26.08.06, 13:53
No dobrze, załóżmy, że chce mi się pić... I załóżmy, że dzwonię do swojego
sponsora(ki). Ta osoba mówi: "Trzymaj się, jestem z tobą, rób wszystko, tylko
się nie napij itp.". Wykonuję kolejne dwa, trzy telefony w podobnym stylu.
Bardzo miło.
Ale każda rozmowa kiedyś się kończy i w końcu jestem tylko ja, ciemność i
flaszki w sklepie za rogiem podejmujące swój syreni śpiew. Albo tam pójdę,
albo nie i ŻADEN człowiek nie jest mi w tym momencie w stanie pomóc. Od roku
nie byłam, ale co będzie dalej?
Piszę o tym, bo wykonywałam te telefony i tak strasznie chciałam, żeby ktoś
wszedł w moją głową i przekręcił jakąś śrubkę, żebym już się tak nie męczyła.
I wzdrygałam się, słysząc kolejny banał: "trzymaj się, nie pij tylko dzisiaj".
Ja wiem, tylko dzisiaj...
Więc na czym właściwie ma polegać to słynne WSPARCIE?
Obserwuj wątek
    • addicted1 Re: wsparcie 26.08.06, 14:00
      > Ale każda rozmowa kiedyś się kończy i w końcu jestem tylko ja, ciemność i
      > flaszki w sklepie za rogiem podejmujące swój syreni śpiew. Albo tam pójdę,
      > albo nie i ŻADEN człowiek nie jest mi w tym momencie w stanie pomóc. Od roku
      > nie byłam, ale co będzie dalej?
      > Więc na czym właściwie ma polegać to słynne WSPARCIE?


      Chodzac na mityngi spotkalem ludzi, ktorzy przychodzili w jakims konkretnym
      celu, byla w tym jakas progresja i cel (mowie o swoim ogladzie).
      Maja oni tzw. pogode ducha. Emanuje z nich jakas madrosc, ystans, jakie "cos".
      Czapki z glow.
      Spotkalem tez takich ( o wiele wiecej) ktorzy uciekaja na mityng przy byle
      bzdurnym problemie. Ktorzy panikuja, gdy nie ma ich na mityngu 3 dni. Ktorzy
      nie pija 10 lat i gdy 2 dni nie sa na mityngu maja nawrot. A kazdy ich krok
      musi byc "bezpieczny".
      Powiem, ze szkoda mi takich osob, bo one zatrzymaly sie w rozwoju na 1 tygodniu
      niepicia. Ale tez irytuja mnie czasem, gdy na mityngach zabieraja glos i
      generalizuja i uwazaja, ze skoro oni tak maja to kazdy tak ma i ze kazdy tak
      musi jak oni.
      Nie radza sobie bez.
      Zawsze powtazralem, ze dobra Terapia polega na tym, ze pacjent zaczyna sobie
      radzic sam, a nie ze jest dozywotnio uwieszony u klamki poradni i się ciaga
      latami po terapiach.
      Jak to mowia- dać wędkę a nie rybę.


    • 1dwa Re: wsparcie 26.08.06, 15:21
      "trzymaj się, nie pij tylko dzisiaj"... banał - dla człowieka na ciśnieniu...
      Nie wiem... terapia polega na tym rownieze aby oddac swoj los w lapy innych,
      ktorzy (zekomo) wiedza jak pomoc... Hm... czasami 1 dzien na "duposcisku" -
      potem przychodzi spokoj... radosc,ze wczoraj nie zrobilo sie glupoty... Czasami
      na drugi dzien jest tak samo jak wczoraj... Życze lepszego jutra... Pozdrawiam
      gorąco..!
    • luna_76 Re: wsparcie 26.08.06, 19:01
      A co chciałabyś usłyszeć?
      Może sama opracujesz model profesjonalnego wsparcia? Może przełamiesz stereotyp?
      Co powiedziałabyś osobie, która właśnie do Ciebie dzwoni i prosi o wsparcie?
      Co mnie powiesz, napiszesz w tej chwili?
      Pokusa pójścia po... jest niesamowita...
      Pomóż Mysza...
      • myszabrum Re: wsparcie 26.08.06, 20:14
        No więc właśnie. Problem w tym, że ja NIE WIEM, co sensownego można powiedzieć
        człowiekowi na głodzie. Chodzi jednak o to, że takie właśnie dzwonienie zaleca
        się we wspólnocie, i ono powinno pomóc mi w pokonaniu chcicy. Ale nie pomaga
        (na szczęście pomaga za to ucieczka w internet itp. - ale to z kolei mało
        jest "terapeutyczne"). Innymi słowy - gryzę się z faktem, że nie reaguję tak,
        jak według wielu ludzi powinnam (tzn. po zdaniu "trzymaj się" jakoś wcale nie
        trzymam się lepiej). I tyle.
        • luna_76 Re: wsparcie 26.08.06, 20:56
          I tak Mysza wchodzimy w coś, wybrniemy, a wpadamy w następne. Jak na ten
          przykład - internet. Aż sie uśmiechnęłam do siebie :)
          Mysza - jesteś samotna??
        • tranzyt80 Re: wsparcie 28.08.06, 21:42
          myszabrum napisała:

          "No i te odznaki, medaliki (bardziej typowe dla amerykańskiego AA, co prawda).
          Trzymanie się za ręce, wczytywanie w "słowo objawione" rytualnej księgi...
          Przyznaję, bardzo chciałam w to uwierzyć, zangażować się, ale jakoś mnie
          to... śmieszy. Acha, nie piję od roku."

          -Chodzisz na spotkania AA regularnie caly rok ?

          myszabrum napisała:

          "Chodzi jednak o to, że takie właśnie dzwonienie zaleca
          > się we wspólnocie, i ono powinno pomóc mi w pokonaniu chcicy. Ale nie pomaga"

          -Co Tobie w ciagu tego calego roku pomoglo " w pokonaniu chcicy " ?
          • myszabrum Re: wsparcie 29.08.06, 00:01
            Trzymam się cudem :). Jakoś tak intuicyjnie. Miałam okres, że przez parę
            miesięcy studiowałam magazyny o urządzaniu wnętrz. Nie, żeby było mnie stać na
            remont - po prostu ucieczka w marzenia... :). Poza tym dużo książek, jak
            wspomniałam internet.
            Najważniejsze - to głębokie przekonanie, że abstynencja to dla mnie jedyna
            droga, a głód alkoholowy mnie nie zabije (choć w danym momencie wydaje mi się,
            że umrę, jeśli się nie napiję). Niestety - to do Eski - głód alkoholowy nie
            jest czczym wymysłem terapeutów, niektórzy ludzie czują go naprawdę :(.
            Mimo wszystko cały czas mam świadomość życia "na krawędzi" - wiem, że jeden
            fałszywy krok, i wszystko pójdzie "w drebiezgi". Jestem bardzo zmęczona. Może
            to jest ten niesławny "dupościsk";)?
            Co do AA - zrobiłam "90 na 90", a teraz chodzę nieregularnie, bijąc się z
            myślami, czy powinnam to robić, czy nie. Nie mam jednk żadnego poczucia więzi z
            innymi Aowcami - niby to są ludzie, z którymi powinnam rozumieć się najlepiej
            na świecie, a jednak... Może w ogóle jestem człowiekiem za bardzo "osobnym".
            • e4ska Re: wsparcie 29.08.06, 00:53
              Myszko, też miałam atak głodu, zgodnie z ksiązkowym niemal porządkiem, po trzech
              miesiącach abstynencji - ale nie było to dla mnie jakieś dołujące przeżycie,
              raczej straszliwe zdziwienie, bo nie wiedziałam, dlaczego nagle przypomina mi
              sie np. to i tamto, i mam nieprzepartą chęć...;) Ale to było krótkie i
              niestraszne, potem rzadko zdarzały mi sie jakby migawki, raczej takie przebłyski
              - o, ale już wiedzialam, o co w nich chodzi... mnie pomogło ostatnio forum, mysl
              o nas tutaj, że mogłabym kogoś zawieść, a siebie ośmieszyc - ambicja to moja
              cecha genetyczna:)))

              Myszko, ja chyba - tak mniemam - pomogłam sobie sportowym trybem zycia. Nigdy
              nie uprawiałam czynnie jakiegoś sportu - no jakis tam epizodzik licealny , choc
              fizycznie zawsze byłam sprawna i lubiłam siatkówkę, pływanie, łażenie, biegi,
              gimnastykę, no i rower - od dziecka. Więc tak sie złozyło, ze zamiast na terapię
              chodziłam na rower, wstawałam przed szóstą i jaaazda, szybki powrót do domu,
              praca, i znów jaaazda... w ogole zastanawiam sie, jaki to mózg musi mieć luz po
              długim czasie udręki, przeciez ja przez pare miesiecy spałam pięc godzin na
              dobę, jak po jakich sterydach... i byłam wypoczęta. Dlatego, jesli lubisz
              samotność - ja też, bo siebie lubię, przyznam nieskromnie... to moze więcej
              wychodź z domu, wybierz sie gdzies poza miasto czy wioskę, pobądź ze sobą,
              wsłuchaj się w siebie, biegaj dużo - ruch fizyczny jest świetnym lekarstwem na
              psyche, bo rozwesela, wytwarza chlorofil radości. Muzyka i taniec - też dobre.
              No i może coś zrób z dietą, zmień sposób odżywiania - o tym sie nie mówi, a -
              moim zdaniem - to bardzo ważna sprawa i nie chodzi tu o słynne kudzu:))) Może
              tez poeksperymentuj z zieloną herbatą, o której pisze Leo. Śmieszne są niby jego
              uwagi, ale próbuj wszystkiego. Takie domowe ceremonie, latanie nad sobą to dobra
              rzecz. Sok z marchwi i jabłek, swieży, nie ze sklepu - mniam mniam:) No i to
              fioletowe szybko schodzi z nosa:)))

              Jakbyś była pobożna, to może jaka pielgrzymka, co? Żeby nie siedzieć w domu, iść
              między ludzi, ale bez natrętnego bratania, rozumiesz? Sprzątanie tez jest dobre,
              np. ukladasz w szufladzie, a tam stówka, co ją zapomnialas wydać na flaszke, no
              to sobie kupujesz coś fajnego... tylu z nas miało rozmaite przykrosci głodowe,
              ale do tego trzeba przywyknąć. Nawet rekordowy tutaj Jerzy nie ukrywa, ze też go
              czasem bierze, może co podpowie, Jerzy, nie jego głód... Więc nie roztkliwiaj
              sie nad sobą zbytnio, każdemu kiedys przejdzie... ale porządek z zyciem swoim
              musisz zrobic, bo widocznie nie za dobrze idzie. Nuda, zwątpienie, królewicz z
              bajki się spóźnia... wreszcie dojedzie, jak to z nimi bywa;) nie martw się...
              zdrufki, hej...
            • tranzyt80 Re: wsparcie 29.08.06, 10:33
              myszabrum napisała wszesniej:
              "A co w moim poście było idiotycznego? Mi naprawdę te rytuały wydają się
              odrobinę niepoważne. Zrobiłam 90 mityngów w 90 dni, słuchałam uważnie i nadal
              nie potrafię się przekonać się do uzdrawiającej mocy tych spotkań.
              A mój post wynika raczej z rozgoryczenia faktem, że nie potrafię znaleźć
              sensownego programu, z którym mogłabym się utożsamić"

              -Po pierwsze,istotne jest zebys miala swiadomosc,ze nadal tkwisz w chorobie
              i tak do konca trudno wnioskowac czy kieruje Toba rozsadek czy choroba.
              Po drugie,w zaleznosci od stopnia uzaleznienia od alkoholu, musisz
              postepowac ze soba bardzo ostroznie.Najwazniejsze zostac trzezwa!Banalnie co?
              Zaraz po tym,nawet wskazane jest samodzielne myslenie,krytyka.
              Niektorzy zaszli w swoim nalogu tak daleko,ze kompletnie nie chca wiecej na
              sobie samych polegac.Ich trzeba starac sie zrozumiec.Dla nich ratunkiem
              jest poddanie,zawierzenie sie organizacji czy np.SW.Trzeba szanowac i basta!
              Ludzie uzaleznieni od alkoholu sklaniaja sie,po zaprzestaniu picia,do innych
              uzaleznien(np.przeroznych teatralno-kukielkowatych obrzadkow rytualnych),ktore
              staja sie swego rodzaju Tabu,niepodlegajace jakiejkolwiek krytyce.Powiem
              wiecej,prowadzi ich to czesto do tragedii osobistych lub rodzinnych
              (rozwody,utrata kontaktu z najblizszymi).Jedynym rozwiazaniem to ciche
              tolerowanie "dziwactw"uzaleznionego przez reszte rodziny.Koniec z koncem
              trzezwosc delikwenta ma priorytet.Maja przeciez za soba,co by nie mowic,lata
              tragedii.Takie osoby zawsze Cie(Indywiduum)odrzuca ,prywatnie jak i na forum.
              Chyba ,ze ktos z nich uzna Ciebie za "przypadek jeszcze do uratowania".
              Wazne u tych osob jest ciagle potwierdzanie slusznosci ich drogi.A zatem
              wzajemne czeste spotkania rownomyslacych,spoufalania itp. naleza do systemu.
              Wszyscy innni,np.rodzina zostaja na boku.I tu juz widac rozmiar cierpien,
              z obydwu stron ,ktore za tym wszystkim stoja.Pijak wypalony(przez chorobe) z
              resztek wlasnej woli,chwyta wyciagnieta pomoc,jak tonacy za brzytwe.Chce sie
              za wszelka cene uratowac.Chce byc znowu zaakceptowany przez siebie i swoja
              rodzine.Wtedy nie czuje jeszcze tego innego,nowego bolu.Nie widzi,ze krwawi
              i krwawil bedzie caly czas jak dlugo bedzie trzymal ta "przyslowiowa
              brzytwe".Wypuscic z reki jej nie moze bo ona staje sie jego jedynym ratunkiem.
              Jest od niej uzalezniony!,nawet sam niewie,kiedy to sie moglo stac.Ale stalo
              sie.Nie nauczyl sie,nie nauczono go stac,w obliczu zatrzesien psychicznych
              przepasci,samemu prosto.Normalnie,silnie czyli trzezwo.Trzezwym byc i trzezwo
              myslec!A tu dalej rzadzi strach.I aby sie go pozbyc nie chwyta sie juz za
              butelke alkoholu tylko musi sie leciec na spotkanie czy telefonowac,bo tak
              nauczono.Pytam.Dlaczego musi byc dla wszystkich ta sama droga leczenia?
              Wlasne inicjatywy powinny byc jaknajbardziej przynajmniej w wachlarz mozliwosci
              wziety pod uwage.

              Zawierzylas,ze spotkania Ci pomoga.Zawierzylas,ze telefony Ci pomoga.lapalas
              sie za rece bo wierzylas.A ja Ci mowie,ze za rece to i mozesz sie z calym
              stadionem pilkarskim zlapac,siedem szalikow na szyje zalozyc i wspolnie z
              40-sto tysiecznym tlumem odmawiac memento mori lub wlazl kotek na plotek i mruga
              lecz gdy jestes tam z dystansem,bez doglebnego przekonania dotego rodzaju
              praktyk, to eto nie Twoja Droga.

              W jakich momentach czujesz glod alkohokowy?
              Np.w dzien,w nocy,w samotnosci,sytuacyjnie
              (osoby,zjawiska,problemy,rozmowy,miejsca),
              od okolicznosci(wspomnienia,Wyobrazenia).Zapisuj dla siebie samej,opisuj co
              czujesz wtedy.Skoncentruj sie na tym co bardo "boli",nie boj sie .Nie uciekaj
              od tego.Przecierz sama wiesz,w ktorym miejscu uciska najbardziej.
              Naprawde pomoc mozesz sobie tylko sama!Leczenie idzie wolno.To mechanizmy z lat.
              Najsmieszniejsze jest to,ze nikt niewie jak owe mechanizmy sie rozwiazuja i
              zawiazuja poprawnie.Mozg sam w sobie jest doskonaly.Chyba.
              Mysle,ze nie nalezy robic nic na sile,co przyprawia nas o wrecz wymioty
              psychiczne.Poprobowac mozna i trzeba roznych metod.wybrac dla siebie optymalna.
              Ty nie masz miec zadnego poczucia wiezi .I dlaczego mialabys sie z Aowcami
              najlepiej rozumiec na swiecie?Sa przeciez takze i inni ludzie,mniej lub bardziej
              chorzy.

              myszabrum napisała:

              "Może w ogóle jestem człowiekiem za bardzo "osobnym"."
              Na pewno nie.


              • addicted1 Re: wsparcie 29.08.06, 15:57
                Aja kiedy pilem a potem kiedy przestalem- przd terapia- nigdy nie mialem suchego
                akca.
                gdy szedlem do knajpy i nie pilem- na 2 dzien budzilem sie w rewelacyjnym
                nastroju. zadowolony, ze :kasa w kieszeni, nie ma moralniaka, dizen caly przede
                mna. Po terapii gdy posluchalem o cuchych kacach i nawrotach ostatnio po
                powrocie z okalu obudzilem sie rano- i przez chwile ok. Ale atak mysli: zaraz
                byles w knajpie, nie powinienes, teraz bedzie suchy kac.
                I zaczalem szukac w sobie sympotomow i nawet znalazlem jakies.
                Jak zapomne o tych teoriach to znowu bede szczesliwy i rzeski nawet po siedzeniu
                w knajpie do 4 rano ( oczywsicie gdy sie nie spije).
                p.s. Mowie o sobie, swoim wlasnym przypadku.


                p.s.2 robiono rozne doswiaczenia psychologiczne, w ktorych udowodniono, ze
                czlowiekowi mozna wmowic wszystko, mozna mu wmowic nawet bol i onaprawde bedzie
                on go czul.
                mozna tez wmowic suchego kaca.
                nie wiem jak z glodem, bo go chyba nigdy nie czulem na trzezwo( no bo chec picia
                to chyba nie glod?)
    • tranzyt80 Re: wsparcie 26.08.06, 20:02
      Twoja uwaga jest bardzo logiczna!
      "i w końcu jestem tylko ja, ciemność i
      > flaszki w sklepie za rogiem podejmujące swój syreni śpiew."

      I taka samotna pozostanie Pani do konca zycia.Radze przyzwyczajac sie nigdzie
      nie wydzwaniac,walczyc sama z soba,uczyc sie tego w pojedynke i to najlepiej
      od poczatku.Chodzi o wypracowanie osobistych! metod radzenia sobie w krytycznych
      momentach.Tak jak u nowonarodzonego dziecka musza zostac przekazane na
      nowo normalne odruchy w chwilach stresowych.To musi Pani dokonac sama z soba.
      Poczatki sa wrecz psychicznie nie do wytrzymania,ale jak wytrzyma Pani pierwsze
      ataki swoich stanow,poleci dalej duzo lzej,swobodniej.Zapamietac sobie jedno.
      Trzezwiejacy alkocholik jest jak nowe dziecko.Jak zle,niewlasciwie z nim
      postapisz (czy postapia inni)juz w pierwszych dniach w procesie leczenia!!! to
      bedziesz sie borykala z wiekszymi czy mniejszymi periodycznymi,psychicznymi
      zaburzeniami z ktorych calkowicie nie uwolnisz sie prawie nigdy.Moga nawet
      pozostac w np.jakiejs formie natrectw czy depresji.Uzalezniony organizm
      nie poddaje sie tak latwo,popuszcza i atakuje ponownie w najbardziej
      niespodziewanych momentach.Jezeli w tych momentach przyzwyczaisz sie do pewnego
      systemu to bedziesz go wykonywac.Czy bedziesz chciala czy nie!Suma sumarum
      bedziesz znowu uzalezniona,z ta roznica ,ze uzaleznienie od alkocholu
      przeprogramowane zostanie np.na bieganie na mittingi czy AA czy powtarzanie
      w kolko w formie slownej czy pisemnej,(nazwe to na szybko)zaklec/przeklec.
      No wiesz sama zapewne o obrzadkach z kurza lapka u ludow afrykanskich itp.
      A stan takowy do milych zaliczyc sie chyba nieda.

      tak strasznie chciałam, żeby ktoś
      > wszedł w moją głową i przekręcił jakąś śrubkę, żebym już się tak nie męczyła.

      -Ja swego czasu tez!Przysieglem sobie,ze musze zwyciezyc sam chocbym sie mial
      dobrowolnie przykuc przyslowiowymi kajdankami do kaloryfera.Ale dzisiaj
      jestem wolny a nie uzalezniony znowu od czegos lub kogos .
      Pozdrawiam.
    • luna_76 Re: wsparcie 26.08.06, 21:07
      Serio trudno pomagać przez telefon, na odległość. Tobie potrzebny jest ktoś
      zaufany, ktoś obok; choćby pies z kulawą nogą, kociak, coś, co tą ciemność
      rozproszy raz na zawsze.
    • e4ska Re: wsparcie 26.08.06, 23:04
      Myszko, a znasz kogoś, kto bez głodu strasznego się obszedł? mnie moje picie tak
      dopiekło, że oprócz śladowych niepokojów nigdy nie naszła mnie chęć na wino. Czy
      to nie jest jakas sugestia ze strony innych osób, ze głód musi wystąpić? Jak sie
      będziesz głodem martwiła, to sie sama nakręcisz - po co taką torturę sobie
      zadawać? Wiesz, ze picie rzuciłaś i robisz to, na co masz ochotę, mozliwości
      masz od groma, smutki tez nas zjadają, ale np. mnie moje smutki smieszą w pewien
      sposób, co ja bym bez nich zrobiła... a na samotność sponsor nie wystarczy, ale
      i tak jest lepiej teraz niz dziesięc lat temu, mamy Internet, pogadac mozna,
      posmiać sie nawet, podyskutowac, temu kopa, temu buzi... głód alkoholowy
      wymysliło takich dwóch, co założyli AA, potem podchwycili to na terapiach i w
      Tepsie, żeby zarabiać na telefonujących alkoholikach:)))
      Tranzyt ma rację: sama musisz znaleźć swoje sposoby, trochę to kosztuje wysiłku,
      ale za to pewniejsze niz cudze recepty.
      Pozdrawiam z tradycyjnym: trzymaj się...:)
    • 7zahir Re: wsparcie 29.08.06, 09:27
      Kiedyś przed takim zapiciem uratowała mnie właśnie
      rozmowa telefoniczna.
      Z telefonem przy uchu wrociłam z podróży do domu
      i wylądowałam w wannie.
      Rozmowa między radami była pełna zabawnych anegdot
      dzieki temu wydostałam się z dołka psychicznego,
      który chcialam znieczulić.
    • jerzy30 srubki nikt nie przekreci 29.08.06, 09:47
      wyndz do ludzi po prostu i nie siedz samotnie w domu bo takie siedzenie rodzi
      koszmary - mozna pojsc do klubu AA - wypic kawe i z ludzmi pogadac - mozna sie
      umowic na ognisko, rower
    • myszabrum Re: wsparcie 30.08.06, 18:36
      Dziękuję wszystkim forumowiczom za... wsparcie ;).

      Chciałabym tu jeszcze uściślić, że nie jestem sama, od ponad 8 lat mieszkam z
      tym samym Panem. Inna sprawa, że w tzw. międzyczasie miłość diabli wzięli... On
      również jest alkoholikiem, z tym, że generalnie w piciu nie widzi problemu.

      Problemem jest natomiast to, że przytyłam - gdy rok temu przestawałam pić,
      byłam tak chuda, że ludzie to komentowali na ulicy, a rodzina podejrzewała
      bynajmniej nie o chorobę duszy. Teraz... ekhm... z przerażeniem myślę o
      jesieni, bo w nic się nie mieszczę! No, ale coś za coś - nawet, jeśli facet się
      krzywi... Zresztą, jak tylko poczuję, że to nie grozi mojej abstynencji, biorę
      się za siebie.

      Z dziarskim pozdrowieniem - trzeźwa do bólu i coraz grubsza Mysz :P.
      • luna_76 Re: wsparcie 30.08.06, 18:42
        A kto nie przytył Mysza... ;) ja też nie wchodzę w kubraczki, a ciuchy z przed
        nałogu wywaliłam z hukiem, bo mi się wydawało, że już na zawsze szczupła będę.
        Masz ci los...
        :)))))))
      • e4ska Re: wsparcie 30.08.06, 21:09
        No, Mysza, co to za mruganie filuterne... wsparliśmy Cię czy nie wsparliśmy...
        obeszło się bez sponsorów? - jak ja lubię to słowo;) Teraz kolej na Twoje
        wspieranie, gdyby tu się jaki kot z potężnym głodem pojawił... na co mu marna
        chuda Myszka. Siła słynna wie, co robić z Myszami...

        Męzowskie wsparcie, o, z tym wiele osób ma problemy, czyta się na Internecie
        często, musisz uważać. Ja zresztą też mam męża pijącego, czy ja wiem - dużo on
        pije czy mało? w każdym razie niewiele mnie to obchodzi. Ale niektórym ludziom
        przeszkadza, kiedy partner jest spożyty. Tyle dobrego,że na wszytko mozna sie
        uodpornić.
        Dobrze, Myszko, udało się, oby tak dalej...

        Diete lepiej zmienić, tylko jak...:)))
        • jerzy30 dobrego i kochanego ciala nigdy nie za wiele 31.08.06, 14:10
          nim gruby schudnie to chudy zdechnie, chuda mysz kota nie kręci, lepej sie
          przytukic do kobiecego ciala niz do worka kości ")))))) - jak macie obawy co do
          swojej szczuplosci inaczej to jedźcie do usa lub kanady - tam przechodza
          wszelkie kompleksy
          • tranzyt80 Re: dobrego i kochanego ciala nigdy nie za wiele 31.08.06, 16:14
            Drogi Jerzy!

            ...ale to wlasnie samo bieganie za zgrabna,szczupla i zwinna myszka daje
            najwyzsza przyjemnosc kotu,
            ma sie rozumiec,przed pozarciem...
            • jerzy30 Re: dobrego i kochanego ciala nigdy nie za wiele 31.08.06, 20:18
              moje koty sa tak leniwe ze mysz ich nie kreci - co innego zarcie z puszki - ale
              tu masz racje szczupla "myszka" np siostrzenica mojej zony to mnie kreci
              [starego kota] oj kreci
              • tranzyt80 Re: dobrego i kochanego ciala nigdy nie za wiele 31.08.06, 21:57
                gdzie te myszki
                gdy rycza trzezwe lwy!
                • myszabrum Re: dobrego i kochanego ciala nigdy nie za wiele 01.09.06, 13:56
                  Dobra, chłopaki, odchudzam się :P
                  • tranzyt80 Re: dobrego i kochanego ciala nigdy nie za wiele 01.09.06, 14:37
                    Coooo? ,chcesz wyjsc na lowy?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka