Gość: cal-ineczka
IP: *.media4.pl / 10.5.14.*
23.04.03, 00:19
Caly czas mysle tylko o tym, ze musze sie uczyc. Nie mam czasu na rozrywki, a
jak nawet to wtedy tez mysle - dobra, kiedy bedzie koniec, bo ja musze sie
uczyc.
Oczywiscie nic mi z tego nie wychodzi, z tej nauki, bo jestem przemeczona.
Nie spie po nocach, pije mase ilosci kawy, chodze padnieta. Spocona..(z rak
mi kapie woda) rece mi sie trzesą. Nie potrafie sie usmiechnąć.
Jak sie troche poucze to nie odczuwam z tego zadnej satysfakcji. To tylko
wypelnienie obowiazkow, ktorych i tak jest za duzo. (ale alkoholikowi alkohol
tez nie daje duzej satysfakcji)
Pisze serio.
Teraz wyjechalam na swieta i duzo sie zmienilo - obiecalam sobie ze zero
myslenia o nauce. I caly czas czulam, ze cos musze zrobic, ale przeciez nie
musze, prawda?
Odpoczelam, jak niepamietam kiedy. Ale juz wrocilam, i boje sie ze znow
zaczne o tym myslec - wszedzie, totalnie wszedzie - w parku, w tramwaju, na
stolowce, nawet na swieta zabralam ze soba ksiazki.
A przeciez tak bez odpoczynku na dluga mete sie nie da.
Ja bynajmniej juz nie moge, mam dosyc. Drugi dzien marnuje bezczynnie czas
i mysle - ze jak zaczne to znow sie zacznie....
A ja musze sie uczyc, pomozcie!