady? - Prosze bardzo:
            W poludnie Cortona pisze, (cyt.):
            >„nie umieszczaj mnie w szambie, bo po prostu sobie tego nie życzę. Obraża mnie
            to." <
            (a po 6 godz, w tym samym dniu):
            > "chyba nie zabolało mnie tak słowo "szambo" jak zdanie, że "Magdusia,itd…“ <
            (tu nastepuje wyliczanka i zbieranie armii zbawiennej przeciwko tym, ktorzy
            odwazyli sie glosic wypraktykowana prawde, wg. Motta: „my wam pokazemy!“

            Eska, z kolei pisze tak, jakby uwazala, ze „Cortona“ potrzebuje swojego
            opiekuna , obroncy i adwokata, odwracajac skutecznie uwage od wojej „wrazliwej“
            skory.
            Przyklady? - Prosze bardzo:
            > „Szaleju się nałykaliście czy piołunowej nalewki?
            Kto powiedział, że abstynencję wymusić można brutalnością? „ <
            - - - -
            Ty Eska! - Ty to podswiadomie mowisz, piszac takie slowa…
            Po czesci jednak zgadzam z Toba, ze abstynencje mozna (rowniez) wymusic, np.
            poprzez ubezwlasnowolnienie, zamkniecie w wiezieniu, szpitalu, itd.
            O trzezwosci nie bede pisal, bo nie doczytalem sie o niej w Twoich mailach.
            __________________________________________________________________.
            > “W pewnym sensie, Ał-guście, każdy człowiek nosi w sobie szambo,
            dosłownie i w przenośni...” <
            - - - -
            Tu - po czesci - tez sie zgadzam. Nic innego nie mialem na mysli! Z ta mala
            roznica, ze dzis nie podpieram sie juz tymi, tzw. "normalnymi", aby ich
            szambiatkami probowac przykryc moje szambo.
            O tym, czy ja w tym „szambie“ dalej chce grzebac i pozostac, czy z niego wyjsc
            i wziasc sie za robote, uprawiac dzieki niemu swoje plony - decyduje dzis ja
            sam...!
            Dzis nie potrzebuje takze juz pomocy, ani dobrych wujkow, ani zadnych
            opiekunczych ciotek…
            _______________________________________________________.
            > “Ał-guście, nie mów "smacznego" komuś, kto nie pisze o tym, że
            zamierza pić. Zniechęcasz do AA, po co... wszystko w swoim czasie” <
            - - - - -
            Czytaj – prosze - uwazniej (trzezwiej) moje mysli i ich sensI
            I nie zawracaj “kijkiem Wisly”.
            Tak postepuja tylko adwokaci, ktorzy bronia swego klienta.
            To jest forum, dot. naszej wspolnej choroby psychicznej, smiertelnej, jaka jest
            alkoholizm. To nie powinien byc takze klub wzajemnej adoracji !
            A. z AA
    • frania01 pytanie do e4ski 09.08.06, 13:47
      Witam wszystkich i e4skę w szczególności :)
      Mam pytanie do ciebie. Czy po zaprzestaniu picia, wszystkie sfery życia
      prywatnego układają się, przynajmniej mniej więcej, po twojej myśli? Czy są być
      może sprawy, z którymi sobie nie radzisz?
      Nie chodzi mi o opisywanie konkretów tylko ew. tak, czy nie :)
      Rozumiem, że z samą motywacją do utrzymywania abstynencji, radzeniem sobie z
      ew. głodami problemu nie masz. I super. Interesuje mnie jednak, co z ogólnie
      pojętym komfortem życia. Bo na ogół wieloletni alkoholicy wiele w życiu mają
      popieprzone, w tym w sferze własnej psychiki, chociażby przełamywania barier
      (jak ja). Terapia uzależnień, nie licząc wstępnych, edukacyjnych etapów -
      pomaga żyć, uczy naprawiać. Smutna konstatacja, że samej mi się to nie udało,
      ale to prawda. Jeśli tobie w tym aspekcie wszystko w życiu wychodzi, po prostu
      dobrze ci na świecie - to może rzeczywiście, terapia nie jest ci niezbędna.
      Jednak, w tym miejscu zaryzykuje - byłabyś wśród alkoholików w grupie
      mniejszości.
      Przepraszam, jeśli kiedyś już o tym pisałaś, bywam tutaj z doskoku :)
      Pozdrawiam
      Na marginesie dodam, jeśli kogoś to interesuje, że moje dno, było "płytkie",
      przypuszczam, że dla wielu alkoholików byłoby niezauważalne, nie byłoby dnem,
      ale dla mnie okazało się przełomowe i bardzo się bałam, co będzie dalej, sobie
      też już nie wierzyłam. Nie piję dwa lata, heej :))
      • e4ska W życiu nic nie ma, oprócz życia 10.08.06, 11:04
        więc żyjmy aż po kres mogiły - jak pisał pewien poeta po wizycie u pewnego szewca:)
        Franiu, nie łudź się, że istnieje coś takiego jak "komfort życia", podobno
        osiągną ten komfort zbawieni. Wydaje mi się, że raj też nie jest taki aaaach
        komfortowy, skoro znudził się Adamowi i Ewie. Pismo opowiada o jakiś owocach,
        tymczasem kto wie, czy prarodzice nie zajęli się pokątnie fermentacją,
        destylacją i degustacją, w następstwie czego Ojciec okazał im twardą miłość - i
        tak jest współuzależniony...

        Nieprawda, że alkoholicy mają popieprzone, inaczej: wszyscy ludzie mają
        popieprzone, łącznie z Twoją miłą panią, bo żeby zarabiać na chlebek ględząc w
        kółko jedno i to samo z pijakami - to trzeba mieć niezły potencjał
        popieprzalności... potem się to racjonalizuje za pomocą wypalenia zawodowego;)

        "Sfery" prywatności układają mi się dobrze. Nie wszystko zależy ode mnie, są
        rzeczy, na które nie mam wpływu - nie brakło w moich szesnastu miesiącach
        trzeźwości rozmaitych wypadków losowych - ale te złe przebolalam, a te dobre -
        podbudowały mnie na duchu.

        Franiu! Ja nie piłam nałogowo w czasach pierwszej młodości, moja pierwsza
        młodość to była wielka szalona ślepa miłość, szybkie małżeństwo, szybkie i
        trudne macierzyństwo, i praca, praca, praca... a teraz dopiero raduję się plonem
        mojej zapobiegliwości, mało tego, nie ma mowy o nudzie, znów w pewnym sensie
        zaczynam od początku - ten rok mam zaplanowany, kto wie, czy nie będę studiować
        jeszcze:), kocham książki, mądrych ludzi, pasjonatów - a mogę sobie wybierać.

        Czy w grupie znajdujesz odpowiednie wzorce? Śmiem w pewien sposób wątpić, kto
        wie, czy nie lepiej szukac wzorców w grupach naprawdę drapieżnych - wolałabym
        osobiście kontakt z ludźmi obrotnymi, odpornymi na depresyjne nastroje, ludźmi
        czynu a nie zajętymi swoim rozmamłanym wnętrzem.

        Bardzo dużo dało mi zerwanie z toksycznym domem dzieciństwa. Jedno jest pewne:
        tam nauczyłam się ciężkiej harówy i odpowiedzialnosci za sprawy przerastające
        małą dziewczynkę. Szkoda, że zawsze walczyłam o dobro innych - to się przenosi,
        wiesz zapewne, na całe życie. Teraz wreszcie wspomagam sama siebie, sobie robię
        przyjemność i jest mi z tym dobrze, nie mam wyrzutów, że oto siedzę i piszę do
        Ciebie, Franiu... a powinnam np. umyć okna, wziąć nowe zlecenie i oddać kasę na
        dom... wiele pracowitych, energicznych kobiet tak robi, niestety, ja tak też
        robiłam, błąd.

        Ty, Franiu, masz inną sytuację niż ja, ucz się na terapii tego, co Tobie
        przydatne, pamiętając przy tym, że wiele z pięknych haseł nijak w praktyce nie
        przejdzie... Żadne dzienniczki uczuć i analiza emocji, żadne mechanizmy... w
        życiu nic nie ma oprócz życia... a ono jest Twoje, Franiu, jedyne, i Ty je sobie
        tworzysz, sama, zaś na szczęscie łatwe nie licz, bo się przeliczysz;)

        Towarzystwo małomiasteczkowe olewaj, szukaj ciekawszego:))) to teraz priorytet -
        czyż nie?
        Pozdrawiam, Eska:)))
        • aaugustw Re: W życiu nic nie ma, oprócz życia 10.08.06, 11:46
          Eska, z zainteresowaniem przeczytalem Twoje slowa i ten konsumpcyjno-
          pesymistyczny charakter, opis i obraz Twojego swiata…
          Teraz ja mam – za pozwoleniem - pare pytan do Ciebie:
          Slyszalas cos o sensie tego zycia ?
          O szczesciu, (raju), ktorego nie mozna znalezc na zewnatrz siebie ?
          O regulach duchowych, ktore rzadza tym swiatem ?
          Pozdrawiam: A… ;-)) (szczesliwy – w tym raju, na ziemi!).
          • cortona Re: W życiu nic nie ma, oprócz życia 10.08.06, 13:07
            Eska, popieprzone to my tu mamy wszyscy jak jeden mąż, ale czy to źle?
            Źle, że wszyscy mieliśmy jakieś niewygodne związki z alkoholem, a że tu piszemy,
            to co? Trochę tłumaczymy się przed sobą z tej słabości, uważamy pewnie to
            pisanie za rzecz lekko wstydliwą ( przynajmniej tak jest ze mną ), ale cóż, taki
            etap i już.
            W życiu realnym z nikim nie mogłabym o tych sprawach porozmawiać, no może
            z lekarzem...

            Wracam do tego "szamba" i wyciągam do Jarasa rękę na zgodę.
            Doszłam do wniosku, że to co zostało tu napisane, to jakby projekcja mojego
            najkoszmarniejszego snu. "Picie do usranego końca", "umieranie po pijaku".
            Teraz już mnie to nie obraża, bo to przecież prawda, która zdarza się i to często.

            Augustowi może nie będzie się podobało, że znów zmieniam zdanie.
            Ale Auguście, przecież znasz to słynne powiedzenie o krowie.
            • janulodz Słynne powiedzenie 10.08.06, 13:51
              Wiedziałem Cortona, że za coś Cię lubię. Teraz mam pewność. Za odwagę.
            • aaugustw Re: do Cortony (-pozdrawiam!) ;-)) 11.08.06, 09:49
              „Augustowi może nie będzie się podobało, że znów zmieniam zdanie.
              Ale Auguście, przecież znasz to słynne powiedzenie o krowie.“ <
              _______________________________________________________________-

              Wczoraj jakos zapomnialem odpisac.
              Kiedy przeczytalem te slowa, zamiast krowy przypomnialem sobie
              pewna kobieta, ktora poszla z bolem zeba do dentysty, kiedy usiadla,
              pol lezac na tym przegubowym fotelu, rzekla do dentysty, ze wolalaby
              rodzic, anizeli wyrywac zeba. On jej na to:
              „prosze sie zdecydowac, zebym wiedzial jak ulozyc fotel”.
              Pozdrawiam: A...
          • e4ska Re: W życiu nic nie ma, oprócz życia 10.08.06, 14:52
            August, doszukałeś się znaczącego:
            "Kto powiedział, że abstynencję wymusić można brutalnością? „ <
            - - - -
            Ty Eska! - Ty to podswiadomie mowisz, piszac takie slowa…
            Po czesci jednak zgadzam z Toba, ze abstynencje mozna (rowniez) wymusic, np.
            poprzez ubezwlasnowolnienie, zamkniecie w wiezieniu, szpitalu, itd."
            Nie ma żadnej podświadomości, ale co tam, nie ja podświadomość wymyśliłam, nie
            ja będę odmyślać:) Czasem mowa czy działanie jest szybsze niz uświadomiona myśl
            - tak myślę:)

            Auguście, moja abstynencja w pewnym momencie była wymuszona - stanem fizycznym
            poniekąd, wolą życia, ale chyba naprawdę organizm zrobił mi niespodziankę i
            wytrzymał, ocknął się... i, jak w dawnych dobrych czasach zamierzchłej medycyny,
            coś mi się tam przesiliło, ok, doceniam. Ale o żadnym innym wymuszeniu nie ma
            mowy, mnie jest bardzo dobrze bez picia, wprost nie rozumiem siebie, jak ja
            mogłam pić??? Po co??? wiem jednak, że po przekroczeniu pewnej granicy tracimy
            siebie, więc zadnej odkrywczej myśli w tym nie widzę, że jesli sobie nie strzelę
            drinka, piwa, wina...szambo:((( i co, bardzo źle powinno mi z tym być?
            Oczywiscie, niemałej inteligencji wymaga przed otoczeniem ukrywanie alkoholizmu,
            fatycznie lepiej dla niektorych, jeśli wszyscy wiedzą o ich CHOROBIE:))),
            niemniej moja w tym głowa, żeby się nie napić i wyjść z twarzą... stanowczość i
            tyle.

            Ale czemu moja wizja ma być pesymistyczna? Świat nie ma sensu, bo go do
            istnienia nie potrzebuje, to my, ludzie, mamy potrzebę usprawiedliwiania swego
            istnienia... a ponieważ jestem ateistką, nie usprawiedliwiam świata bogami czy
            Bogiem, a źle mi z tym? Dobrze. Biorę, co mi jest dane, daję, ile mogę,
            dziwności istnienia doświadczam, siebie zmieniam, sobie ufam, ale - jesli chodzi
            o alkohol - tutaj wiem, że nie ma co podskakiwać. Nie ciągnie mnie, przynajmniej
            na razie, za bardzo mi sie życie takie podoba, abym miała je niszczyć. Pijaństwo
            to koszmar, przecież o tym wszyscy wiemy... jedyne życie niszczyć sobie - to nie
            choroba psychiczna, to potworna głupota. Kocham siebie, Auguście, a dopóki
            kocham, nie będę piła... kochać siebie - to nie takie łatwe, bo to nie o egoizm
            chodzi, to całkiem co innego jest, tyle że miło i dobrze jest siebie kochać...
            żaden wstyd:)

            Popieprzone jest smaczne i zdrowe... Cortono, obyśmy zdrowe były, nie za grube,
            nie za chude, a sam raz:)))
            • e4ska Re: W życiu nic nie ma, oprócz życia 10.08.06, 14:57
              No i poprawiłam - "podświadomie":) - przed wysłaniem, jest "jesli sobie nie
              strzelę drinka, piwa, wina...szambo:(((", ma być "jesli sobie strzelę
              drinka, piwa, wina...szambo:((("... no, szambo to picie, nie odwrotnie...
            • aaugustw Re: W życiu nic nie ma, oprócz życia 10.08.06, 17:50
              „…Nie ma żadnej podświadomości, ale co tam, nie ja podświadomość wymyśliłam, nie
              ja będę odmyślać:) „ <
              - - - - - - - - - - - - -
              Eska, do czasu wymyslenia termometra ludzie tez nie znali pojecia temperatury.
              Tak bylo i z ta podswiadomoscia, ktos ja wreszcie odkryl !
              A zaraz dalej piszesz, cyt.:
              “Auguście, moja abstynencja w pewnym momencie była wymuszona - stanem
              fizycznym…”
              - - - - - - - - - - - - -
              Przepraszam, a kto Tobie to podpowiedzial, jak myslisz ? – Twoje cialo…? ;-))
              (nie mow mi tylko, ze to byl Twoj rozum).
              Pozdrawiam: A...
              Ps. Widze, ze jestes mocno wierzaca, skoro zdecydowanie wierzysz w to, ze nie
              ma zadnej Sily Wyzszej, czy Boga, jakkolwiek Go kto pojmuje (lub nie rozumie).
              • addicted1 Re: W życiu nic nie ma, oprócz życia 10.08.06, 20:13
                W ostatnia sobote w GW byl wywiad z jakims ksiedzem, ktory zbiera przysiegi
                trzezwosci od gorali.
                Powiedzial on w pewnym momencie- w odpowiedzi na sugestie dziennikarza co do
                zasad "terapeutycznego" postepowania z pijacym- ze czlowiek to wielka tajemnica
                i nic nie jest oczywiste.
              • addicted1 (pod) swiadomosc 10.08.06, 20:55
                ja sie powiem szczerze boje takiego grzebania w swiadomosci i podswiadomosci.

                Raz, ze grzebanie juz mi namotalo w glowie.

                Dwa, ze czytalem wiele roznych teorii, ze tak naprawde wszyscy (ludzie) chcemy
                zabijac, ze jestesmy wszyscy biseksualni itd. itp.

                nie chce "dowiadywac" sie takich rzeczy o ssobie. dobrze mi bez tego.


                z innej beczki.
                a tak swoja droga napize cos, co mnie zastanawia od lat.
                Wkurza mnie to, ze tak bezkrytycznie upowszechnila sie jaka mutacja teorii
                Darwina- taka, ze wszyscy ludzie/ zwierzeta/ gatunki/ chca sie rozplenic w jak
                najwiekszej kopii i wszystkie ich dzialania sa temu poswiecone.
                Sa cale tomy na ten temat.

                Zastanawia mnie tylko, dlaczego nikt nie pyta po co?
                w jakim celu gatunek ma sie rozpelzac w jak najwiekszej liczbie?
                Po co mi te moje klony gdy umre?
                dlaczego wszystkie moj zialania sa nakierowane na powielenie materialu genetycznego.
                Tylko nie wiem po jaka cholere ten moj material mam rozpleniac, przeciez gdy
                umre to mi wszytsko jedno bedzie.

                Mam ochote wszytksich tych naukowcow do Berezy:)\
                • aaugustw Re: (pod) swiadomosc 10.08.06, 21:10
                  „ Wkurza mnie to, ze tak bezkrytycznie upowszechnila sie jaka mutacja teorii
                  Darwina- taka, ze wszyscy ludzie/ zwierzeta/ gatunki/ chca sie rozplenic w jak
                  najwiekszej kopii i wszystkie ich dzialania sa temu poswiecone.
                  Sa cale tomy na ten temat.
                  Zastanawia mnie tylko, dlaczego nikt nie pyta po co? „ <
                  ___________________________________________________________________.
                  Mnie tam wystarcza to, ze wiem kim jestem, po co tu jestem i pisze
                  oraz, ze mam tutaj swoje kopie…! ;-))
                  Pozdrawiam; A...
                • janulodz Re: (pod) swiadomosc 10.08.06, 23:22
                  Darwin prezentował podejście populacyjne do procesu ewolucji - nie ma dwóch jednakowych osobników w populacji.Te indywidualne różnice mają największe znaczenie gdyż są one często dziedziczone i dostarczają materiału do doboru naturalnego.
                  Inną teorię prezentował Lamarc. A mianowicie: traktuje osobniki jako identyczne oraz uważa, że różne organizmy wchodzące do środowiska będą odpowiadały taką samą aktywności i stąd nabędą podobne struktury i przystosowania.
                  U wyższych zwierząt nowe środowisko rodzi nowe potrzeby, nowe potrzeby wymagają nowych czynności i obyczajów, a te prowadzą do powstania nowych struktur.
                  Jeszcze???
                  A wszystkiemu jest winna rewolucja październikowa i ten sk... Stalin.
                  I nie daj Boże, żeby te klony bezmyślne tak sie rozmnażały i rozpełzały, bo nie zdzierżyłbym tylu jednakowych mędzących , rozmemłanych i wiecznie niezadowolonych, szukających dziury w całym i po prostu niedojrzałych osobników jak TY Addi. Wybacz, ale jesteś po prostu nudny.
                  • addicted1 Re: (pod) swiadomosc 11.08.06, 13:18
                    wszystkiemu jest winna rewolucja październikowa i ten sk... Stalin.
                    > I nie daj Boże, żeby te klony bezmyślne tak sie rozmnażały i rozpełzały, bo
                    > nie zdzierżyłbym tylu jednakowych mędzących , rozmemłanych i wiecznie
                    niezadowo
                    > lonych, szukających dziury w całym i po prostu niedojrzałych osobników jak TY
                    A
                    > ddi. Wybacz, ale jesteś po prostu nudny.


                    To miala byc anegdota, ciekawostka, ale odebrales ja inaczej.
                    trudno.

        • frania01 Re: W życiu nic nie ma, oprócz życia 10.08.06, 16:53
          :)
          Absolutny komfort życia to utopia - tak. Ale bywa nam w życiu bardzo źle i nie
          potrafimy z tego wyleźć, nie myślę tutaj o piciu, bo to zakończyłam jakiś czas
          temu. Zakończyłam, a mimo tego przez wiele miesięcy w moim życiu działo się źle
          i gorzej... Praca nad sobą na terapii... mowa trawa ;) Sugestie drobnych
          kroczków, wskazówki, rozmowy, życzliwość, własna determinacja w końcu,
          spowodowały jakoś u mnie powiedzenie sobie, że już dłużej tak nie chcę, nie
          mogę i tą odwagę do zmian. Odwagę... do tego, co dla innych byc może byłoby
          łatwe, a dla mnie nie do przełamania. Wiem, że to niejasne, ale nie będę
          opisywać. Chodzi generalnie o życie rodzinne, relacje z mężem, bardzo
          skomplikowanym, nieuzależnionym facetem. Chwalić Boga relacje z dziećmi nigdy,
          nawet kiedy piłam, nie układały się źle (ukrywałam picie, skutecznie
          praktycznie, aczkolwiek wiem, że taki stan rzeczy nie trwałby już długo).

          Wszyscy ludzie mają popierzone... nie sposób sie nie zgodzić. Rzecz w tym, na
          ile wszystkim ludziom z tym dobrze, nie widzą swego popieprzenia, względnie
          tylko innych uważają za popieprzonych, a na ile ja widzę swoje popieprzenie i
          na ile ono mi przeszkadza.

          Moja miła pani :) wiesz... nie wiem jak będzie z jej wypaleniem zawodowym,
          wiem, że pomogła i pomaga wciąż wielu ludziom. Ma wiedzę i serce. Oczywiście,
          nie jest w stanie ustrzec się pewnych stereotypów, ale to nie jest ważne tak do
          końca. To kwestia nastawienia. Biorę to, co dla mnie ważne, inne rzeczy
          zostawiam, a być może dla kogoś to inne właśnie będzie kluczowe. Pewnie ma też
          coś popieprzone, ale kto nie ma. Nawet ja mogę pomóc drugiemu człowiekowi,
          chociażby kiedy powiem: ja w tym miejscu popełniłam błąd, teraz postąpiłabym
          tak i tak; nie rób mojego błedu :)

          To naprawdę super, że tak podchodzisz do życia. Brawo. Tylko nie każdego na cos
          takiego stać. Ludzie są różni, różny potencjał intelektualny, otwartość umysłu,
          temperament, środowisko, w którym się kształtowali i żyją. Niektórym (wielu)
          potrzebne są proste słowa, proste recepty na życie, nauka tego, co dla ciebie,
          pewnie i dla mnie w wielu momentach, jest zwykłym truizmem. Czy przez to ci
          ludzie są gorsi od... , mniej ważni? Też dostają swoją szansę, właśnie na
          terapii, dlatego proszę - nie neguj, nie ośmieszaj terapii. Ona wielu ludziom
          (prawie) uratowała życie.

          Piszesz: "w życiu nic nie ma oprócz życia", wybacz, ale dla mnie to ogólnik, z
          którego nic nie wynika. W życiu są nasze wszystkie choroby, ograniczenia itp.,
          z którymi każdy sobie radzi jak potrafi, a niektórzy wcale sobie nie radzą, bo
          ich nie dostrzegają.

          Hm, gdzie mam szukać ciekawszego towarzystwa? Na terapii? Mimo wszystko nie
          bardzo, choć ich lubię i szanuję i tylko tyle. Do AA nie chodzę, w pracy też
          niektórych lubię i tyle... Czasu mam mało - dom. Pozostaje net? Trochę to
          ułomne, niestety... ale zawsze namiastka ;))
          Pozdrawiam ciepło :))
    • cortona Re: Szambo 01.09.06, 20:18
      Janu, nie chcę Cię przywalać ciężarem odpowiedzialności za to co się ze mną
      dzieje, ale twoje "szambo" było przełomowym dla mnie momentem.
      Przypomniałam sobie jeszcze, że wcześniej napisałeś: "zrób to". Pamiętasz?
      Teraz, decyzja żeby nigdy więcej nie pić, wydaje mi się tak oczywista i tak
      radosna, że aż boję się, czy gdzieś nie będzie tkwił jakiś szkopuł.
      Trzymaj za mnie kciuki, bo moja abstynencja jest jeszcze bardzo krótka.
      Dziś piątek - tradycyjny dzień mojego trinkowania, a jutro sobota - tradycyjny
      dzień leżenia w łóżku z powodu "złego samopoczucia".
      Nie podtrzymuję tej tradycji.
      To tyle od neofitki:)))
      • janulodz Re: Szambo 01.09.06, 22:28
        Cortona!!!
        Trzymam z całych sił.
    • tranzyt80 Re: Szambo 01.09.06, 23:12
      www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead06&news_cat_id=483&news_id=189526&layout=1&forum_id=5765&fpage=Threads
      &page=text

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka