Dodaj do ulubionych

Lek przed odrzuceniem

20.07.07, 23:57
Pozytywna zmiana w moim zyciu, ktora zaszla przez ostatni rok- dwa.

Od dziecinstwa przez cala mlodosc odczuwalem wielki lek przed odrzuceniem.
Taki fachowy termin- a po ludzku-po prostu chcialem od wszystkich akceptacji,
uznania, za wszelka cene.
Nie potrafilem zrozumiec, ze nie kazdy musi mnie lubic lub szanowac.
Bylem lojalny do bolu- nawet hdy ktos mnie ranil- ja nie mialem odwagi
zaprotestowac, by mnie nie zostawil.

Dzis prawie to wyparowalo.
Oczywiscie- nadal wole jak ktos mnie lubi niz gdy nie lubi.
Wole komplementy niz zjebki.
ALe to juz norma a nie patologia.

Dzis nie boje sie odrzucenia, wiecej- nie mam zadnej ochpty kontynuowac
niektorych rekacji, znajomosci.
Gdy ktos krzywdzi mnie lub moich bliskich- czyuje do niego zywa niechec lub
wrecz nienawisc- zamiast jak kiedys strachu.

Dzis moja dewiza jest prosta- masz facet problem ze mna?
Nie podoba Ci sie cos we mnie?
To w y p i e r d a l a j szczurze bo ci jeszcze kopa na rozped sprzedam.

Ciesze sie z tego, bo to wazny krok w moim zyciu.

dzieki temu nie tylko sam mniej cierpie, ale nie marnuje energii na baranow
ktorzy na to nie zasluguja a widze innych, zyczliwych, ktorych kiedys
zaniedbywalem, bo walczylem o wzgledy tych ktorzy lazili mi po misce.

Obserwuj wątek
    • ela_102 Re: Lek przed odrzuceniem 21.07.07, 08:15
      pieknie jest odkrywac w sobie "rozwój" postęp...wiem coś o tym.
      Kazda zmiana jest lepsza od "stagnacji" marazmu...
      Warto dojśc do stanu w ktorym żyję realizując siebie nie przeszkadzajac w tym
      samym innym...
      nienawiść agresja niechęć to nie są uczucie sprzyjające mojemu rozwojowi...
      Ja przyjęłam "spokojonośną" zasadę ze nie wszyscy ludzie sa dla mnie...i nie z
      wszytkimi jest mi po drodze...dając im prawo do zycia poza moim obszarem...bez
      odczuwania niszczących moja dusze uczuc...

      lek przed odrzuceniem....mialam wowczas tylko ...gdy odrzucalam siebie sama...:-
      ) strach byl mi potrzebny do "obrzydzania" sobie tego co piekne...

      dzis mam zupelnie inaczej...bo wiem jak chce miec...i wiem jak to zrobic:-)
      • addicted11 Re: Lek przed odrzuceniem 21.07.07, 10:01
        lek przed odrzuceniem....mialam wowczas tylko ...gdy odrzucalam siebie sama...:
        > -
        > ) strach byl mi potrzebny do "obrzydzania" sobie tego co piekne...
        >
        > dzis mam zupelnie inaczej...bo wiem jak chce miec...i wiem jak to zrobic:


        Dokladnie, tak wlasnie, jak nie znam swoich praw i odrzucam siebie jak pelna
        osobe to zarazem wyolbrzymiam prawa i mozliwosci innych.


        A do TJ a propo cierpienia- nie wiem po czym tak wnosisz, ale mnie juz
        cierpienia starczy.
        • ela_102 Re: Lek przed odrzuceniem 21.07.07, 11:35
          addicted11 napisał:

          > Dokladnie, tak wlasnie, jak nie znam swoich praw i odrzucam siebie jak pelna
          > osobe to zarazem wyolbrzymiam prawa i mozliwosci innych.
          >

          Adi...nie rozumiem tego zdania...jakbys mogl to wyjasnij prosze...jak
          blondynce;-)
          • addicted11 Re: Lek przed odrzuceniem 21.07.07, 16:05
            ela_102 napisała:

            > addicted11 napisał:
            >
            > > Dokladnie, tak wlasnie, jak nie znam swoich praw i odrzucam siebie jak pe
            > lna
            > > osobe to zarazem wyolbrzymiam prawa i mozliwosci innych.
            > >
            >
            > Adi...nie rozumiem tego zdania...jakbys mogl to wyjasnij prosze...jak
            > blondynce;-)



            Kiedys nie wiedzialem ze mam prawo do godnosci, szacunku, bycia traktowanym
            uczciwie i powaznie itp- a sa to przeciez prawa kazdej jednotski ludzkiej, od
            urodenia do smierci, nawet kryminalisty ( odpowiada za swoja kare, ale nie
            traci czlowieczenstwa).

            Ale ze nie wiedzialem, ze takie prawa mam- to pozwalalem innym je naruszac bez
            konsekwencji. Ktos mnie ignorowal, krzywdzil wysmiewal- a ja widzialem wine w
            sobie, myslalem, ze na to zasluguje, bo moze jestem gorszy.

            A wiec takim ludziom pozwalalem na robienie rzeczy, ktorych oni nie maja prawa
            robic- tak, ja pozwalalem na to. Dodatkowo uwazalem, ze oni moga to robic
            bezkarnie, bo nikt za mna nie obstanie, ze gdybym nawet zaprotestowal ( bo
            takie krociotkie mysli sie we mnie pojawialy) to i tak oni dostana poparcie.

            A dzis mysle tak, ze ja ani lepszy ani gorszy od innych, nie oczekuje od innych
            bycia idealami ( choc czasem w ta strone na zasadzie wahadla mnie gna), ale tez
            widze wyraznie granice- gdy ktos mnie nie szaunuje- ja autentycznie czuje do
            niego a nie do siebie pretensje, gniew, niechec.

            Ta moja przemiana emocjonalna jest dowodem na zmiane w mysleniu- bo wytlumaczyc
            sobie na logike to wszystko mozna, ale poczuc duzo trudniej.
            Owszem, czasem szcegolnie w nowych sytuacjach, pojawiaja sie echa "starego
            myslenia", ale to jest nic, wielkie nic w porownaniu tego co kiedys.









            addicted11 napisał:

            > A do TJ a propo cierpienia- nie wiem po czym tak wnosisz, ale mnie juz
            > cierpienia starczy.

            czytam Cię

            oczywiście nie chodzę w Twoich butach i nie wiem do końca jak masz, ale gdybym
            ja miał tak jak Ty masz, to bym cierpiał - wieczne rozpatrywanie z kim trzymam,
            a przecież sami się wykruszają, pozostają tylko Ci, którym ze mną po drodze...
            podobnie to mocowanie się z alkoholem, obmyślanie co taka ilość powinna mi
            zrobić, a czego nie - tego nie mam, dwie doby życia więcej, tylko dlatego, że
            zachowuję abstynencje.


            Alez ja oczywiscie cierpie, taka moja natura.
            Cierpie z wielu powodow, alkohol to moze 1/10 albo i mniej z tego.
            Udawanie, ze moja natura jest inna i walka z samym soba bylaby
            samooszukiwaniem, balonem ktory sie dmucha i ktory kiedys peknie z nadmiaru
            powietrza, bo musi peknac.

            Z kim trzymam a z kim nie?
            Nie, tego nie rozumiem.
            Ja tak naprawde zawsze mialem i mam poczucie, ze do konca z nikim nie trzymam.
            Pomaga mi w tym niestety moja wewnetrzna pogarda dla ludzi- ktorej nie lubie i
            probuje zwalczac, ale tak mam.
            A czy pije czy moge 1 czt 2 piwa to ja nigdy takich dylematow nie mialem do
            terapii, ale juz o tym nie bede klepal bo to nuda.
            • ela_102 Re: Lek przed odrzuceniem 22.07.07, 09:18
              Adi...piszesz ze nie jestes ani lepszy ani gorszy od innych...
              bardzo ucieszylo mnie to zdanie w Twoim poście ...bo pomijajac fakt ze jest to
              absolutna prawda to jest to rowniez swietny moment aby zdac sobie sprawe z
              wlasnej "wyjatkowości"....jestes jedny i niepowtarzalny...

              Tylko od Ciebie zalezy co uczynisz z tą wiedzą..

              odkad to pojelam moje zycie stalo sie pasmem sukcesow...dobroci...milosci...
              bo moja jedynosc polega wlasnie na byciu kims takim...
              Widze ....ze dostaje od ludzi dokladnie to samo co jestem w stanie im dac
              sama...

              bywaly rozne okresy...bylo tez tak...ze dawalam
              nienawisc...odrzucenie...agresje...
              wracalo to do mnie jak bumerng...
              dzis rozumiem czemu tak sie dzialo...:-)
        • tenjaras Re: Lek przed odrzuceniem 21.07.07, 13:19
          addicted11 napisał:

          > A do TJ a propo cierpienia- nie wiem po czym tak wnosisz, ale mnie juz
          > cierpienia starczy.

          czytam Cię

          oczywiście nie chodzę w Twoich butach i nie wiem do końca jak masz, ale gdybym
          ja miał tak jak Ty masz, to bym cierpiał - wieczne rozpatrywanie z kim trzymam,
          a przecież sami się wykruszają, pozostają tylko Ci, którym ze mną po drodze...
          podobnie to mocowanie się z alkoholem, obmyślanie co taka ilość powinna mi
          zrobić, a czego nie - tego nie mam, dwie doby życia więcej, tylko dlatego, że
          zachowuję abstynencję...
    • tenjaras Re: Lek przed odrzuceniem 21.07.07, 09:32
      addicted11 napisał:

      > Dzis nie boje sie odrzucenia, wiecej- nie mam zadnej ochpty kontynuowac
      > niektorych rekacji, znajomosci.
      > Gdy ktos krzywdzi mnie lub moich bliskich- czyuje do niego zywa niechec lub
      > wrecz nienawisc- zamiast jak kiedys strachu.
      >
      > Dzis moja dewiza jest prosta- masz facet problem ze mna?
      > Nie podoba Ci sie cos we mnie?
      > To w y p i e r d a l a j szczurze bo ci jeszcze kopa na rozped sprzedam.
      >
      > Ciesze sie z tego, bo to wazny krok w moim zyciu.
      >
      > dzieki temu nie tylko sam mniej cierpie

      ciekawe, bo sprawiasz wrażenie jakbyś jeszcze nie wiedział co to cierpienie
    • anorex Re: Lek przed odrzuceniem 21.07.07, 21:45
      Witam!Addicted11 Ja mam to samo tez odczuwam lek przed odrzuceniem,boje sie,ze
      nie zostane zaakceptowana.Po przeczytaniu tego co napisales chyba zaczne sie
      zastanawiac nad jakas zmiana nad soba,ale niewiem od czego zaczac.Moze
      podzielisz sie jakimis wskazówkami jak Ty sobie poradziles z tym problemem?
      Pozdrawiam!
      • addicted11 Re: Lek przed odrzuceniem 21.07.07, 23:32
        anorex napisała:

        > Witam!Addicted11 Ja mam to samo tez odczuwam lek przed odrzuceniem,boje
        sie,ze
        > nie zostane zaakceptowana.Po przeczytaniu tego co napisales chyba zaczne sie
        > zastanawiac nad jakas zmiana nad soba,ale niewiem od czego zaczac.Moze
        > podzielisz sie jakimis wskazówkami jak Ty sobie poradziles z tym problemem?
        > Pozdrawiam!


        Mnie pomoglo nie wiem wlasciwie co dokladnie, to czesc wiekszego procesu
        przewartosciowania pewnych spraw.
        ALe sprobuje konkrety jakies.

        Pierwsza sprawa to opuszczenie poprzeczki do realnego poziomu- czyli rezygnacja
        z ambicji, ze wszyscy maja Cie lubic, szanowac i cenic.
        Rozejrzyj sie po swoich znajomych i popatrz, ile tam wzajemnych animozji.

        Dlaczego nie mialoby to dotyczyc i mnie?
        Pewni ludzie innych nie rozumieja, inni po prostu nie lubia sie bez powodu ( bo
        np. kojarza im sie z kis kogo nie lubia).
        Jeszcze inni kompletnie nas olewaja.

        Mi nie zalezy juz na akceptacji wszystkich, bardziej patrze na jakosc a nie na
        ilosc- co oczywiscie nie oznacza, ze na sile szukam wrogow- po prostu staram
        sie byc w porzadku, uprzejmy, a jak ktos zachowuje sie zle to jego problem a
        nie moj.
        Nie przekonuje takich ludzi do siebie w nieskonczonosc- trudno, nie po drodze
        nam.

        Druga rzecz to uswiadomienie sobie swojej i innych slabosci- z ta dzialka
        akurat ja mam caly czas problem. Ale ogolnie chodzi o swiadomosc, ze nie zawsze
        zle slowo czy pojedyncza ocena musi byc doglebnie analizowana- czasem ktos cos
        pieprznie pod nosem i nalezy to zapomniec. Rowniez Ty nie masz obowiazku byc
        idealem- jak ktos krytykuje blad to po prostu uznaj, ze masz prawo do pomylki,
        chyba ze uprawia krytykanctwo a nie krytyke, wtedy kopa w dupe i won.


        Kolejna sprawa- gdy zaczynasz zabiegac o wzgledy innych i robisz to za wszelka
        cene, jest to widoczne- i niestety istnieja perfidni ludzie, ktorzy na tym beda
        chcieli cos ugrac albo sie dowartosciowac.
        Beda cie celowo podpuszczac, pouczac, moralizowac, oceniac, krytykowac- bo
        wiedza, ze im na to pozwolisz.
        To sa z reguly ludzie, ktorzy sami maja niskie poczucie wartosci i kompleksy.
        Ja w takim przypadku mowie wyraznie- kolego, przyhamuj bo bedzie zle.
        Jak kolega nie hamuje to przestaje byc kolega.
        Wiesz, jak to czasem skutecznie dziala!
        Dopoki nic nie powiedz to beda po Tobie jezdzic jak po lysej kobyle- ale jak
        powiesz stop to na poczatju beda protesty ale potem zobaczysz, ze bedzie lepiej.



        Nastepna rzecz to przyzwolenie sobie na uczucia niecheci, a nawet przejsciowej
        nienawisci ( ale zdrowej a nie jatrzacej rane) do innych ludzi.
        Zaloze sie, ze gdy ktos Cie krzywdzi albo nie akceptuje widzisz wine w sobie, a
        nie w nim.
        A czasem po prostu ten ktos jest niecny albo wredny- i nie warto tlumic w sobie
        jedynej ludzkiej reakcji wobec takiej osoby- czyli niecheci.

        tak samo jak caly swiat nie musi mie kochac tak i ja nie musze kochac calego
        swiata.

        To brzmi niepedagogicznie ale wg mnie to jest zdrowe- popatrz na ludzi, ktorzy
        sa pewni siebie- jak ktos ich nie lubi czy atakuje to mysla o nim, ze to jakis
        glupek, wariat itp.
        No chyba ze ktos jest chrystusem albo Budda i kocha nieprzyjaciol, ale to dobre
        bajki na dobranoc.
        • ela_102 Re: Lek przed odrzuceniem 22.07.07, 10:07
          Adi...cieszy mnie ze starasz sie komus pomoc...
          i nawet wyczytalam tutaj kilka sensownych zdan...i madrych wnioskow...
          ale czy to dziala w Twoim zyciu?

          widzisz...dla mnie potwierdza sie tutaj pewnik..ze pomagajac innym stajemy sie
          lepsi...i ze podobne przezycia zblizaja nas do siebie...nie oddalaja...
          wlasnie o to znalazlam w AA...

          ciekawe czemu widzimy to w tak odmienny sposob?
          Czy to mozliwe aby jedna rzecz byla i piekna i brzydka..
          Czy to mozliwe?

          wydaje mi sie ze to nie AA jest rozne...lecz nasze spojrzenie tylko...



          • addicted11 Re: Lek przed odrzuceniem 22.07.07, 14:49
            Tlumaczylem to juz 100 razy, ale wyjasnie jeszcze raz Tobie.
            w pukntach.
            1. Mnie nie przeszkadza istnienie AA- przeszkadza mnie werbunek do tej
            organizacji, na dodatek w mojej opinii nieuczciwy.
            2. Nie zaprzeczam, ze program AA jako calosc jest konkretna propozycja dla
            pewnych osob- mnie osobiscie nie przekonuje ale jestem w stanie uznac, ze
            innych przekonuje. Ale szanuje tych, ktorzy sa otwarci rowniez na moje poglady
            i mnie nie nawracaja.
            Bo podstawa jest rownorzednosc- ja nie nawracam Ciebie a Ty mnie. Ja nie jestem
            lepszy ani bardziej oswiecony ani Ty.
            3. To, ze o czyms pisze nie oznacza, ze sam musze byc perfekcyjny- nie tylko
            perfekcyjni ludzie maja prawo do gloszenia swych pogladow i teorii- nawet z
            tego powodu, ze takich ludzi nie ma. Oczywiscie zakladam, ze to jest moja
            opinia i moge sie mylic- ale nie jest dla mnie dyskusja uznawanie mojej teorii
            za blednej tylko dlatego, ze to moja teoria, a tak sie dzieje w dyskusjach z
            wieloma Aowcami z tego forum i nie tylko ( choc nie ze wszystkimi).
            4. Nienawidze tego, ze ktos zaslania sie potega AA, historia, doskonaloscia- bo
            to nie jest zadna dyskusja na argumenty tylko silowanie sie na formy. Pomijam
            fakt, ze owa potega, dlugosc historii, bogatcwo doswiadczen to pojecia wzglede
            ( czymze jest dlugosc historii AA wobec dlugosci historii satanizmu?)
            5. Wbrew pozorom nie lubie arogancji, misyjnosci i kaznodziejstwa. Lubie
            rozmowe o argumentach, rownorzednosc, jasnosc. Nie lubie ludzi,
            ktorzy "odnalezli prawde" bo sa oni wg mnie bardzo niebezpieczni. Istota
            czlowieczenstwa to szukanie a nie znajdowanie, bo jako ludzie tak naprawde nie
            wiemy o swiecie niemal nic.
            6. szczegolnie nie znosze hipokryzji. Gloszenia pieknych slow, wychwalania sie
            wlasna doskonaloscia, bo po pierwsze uwazam, ze czlowiek jest a natury istota
            slaba i nigdy nie bedzie doskonaly a po drugie z reguly te slowa maja srednie
            przelozenie na rzeczywistosc.


            • ela_102 Re: Lek przed odrzuceniem 23.07.07, 11:38
              jestem alkoholiczka dzis nie pijaca...
              1.mnie do AA nikt nie werbowal....wiem na 100% ze jakbym nie trafila do AA ono
              istnialo by nadal a mnie juz by nie bylo...
              sama tez nikogo nie werbuje...jedyne co robie to opowiadam o
              swoim "alkoholizmie" gdzie sie da...ostanio zrobilam to w "antyradiu" w audycji
              u Krzysztofa..tez alkoholika..."wieczorne rozmowy"...
              Nie zachecam nikogo do niczego...mowie poprostu ze zycie bez wódeczki jest nie
              tylko ze mozliwe...ale cudowne...nigdy wczesniej na to nie wpadlam...
              2.Program AA wyciagnal mnie z zyciowego nieszczescia i marazmu...choc po drodze
              zdarzaja sie ludzie ktorzy pomimo ze "przyswieca" nam jeden cel...wypaczaja
              pewne zasady...i staraja sie zbic z tropu...ja uparcie trzymam sie przy
              swoim...trwam w trzezwosci i pomagam innym w ich osiagnieciu...bo warto zyc w
              ten sposob...
              3.Nikt nie jest doskonaly...i nie bedzie...jedyne co robia "uczciwi"
              AAowcy...to mowia o sobie po to aby inni poczuli w ktorym punkcie sie
              znajduja...i zapragneli zmian wlasnego zycia...jest to dla nas
              priorytet...pomagac tym ktorzy wciaz jeszcze cierpia...
              Ja doskonale znam to cierpienie...i znam sposob w jaki nie dopuszczalam do
              siebie ze powodem jego jest alkohol...
              jesli choc jedna osoba na kilka lat zrozumie ten proces w sobie dzieki moim
              slowom...to ja bede niezwykle szczeliwa...dzis widze ze tych osob jest wiecej
              niz jedna...
              takie postepowanie nie wynika z "perfekcji"..lecz z checi pomocy...a w tekiej
              chceci nie ma nic zlego...pomagam tym ktorzy tej pomocy chca..a uwierz mi sa
              tacy ludzie wokol mnie..
              4.AA to jest potega...widze to od kilku lat..
              widze z jakich nieszczesc ludzie wychodza...i jak sobie radza...
              ja to widze i dla mnie nie ma nic radosniejszego na ten czas...
              5.dla mnie juz zaden czlowiek nie jest niebezpiczny...
              poglady innych osob nie wplywaja juz na moje poglady...
              odkad tak mam..przybylo mi zycia...czasu...ktory moge wykorzystac w taki sposob
              w jaki chce...jutro moze...pojde na kurs plywania...i zamiast zastanawiac sie
              jakie poglady maja Ci co odnalezli prawde...ja bede radowac sie zyciem..
              6.czlowiek to czlowiek....a ty jaki ty jestes?
              zastanow sie czy to co piszesz o sobie jest prawdziwe...bo ja czytajac Ciebie
              mam wrazenie ze piszesz rzeczy ktore chcialbys aby byly prawda...ale nie nie
              sa;-)
              • addicted11 Re: Lek przed odrzuceniem 23.07.07, 11:55
                ela_102 napisała:


                (duzo pieknych zdan)
                i na koniec niby zartem:
                6.czlowiek to czlowiek....a ty jaki ty jestes?
                > zastanow sie czy to co piszesz o sobie jest prawdziwe...bo ja czytajac Ciebie
                > mam wrazenie ze piszesz rzeczy ktore chcialbys aby byly prawda...ale nie nie
                > sa;-)


                i tu wylazi buta Aowska wlasnie, bo jakkoliwek mozna owszem miec takie
                wrazenie, to dlaczego nie masz takiego wrazenia w AA?
                Czytajac augusta, jarasa, Rauchen?
                Jak mowia o pokorze a za chwile o tym, ze ich droga najlepsza?
                jak mowia o milosci i pieknie a za moment roi sie od zlosliwosci, malostkowosci
                albo wrecz wulgaryzmow i wrednosci?

                Ja o sobie z reguly pisze w sposob obiektywny, podkreslam slabosci i wady,
                nawet przeciez stad- bo skad inad?- mozesz w ogole formulowac takie wnioski?
                Ja na to pozwalam, bo nie wypieram sie slabosci.
                Moze popatrz na polbogow i sprawdz czy oni takimi naprawde sa, bo ja jestem
                czlowiekiem z krwi i kosci, mam glowe i dupe, a nie skrzydla i rece ktore lecza.
                Ale jako czlowiek mam oprocz porazek i wad sukcesy i zalety i o nich mam prawo
                pisac.

                Jak kazdy.

                I to jest wlasnie prawdziwe, a nie bajki o trzezwosci, wklejanki z wielkiej
                ksiegi i udzielane bezplatnie lekcje zycia z wielkimi slowami na ustach.
                • ela_102 Re: Lek przed odrzuceniem 23.07.07, 15:47
                  tu wylazi buta Aowska wlasnie, bo jakkoliwek mozna owszem miec takie
                  > wrazenie, to dlaczego nie masz takiego wrazenia w AA?
                  > Czytajac augusta, jarasa, Rauchen

                  Adi ...a przyszło Ci do glowy ze poprostu nie mam takiego wrazenia w przypadku
                  tych osob?

                  Jeden z wymienionych nickow jest dla mnie szczegolnie bliskim
                  czlowiekiem...wiem jak macno jest z krwi i kosci...bo nawet w tej chwili mam
                  okazje go dotknąć...nie ma w nim nic z rzeczy o ktorych piszesz...
                  Historia jego zycia jest mi bardzo bliska ...bo podobna...moze jestesmy w
                  podobnym miejscu...i o ile oboje znamy miejsce w ktorym Ty sie obecnie
                  znajdujesz...Ty nie znasz naszego miejsca bo nie ma w Tobie checi
                  poznania...lecz jedynie chec odrzucania...zamkniecia sie na te informacje...

                  moge domyslac sie co czuje 60 latek...gdy ja mam lat 30?
                  • addicted11 Re: Lek przed odrzuceniem 23.07.07, 21:28
                    ela_102 napisała:

                    > tu wylazi buta Aowska wlasnie, bo jakkoliwek mozna owszem miec takie
                    > > wrazenie, to dlaczego nie masz takiego wrazenia w AA?
                    > > Czytajac augusta, jarasa, Rauchen
                    >
                    > Adi ...a przyszło Ci do glowy ze poprostu nie mam takiego wrazenia w
                    przypadku
                    > tych osob?

                    pytanie: dlaczego nie masz takiego wrazenie?
                    odpowiedzL bo nie mam takiego wrazenia.

                    wlasnie wiem ze nie masz, dlatego o tym wpsomnialem.
                    okej, twoje wrazenia twoja sprawa, ale staraj sie troche otworzyc uszy na rozne
                    kierunki niz tylko jeden i zmienic filtry w mozgu.


                    >
                    > Jeden z wymienionych nickow jest dla mnie szczegolnie bliskim
                    > czlowiekiem...wiem jak macno jest z krwi i kosci...bo nawet w tej chwili mam
                    > okazje go dotknąć...nie ma w nim nic z rzeczy o ktorych piszesz...

                    ja pisze, ze jest czlowiekiem z krwi i kosci a nie aniolem, anioly ziemskie sa
                    zawsze podejrzane.


                    > Historia jego zycia jest mi bardzo bliska ...bo podobna...moze jestesmy w
                    > podobnym miejscu...i o ile oboje znamy miejsce w ktorym Ty sie obecnie
                    > znajdujesz...Ty nie znasz naszego miejsca bo nie ma w Tobie checi
                    > poznania...

                    ????
                    Wy znacie moje ja nie znam waszego?
                    Moze i tak
                    z moich wypowiedzi na forum mozna sie dowiedziec: gdzie mieszkam, gdzie
                    pracuje, jaki mam zawod, ile studiowalem, ile lat mam, jakie mam relacje z
                    rodzina, kim sa ludzie z rodziny, jakich mam znajomych, kim sa, jakie sa moje
                    relacje z nimi, ile zarabiam, ile wydaje, ile oszczedzam, na kogo glosuje, jaki
                    kolor lubie, jakie mam hobby, jaki stan zdrowia itp itp itd itd

                    z postow Jarasa czy rauchen moge dowiedziec sie czego?
                    Niemal niczego.
                    Ludzie bez zyciorysow, prywatnosci, porazek i sukcesow z krwi i kosci
                    ludzie zlozeni z duchowosci i trzezwienia.
                    Jak ja mam im wierzyc?
                    Co ja mam o nich wiedziec?
                    Skad niby?

                    Kto tu kogo nie chce poznac a kto nie chce sie odkryc?
                    ze Ty znasz tam kogos prywatbie i za niego reczysz to mnie nic nie daje, bo ja
                    nie znam Ciebie.

                    Idz do banku gdzie Cie nie znaja i powiedz, ze reczysz za kolege za pozyczke-
                    wysmieja Cie.

                    lecz jedynie chec odrzucania...zamkniecia sie na te informacje...


                    jakie przepraszam informacje: p.w.

                    >
                    > moge domyslac sie co czuje 60 latek...gdy ja mam lat 30?
                    domyslec sie moze, wiedziec bedzie jak bedzie mial 60
                    na wszystko pora i czas.
                    • ela_102 Re: Lek przed odrzuceniem 23.07.07, 21:44
                      ...no właśnie ;-)
                      • addicted11 Re: Lek przed odrzuceniem 23.07.07, 22:01
                        ela_102 napisała:

                        > ...no właśnie ;-)


                        No wlasnie, ze nie!

                        :-)

                        pokora to glupota, bunt to postep ludzkosci, nigdy n astarcie nie zgadzaj sie z
                        przedmowca i dopiero to jest p. startu:)
                        • tenjaras Re: Lek przed odrzuceniem 24.07.07, 10:48
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=66306263&a=66306666
                          • addicted11 Re: Lek przed odrzuceniem 24.07.07, 11:03
                            tenjaras napisał:

                            > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=66306263&a=66306666


                            Nie rozumiem.
                        • ela_102 Re: Lek przed odrzuceniem 25.07.07, 14:10
                          Mam troche doswiadczen zwiazanych z ta pokora...
                          Byl taki bardzo dlugi okres w moim zyciu kiedy myslalam ze bunt i brak
                          obrzydliwie nudnej pokory...doprowadzi mnie do postepu.Ze uda mi sie zmienic
                          troche swiata i ludzi...byl to czas przewrotu w polsce...
                          dzis mysle sobie ze wszystko wydarzyloby sie i tak...nawet gdybym w tym nie
                          uczestniczyla...przypisywanie sobie rol zarezerwowanych dla "boga" doprowadzilo
                          mnie do totalnego upadku...
                          Wydawalo mi sie ze plywam po oceanie w kaluzy tkwilam jednak wciaz...

                          pokorny nie znaczy ...do niczego...
                          pokorny znaczy...super...to czlowiek zdolny do rozpoznania siebie i
                          wyartykuowania celow na ktorych mu w zyciu zalezy...
                          W koncu nie kazdy jest do wszystkiego...to oczywiste...ale tylko ludzie pokorni
                          to rozumieja...i straja sie zyc w zgodzie z soba...bo tylko takie zycie daje
                          spokoj i spelnienie.

                          Im bardziej czlowiek spelniony tym bardziej ludziom "niepokornym" wydaje sie
                          idiotyczny i nierelany...skad wiem?
                          wiem bo bylam czlowiekim niepokornym...
                          dzis wybieram spelnienie zyciowe zarezerwowane tylko dla mnie...dzieki pokorze
                          wiem czym ono jest:)

                          Adi..pozdrawiam zyczac milego dnia...Twoja aktywnosc na forum jest dla mnie
                          zadziwiajaca..czyzby bylo to twoje powolanie?
                          • addicted11 Re: Lek przed odrzuceniem 25.07.07, 15:28
                            Adi..pozdrawiam zyczac milego dnia...Twoja aktywnosc na forum jest dla mnie
                            > zadziwiajaca..czyzby bylo to twoje powolanie

                            Na pewno nie, to raczej toche uzaleznienie, troche rozrywka, troche pretekst do
                            uczenia sie pewnych rzeczy ( pisania, argumentowania).

                            Do tematu:
                            Pokora niejedno ma imie.
                            Tak naprawde to puste i roznie interpretowane pojecie.

                            Z jednej strony podoba mi sie dewiza "badz realista, zadaj niemozliwego".
                            Podoba mi sie bunt i krytycyzm, bo to jedyna droga to postepu, osiagniec.
                            Ludzie, ktorzy cokolwiek osiagneli, uczynili to z reguly walczac z polowa
                            swiata, szaraki i poddawacze z reguly umieraja jako szaraki i poddawacze.

                            Z drugiej strony denerwuje mnie to naklanianie do pokory kazdego jak leci, bo
                            mnie osobiscie pokory w zyciu raczej nie brakowalo, wrecz przeciwnie, zawsze za
                            nisko sie cenilem, nie wierzylem w to co mowie, szukalem akceptacji.

                            Rowniez takiej pozytywnej pokory mi nie brakuje.
                            Nie pcham sie gdzie mnie nie chca, nie biore sie za cos, na czym sie nie znam.

                            Dlatego dla mnie celem jest nie zadna pokora tylko odwaga i upor.
                            Irytuje mnie to wmuszanie pokory i to jeszcze jako pustego sloganu.

                            Bo co to oznacza pokora?
                            ze mam pokornie godzic sie na to, ze mnie okradaja albo oszukuja?
                            Yo glupota a nie pokora.
                            ze nie bede pisal recenzji do magazynow teatralnych jak 2 razy w zyciu bylem w
                            teatrze?
                            Nie pisuje.


                            Pkora Aowska kojarzy mi sie z ludzmi, ktorzy nic nie robia, nie walcza o
                            poprawe swego losu tylko w imie "pokory" zaakceptowali marnosc swego zywota-
                            takiej pokory nie chce i nie bede mial, tego jestem pewien.


                            Ale ogolnie- jesczcze raz- to puste pojecie, bardziej sluzace do
                            etykietowania " pijanych" niz mowienia konkretow.



                            • tenjaras Re: Lek przed odrzuceniem 25.07.07, 15:48
                              tenjaras.blox.pl/2007/05/pokora.html
                              sze sieu tak wpierrniczeu...
                              • ela_102 Re: Lek przed odrzuceniem 25.07.07, 16:11
                                Tak dokladnie rozumiem pokore...lecz od pewnego czasu:-)
                                Mam tez w pamieci pokore pojmowana jako upokorzenie...

                                Umiejetnosc zycia w pokorze pojmowanej tak jak w opisie na stronie jarasa...
                                doprowadzilo mnie do zycia w szczesciu i spelnieniu... a czy to czasem nie o to
                                chodzi w zyciu?

                                Nie rozumialabym pokory gdybym wczesniej nie doznala
                                upokorzenia...buntu...samozniszczenia...te wszytskie elemnety choc bardzo
                                destrukcyjne byly mi jednak potrzebne w zyciu...

                                mysle ze takich osob jak ja jest cala masa...ida ida i dojda jak zechca...
                                zycze tego kazdemu ..:)
                                • addicted11 Re: Lek przed odrzuceniem 25.07.07, 23:44
                                  ela_102 napisała:

                                  > Tak dokladnie rozumiem pokore...lecz od pewnego czasu:-)
                                  > Mam tez w pamieci pokore pojmowana jako upokorzenie...


                                  To taki naduzywany slogan aowski- pokora to nie upokorzenie....
                                  A czym rozni sie pokora od upokorzenia?

                                  Pokora wymuszona z zewnatrz to upokorzenie.
                                  ALe jezeli w sytuacji, w ktorej i tak doszloby do upokorzenia tyle ze ja
                                  nastawiam sie " chce tego" to jest nadal upokorzeinie tylko owiniete w szatki
                                  dobrowolnej "pokory".
                                  Takiej pokory nie uznaje.



                                  >
                                  > Umiejetnosc zycia w pokorze pojmowanej tak jak w opisie na stronie jarasa...
                                  > doprowadzilo mnie do zycia w szczesciu i spelnieniu... a czy to czasem nie o
                                  to
                                  >
                                  > chodzi w zyciu?

                                  No tak, ogolniki, ogolniki i jeszcze raz ogolniki.
                                  Piekne cudowne spelnienie- ktoz by takiego nie chcial.

                                  >
                                  > Nie rozumialabym pokory gdybym wczesniej nie doznala
                                  > upokorzenia...buntu...samozniszczenia...te wszytskie elemnety choc bardzo
                                  > destrukcyjne byly mi jednak potrzebne w zyciu...
                                  >

                                  Upokorzenie to co innego niz bunt, a juz zupelnei co innego niz
                                  samozniszczenie, jak ktos cie upokarza to on cie niszczy a nie Ty sama.

                                  Jakby MArtin Luther King byl pokorny to murzyni do dzis jezdzilby w autobusach
                                  na ostatnich siedzeniach.
                                  No przeciez- powinien uznac, ze tak swiat jest skontruowany, ze murzyni sa na
                                  dole, skoro tak jest to tak musi byc.

                                  Wielcy chwalcy "pokory" mieszja bowiem pojceia, ustanawiajac opozycje- albo
                                  pokora czyli madrosc i rozsadek, albo bunt oparty na glupiej brawurze i
                                  zaslepieniu.
                                  A bunt jak pokora moga byc blizej srodka i jedno nie wyklucza drugiego, bo w
                                  zyciu trzeba byc i pokornym i zbuntowanym, to zalezy od sytuacji.
                                  A tu decyduje zdrowy rozsadek, ktory niestety nie idzie w parze z dogmatyzmem i
                                  daltonizmem aksjologicznym ze sie tak cwanie wyraze.
                                  • ela_102 Re: Lek przed odrzuceniem 26.07.07, 11:08
                                    Przykro mi ze moje osobiste doswiadczenia ...bardzo trudne...
                                    oraz ogrom pracy nad soba jaka włozyłam we własne zycie...potrafisz tak
                                    zaszufladkowac...slogan? pisze Ci przedewszystkim o tym jak zmienialo sie moje
                                    podejscie do wielu waznych kwestii zyciowych w zaleznosci od miejsca w jakim
                                    sie znajdowalam...nie wiesz co zmienil we mnie program AA ...co drugi
                                    czlowiek...co Bog...co terapia...poprostu nie wiesz:-) W Twoim mysleniu jest
                                    jednokierunkowosc o ktora w sumie Cie nie podejrzewalam...robisz wszystko aby
                                    sobie samemu udowodnic ze to co mogloby Ci pomoc...jest dla Ciebie szkodliwe.
                                    Ja na wlasne potrzeby nazywam to "autosabotazem" i odkad zrozumialam w sobie
                                    ten mechanizm ...przeskakuje sama siebie z doskonalym skutkiem...

                                    napisze swoja definicje pokory i upokorzenia...
                                    pokora to znalezienie siebie w sobie...dokladne przyjrzenie sie tej
                                    osobie...zaakceptowanie jej w calosci lub zmienienie w tych obszarach ktore
                                    utrudniaja jej zycia...i ostatecznie realizacje siebie.
                                    Martin King...byl wlasnie taka osoba...znalazl siebie swoj cel i zrealizowal
                                    swoje powolanie...ktore po drodze niestety inni ludzie i tak powypaczali.Nie
                                    zmienia to faktu ze On pokornie zrobil to co do niego nalezalo:-)

                                    Upokorzenie...to pewna wada konstrukcyjna ktora powstala we mnie na skutek
                                    zycia w dysfunkcyjnej rodzinie...nie wiara w siebie...we wlasne
                                    mozliwosci...niszczenie siebie samej we wlasnych oczach...i znajdowanie takich
                                    ludzi wokol siebie ktorzy to upokarzanie moga relizowac...
                                    To taka postawa zapraszajaca i pozwalajaca innym na krzywdzenie mnie...

                                    Swiadomosc istnienia czegos takiego ..i zdanie sobie sprawy ze to rozgrywa sie
                                    tylko we mnie...nie w swiecie zewnetrznym...doprowadzlio mnie do wziecia
                                    odpowidzialnosci za wlasna wartosc..Dzis nie ma wokol mnie osob ktore mnie
                                    krzywdza...bo ja im na to nie pozwalam gdyz zbyt mocno szanuje sama siebie aby
                                    dac sie upokarzac..

                                    Ogolniki?
                                    a jak oddac szczescie?
                                    napisze...bylam nikim...we wlasnych oczach wygladalm jak ochlap
                                    wolowiny...nienawidzilam wszystkich i wszystko...nie wierzylam w
                                    przyjazn...milosc...bezinteresownosc...nie wierzylam ze jest cokolwiek dobrego
                                    na tym swiecie...Bog byl najokrutniejszym lotrem...ktory wykorzystuje swoja
                                    Wszechmoc aby naigrywac sie z czlowieka i gnebic go zwyczajnie...dla hecy..

                                    Dzis...mam przyjazn...kolezenskosc..bezintersownosc...piekny swiat wokol
                                    siebie...swiadomosc istnienia i dobra i zla...prawo wyboru ...mam szacunek
                                    wlasny...mam pieniadze...mam realizacje kazdego marzenia...Mam wreszcie
                                    najwiekszą Milośc...kocham i jestem kochana...powiedz Ci mozna miec cos wiecej?

                                    Mam swoje powolanie ktore relizuje...i to wlasnie jest pokora...bo nawet nie
                                    mam potrzeby mowienia Ci jakie wykonuje czynnosci a by to powolanie
                                    relizowac...dodam tylko ze sa to OGROMNE RZECZY :-) na ktore mnie stac...bo
                                    dostalam je od kogos w jakims celu...mialam je zawsze w sobie...ale nie zawsze
                                    mialam do nich dostep...bo...nie bylam pokorna :-)
                                    • myszabrum Re: Lek przed odrzuceniem 27.07.07, 15:45
                                      Strasznie dużo w tym wątku o pokorze. Ta słynna aowska pokora...

                                      Sprytny, wzniosły masochizm. Jak u Simone Weil, powiedziałabym. Czytaliście Weil?

                                      Ta kobieta ma moc, ale w jej piecu diabeł pali.

                                      "Oblubienica boża". "Słodycz modlitwy". "Pan przychodzi ująć rękę swej przyszłej
                                      oblubienicy".

                                      Perwersja. Cukrowa ohyda mistycznej nomenklatury.

                                      Czy do pokory nie nawołują nas przypadkiem ci, co przerazili się demona w sobie?
                                      Pokora jest nieapetyczna, niesmaczna i niezdrowa. Wyklucza godność.
                                      • myszabrum Re: Lek przed odrzuceniem 27.07.07, 15:57
                                        Może zresztą "oddolne", "mesjanistyczne" organizacje tego potrzebują?

                                        Co wyrabiał Mickiewicz w swym Kole Paryskim? Był pokorny i pyszny zarazem, i z
                                        wielką chęcią upokarzał ludzi.

                                        Spowiadał ich, robił im publicznie wiwisekcję. Krzyczał na nich "dzwonowym
                                        głosem, aż sąsiedzi reklamowali o hałas".

                                        Miał demona w sobie...
                                        • tenjaras Re: Lek przed odrzuceniem 27.07.07, 16:11
                                          i lądował w domu wariatów, bo tak wtedy leczono alkoholizm...
                                          • addicted11 Re: Lek przed odrzuceniem 28.07.07, 00:17
                                            Mickiewicz do wariatkowa razem z Gombrowiczem i Vonegutem, jedyniue Bill W jest
                                            normalny, bo 47 razy byl na detoksie i po 46 razach ciagle napierniczal nafte.
                                            Prawdziwy niedoscigniony wzor upartosci az po granice zycia i smierci.
                                            Az stal sie mistrzem "pokory".
                                            • tenjaras Re: Lek przed odrzuceniem 28.07.07, 08:57
                                              Bill W. doznał tego co nazwał "przebudzeniem duchowym" w łóżku wariatkowa, w
                                              którym był nie pierwszy raz i zawołał swojego lekarza by zapytać go, czy nie
                                              odbiło mu już do reszty

                                              myślisz, że byśmy tak sobie tu pisali radośnie gdyby nie doświadczenia zebrane
                                              na Mickiewiczu, Gombrowiczu, Vonnegucie i Wilsonie?
                                              • addicted11 Re: Lek przed odrzuceniem 28.07.07, 15:23
                                                tenjaras napisał:

                                                > Bill W. doznał tego co nazwał "przebudzeniem duchowym" w łóżku wariatkowa, w
                                                > którym był nie pierwszy raz i zawołał swojego lekarza by zapytać go, czy nie
                                                > odbiło mu już do reszty


                                                Prykro mi, ale dla mnie nie jest wzorem ktos, kto przez lata cechowal sie
                                                nieslychanym uporem a nagle zaczal slawic "pokore".
                                                To podlatuje hipokryzja- bo dopiero jak nie dal rady i stracil wszystkie
                                                sily "poddal sie" a potem zrobil z tego nie wiadomo jaka afere.
                                                Nie potepiam go wszakze za to ze byl slaby i pil-chodzi o pewien umiar w
                                                gloszeniu sloganow.


                                                > myślisz, że byśmy tak sobie tu pisali radośnie gdyby nie doświadczenia
                                                zebrane
                                                > na Mickiewiczu, Gombrowiczu, Vonnegucie i Wilsonie?


                                                pisac moglibysmy tyle za zapewne kazdy stalby na nieco innej pozycji.
                                                choc jezeli ktos twierdzi, ze uratowal mu zycie Wilson to moze i gdyby nie on
                                                nie pisalby tu, nie wiadomo.
                                          • e4ska Re: Lek przed odrzuceniem 28.07.07, 16:21
                                            O dżyzesie... to Mickiewicz był alkoholikiem i z tego powodu leczył się
                                            psychiatrycznie? Gombrowicz był alkoholikiem?

                                            Ciekawe... kiedy to alkoholików zamykano w wariatkowie... za czasów saskich? w
                                            Kongresówce? O rany... prędzej trzymało się wariatów w domu, wiązano ich,
                                            zamykano w loszkach, w wieżach (przypadek Rejtana, bardzo porządnego faceta)-
                                            ot, w lekturze szkolnej, zgadnij Jaras w której, bez podpowiedzi!!!, jest opis
                                            wariatki przetrzymywanej w domu.

                                            A dziś się alkoholików w wariatkowach nie zamyka? Hę? Sami tam się pchają i
                                            skamlą, żeby ich raczono zamknąć. Albo żony sądownie - najlepiej na amen i
                                            pensyję pijacką brać.

                                            Jaras, a ty u kogo się leczysz? u kardiologa czy u psychiatrów? Masz fundowany
                                            odwyk psychiatryczny od pięciu lat. I to ma imponować? Czym? Że masz pod deklem
                                            cieniutko i opieki psychiatrycznej wymagasz?

                                            Ela napisała:
                                            "Im bardziej czlowiek spelniony tym bardziej ludziom "niepokornym" wydaje sie
                                            idiotyczny i nierelany...skad wiem?
                                            wiem bo bylam czlowiekim niepokornym..."
                                            Kobieto... po prostu miałaś życie do niczego, a teraz sobie jako tako układasz.
                                            Nie przypisuj innym swoich stanów psychicznych, swojej głupoty i niezdarności.
                                            Ja zawsze byłam niepokorna w pewnym sensie i to jest to, co w sobie lubię
                                            szczególnie.

                                            Da Addiego: "Twoja aktywnosc na forum jest dla mnie
                                            zadziwiajaca..czyzby bylo to twoje powolanie?"
                                            - zwykła prośba pokornych - czyli: zamknij sie, Addi. Mnie tez sie wyliczało
                                            aktywność wpisów. A Jaras ma całą stronkę i dobrze:)))

                                            "swietny moment aby zdac sobie sprawe z
                                            wlasnej "wyjatkowości"....jestes jedny i niepowtarzalny..." - banał powtarzany
                                            przez wychowanków odwykowa. Seryjnie produkowanych "oryginałów".

                                            "pomagajac innym stajemy sie
                                            lepsi..." - albo gorsi. Przykładów nie brakuje.

                                            "ciekawe czemu widzimy to w tak odmienny sposob?
                                            Czy to mozliwe aby jedna rzecz byla i piekna i brzydka..
                                            Czy to mozliwe?"
                                            no przecież, że możliwe... sprawdź przysłowie o gustach. Subiektywizm -
                                            obiektywizm. W twoim subiektywnym odczuciu AA jest piękne, w moim subiektywnym
                                            odczuciu idee AA są wstrętne.

                                            "Nie zachecam nikogo do niczego...mowie poprostu ze zycie bez wódeczki jest nie
                                            tylko ze mozliwe...ale cudowne...nigdy wczesniej na to nie wpadlam".
                                            Dziwne. Ja piłam, a już wiedziałam, że życie bez wódeczki jest cudowne. I o tym
                                            dowiedziałaś sie dopiero dzięki "pomocnikom"? Najprostsza rzecz- i żeby samemu
                                            o tym nie wiedzieć... to jakaś paranoja.

                                            "bylam nikim...we wlasnych oczach wygladalm jak ochlap
                                            wolowiny...nienawidzilam wszystkich i wszystko...nie wierzylam w
                                            przyjazn...milosc...bezinteresownosc...nie wierzylam ze jest cokolwiek dobrego
                                            na tym swiecie..."
                                            - czyli wiodłaś zwierzęcy podły żywot. Nienawiść... poczucie bezsensu. Nigdy w
                                            takim punkcie "rozwoju" nie byłam. Świat był dla mnie zawsze piękny i mądry. Od
                                            maleńkości niemowlęcej - (pamiętam rzeczy sprzed roku życia) do dziś.

                                            "Dzis...mam przyjazn...kolezenskosc..bezintersownosc...piekny swiat wokol
                                            siebie...swiadomosc istnienia i dobra i zla...prawo wyboru ...mam szacunek
                                            wlasny...mam pieniadze...mam realizacje kazdego marzenia...Mam wreszcie
                                            najwiekszą Milośc...kocham i jestem kochana...powiedz Ci mozna miec cos wiecej?"
                                            Niestety, nie każdemu to wystarcza, gdyż to, co opisujesz, to przeciętność.
                                            Nuda i tyle.

                                            Czytając watek - biorąc udział w dyskusji - przekonuję się, że "leczenie"
                                            alkoholizmu skierowane jest do wąskiej grupki nieudaczników życiowych... osób
                                            nieprzystosowanych społecznie, ubogich duchowo... ale żebym ja co z tego miała?

                                            WIĘC:
                                            Mnie, samowytrzeźwiałej alkoholiczce, państwo powinno zwrócić moją akcyzę - w
                                            wysokości: detoks, odwyk w wariatkowie, terapia podstawowa, terapia pogłębiona,
                                            terapia DDD... warsztaty komunikacji małżeńskiej i ustawiczne konsultacje
                                            terapeutyczne.

                                            Należy mi się - wszak piłam solidnie. Jeśli jeden pijak dostaje, to czemu drugi
                                            nie ma nic z leczącego strumienia kasy???

                                            To jest jakaś potworna niesprawiedliwość.

                                            Oddajcie mi, to co moje, łobuzy z NFZ!!!!!!!!!!!!







                                      • addicted11 Re: Lek przed odrzuceniem 28.07.07, 00:21
                                        myszabrum napisała:

                                        >
                                        >
                                        > Czy do pokory nie nawołują nas przypadkiem ci, co przerazili się demona w
                                        sobie
                                        > ?
                                        > Pokora jest nieapetyczna, niesmaczna i niezdrowa. Wyklucza godność.



                                        Wg mnie dobrze choc za mocno.
                                        Pokora to w tutaj gloszonym ujeciu "godzenie sie z wyrokami losu".
                                        Ale co to sa wyroki losu?
                                        Los jest slepy!
                                        Godzenie sie z przypadkowoscia to pokora?
                                        czasem, gdy nie ma naprawd wyjscia- to jest zwykly zdrowy rozsadek, nawet
                                        pewnego rodzaju cwanoasc- jak mi utnie noge to juz nic nie zrobie- ale jaka
                                        to "pokora" cieszyc sie z ucietej nogi?
                                        I jaka to pycha plakac za ta noga?

                                        Moze niech ktos poda konkretne przylady tej "pokory".
                                        Godzenie sie z wojna?
                                        Niesprawiedliwoscia?

                                        Pokora to dla mnie jest przeciwienstwo arogancji a nie "zakaz buntu".
                              • addicted11 Re: Lek przed odrzuceniem 25.07.07, 16:12
                                tenjaras napisał:

                                > tenjaras.blox.pl/2007/05/pokora.html
                                > sze sieu tak wpierrniczeu...
                                >


                                Tak Jaras pieknie, podales jakies na szykbo zliczylem dwaidzeiscia kilka
                                definicji pokory, w znakomitej wiekszosci to kwiatki typu:

                                Pokora to akceptacja własnej mocy i zdolności tworzenia szczęścia
                                Pokora to uchwycenie się tej siły w sobie i wprowadzenie jej do każdej
                                dziedziny naszego życia
                                Pokora to głębokie umiłowanie życia i jego mądrości.

                                co to znaczy? Mozesz to przetlumaczyc na ludzki?
        • anorex Re: Lek przed odrzuceniem 22.07.07, 14:37
          Dziekuje Ci bardzo za odpowiedz.Dokladnie tak jest ze gdy komus cos nie pasuje
          to widze problem w sobie ze cos robie nie tak.Mysle ze czeka mnie duzo pracy
          nad soba bo to tkwi w psychice.Moze zostal mi jakis uraz z przeszlosci.No ale
          postaram sie jakos z tym walczyc.Jeszcze raz dzieki za rady.
          • addicted11 Re: Lek przed odrzuceniem 22.07.07, 14:55
            anorex napisała:

            > Dziekuje Ci bardzo za odpowiedz.Dokladnie tak jest ze gdy komus cos nie
            pasuje
            > to widze problem w sobie ze cos robie nie tak.Mysle ze czeka mnie duzo pracy
            > nad soba bo to tkwi w psychice.Moze zostal mi jakis uraz z przeszlosci.No ale
            > postaram sie jakos z tym walczyc.Jeszcze raz dzieki za rady.



            W moim przypadku to tez byl dlugi okres przemyslen, walki z samym soba.

            Powiem ci cos jeszcze anegdotycznie, moze zabrzmi to smiesznie.
            2 historyjki, ktore pokazaly mi zmiane w moim myslenie.

            Kiedys uwazalem podswiadomie, ze to co moje jest gorsze, moi rodzice sa
            glupsi, koledzy nudniejsi, pies brzydszy, miejsce urodzenia najgorsze,
            nazwisko brzydkie, imie jeszcze gorsze.

            Kiedys siedzialem z krolikiem moich starych u weterynarza i wokolo mnie
            siedzialy z ludzmi inne zwierzeta.
            Spojrzalem na swojego krolika i pomyslalem " moja maly, jestes tu najladniejszy
            i najfajniejszy ze wszystkich".
            I zlapalem sie za glowe- jak ja mysle!
            Przeciez kiedys pomyslalbym " moj zwierzak jest najgorszy".
            I choc obiektywnie krolik wcale nie byl najladniejszy i pewnie najgluposzy ze
            wszystkicvh to dla mnie byl najlepszy.

            Druga anegdota- kiedys mocno kibicowalem pilkarzom, ale jakos gdy nasi
            wygrywali zawsze szkoda mi bylo przegranych przeciwnikow.
            Jakby bylem zly, ze "skrzywdzilismy" ich.
            I tez kiedys ogladam mecz- wygralismy, a ja sie autentycznie ciesze i nie
            matrwie o przeciwnikow. to tylko sport, a poza tym- czy oni nie chcieli wygrac?
            DDlaczego oni mieliby wygrac? Nasi gora i wiwat.

            takie moze smieszne historyjki, ale pokazuja zmiane myslenia w tej dziedzinie.
            • anorex Re: Lek przed odrzuceniem 22.07.07, 17:42
              No rzeczywiscie zmiane widac.U mnie to jeszcze tak nie wyglada.Ale wiesz co Ci
              powiem ja ostatnio mialam taka sytuacje,ze poznalam takiego kolesia i na
              poczatku znajomosci wszystko pieknie ladnie rozmowy,spotkania a teraz ma mnie w
              du....:(jak ja takiegio czegos nie znosze;/To jest wlasnie to poczucie
              odrzucenia.Czuje sie z tym zle.Poprostu juz taka jestem ,moze zbyt wrazliwa.
              • addicted11 Re: Lek przed odrzuceniem 23.07.07, 12:12
                anorex napisała:

                > No rzeczywiscie zmiane widac.U mnie to jeszcze tak nie wyglada.Ale wiesz co
                Ci
                > powiem ja ostatnio mialam taka sytuacje,ze poznalam takiego kolesia i na
                > poczatku znajomosci wszystko pieknie ladnie rozmowy,spotkania a teraz ma mnie
                w
                >
                > du....:(jak ja takiegio czegos nie znosze;/To jest wlasnie to poczucie
                > odrzucenia.Czuje sie z tym zle.Poprostu juz taka jestem ,moze zbyt wrazliwa.


                Na pewno jestes wrazliwa, a nawet nadwrazliwa.
                Jak troche przytepisz te nadwrazliwosc to z wady zrobi sie zaleta.

                Wszystko kryje sie w proporcjach. Nic dziwnego, ze zle czujesz sie gdy koles
                olal Cie.
                Nie ma na swiecie chyba jednej normalnej osoby, ktora w takiej sytuacji czulaby
                sie dobrze.
                Kazdy woli, jak jest lubiany, miec wiecej przyjaciol niz mniej itp
                To jest NORMALNE.


                Ale kwestai proporcji i interpretacji.

                Jezeli koles ma Cie jak piszesz w dupie to moze byc tego powodow wiele.
                Ty widzisz tylko jeden- ze cos nie tak z Toba.
                A moze po prostu macie inne charaktery?
                Moze on czegos innego szuka?
                Moze boi sie bliskosci?
                A moze to zwykly burak?


                Ja pamietam ze swgo zycia sytuacje, gdy moja obojetnosc wobec pewnej dziewczyny
                zostala przez nia odebrana jako ciezki cios, ja o niczym nie wiedzialem,
                dowiedzialem sie po wielu miesiacach, ze ona cierpiala itp, byla przekonana, ze
                ja mam ja za nic, prawda byla taka, ze wedlug mnie byla wspaniala dziewczyna,
                ladna i interesujaca, ale ja akurat wychodzilem sam z nieodwzajemnionego
                zakochania i po prostu nie bylem wtedy w stanie jej zauwazyc.

                Niektorzy ludzie mowia, ze im wcale nie zalezy na opinii innych, ze maja gdzies
                to co kto o nich mysli itp- wedlug mnie oni klamia albo sa slepi.
                ak napisalem, kazdy normalny czlowiek chce byc dobrze postrzegany, kochany itp.
                Po prostu, to warto zrozumiec, ze nie mozna byc kochanym przez caly swiat i nie
                za wszelka cene.

                Ja na swoj szczescie to poczulem i zrozumialem.
                Mowi sie trudno- zyje sie dalej- oto moja dewiza.


                I jeszcze jedno dodam- bo sa tu na forum "doskonale" osoby, ktore probuja mi
                wmowic klamstwa lub hipokryzje- bo niby sam jestem ofiara losu a pouczam.
                Mowia to czesto ludzie, ktorzy byli zulami po 30 albo 40 lat a dzis chodza do
                AA i uwazaja sie za ludzi sukcesu.
                Bog z nimi.

                ja sam nie jestem zadnym idealem, mam wiele roznych dylematow i problemow, obaw
                i t p
                ale z Toba dziele sie akurat tym, z czym poradzic sobie potrafilem.

                Po latach terroru psychicznego zrozumialem i poczulem, ze moge byc przez
                niektorych odrzucony i nic wielkiego sie nie stanie.
                Wiecej, przez niektorych chce byc odrzucony- gdy sa oni dla mnie toksyczni.
                Wole ich miec za wrogow niz za przyjaciol, sytuacja jest wtedy przynajmniej
                klarowna.










                • anorex Re: Lek przed odrzuceniem 23.07.07, 19:33
                  Dobrze nawet bardzo dobrze ze pouczasz to tylko swiadczy o tym ze fajny z
                  Ciebie facet nie obojetny na problemy innych.Mnie pomaga to co slysze od
                  Ciebie.W takich sytuacjach jak ta ktora opisalam probuje sobie powiedziec ee
                  tam nie to nie ale to nie takie proste.Ale mysle ze od Ciebie moge sie duzo
                  nauczyc i zmienic sposob myslenia w niektorych kwestiach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka