addicted11
20.07.07, 23:57
Pozytywna zmiana w moim zyciu, ktora zaszla przez ostatni rok- dwa.
Od dziecinstwa przez cala mlodosc odczuwalem wielki lek przed odrzuceniem.
Taki fachowy termin- a po ludzku-po prostu chcialem od wszystkich akceptacji,
uznania, za wszelka cene.
Nie potrafilem zrozumiec, ze nie kazdy musi mnie lubic lub szanowac.
Bylem lojalny do bolu- nawet hdy ktos mnie ranil- ja nie mialem odwagi
zaprotestowac, by mnie nie zostawil.
Dzis prawie to wyparowalo.
Oczywiscie- nadal wole jak ktos mnie lubi niz gdy nie lubi.
Wole komplementy niz zjebki.
ALe to juz norma a nie patologia.
Dzis nie boje sie odrzucenia, wiecej- nie mam zadnej ochpty kontynuowac
niektorych rekacji, znajomosci.
Gdy ktos krzywdzi mnie lub moich bliskich- czyuje do niego zywa niechec lub
wrecz nienawisc- zamiast jak kiedys strachu.
Dzis moja dewiza jest prosta- masz facet problem ze mna?
Nie podoba Ci sie cos we mnie?
To w y p i e r d a l a j szczurze bo ci jeszcze kopa na rozped sprzedam.
Ciesze sie z tego, bo to wazny krok w moim zyciu.
dzieki temu nie tylko sam mniej cierpie, ale nie marnuje energii na baranow
ktorzy na to nie zasluguja a widze innych, zyczliwych, ktorych kiedys
zaniedbywalem, bo walczylem o wzgledy tych ktorzy lazili mi po misce.