addicted1
14.09.06, 13:29
Jestem na etapie zamykania moich pretensji i żali w relacje ja- rodzice.
Z niektórymi wydaje mi się uporałem się- już rzadko i bez większych emocji
myślę o biciu, dyscyplinie, wyganianiu z domu, straszniu- choć brzmi to
strasznie, to już jakoś udaje mi sie o rozumieć, nawet wybaczać.
Jest jdnak jedn obszar, z którym w zadn sposób nie mogę się uporać, moze
dlatego, że on się ciągle odbija na moim obecnym życiu.
Chodzi o wykształcenie mnie i mojej siostry.
Otóż ja błem wysłąny- wbrew swoim predyspozycjom- do szkoły technicznej ( 5
lat), a potem poszedłem na studia edłu wskzań rodziców.
Moja siostra chodziła do szkoły ogolnoksztalcacej a na studia poszla tam,
gdzie chciala.
Ale to jeszcze mały ból.
Otóż mojej siostrze rodzice sfinasowali całe studia, 5 lat.
Mnie natomiast sfinasowali 2.5 roku.
Bylem na syudiach dziennych, i po 2.5 roku wziąłem kredyt na resztę
kształćenia- miałem dosć ciagłego wygadywania, grózb ze nie dostanę pieniedzy
itp.
Więc wziąłem ten kredyt, ale po 3 roku przestraszyłem się tego zadłużania (
500 czy 1000PLn to dla mnie byly wtedy astronomiczne kwoty).
Zakonczylem wiec na licencjacie i postanowilem, ze pójdę do pracy i potem
dokoncze 2 letnie studia uzupelniajace.
No i pozedlem do pracy, ale okazalo sie, ze studia uzupelniajace to koszta
rzedu 500-600 zl/ miesiac, a ja zarabialem ok. 1000- 1200, wiec nici z tego
wyszly.
Dzis mam problemy na rynku pracy, co mnie bardzo frustruje, a z kolei siostra
ma wysokie dochody.
Rodzice obwiniaja mnie za ten stan- ze jestem niezaradny, ze nie chce
pracowac, ze nie chcialem skonczyc studiow, co jest bzdura, bo nie mialem
pieniedzy.
Teraz maja argument jeszcze jeden- przepijałem pieniądze zamiast sie
kształcić, co mnie juz wybitnie oburza, bo faktem że nigdy nie bylo mnie
stac na dokonczenie studio, a oni pomocy nie ofeowali.
Maja argumen, ze siostra sobie radzi a ja nie- na co ja odpowiadam, ze jej
dali wyksztalcenie a mi nie.
Oni uwazaja, ze mnie wystarczjaco wyksztalcicli, ja mówie, ze ja ksztalcili 5
lat a mie 2.5, na to jako argment dodakowy pada, ze ja chodzilem do technikum-
czyli rok dużej- więc wychodzi jakby 3. roku studow (a technikum sami mi
nakazali\).
Dzis wiem, ze to moj asprawa dokonczenie studiow czy znalezienie pracy, ze to
moja odpowiedzialnosc za siebie. Zrozumialem to.
Ale raz ze mam ciągle żal o to nierówne potaktowanie, a da strasznie
denerwują mnie t eprzytyki na temat mojego bezrobocia, te gadki że "jak bym
chcial to bym znalazl dobra prace ale nie chce" ( kiedy narzekalem ze malo
zarabiam).
Moxno psuje mi to krew. A mimo, ze z siostra mam stosnuki wręcz wzorowe, to
czasami na tym punkcie dochodzi miedzy nami do spięć (choc ona przyznala mi,
ze uwaza ze pod wzgledem szkoly rodzice ja lepiej potraktowali, zreszta ona
mnei finansowa nieraz wspiera, co mnie jeszcze bardziej boli i razi moja dumę-
ze ja obżeram czy wykorzystuje).
Prosze o rady- jak spojrzec na to z drugiej strony?
Jak zmniejszyc ten żal?
Jak wyrac się z tego koła?
Może kos mial podobne zycie i sobie radzi?