Dodaj do ulubionych

Nie piję ósmy tydzień

02.10.06, 16:48
Pierwsze dwa były bardzo ciężkie.Ból głowy,rozbicie fizyczne i
psychiczne.Widziałem już robale w snach.
16 lat temu rzuciłem palenie,pamiętam,że były okresy okropnej słabości
(pierwsze dni,później po miesiącu,przy kartach i gorzale).
Moje niepicie jest malutkie wobec Waszych wyników.Wytrzymałem już odwiedziny
przyjaciela z Anglii,ważne targi i kilka psychicznych dołków.
Boję się,że przyjdzie duży kryzys.
Czy jest jakiś powtarzalny wzorzec kryzysów pijackich,czy sprawa jest czysto
indywidualna?
Obserwuj wątek
    • drak02 Re: Nie piję ósmy tydzień 02.10.06, 17:46
      Nie wiem czy jest jakiś wzorzec, chyba że tym wzorcem jest głód alkoholowy.
      Głod alkoholowy pojawia się z różnym nateżeniem od czasu do czasu. W
      początkowym okresie trzeźwienia dosyć często (pierwsze 2 -3 miesiace). Potem
      przychodzi okres radości i dumy z tego ze tak długo mozna bez picia. Po 4-5
      miesiacach moze się pojawić zwątpienie w sens bycia trzeźwym.
      Po przełamaniu kryzysu znowóz zaczyna się nieco bardziej radosny okres
      trzeźwienia.
      Przy czym anapady głodu i nawroty choroby alkoholwej sa dosyć
      zindywidualizowane jeżeli chodzi o czas pojawiania się. Niepokojące objawy
      które mogą świadczyć o nawrocie to
      - pojawiające się coraz częściej myśli alkoholowe , miłe wspomnienia pijackie
      - izolowanie się od innych ludzi
      - częsta irytacja, wybuchy gniewu itp
      Warto unikać miejsc gdzie kiedyyś piłeś oraz ludzi z którymi piłeś.
      Dobrze jest planowac sobie dzień, unikac improwizacji, nudy, samotności.
      Generalnie im więcej bedziesz miał zajeć własnych, tym mniej czasu na
      rozmyślanie o piciu. Powodenia:)

      • siorbak5 Re: Nie piję ósmy tydzień 02.10.06, 18:01
        Dziękuję,teraz wiem,czego mogę się spodziewać.Ze strony otoczenia zawodowego
        ciśnienie na picie znacznie zmalało,już nie jestem dziwolągiem.Może zaczną mnie
        wspierać rozumiejąc,że nie chcę.
        Straciłem przez gorzałę wiele,nie mam teraz większej ochoty o tym.Rozwala się
        drugie małżeństwo,mieszkam sam od roku.Piłem właściwie od 25 lat,z różnym
        natężeniem.Chcę poradzić sobie sam,tzn.korzystając z doświadczeń ludzi,którzy
        to przeszli.Na mityngi nie ma czasu.
        Robię sztuczki z pełnym brzuchem, tzn. wypijam ogromne ilości płynów,
        mleka,soku pomidorowego.Zapycham brzuch.Pewnie przytyję,ale to dalsze
        zmartwienie.
        Gorzej,bo słaba koncentracja na pracy i rozbicie psychiczne.
        Dałem radę papierosom,dam radę gorzale.
        Jeszcze raz dziękuję,draku02.Nazwane niebezpieczeństwo jest już trochę
        oswojone.
        • drak02 Re: Nie piję ósmy tydzień 02.10.06, 18:17
          Warto zrobić sobie listę strat i wygłupów.
          Wypisać na kartce co straciłes pijąc - ile przepiłes kasy przez te wszystkie
          lata, ilu ludzi skrzywdziłeś, jakie straty zdrowotne poniosłeś.
          Czego nie udało Ci się osiagnąć z powodu picia , wygłupy i kommromitacje.
          Nosiłbym taka listę przy sobie i jeżeli przyjdzie Ci do głowy ochota aby
          sięgnąc po alkohol, przeczytaj ją sobie i przypomnij sobie jak to było.
          W moim przypadku to działało.:)
          • siorbak5 Re: Nie piję ósmy tydzień 02.10.06, 18:32
            Spróbuję zrobić taką listę.To wymaga jednak dużej samokrytyki, a ja miałem (i
            chyba mam nadal) sporą zdolność do samooszukiwania się i usprawiedliwiania
            chlania.
            Wystarczyć mi musi na razie,ze młodszy syn(10 lat,przyjeżdża na weekendy) się
            przytulił,powiedział mi na ucho że mnie kocha i że jestem najlepszym tatą pod
            słońcem.Pobeczałem się.Może chociaż jego nie stracę.
            Przedtem mnie prosił,żebym nie pił więcej,niż jedno piwo dziennie.Nie
            potrafiłem.Więc wyciągał mnie na poszukiwania minerałów,wyjazdy po źródlaną
            wodę - wtedy nie mogłem pić,bo prowadziłem.
            Mam szczęście,że jest to dziecko.
            Draku02,dzięki.
            Znowu beczę.Coś się zmienia.Dam sobie radę
            • myszabrum Re: Nie piję ósmy tydzień 02.10.06, 18:53
              Witaj Siorbak :)
              może nasz słynny już lęgnący się w bólach zjazd forumowiczów będzie dla Ciebie
              dopingiem do wytrwania w trzeźwości :)
              Tu jest wielu fajnych i inteligentnych ludzi, i wszyscy sobie spie... trochę w
              życiu.
              Trzymaj się i pisz, jakby co :)
              • siorbak5 Re: Nie piję ósmy tydzień 02.10.06, 19:35
                Dziękuję myszo.Nigdy nie sądziłem,że życzliwość nieznajomych tak mnie rozklei.
                Na zjazd się piszę.Może w czymś pomóc?
                W biedzie poproszę Was o pomoc.
                Naprawdę jest mi raźniej.
                A tak wstydziłem się napisać.
                Mogłem to zrobić wcześniej.Czytywałem Wasze wpisy,ale nie mogłem się przemóc.
                Dobrze,że jesteście
                • myszabrum Re: Nie piję ósmy tydzień 02.10.06, 20:25
                  Co do pomocy, to zjazd jest na razie w sferze idei. Chcesz, to wejdź sobie w
                  wątek "Zjazd forumowiczów" (wprawdzie nieco rozgadany ten wątek :-0) i się
                  produkuj :)

                  Na "głody" alkoholowe często pomaga wypicie łyżki oliwy. Może głupie, ale
                  spróbuj.

                  A życzliwość... no cóż, niektórym ona trochę "zaszła za skórę", jak uczy
                  sąsiedni wątek ;). Jednakże Addi to wyjątkowa postać :)

                  Myślę, że będzie dobrze.
    • e4ska Re: Nie piję ósmy tydzień 02.10.06, 22:46
      Niebezpieczne są nie tyle smutki, co radości... na te trzeba uważać... Dwa
      pierwsze tygodnie straszne były, bo po kilkunastu latach picia tak wygląda kac,
      fachowo mowia o jakimś tam zespole... Niektorzy muszą wtedy na detoks, żeby się
      nie wykończyć.

      Życia sobie od razu nie poukładasz... smutki dręcza też tych, którzy nie piją.
      Ale my, którzy mamy mozliwośc porownania tego, co było, z tym, co jest, zawsze
      znajdziemy jakąś pociechę.

      Dobrze, że napisałeś, zawsze możesz komuś dodać otuchy... kiedy ten ktoś będzie
      probówał oderwać się od butelki. Osiem tygodni to dobry początek. Masz już swoje
      doswiadczenia.

      A te robale, co Cię dręczyły, to jakiego gatunku? biedronki, szczypawki, osy,
      mrówki... czy takie niewyraźne raczej... bo czesto o tym się mówi, ale jak one
      wyglądają, nikt nie napisał. ale odpowiadac na to pytanie nie musisz, taka
      glupia ciekawość kobieca:)

      • siorbak5 Re: Nie piję ósmy tydzień 03.10.06, 09:09
        Jak rzucałem palenie,to miałem kilka podejść.Podobnie jak z piciem: mój
        dotychczasowy rekord to było 5 tyg bez kropli.Później mały szampan na miłej
        uroczystości (i masz rację - duża radość,bo coś tam się udało zawodowo)no i -
        poleciało.Popołudniowe samotne chlanie do spągu.Rano start piwkiem,jeśli nie
        trzeba było jechać (zmorą dla mnie jest samodzielność w pracy-mam swoją
        jednoosobową firmę -to ja decyduję,kiedy trzeba jeździć autem).
        I cholerny żal do siebie,że nie wytrzymałem.
        Te robaczywe wizje nie były regularne.Czasem tygodniami spałem bez ich
        towarzystwa.
        Robale były owadopodobne.Wyłaziły z mroku,z kąta pokoju,zjeżdżały z sufitu gdy
        regularnie budziłem się mokry o 3 rano.Na pajęczych nogach,dziwaczne
        kształty,czasem jak stonogi.Jeden miał takie oczy,jak giez bydlęcy(w takie
        błyskawice).Na poczatku straszne nie były i rozwiewały się zaraz po przetarciu
        oczu.
        Poźniej nie mogłem już rozróżnić jawy od snu,zwłaszcza jak chlałem do
        późna.Robale kręciły się między sobą,dotykały czułkami ale na dystans do mnie.
        Pewnego dnia patrzyły się na mnie,jak zahipnotyzowane.Wystraszyłem się tego i
        nie piłem nazajutrz.
        W nocy i tak przylazły i pierwszy raz je usłyszałem.Byłem rozdygotany,chyba
        wrzeszczałem ze strachu.Napiłem się w nocy i zasnąłem.
        Później robactwo zaczęło ewoluować,zmieniać kształt,przybierać twarze
        bliskich.Zaczęło się zbliżać,POCZUŁEM dotknięcie.
        Następnego dnia postanowiłem zerwać z piciem.
        Pierwszy tydzień miałem - o dziwo - darowany od tych mamideł.W drugim coś się w
        kącie kotłowało (obudziłem sie w kompletnym strachu),kiedy indziej przelatywały
        jakieś cienie,jak nietoperz.
        Od tygodnia się już nie budzę.
        Wiem,że to ostatnia szansa na pożegnanie robali.Truchleję na myśl,co one teraz
        mi zrobią,jak wrócą.To irracjonalne,ale czułem jakąś więź z tym robactwem,taką
        zależność jak od podwórkowych żuli,gdy byłem mały.
        Masz rację,esko.Teraz mam porównanie,wiem,czego nie chcę.Odkrywam trzeźwy
        świat.Nie widzę jeszcze zbyt dużo kolorów ani radości,bo ruiny zbyt okazałe
        ale - trzeźwieję.
      • drak02 Re: Nie piję ósmy tydzień 03.10.06, 09:19
        Generalnie aby w miarę sensownie podejsc do trzeźwienia, z jednej strony
        powinieneś spojrzeć uczciwie na swoje dotychczasowe życie. Przyznac się sam
        przed sobą i przed innymi (przed żoną , dziećmi) że pijąc oszukiwałeś siebie i
        najbliższych. Niestety powinieneś spojrzeć wstecz i zobaczyć trzeźwymi oczami
        wszystko to co robiłeś wcześniej. Jak zaniedbywałeś rodzinę , dzieci.
        ZAmiast zabawki dla syna wolałeś kupić sobie kolejną butelkę. To jest bolesne
        ale niezwykle pomocne. Takie spojrzenie wstecz to swego rodzaju "katharsis".
        Pozwoli Ci odblokowac te wszystkie złe emocje. Nie wstydź się i nieobawiaj tego
        że się rozklejasz. Inni też tak mieli. Aby skutecznie trzeźwieć potrzebna jest
        Ci mocna motywacja - nie pijesz dla siebie samego ale również dla najbliższych.
        Nie pijąc , sprawiasz że twoje dzieci mają szanse na normalne dziećiństwo.
        Że tój syn o którym piszesz będzie z Ciebie dumny:)
        Wiesz zapewne o tym że osoba uzależniona nie bedzie mogła nigdy pić w sposób
        kontrolowany, że sięgniecie po alkohol wcześniej czy póżniej kończy się
        powrotem do chlania. jeżeli miałbym Ci coś poradzić to, nie myśl o tym co
        będzie za kilka lat, dla Ciebie najważniejsze jest to aby budzić się każdego
        dnia z silnym postanowieniem - "dzisiaj się nie napiję".
        Ja nie piję 2 lata i wierz mi ze z czasem człowiek zaczyna doceniać to co
        uzyskał nie pijąc. Można żyć bez alkoholu i cieszyć się z codziennego życia.
        Z czasem jest łatwiej , najwazniejsze to pokonać pierwsze miesiące i pierwszy
        rok.



    • e4ska Re: Nie piję ósmy tydzień 03.10.06, 10:34
      Aleś Ty daleko się zasiorbał, chłopie:(((

      Ja się nie znam na tego typu rzeczach, nie wiem, czy wszystko w porządku z Tobą
      pod względem fizycznym, ale to juz ostatnie bodajże stadium - wedle tego, co
      fachowcy piszą. Nie, Ty już się nie możesz pomylić...

      Człowieku, dobrze, żeś butelkę odstawił i to sam, bez detoksów - upór w
      alkoholizmie pierwszorzędne ma znaczenie, taka siła dziwna, ktora z nałogu
      wyrywa - masz wielką szansę. Trudno, piszę wzniośle pewnie, ale dobrze wiedzieć,
      że ludzie nie chcą się poddać.

      Niech to, co było, siedzi zasypane w swojej grozie, a teraz szara rzeczywistośc,
      szara, ale dla nas, pijaków, piękna i jedyna... trudna... jednak można wytrzymać:)

      O chorobie alkoholowej możesz poczytać, kliknąwszy wpierw słynne www.odwyk.pl, a
      potem wybrać, co oni tam z boku umieścili. Ja czytałam też jakies medyczne
      książki, ale niewiele z nich zapamiętałam... strasznie nudna ta medycyna, oooj:)))

      No i dodam jeszcze, dla porządku: chociaz ja sama nie przepadam za terapią, to
      jakbys sie chwiał, jakby coś tam żarło Cię samego środka duszy, to szukaj
      pomocy, czy to w AA, na mityngu, może nawet w innym miescie, czy to w
      przychodni, chociaz tam to nieanonimowo, lub prywatnie. Bo tu już chodzi o życie.

      A na razie - jak jest dobrze, będzie jeszcze lepiej, no to ciesz sie trzeźwym
      swiatem, postzdrufka miłe dla Ciebie:)
      • siorbak5 e4ska, 02.12.06, 12:59
        nie piję juz 16 tygodni.Jak pękałem, zaglądałem, czytałem, zbierałem sie na
        nowo.
        Dzięki,dzięki,dzięki!!
        Teraz niepicie staje sie powoli rutyną.Inna rzecz, że postawiłem tę sprawę
        najwyżej,nawet kosztem pracy.Depresja bywała paskudna,jest jednak już
        lżej.Miałem małą satysfakcję klarując znajomym,że chcę sprawdzić, ile da się
        nie pić.I jest od nich coś w rodzaju szacunku.

        Nie wierzyli,że nie mam wszywki, ani nie jestem AA.
        Nie było łatwo-powtarzam-na razie bez prochów na depresję.
        Jak będzie trzeba, to chyba zdążę wziąć, zanim łyknę gorzałę.
        Dzięki, e4ska i inni życzliwi.
        Robale odpuściły.
        • koala1115 Re: e4ska, 02.12.06, 17:57
          Uważaj abyś się nie przeliczył.Jesteś na najlepszej drodze do zapicia.Ja to
          już przerabialem......... w taki sam sposób,się zaczynało.Gubi zbytnia pewność
          siebie.Woęcej pokory,bo alkohol to cholernie podstępny i zdradliwy wrog.Życzę
          powodzenia
          • siorbak5 koala1115, 02.12.06, 19:56
            nie uważam, że wygrałem. Podobnie z papierosami - wiem, że jak zakopcę, to te
            16 lat niepalenia stracę.
            Mnie jest szkoda czasu abstynencji.Mam jakąś taką psychikę - byłoby żal, że tak
            długo wytrzymałem i wymiękłem. Fajki rzucałem dwa lata.

            Z gorzałą jest większy problem.Dawała więcej złudzeń.Jak każdy ogłupiacz nie
            załatwiała problemu, przesuwała go tylko w czasie.

            Koala, ja wiem, że kropla może mnie zabić.Będzie to trochę trwało, ale zabije.

            Myślę, że tej pokory i wręcz jakiegoś nienawistnego szacunku do alkoholu mam w
            sobie dosyć.Wiem, że jest silniejszy.Ciagle się go boję.

            Dobrze, że napisałem i dzięki Ci za komentarz. Dni bez picia są pełniejsze,
            barwniejsze.Teraz widzę straty - w postrzeganiu piękna,wręcz w obniżonej
            inteligencji. Ale te dni stają się czasem czymś zwykłym. A to - jak piszesz -
            jest bardzo niebezpieczne.

            Dzięki jeszcze raz.Napiszę od czasu do czasu, co u mnie. Jak przegram -
            też.Może ktoś podobny do mnie przeczyta i uda mu się lepiej.

            Pozdrawiam Cię serdecznie, koala i życzę wytrwałości. Już wiem, że niepijący
            pijacy to kasta ludzi szczególnych.Cieszę się, że trafiłem na Was.
            • e4ska Re: koala1115, 03.12.06, 00:25
              Siorba, najszczerzej - wszedłes w ten własnie czas, w ktorym - wedle
              statystycznych danych - bardzo duzo osób ma problemy. pojawia sie chęc picia. u
              mnie tez pojawila sie - bardzo slaba, ale była. z jednej strony efekt spotkania
              z terapeuta, straszenie, że jesli nie podejmę terapii, to bede pic, z drugiej -
              moze jednak naturalny proces. Tak więc - bardzo teraz uważaj.

              Druga sprawa - terapia i AA mogą też demoralizować. Trudno, niech tam na mnie
              posypią się gromy - ale popatrz - kto jest najgorszym alkoholikiem - ten, kto ma
              za sobą terapie, odwyki, wszywki - i nic!!! pije jak oszalały!!! Gadają
              postronni, że jak pijak pójdzie na odwyk, to - jak zacznie znowu, to nie ma
              zmiłuj się... Ten, co trzeźwość załapie, z tego wielki pożytek, a ten, który
              nie... różnie bywa, czasem bardzo źle:(

              Że jednak aż z takiego daleka wróciłeś... no, Siorba, należy się Tobie głęboki
              ukłon... ale - jak ja myślę - uzależnia się ciało, nie duch - to Ty masz w sobie
              wroga - właśnie swoje spragnione alkoholu komórki - i to nie tylko w mózgu...
              Siedzisz w sobie jak w obcej twierdzy - nie wiesz, co tam czyha za zamkniętymi
              drzwiami. Więc ich nie otwieraj...

              Dzisiaj - po krótkiej i miłej wizycie gości serdecznych - sprzątam sobie... i
              zmęczona trochę - łapię się na tym, że tak naprawdę to nalałabym sobie wina i
              usiadła - wreszcie sama w domku... i wiesz co? - kiedy ta moja myśl się
              pojawiła, uśmiechnęłam się tylko - bo to stare moje przyzwyczajenie - np. nie
              zje się przy stole, a jak goście pójdą, to zjadasz jakiś tam smakołyk - wreszcie
              na spokojnie. No, na takie odruchy bezmyślne trzeba uważać - herbatkę sobie
              zaparzyłam dobrą w nagrodę za swój refleks - bo tak dobrze być trzeźwym, bez
              strachu, bez głodów, ... bez koszmarów, które lęgnie butelka.
              • aaugustw Re: Zawisc, czy balakanie...!? 03.12.06, 10:41
                e4ska napisała:
                > Siorba, - bardzo teraz uważaj - terapia i AA mogą też demoralizować. popatrz -
                kto jest najgorszym alkoholikiem - ten, kto ma za sobą terapie, odwyki,
                wszywki...
                - - - - - - - - -
                Siorba, - Eska dzieli alkoholikow na (naj)lepszych i najgorszych... - Dzieli
                ludzi dotknietych te choroba na lepszych chorych i gorszych chorych...(!?)
                W tym momencie pytam siebie; jak mocno musi byc jeszcze nawalona taka osoba,
                ktora wypisuje takie bzdety...? - Jak mocno musi byc taka osoba zawistna o te
                usmiechniete i szczesliwe twarze wdziecznych ludzi, ktorzy swoja chorobe
                zatrzymali we Wspolnocie AA...!??
                A...
                Ps. c.d.n. (2)
                • siorbak5 Re: Zawisc, czy balakanie...!? 03.12.06, 10:52
                  Tak tego nie odcztytałe. Dzieli alkoholików? Raczej pisze, że AA to nie
                  panaceum. I mogę sobie wyobrazić, że załamanie się alkoholika uczestniczącego w
                  mityngach może być głębsze, niż samotnika. Bo wydawać się może, że więcej ludzi
                  jest świadkiem ponownego upadku.Że się ich w jakiś sposób zawiodło.

                  Jest to także moja obawa.Taką porażkę wolałbym przeżywać sam.Dołek będzie mniej
                  głeboki, poczucie samoupodlenia mniejsze.

                  Tak odczytałem eskę. Nie poniosło Cię trochę? Jakbyś czytał nienapisane.
                  • aaugustw Re: Zawisc, czy balakanie...!? 03.12.06, 11:07

                  • aaugustw Re: Zawisc, czy balakanie...!? 03.12.06, 11:14
                    siorbak5 napisał:

                    > ...mogę sobie wyobrazić, że załamanie się alkoholika uczestniczącego w
                    > mityngach może być głębsze, niż samotnika. Bo wydawać się może, że więcej
                    ludzi jest świadkiem ponownego upadku...
                    > Jest to także moja obawa.Taką porażkę wolałbym przeżywać sam.
                    ___________________________________________________________________________.

                    Z tych slow odczytuje pesymizm...!
                    Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze w to co uwierzysz, tak sie Tobie stanie...!
                    A...
                    Ps. Osobiscie mysle tak, ze jezeli mam umrzec przez te chorobe, to jest mi
                    obojetne, czy stanie sie to wsrod innych ludzi, czy bez nich, ale wiem (z
                    doswiadczenie), ze tam, w AA moge sie uratowac wsrod innych alkoholikow,
                    dlatego tam chodze...! :-))
              • aaugustw Re: Zawisc, czy balakanie c.d. (2) 03.12.06, 11:06
                (Eska napisala):
                > Siorba, uzależnia się ciało, nie duch - to Ty masz w sobie wroga - właśnie
                swoje spragnione alkoholu komórki - i to nie tylko w mózgu...
                - - - - - - - - - - - - - - -
                Czyli, ze Ty masz w swoim ciele – cialo, ktore sie uzaleznia…(!?) :-0
                (w zdrowym ciele, "zdrowe ciele"...!).
                _____________________________________________________.
                (Eska napisala dalej):
                > Siedzisz w sobie jak w obcej twierdzy - nie wiesz, co tam czyha...
                - - - - - - - - - - - - - - - - -
                Siorba, mam prosbe do Ciebie: Nie wierz w te bzdety...! – Dlaczego ?
                Kiedy ja staje przed lustrem, widze swoje cialo i moge wymowic:
                "To jest moje cialo"! – Ale, kto to mowi, pytam sie ?
                Samo cialo nie rozporzadza soba. Cialo jest materia. Materia nie potrai ani
                myslec, ani odczuwac, ani sobie przypominac... To potrafi tylko swiadomosc!
                Ja natomiast moge to wszystko robic... - Jestem zatem swiadomoscia...!
                Nie jestem ani cialem, ani rozumem, ani umyslem, ani podswiadomoscia…
                Nie jestem nazwiskiem, ktore nosze, ani tym kogo gram...
                Jestem czasteczka doskonalej, niesmiertelnej Swiadomosci...
                Ja zawsze bylem i zawsze bede, bo JA JESTEM...
                (teraz dopiero zaczyna sie moje trzezwienie, kiedy wiem juz kim jestem.
                Dlaczego jestem? Dlaczego jestem taki, jaki jestem? Dlaczego jestem tutaj?
                Jakie mam zadanie do spelnienia? Jakie drogi istnieja do celu? I co jest tym
                celem?
                A...

                • e4ska Re: Zawisc, czy balakanie c.d. (2) 03.12.06, 11:34
                  Auguście... Siorba powoli wchodzi w świat trzeźwości, rozgląda sie dopiero...
                  oj, poznaje się wtedy siebie - od podszewki:))) widać, gdzie się szwy rozłażą, a
                  łatać nie zawsze jest czym... nici zetlałe... a ty mu z jakimiś duchowościami
                  wlatujesz i uważasz, że ciała swojego w lustrze nie rozpoznajesz jako siebie
                  samego... wampir jaki jesteś czy co?

                  Siorba, trzymaj się, jako i ja się trzymam, hej:)))
                  • aaugustw Re: Zawisc, czy balakanie c.d. (2) 03.12.06, 11:43
                    e4ska napisała:

                    > Auguście... Siorba powoli wchodzi w świat trzeźwości, rozgląda sie dopiero...
                    a ty mu z jakimiś duchowościami wlatujesz i uważasz, że ciała swojego w
                    lustrze nie rozpoznajesz jako siebie samego... wampir jaki jesteś czy co?
                    _________________________________________________________________________.

                    ;-)))) - Eska, Ty i pieklo spaskudzisz, jak juz sie tam dostaniesz...! -
                    Zastanawiam sie wlasnie, gdzie Ty najbardziej pasowalabys...!? - Oprocz tego
                    tutaj zwariowanego i pomieszanego "Forum"...
                    A...
                    Ps. Jezeli Siorba powoli wchodzi w świat trzeźwości, czyli ze wchodzi w ten
                    swiat duchowy...!
                    • e4ska Szalone fora... 03.12.06, 12:19
                      Widzisz, Auguscie... wynalazek Internetu udemokratycznił społeczne myślenie... i
                      działanie też. Przez kilkanaście lat co najmniej spokojnie latałeś po mityngach,
                      wbijałeś w głowy to, co tobie wbili... nikt ci nie powiedział wprost, co sobie w
                      głębi ducha swego myśli... żadnych "cynizmów" - szczera radość i droga na
                      wieczny mityng prościutka jak w mordę strzelił. A tutaj - radykalna zmiana w
                      obiegu informacji... i bezlitosny upadek autorytetów. Nie tylko w dziedzinie
                      alkoholizmu ten upadek nastąpił... bo i krytyka papiestwa w katolickim kraju
                      naszym - mimo cenzury - ma się dobrze... i podśmiewanka z władzy, czy to
                      kwaśnej, czy niekwaśnej... Więc polityk czy biskup - liczyć się musi ze smutnym
                      faktem, że go obśmieją...

                      Nie masz już komfortu władzy. Nawet na mityngach w więzieniu - ten skazaniec, co
                      go za kratkami trzyma społeczeństwo demokratyczne - on sobie - kto tam wie, co w
                      swoim pijackim łbie nakręca.

                      Dla mnie i dla wielu - autorytet billów i bobów to jak bąbla na kałuży... nie
                      jest dla mnie autorytetem żaden profesór z Warszawy... ani doktórka warszawska -
                      bo nie widzę, żeby plaga alkoholizmu miała się ku odwrotowi, owszem, widzę, jak
                      pieniądze z budżetu sypią się z dziurawego worka - na zwidy i miraże... Nie
                      spodziewali się "zasłużeni", że ich ktoś podliczy i podsumuje "w terenie", że
                      ktokolwiek gdziekolwiek powie "veto!" - dlatego tak ściskają się z władzą, tak
                      kurują i terapeutyzują pijaków z wysokich ławeczek, żeby dalej trwać w tym, w
                      czym trwali - ale co ma z tego zwykły pijaczyna?

                      Co z tego ma Siorba? Jakby sobie sam swoich skąposzczetów nie przegonił, to by
                      mu august z muchozolem na pomoc nie przybył, choć podobno duchy to lotne
                      istoty;)
                      • aaugustw Re: Szalone fora... 03.12.06, 12:45
                        e4ska napisała:

                        > Widzisz, Auguscie... wynalazek Internetu udemokratycznił społeczne
                        myślenie... i działanie też.
                        - - - - - - - -
                        Jak mnie jeszcze przekonasz, ze poprzez internet mozna sie za i pokochac...!
                        Wtedy uwierze...!
                        Czy Ty wiesz, ze internet umie i moze wszystko, poza tym nic...! ;-))
                        _____________________________________________________________________.
                        e4ska napisała dalej:
                        > Przez kilkanaście lat co najmniej spokojnie latałeś po mityngach
                        > wbijałeś w głowy to, co tobie wbili... nikt ci nie powiedział wprost, co
                        sobie w głębi ducha swego myśli...
                        - - - - - - - - -
                        Na Mityngach AA mozna tylko mowic o sobie. Tam nikt nikomu nic nie wbija...
                        I nikt mi takze nic nie powiedzial nic wprost, wystarczy, ze on przychodzi...!
                        _________________________________________________________________________.
                        e4ska napisała dalej:
                        > wieczny mityng prościutka jak w mordę strzelił. A tutaj - radykalna zmiana w
                        > obiegu informacji... i bezlitosny upadek autorytetów.
                        - - - - - - - - -
                        Eska, Ty w swoim zacietrzewieniu nie masz granic...! - O jakich Ty tutaj
                        autorytetach mowisz...!?
                        Czy Ty naprawde myslisz, ze Ty, jako alkoholiczka mozesz komus zaimponowac,
                        wsrod tych tam "normalnych" (!?)
                        A´propos; w AA nie ma zadnych autorytetow. Sa tylko sluzby...
                        __________________________________________________________________________.
                        e4ska napisała dalej nie na temat:
                        > Nie tylko w dziedzinie alkoholizmu ten upadek nastąpił... bo i krytyka
                        papiestwa w katolickim kraju naszym - mimo cenzury - ma się dobrze... i
                        podśmiewanka z władzy, czy to kwaśnej, czy niekwaśnej... Więc polityk czy
                        biskup - liczyć się musi ze smutnym faktem, że go obśmieją...
                        - - - - - - - - - - - - - -
                        To zjawisko rownouprawnienia (murzynow, kobiet, zydow...itd...), zaobserwowano
                        juz przed 100-laty. Ty zauwazasz to w Polsce dopiero teraz...!?
                        A... ;-))
                        Ps. Eska, mam jedno pytanie: Czy Ty jestes szczesliwa przy takiej abstynencjia
                        internetowej...!? Czy to jest szczesliwa trzezwosc...!?
                        • e4ska Re: Szalone fora... 03.12.06, 13:05
                          Szczęście to pojęcie względne. Ale - jestem szczęśliwa - ułożyło mi się w życiu
                          - a poza tym - mam pogodną naturę.

                          Natomiast - moja abstynencja nie jest netowa - ona jest realna, Auguście. Pisać
                          zaczęłam już po ładnym stażu - z powodu takowego - żeby zaprotestować przeciw
                          szkodliwym mitom, jakoby ludzie, którzy sami rzucili picie, byli gorsi,
                          nieszczęśliwi, pogrążeni w bólu nieustannym - skądże... w pewien sposób jest nam
                          lepiej. Zamiast na mityng - jadę sobie nad wodę, do lasu... spotykam z ludźmi,
                          których lubiłam i lubię... robię dla siebie dużo miłych rzeczy - tak jak i
                          pisanie na forum, które przecież jest przyjemne... od czasu do czasu.
                          Zastanawiam się nad szaleństwem alkoholowym... bo to dla mnie wielka zagadka,
                          naprawdę.
                          • rauchen Re: Szalone fora... 03.12.06, 13:30
                            ja protestuje przeciwko protestom!
                            • tranzyt80 Re: Szalone fora... 03.12.06, 14:01
                              czyli jestes za !
                          • aaugustw Re: Szalone fora... 03.12.06, 13:59
                            e4ska napisała:

                            > Szczęście to pojęcie względne. Ale - jestem szczęśliwa - ułożyło mi się w
                            życiu - a poza tym - mam pogodną naturę.
                            - - - - - - - - - -
                            Dziekuje Eska za odpowiedz...!
                            ________________________________________.
                            e4ska napisała dalej:
                            > Natomiast - moja abstynencja nie jest netowa - ona jest realna, Auguście.
                            Pisać zaczęłam już po ładnym stażu - z powodu takowego - żeby zaprotestować
                            przeciw szkodliwym mitom, jakoby ludzie, którzy sami rzucili picie, byli gorsi,
                            nieszczęśliwi, pogrążeni w bólu nieustannym - skądże...
                            w pewien sposób jest nam lepiej.
                            - - - - - - - - -
                            Przypomnialas mi moje poczatki trzezwienia...! (przepraszam; abstynencji...!)
                            Jak ja nienawidzilem mojej terapeutki i terapeuty (oboje alkoholicy).
                            Jak ja nie chcialem chodzic do AA, bo te pijoki byli "madrzejsi" ode mnie...!
                            Poza tym; Kogo masz na mysli, piszac "nam jest lepiej"?
                            Czy Ty zawsze mowisz za kogos...!? - Czy Ty potrafisz znac innych uczucia...!?
                            ____________________________________________________________________________.
                            e4ska napisała dalej:
                            > Zamiast na mityng ... spotykam z ludźmi, których lubiłam i lubię... robię dla
                            siebie dużo miłych rzeczy - tak jak i pisanie na forum, które przecież jest
                            przyjemne... od czasu do czasu.
                            > Zastanawiam się nad szaleństwem alkoholowym... bo to dla mnie wielka zagadka,
                            > naprawdę.
                            _____________________________________________________________________________.
                            To szaleństwo alkoholowe i ta zagadka z tym zwiazana,(jak piszesz), polega,
                            m.in. na tym, ze duzo trzeba zmienic w tym, co do tej pory zwiazane bylo ze
                            mna... Im mniej sie zmienia, tym bardziej pozostaje w starych schematach mojej
                            choroby...! Wtedy to prawdziwe szczescie i wolnosc jest tylko udawaniem...!
                            Nie ma wolnosci prawdziwej bez drugiego alkoholika, np. w AA...
                            A...
        • aaugustw Re: Kolejna bomba tykajaca... 02.12.06, 18:19
          siorbak5 napisał:

          > nie piję juz 16 tygodni.Jak pękałem, zaglądałem, czytałem, zbierałem sie na
          > nowo.
          > Dzięki,dzięki,dzięki!!> Nie wierzyli,że nie mam wszywki, ani nie jestem AA.
          ____________________________________________________________________________.

          Siorbak5. Podnies swoje 4 i idz na Mityng.
          (to moja sugestia. Inaczej moze wybuchnac!)
          A...
          Ps. wyobraz sobie; tez zyczliwy Tobie...! ;-))

          • siorbak5 Re: Kolejna bomba tykajaca... 02.12.06, 20:04
            wiem, że jesteś życzliwy, dzięki.Potrzebuję tego.To forum to jedyne
            miejsce,gdzie ludzie piszący rzeczy bardzo twarde, nieprzyjemne i ciężkie do
            zaakceptowania robią to z dobrego serca - żeby przestrzec przed własnym
            doświadczeniem.
            Na razie wspiera mnie rodzina.Jestem inny,lepszy i oni to widzą.
            Po prostu się wstydzę.Mówię wszystkim znajomym,kolegom,rodzinie że nie piję.
            Ale obcym ludziom - po prostu się wstydzę.Wiem, to głupie, bo przeciez piszę w
            końcu do anonimów nickowych na forum - ale kontakt osobisty to co innego.
            Nie umiem tego przemóc.

            Myślisz, że tykanie już słychać?
            • tenjaras Re: Kolejna bomba tykajaca... 02.12.06, 20:39
              tenjaras.webpark.pl/symptomy.html
            • kolejanek Re: Kolejna bomba tykajaca... 02.12.06, 23:33
              Ja tez na poczatku wstydziłem się iść na miting AA.Daleki jestem od tego,żeby
              kogokolwiek namawiać,ale nie piję juz ponad 5lat i zawdzięczam to także temu że,
              zmusiłem się i zrobiłem ten krok dla ratowania siebie.Wydaje mi się,że jest to
              najlepsze wyjście na tą chwilę i do zrealizowania natychmiast.Bomba tyka dla
              kazdego z nas,ale nie musi wybuchnąć.Samotność z problemem,to nie jest najlepsze
              wyjście.
            • jerzy30 wstyd to normalne uczucie - tak wiec nie wstydz 02.12.06, 23:43
              sie wstydu i wstydz sie tego ze masz prpoblem z gorzala - obcym wara od ciebie
              i wcale im nie musisz mowic prawdy o swoich problemach - tykanie slychac byc
              moze - ale na tym forum uslyszysz jak to tykanie rozpoznac - dowiesz sie co z
              tym tykaniem robic - np AA lub profesjonalna terapia - AA o tyle jest dobre ze
              tam takich saperow od rozpoznawania tykania i od rozbrajania takich bomb jest
              duzo i to z doswiadczeniem - wybor nalezal bedzie do ciebie
    • rauchen Re: Nie piję ósmy tydzień 03.12.06, 13:02
      Mialam ci siorbak dac linka do mojego postu o piciu kontrolowanych, ale
      zobaczylam ze tam juz byles.
      To jest wlasciwie mije opowiadanie z zycia wziete, chcesz wiecej, mysle ze
      meeting AA moglby ci w tym pomoc.
      Nie wierz w to co pisze eska, tak sobie mysle ze ona dziala troche jak srodek
      przeciwbolowy - na moment pomoze - co bedzie jak znow przyjdzie bol?
      Eska ma skrzywienie do terapii i do AA - tyle ze to jej skrzywienie, tak samo
      jak jej alkoholizm jest jej alkoholizmem.
      Ty masz swoj.
      Eska pisze o swoim stosunku do AA i swoim stosunku do terapeuty.
      Zapomina przy tym wspomniec ze zostala praktycznie do tego zmuszona, majac
      walizki spakowane. tak przynajmniej pisala wczesniej.
      I zapewniam cie, ze moje podejscie byloby podobne gdybym byla zmuszona do
      przestania pic, moze pozniej i spodobaloby mi sie to, ale co na pewno to nie
      wiem.
      Ja do AA poszlam swiadomie, jeszcze niewytrzewialam, jak po ostatni ratunek dla
      mnie zeby skonczyc z piciem. ja nawet nie wiedzialam czy to okaze sie
      ratunkiem. Psychiatre w podobny sposob. To bylo wziecie tego co mi bylo
      oferowane, bo wiedzialam ze jesli to mi nie pomoze, to ja zmierzam do koncowki
      swojego zycia, biorac pod uwage ze wychpdzac z ostatnich ciagow, to ja mialam
      tylko nadzieje ze jeszcze mi sie uda z niego wyjsc zywa. Choc zdawalam sobie
      sprawe, ze moze sie nie udac.

      Wg mnie istotnym elementem wyjscia do ludzi z podobnym problemem, jest
      mozliwosc otwarcia sie i wypowiedzenia tego co sie czuje w obecnosci drugiego
      czlowieka, ktory czesto i bez slow by zrozumial o co ci chodzi.
      Podobnie z psychologiem, powiedzenie otwarcie swojego problemu.
      teraz piszesz ze tlumaczysz znajomym ze probujesz sprawdzic ile uda ci sie nie
      pic. Czy naprawde tylko o to ci chodzi? Bo jesli tak, to watpie jak daleko
      pojdziesz, gdy wrescie ci znajomi na jakiejs imprezie zaczna cie przekonywac,
      ze nie piles juz dlugo, po prostu mocny facet z ciebie, juz starczy ci tego
      udawadniania. Co gorsza, i bez znajomych moze przyjsc ci do glowy taka mysl.
      Ja mimo ze zaczynalam gdzies z wiara, ze tym razem nie skoncze moze jak
      poprzednimi razami, po 2 miesiacach, gdy przyszedl 6 miesiac zadawalam sobie
      pytanie: no doszlas juz do pol roku trzezwosci, nigdy ci sie tyle przez caly
      okres twojego picia takiego wyniku osiagnac. Wiec co teraz? Czy nie znaczy to
      ze moge juz zaczac pic na nowo?
      Ale ja mialam wokol siebie ludzi, ktorzy cieszyli sie z mojego sukcesu, ludzi,
      ktorzy widzieli moje ciagi i do czgo moje picie mnie doprowadza, maialam AA,
      gdzie pewnie jeszcze pamietali moje super kolorki pijackie na twarzy z
      pierwszych spotkan, i mialam lekarza, ktora tez sie cieszyla.
      nie wiem, czy siedzac na forum i piszac o moim pol roku, nie majac osob, TAKICH
      osob wokol mnie, dalabym rade cieszyc sie w ten sposob ze swojego sukcesu.
      A kazdy inny obcy, choc moze i znajomy, ktory by i wiedzial ze jakis czas nie
      pije, a mam problem z alkoholem, i ze osiagnelam te pol roku, nie spowodowalby
      ze wtedy bylo by to dla mnie istotne osiagniecie.

      • tranzyt80 Re: Nie piję ósmy tydzień 03.12.06, 13:58
        jak ta pieknie i rozowo to czemu nie prowadzic i nie publikowac danych
        statystycznych w AA...

        na watku Yury zamiescilem link do strony AA,z tekstu wynika,ze kazda grupka AA
        ma skarbnika,ma tez czy powinna miec,wszystkie stanowiska obstawione jak sa
        alkoholicy,ktorych czesto nie ma...ale nie o to mi teraz idzie,chce zapytac
        dlaczego nikt nie prowadzi statystyk osob,ktore mimo tak pieknej pogody w AA
        jak opisujesz powyzej,mimo wszystko zapijaja...
        A sa powody twierdzic, ze to jednak wiekszosc,tylko takich to za bardzo nie
        lubicie ;)
        • aaugustw Re: Nie piję ósmy tydzień 03.12.06, 14:08
          tranzyt80 napisał:

          > jak ta pieknie i rozowo to czemu nie prowadzic i nie publikowac danych
          > statystycznych w AA...
          - - - - - - -
          AA nie prowadzi statystym. Prowadza je odpowiednie "Organizacje" i "Instytucje".
          Moge Tobie tylko tyle powiedziec w pospiechu (bo wyjezdzam za chwile), ze dane
          te sa rewelacyjne - na korzysc chorych ludzi...!
          _________________________________________________________________________.
          tranzyt80 napisał dalej:

          > ...kazda grupka AA ma skarbnika,ma tez czy powinna miec,wszystkie stanowiska
          obstawione...
          - - - - - -
          Ktos musi liczyc te dobrowolne skladki, ktore potem ida, np. na zakup
          literatury AA...!
          _______________________________________________________________________.
          tranzyt80 napisał:
          > dlaczego nikt nie prowadzi statystyk osob,ktore mimo tak pieknej pogody w AA
          > jak opisujesz powyzej,mimo wszystko zapijaja...
          > A sa powody twierdzic, ze to jednak wiekszosc,tylko takich to za bardzo nie
          > lubicie ;)
          - - - - - - - - -
          To tylko Twoje odczucie, ze jakiegos pijaka nie lubimy. :-))
          AA wlasnie jest dla tych ludzi, ktorzy jeszcze cierpia...!
          Ale masz duzo racji w tym co napisales, ze niektorzy zapijaja.
          To sa wlasnie ci "nielubiani" przez nas,(jak piszesz),
          ktorzy nie chodza na Mityngi AA, lub chodza sporadycznie...!
          Wiara bez praktyki jest martwa...!
          A...

          • aniolparys Re: Nie piję ósmy tydzień 03.12.06, 18:31
            aaugustw napisał:

            > To tylko Twoje odczucie, ze jakiegos pijaka nie lubimy. :-))

            Jeśli chodzi o Ciebie i Eskę to nic lepszego nie przychodzi mi do głowy jak
            twarda miłość.
            • myszabrum Re: Nie piję ósmy tydzień 03.12.06, 18:35
              Hi hi
              Miłość Augusta do Eski :)?
              • aaugustw Re: Nie piję ósmy tydzień 03.12.06, 18:42
                myszabrum napisała:

                > Hi hi
                > Miłość Augusta do Eski :)?
                _______________________________________________________.

                Nie slyszalas nigdy tego powiedzenia; "Kto sie lubi, ten sie czubi"
                (a chocby to mialaby byc tylko moja jednostronna milosc do Eski - ona jest...!)
                W co Ty wierzysz w koncu, skoro nawet madrosci pokolen nie robia na Ciebie
                zadnego wrazenia...
                Wiesz Myszabrum co jest najwiekszym wrogiem milosci...?
                Obojetnosc...!
                A...
            • aaugustw Re: Nie piję ósmy tydzień 03.12.06, 18:47
              aniolparys napisał:
              > Jeśli chodzi o Ciebie i Eskę to nic lepszego nie przychodzi mi do głowy jak
              > twarda miłość.
              ___________________________________________________________________________.
              A mnie z kolei, po spotkaniu tego faceta-piranie (zob. link na dole), nic
              innego nie przychodzi mi do głowy jak: "Aniolparys"...!
              A... ;-))
              file:///C:/Dokumente%20und%20Einstellungen/August/Desktop/pirania%202.jpg
        • rauchen Re: Nie piję ósmy tydzień 03.12.06, 14:08
          skarbonka: moze ty nie dostales sprawozdania grupy, bo nie chodzisz na
          meetingi - nie pomyslales o tym?
          A co do sprawozdan, to AA to raczej ludzie, ktorzy chca przestac pic, a nie ci
          ktorzy nie chca, i pija dalej.
      • e4ska Re: Nie piję ósmy tydzień 03.12.06, 14:03
        Raucheno esce: "Zapomina przy tym wspomniec ze zostala praktycznie do tego
        zmuszona, majac walizki spakowane. tak przynajmniej pisala wczesniej."

        Gdzie tak napisałam? Rauchen, żeby wyrzucić alkoholika z własnego mieszkania -
        trzeba trochę się postarać... Nawet głupi alkoholik wie, że do eksmisji
        niezbędny jest sadowy wyrok. Do terapeuty poszłam, bo - myślałam,ze jak ktoś
        zgłosi, to trzeba musowo iść, po drugie - liczyłam, ze się czegoś dowiem o
        alkoholizmie. natomiast zostałam z miejsca uraczona gadka o przebaczaniu -
        owszem, jest to wybaczanie w programie terapeutycznym - teraz wiem - tylko po co
        taka lekcja byłaby potrzebna Siorbie?

        • siorbak5 Hej,Eska, 03.12.06, 21:20
          póki co,chyba też wolę pojechać nad wodę lub przejść się do lasu.Rolę spotkań
          AA może pełnić - w pewnym stopniu - to forum. Nie wiem, czy mityngi byłyby dla
          mnie dobra rzeczą.
          Mam wrażenie, że mnie rozumiesz.
          Dzięki.

          Horoskop na 31.10.

          Puch przelata.Ktoś nieznany sieje
          chwasty,zboża,zgony i nadzieje,
          pieśni dzikie,smiałe i żałosne...
          A ja coraz śmielej wzrok otwieram,
          puch i pieśni, i nadzieje zbieram,
          i upadam.I powstaję.I rosnę

          Z Toba też jest tak? Dobrych snów.
          • siorbak5 Cholera, 05.12.06, 20:50
            mam depresję, cholerny ból głowy, brak koncentracji, emanuję beznadzieją. Do
            gorzały nie ciągnie, ale fizycznie czuję się do niczego. Drugi dzień.Cierpi na
            tym pilna praca.
            Powiedzcie chociaż, że nawroty depresji będą z czasem rzadsze i słabsze?

            I jeszcze jedno: zostawiłem pyszną nalewkę,puszkę przedniego piwa i butelkę
            dobrego wina - na widoku. Nie jestem żaden twardziel, ale pomaga mi czasem mała
            satysfakcja, że kuszą a ja nic.
            Czy to jest bezpieczne? Robiliście też tak?
            • myszabrum Re: Cholera, 05.12.06, 20:53
              A jak było u Ciebie z depresją ZANIM zacząłeś pić?
              • siorbak5 Re: Cholera, 05.12.06, 21:17
                nie pamiętam.Chyba nie miałem aż takiej.

                Ba, usprawiedliwiałem picie faktem, że nigdy nie sięgałem po flaszkę, jak coś
                nie szło w życiu/pracy. Tylko wtedy, jak było o.k. Niezauważenie przeszło to
                picie w ciągłość. W depresji/kłopotach - więcej.

                Wezmę proch od bólu głowy i spać.
                Może jutro odejdzie tak niespodziewanie, jak napadła.
            • janulodz Re: Cholera, 05.12.06, 23:00
              I jeszcze jedno: zostawiłem pyszną nalewkę,puszkę przedniego piwa i butelkę
              > dobrego wina - na widoku. Nie jestem żaden twardziel, ale pomaga mi czasem mała
              >
              > satysfakcja, że kuszą a ja nic.

              ZGŁUPIAŁEŚ???
              • rauchen Re: Cholera, 06.12.06, 00:10
                nie tylko kusza ale i kaca moga powodowac suchego.
                • hepik1 Re: Cholera, 06.12.06, 05:31
                  Bardziej mokrego niż suchego;)
                  Jest taka przypowiastka terapeutyczna o wąchaniu dupy lwa.
                  Przyjemność żadna,niebezpieczeństwo duże...
                  • rauchen Re: Cholera, 06.12.06, 08:07
                    no to lwa juz siorbak ma,
                    i na razie sie przyglada,
                    z ktorej strony lew ma dupe :)
                    • hepik1 Re: Cholera, 06.12.06, 09:18
                      Te współczesne zawsze od góry.
                      By poczuć bąka, w zależności od wymienionych ras,trzeba odkręcić lub zerwać(kapsel),pociągnąć zawleczkę a w tym trzecim użyć narzędzia tzw.korkociągu.
                      A potem już przechylić ew.wychylić...z nieodłącznym -Na zdrowie;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka