wolny32
15.10.06, 20:37
Myslalewm po Twoim wczorajszym poscie nt tego niesławnego ( sławnego)
mielenia swoich grzechów i samobiczowania w kontekscie bezsilnosci.
i wyszla mi sprzecznosc.w sensie logicznym.
No bo skoro w 1 kroku uznaje swoja bezsilnosc i brak kontroli nad zyciem (
jak rozumiem- calkowity) no to w takim razie nie moge sie biczowac za rzeczy,
ktore robilem w cghorobie i nad ktorymi nie mialem kontroli. To nie ja tylko
choroba.
A jezeli sie jednak biczuje, to zakladam, ze jednak jakos tam panowalem i
mialem wpływ.
Założenie wyjściowe: czlowiek chory nie odpowiada za swoje czyny i nie mogą
one byc rozpatrywane w kategoriach moralnosci czy grzechu.
Nie jest niemoralny marsz nagiej niedorozwiniętej dziewczyny przez miasto.
Nie jest grzechem kradziez przez schizofrenika
Nie jest złem, gdy chory na Alzhaimera spali dom.
Więc albo jedno albo drugie.
Proszę o wyjasnienie, bo nie jestem az tak pyszny i nie uwazam, ze oto
zlamalem idee AA tylko może czegos nie wiem, nie rozumiem.
thnkx