Dodaj do ulubionych

Zaszłości rodzinne

14.09.06, 13:29
Jestem na etapie zamykania moich pretensji i żali w relacje ja- rodzice.
Z niektórymi wydaje mi się uporałem się- już rzadko i bez większych emocji
myślę o biciu, dyscyplinie, wyganianiu z domu, straszniu- choć brzmi to
strasznie, to już jakoś udaje mi sie o rozumieć, nawet wybaczać.

Jest jdnak jedn obszar, z którym w zadn sposób nie mogę się uporać, moze
dlatego, że on się ciągle odbija na moim obecnym życiu.
Chodzi o wykształcenie mnie i mojej siostry.

Otóż ja błem wysłąny- wbrew swoim predyspozycjom- do szkoły technicznej ( 5
lat), a potem poszedłem na studia edłu wskzań rodziców.
Moja siostra chodziła do szkoły ogolnoksztalcacej a na studia poszla tam,
gdzie chciala.

Ale to jeszcze mały ból.

Otóż mojej siostrze rodzice sfinasowali całe studia, 5 lat.
Mnie natomiast sfinasowali 2.5 roku.
Bylem na syudiach dziennych, i po 2.5 roku wziąłem kredyt na resztę
kształćenia- miałem dosć ciagłego wygadywania, grózb ze nie dostanę pieniedzy
itp.

Więc wziąłem ten kredyt, ale po 3 roku przestraszyłem się tego zadłużania (
500 czy 1000PLn to dla mnie byly wtedy astronomiczne kwoty).
Zakonczylem wiec na licencjacie i postanowilem, ze pójdę do pracy i potem
dokoncze 2 letnie studia uzupelniajace.
No i pozedlem do pracy, ale okazalo sie, ze studia uzupelniajace to koszta
rzedu 500-600 zl/ miesiac, a ja zarabialem ok. 1000- 1200, wiec nici z tego
wyszly.

Dzis mam problemy na rynku pracy, co mnie bardzo frustruje, a z kolei siostra
ma wysokie dochody.
Rodzice obwiniaja mnie za ten stan- ze jestem niezaradny, ze nie chce
pracowac, ze nie chcialem skonczyc studiow, co jest bzdura, bo nie mialem
pieniedzy.
Teraz maja argument jeszcze jeden- przepijałem pieniądze zamiast sie
kształcić, co mnie juz wybitnie oburza, bo faktem że nigdy nie bylo mnie
stac na dokonczenie studio, a oni pomocy nie ofeowali.
Maja argumen, ze siostra sobie radzi a ja nie- na co ja odpowiadam, ze jej
dali wyksztalcenie a mi nie.
Oni uwazaja, ze mnie wystarczjaco wyksztalcicli, ja mówie, ze ja ksztalcili 5
lat a mie 2.5, na to jako argment dodakowy pada, ze ja chodzilem do technikum-
czyli rok dużej- więc wychodzi jakby 3. roku studow (a technikum sami mi
nakazali\).

Dzis wiem, ze to moj asprawa dokonczenie studiow czy znalezienie pracy, ze to
moja odpowiedzialnosc za siebie. Zrozumialem to.
Ale raz ze mam ciągle żal o to nierówne potaktowanie, a da strasznie
denerwują mnie t eprzytyki na temat mojego bezrobocia, te gadki że "jak bym
chcial to bym znalazl dobra prace ale nie chce" ( kiedy narzekalem ze malo
zarabiam).
Moxno psuje mi to krew. A mimo, ze z siostra mam stosnuki wręcz wzorowe, to
czasami na tym punkcie dochodzi miedzy nami do spięć (choc ona przyznala mi,
ze uwaza ze pod wzgledem szkoly rodzice ja lepiej potraktowali, zreszta ona
mnei finansowa nieraz wspiera, co mnie jeszcze bardziej boli i razi moja dumę-
ze ja obżeram czy wykorzystuje).

Prosze o rady- jak spojrzec na to z drugiej strony?
Jak zmniejszyc ten żal?
Jak wyrac się z tego koła?
Może kos mial podobne zycie i sobie radzi?


Obserwuj wątek
    • myszabrum Re: Zaszłości rodzinne 14.09.06, 14:08
      Addie, postrzegałam kiedyś swoich rodziców jako dybiące na mnie potwory. Teraz
      widzę w nich zmęczonych, nerwowych ludzi którzy kochali mnie i którzy radzili
      sobie z rodzicielstwem, jak umieli. I których, niestety, głęboko rozczarowałam.
      Trudno.
      • drak02 Re: Zaszłości rodzinne 14.09.06, 14:22
        Addi, nie ma idealnych rodziców i z reguły bywa tak, ze jedno z dzieći jest w
        jakiś sposób faworyzowane. Być może twoi rodzice mieli ograniczone możliwości
        i byli przekonani że jako płeć brzydka dasz sobie radę i nie wymagasz takiego
        wsparcia jak słabsza i młodsza siostra.
        Bardzo czesto młodsze rodzeństwo jest faworyzowane , ja też mam młodszą
        siostrę , która była pupilkiem mojej mamy .
        Nie cofniesz sie w czasie i nie zmienisz przeszłości myślę że warto o tym
        rozmawiać i wypowiedziec swoje zdanie na ten temat (również z rodzicami i
        siostrą) i pogodzić się z tym że tak właśnie było.
        Niezależnie od twojej historii, mleko juz zostało rozlane i nie ma sensu nad
        nim płakać , trzeba żyć tu i teraz i jak mówi ojciec dyrektow - alleluja i do
        przodu:)
        • addicted1 Re: Zaszłości rodzinne 14.09.06, 14:35
          > Nie cofniesz sie w czasie i nie zmienisz przeszłości myślę że warto o tym
          > rozmawiać i wypowiedziec swoje zdanie na ten temat (również z rodzicami i
          > siostrą) i pogodzić się z tym że tak właśnie było.

          No próbuję, pene rzeczy zamknąłem, ale pewnych nie mogę.
          Wiesz, tu problem leży w tym ciągłym odświeżaniu tego tematu- i to raczej nie
          przeze mnie. w tych przytykach matki i ojca i wyśmiewaniu mnie- a to, że nie
          mam własnego mieszkania, a że się niewleie dorobiłem, a że słabo zarabiam, a
          przede wszystkim- że to wina mojego nieudacznictwa, lenistwa, niezaradnosci, bo
          prtzseciez "studia masz, jak ja bylem mlody/ mloda to nie mialem studiow i
          sobie poradzilem" i akie gadki.

          Wiec chodzi o to, ze chce sie nauczyc puszczac takie gadki mio uszu, lać na to,
          a nie przy tej okazji zaczynac w głowie i rozmowie cala hisotorie moego
          skrzywdzenia.

          Niedlugo mam nadzieje wypadam na zachod Europy, moje kontakty z rodzina ulegna
          rozluznieniu i mam nadzieje, ze o tym zapomne, a poza tym nie beda mieli juz
          preekstu, by mnie wysmiewac, gdy zajade do nich na 5 minut z odwiedzinami za 5
          lat ze zlotym sygnetem:)

          ( tu jest inny problem- ze ja mam ciagle te irytujaca popędliwosć ku
          udowadnianiu, ku przekonywaniua, ze ja im jeszcze pokaze. będe tyal na budowie
          nie po to, by sobie zarobic tylko po to, by cos tam starym udowodnic. Co za
          debilizm)



          > Niezależnie od twojej historii, mleko juz zostało rozlane i nie ma sensu nad
          > nim płakać , trzeba żyć tu i teraz i jak mówi ojciec dyrektow - alleluja i do
          > przodu:)

          Powiedzoko fajne:)
      • addicted1 Re: Zaszłości rodzinne 14.09.06, 14:28
        myszabrum napisała:

        > Addie, postrzegałam kiedyś swoich rodziców jako dybiące na mnie potwory.
        Teraz
        > widzę w nich zmęczonych, nerwowych ludzi którzy kochali mnie i którzy radzili
        > sobie z rodzicielstwem, jak umieli. I których, niestety, głęboko
        rozczarowałam.
        >

        wiesz, ja do części spraw postawę "zrozumienia" przyjąłem i zaabsorbowałem- że
        tak chemicznie powiem.
        bila mnie matka- no dobra, sama byla zneicowana i nieszczesliwa.
        trzymala dyscypline i karał- no ok, jest nieufna, strachliwa i myslala ze to
        dobry sposob
        ojciec olał temat- no ok, inaczej nie umiał.

        Ale nie jestem w stanie przyjąć postawy odwrotnej i zaprzeczyc faktom- tak mi
        próbowali "zrobic" na terapii, co po czasie mnie strasznie wkurzylo.

        Mogę spojrzec na to ta:
        - nie skonczylem studiow, bo nie chcialem- moglem isc na drugi etat, postarac
        sie o dotacje, poprosic o pomoc w gazecie, nie pic nic i oszczedzic na
        jedzeniu, mieszkac w tanszym mieszkaniu itp
        - moglem opostawic sie i isc na inne studia- wyprowadzic sie z domu i
        usamodzielnic
        - moglem
        - dali siostrze sudia bo dziewczynie trzba wiecej pomóc, bo byla grzeczniejsza,
        bo to i tamo

        Ale to jest manipulacja, nie umiem tego przyjac.
        W taki sposob to ja mgłbym się obwinić nawet za atak na World Trade Center, no
        bo mogłem jechac do Afganistanu i przekonac Ben Ladena, by nie atakowal.




        > Trudno.
        • myszabrum Re: Zaszłości rodzinne 14.09.06, 14:43
          Chciałam powiedzieć, ze pomóc może, gdy się zobaczy, ze rodzice to nie są jacyś
          wszechmocni sędziowie, ale ludzie - tak samo jak wszyscy bezbronni wobec
          przemijania i własnych emocji, podatni na złudzenia, spragnieni okazywania im
          uczuć. I czasem - niesprawiedliwi. Tak, czasem kocha się jedno dziecko bardziej
          niż drugie. Niekiedy widać to po prostu gołym okiem, niekiedy matki przyznają
          to same.

          W miłości damsko-męskiej, damsko-damskiej itp. też nie ma sprawiedliwości ;).

          Kiedyś, zamiast zastanawiać się, co i kto komu winien, poczujesz po prostu
          skurcz serca na widok zmarszczek ojca. I tyle.
          • addicted1 Re: Zaszłości rodzinne 14.09.06, 15:23
            Kiedyś, zamiast zastanawiać się, co i kto komu winien, poczujesz po prostu
            > skurcz serca na widok zmarszczek ojca. I tyle.


            ja takie skurcze czuje czesto, ja mam przekonanie, ze to na moj widok rodzicom
            jakos sie nie chce serce scisnac.
            • myszabrum Re: Zaszłości rodzinne 14.09.06, 15:32
              Może są jakoś wewnętrznie obrażeni? Mi się też kiedyś wydawało, że jak np.
              zniknę, to nikogo to nie będzie obchodzić. Ale myliłam się - matka zadzwoniła
              do mojego przyjaciela, którego nie znosiła i obwiniała o wszelkie zło w moim
              życiu i płakała mu w słuchawkę, że nie wie, gdzie jestem, i czy on nie ma
              jakichś informacji. Wyobrażam sobie, ile ją ten telefon kosztował.
              Zobaczysz, będą tęsknić.
            • cortona Re: Zaszłości rodzinne 15.09.06, 08:07
              Addi, jak ja Cię lubię:)) Nie masz racji z Tymi rodzicami, że tak ich źle
              oceniasz, ale coś mi się wydaje, że z Ciebie to taki dobry chłopak jest...:)))
              Tylko, kurde, odczep się od tego alkoholu!
              • addicted1 Re: Zaszłości rodzinne 15.09.06, 11:32
                cortona napisała:

                > Addi, jak ja Cię lubię:)) Nie masz racji z Tymi rodzicami, że tak ich źle
                > oceniasz, ale coś mi się wydaje, że z Ciebie to taki dobry chłopak
                jest...:)))
                > Tylko, kurde, odczep się od tego alkoholu!


                Gdy jestem pod wplywem ostrych emocji to oceniam ich zle.
                Gdy jestem spokojny- w sposob bardziej zrownowazony.
                Jak napisalem w tym watku na starcie- juz wlaciwie ozamykalem inne "grzechy",
                ale to wyksztalcenie odbij mi sie ciagle czkaka, bo ciagle przez to mam
                problemy, a poza tym naprawde nie moge wytzymac, ze (uwaga) moi rodzice mnie
                wysmiewaja ze ni zrobilem kariery i oskarzaja mnie o ten stan, zupelnie
                zapominajac o swojej dzialce.

                A apropo alkoholu- teraz wyszedl jak na dloni jeden powod, dla ktorego tak sie
                burz przeciw temu "bybiu alkoholikiem"
                Bo po takiej deklaracji wszelka argumentacja moja przestaje sie liczyc, jest
                traktowana co najmniej z przymruzeniem oka, bo jako "alkoholik" to na peno
                przeklamuje, na pewno manipuluje, bredzę i w ogole mam wyżarty mózg.
                Dziekuję za takie |profity".
                • cortona Re: Zaszłości rodzinne 15.09.06, 13:09
                  Addi, jeżeli rodzice ciągle Ci wypominają, że nie skończyleś studiów, że nie
                  robisz kariery, to znaczy, że oni widzą w Tobie potencjał i wkurza ich, że go
                  marnotrawisz.


                  • addicted1 Re: Zaszłości rodzinne 15.09.06, 13:24
                    cortona napisała:

                    > Addi, jeżeli rodzice ciągle Ci wypominają, że nie skończyleś studiów, że nie
                    > robisz kariery, to znaczy, że oni widzą w Tobie potencjał i wkurza ich, że go
                    > marnotrawisz.
                    >


                    Nie.
                    Wstydza sie przed rodzina.
                    Bo zawsze najlepszy uczen, zawsze piątki i szóstki, a tu najgorzej skonczyl.

                    Oraz wsydza sie przed samymi soba moze.

                    Zawsze mieli wobec mnie duze aspiracje i oczekiwania, ale żałowali pieniędzy i
                    pomocy.

                    "tak zarobic by sie nie narobic"- ich dewiza wobec mojej edukacji.

                    do dzis nie zrozumieli tego błędu.
                    ich nie obchodzi zreszta konczenie studiow, moje ambicje czy pasje- - ich
                    obchodzi, zebym mial pieniadze i wysokie stanowisko i zeby sie pochalic w
                    rodzinie.

                    wiem, bo wielokrotnie z nimi o tym rozmawialem.

                    często pada argument "tle ludzie bez studio sobie radzi" jakby studia byly dla
                    mnie tylko do "radzenia sobie".


                      • addicted1 Re: Zaszłości rodzinne 15.09.06, 13:35
                        cortona napisała:

                        > To ja już nie mam argumentów, bo z Twojego opisu wynika ( bardzo
                        przepraszam ),
                        >
                        > że masz głupich rodziców. A nie chce mi się w to wierzyć.


                        niestety, nie jestes daleka od prawdy.
                        Z tm, ze ja im o tym wszystkim co tu Wam 10000 razy mowilem, ale nigdy nie
                        chcieli sluchac.
                        to jest taka glupota wybiorcza:)

                        ale widzisz, to jest juz cos- od tej strony spojrzec- moze nie że głupi, ale że
                        niezorientowani, że nie umieli przewidizc- to juz zwala troche winy z ich leco.
                        moze to sobie mowie?


                        dzis widza, ze nie wyszlo tak jak trzeba,. i to oni obwiniajac mnie raczej
                        lecza swoje domki z kart ( wyobrazenie, ze byli super rodzicami) a nie ja.

                      • wolny32 Re: Zaszłości rodzinne 15.09.06, 13:50
                        cortona napisała:

                        > To ja już nie mam argumentów, bo z Twojego opisu wynika ( bardzo
                        przepraszam ),
                        >
                        > że masz głupich rodziców. A nie chce mi się w to wierzyć.



                        oni owszem, zawsze widzieli w mnie potencjal- moge to naet rpzerobic w cnote,
                        no bo uwazali mnie za tak wspanialego i zaradnego inteligenta, ze uznali ze i
                        bez studiow sobie poradze.

                        a powazniej to chodzi o to, ze po prostu zawsze szkoda im bylo pieniedzy na
                        mnie i tyle.
                        woleli kupic nowy samochód, bo uznali ze z edukacja "jakos tam bedzie".

                        No i jakos tam jest.
                        Czyli kiepsko.
                        zawsze cale zycie doksztalcale sie samodzielnie- ale na rynku pracy potrzeny
                        jest papier i doswiadczenie.
                        poza tym- po prostu wstydze sie tego, ze skonczylem takie dziadowski studia.
                        Moze ktos inny bylby z nich dumny- a ja sie wstydze.
                        nic na to nie poradze.

                        Starzy juz chyba tez.

    • tranzyt80 Re: Zaszłości rodzinne 14.09.06, 15:46
      Stanales sam na swieczniku i wrzeszczysz :tu stoje Ja,ja Addiced,patrzcie
      jaki skrzywdzony!sponiewierany!zameczony psychicznie i fizycznie przez
      matke,ojca i siostre.
      Ciekawe,co by mamusia powiedziala,po przeczytaniu postu ? Jak ona to widzi ?
      A zdanie tatka ? A siostruni ?
      Mielibysmy przynajmniej calosciowy obraz,jak TO na prawde bylo.Czy aby nasz
      Addi to nie ten zdolny,ale leniwy pasozytujacy student,ktory wolal bardziej
      piwo i muzyke w dobrym towarzystwie niz kucie formul.Piwo zostalo,a reszta...
      Wyrozowiles sobie wszystko i oczywiscie,ze z pozycji poszkodowanego latwiej
      Ci patrzyc w przeszlosc.Wytrzezwiales i szukasz podswiadomie wytlumaczenia,
      dlaczego stoisz w zyciu tu,gdzie stoisz,czyli u rodzicow goly i nie zabardzo
      wesoly.Kolezko,moim zdaniem,niepotrzebnie rozstrzasasz ponownie ta gnojowke
      na pole,ktore juz obrodzilo.Im szybciej zaczniesz zarabiac wlasna forse,tym
      szybciej skonczysz tracic czas na glupie gdybanki.3 dychy pekly,czas najwyzszy
      byc npormalnym doroslym.
      Jak powaznie,to powaznie!
      Jak na zarty,to na zarty!
      • myszabrum Re: Zaszłości rodzinne 14.09.06, 16:04
        I to też racja, mój "fantastyczny facecie" ;).
        Choć ja akurat lubię takich Piotrusiów Panów :)
        Niestety, skończyło sie tym, że takiego "Piotrusia" mam akurat w domu,
        utrzymuję go odkąd jesteśmy razem i trochę mi się już znudziło :(
      • addicted1 Obiektywizm 14.09.06, 20:54
        Powiem tak:
        na pewno nie jestem do konca obiektywny, ale tez nie sprzedaje tu swojej wersje.

        Twoja ocena Tranzyt mnie zirytowala i uwazam ja za niesprawieliwa.

        Po piewrsze-nie stanalem krzyczec "o ja nieszczesliwy"- pisalem wyraznie, ze
        mam problem z jednym konkretnym zagadnieniem i ze jestem swiadom tego, ze
        uzalanie sie jest bez sensu.

        Wyjasnie:

        Na studiach nonstop dostawalem sypendium naukowe, a nie "wolalem piwko i
        kolezkow". Grozby o zabraniu pieniedzy nie mialy nic wspolnego z mobilizowaniem
        mnie do nauki.
        od 1 klasy podstawowki do 8 klasy podstawowki na swiadectwach koncowych szkoly
        nie mialem ani jednej oceny 4. tylko 5, a jakwprowadzili 6 to polowe 6.
        Potem edukacja w najlepszym technikum w okolicy- tzn. najwyzszy poiom.
        Naturalna konskwencja wg mnie- pojcie na dobre studia i ich skonczeenie.
        U mnie bylo- ojsc na byle jakie studia (gdzie najblizej i najtaniej- gwoli
        cislosci, to byl rok 1997-2000, dostawalem namiesiac 300PLN).

        Moze mamy rozne poglady na zycie, ale
        Ja uwazam, ze zasranym obowiazkiem rodzicow jest zapewnic dziecku
        wyksztalcenie- pod warunkiem, ze ich na o stac oraz ze syn/ corka sie uczy.

        Tym bardziej, jezeli odbiera sie komus dziecinstwo zmuszajac go do nauki bez
        pomylek.

        druga rzecz-nie siedze u rodzicow, mieskzalem u nich kilka tygodni w styczniu i
        mnie wygonili z domu.
        odwiedzam ich raz wmiesiacu.

        takimi radami tojeszcze wzmagasz we mnie nienawisc do rodzicow zamiast mi pomoc
        to zamknac, tojest ocena skrajnie niesprawiedliwa i banalna- oto alkoholik,
        pijaczyna nieudacznik spieprzyl zywot i szuka winnych.
        Nie- wlasnie ze nie.
        Pewne rzeczy spieprzylem , a pewnych nie.





        • addicted1 Re: Obiektywizm 14.09.06, 21:02
          Jak tak pojechales pomnie Tranzycie toprosze Cie- wskaz konkretnie fragmenty
          mojej wypowiedzi, ktre nie sa faktami albo ktore mozna roznie interpretowac?

          pisze o samych faktach, a Ty mi imputujesz jakies wymysly i wyrożowienia.

          Gdybym napisal "rodzice mnie skrzywdzili, byli niedobrzy, zawsze zle mnie
          traktowali,nic mi nie dali itp"- to moglbys to uznac za stek zali i pretensji.

          Ja pisalem o faktach.

          Pomysl logicznie:
          - kto jezeli ma pieniadze od rodzicow bierze kredyt studencki- zadluza sie?
          trzeby by byc stuknietym
          - kto jezeli ma mozliwos skonczenia studiow ich nie konczy mimo ze lubi sie
          uczyc i nie ma z tym poblemow??
          - kto jezeli dostaje pieniadze to ich nie bierze?

          Stuknij sie w glowe zanim zaczniesz kreowac mnie obszczymura, ktory probuje
          judzic na swoich starych nie wiadomo po co.

          Jak wygladalaby opinia matki?
          " piles na umor od 15 roku zycia-(i bilem ikradlem) . nie chciales sie uczyc
          (tak,od 1 klasy podstawowoki), jakbys chcial to bys poszedldo innej pracy i
          arobil na studia. nikt nie kazal Ci brac kredytu ( no formalnie nie, moglem zyc
          w ciaglym strachu, ze 1 - go nie bedzie pieniedzy i w ponizeniu ze jestem
          darmozjadem), itp
          ojciec by powiedzial "po co sluchales sie matki,ja ci mowilem inaczej" jakby
          kiedykolwiek mail cokolwiek dogadania i kiedykolwiek swoja opinie przeforsowal.

          a siostra by powiedziala
          " po co sluchales sie matki"


          final.
          • myszabrum Re: Obiektywizm 14.09.06, 21:13
            Addie, będę cyniczna - z wiekiem każdemu mięknie rura. Oni też zmiękną, gdy
            poczują, że niedołężnieją, że chcieliby mieć wnuki. A jeśli nie - to i tak
            jedyne, co możesz, to zdystansować się i spojrzeć na nich tak, jak dorosły
            człowiek patrzy na drugiego dorosłego człowieka.
            • albanska.noga Re: Obiektywizm 17.09.06, 18:42
              > Addie, będę cyniczna - z wiekiem każdemu mięknie rura.
              A ja będę jeszcze bardziej cyniczna: niektórym nigdy nie mięknie rura.

              >Oni też zmiękną, gdy poczują, że niedołężnieją, że chcieliby mieć wnuki.
              Czyli kolejne wymagania, oczekiwania...

              > A jeśli nie - to i tak jedyne, co możesz, to zdystansować się
              Ale Addie właśnie, o ile dobrze rozumiem, nie umie sobie z tym poradzić

              >i spojrzeć na nich tak, jak dorosły
              > człowiek patrzy na drugiego dorosłego człowieka.

              To nic nie da. Takie spojrzenie musi być, według mnie, obustronne.
              Odwróćmy sytuację. Rodzic nie jest zadowolony ze swojego dziecka, nie wszystko
              jest po myśli rodzica. I co? Uprawnia to rodzica do zachowywania się jak
              rozkapryszone dziecko, któremu nie dano ulubionej zabawki?
          • addicted1 Re: Obiektywizm 14.09.06, 21:13
            Wmojej rodzinie nigdy nie bylo tradycji edukacyjnych.
            Edukacja nigdy nie byla priorytetem.
            Bylem zmuszany do nauki tylko dla chorych ambicji matki- by sie pmogla chwalic,
            jak ma zdolnego syna.
            Naauczyciele w szkole podtsawowej zrobili mi wypis z sugestia ( wyjatkowe
            uzdolnienia humanistyczne i polonistyczne, optymalne dalsze ksztalcenie- liceum
            ogolnosksztalcace i studia humanistyczne"
            Ale oczywiscie poszedlem do technikum, bo co?
            Bo raz- ajlepsze w okolicy- znowu sie mozna pochwalic.
            a po drugie- co slyszalem juz kiedy tam szedlem "ze bede mial zawod i nie bede
            musial isc na studia, a po ogolniaku nic nie ma".

            chodzac do szkoly elektronicznej przez 5 lat nie mialem nawet wlasnej lutownicy-
            bo szkoda bylo pieniedzy.
            Starzy pierwsi w bloku kupili kamere VHS, a mnie nigdy nie wyslali na zaden
            kurs (angielski, szycie, cokolwiek).

            wybor kierunku studiow odbywal sie wg kryteriow : gdzie bedzie tania stancja,
            albo najlepiej akademik i aby bylo blisko by nie wydawac na pociagi.
            Warszwa z oczywistych wzgledow odpadla.
            (bo ja tu sie urodzilem).

            WIEC PRZESTAN MI PIEPRZYC O JAKICHS SYTUACJACH, KTORE NIE MIALY ZADNEGO ZWIAZKU
            Z MOIM ZYCIEM!!!




            NIE MAM ZAMIARU ZMIENIAC TEJ OPINII I NIGDY TEGO NIE ZROBIE, ZE MOI RODZICE NIE
            DOPELNILI PODSTAWOWEGO OBOWIAZKU ZAPEWNIENIA MI WYKSZTALCENIA.


            nie bylem nigdy wagarowiczem, gosciem ktory zamiast do szkoly szedl na jabola
            albo na klej. nie pochodzilem z rdziny ktora nie ma na chleb.
            Nie jestem roszczeniowcem.

            Ja dzis zrozumialem, ze po prostu stalem sie ofiara stareo jak swiat i
            banalnego schematu dziedziczenia lub nie tradycjiedukacyjnych.

            Ale to nie znaczy, ze uwazam to za pozytywne lub to akceptuje

        • tranzyt80 Re: Obiektywizm 14.09.06, 22:21
          powiem szczerze,nie za bardzo mi sie chce z toba argumentowac,ale...
          1)spojrz na sprawe bardziej globalnie i ogolnie
          ilu ludzi mialo taka szynse w zyciu jak Ty ?
          zdrowy,wysoki(tez znaczace),inteligentny,wyksztalcony,
          zadnych katastrof zyciowych po drodze,z normalnej rodziny(np.nie sierota),
          nie jedynak(twoj rozwoj psychiczny)itd.
          2)ilu twoich rowiesnikow musialo pojsc do wojska na 2/3lata
          3)ilu,z braku finansow moglo konczyc tylko zawodowke i marsz do roboty,
          bo w domu jeszcze czworo mlodszego rodzenstwa...itd. itp....
          bo gospodarka rolna...bo matka ma raka...bo ojciec zginal nna kopalni...
          bo...,bo...,
          4)piszesz nastepujaco:"> Ja uwazam, ze zasranym obowiazkiem rodzicow jest
          zapewnic dziecku
          > wyksztalcenie-"

          -a kto tak zarzadzil ? Oczywiscie,Addiced!!! A ktoby inny,wpadl na cos takiego?
          a ci z np.Afganistanu,a ci z Powstania Warszawskiego...,a co maja powiedziec
          chorzy,kalecy,karly itd.itp....
          5)piszesz dalej:">
          > Tym bardziej, jezeli odbiera sie komus dziecinstwo zmuszajac go do nauki bez
          pomylek".........
          -kein Kommentar!
          6)Pisze do Ciebie ostro,bo Cie lubie z powodu Twoich innych plusow.
          " > takimi radami tojeszcze wzmagasz we mnie nienawisc do rodzicow zamiast mi
          pomoc"

          -wlasnie staram sie pomoc,bys dostrzegl,ze w Zyciu zostales wyrozniony,i to
          bardzo.I powinienes byc tego swiadom.Masz 30-che i swiat przed soba.
          Bierz z niego co chcesz i ile chcesz.Kto Ci broni ?
          To, ze jestes alkoholik (?)wie przeciez z tych 6 miliardow ludzi tylko Ty!
          Czego sie boisz,lub kogo sie boisz ?
          Zauwaz jedno!Gdzie twa moc ? Patrz chocby na Twoj ogromny dar skupiania ludzi
          wokol siebie.

          7)"> Pewne rzeczy spieprzylem , a pewnych nie."

          -jak kazdy z nas,z tych 6 miliardow,"walczacych" o swoje Zycie!



          • addicted1 Re: Obiektywizm 15.09.06, 10:53
            tranzyt80 napisał:

            > powiem szczerze,nie za bardzo mi sie chce z toba argumentowac,ale...
            > 1)spojrz na sprawe bardziej globalnie i ogolnie
            > ilu ludzi mialo taka szynse w zyciu jak Ty ?
            > zdrowy,wysoki(tez znaczace),inteligentny,wyksztalcony,
            > zadnych katastrof zyciowych po drodze,z normalnej rodziny(np.nie sierota),
            > nie jedynak(twoj rozwoj psychiczny)itd.

            w taki sposób to zawsze mozna zlalezc lepszych i gorszych, podobno porównywanie
            się nie jest dobrym pomysłem w psychologii?


            > 2)ilu twoich rowiesnikow musialo pojsc do wojska na 2/3lata

            ja nie poszedlem do wojska nie dlatego ze mi to ktos dal tylko dlatego,
            zeuczylem sie zamiast pic wina i grac w pilke i poszedlem na studia.
            zreszta i tak zylem w cieniu armii, mialem isc do sluzby podoficerskiej, nawet
            juz kilka krokow poczynilem, ale zarzadzeniem ministra mnie to ominelo.
            \
            co mnie akurat cieszy.


            > 3)ilu,z braku finansow moglo konczyc tylko zawodowke i marsz do roboty,
            > bo w domu jeszcze czworo mlodszego rodzenstwa...itd. itp....
            > bo gospodarka rolna...bo matka ma raka...bo ojciec zginal nna kopalni...
            > bo...,bo...,
            > 4)piszesz nastepujaco:"> Ja uwazam, ze zasranym obowiazkiem rodzicow jest
            > zapewnic dziecku
            > > wyksztalcenie-"
            >
            > -a kto tak zarzadzil ? Oczywiscie,Addiced!!! A ktoby inny,wpadl na cos
            takiego?
            > a ci z np.Afganistanu,a ci z Powstania Warszawskiego...,a co maja powiedziec
            > chorzy,kalecy,karly itd.itp....wyrwales moje zdania z kontekstu, bo ja
            napisale, ze obowiazek taki istnieje pod warunkiem, ze:
            a) rodzicow/ rodzine na to stac
            b) osoba chce isc na studia/ uczy sie

            poza tym wydaje mi sie, ze powinno sie rownac w gore i daac pomoc tym, ktorzy
            jej nie miali, a nie tym ktorzy troche maja mowic masz za duzo/ duzo.
            > 5)piszesz dalej:">
            > > Tym bardziej, jezeli odbiera sie komus dziecinstwo zmuszajac go do nauki
            > bez
            > pomylek".........
            > -kein Kommentar!

            W tym miejscu musze wyjasnic:

            kiedy dziecko idzie do podstawowki, to rodzice obieraja jakas strategie:
            albo dziecko ma byc wzorowym uczniem, traci czesc luzu i rozrywek- bo docelowo
            ma isc na studia, wyksztalici sie- cos za cos. jest to droga konsekwentna
            - albo tez rodzice nie przykladaja wagi do edukacji i dziecko "samo sie pasie"

            u mnie bylo tak, ze najpierw nauka, dobre oceny itp, a potem nagle zmiana kursu
            i rezygnacja z ambicji i aspiracji.
            o to mam pretensje- o niekonsekwencje, a nie o zmuszanie do nauki jako takie.
            poza tym ja potem juz nie bylem zmuszany, zaczalem lubic nauke.

            inna sprawa, ze nauka zawsze mi przychodzila lekko, wiec to nie bylo takie
            przyslowiowe gonienie do ksiazek- ale uciazliwe bylo to, ze jak mialem 10
            piatek i jedna 4 to musialem ku uciesze rowiesnikow za ta jedna 4 latac z
            poprawkami.
            po co?



            > 6)Pisze do Ciebie ostro,bo Cie lubie z powodu Twoich innych plusow.
            > " > takimi radami tojeszcze wzmagasz we mnie nienawisc do rodzicow zamias
            > t mi
            > pomoc"
            >
            > -wlasnie staram sie pomoc,bys dostrzegl,ze w Zyciu zostales wyrozniony,i to
            > bardzo.I powinienes byc tego swiadom.Masz 30-che i swiat przed soba.
            > Bierz z niego co chcesz i ile chcesz.Kto Ci broni ?
            > To, ze jestes alkoholik (?)wie przeciez z tych 6 miliardow ludzi tylko Ty!
            > Czego sie boisz,lub kogo sie boisz ?
            > Zauwaz jedno!Gdzie twa moc ? Patrz chocby na Twoj ogromny dar skupiania ludzi
            > wokol siebie.
            >
            > 7)"> Pewne rzeczy spieprzylem , a pewnych nie."
            >
            > -jak kazdy z nas,z tych 6 miliardow,"walczacych" o swoje Zycie!
            >
            >


            uistosunkuje sie w odrebnym poscie.
            >
          • addicted1 Przepraszam 15.09.06, 11:19
            Wczoraj pisalem pod wplywem slnych mocji, wic uzywalem moze za ostrych
            sformulowan i zbyt kategorycznych sądó- jak kogos urazilem to przepraszam.

            Mój umysl na goraco dał sie puscic w te koleiny, stad te slowa pelne jadu.

            dzis jestem juz spokojny.
            Wiec pisze o co mi chodzi.


            Zasadniczo chodzilo mi o rade, jak pogodzic sie ze stanem aktycznym.
            Nie prosilem o połajanki.
            Stad troche nerwy.
            Ale przede szystkim-
            to co jest moim celem, to zrozumiec ten błąd edukacyjny rodziców, spojrzec na
            niego z innej strony, poszukac jakichs usprawiedliwien dla nich, chce ich jakos
            zrozumiec- by przebaczyc i zamknac temat.
            Gdybym potrafil to zrobic sam- nie pisalbym tu ani nie mowil o tym na terapiach.

            Z tym, ze jedno rzecz chce zaznaczyc.

            Ja w pelni swiadomie i racjonalnie stwierdzam, ze rodzice w kwetsii ksztalcenia
            mnie POPELNILI BŁĄD.
            Ja tego osadu nigdy nie zmienie.

            Dlatego strasznie oburzyla mnie wypowiedz Tranzyt, ktora z kolei przypomniala
            mi identyczna wczesniej reakcje terapeuty, proponująca mi metodę, ktorej nie
            jestem w stanie zaakceptowac- metode zaklamania przeszlosci i faktow.

            Terapeuta po moch 3 zdaniach wyjechał z tyradą na mój temat i powiedzial
            dokladnie to, co Tranzyt poprzedio- ze sie uzalam, że przekłamuję, że jestem
            roszczeniowy, że sam spieprzyłem itp itd.

            Co bylo po prostu zafalszowaniem rzeczywistosci.

            Po pierwsze- Ataki terapeuty na mnie- i Tranzyta wczoraj- wychodzily bowiem z
            zupelnie dla mnie kuriozalnego zalozenia, ze rodzice nie maja zadnych
            obowiazkow, ze nic nie musza,ze moga nie zwazac na moje zainteresowania i
            uzdolnienia, ze maja prawo nie traktowac mnie jako jednostki autonomicznej i
            godnej tylko jako swoj przedmiot.

            (dodam, ze studiowalem pedagogike, wiec jestem w tej dziedzinie fachowcem).

            Po drugie- rady terapeutu iwczoraj Tranzyta opieraly sie na przeklamywaniu- na
            zakladaniu rzeczy zupelnie niezodnych z prawda lub zgola odwrotnych niz prawda-
            wmawianie mi, ze nie chcialem sie uczyc, ze wolałem pić, że rozrabiałem, że
            rodziców nie było stać, że nie chciałem itp itd.

            Takie metody "pomagania" sa oparte na kłamstwie i dla mnie są bezużyteczne.
            Moze dal sie na nie nabrac ktos kiedys tam- ale ja sie nie dam.

            Ja obiektywnie rozumiem, co sie stalo- jak wpsomnialem- brak edukacyjnych
            tradycji i aspiracji w rodzinie matki- sama po podstawowce, rodzenstwo tez,
            wszyscy pracownicy fizyczni, poza tym kult pracy fizycznej, "fuch" i pogarda
            dla pracy umyslowej.
            Druga rzecz- naiwne, wrecz dziecinne przekonanie mojej matki, ze swiat da sie
            oszukac- ze skoncze byle studia i zrobie kariere, ze wystarczy ze wysle cv i w
            nim naklaie i zostane durektorem banku; sam sie do tego przyczynilem co nieco,
            bo jak mowilem, rodzice nie kupowali mi ksiazek, nie inwestowali we mnie grosza
            iecej niz konieczne, a ja soim kombinowaniem i ekilibrystyka przy tym stanie
            rzeczy bylem jeszcze w stanie dobrze sie uczyc i jezdzic na olimpiady. wiec
            moze mysleli, ze tak bedie cale zycie?

            ALe mimo to nie mumiem zamknac tej sprawy, stad moja prosba o rady.

            Powtarzam- o rady, jak zrozumiec ten błąd/ pomyłkę/ nieumiejętność rodziców, a
            nie rady jak zmienic przeszlosc.

          • addicted1 Konkret 15.09.06, 11:26
            przyjmuje swoja odpowiedzialnosc za wszystko to, co stalo sie ze mna po
            skonczeniu studiow- czyli od 6 lat.
            tu sa moje zaniedbania, niedopatrznia, moje glupie upory i naiwne oczekiwania;
            na ile wynikaja one z poprzednich wydarzen- jzu niewazne. Ale biore to na
            siebie.

            Ale-tez nie kupuje rad typu " wszystko mogles, nic nie chiales, nic nie
            zrobiles".
            Tak ładnie terapeuta czy niektory tutaj potrafia zasypywac ogolnikami
            Owszm, zawze mozna robic wiecj, ale:

            Po skonczeniu studiow dlugo szukalem pracy i nie moglem znalezc nic lepszego
            niz za ok. 1000PLN.
            Mieszkanie w Warszaie to ok 400 PLN
            Zostaje 600 na bilet miesieczny, blety do rodzicow, wyzyianie, ubrania, lekarza
            ( nie mialem ubezpieczenia). czyli na styk

            Semestr studiow uzupelniajacych na Uniwersytecie Warszawskim kosztuje ok. 3000
            PLn, czyli jakies 500PLN miesiac.
            Plus pomoce naukowe, ksero itp.
            Zdolnosci kredytowej niet.

            To zapytam tak dla formalnosci- skad mialem wziac na to pieniadze?
            Dodam, ze wyjezdzajac do Warszawy zadluzylem sie na "start", a rok po studiach
            zaczalem splate kredytu studenckiego.

            Dodam tez, ze prace ktore mialem to byly z reguly prace niestabilne (umowy-
            dziela, na czas okreslony itp).

            Terapeuty to nie interesowalo, bo on przeciez "widzial" te wszystkie miliony
            ktor przepilem, a prawda jest taka, ze ja w miesiacu to moze 2 razy w zyciu
            przepilem wiecej niz 200PLN.

            Z reguly pilem Nalewki i Jabole czy najtansze piwa.
            wydawalem po 30-40 pln na tydzien.
            potem- ostatnio - pilem juz "drogie" piwa- czyli normalne- bo po prostu
            zostaalo mi wiecej pieniedzy (wiecej czyli 200 pln a nie 20) luznych,wiec je
            pzepijalem.

            Ale to oczywiscie nie pasuje do schematu.

            • tranzyt80 Re: Konkret 15.09.06, 12:06
              Wsciekly na mnie,poleciales wczoraj do domu,ze porozwalalem Twoja "budowle"z
              klockow lego.Dzisiaj wyspany,na szybko ulozyles znowu klocki na swoja modle i
              zadasz zapewnien o niezniszczalnoosci twojej konstrukcji.Wyrok skazujacy,na
              rodzicow,wydales duzo wczesniej,sam,bez rozprawy "sadowej",jak Pan i Despota
              majacy patent na prawde absolutna.Nam pozostawiasz tylko ustalenie wysokosci
              wyroku.
              A tak poza nawiasem,wiesz co to znaczy przebaczac kazdemu,a szczegolnie temu
              przebaczac nieustannie,ktory nie zdaje sobie sprawy z wyrzadzanego zla ?
              Czy to za duzo,jak na faceta z dyplomem psychologii.
              • addicted1 Re: Konkret 15.09.06, 12:15
                tranzyt80 napisał:

                > Wsciekly na mnie,poleciales wczoraj do domu,ze porozwalalem Twoja "budowle"z
                > klockow lego.Dzisiaj wyspany,na szybko ulozyles znowu klocki na swoja modle i
                > zadasz zapewnien o niezniszczalnoosci twojej konstrukcji.

                prosilem cie juz wczoraj o konkrety a nie ogolniki o rozwalonych budowlach.




                > rodzicow,wydales duzo wczesniej,sam,bez rozprawy "sadowej",jak Pan i Despota
                > majacy patent na prawde absolutna.Nam pozostawiasz tylko ustalenie wysokosci
                > wyroku.

                pewne fakty są oczywiste, nie wymaają sądów.
                Zrezta sąd to za duz slowo- ja nie domagam sie wyroku tylko recepty na amnestie.
                A Ty mi oferujesz- uniewinnienie.

                Ciekawe, czy np. w polityce tez masz takie poglądy.
                Jak rząd źle rządzi i np. doprowadzi do krachu giedoweg- to co, mówimy "nic się
                nie stało, to głupi inwestorzy, widzieli jaki mają rząd, powinni sie domyslec"?


                > A tak poza nawiasem,wiesz co to znaczy przebaczac kazdemu,a szczegolnie temu
                > przebaczac nieustannie,ktory nie zdaje sobie sprawy z wyrzadzanego zla ?
                > Czy to za duzo,jak na faceta z dyplomem psychologii.

                Odróżnij teorie od praktyki.
                Nie jestem Jezusem z Nazaretu i nie mam wrodzonego talentu do autentycznego
                wybaczania i nadstawiania policzka.
                Taki ktos rodzi sie raz na wiele lat i staje sie obiektem kultu jak w.w.

                Teraz ja polec patosem:
                Prawdziwe przebaczenie musi opierac sie na prawdzie i milosci, a nie na
                zafałszowaniu i zamykaniu oczu.


                  • addicted1 Re: Konkret 15.09.06, 12:34
                    tranzyt80 napisał:

                    > zdajacych 600
                    > miejsc 36
                    > zdalem,jako Nr.49
                    > moglem wskoczyc z poslizgiem...
                    > za lapowka
                    > ojciec:"Przenigdy!"
                    > mam zal ?
                    > odpowiedz:za co?
                    >

                    Sytuacja jasna i klarowna- zakladajac, ze ojciec zrobil to z powodow
                    uczciwosci, a nie z chciwosci.
                    Do czego tu żal?

                    a Jakie to ma przelozenie na mnie?

                    takie przylady to mozna zawsze znalezc- nidgy zadni rozice nie byli 100% dobrzy
                    ani 100% zli. nie mieszkamy w raju.


                      • addicted1 Re: Konkret 15.09.06, 12:47
                        nie wiem, czy zauwazyles droby fakt:

                        ja tez zazalem zarabiac, ale nie moglem studiowac nawt zaocznie, bo nie mialem
                        pieniedzy a jeszcze mialem dlugi.

                        przepraszam, moje zaiedbanie, moglem handlowac narkotykami albo robic
                        przewałki, mialbym wielka forse, mialbym na studia, a dzis kajałbym sie na
                        mityngu, jaki to zły błem.

                        mój błąd. juz go nie powtorze.

                              • addicted1 Re: Konkret 15.09.06, 13:20
                                Tranzyt
                                Prosilem o konkrety- Ty wykrecasz sie metaforami, porownaniami z Afganistanem,
                                z tym że ojciec nie dal łapówki albo piszac o moim zburzonym domku z kart.

                                Moze jednak potrafisz zaproponowac cos konstruktywnego?
                                Nie piszesz wprost. Nie odnosisz sie do mych wypowiedzi.

                                Powiedz jasno i konketnie- czy uwazasz, ze jezeli rodzice maja na to srodki i
                                maja chetnego syna/ córkę- czy powinni mu dac na studia cz nie?
                                Tak czy nie?

                                Czy uwazasz, ze rodzice maja prawo wybierac dziecku szkole wedle swego
                                widzimisie- tak czy nie?

                                Czy uwazasz, ze w mojej sytuacji moglem ukonczyc te studia uzupelniajace- tak
                                czy nie?

                                Jak tak- to podaj konkrety- co moglem zrobic?

                                jaka Ty miales prace, ze udalo ci sie jednoczesnie studiowac wieczorowo (czli
                                dziennie tyle ze odplatnie) i chodzic do pracy- ze nie kolidowalo to?
                                a jak nie kolidowalo- to jak pracujac kilka godzin wedle swego grafiku jeszcze
                                udalo Ci sie z tego utrzymac i jeszcze oplacic studia?

                                Slucham, konkrety??

                                Spotkalem wielu studentow zaocznych, ktorzy laczyli zaoczne studia z praca- ale
                                im rodzice finansowo pomagali (np placac stdia)
                                nie znam ieczorowych.
                                smiejez sie z moich glupich argumenotw o handlu narkotykami.
                                nie widze inych mozliwosci- moze mam mala wyobraznie- by w sposob uczciwy,
                                realny zarobic na czesne i utrzymanie pracujac dorywczo wedle swego widzimisie.


                                Czy uwazasz, ze
                • tranzyt80 Re: Konkret 15.09.06, 12:33
                  addicted1 napisał:
                  "pewne fakty są oczywiste, nie wymaają sądów.

                  -fakty ? chyba twoje ?

                  "> A Ty mi oferujesz- uniewinnienie."

                  -tak!
                  przyjdzie czas,to zrozumiesz...,ze nie trzeba miec zadnego talentu...


                  "> Prawdziwe przebaczenie musi opierac sie na prawdzie i milosci, a nie na
                  > zafałszowaniu i zamykaniu oczu."

                  -brawo!

                  • addicted1 Re: Konkret 15.09.06, 12:40
                    addicted1 napisał:
                    > "pewne fakty są oczywiste, nie wymaają sądów.
                    >
                    > -fakty ? chyba twoje ?
                    >

                    chcialem isc na studia nr 1, rodzice powiedzieli" nie, pojdziesz na nr2"- fakt.
                    moge zalatwic zaswiadczenie ze szkoly sredniej o uczesczaniu na fakultety
                    (darmowe) z historii przygotowjace do kierunku, na jaki pierwotnie chcialem isc

                    placili za studia przez 2.5 roku- fakt.
                    moge zalaczyc wyciągi z konta, umowe kredytu sudenckiego i indeks studencki
                    oraz dypom.
                    placili 5 lat siostrze- fakt. nie mam dowodow

                    moje uzdolnienia humanistyczne- fakt
                    mog zalaczyc (mam do dzis) wypis ze zkoly srdniej od wychowawcy z
                    rekomendacjami co do dalszgo ksztalceia.
                    moge zalazyc swiadectwo udzialu w ojewodzkiej olimpiadzie z Jez polskiego oraz
                    2 wypisy- nagrudy za zwyciestwa w miejskicm konkursie ortografcznym

                    jak mozna inaczej interpretowac t fakty?
                    droga wolna, prosze

                    • addicted1 Re: Konkret 15.09.06, 12:44
                      przepraszam.
                      moge dolaczyc:
                      - wyciagi z konta bankowego za ostatnie 10 lat
                      - informacje o splacie kredytu studnckiego
                      - informacje o zarobkach
                      - zaswiadczenie z Konfederacji Pracodacow Prywatnych o odbyciu rozowy sprawie
                      mozliosci uzyskania kredytu na edukacje lub wlana firme.
                      raporty ze szkoly sredniej nt uzialu w oimpiadach polonistycznych, raport z
                      matury, swiadectwo koncowe ( przedmioty humanistyczne- same 5 i 6, przedmioty
                      techniczne same 3 i 4)


                      polecam udac sie do dziekanatu UW i zapytac o koszta studiow Magisterskich
                      Uzupelniajacych
                      polecam udac sie do Banku z pytaniem o kredyt ( choc dzis to o niebo latwiejsze)
                        • addicted1 Re: Konkret 15.09.06, 12:53
                          Mam dla Ciebie dwa zadania:
                          1. pomysl swoj marzenie- niezralizowane.
                          2. odpwoeidz, dlaczego go nie zrealizowales.
                          nastepnie przczytaj woja odpowiedz i sprawdz, czy powody sa absolutnie nie do
                          obalenia.
                          jezeli nie- mozez uznac, ze nic nie zrobiles i ze masz glupie ytlumaczenia.
                    • tranzyt80 Re: Konkret 15.09.06, 12:46
                      addicted1 napisał:
                      > chcialem isc na...

                      -kazdy gdzies ciagnie do czegos,tylko nie kazdemu dane...
                      -zalapales opowiadanko,naszej Myszki,o jej "chlopaku"...
                      • addicted1 Re: Konkret 15.09.06, 12:51
                        tranzyt80 napisał:

                        > addicted1 napisał:
                        > > chcialem isc na...
                        >
                        > -kazdy gdzies ciagnie do czegos,tylko nie kazdemu dane...
                        > -zalapales opowiadanko,naszej Myszki,o jej "chlopaku"...
                        nie czytalem.
                        mieszasz ze soba dwa watki- realiów i marzen.

                        Wychodzimy z dwoch odmiennych zalozen i sie chyba nie dogadamy.

                        ja uwazam, ze jezeli rodzicow stac i dziecko potrafi to powinni mu dac na
                        ksztalcenie, a jak widze Ty uwazasz, ze nie.

                        wiec mozemy uzasadniac do konca zycia- ja udowadniac, z rodzicow bylo stac, ze
                        ja sie nadawalem itp, a Ty ze nie zarobilem sam.
                        Ale punkt wyjscia wyklucza porozumienie.
                        Ale dzieki za starana.
      • addicted1 rozbiór na czesci 1 15.09.06, 12:23
        tranzyt80 napisał:

        > Stanales sam na swieczniku i wrzeszczysz

        gdzie tam byl wrzask?

        :tu stoje Ja,ja Addiced,patrzcie
        > jaki skrzywdzony!sponiewierany!zameczony psychicznie i fizycznie przez
        > matke,ojca i siostre.

        manipulacja- nie pisalem o krzydzeniu przez siostre
        poza tym ton lekceważący i drwiący.
        taka taktyka- jak cos wyolbrzymisz do absurdu to sie okaze, ze tego w ogole nie
        ma. stary zabieg.
        sam to czasem robie.


        > Ciekawe,co by mamusia powiedziala,po przeczytaniu postu ? Jak ona to widzi ?
        > A zdanie tatka ? A siostruni ?
        > Mielibysmy przynajmniej calosciowy obraz,jak TO na prawde bylo.

        insynuacje i sugerowanie, że ja kłamię. za to jakis Kurski pozwałby do sądu.

        Czy aby nasz
        > Addi to nie ten zdolny,ale leniwy pasozytujacy student,ktory wolal bardziej
        > piwo i muzyke w dobrym towarzystwie niz kucie formul.

        wymysl kompletny, w ogole nie oparty na faktach, a w rzeczywistosci bylo
        odwrotnie.

        Piwo zostalo,a reszta...

        "znaczące" niedomówienie

        > Wyrozowiles sobie wszystko i oczywiscie,ze z pozycji poszkodowanego latwiej
        > Ci patrzyc w przeszlosc.

        to Twoja opinia, z pewnoscia troche prawdziwa, ale naciągana.


        Wytrzezwiales i szukasz podswiadomie wytlumaczenia,
        > dlaczego stoisz w zyciu tu,gdzie stoisz,czyli u rodzicow goly i nie zabardzo
        > wesoly.

        a lepiej byloby nie szukac powodu?
        poza ty- klamstwo- bo nie u rodzicow


        Kolezko,moim zdaniem,niepotrzebnie rozstrzasasz ponownie ta gnojowke
        > na pole,ktore juz obrodzilo.Im szybciej zaczniesz zarabiac wlasna forse,tym
        > szybciej skonczysz tracic czas na glupie gdybanki.


        zaraialem wlasna forse caly czas od 8 lat i teraz tez mam wlasne zrodlo
        utzymania, rodzice mnie NIE UTRZYMUJA
        klamstwo

        3 dychy pekly,czas najwyzszy
        > byc npormalnym doroslym.
        > Jak powaznie,to powaznie!
        > Jak na zarty,to na zarty!

        i jak sie mialem nie zdenerwowac?
        • tranzyt80 Re: rozbiór na czesci 1 15.09.06, 13:59
          addicted1 napisał:

          > i jak sie mialem nie zdenerwowac?

          -i jak jeszcze dlugo,masz sie zamiar,tak "denerwowac"...rok,piec czy dziesiec
          miesiecy...czy lat?
          -po prawdzie,to przerabiales na forum,te swoje dyslokacje,juz kilka razy,
          zmienia sie tylko partner do dyskusji.zauwazam,ze nie cel,tylko sama droga
          jest tu celem,nie spalenie,tylko podtrzymywanie ognia,nie szybki dojazd do celu
          tylko sama jazda...
          Mosisz uwazac,bo i kon niekiedy ma jazdy dosyc i moze,jezdzca bez celu,zrzucic.



          • addicted1 Re: rozbiór na czesci 1 15.09.06, 14:07
            tranzyt80 napisał:

            > addicted1 napisał:
            >
            > > i jak sie mialem nie zdenerwowac?
            >
            > -i jak jeszcze dlugo,masz sie zamiar,tak "denerwowac"...rok,piec czy dziesiec
            > miesiecy...czy lat?
            > -po prawdzie,to przerabiales na forum,te swoje dyslokacje,juz kilka razy,
            > zmienia sie tylko partner do dyskusji.zauwazam,ze nie cel,tylko sama droga
            > jest tu celem,nie spalenie,tylko podtrzymywanie ognia,nie szybki dojazd do
            celu
            > tylko sama jazda...
            > Mosisz uwazac,bo i kon niekiedy ma jazdy dosyc i moze,jezdzca bez
            celu,zrzucic.
            >
            >
            >


            wlasnie o tym napisalem.

            dlatego w piwerwszym waku zazaczylem, ze chodzi mi o konkret, o sama edukacje.
            Ty sprowadziles dysusje da calkiem inny tor.
            Ale jakos tam jestesm Ci wdiczny- uswiadomiles mi lasnie, ze nie powinienem sie
            denerwowac gdy ktos mi przestawia argumenty jak Twoje.
            Trafiles w bardzo czuly punkt, moze nastepnym razem zareaguje lzej.

            • addicted1 Re: rozbiór na czesci 1 15.09.06, 14:11
              zmienia sie tylko partner do dyskusji.zauwazam,ze nie cel,tylko sama drog
              > a
              > > jest tu celem,nie spalenie,tylko podtrzymywanie ognia,nie szybki dojazd d
              > o
              > celu
              > > tylko sama jazda...
              > > Mosisz uwazac,bo i kon niekiedy ma jazdy dosyc i moze,jezdzca bez
              > celu,zrzucic.
              > >


              tak, tak sobie gadam, a taki Tranzyt sie smieje, ze nie cel tylko dorga.

              specjalnie mnie draznisz?
              to bylo celowe dnerwoanie?
              sprawia Ci to przjemnosc?
              Po co mnie w ogole tak podpuszczasz i draznisz?
              Dla draki?
              Ja nie wiedze celu inego.

              mam juz tego serdecznie dosc.
    • myszabrum Re: Zaszłości rodzinne 14.09.06, 16:57
      Addie, nie chciałabym jeszcze, zebyś pomyślał, że bagatelizuję Twój problem.
      Mnie też rodzice bili (ostatni raz, gdy miałam 17 lat, pasem na szkolnym
      korytarzu - znajomi z liceum mieli ubaw).
      Też finansowo stoją o niebo lepiej ode mnie, a ja nic z tego nie mam (tuż po
      maturze wyprowadziłam się i przeszłam na własny "garnuszek", i tak już
      zostało).
      I też mają pretensje, że nic nie osiągnęłam.
      Jednak bardzo wiele z tego, co się zdarzyło między mną a nimi, jest po prostu
      moją winą. Jestem pewna, że gdyby nie moje picie (które zaczęło się już w
      ogólniaku), to te relacje byłyby odwrócone może nie o 180, ale chociaż o 45
      stopni.
      I bardzo trudno skleja się potłuczone garnki...
    • addicted1 Re: Zaszłości rodzinne 14.09.06, 21:23
      Dawno mnie nikt tak nie wkurzyl.

      Identyczna,no jota w jote,reakcja jak jednego z pipeprzonych terapeutow ktorzy
      mnie "leczyli".

      Przylozyc banalny schemat " zwala na innych, szuka winnych" i gotowe!~

      Co za latwizna.

      Tylko gowno prawda.


      Niestety- czasami tak mysle o tym- ja czuje duze przywiazanie i - tak-milosc do
      rodzicow.

      Co to w ogole za promocja zachowan- rodzice nic nie musza, nie maja zadnych
      obowiazkow.
      pijackie myslenie

      nie musza ksztalcic , a moze i jeść z laski dają, co?

      Jak glodza to co, dobrze robia czy nie? Oni winni czy dzieciak?

      p.s. w kazdym sądzie w Polsce gdybym w tamtym czasie wniosl pozew o alimenty do
      starych dostalbym je.
      tylko ja bylem honorowy i wolalem nie skonczyc studiow i iisc na swoje.

      a dzis jakis schemaciarz terapeuta od siedmiu bolesci bedzie mnie za to rugal
      jeszcze.

      Prosze wybaczyc ten ton i emocje, ale nie moge po prostu.


      • tranzyt80 Re: Zaszłości rodzinne 14.09.06, 22:55




        -zdaje sobie sprawe,ze zburzylem Addiego "Domek z kart",w ktorym
        sie schowal.Wiem,ze tu,bardzo go boli.Rany sa niezagojone.To widac.
        Widze,ze moj punkt widzenia mu nie pasuje,bo pisze:
        "> Co za latwizna.
        >
        > Tylko gowno prawda"

        -to tylko,koniec z koncem,zalezy od Ciebie Co w Twoim zyciu pozostanie gownem
        a co zlotem.
        Nie jestes na terapii darmowej i dobrowolnej ? Wiec czemu tak ostro... ?
        Radze spisac swoja wersje i dawac do odczytywania,wszyscy oszczedzimy sobie
        nerwow i czasu...

        > a dzis jakis schemaciarz terapeuta od siedmiu bolesci bedzie mnie za to rugal
        > jeszcze.
        >
        > Prosze wybaczyc ten ton i emocje, ale nie moge po prostu.

        -Mnie tez prosze wybaczyc,tez nie moglem...
        -stracony czas ?
        • luna_76 Re: Zaszłości rodzinne 14.09.06, 23:24
          Odpowiem Ci w ciągu najbliższych dni na maila gazetowego, bo temat jest mi
          szczególnie bliski. Ze wzgledów czysto technicznych nie mogę na forum...
          Trzymaj się!
          ...a 30-cha to piękny wiek ;)
    • cortona Re: Zaszłości rodzinne 15.09.06, 08:24
      Addi, a moja mama to dopiero się źle zachowała. Umarła, jak byłam na drugim roku
      studiów, a wcześniej przez kilka lat ciężko chorowała. Ja to dopiero mogę mieć
      pretensje. Nawet zamąż mnie nie wydała i przez nią mam tylko jedno dziecko,
      bo nie miał mi kto pomóc.
      Addi, przestań. Jesteś autonomiczną jednostką i sam za siebie odpowiadasz.
      A Ty myślisz, że innym to los płatki róż sypie pod nogi?
      A mojej mamy i tak na żadną inną bym nie zamieniła.
      • addicted1 Re: Zaszłości rodzinne 15.09.06, 11:37
        cortona napisała:

        > Addi, a moja mama to dopiero się źle zachowała. Umarła, jak byłam na drugim
        rok
        > u
        > studiów, a wcześniej przez kilka lat ciężko chorowała. Ja to dopiero mogę mieć
        > pretensje. Nawet zamąż mnie nie wydała i przez nią mam tylko jedno dziecko,
        > bo nie miał mi kto pomóc.
        > Addi, przestań. Jesteś autonomiczną jednostką i sam za siebie odpowiadasz.
        > A Ty myślisz, że innym to los płatki róż sypie pod nogi?
        > A mojej mamy i tak na żadną inną bym nie zamieniła.


        To jest cios ponizej pasa.
        Granie na emocjach typu śmierć rodziców.
        Jakbym ja swymi oskarzeniami tego sie jakikolwiek sposob dopraszal...

        Ja nie mialem nigdy do swoich rodzicow pretensji o to, jacy są.
        Naet mi przz mysl nie przszloby oskarzac matke "czemu jestes po podstawowoce,
        moi koledzy maja matki po studiach".
        Nie smialbym powieziec ojcu "czemu jestes tylko kierownikiemw fabryce, moi
        znajomi maja ojcow dyrektorow".
        Prosze, zachowajmy umiar.
        To mnie sie oskarza niemal o spowodoanie 2 ojny, a nie ja oskarzam. Ja mam
        pretensje o pewne konkrety.
        Premyslalem. Nie mam juz niemal pretensji nawet o te nieszczesne niekupienie
        gitary- ok, moze powinienem sam wtedy na nia zarobic, moze sie bali, ze jak
        bede gral to nie bede sie uczyl czy cos. Niewazne.
        Ale nie kreujcie mnie prosze na demona, ktory nie ma wdicznosci za nic wobec
        rodzsico i tylko zieje nienawiscia.
      • albanska.noga Re: Zaszłości rodzinne 17.09.06, 19:43
        Cortona, a Ty uważasz, ze Addiemu chodzi o licytowanie się w nieszczęściach?
        Piszesz z ironiczną wyższością: "Nawet zamąż mnie nie wydała i przez nią mam
        tylko jedno dziecko, bo nie miał mi kto pomóc". A zaraz potem: "Jesteś
        autonomiczną jednostką i sam za siebie odpowiadasz." Wybacz, nie rozumiem
        (pomijam humorystyczny aspekt pomocy matki przy zrobieniu drugiego dziecka).
        Na prawdę nie widzisz różnicy między tym, ze ktoś nie może ci pomóc, a tym, że
        nie chce?

        > A mojej mamy i tak na żadną inną bym nie zamieniła.
        Addi pewnie też, tylko chciałby być przez nią zaakceptowany
    • e4ska Re: Zaszłości rodzinne 15.09.06, 11:54
      Spokojnie, Addi:))) Jeśli tutaj, na forum, gdzie ludziom skadinąd wiadomo o
      pewnych "zaszłościach rodzinnych" typu DDA, DDD, zresztą szerzej, w kraju, gdzie
      za religijnymi fasadkami czcij ojca... brzmią cudnie zespoły maltretowanych
      dzieci, no więc jeśli nie tutaj, to jak jest w realu? W realu jest tak, że zanim
      powiesz jeden, to odliczaj od minus nieskończoności. Naraska:)))
      • addicted1 Re: Zaszłości rodzinne 15.09.06, 12:07
        e4ska napisała:

        > Spokojnie, Addi:))) Jeśli tutaj, na forum, gdzie ludziom skadinąd wiadomo o
        > pewnych "zaszłościach rodzinnych" typu DDA, DDD, zresztą szerzej, w kraju,
        gdzi
        > e
        > za religijnymi fasadkami czcij ojca... brzmią cudnie zespoły maltretowanych
        > dzieci, no więc jeśli nie tutaj, to jak jest w realu? W realu jest tak, że
        zani
        > m
        > powiesz jeden, to odliczaj od minus nieskończoności. Naraska:)))

        To, co napisalas tutaj, celnie wyjasnia wiele moich irytacji.
        strasznie się zacietrzewiam, jezeli nie znajduje zrozumienia u ludzie, ktorzy
        niby teoretycznie powinni wiedziec iecej i lepiej.

        Ja powiem tak- w normalnej rzmowie przecietny czlowiek moje relacje z rodzina
        ocenilby bardziej obiekywnie niz terapeuta czy Aowiec naladowany alkoholowym
        teoriami.
        zyciu isnieje cos takiego jak zdrowy rozsadek, ktory gdy pojawia sie slowo
        alkoholik- ulatje nie wiadomo gdzie.
        • drak02 Re: Zaszłości rodzinne 15.09.06, 13:25
          Zauważam w twoich postach konsekwentnie wyrażaną nienawisc do psychologów,
          terapeutów i głeboką niechęć do ruchu AA.
          Nie uczestniczę w ruchu AA ale mam szacunek do tego co robią , jeżlei chociaż
          jedna osoba przestanie pić dzięi AA to to już jest sens aby miec mozliwość
          skorzystania zpomocy jeżeli ktoś chce.
          Jeżeli chodzi o niechęc do psychologów/terapeutów, prawdopodobnie jest wynikiem
          jakiś twoich osobistych niezbyt przyjemnych doświadczeń. Ale nawet osobiste
          urazy nie powinny negować oczywistych osiągnięć: dzieki nim , wielu ludzi
          odzyskało równowagę psychiczną, wiarę w siebie itp.
          Byc moze jest tak, że psycholog odkrywa w tobie to czego nie chciałbyś wiedzieć.
          • addicted1 Re: Zaszłości rodzinne 15.09.06, 13:32
            drak02 napisał:

            > Zauważam w twoich postach konsekwentnie wyrażaną nienawisc do psychologów,
            > terapeutów i głeboką niechęć do ruchu AA.
            > Nie uczestniczę w ruchu AA ale mam szacunek do tego co robią , jeżlei chociaż
            > jedna osoba przestanie pić dzięi AA to to już jest sens aby miec mozliwość
            > skorzystania zpomocy jeżeli ktoś chce.
            > Jeżeli chodzi o niechęc do psychologów/terapeutów, prawdopodobnie jest
            wynikiem
            >
            > jakiś twoich osobistych niezbyt przyjemnych doświadczeń. Ale nawet osobiste
            > urazy nie powinny negować oczywistych osiągnięć: dzieki nim , wielu ludzi
            > odzyskało równowagę psychiczną, wiarę w siebie itp.


            Tak, można odniesc czasem takie wrazenie, czasem tak mysle, czasm nie.
            Nienawisc to za duze slowo.
            Prperaszam, jezeli kogos tym obrazam. Doceniam plusy AA, wielokrotnie o tym
            pisalem, achoc mam tez wiele uwag krytycznych,

            co do psychologow- to fakt, mam głęboki uraz, i to nie do psychoogow jako
            takich, tylko konkretnie do tych od uzalezien.
            wiem, ze to rzutuje czesto na moj brak obiektywizmu.

            wiem, ze ielu ludzi pomogli,
            ale mi zaszkodzili. i tyle.
            zaufalem im, a oni mi zrobili w głowie pieło i męlik.
            i takie zdanie:

            > Byc moze jest tak, że psycholog odkrywa w tobie to czego nie chciałbyś
            wiedzieć

            mowi dokladnie o tym zjawisku- ze odkryaja przee mna rzeczy, ktorych nie chce
            wiedziec, bo to sa z reguy rzeczy, kóre nie istnieją.

            Mam juz dosc walenia łbem w sciane, mam juz zdarte kolana d marszu na nich,
            ogłuchłem juz od tysiąca wspanialych rad, jestem zgarbiony od worka in i
            zaniedban, nie radze go uz.

            chcę isc na słońce.
    • addicted1 zly login- pomylka. 15.09.06, 13:52
      cortona napisała:

      > To ja już nie mam argumentów, bo z Twojego opisu wynika ( bardzo
      przepraszam ),
      >
      > że masz głupich rodziców. A nie chce mi się w to wierzyć.



      oni owszem, zawsze widzieli w mnie potencjal- moge to naet rpzerobic w cnote,
      no bo uwazali mnie za tak wspanialego i zaradnego inteligenta, ze uznali ze i
      bez studiow sobie poradze.

      a powazniej to chodzi o to, ze po prostu zawsze szkoda im bylo pieniedzy na
      mnie i tyle.
      woleli kupic nowy samochód, bo uznali ze z edukacja "jakos tam bedzie".

      No i jakos tam jest.
      Czyli kiepsko.
      zawsze cale zycie doksztalcale sie samodzielnie- ale na rynku pracy potrzeny
      jest papier i doswiadczenie.
      poza tym- po prostu wstydze sie tego, ze skonczylem takie dziadowski studia.
      Moze ktos inny bylby z nich dumny- a ja sie wstydze.
      nic na to nie poradze.

      Starzy juz chyba tez.

      • addicted1 Co mi z tego? 15.09.06, 14:05
        No i teraz moge sobie powiedziec/ zapytac sie?

        Jaki mam pozytek z tego, ze zamiescilem tu ten watek?
        Nawkurzałem się, nazłosciłem, nakręciłem w swojej nienawisci i zlosci.
        Zaczalem znow grzebac w swoim mózgu, analizowac.
        Po co?
        Po co mi ta cała psychologia ?
        Po co mi te terapie?
        W niczym nie pomaga a tylko szkodzi i denerwuje.
        jezcze teraz mam te wkurzajac poczucie winy i wyrzuty sumienia wobec rodzicow,
        AA, psychologow, tego forum i tak dalej.

        Tak to sie "oczyscilem".

        Czy psychologia i trapia ma polegac na tym, zebym mwic komus cos odwrotnego niz
        on mówi i mysli?
        To bardzo proste w takim razie.
        Wszystko o 180 stopni.
        Piekny zawód.


    • addicted1 Cos ze mna nie tak 15.09.06, 14:17
      Zey tak mnie zirytowalo,
      doprowadzilo do tylu dociekan i tlumaczen,
      sprowokowalo do ponownego grzebania w historii

      kilka absurdalnych oskarzen i przeinaczen ze strony osoby, która mnie niemal
      nie zna.

      Naprawdę jest ze mną coś nie tak.

      Ze nie potrafilem tego olac, spojrzec jak na czyjas opnie i nic iecej, az tak
      sie unioslem i pobudzilem.

      Te 2 dni na tym forum strasznie mnie zdolowaly.

      A jak sie przyjrze to sprawa jednego wpisu Tranzyta.

      Az nie moge z ta myslą się pogodzic, nie moge wyrobic, chyba pójde i cos
      zdemoluje.




      • drak02 Re: Cos ze mna nie tak 15.09.06, 14:34
        Też się zastanawiałem po co Ci te rozgrzebywanie i emocje.
        Nic nie uzyskałeś, wkurzyłeś się i jestes w tym samym punkcie.
        Więcej dystansu do zycia i siebie samego:)
      • aaugustw Re: Cos ze mna nie tak 15.09.06, 17:34
        (Addi napisał):

        > Zey tak mnie zirytowalo,
        > doprowadzilo do tylu dociekan i tlumaczen,
        > sprowokowalo do ponownego grzebania w historii
        _________________________________________________-
        Zastanawiam sie ile w tym prawdy, ile prowokoacji?
        Zeby tak pozwolic sobie budowac gniazda na glowie,
        a raczej; pozwalac innym zyc w swojej glowie !?
        A...

        • drak02 Re: Cos ze mna nie tak 15.09.06, 17:48
          Addi, a czy nie pomyślałeś o tym że prawda nie leży całkowicie po twojej
          stronie lub całokicie po stronie innych . Że jest gdzieś jakiś kompromis
          pośrodku tzn. częśc prawdy jest po twojej stronie ale również rodzice mają
          swoje racje , terapeuci, Tranzyt i inni ludzie.
          Mając takie nastawienie do świata i ludzi, łatwiej się żyje i znosi cierpienia
          tego świata. WArto dostrzegać odcienie szarości.
          • baasil Re: z tobą wszystko ok 15.09.06, 19:15
            adi,po przeczytaniu całego drzewka:pewnie wielu z forumowiczów wykpi to co
            napiszę,ale...to wszystko,co się w naszym życiu dzieje i w jaki sposób
            funkcjonujemy ma swoje źródło w dzieciństwie.i najczęściej nie zdając sobie
            kompletnie z tego sprawy,borykamy się z życiem nie wiedząc ,dlaczego mamy
            takie ,a nie inne problemy emocjonalne.sposób w jaki byliśmy kochani jako
            dzieci,wychowywani,uczeni,kształtowani jako ludzie, ma wpływ na resztę naszego
            życia(i to nie tylko przez rodziców,ale też
            szkołę ,środowisko,rówieśników,systemy wychowawcze ,etc.)i ciągnie się to
            często za nami jak sflaczała guma,powracając i wywołując ból,w najmniej
            spodziewanych momentach(czasem sami sobie się dziwimy ,co takiego wywołuje
            naszą reakcję,kompletnie nie przystającą do realiów)a to po prostu odzywa się w
            nas "wewnętrzne ,skrzywdzone dziecko".i nie jestesmy tego świadomi.ale do
            czasu...
            niestety jesteśmy tego przykładem. tzw.toksyczna pedagogika,wg.której byliśmy
            wychowywani,a którą się toleruje i "wychowuje"dzieci także i dziś,jest zbrodnią
            na dzieciach(i nie jestem równierz absolutnie zwolennikiem tzw.wychowania
            bezstresowego-które też okazało się porażką).i chcę koniecznie tu zaznaczyć,że
            nie jest to wina naszych rodziców,bo przecież oni tak samo byli wychowywani
            i "kochani".i ich rodzice, itd.wstecz.nie starczyłoby miejsca na forum,by
            opisać te schematy.
            polecam gorąco książki szwajcarskiej psychiatry Alice Miller,która jako jedna
            z pierwszych miała odwagę obnażyć, przeciwstawić się i głośno mówić o tym
            problemie,budząc powszechne zgorszenie swego środowiska,a nawet w kręgach
            watykańskich."Dramat udanego dziecka","Zniewolone dzieciństwo","Mury milczenia"-
            to jej książki na pewno dostępne w jęz.polskim.
            to o czym piszesz,świadczy ,że masz jeszcze wiele nie poukładanych
            spraw,będących wynikiem tego o czym wyżej wspomniałem.różnie to jest
            nazywane,np."nieodcięta pepowina".wiem po sobie jak ożywcze jest uporanie się z
            tymi problemami(miałem to szczęście w pogłębionej terapii,ale też i w dalszym
            rozwoju osobistym)zmierzenie się z tym jest bardzo bolesne i trzeba wiele
            odwagi i determinacji(i fachowego nadzoru)by przejść ten oczyszczający
            proces.ale warto.
            ja dziękuję Bogu,że dane mi było samemu wybrać sobie szkołe średnią i potem
            iść swoja drogą życiową(która niestety boleśnie dała mi się odczuć,ale na
            swoich błędach życiowych się uczyłem i nie mam dziś do nikogo pretensji,że
            ułożyło się ono tak ,a nie inaczej.kończę bo jeszcze kupę wątków mi się
            nasuwa,a nie chcę filozofować.
            PS.a propos"czcij ojca i matkę"- to Mojżesz(bo na pewno nie Bóg)gdy odtwarzał
            zniszczone przez siebie tablice z przykazaniami,zapodział to jedenaste:szanuj
            dzieci swoje.a nikt z nas nie jest własnością drugiego człowieka ,nawet dziecko
            jest autonomiczną jednostką-o czym często zapominaja rodzice,chcąc na siłe
            układać im życie i "wiedzieć" co jest dla nich "dobre"-krzywdząc de facto.
            i jeszcze jedno.czytując cię mam wrażenie,że trafiasz na kiepskich terapeutów
            (bo i tacy są-odsyłam też na mój dzisiejszy post w innym miejscu)albo za wiele
            sobie po nich obiecujesz,chąc by za ciebie rozwiązywali twe problemy-ale to
            tylko moje zdanie,być może błędne.
            i jeszcze jedno:nic tak nie oczyszcza jak łaska przebaczenia(cholernie
            trudne,ale potrzebne- nie temu co skrzywdził,lecz skrzywdzonemu)
            • magtomal Re: z tobą wszystko ok 15.09.06, 20:41
              Addi, czemu tak bardzo denerwujesz się, gdy ktoś pokazuje Ci inny punkt
              widzenia? Po co zamieściłeś ten wątek? Oczekiwałeś, że wszyscy wzruszą się ,
              jaki jesteś (byłeś) biedny? Tranzyta wypowiedzi wydają mi się bardzo wyważone i
              rozsądne, Ciebie doprowadzają do furii. Spróbuj sam sobie odpowiedzieć, czemu.


              >Terapeuta po moch 3 zdaniach wyjechał z tyradą na mój temat i powiedzial
              dokladnie to, co Tranzyt poprzedio- ze sie uzalam, że przekłamuję, że jestem
              roszczeniowy, że sam spieprzyłem itp itd.

              Tylko się nie wkurzaj! - gdy czytam Twoje wypowiedzi, mam takie właśnie myśli:
              że się użalasz, że przekłamujesz ( = patrzysz na sytuację bardzo subiektywnie,
              co zrozumiałe; stąd oczywiste pytanie, jak to wszystko widzi Twoja Matka), że
              jesteś roszczeniowy, że pewnie sam sporo spieprzyłeś.
              I zamiast rozpaczać, że są ludzie, którzy tak to postrzegają, zastanów się;
              może jest w tym jakaś część racji.

              Dlaczego Twoje lamenty mnie wkurzają? Pewnie dlatego, że kocham faceta, którego
              rodzice nie utrzymywali już w liceum. Pracował, uczył się, bawił. Dom miał
              straszny. Poznałam Go na studiach - pogodny, pełen energii, uczył się świetnie,
              pracował jako stróż nocny, mył okna, wagony i wykonywał tysiące róznych prac.
              NIGDY się nie skarżył. Sam brał odpowiedzialność za swoje życie. Tym m.in. mnie
              zafascynował (i fascynuje do dziś). Obecnie ( a podkreślam: startował od zera,
              nie miał NIC!) jest po habilitacji, jast w swej dziedzinie wybitnym specjalistą
              liczącym się nie tylko w Polsce. NIGDY nie usłyszałam od Niego złego słowa na
              temat Jego rodziców (a Twoje dzieciństwo przy Jego to absolutna sielanka,
              pełnia miłości i wsparcia). Jest dzielny i bierze odpowiedzialność za swoje
              życie, a nie szuka winy w innych. Także za swój alkoholizm, choć ja akurat jego
              żródeł gotowa byłabym szukać właśnie w tym co działo się w jego dzieciństwie i
              w tej determinacji, którą musiał się wykazać od bardzo wczesnych lat. Ale to
              już inna bajka...
            • addicted1 Credo (nie)dojrzałego człowieka. 15.09.06, 20:56
              Dżin wyskoczył z butelki, trzeba go tam zagonić i butelkę zbić..

              To wszystko o czym piszę jest złożone.
              Trudno to łatwo odsumować czy wyjaśnić.
              różne mogą być racje i punkty widzenia.

              Chciałbym jednak przypomnieć, że ten wątek zacząłem z zamiarem zamknięcia tej
              sprawy- z prośbą o radę.
              Naprawdę nie chcę zacietrzewiać się w pretensjach i nienawiści czy złości.

              Chcę to zamknąć w sposób dojrzały i oparty na prawdzie.
              Wiem już, że nie jestem w stanie zrobić tego tak, jak w chyba jednym z
              powszechniejszych sposobów- przez proste przerzucenie winy na siebie. Nie
              jestem w stanie przyjąć takiego przeinaczenia.
              Nie umiem przyjąć sposobu myślenia terapeuty- gdy mówię o swoich problemach to
              mówia mi, że rodzice sa OK a to ze mną jest zle, by za chwile mi proponowac
              terapie DDD.
              Nie daje mi nic, gdy ktos mi mówi "nic nie zrobieś, mogeś coś zrobić" a gdy
              pytam konkretnie co- to nie ma żadnej odpowiedzi.
              Nie wchodzi w gre argument finansowy, alkoholowy ani "niewiedzy"- bo tak po
              prostu nie bylo.
              Nie chcę też budować przebaczenia na wyrzutach sumienia i poczuciu winy- bo to
              nic tez nie da.

              I co z tego teraz?

              Chcę znalezc jakies argumenty, zebym mimo wszystko sie z tym pogodzil i zamknal
              temat.

              Ja wiem, ze nadal jestem na etapie, gdy sam siebie sabotuje- często miewam taie
              myśli, że "dobrze że tak ze mną źle, przynajmnej widza do czego doprowadzili".
              Głupie.

              Nie podoba mi sie, gdy ktos wysmiewa moje problemy i robi ze mnie karykature "o
              ho ho, jaki biedny, popatrz niewiniątko"
              To jest niesprawiedliwe, to jest zamykanie oczu na okolicznosci, na
              rzeczywistosc, na przyczyny sutki, na 100 innych rzeczy.
              Zawsze można coś zrobić lepiej, inaczej, skuteczniej, ale to czcze agdanie.

              Poza tym nie chce, by ta sprawa pretensji do rodziców dłużej żyła, bo wywouje
              we mnie myśli o beznadziei, a nawet jakies takie samobójcze.

              Poza tym ja ne umiem byc nieszczery i udawac, ze jest ok- chce szczerej i
              odwaznej zmiany, a nie fasadowej zmiany opartej na "odtłumaczeniu", ktorego
              wewnetrznei nie czuje i nie rozumiem.



              A dla Tranzyta mam taką anegdotę- nie chcę by to była jakas zlosliwosc, wiem ze
              mozesz miec uraz, bo ostro na Ciebie naskoczylem kika razy, ale nie moglem
              powstrzymac zlych emocji.
              Chce Ci tylko pokazac, ze na wszystko mozna spojrzec w rozny sposob, formalnie
              nawet poprawny.

              Oto anegdota ( prawdziwe zdarzenie):


              Ok roku temu będać w szpitalu oglądałem z facetem ok 50 tv i pojawil sie
              program o smierci X. Popieluszki.
              Jako stary antyomunista i wolnosciowiec wysluchaem takich oto słów:
              " ten Popieuszka to sam sobie winien, po co podskakiwał. Zamiast odprawiac msze
              i sie cieszyc zyciem to draznil wladze. Sam sobie zasuzyl na taki os"
              Oniemialem.
              Tym bardziej, ze pod kątem czystej logiki to rozumowanie miało sens.
              Ale nie dla mnie.
              • magtomal Re: Credo (nie)dojrzałego człowieka. 15.09.06, 21:07
                >Zawsze można coś zrobić lepiej, inaczej, skuteczniej, ale to czcze agdanie.

                Napisałeś to a'propos siebie. A może odnieś te słowa do swoich rodziców. Mogli
                wychować Cie, opiekować się Tobą "lepiej, skuteczniej, inaczej". Na pewno
                mogli. Wszyscy rodzice to mogą i pewnie chcą. Ale mają jakąś swoją przeszłość,
                jakąś swoją wizję świata i wychodzi tak jak wychodzi ( nie myślę to o zupełnaj
                patologii, obojętności, odrzuceniu). Darujmy im ich błędy i budujmy własne
                życie.
                • addicted1 Re: Credo (nie)dojrzałego człowieka. 16.09.06, 12:22
                  magtomal napisała:

                  > >Zawsze można coś zrobić lepiej, inaczej, skuteczniej, ale to czcze agdanie
                  > .
                  >
                  > Napisałeś to a'propos siebie. A może odnieś te słowa do swoich rodziców.
                  Mogli
                  > wychować Cie, opiekować się Tobą "lepiej, skuteczniej, inaczej". Na pewno
                  > mogli. Wszyscy rodzice to mogą i pewnie chcą. Ale mają jakąś swoją
                  przeszłość,
                  > jakąś swoją wizję świata i wychodzi tak jak wychodzi ( nie myślę to o
                  zupełnaj
                  > patologii, obojętności, odrzuceniu). Darujmy im ich błędy i budujmy własne
                  > życie.


                  Wiedzialem, ze ktos te slowa wylapie i napisze "a Ty sam to co?".

                  Wiem o tym, dlatego chcę to zamknąć.
                  Nie pomaga mi w tym te dogryzanie z ich strony, ale cóż- moja sprawa nauczyc
                  sie to omijac.
                  Ale powtarzam- moje pretensje i złości mniej się biorą z samego
                  faktu "skrzywdzenia" tylko z tego, że dziś gdy o tym mówie, to np. terapeuta
                  stosuje podwójną miarę:
                  do mnie- że mogłem lepiej, że to moja wina, moje błędy itp
                  - do rodziców- ze oni nie mogli lepiej, że tacy są, że też mieli problemy itp

                  Niech wahadlo jest na srodku a nie z drugiej strony.
                  • addicted1 Re: Credo (nie)dojrzałego człowieka. 16.09.06, 12:30
                    Moja sytuacja przypomina mi sytuację Michnika po opublikowaniu sprawy Rywina.

                    Po jakims czasie wszyscy zapomnieli o co chodzi i wyszlo, ze wlasciwie to
                    Michnik cos tam kombinowal z Rywinem i mu nie wyszlo.
                    A na koncu okazalo sie, że Michnik stworzyl korupcje w Polsce.

                    Ja wychodze z inicjatywa zapomnienia, pojednania, wybaczenia.
                    Pisze po to, by lepiej rozumiec druga strone a na koncu wychodzi, jakbym tu
                    wszedl na forum aby powyzywac sie na rodzicach i zaklamac przeszlosc.
                    Paradoks.
                    Tak samo "obwinial" mnie terapeuta- stad mój uraz.
          • addicted1 Re: Cos ze mna nie tak 15.09.06, 21:03
            Do Drak02 i do Basil:

            Ta, przyjmuje, ze odpowiedzialnosc jest tez po mojej stronie.
            Napisalem, ze wszystko od momentu studiow biore na swoja odpowiedzialnosc-
            mimo, ze moglbym skamlec, ze to byly dalsze efekty tego co wczesniej itp.
            A wczesniej? Ja mam do siebie peno pretensji.
            Ze bylem za malo odwazny, ze nie staralem sie wystarczajaco walczyc o siebie,
            ze nie wytlumaczylem rodzicom spokojnie tylko sie wykócaem, a nawet o to, że
            byem zbyt szczery i brutalny ( moja soistra gdy chciala isc na impreze to
            powiedziala starym "spie u kolezanki" i szla na impreze, i wszystko bylo ok. Ja
            natomiast w imie "szczerosci i uczciwosci" mowilem jasno "ide na impreze" i
            wybuchala awantura.)
            wiem, ze bylem malo zdolny do kompromisow i czasm zbyt pryncypialny.
            Ale wtedy tego nie wiedzialem, dlatego oburza mnie tak bardzo, gdy dzis ocenia
            sie te fakty z dzisiejszej optyki.
            Gdy sie argumentuje, ze "moglem" gdy nie oglem bo nie wiedzialem, nie umialem.

            Tez nie jestem fanem pedagogiki bezstresowej.
            Jako pedagog wiem, ze podstawa w wychowaniu jest konsekwencja, szczerosc,
            uczciwosc i jasen reguly.

      • tranzyt80 Re: Zaszłości rodzinne 17.09.06, 13:41
        Kłóciłem się dziś z matka- odwiedzilem rodzicow- znowu o te same rzeczy.
        Znowu sporo mocnych słów- z 2 stron.
        Jak młyn.
        Nie panuję nad tym kompletnie.
        Wytocze im sprawe o to,ze poskapili grosza na moje wyksztalcenie,ja preforowalem
        Harward,a oni komunistyczna dupkowata uczelnie w komunistycznej dyktaturze z
        komunistycznymi debilowytymi wykladowcami.Dziadkowi tez nie popuszcze,oskarze go
        ze jest powodem calego ciagu moich nieszczesc.Gdyby zginal na ziemi
        francuskiej w pierwszej wojnie swiatowej,oszczedzil by wszystkim problemow...
        I tylko dlatego,dzisiaj nie panuję kompletnie nad moim zyciem.
        Wygram sprawe z pewnoscia przed kazda instancja w Polsce.

        Dzisiaj w poludnie,sny moj,wyznal telefonicznie swojej siostrze,a mojej
        corce,ze:
        "Kłóciłem się dziś z matka- odwiedzilem rodzicow- znowu o te same rzeczy.
        Znowu sporo mocnych słów- z 2 stron.
        Jak młyn.
        Nie panuję nad tym kompletnie.
        Wytocze im sprawe o to,ze poskapili grosza na moje wyksztalcenie,ja preforowalem
        Harward,a oni dupkowata uczelnie w panstwie z
        debilowytymi wykladowcami.Pradziadkowi tez nie popuszcze,oskarze go
        ze jest powodem calego ciagu moich nieszczesc.Gdyby zginal na ziemi
        francuskiej w pierwszej wojnie swiatowej,oszczedzil by wszystkim problemow...
        I tylko dlatego,dzisiaj nie panuję kompletnie nad moim zyciem.
        Wygram sprawe z pewnoscia przed kazda instancja in Europeische Union.

        Na podworku,dzieci biegaly za kulawym psem i spiewaly:
        Wlazl pies do kuchni i porwal miesa cwierc
        a jeden kucharz glupi
        zarabal go na smierc
        a drugi kucharz madry
        co litosc w sercu mial
        postawil mu nagrobek i taki napis dal:

        "Wlazl pies do kuchni i porwal miesa cwierc
        a jeden kucharz glupi
        zarabal go na smierc
        a drugi kucharz madry
        co litosc w sercu mial
        postawil mu nagrobek i taki napis dal": ...
        • e4ska Re: Zaszłości rodzinne 17.09.06, 16:41
          Naszedł mnie niekontrolowany ciąg kłucia, kolek i skrętów.
          Też uwielbiam tę piosenkę... to chyba dlatego;)

          A mój pradziadek mógł się dorobić w Kenii, podobno bardzo piękny kraj, a wrócił
          z gołą d., nie, nie z d.zikuską, byłabym ciemniejsza... Widmo DDD łańcuchem
          zatacza i osacza, Harward tu nie pomoże, mam nawet takie przeczucie, że na
          Harwardzie dopiero z całą siłą napada... i ścichapęk trzyma. Takie jego łańcucha
          żelaznego prawo... i jak na jednym filmie pokazali, nie dość, że trzeba sobie
          odciąć, to jeszcze właściwą nogę.
        • addicted1 Re: Zaszłości rodzinne 17.09.06, 17:20
          tranzyt80 napisał:

          > Kłóciłem się dziś z matka- odwiedzilem rodzicow- znowu o te same rzeczy.
          > Znowu sporo mocnych słów- z 2 stron.
          > Jak młyn.
          > Nie panuję nad tym kompletnie.
          > Wytocze im sprawe o to,ze poskapili grosza na moje wyksztalcenie,ja
          preforowale
          > m
          > Harward,a oni komunistyczna dupkowata uczelnie w komunistycznej dyktaturze z
          > komunistycznymi debilowytymi wykladowcami.Dziadkowi tez nie popuszcze,oskarze
          g
          > o
          > ze jest powodem calego ciagu moich nieszczesc.Gdyby zginal na ziemi
          > francuskiej w pierwszej wojnie swiatowej,oszczedzil by wszystkim problemow...
          > I tylko dlatego,dzisiaj nie panuję kompletnie nad moim zyciem.
          > Wygram sprawe z pewnoscia przed kazda instancja w Polsce.


          Zabawne.
          Przypisujesz mi rzeczy, których nie wiem.
          tzn. ze strzępów faktow tworzysz nowa rzeczywistosc.
          Tez tak mozna.
          Stare zagrywki- zderzyc Harward z "komunistycznymi debilowatymi wykladowcami:-
          i efekt propagandowy wzorowy!

          Rozumem, że uprawiasz sztukę zwnaą karkaturą czy parodią- więc domalowujez mi
          duże uszy i wielki nos.
          Twoj wybor.


          • tranzyt80 Re: Zaszłości rodzinne 17.09.06, 20:34
            Addi!Lzy sie kreca :)...ze smiechu
            Niechcem a muszem...jeszcze raz bezposrednio i prosto.
            Posluzylem sie czesciowo Twoimi slowami,aby na zmyslonym na kolanie zlepku
            zdan,pokazac Tobie,ze uklad,jaki Ty miales(masz) moglby sie i w moim zyciu
            zdarzyc,jak i w kolejnym pokoleniu,np.moj syna stosowalby te same zarzuty
            lecz,tym razem do mnie.
            Wyrazisciej: Twoj syn moze,teoretycznie zakladajac,tez wyskoczyc z pretensjami
            za lat dwadziescia,ze jego ojciec(czyli Ty)jest zly,pomimo,ze w twoim rozumieniu
            wszystko co wypelniles,co dotyczy sie syna,jest na jedynke.

            Nie mialem zadnych innych zamiarow,jak towarzyszyc Ci do wyjscia na wzgledna
            prosta.W koncu,to jest tylko forum,jedno slowo w moim kierunku wystarczy i
            znikam jak zjawa(tak jak przybylem).Jakie slowo ? No,to polskie,sp........
            Zapamietaj!

            PS.post ponizej za moment
      • tranzyt80 Re: Zaszłości rodzinne 17.09.06, 13:54
        Zamierzam spotkac sie dzisiaj
        z ludzmi,ktorzy zbt wiele mowia,z ludzmi samolubnymi,egoistami i
        niewdziecznikami.To mnie jednak nie zaskoczy i nie
        zdziwi,poniewaz nie umiem wyobrazic sobie swiata
        bez ludzi tego rodzaju.

        .............Marek Aureliusz
        • aaugustw Re: Zaszłości rodzinne 17.09.06, 14:21
          (Tranzyt80 zacytowal):
          > Zamierzam spotkac sie dzisiaj
          > z ludzmi,ktorzy zbt wiele mowia,z ludzmi samolubnymi,egoistami i
          > niewdziecznikami.To mnie jednak nie zaskoczy i nie
          > zdziwi,poniewaz nie umiem wyobrazic sobie swiata
          > bez ludzi tego rodzaju.
          > .............Marek Aureliusz" <
          _____________________________________________________________________-
          "Nauczmy sie kochac ludzi takimi, jacy sa. Nie ma innych" - (Adenauer)
          A...
        • addicted1 Re: Zaszłości rodzinne 17.09.06, 17:25
          rozumiem, że w dalszym ciągu uwazasz Tranzycie, że odpowiedzialnosc za moje
          zycie leży w 100% w moich rękach.

          Piekna utopia.

          Aaaa, rozumiem.
          Skoro Tranzytowi udalo sie połaczyć platne studia wieczorowe i pracę to znaczy,
          że każdy tak może.

          A ktos mi tu przypisuje, ze to ja "ustalam swoje zasady".


          Swoja droga- napisalem, ze kócę sie ze starymi wyjawiając jakąs bezsilność, ale
          cóż, kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że nie warto się wyżalać ( nawet
          na tym forum).

          p.s. Czy np. Ty Tranzycie popelniles w zyciu kiedykolwiek jakis błąd?(no poza
          piciem, ale to przeciez nie Twoja wina tylko choroba).

          Bezbłędny idealny zawsze opanowany zawsze 100% skuteczny zawsze 100% racjonalny
          Tranzyt.
          Nadczłowiek.





          • myszabrum Re: Zaszłości rodzinne 17.09.06, 18:15
            Po pierwsze, założę się, że gdy Tranzyt studiował, wieczorowe były bezpłatne.

            Po drugie, tu chyba można dokopać się przyczyn Twoich problemów: czemu tak
            bardzo przejmujesz się tym, co napisał Tranzyt?

            Ludzie często ot, tak, chlapią sobie, chcą się popisać (nawet cudzym kosztem),
            pokazać, jacy są inteligentni (ewentualnie: wrażliwi, zadumani nad losem
            ludzkości, chrześcijańscy, niepotrzebne skreslić). A już na forach
            internetowych to szczególnie łatwo zabrnąć w coś, czego się w ogóle nie miało
            na myśli, a potem trzeba tego bronić, żeby jakoś nie stracić twarzy, tzn.
            honoru swego nicka...

            No, a Ty drążysz - Tranzycie, najlepszy mój kumplu forumowy, jak mogłeś??!!!
            Może podobnie jest z Twoimi rodzicami. Z tego, co piszesz, wynika, ze to prości
            ludzie, życiem rozgoryczeni, a przede wszystkim nie przywiązują takiej wagi do
            słów jak inteligentny, błyskotliwy humanista, który im się "wyrodził". Oni
            chlapną i idą spać, a Ty analizujesz...

            Dlatego to wszystko piszę, bo sama podobnie mam, chociaż bardziej w relacjach
            męsko-damskich. Pamiętam, co do mnie powiedział kochany przez mnie człowiek, z
            którym byłam w łóżku lata temu, i lata całe potrafiłam analizować, co właściwie
            miał w naszej ostatniej rozmowie na myśli ;/. Zamiast przyjąć, że po prostu
            plótł, co popadnie, bylebym wypuściła go za drzwi.

            A poza tym gratulacje - wątek zbliża się do setki ;)!
          • tranzyt80 Re: Zaszłości rodzinne 17.09.06, 20:46
            > rozumiem, że w dalszym ciągu uwazasz Tranzycie, że odpowiedzialnosc za moje
            > zycie leży w 100% w moich rękach.
            -a co,jestes ubezwlasnowolniony ?

            > Piekna utopia.

            -dla innych real

            > Aaaa, rozumiem.
            > Skoro Tranzytowi udalo sie połaczyć platne studia wieczorowe i pracę to
            znaczy,
            >
            > że każdy tak może.

            -wcale nie,ale nie bede sie tu publicznie spowiadal

            > A ktos mi tu przypisuje, ze to ja "ustalam swoje zasady".
            >
            >
            > Swoja droga- napisalem, ze kócę sie ze starymi wyjawiając jakąs bezsilność,
            ale
            >
            > cóż, kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że nie warto się wyżalać (
            nawet
            >
            > na tym forum).

            -to nie jest bezsilnosc,na tym punkcie masz problem psychiczny,niezamkniety
            akapit twego zycia.Zamkniecie trwa,mysle.

            > p.s. Czy np. Ty Tranzycie popelniles w zyciu kiedykolwiek jakis błąd?(no poza
            > piciem, ale to przeciez nie Twoja wina tylko choroba).

            -Przy flaszce wodki,na pewno nie jedno bym opowiedzial...jak kazdy.

            > Bezbłędny idealny zawsze opanowany zawsze 100% skuteczny zawsze 100%
            racjonalny
            >
            > Tranzyt.
            > Nadczłowiek

            -To jest trywialne i zalosne.Niestety :(
            • luna_76 Re: Zaszłości rodzinne 17.09.06, 20:52
              Tranzyt, lubię Cię, ale dajcie spokój.
              Ja rozumiem, że leczenie przebiega przy pomocy kija lub marchewki, ale Wy
              złotego środka nie znajdziecie.
              Ja rozumiem, że forum jest dla ludzi, ale powoli skaczecie sobie do gardeł i
              tego z kolei nie rozumiem.
              Napisz konkretnie, co radzisz i co w postępowaniu Addiego Ci nie halo.
              • tranzyt80 Re: Zaszłości rodzinne 17.09.06, 21:30
                > Tranzyt, lubię Cię, ale dajcie spokój.
                -ja,tez:)),mamy sie zajac Toba ? Niewstydz sie!Pisz!

                > Napisz konkretnie, co radzisz i co w postępowaniu Addiego Ci nie halo
                -przeczytaj,jak nie zasniesz Slonko,caly watek i stresc
                potem pisz...o sobie:)
                • addicted1 musze wyjasnic 18.09.06, 14:49
                  tranzyt80 napisał:

                  > > Napisz konkretnie, co radzisz i co w postępowaniu Addiego Ci nie halo
                  > -przeczytaj,jak nie zasniesz Slonko,caly watek i stresc
                  > potem pisz...o sobie:)


                  Ja Ci moge strecic.
                  Napisalem o proble i dodalem prosbe o pomoc.
                  Ty wywrociles kota ogonem.
                  ja zaczalem sie bronic przed tym wywracaniem.
                  Ty uznales, ze skoro sie bronie, to znaczy ze mam cos na sumieniu.
                  (tak jak regula Wassermnana- jak na kogos sąa kwity, to znaczy, ze winny. a jak
                  nie ma kwitow? to znaczy, ze tym bardziej winny, bo zostaly zniszczone:))
                  I po drodze zagubilismy wyjsciowy temat.
                  o czym przypomniala albanska.noga
                  a Ty na to "alez z Addicted nie ma co powaznie rozmawiac, bo on wypisywal
                  glupoty w 800 postach).



    • albanska.noga Re: Zaszłości rodzinne 17.09.06, 20:07
      addicted1 napisał:


      > Prosze o rady- jak spojrzec na to z drugiej strony?
      > Jak zmniejszyc ten żal?
      > Jak wyrac się z tego koła?
      > Może kos mial podobne zycie i sobie radzi?
      >
      Może dlatego, ze jestem nowa na tym forum, ale nie rozumiem... Dlaczego
      dołujecie chłopaka, mądrujecie się, zamiast odpowiedzieć na jego konkretne
      pytania?
      • tranzyt80 Re: Zaszłości rodzinne 17.09.06, 20:53
        Odpowiadasz na :
        albanska.noga napisała:

        > addicted1 napisał:
        >
        >
        > > Prosze o rady- jak spojrzec na to z drugiej strony?
        > > Jak zmniejszyc ten żal?
        > > Jak wyrac się z tego koła?
        > > Może kos mial podobne zycie i sobie radzi?
        > >
        > Może dlatego, ze jestem nowa na tym forum, ale nie rozumiem... Dlaczego
        > dołujecie chłopaka, mądrujecie się, zamiast odpowiedzieć na jego konkretne
        > pytania?


        -bez przeczytania ok.800 postow Addiego nic w tej materii nie zrozumiesz.
        A wiec do pracy...moze do rana zdazysz,sie przygotowac i stanac jako nowy
        Obronca Addiego przed "sadem".
          • tranzyt80 Re: Zaszłości rodzinne 17.09.06, 21:20
            Aaugustw,wiem,ze Tobie,z podkresleniem AA w kazym zdaniu,umozliwia
            dotlenianie mozgu,ale moze by choc jeden raz,ten pierwszy,odwarzysz sie
            napisac cos normalnie po ludzku.Nie jak zaprogramowany robot!Sorry:)
            Kochasz swoja zone bez AA ?Opalasz sie...placzesz...ku..sz(slownie!)bez
            wspomnienia AA ?Blagam,bo czasami dostaje gesiej skory...
            • aaugustw Re: Zaszłości rodzinne 17.09.06, 21:28
              Tranzyt, ja wiem, ze Twoje problemy, kaza Tobie podbudowywac sie tutaj kosztem
              innych, po czym przepraszasz...
              Panie beda Cie takze lubic bez tego sztucznego brylowania! ;-))
              A...
              A´propos: Kiedy Ty wydoroslejesz ?
            • aaugustw Re: Zaszłości rodzinne 18.09.06, 11:12
              (Tranzyt80 napisal):
              > "Aaugustw,wiem,ze Tobie,z podkresleniem AA w kazym zdaniu,umozliwia
              dotlenianie mozgu, ale moze by choc jeden raz,ten pierwszy,odwarzysz sie
              napisac cos normalnie po ludzku.Nie jak zaprogramowany robot!Sorry:)
              Kochasz swoja zone bez AA ?Opalasz sie...placzesz...ku..sz(slownie!)bez
              wspomnienia AA ?Blagam,bo czasami dostaje gesiej skory..." <
              _____________________________________________________________________-
              Tranzycie ksiazke piszesz?
              To o czym bede pisal, pozwol ze ja zadecyduje!
              Nie podniecaj sie... Takie emocje nie pozwalaja Tobie trzezwiec.
              A...
              Ps. Mnie Program AA pomogl w tym, ze dzis potrafie juz relatywnie dobrze panowac
              nad swoimi uczuciami chorego alkoholika...
              (kiedys zwyczajnie bym Cie opie..l, jak to potrafi kazdy alkoholik, ktory
              wyszedl kiedys z szamba, ale ja juz nie chce zanizayc sie do takiego
              poziomu).

        • albanska.noga Re: Zaszłości rodzinne 18.09.06, 00:01
          > -bez przeczytania ok.800 postow Addiego nic w tej materii nie zrozumiesz.
          A może mnie wystarczy 1 post Addiego? A może ja Ciebie przede wszystkim, nie
          rozumiem?
          > A wiec do pracy...moze do rana zdazysz,sie przygotowac i stanac jako nowy
          > Obronca Addiego przed "sadem".
          A dlaczego "przed sądem"? Dlaczego mam się do rana przygotować? Rozumiem, że na
          rano nową mowę prokuratorską szykujesz.

          Jeślibym miała czytać do rana, to raczej Twoje posty. Rozumiem, ze skoro tu
          jesteś, to też masz jakieś "dziwoty" w głowie. Ciekawam jakie. Niestety dziś
          jakoś się trzymam i pamiętam, że najważniejsza w życiu praca.
        • wolny32 Re: Zaszłości rodzinne 18.09.06, 14:41
          Tranzyt, zadziwiasz mnie.
          albanska.noga zauwazyla taki prosty fakt, ze ja pisalem o konkretnych problemach
          i prosilem o konkretne rady. nastepnie zwrocila ci uwage, ze piszesz nie na temat.

          Ty natomiast wykręciłęś się sianem piszac, ze masz prawo pisac nie na temat, bo
          ja napisalem 800 postow, przez co stracilem prawo do powaznego traktowania i
          dalej piszesz nie na temat.


          • addicted1 Pomylilem loginy- teraz wlasciwy 18.09.06, 14:42
            Tranzyt, zadziwiasz mnie.
            albanska.noga zauwazyla taki prosty fakt, ze ja pisalem o konkretnych problemach
            i prosilem o konkretne rady. nastepnie zwrocila ci uwage, ze piszesz nie na temat.

            Ty natomiast wykręciłęś się sianem piszac, ze masz prawo pisac nie na temat, bo
            ja napisalem 800 postow, przez co stracilem prawo do powaznego traktowania i
            dalej piszesz nie na temat
    • e4ska Re: Zaszłości rodzinne 18.09.06, 00:01
      Kiedy Addi wchodził na forum, myślałam, że jest prowokatorem, tak bardzo jego
      reakcje były czytelne, niemal książkowe. Domowe układy biły po oczach.

      Może się wydawać dziwne i śmieszne, dlaczego trzydziestoletni chłopiec nie
      odciął się od domu. Cóż, ja mam trochę;) lat więcej, a odcięłam sie dopiero rok
      temu, przy czym jeszcze dopadają mnie wątpliwości. Rozrachunki z przeszłością
      biorą początek z czasu, kiedy myślałam, że umrę od alkoholu - i taki przegląd
      szybki przez życie, już bez nastawienia na jutro, ukazał mi wiele dziwnych
      rzeczy, a po pół roku nagle przyszło pierwsze olśnienie, potem następne, a
      wreszcie lawina. Jestem zdumiona, jak wiele się pamięta... jak to się
      przypomina, układa w całość, odtwarza, wyraźnieje...

      Że jestesmy zaprogramowani genetycznie na wybaczanie rodzicom - to dla mnie
      fakt. Ale nie powinno się wybaczać w sensie brania winy na siebie. Jeden
      przykład: obliczyłam dokładnie, że pierwsze ostre lanie paskiem miało w moim
      życiu miejsce po ukończeniu trzech lat. Za co? Bo był wieczór, ja chciałam
      rozmawiać, a ojciec chciał słuchać radia. Zganiona, zaczęłam płakać. No to
      ojciec wypełnił solidnie rodzicielski obowiązek, ku wielkiej satysfakcji matki
      (tak, ją zawsze najwyraźniej cieszyły podobne sytuacje), z odsieczą przybyła
      sąsiadka... i wkrótce straciła pracę. Najśmieszniejsze jest to, że do ostatniego
      roku... przyznawałam rację rodzicom!!! Dopiero teraz widzę: jak to, facet ma
      córeczkę, trzyletnie dziecko, i nie wie, że powinien darować sobie słuchanie
      polityki albo zapewnić dziecku spokój, zeby mogło zasnąć? Im się nie chciało
      nawet przygotować dla dziecka pokoju do spania albo wynieść radio do drugiego
      pomieszczenia? Bić pasem malutką dziewczynkę... znam trzyletnie i czteroletnie
      dzieci...

      Usprawiedliwiałam potem swoją rzekomą niedoskonałością kopniaki, bicie po
      twarzy, szarpanie za włosy, podnoszenie za uszy na dwa metry w górę, lanie
      ścierą, wrzaski, przedrzeźnianie, wyzysk, straszenie, izolowanie od
      rówieśników... oni mi nawet sanek na zimę nie kupili, bo po co mi sanki... i mam
      niestety pewność, że nie zależało im, czy będę żyła, czy nie. Potem ci sami
      ludzie narobili mi bałaganu w sferze materialnej również... a trzeba było samej
      zadbać o pewne interesy. Tak to się mści - ślepa miłość:)

      Dla osób podobnych do Addiego czy do mnie, które są podobno bardziej podatne na
      uzależnienia, choć nie bardzo wierzę, powiem tak: nikt nie jest winny, że
      rodzice nie kochają nas, jak trzeba. Takie są prawa natury. Dlaczego bociany
      wyrzucają z gniazda akurat to, nie inne pisklę? Bo nie wyżywią wszystkich... ale
      czasem mają więcej piskląt, i wyżywią. Bo najsłabsze. Czyżby? Naprawdę
      najsłabsze? Bo rok ma być ubogi w pasikoniki i żaby. Taaa, bociany to nieomylne
      spece od meteorologii:))) To przypadek decyduje, że się kocha, przypadek
      decyduje, że się nienawidzi.

      Myślę, że tak, jak istnieje instynkt przetrwania genetycznego, tak też istnieje
      instynkt destrukcji własnych genów. Eros i Tanatos w jednym stoją domku...

      Jak sobie z tym DDD poradzić? Najlepiej - absolutne zerwanie. Żadnych namiarów:
      wrócę, jak się dorobię, z pełnym kontem, udowodnię... czyli: powinniście mnie
      kochać, patrzcie, jestem godzien waszej miłości. Bzdura. Prędzej będą chcieli
      okraść, gorzej, ich nienawiść przybierze wówczas formy monstrualne... i
      bylibyśmy głupcami, wracając. Po co?

      Tak, w dzisiejszych czasach młody człowiek, w którego "nie zainwestowano", ma
      fatalny start. Ja mogę cieszyć się z syna, ale korepetycje, dobre liceum, dobry
      kierunek, leki, rozrywki... to były ogromne pieniądze. Żaden wyjazd za granicę
      nie rokuje pewnego zysku. Kiedy syn sąsiadki wyjeżdżał, rodzice wyposażyli go na
      co najmniej dwa miesiące. I dopiero po roku jako tako się ustawił.

      Wielką nadzieją może być - dla takich jak Addi czy ja - trzeźwość. To jest
      niekwestionowany atut - nie będzie pił, będzie lepszym pracownikiem. No i jeśli
      - o czym pisze Tranzyt z uporem i, jak ja to widzę, z sercem (tak tak) zacznie
      się liczyć tylko na siebie. Nie ma innego wyjścia, ale takie, jakie jest, to
      bardzo dobre wyjście.

      • cortona Re: Zaszłości rodzinne 18.09.06, 08:34
        Wetnę się koleżankom, ale coś mi się wydaje, że Addi doszedł do słusznego wniosku:
        problemów nigdy nie należy wybebeszać i roztrząsać. To nic nikomu nie daje,
        tylko pozbawia energii i czasu.
        Jedna moja koleżanka ma takie brzydkie powiedzenie: "koniec miłości, majtki na
        d...". Wolne tłumaczenie: "tyle jest rzeczy do zrobienia, po co marnować czas?"
        Niech się problemy rozwiązują same.
      • addicted1 Re: Zaszłości rodzinne 18.09.06, 15:00
        e4ska napisała:

        > Kiedy Addi wchodził na forum, myślałam, że jest prowokatorem, tak bardzo jego
        > reakcje były czytelne, niemal książkowe. Domowe układy biły po oczach.
        >

        Tak, pamnietam.
        ALe to byl czas, kiedy ja badalem, czy wiedza o psychologii, uzaleznieniach itp
        mnie na pewno dotyczy:)


        No i jeśli
        > - o czym pisze Tranzyt z uporem i, jak ja to widzę, z sercem (tak tak) zacznie
        > się liczyć tylko na siebie. Nie ma innego wyjścia, ale takie, jakie jest, to
        > bardzo dobre wyjście.

        No i moze tu klania mi sie terapia, bo tam uslyszalem, ze ja wlasnie do tej pory
        jako nieufny i zamkniety w sobie typ "liczylem na siebie",a teraz powinienem
        sie otworzyc i uznac, ze nikt nie jest niezalezny".
        Co mi sie przyznaje jako koncept spodobalo.

        Bo ja tak sie uzalam, ze mo nie pomogli, malo dali itp,
        ale jest tez druga strona medalu- ja nie mam w ogole poczucia bezpieczenstwa i
        przekonania, ze jakos to bedzie, ktos pomoze oitp.
        mam przekonanie, ze tak naprawde moge liczyc tylko na siebie.


        eska dzieki za ten wpis, odnalazlem w nim wiele swoich doswiadczen.


        • addicted1 A w ogóle 18.09.06, 15:05
          To jakos udalo mie zakopac topór wojenny.
          Jak zawsze obawiam sie, ze on tam czeka.
          Ale moze pewnego pieknego dnia ten topor zostanie w tej ziemii, zardzewieje i
          sprochnieje...
          • aaugustw Re: A w ogóle 18.09.06, 16:53
            (Addicted1 napisał):

            > To jakos udalo mie zakopac topór wojenny.
            > Jak zawsze obawiam sie, ze on tam czeka.
            > Ale moze pewnego pieknego dnia ten topor zostanie w tej ziemii, zardzewieje i
            > sprochnieje...
            _______________________________________________________________________.
            Addi ten topor jest ze stali nierdzewnej. :-((
            W slowach Twych wyczytalem strach przed konfrontacja. Zeby to tylko nie byl
            strach przed zyciem w realu...
            Strach jest dobry, bo on chroni moje zycie, ale rownoczesnie moze byc bardzo
            dla mnie niebezpieczny - chory.
            Ja ucze sie wygrywac bez walki...
            Staram sie byc i zyc w harmonii z samym soba. Staram sie nie ponizac nikogo po
            to, aby siebie wywyzszyc. Problemy staram sie rozwiazywac z posiadanej przeze
            mnie energii i mocy. W sytuacjach mi groznych nie czekam na pomoc z nieba... A
            tam gdzie staje sie bezsilny i nie moge juz nic zmienic, mowie:
            Badz wola Twoja. ;-))
            A...
            • addicted1 Re: A w ogóle 18.09.06, 21:01
              aaugustw napisał:

              > Addi ten topor jest ze stali nierdzewnej. :-((


              mam nadzieje, ze sie mylisz.

              > W slowach Twych wyczytalem strach przed konfrontacja. Zeby to tylko nie byl
              > strach przed zyciem w realu...


              ja juz tak dołujące i przesadzone wizje dotyczące swego wychowania, relacji czy
              zycia snułem, ze juz zadna konfrontacja mnie nie przestraszy.


              > > Staram sie byc i zyc w harmonii z samym soba. Staram sie nie ponizac nikogo
              po
              > to, aby siebie wywyzszyc.


              ja tez staram sie nie wywyzszac, aczkowliek nieraz mi to wychodzi samo, ale
              razdko i jezeli to sie wycofuje gdy zauwaze.
    • gooch Re: Zaszłości rodzinne 18.09.06, 00:50
      Przeczytałam właśnie cały ten post i smutno mi się zrobiło...

      Pomyślałam sobie, że Tobie Addi nie chodzi o to, że rodzice popełnili błąd
      edukacyjny, czy że nie mają tradycji w tym zakresie,

      można mieć dziecko i patrzeć na nie z oczekiwaniem na to, jak będzie się
      rozwijać, wspierać je, zachęcać do pokonywania trudności, dopingować w wysiłku,
      interesować się tym jakim staje się człowiekiem, towarzyszyć mu w odkrywaniu
      zdolności itd

      można też oczekiwać od niego, że stanie się takie, jak mi najbardziej pasuje

      Tu nie chodzi o znęcanie się. Tu chodzi o obojętność. Pisałeś wcześniej: oni
      mogli mnie wesprzeć, tylko nie chcieli...

      mam szczęście, ponieważ moja mama zawsze interesowała się tym, czego ja chcę i
      potrzebuję, nawet jeśli nie wszystko dostawałam. Jestem pewna jej miłości do
      mnie jak niczego innego na świecie. Nie wiem, jak radziłabym sobie dzisiaj, jak
      myślałabym o sobie, gdyby nie to, jak ona na mnie patrzyła

      mam też ojca, który pił odkąd pamiętam. Nigdy się mną nie interesował (poza
      chwaleniem się przed kolegami jaką to ma córkę), poświęcał mi uwagę tylko wtedy,
      kiedy było to wygodne dla niego, zawodził mnie, zmuszał do wysłuchiwania
      pijackich zwierzeń, oczekiwał bezwarunkowego szacunku w każdej sytuacji i cała
      jeszcze masa rzeczy, których nie będę wymieniać. Mój ojciec mnie nie zna, mimo
      że mieszkaliśmy w jedym domu przez 18 lat. nie wie jaka jestem, co lubię, co
      jest dla mnie ważne i dlaczego. Zdałam sobie sprawę, że trzymała mnie przy nim
      moja potrzeba doświadczenia miłości z jego strony. W końcu dotarło do mnie, że
      nigdy mi się nie uda nakłonić go do tego, żeby mnie kochał i nie ranił
      jednocześnie. Dałam za wygraną. Zrezygnowałam. Pogodziłam się z faktem, że mój
      ojciec jest jaki jest. Powiedziałam mu też o tym, czego od niego chcę i na co
      już się nie będę zgadzać (na przykład na to, żeby rozmawiać z nim, kiedy jest
      pod wpływem alkoholu). Od dwóch lat nie rozmawiam z ojcem, bo jeszcze się nie
      zdarzyło, żeby chciał to robić na trzeźwo. On też dokonuje wyborów.
      Mam teraz spokój Addi. Nie wiem, co masz zrobić, żeby zamknąć rozdział pt
      "Rodzice". Mnie to zajęło długie lata. Pomogła mi psychoterapia (tu się pewnie
      nie ucieszysz). Uświadomiłam sobie, że nie jestem wszystkiemu winna. I że wciąż
      oczekuję, że mój ojciec się zmieni - nie wiem: przeprosi, przestanie pić, będzie
      chciał mnie wysłuchać i tak dalej. Zaakceptowałam fakt, że mam takie
      oczekiwania, że to w porządku. I przyjęłam do wiadomości, że go do tego nie
      zmuszę. Że tylko on może mi takie rzeczy dać, ale nie chce. Strasznie to bolało,
      ale nie byłam w tym sama.

      Mam nadzieję, że Ci się uda.

      P.S. też mnie irytują wypowiedzi Tranzyta
      • e4ska Re: Zaszłości rodzinne 18.09.06, 10:05
        Goocha, chciałabym zrozumieć, na co komu terapia, jesli ma się tam jakąś
        patologię pedagogiczną w chacie... i to terapia w wieku dojrzałym, nieco za
        późno. Mało kto żyje w warunkach, o jakich czytamy w pisemkach
        psychoterapetycznych. Może psycholodzy powinni zająć się własnymi dziećmi, mniej
        byłoby nieszczęść na świecie.

        Wyjaśnianie sobie: nie mam szczęścia w miłości, nie mam szczęścia w pracy, nie
        mam szczęścia w interesach - bo jestem DDA, DDD i inne syndromy... przecież to
        straszna głupota, pogłębiająca jeszcze naszą wrodzoną głupotę. Czy nie lepiej
        przyjrzeć się "poczciwemu Dickensowi", jak dowodzi, że dzieci maltretowane
        potrafią wyjść na ludzi, korzystają z dostępnych radości w sposób zadziwiający,
        nieprzeciętny, radzą sobie lepiej niż "cieplarniani".

        Wielkim szacunkiem darzę A. Miller, a jej szkice o literaturze - miód. Ale
        wyobrażam sobie, co ona by zrobiła z Kafką.... jakby trafił na terapię DDD:)))
        Facet ograniczyłby się mentalnie do paru mechanizmów i paru wypracowań, szkiców:
        wielkie kółko - ojciec, małe kółko - Franz, zielony trójkat - siostra, żółty
        kwadrat - matka... siadałby to na tym, to na drugim stołku, gadał do krzesła,
        pisał listy do nieboszczyków, mordował psychicznie w grupie "takich samych jak
        ja", czyli same Kafki, gromada Kafków, rzesza Kafków, kra kra kra, ładna Kafka,
        dobra Kafka, cip cip cip cip... W Polsce jest parę milionów kafków z alkoholem w
        piórach, do tego parę milionów kafków takich obitych jak ja, kafk-ufff, których
        np. matka była ślepa, schizofreniczka, prostytutka, psycholog... i wszyscy na
        krzesła.

        To ja się zapytam: a kto zgasi światło???
        • gooch Re: Zaszłości rodzinne 18.09.06, 18:46
          Goocha, chciałabym zrozumieć, na co komu terapia, jesli ma się tam jakąś
          > patologię pedagogiczną w chacie...

          mam wrażenie, że Ty już wiesz, że terapia jest do niczego i że tylko się droczysz

          Być może psychoterapia nie jest dla każdego - ale na pewno była dla mnie. Może
          udałoby mi się dojść do różnych rzeczy samemu, ale nie wiem, ile zajęłoby mi to
          czasu. Poza tym, nie chodzi o samo "dochodzenie". Chodzi o to, że robi się to w
          bliskości i przy wsparciu drugiej osoby.

          Wyjaśnianie sobie: nie mam szczęścia w miłości, nie mam szczęścia w pracy, nie
          > mam szczęścia w interesach - bo jestem DDA, DDD i inne syndromy... przecież to
          > straszna głupota, pogłębiająca jeszcze naszą wrodzoną głupotę.

          to rzeczywiście nie prowadzi do niczego konstruktywnego, ot, pozwala nieco
          lepiej myśleć o sobie. Ale nie to jest istotą terapii. Kiedy już wiesz, co tobą
          kieruje, to możesz świadomie dokonać zmiany. I możesz liczyć na towarzysza w tej
          podróży.

          Czy nie lepiej
          > przyjrzeć się "poczciwemu Dickensowi", jak dowodzi, że dzieci maltretowane
          > potrafią wyjść na ludzi, korzystają z dostępnych radości w sposób zadziwiający,
          > nieprzeciętny, radzą sobie lepiej niż "cieplarniani".

          Niektóre rzeczywiście wychodzą na ludzi, inne wręcz przeciwnie. Niektóre z nich
          nie znajdują w sobie siły chęci i wiary, żeby dbać o siebie. Potrzebny im ktoś z
          zewnątrz, kto im pokaże, że są tego warte. Może chodzi o to, że pewnych rzeczy
          trzeba doświadczyć, że mówienie o nich, czy próby zrozumienia niewiele dają.

          Zastanawiam się, po co piszę ten post, skoro znam Twoją opinię na temat terapii.
          Chyba irytuje mnie, kiedy obśmiewasz stosowane tam techniki. Bo w pewien sposób
          obśmiewasz i mnie - ja te techniki stosowałam i zapewne, gdyby spojrzeć na to z
          boku, to pewnie nie raz wyglądałam żałośnie, śmiesznie i głupio. Odkrywanie
          tego, co boli cię głeboko w środku jest cholernie trudne, a zaufanie komuś na
          tyle, by pozwolić mu w tym uczestniczyć - jeszcze trudniejsze. Może trzeba
          pozwolić sobie na bycie śmiesznym, pretensjonalnym i zależnym, żeby doświadczyć
          zmiany. Nie wiem.


          • addicted1 Re: Zaszłości rodzinne 18.09.06, 20:56
            gooch napisała:
            Chyba irytuje mnie, kiedy obśmiewasz stosowane tam techniki. Bo w pewien sposób
            > obśmiewasz i mnie - ja te techniki stosowałam i zapewne, gdyby spojrzeć na to
            z
            > boku, to pewnie nie raz wyglądałam żałośnie, śmiesznie i głupio. Odkrywanie
            > tego, co boli cię głeboko w środku jest cholernie trudne, a zaufanie komuś na
            > tyle, by pozwolić mu w tym uczestniczyć - jeszcze trudniejsze. Może trzeba
            > pozwolić sobie na bycie śmiesznym, pretensjonalnym i zależnym, żeby
            doświadczyć
            > zmiany. Nie wiem.

            nie martw sie, ja stosowalem a tez krytykuje:)

            ja zasadniczo nie wysmiewam terapii jako takiej, ja ciagle walczę z aurą kultu,
            wrecz boskosci, ktora niektorzy otaczaja Teraputow, albo tez ci sami sie tak
            traktuja.

            Nieomylnosc to nawet u Papieza wzbudza spory, a tu jakos malo.


            wyjątkowosc relacji pacjent- terapeuta powinna przejawiac sie w relacji
            terapeuty do pacjenta a nie odwrotnie, a tak mi sie wydaje czesto sie dzieje.

            Terapeuta wchodzac w zycie pacjenta wchodzi jakby jak architekt do jego domu i
            powinien zachowywac sie subtelnie i zgodnie z wolą i interesem pacjenta
            a nie wpadac jak huragan, przestawiac meble, zamieniac syypialnie z kuchnia i
            jeszcze krzyczec.

            mialem do czynienia ze "zwyklym" psychologiem i poszedlem tam z obawa " ale po
            mnie pojedzie", tymczasem on(a) zachowywala sie w porzadku, głownie sluchala,
            naprowadzala.
            naomiast kilku terapeutow od uzaleznien, z ktorymi mialem przyjemnosc, nieomal
            nie dalo mi dojsc do glosu, wymagalo posluszenstwa i bezkrytycznej zgody.
            wiec się ewakuowałem.

            zreszta i tak uwazam, ze terapia jest dobra na moment, a potem trzeba walczyc w
            realu ( za slowo walczyc Aowcy zaraz mnie udusza:))